OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

sobota, 19 lutego 2011

88. Dirty Diana, czyli Poranek w dominatorium (1/2)



W dzisiejszym odcinku, Drodzy Czytelnicy, załoga SuSa postanowiła wyruszyć z pomocą PLUSowi osaczonemu przez zastępy Mistrzyń Ciętej Riposty pod wodzą niejakiej Diany Lestrange. Dwie pierwsze części analizy tegoż opka można przeczytać TU i TU. W dużym skrócie: bohaterką jest wspomniana Diana, córka Bellatrix i kuzynka Malfoya, z którym wiecznie się żre i grozi mu śmiercią. Hogwart w międzyczasie przeszedł rewolucję obyczajową: uczniowie nie śpią już tam w dormitoriach, tylko dominatoriach. Wśród przyjaciółek bohaterki jest niejaka Selena Snape, zbieżność nazwisk nieprzypadkowa. Diana jest mistrzynią ironii i  ciętego humoru, niestety we własnym przekonaniu tylko. Do tej pory obserwowaliśmy jej rozkoszne przekomarzanki z kuzynem i nauczycielami, teraz przechodzimy do spraw poważniejszych - Diana rozpoczyna służbę w szeregach Śmierciożerców... Indżoj!
http://panna-lestrange.blog.onet.pl/

Analizują: Szprota, Sierżant, Kura i Jasza.

Po wypalaniu mrocznych znaków Voldemort nakazał trójce nastolatków wrócić do Hogwartu.
Ja po wypaleniu kilku papierosów próbuję ogarnąć tekst.
Ja wypalę, jak przeczytam. Taki mentalny odpowiednik papierosa postkoitalnego.
Czasem trzeba zapalić prekoitalnego. Tak dla kurażu.
Drogie Bravo, a ja nie palę, co mam robić?
Żuj zapałki.
 
Załoga SuS, po zażyciu środków odurzających, wgryza się w opko.


Następnego ranka Diana obudziła się jako pierwsza w dominatorium.
Reszta leżała osłabła i posiniaczona.
Co poniektórzy jeszcze zwisali, przykuci łańcuchami do ścian.

Wzięła szybki prysznic.
Choć on też próbował zmykać gdzie pieprz rośnie.
Chciał się stamtąd urwać, ale go złapała.

Gdy się ubrała i stanęła przed lustrem zaniemówiła.
Po chwili z jej gardła wydobył się krzyk.
I załomotał o zęby.

- Nie, nie! To tylko sen prawda? Diano uspokój się - powtarzała.
- Czego krzyczysz tak? - Warknęła, Selena odwracając się w stronę Lestrange.
Mistrz Yoda wrzasków nie pochwala!

Panna Snape otworzyła usta ze zdziwienia.
Wyglądała niczym ryba wyjęta z wody.
Czyli jak zwykle. Była mokra, pokryta śluzem i miała kaprawe oczy.

Po chwili wyjąkała:
- Twoje... Włosy?
- Właśnie, dlatego krzyczałam - warknęła Diana. Po chwili schowała głowę pomiędzy kolanami. - Zabiję się! - Zawyła.
Prosto w wulwę. Wycie odbiło się szerokim echem.

- Ale do twarzy ci w blond - zaśmiała się Selena.
Lestrange już nie wytrzymała i wybuchła:
- Kto mi przefarbował włosy!? Zabiję gada.
A może to taki efekt uboczny po Mrocznym Znaku, nie pomyślałaś?


Po chwili do dominatorium wbiegli zaspani chłopcy czyt. Malfoy i Zabini.
Dobrze. Od dziś słowo "zaspani" będę czytać jako "Malfoy".
*przegląda stare notatki z fonetyki* Nie, taki sposób wymowy nie funkcjonuje chyba w żadnym języku...

- O jak ci ładnie w blond włoskach - zaśmiał się Draco widząc kuzynkę.
- To ty! - Krzyknęła Diana w stronę kuzyna - Cholera zabiję cię wstrętna szumowino - syknęła sięgając po różdżkę.
Jak Czytelnicy się domyślają, cała ta intryga z przemalowaniem Diany na blond to jeden wielki Element Komiczny. Nie ma żadnego przełożenia na dalszą akcję, jest bez sensu i bez znaczenia. Jak zresztą bukiet opisywanych tu przypadków i wpadek akcji.
Ale za to ma pokazać instynktowny, organiczny wstręt ałtorki do koloru blond. Dla wzmocnienia efektu powinna była jeszcze przebrać bohaterkę w różowe ciuchy.
Różowa szata śmierciożercy. Słodkie.
Prawda?

- Uspokój się Diano - usłyszała przy uchu szept Blais'a. - To nic nie da - jego ciepły oddech owiał szyję dziewczyny, zadrżała mimowolnie.
- Proszę cię puść mnie - powiedziała cichym, niepewnym głosem. Usta chłopaka dotknęły delikatnie szyi dziewczyny. - Blaise proszę - jęknęłam cicho.
Utożsamienie ałtorki z bohaterką - jest. No tak, pocałunków Zabiniego nie można marnować na byle Dianę.

- Uspokój się - szepnął. - Smoku won - syknął w stronę kumpla.
- Won czarnuchu! - odsyknął kumpel.

- Jak chcesz - odpowiedział z uśmiechem blondyn. Za jego przykładem podążyły Camille i Selena, które w błyskawicznym tempie skorzystały z łazienki i spakowały torby.
One nie są Główną Bohaterką, więc nie przysługuje im prawo do godziny w łazience i dwóch przed szafą z ciuchami.
One nie są Główną Bohaterką, więc nawet nie przysługuje im luksus sikania w samotności i bez świadków. 
Oj, bo w Hogwarcie jest jak w gimnazjum - jedna korzysta, druga trzyma drzwi.

- Zabini musimy już iść. Śniadanie - wyjąkała.
- Jak chcesz - oznajmił zachrypniętym głosem odrywając usta od jej szyi.
- Ja już się najadłem - mruknął, oblizując strużkę krwi z kącika ust.


W Wielkiej Sali jak zwykle panował gwar.
Dziewczyna o lazurowych tęczówkach siedziała wpatrzona w Zabini'ego.
Musiała przyznać w duchu był przystojny. Cholernie przystojny.
W ciele natomiast był pokraką. Straszliwą pokraką.
Zawsze mnie ciekawi, czy autorki pamiętają, że Zabini był czarnoskóry. 
Mam nadzieję, że to nie wyklucza w Twych oczach przystojności?

- Za 5 minut zaczynają się eliksiry - wtrąciła Camille.
- Cholera jasna. Idźcie już zaraz was dogonię tylko skończę jeść tost - powiedziała Diana.
Czyżby stosowała metodę "przeżuj każdy kęs 100 razy"?
Nie, raczej stosowała metodę "rety, jaka ja jestem fantastyczna żujżujżuj jakie mam piękne, długie włosy żujżujżuj jaki cudowny płaski brzuszek żujżujżuj".


- Widzę, że panna Lestrange zaszczyciła nas swoją obecnością - usłyszała głos Snape'a, gdy tylko przekroczyła próg klasy.
Oczywiście musiała się spóźnić na lekcję.
Tam od razu spóźnić. Tyle hałasu o drobne dwa tygodnie.
Tyle jej zajęło żucie tosta.


Na lekcji mieli ważyć eliksir snu.
Najdokładniej zważony eliksir zostawał Wzorcem Eliksiru Snu.

Diana z miną seryjnego mordercy wlała krew do kociołka Potter'a, gdy nie patrzył w jej stronę.
Tak, ja też się czuję niepewnie pod spojrzeniem kociołków.
Czyją krew? W którym dominatorium nie doliczono się dziś jednego lokatora?

Po chwili kociołek eksplodował oblewając kleistą substancją większość klasy.
W klasie panowała cisza przerywana chrapaniem, co poniektórych uczniów.
I, rozhasanymi, przecinkami.

Jednak każda cisza nie trwa wiecznie.
I wszystko nie może wiecznie trwać!

Snape machnął kilka razy różdżką i uczniowie zaczęli się budzić.
- Coś ty najlepszego kretynie narobił! - Wydarł się Snape na biednego Harry'ego.
- Eee...
...pokonałem Voldemorta, pokonałem Voldemorta, całowałem się z Cho i pokonałem Voldemorta.

- Szlaban! Minus 50 punktów. od Gryffindoru!
I +50 do ignorowania przyimków!
*wkopuje w ziemię wielki znak drogowy "Uwaga! Element Komiczny!"*

***
Hej, od Gryffindoru
do Czarnego Boru
sunie długa glizda
i coś sobie gwizda!
Hopsasa!


A już z głębin bora
leci kikimora.
Jak złapie Ślizgona
zeżre mu ogona!
Hopsasa!


Gdzieś za Czarnym Dworkiem
Żwirek z Muchomorkiem
Warzą gar kompotu
Z malin i blekotu!
Hopsasa!


A domowe skrzaty
Wlały do herbaty
Wywar z jagód cisa
I wszystko im zwisa.
Hopsasa!


*Zastanawia się, czy nie napisać jakiejś pracy naukowej o wpływie źle użytego przyimka na rozwój weny poetyckiej*

Po lekcji Dracon wcisnął Dianie do dłoni świstek pergaminu szepcząc:
- Przeczytaj, jak będziesz sama.
Gdy lekcje się skończyły Lestrange usiadła na parapecie w dominatorium dziewczyn czytając słowa napisane czarnym atramentem na pergaminie.
Nie krwią? Łeeee...
Nie krwią, ale za to pejczem pisane!
Swoją drogą, wciąż czytam "czarnym atramentem na czarnym pergaminie"...

Diano Czarny Pan chce nas widzieć dziś o 23.00 w dworze.
Draco

Skubany, szyfrem mówi! Prawdziwa wiadomość była od Vanessy i brzmiała "Niemoge przestadź o tobie myśleć". Bo przecież niemożliwe, by o tajemnej schadzce z Sami-Wiecie-Kim napisał otwartym tekstem, prawda?

To się naczytała, łoj, z godzinę jej to pewnie zajęło!
*duma głęboko nad sensem przekazywania tak zwięzłej informacji pisemnie, skoro Diana i Draco widywali się co chwila i spokojnie mógł jej to po prostu powiedzieć. A nawet wyszeptać mrocznym szeptem.*
Kuro, nie znasz się. Opkowa konspira polega na tym, by pisać sobie tajemnicze liściki, jak ludzie, a nie mówić do siebie paszczą, jak zwierzęta.


Gdy wybiła 22.45 Lestrange ubrała czarny, ciepły golf i tego samego koloru spodnie - rurki.
Skrupulatne odliczanie czasu - jest.
Dokładny opis odzieży z nieśmiertelnym "ubierać" w znaczeniu "wkładać, przyodziewać" - jest.
Jedyny słuszny kolor - jest.


 Szatę śmierciożercy miała ubrać w dworze, gdyż chyba nikt nie przyzwyczaił się dotego, że uczennica chodzi po szkole w szacie sługi Czarnego Pana.
Taaa,  Hogwart jest daleko w tyle za polskimi gimnazjami, w których nikt już nie zwraca uwagi na bluzy z HWDP i inne ciekawe stroje.
Przez Hogwart przetoczył się Prawie Bezmózgi Giertych i ścigał smętne czarne firany oraz miniówki. Od tamtej pory nic nie było takie samo.


W oddali zauważyła dwie sylwetki. Był to Zabini i Malfoy.
Po chwili podeszła do nich trzecia postać ubrana w czarną szatę śmierciożercy.
Gdy podeszła nieznana im postać odezwała się.
Kto podszedł, a kto się odezwał? Tajemnicę zabrało ze sobą do grobu wymarłe plemię Przecinków.

- Wreszcie złapcie mnie za ramię będziemy się teleportować - powiedział cichy, damski głos.
Diana nienawidziła aportacji. Wolałaby już lecieć do dworu na jakiejś cholernej miotle, ale ona nie miała tam nic do gadania.
A szkoda. Taka miotła mogłaby wiele opowiedzieć o swym fascynującym życiu.
Na przykład, kto w tej relacji był tak naprawdę ulicznicą płaską.


- Czarny Pan już na was czeka - powiedziała zimnym tonem Clarie Zabini.
Na Dianę nagle spłynęło oświecenie, kim jest "nieznana postać"?
Po zimnym tonie ją poznacie.

Matka Blaisa była wysoką kobietą. Miała czarne, proste włosy. Jej zielone tęczówki patrzyły z pogardą na każdego napotkanego człowieka.
To pogarda nadawała im ten wyjątkowy odcień.
Jak na opkowe normy urody - doprawdy ślicznotka!

Była boginią w ludzkiej skórze. Jej ciało miało idealne kształty. Duże, jędrne piersi, kształtny tyłek, długie nogi były jej atutem. Nikt by nie powiedział, że ma szesnastoletniego syna.
Bo matki nastolatków powinny być zapuszczone i obwisłe.

Trzeba jej było przyznać, że miała gust. Była ubrana w ciemno zieloną sukienkę, która podkreślała idealnie jej kształty. Jednak nigdy nie spotkała prawdziwej miłości.
Bo trzeba było nosić niebieską! Niebieska daje +50 do kobiecości!
A różowa + 100

 Mimo, że miała wielu mężów, była z nimi tylko dla pieniędzy.
 I z męczeńską miną pławiła się w luksusie.
Przypomnę tylko, że każdy z siedmiu mężów pani Zabini po krótkim pożyciu umierał w niewyjaśnionych okolicznościach... A bogata wdowa mogła dalej szukać prawdziwej miłości.

Trójka nastolatków stanęła pod drzwiami gabinetu Voldemort'a.
Draco zapukał do drzwi.
- Wejść - usłyszeli lodowaty głos Riddle'a.
Uczniowie domu węża przyklęknęli na jedno kolano i ucałowali skraj szaty ich pana.
- Wezwałem was, gdyż jutro do Hogwartu przybędzie moja córka Vivien. Chciałem, żebyście o tym wiedzieli.
No to mamy już córkę Bellatrix Lestrange, córkę Snape'a, a teraz jeszcze córkę Voldka. Do kompletu brakuje nam jeszcze... hm... może córki Syriusza Blacka?
Mnie już nic nie brakuje. Wręcz mam nadmiar.

 Diano mam dla ciebie zadanie - powiedział prosto z mostu Tom.
- Jakie? - Zapytała niepewnie.
- Ożywisz z Vivien bazyliszka - oznajmił.
- A po jaką cholerę?
- Żeby się tyle w lustrze nie przeglądała.


- Oczywiście panie - powiedziała niepewnie.
- Czyżby w twoim głowie była niepewność?
Tak, kolebała się w pustce, jak groszek w grzechotce.

Zaśmiał się niczym jakis szaleniec- Crucio - oznajmił beznamietnie.
Wydał z siebie klasyczne, mhroczne "Mwahahahahahaha!"?
Tak. Po czym dodał niepewnie: "...eee... or something."

Dziewczyna upadła na zimną posadzkę. Czuła, jak każdą nawet najmniejszą komórkę jej ciała przeszywa ból. Zagryzła wargi do krwi. Jednak nie krzyczała, nie chciała dać swojemu Panu tej chorej satysfakcji.
Dla Diany dominatorium jest domem, więc dobrze wie, o co w tym biega...
Znała reguły tej gry.

Po chwili Voldemort cofnął zaklęcie.
- Ponawiam pytanie Ożywisz z Vivien węża?
Liczył na to, że po Crucio zapomni, że chodziło o bazyliszka?
Pomyślał o innym wężu, również od lat martwym.

- Tak - odpowiedziała już pewnym głosem.
Interesujące metody wzbudzania pewności siebie.

* * *

Poranek był niezwykle ponury. Z nieba padał deszcz, który bębnił o rynny.
Z ziemi, ku uldze wszystkich, nic tym razem nie padało.
Jedynie kanalizacja od czasu do czasu wybijała.

Dziewczyna o czarnych lokach wstała z łóżka i skierowała swoje kroki w stronę łazienki. Ściągała piżamę i zanurzyła się w wannie. Leżąc w ciepłej wodzie rozmyślała o swoim życiu.
Gdy woda w wannie zrobiła się zimna dziewczyna wzięła puchowy ręcznik i owinęła nim swoje chude ciało
Puchowy ręcznik... ciekawe - w kołdrę się wytarła, czy w poduszkę?
Oj, po prostu miała wannę ze śpiworem.
No tak, na zimne kąpiele - śpiwór w wannie jest niezbędny.
Tak, tak... Godzina samotnych porannych rozmyślań w wannie, do wykonania zwłaszcza w szkole z internatem, gdzie w pokoju śpią z tobą trzy czy cztery koleżanki.



***

Po chwili dziewczyna pocałowała chłopaka w policzek i uśmiechnęła się z satysfakcją.
- W policzek? - Zapytał zawiedziony.
- Mówiłeś że mam cię pocałować, ale nie uzasadniłeś gdzie.
*wyobraża sobie, jak Blaise uzasadnia Dianie cmokanie go w pompkę i porykuje z cicha*


Nagle sala ucichła i przemówił dyrektor:

- Dzisiaj dołączy do nas nowi uczniowie Vivien Riddle i Arthur Zabini proszę podejdźcie i załóżcie tiarę - powiedział z uśmiechem dobrodusznego dziadzusia Dumbledore.
Nowi uczniowie, w tym córka Voldka - są. Zieeeeeew.
I uroczystość przydziału, gdy tylko pojawi się nowy uczeń, choćby w połowie semestru - też jest. Zieeew...
Jak nietrudno się domyślić, oboje trafiają do Jedynie Słusznego Domu - Slytherinu. Zieeeew.


- Jestem Arthur a ty? - Zawrócił się w stronę ciemnowłosej.
- Diana Lestrange - odpowiedziała bez cienia zainteresowania ciemnowłosa.
Ej, a jeszcze chwilę temu przefarbowali ją na blond! Przegapiłam coś, czy autorka ma sklerozę?
Ma sklerozę. I jeszcze kilka innych dysfunkcji.

* Lekcja eliksirów *

- Tak więc postanowiłem za sprawą użalających się uczniów - tu spojrzał na Dianę i Selenę. – Będziecie losować, z kim kto będzie siedział w ławce.
O wszechpotężna mocy Mary Sue, której ulega nawet Snape! Czy ktoś kiedyś słyszał, by Mistrz Eliksirów brał pod uwagę jakiekolwiek narzekania uczniów?
Ja. Ale to była moja brzydka fantazja, więc się nie liczy.
*mając w pamięci niektóre fantazje Sierżant, zaciąga ją za rękaw w ustronny kącik*

Snape położył na biurku szklany pojemnik, w którym znajdowały się świstki papieru.
- Draco losuj  jako pierwszy - rozkazał m Snape
- Dlaczego a? Dobra, dobra już losuję. Kurwa Granger.
Zaokrąglona? :>
Generalnie, prędzej uwierzę, że Snape uciął sobie z Malfoyem mały romansik na boku, niż że zaczął mówić do uczniów po imieniu.
"Kurwy Granger" litościwie nie skomentuję. Ałtorka uparła się, by odebrać swoim postaciom każdą, nawet najmniejszą resztkę klasy...
Śmiem twierdzić, że to nie ma nic wspólnego ze świadomym zabiegiem, a sporo z codziennym językiem Ałtoreczki.

- Teraz losuj ty Blaise
- Diana - uśmiechnął się.
Blaise, trzymaj się konwencji. Dziwka Diana, jak już.

Snape obdarzył parę morderczym spojrzeniem.
Para podziękowała grzecznie i schowała mordercze spojrzenie do kieszeni.
Chuchając w garść na szczęście.

Po eliksirach było wróżbiarstwo. 
- Witajcie dzieci usiądźcie na swoich miejscach - powiedziała "obłąkana" profesorka.
Jak wszyscy wiemy, obłąkanie profesorów objawiało się witaniem uczniów i zachęceniem ich do zajęcia miejsc. Normalni profesorowie zaczynali lekcje od lżenia Gryffindoru.

Jej mina była taka komiczna, że Diana wybuchnęła śmiechem.
- Co cię śmieszy? - Profesorka zwróciła się w stronę Diany.
- Pa..Pani - wyjąkałam dalej śmiejąc się
Narrator odszedł przyłożyć w zamyśleniu czoło do podłogi.
Dobrze, że coś tu kogoś śmieszy. Szkoda, że nic czytelnika.

- Tak więc co chciałeś Malfoy? - Zapytała ignorując Lestrange.
- Bo ja jestem ciekawy czy pani jest szlamą?
- Panie Malfoy, co pana to obchodzi?
- Wstydzi się pani przyznać, że jest szlamą? - Diana uśmiechnęła się drwiąco.
Ksenofobiczne wstawki, jak wiemy, są niezbędne do pełnej definicji słowa "wygadana".
Rąbnę ją, mogę? Moooogę?
Ja wiem, że to Hogwart mocno niekanoniczny, ale czy przypadkiem za samo drwienie z nauczyciela bohaterka nie powinna dostać szlabanu?
Powinna zostać zamieniona w wyjątkowo skoczną fretkę!
Nie, to zbyt sympatyczne zwierzątko. Postuluję motyla z ohydną trąbką.
- Proszę nie używać w mojej obecności słowa "Szlama”? - Powiedziała nauczycielka
Ten pytajnik na końcu ma sugerować jej niepewny, błagalny głos, czy jak?

- Ślizgoni zaczynamy! - Rozkazała Diana.
 Hej ho, hej ho, czyniłoby się złooo...!

- Od cnoty Gryfonów,
Kretynizmu Puchonów,
Wiedzy o własnej wszechwiedzy Krukonów.
Chroń nas o wielki SLITHERINIE!!! - Zarecytowali z naciskiem na "Slytherinie. ''
Żeby nikt nie zarzucił ałtorce robienia błędów w nazwach własnych, podała obie wersje do wyboru.
                                                               
- Moje wewnętrzne oko mówi, że zaraz rozboli mnie głowa zwalniam was z lekcji - powiedziała profesorka łapiąc się teatralnie za głowę.
"Nie wytrzymam" - pomyślała. "Za moich czasów szesnastolatkowie grali w Magiczną Butelkę i produkowali Eliksir Wielu Chichotów, a nie recytowali paciorki na poziomie dziecka w fazie latencji. Ta dzisiejsza młodzież!"

* * *

Dni, tygodnie mijały dzisiaj do pokoju wspólnego przyszedł Snape i zbierał podpisy osób które zostają na Święta. Diana, Blaise, Draco i Arthur zostali jako jedyni Ślizgoni w zamku.
Łiii! Będzie orgietka!
Draco z Arthurem? Może być ciekawie!
Ich trzech, a ona jedna. W dominatorium...
Ich trzech i dziewczyna. Eugeniusz Paukszta.

~~*~~
 
W dzień Bożego Narodzenia obudziłam się dość późno.
Gdy wstałam zobaczyłam obok łóżka prezenty.
Piętrzyły się po szczyt baldachimu.

Od Blaisa dostałam śliczny naszyjnik w kształcie serca, od przyjaciółek słodycze z
Miodowego Królestwa, od rodziców książkę pt. "Czarna Magia to Potęga. ''
W pluszowej okładce z serduszkami.
Tam sięgaj, gdzie Accio nie sięga
Łam, czego Reducto nie złamie.
Mroczności! Czarna twej magii potęga,
Jako tłuczek twe ramię!



- Hej wam - uśmiechnęłam się, gdy tylko przekroczyłam próg Pokoju Wspólnego.
- Cześć - odpowiedzieli chórem.
Ćwiczyli to przez ostatnie pół godziny.
 
Przyłapałam wzrok Blaisa na moim dekolcie. Zobaczeniec.
Zobaczeniec - wyższy stopień wzrokowca. Zobaczy i się podnieci. Że też na takich kary nie ma.

- Draco mam pytanie.
- Tak?
- Dlaczego sprowadziłeś Gabriel do zakazanego lasu?
- e, tego no... chciałem sprowadzić ją na manowce.
[Wyjaśnienie dla tych, co nie czytali poprzednich części: Gabriel (!) była przyjaciółką Diany, zginęła w Zakazanym Lesie, zwabiona tam podstępnie przez Malfoya]

Popatrzyłam w lazurowe tęczówki kuzyna.
Starannie omijając wzrokiem czarne źrenice.
Było to wykonalne pod warunkiem zrobienia zeza, od którego oczy nieco łzawiły.

- Musiałem. Takie było moje zadanie. Jej rodzice dawno temu zdradzili Czarnego Pana i przyłączyli się do Zakonu. Byli Ślizgonami przyjaciółmi naszych rozdziaców, a zdradzili. Musiałem pomścić Rosierów, których dzięki ich informacjom zabito.
- Teraz rozumię i eee... Sorry za to, że się tak wkurzyłam.
Wię i nic nie powię. Gdybyś chciał jeszcze zabić jakąś moją przyjaciółkę za zdradę jej rodziców, nie krępuj się.

- Rozumiem ona była twoją przyjaciółką - powiedział z lekkim uśmiechem Draco.
- Oj tam. Było, minęło, zajmijmy się czymś ciekawszym... Blaise, masz jakiś pomysł?

- Co powiecie na wojnę na śnieżki? - Zapytał Blaise, a w jego oczach pojawiły się łobuzerskie ogniki.
- Jasne.
Gabrysia? Ktoś coś mówił o jakiejś Gabrysi? A kto to taki?
Miła, dzielna grzywka, marszczący się kostium pod oczami... A nie, to nie ten fandom.
 
Gdy tylko znaleźliśmy się na błoniach w oddali zauważyłam jedną rudą,  czarną czuprynę i brązowe kudły Granger.
Zadanie dla czytelników mających dzieci do lat 6: Zapytajcie swoje dzieci, ile było czupryn, w jakich kolorach i kogo nie znosi boChaterka?


- Jak tam szlamciu nie wróciłaś do mugoli na święta? - Zagadnął Dracon.
- Zamknij się Malfoy i ty Lestrange - syknął Weasley czerwony ze złości. Od dawna wiedzieliśmy, że buja się w szlamci, ale ta głupia tego nie zauważała.
Te szlamy i zdrajcy krwi. Durzą się w sobie. No jak zwierzęta.
W przeciwieństwie do nas, wysublimowanych czystokrwistych.

- A co mi Weasley zrobisz? - Zapytałam z uśmiechem. - Jesteś zwykłym, biednym zdrajcą własnej krwi. Nie stać cię nawet na jedzenie - powiedziałam z jawną kpiną.
Gdybyś był bogaty, to całkiem co innego...
Ya ha deedle deedle, bubba bubba deedle deedle dum *skrzypi na dachu*

- Wieprzlej ... - Zaczęłam, ale mi brutalnie przerwano.
- Diano przestań - syknął Potter.
Karygodna brutalność, zaiste. Pewnie się jej nauczył w Ramsztajnowej piwnicy.


- Diano? Od kiedy my po imieniu? - Zapytałam zdziwiona. Tego się po Wybrańcu nie spodziewałam.
Łiii! Pamiętał moje imię i dźgnął mnie różdżką. Na pewno mnie kocha.

- Harry Ron idziemy - zarządziła Granger.
Harry Ron?
To naprawdę ślicznie brzmi! Prawie jak: Harry Rona, Harry Rona, Harry Harry! Rona Rona!

*leci po bębenek i pomarańczową szatę*
*wystawia stragan z prasadamem* Trzy złote za lassi i gardło sobie podrzynam!

- A co szlamciu boisz się? - zapytałam się.
- Przestań ty.. Śmierciożerco! - krzyknęła.
- Przesadziłaś Granger - powiedział Arthur. - Na jakiej podstawie sądzisz, że ona jest sługą Czarnego Pana.
- No właśnie - dodał Blaise
To, że biega po błoniach w czarnej pelerynie z kapturem, jeszcze o niczym nie świadczy. Ludzie są tak pochopni w osądach...
A to małe, czarne na ręce to tatuaż henną, pamiątka z wakacji.


***

[Arthur, Blaise i Diana wagarują w Pokoju Wspólnym, opuszczając Eliksiry]

Nagle do Pokoju Wspólnego wszedł Snape.
Wtem!
 
- Wyjazd na Eliksiry - syknął.
Sorry, nie znamy tej wysepki.

- Dlaczego? - Zapytałam udając oburzenie.
- Chcesz Lestrange szlaban? A wy, co sobie myślicie słuchając tej wariatki. Lekcja trwa już od 20 minut - warknął.
Aha. Znaczy, Snape zostawił resztę klasy z kociołkami pełnymi niebezpiecznych substancji i poszedł poszukać swych zbłąkanych owieczek?

- Tylko nie wariatki wypraszam sobie!
Każdemu zdarza się czasem wrzucić komuś muchę do herbaty i nosić wszędzie z sobą rury od odkurzacza!

- Zamknij się z łaski Lestrange.
Nie. Z łaski ałtoreczki mam prawo mówić co chcę, komu chcę i jak chcę, o!

- Dlaczego? - Powtórzyłam pytanie. Widząc, że Snape robi się czerwony ze złości dodałam - Chyba źle działam na psychikę ludzi.
Tak. Budzisz mordercze skłonności.

- Na moją najbardziej jak nosisz bluzki z dużym dekoltem i mini - powiedział z chytrym uśmieszkiem Diabeł.
- Zboczeniec! Od dzisiaj noszę golfy i długie spodnie - udałam oburzenie.
Nie po to zakładam dekolt i mini, żeby jacyś zwyrodnialcy gapili mi się na cycki i nogi!

- idziecie na tą lekcję? - jęknął błagalnie Snape, oczyma duszy widząc Dumbledore'a wpisującego mu naganę do akt.
- Nie - odpowiedzieliśmy zgodnie.
- Do końca lekcji zostało 35 minut 20 sekund i 22 setne sekundy, więc ma pan jeszcze czas na podręczenie Gryfiątek - powiedziałam bezczelnie.
Blaise i Arthur wybuchneli śmiechem, a Snape musiał walczyć ze sobą, aby się nie zaśmiać.
"Lubią mnie!" - pomyślał z zachwytem. -"Naprawdę mnie lubią. Jeszcze trochę i zaczną polubiać moje statusy na fejzbuku!"


- Widzę was na następnej lekcji - syknął po chwili profesor eliksirów i wyszedł z Pokoju Wspólnego.
Prorok, czy co?

- To, co będziemy robić? - Po chwili zapytał się Arthur.
No, słoneczka, żebym ja Wam musiała podpowiadać...

- Bitwa na poduszki! – Krzyknęłam.
- Hmm..  Gdzie tu widzisz poduszki? - Zapytał Diabeł.
- Ojej biedaku wiesz istnieje cos takiego jak różdżka - uśmiechnęłam się z ironią.
- No też fakt zapomniałem - wyczarowałam poduszki i rozpętała się " 3 wojna światowa" dosłownie
Czyli bomby atomowe wybuchły w okolicach Moskwy, Papież uciekł z Watykanu, a ze wschodu nadszedł Mesjasz?
Eee... raczej jasiek się rozpruł i obsypało ich pierze.
Zaiste, satysfakcjonująca tragedia.


"Milczenie jest złotem a mowa srebrem"
Tja, ałtorko zapamiętaj!
 
W czasie lekcji byłam zamyślona dzisiaj wieczorem miałam otworzyć komnatę z ta debilką Vivien nie wiem jak takie coś może być córką Czarnego Pana ...
Niektórzy mówią, że mamusia i tatuś się mocno przytulają i wychodzi z tego mała, czarnopańska fasolka.

Po lekcjach Panna Lestrange postanowiła iść do biblioteki poszukać na temat Animagów, po drodze musiała oczywiście zbesztać w myślach od najgorszych profesorkę transmutacji a brzmiało to tak:

Cholerna Debilka musiała mi jakieś powalone zadanie dać nie dość że za 5 miesięcy sumy ta idiotka dała mi jakieś okropne zadanie - i tym podobne myśli błąkały się po głowie Diany
Biedna Mary Sue. Nie dość, że musi uczęszczać na lekcje, to jeszcze coś na nie przygotowywać.
Straszne. Potworne. Czy jest na sali Rzecznik Praw Dziecka?

I w tej niepewności zostawiamy Was do kolejnego odcinka. Wiem, że się boicie. Nam też nielekko...

*****


Szprota o kobaltowych tęczówkach,  Kura nad garem kompotu, Sierżant wyczekująca trzeciej wojny, Jasza w pomarańczowej szacie śmierciożercy (z Wólczanki) i Maskotek żujący smętnie tosta
mamrocząc mantrę OMMMajgad, pozdrawiają z mrocznych zakątków ślizgońskiego dominatorium.


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

• niebieski ptak


Hehe, uwielbiam to opko oraz kocham tę analizę, nic tak nie poprawia doła.

Btw, pasujący demot- Hermiona z dominantorium :D
http://statichg.demotywatory.pl/uploads/201009/1283967427_by_bratpitt_500.jpg

• Cindra


Ej, ta autorka, zdaje się, nawet czyta dobre fanfici!
"Od cnoty Gryfonów,
Kretynizmu Puchonów,
Wiedzy o własnej wszechwiedzy Krukonów.
Chroń nas o wielki SLITHERINIE!!! - To jest cytat z jakiegoś potterowego klasyka, chyba "Draco Malfoy, zdumiewająco skoczny... szczur", chociaż nie jestem pewna. Nie powiem, zaskoczyło mnie to w opku.

Analiza bardzo fajna, jak dla mnie jedna z lepszych ostatnio. To chyba przez aktywność Szproty, która z analizowaniem sobie świetnie radzi :]

*podśpiewuje "Hej ho, hej ho, czyniłoby się zło!" :D*

• Azu

Nie wiem, czy dobrze kojarzę, ale czy Snape nie był śmierciożercą? Według zasad panujących w tym opku jego córka też nie powinna otrzymać Voldziowego tatuażu na rękę? Nic z tego nie kumam ;/ Ale analiza genialna (ta na PLUSie też).
• EEEEEEEEEEE?


O rany co to być!
• Ewa


O, napis "Gines" został poprawiony, autorka ma plusa.

• KlaŁn Szyderca


 Hasz

To jest bardzo proste! W opkach bochaterowie są definiowani przez kolor ich włosów: Ruda, Szatynka, Czarny, Blondyn. Więc jak się kogoś takiego przemaluje, to... nie jest już sobą! Łaaahahahaha! Uuuhłehłehłehłe!! Iiihihihihihi!!! Błohohohoho!!!!!

• Mała Ygrek


Jasza! Tęskniłam!

Analiza jak zwykle cudna, a wiersze analizatorów pozwoliły mi na złapanie głębszego oddechu przed kolejną falą aŁtoreczkowej pisaniny. Dzięki Wam za to.

Pozdrawiam i przyłączam się do prośby o większą aktywność Sierżant.

Mała Ygrek

• Hasz



Jeśli idzie o "Kurwę Granger" to, zdaje się, po prostu przecinka zabrakło.

No, ale.
Było zabawnie i w tym problem. Zabawnie, a nie zakwicznie - czyt. materiał już się chyba trochę zmęczył.
A w ogóle, to nie rozumiem motywu farbowania włosów jako Elementu Komicznego. No bo co w tym śmiesznego?


• Ewa


Ostatnia notka komentowanego bloga zebrała 86 komentarzy, co stanowi "rekord Ginesa". Ciekawe, na czym polegał wpływ na ich powstanie tego jakiegoś Ginesa.

• Milka


Hurra analiza opka potterowskiego ^^ *skacze z radości* tego mi właśnie brakowało na poprawę humoru :D

Anonimowy pisze...

sin


Dawno do was nie zaglądałam, ale już nadrabiam i nawet "polubiłam" was na fejsbuku xD.
W ogóle pytanie do Trelawney czy jest szlamą i jej wykręty były wyjątkowo durne, skoro jej babka była sławną wróżbitką, ale mniejsza... Coś niedouczeni ci bohaterowie. (A czego ja się spodziewałam?)
I szablon macie nowy, znaczy się w sumie tylko kolory. Ładny!

• Futro

Hopsasa ..

buraki mi pociekły przy "Won czarnuchu!".
Kocham nawiązania do Świata Dysku, za każdym razem cieszą mnie tak samo xD.
I jeszcze to:
"Lubią mnie!" - pomyślał z zachwytem. -"Naprawdę mnie lubią. Jeszcze trochę i zaczną polubiać moje statusy na fejzbuku!"
(Ja chcę lubnąć Snejpa na fejsiku!) Ten fragment mnie ómarł!
Ałtorka musi mieć poważne problemy z szacunkiem ze strony swoich rówieśników, skoro w opciu zrobiła z siebie jakiegoś ślizgońskiego wodzireja, rodem z 2 klasy podstawówki. Tylko brakuje, żeby pod jej przywództwen nie zaczeli obrzucać nauczycieli plasteliną i flakami węża. Żałosne.
pfft...przez was muszę iść na postopkowego papierosa ;)

• Porcelina

"gabinetu Voldemort'a."

Wiem, że apostrof'y są strasznie kul, a jednak stosowanie ich gdzie popadni'e jest niezgodnie z regułami ortograf'ii.

• kura z biura


Próbuję zmienić kolor, ale blog.pl się zawściekł i nie przyjmuje zmian. Ale jeszcze spróbuję.

• Insomnia


Chciałam napisać coś odnośnie analizy, ale widzę, że SStefania mnie ubiegła i nie będę się powtarzać. Czekam na następną część. I na reakcję autorki lub jej wiernych fanów. Mam nadzieję, że i tutaj dadzą o sobie znać (a może i postraszą adwokatem?). :)

• Pigmejka


Pięknie Wam to wyszło! Brawo i jeszcze raz dzięki za wsparcie. ;)

Analiza zaiste przeboska. Wierszyki mnie umarły - gwizdająca glizda moją idolką! :D Cudo, wszyscy jesteście wspaniali. No tylko właśnie - co Sierżant tak mało? ;>

• Rzepicha von Mjensen


Analiza upłynęła mi pod hasłem "Won, czarnuchu!", które mnie rozbroiło i rozłożyło na łopatki i nie mogłam nic z tym zrobić :D Opisywanie Zabiniego jako mrocznego true bruneta o śnieżnobiałej skórze zawsze mnie jara i to niewyczerpane źródło mego zakwiku.

Więcej Sierżant!

• SStefania

"- Won czarnuchu! - odsyknął kumpel." - dziękuję za to, naprawdę, ten komentarz uwolnił we mnie lawinę skojarzeń jak to pięknie strollowano fanki Zabiniego i rozśmieszył na długo.
"Gdy wybiła 22.45 Lestrange ubrała czarny, ciepły golf i tego samego koloru spodnie - rurki.
Skrupulatne odliczanie czasu - jest.
Dokładny opis odzieży z nieśmiertelnym "ubierać" w znaczeniu "wkładać, przyodziewać" - jest.
Jedyny słuszny kolor - jest."
I rurki!

Wasza poezja inspirowana opkiem jest dużo lepsza niż samo opko. I zabawna, w przeciwieństwie do niego.

I przyłączam się do prośby o zmianę odcienia - dwa niebieskie być nie mogą. Niech to chociaż będzie granatowy, ale się wyróżniający.


No i czekam na następne, oczywiście.

• ipurbeltz


postuluję zmienić odcień albo Szprocie albo Jaszy! teraz są do siebie zbyt podobni... w każdym razie na moim monitorze :(
co do analizy, "Żuj zapałki!" spadło mnie z krzesła :D
co do opka... może jednak no comment. zastanawiam się co czują ci wszyscy nienawidzący głównych bohaterów i gloryfikujący zło fanfikowcy, czytając książki o Potterze... jeżeli aż taką odrazę wzbudza w nich wszystko co niemroczne i nieślizgońskie to chyba albo czytają na wyrywki, na większość fabuły patrząc przez palce, albo przez cały czas zgrzytają zębami 0o

• Dzidka


Mała uwaga: bazyliszek JEST wężem :)
Wracam do czytania.