czwartek, 15 lutego 2018

348. Ravilloński test ciążowy, czyli Fryziu, kto jest twoim Misiem? (Klątwa przeznaczenia 7/8)

Drodzy Czytelnicy!
W kolejnym odcinku Sagi o Ludziach Lodu Dupie Arienne dowiemy się, jak działa sprawiedliwość w Ravillonie, po czym poznać ciążę u Milady oraz gdzie najbezpieczniej ukryć bardzo cenne dokumenty. Poznamy też samego Najjaśniejszego Cysorza oraz pewną kandydatkę do Nagrody Darwina. A na dodatek czeka nas mnóstwo przepowiedni podanych w formie rymowanej.
Indżojcie!

Analizują: Kura, Jasza, Vaherem i Kazik.


Kilka godzin później wykończona przysiadam na skraju łoża, na którym leży mój Mistrz, i pozwalam swym emocjom opaść. Przyglądam się, jak Fiona wraz z paroma innymi służkami zmywają posadzkę, która cała skąpana jest we krwi.
Severo musi mieć w sobie tyle krwi, że naprawdę mógłby grać u Tarantino.

Kobiety sprzątają brudne, lepiące się posoką ręczniki, których użyłam do oczyszczenia i osuszenia ran czarnowłosego, i wynoszą zakrwawione nici, igły i nożyce.
Pozakładała mu szwy? To też umie? Mujborze.
Mając takie moce czarodziejskie, powinna tylko zamachać rękami, coś pomamrotać i byłoby gotowe. A tu mamy warsztat szwaczki - igły, nici, nożyce.
Raczej szpital polowy gdzieś w pobliżu frontu ;)
W Kodeksie tyle się ogadano o celibacie, że brakło miejsca na paragraf o ubezpieczeniu zdrowotnym. Zostaniesz ranny, to pies ci mordę lizał, bo nie ma dyżurnego medyka, niech twoja milady łapie za zszywacz.
Nieno, dyżurnym medykiem jest Ven, ale chwilowo on też musi się kurować (hm, jest jeszcze Harold, mistrz zielarstwa, chyba wszyscy o nim zapomnieli…).
No dobra, ale jeden Ven (kij z Haroldem) na całą Twierdzę, sam mistrz galopuje do połamanych na treningach rekrutów? Gdzie są jego asystenci i uczniowie?
No jak to gdzie, przecież Arienne jest jego uczennicą! A inni? Po co inni, skoro jest ona!

– Milady życzy sobie czegoś jeszcze? – Pokojówka przystaje w drzwiach, przepuszczając obok dwie inne służki trzymające w rękach balię wypełnioną szkarłatną wodą.
– Przynieście świeże prześcieradła i narzuty.
Przez błąd w systemie przyniosą jej wydruki z kasy fiskalnej za prześcieradła.

I będę chciała wziąć kąpiel.
Więc wnieście  balię z ciepłą wodą, olejki i duperelki. Ale nie ten turkusowy!

Gdy w końcu zostaję sama z nieprzytomnym Severem, przyglądam mu się z bólem. Jego twarz wygląda przerażająco – cała poorana czerwonymi pręgami. Z jednej z głębszych ran na policzku wciąż sączy się krew.
Trzaskali go biczem po twarzy???
Po twarzy, po przyrodzeniu…
Kinky.

Choć to i tak nic wobec rozległych szram i bruzd na jego ramionach, brzuchu i plecach.
Obmycie mężczyzny z posoki, odkażenie i opatrzenie jego ran było niemałym wyzwaniem. Potrzebowałam pomocy obu oficerów, którzy go przynieśli, by podtrzymywali bezwładne ciało Mistrza, gdy ja szyłam je i bandażowałam. I co z tego? Już widać, że niedługo opatrunki, wciąż nasiąkające krwią, trzeba będzie ponownie zmienić.
Kiciu, zdolności magiczne cię opuściły?
Dobre pytanie. Przecież z jej talentem powinna go posklejać raz dwa. Ale wtedy nie można by strzelić tego roztapiającego serca opisu!

– Nie obudziłeś się, najdroższy – szepczę po tahitańsku do mego Przeznaczonego.
Gdy się ktoś nie budzi po operacji to znaczy, że operacja się udała, ale pacjent nie przeżył. Mówiąc krótko - kicha.
Oj weź, jesteśmy w opku, a to oznacza, że trzeba odhaczyć punkt obowiązkowy – Śpiączkę Opkową.
Ja sam odhaczyłem ją już kilka razy w czasie analizowania Glątwy…

– Mimo że już jakiś czas temu zdjęłam z ciebie czar. Ale może to i dobrze. Nie czujesz pewnie teraz bólu, który w przypadku posiadania pełnej świadomości byłby dla ciebie bardzo uciążliwy…
W przypadku posiadania pełnej świadomości [ból] byłby uciążliwy - Ludzie! Czy tak mówi zrozpaczona dziewczyna do umierającego kochanka?! Czy to raczej pani Krysia z Działu Kadr referuje stan osobogodzin za ostatni kwartał?
Wiemy, że autorki nie są mistrzyniami słowa, że dość topornie opisują stan uczuć bohaterów, ale litości! - pseudourzędniczy bełkot jako wypowiedź kochanki?

Przeczesuję jego mokre od kąpieli, pozbawione już śladów krwi włosy i wzdycham, wiedząc, że teraz długo nie będę mogła tak swobodnie dotknąć jego skóry w inny sposób niż ten niezbędny do leczenia. Połącz przyjemne z pożytecznym - ciumaj rany, będzie mniej boleć.
A to leczenie… Ach, musiałam przełamać w sobie niemałą dozę nieśmiałości [Na początku lat dziewięćdziesiątych furorę w polskiej telewizji robiła reklama podpasek "Always", w której wystąpiła nieznana wówczas nikomu modelka Anna Patrycy. Być może spot przeszedłby niezauważony, gdyby nie słynna kwestia Patrycy "z pewną taką nieśmiałością...", która szybko stała się kultowa i fraza ta funkcjonuje do dziś jako żartobliwe powiedzenie i jasne nawiązanie do słynnej reklamy. wklejka z internetu.]
aby oczyścić jego rany także na niższych partiach ciała, których przecież nigdy dotąd samowolnie nie dotykałam.
Nie żartuj. Dotykałaś tylko na polecenie?
W sensie, że nigdy nie dotykała jego nóg?
“Dotknij mi nogę, to rozkaz!”

(...)
Gdy tylko drzwi zamykają się za Tahitanką, Nemrod podrywa się ze swego taboretu. Ma niewiele czasu. Arienne poszła doglądać Mistrza Vena, który ponoć czuje się na tyle dobrze, że już sam, bez pomocy, wstaje z łoża. Zapewne nie pobędzie u niego zbyt długo. Bard musi więc się spieszyć!
A teraz zobaczmy, co go tak przypiliło:

Z lutnią w dłoni, którą umilał dotychczas czas Milady pielęgnującej Mistrza Walk, podbiega do łoża, na którym spoczywa wciąż nieprzytomny mężczyzna. Przygląda mu się przez chwilę, po czym złożył delikatny pocałunek na ustach śpiącego mężczyzny. Wybudzony z klątwy Sev zatrzepotał rzęsami.


Anturyjczyk, choć jego skóra wciąż pozostaje lodowato zimna, kolejny dzień walczy z wysoką gorączką, a chłodny jeszcze przed chwilą kompres, który nałożyła mu na czoło tuż przed wyjściem Arienne, całkiem już wysechł. Chyba zamarzł.
Aż słyszę taki “tsssss” gdy Arienne położyła ten kompres na sevciowym czółku. Tylko czekać, aż Gavin zwęszy okazję i będzie na nim smażył boczek.
A może by nim prasować prześcieradła? Poci się, bucha parą, gorący jest jak wulkan.

Sina i opuchnięta twarz Severa pokryta jest drobnymi kroplami potu, a rozpuszczone włosy całkowicie przesiąkły wilgocią. Jego poranione wargi są spierzchnięte i popękane z wysuszenia, mimo iż kobieta regularnie zwilża je wodą. Odsłonięte, pozbawione opatrunków rany na ramionach, torsie i twarzy wyglądają okropnie. Choć już nie krwawią, wciąż są otwarte, szpecąc ciało wojownika. I pewnie większość z nich będzie nosił już na zawsze, o ile w ogóle się obudzi.
Podpowiedź dla młodych autorów: tak, sponiewierany bohater zyskuje zainteresowanie czytelnika. Ale kiedy opis poniewierania ciągnie się i ciągnie (16 stron biczowania), a potem ciągle przypominacie jak strasznie cierpi wasz bohater i jak strasznie jest sponiewierany, to czytelnik marzy już tylko o tym by bohater umarł. I to szybko.

Nie ma co dłużej zwlekać!
Nemrod przysiada w fotelu stojącym przy łożu i zaczyna śpiewać do akompaniamentu swego instrumentu:

Akompaniamentu swego instrumentu. Jeszcze nie zaczął, a już pojawiają się rymy…

I jesteście w biedzie
instynkt Was nie zwiedzie,
gdyż rymy Nemroda
płynąć będą jak woda.

Proszę, niech to będzie psalm żałobny.
Jest za Oceanem wielka kraina
W której króluje odwieczna zmarzlina
Dawny lód skrywa mroczne tajemnice
Przed którymi zwykłe ludzkie źrenice
Czarna mgła dostępu broni od wieków
Lecz strzeż się, o strzeż, niepomny człowieku
Bo zarządziły straszne siły boskie
Że wiersze będą zapełniać rymy częstochowskie.

Przerywa na chwilę, patrząc jak publiczność wstaje i robi meksykańską falę z zachwytu sylwetkę nieprzytomnego rozświetla czerwony blask, jego włosy falują pod wpływem magicznego podmuchu, który marszczy także materie prześcieradeł przykrywające jego nagie ciało. Od łoża zaś bije zimno, które raduje serce barda.
W rytm wesołego walczyka:

Ach to zimno, straszny ziąb
Raduje mu serca głąb.
Gruba kra pęka i śnieg już topnieje
Nastają dla nas nowe, mroczne dzieje
Pan Ciemności wkrótce ze snu powstanie
U jego boku Armia Cieni stanie

Nemrod się obija. Pierwsza strofa miała sześć wersów, ta tylko cztery. Czyżby się wypalał w robocie?


Arienne była świetną czarodziejką i reinkarnacją swojej ciotki, cesarzowej Almy, aż w końcu okazała się być samą boginią Przeznaczenia. W sumie nie powinno mnie dziwić, że Severo nie mógł być tylko najlepszym i najbardziej tru mistrzem i zaginionym pierwszym cesarzem. Musi być też Panem Ciemności.

Karminowy wiatr zamraża posadzkę wokół łożnicy i gasi ogień rozpalony w kominku. Płomień wybucha po chwili na nowo, lecz ma odcień krwi i temperaturę mrozu.
To był naphawdę mhoczny ogień.
“Temperaturę mrozu”... Styl autorki mają drętwy jak strona z prognozą pogody.  

Koronę cierpienia dzierży na skroni
Nemrodowi Sevcio się z Jezusem myli.
Przed grafomanią nic nas nie obroni
Los nasz pogrąży w rozpaczy fal toni
Choćbyśmy nawet do księżyca wyli.
Tron jego w posoce stanie skąpany
Nasz Świat przez wilki legnie rozszarpany

Sensu wcale nie ma
ale jest do rymu
Hop-sa-sa!

Ciało Mistrza wygina się do tyłu w bolesnym spazmie, Nemrod jednak nie przerywa magicznej gry, a coraz szerszy uśmiech rozjaśnia jego oblicze.
Dobrze, Arienne tu nie ma… ale gdzie ci wszyscy kumple Severa? Gdzie Tessi? Gdzie Gavin? Nie pilnuje go nawet nikt z podwładnych? Czy naprawdę nikomu nie przyszło na myśl, że skoro dokonano zamachu na Arienne, to osłabiony mistrz walk również jest zagrożony? Czy Tessiemu nie pomyślał, że Karla mogła być jedynie narzędziem w rękach Łilbura?
Dobra, żartowałem. Tessi i myślenie. Ha, ha.
Na moment wygląd nieprzytomnego ulega diametralnej zmianie. Czarne loki, porwane lodowym wichrem, zyskują odcień śniegu, a ich biel rozświetla mężczyznę niesamowitym blaskiem.
I co ty na to Geralt? Moje włosy są białe i świecą!



Jego karnacja z ciemnej, anturyjskiej, przybiera tak jasną barwę, że jego skóra zdaje się prawie przezroczysta. Sev żmudnie przepoczwarzał się w hatifnata. Wszystkie zadane batem rany na moment znikają całkowicie, a gdy chwilowa przemiana ustępuje i te na powrót pojawiają się na śniadym ciele mężczyzny, same zaczynają się zasklepiać. Bard zaś jest pewny, że przy odpowiedniej pielęgnacji już wkrótce całkiem znikną i żadna blizna po zaznanej kaźni nie będzie szpecić Mistrza Walk.
Ale kuśka mu nie odpadła, prawda?
Oczywiście, ładnemu bohaterowi nigdy nie mogą zostać blizny, które by go szpeciły. Choćby nie wiadomo co przeżył.  

Schatten latami swą zemstę planuje
Na tronach królewskich zmiany szykuje
Drżyjcie, królowie wraz z Fenian Cesarzem
Czas ugiąć głowy [tak, będą zginać głowy!] przed Nowym Włodarzem
A kto głowy nie ugnie
temu będzie paskudnie.

Nie pozostaje mi nic innego, jak dodać:
Hop-sa-sa!

Zaprawdę powiadam Wam: rymy gramatyczne to zło, a oparte na czasownikach to już w ogóle. Nie osiągniecie mrocznego efektu pisząc częstochowskie rymowanki.

Severo gwałtownie siada na łożu i zdezorientowany rozgląda się dokoła otwartymi szeroko oczyma, w których tlą się karminowe iskry.
A ręcyma bada pościel.

Nemrod zaś przypada do jego poranionej dłoni i całując ją, przemawia w języku, którego ostrość brzmi wyjątkowo nieprzyjaźnie i niemiło dla uszu, jednak czarnowłosy, choć nie wie jakim cudem, rozumie jego słowa.
– WITAJ, NAHESI, KRÓLU MÓJ I PANIE.

To jest ta scena, przy ktorej autorki przypomnialy sobie, że w opku powinna być jakaś akcja… niekoniecznie kręcąca się wokół łóżka. Jest to też pierwsza od bardzo długiego czasu scena, w której nie wspomina się o Wielkiej Miłości ani o Wielkim Przyrodzeniu, zaś akcja idzie do przodu nie dlatego, że Arienne osobiście ją popycha.

Oczami Arienne:

– Mistrzu? – Przystaję w progu zdumiona. Wyszłam tylko na chwilę, aby odwiedzić maga, a nie zastawszy go, gdyż ponoć poszedł prosić o audiencję u Arcymistrza, wróciłam, i co? Zastaję mego Severa nie tylko przytomnego, ale i siedzącego!
I Nemroda, grajka na fujarze lutni też.

Podbiegam do niego pospiesznie.
– Tak się martwiłam o ciebie. Tyle dni byłeś nieprzytomny. A jednak wróciłeś do mnie. – Milknę, wciąż nie wierząc w nagły powrót świadomości mężczyzny.
Uszczypnij go, to się przekonasz.

(...)

– Dziękuję, Arienne. Za to, że po mnie przyszłaś na plac, że się mną zajęłaś i trwasz przy mnie bez względu na okoliczności. Bez ciebie to wszystko nie miałoby sensu i chyba nie miałbym już po co się budzić.
Sevcio, nie chcę burzyć ci dobrego samopoczucia, ale naprawdę wszyscy polecieli popatrzeć jak dostajesz baty.

Ven udaje się do Arcymistrza, rozmawia z Filonem.

– Mistrzu… – Ven waha się przez chwilę, po czym wypala: – Dlaczego? Chcę wiedzieć, dlaczego przetrzymujecie w Związku od prawie siedemnastu lat prawowitego Cesarza Fenian! – Z wyzwaniem patrzy Filonowi prosto w jasne oczy.
To właśnie lud prosty i nieuczony nazywa “niedźwiedzią przysługą”.

(...)
– Gdyż chcemy być pewni, że kiedy przyjdzie właściwy czas, będzie w pełni gotowy do zajęcia należnego sobie miejsca.
– W ten sposób chcecie to uzyskać? Poniżając go?! Pozwalając go linczować?!
Linczować – hm, ten odwieczny spór, czy w świecie niebędącym Ziemią i nieznającym jej historii można używać pojęć wywodzących się od nazwisk postaci historycznych. O ile w przypadku “króla” czy “cesarza” nikt raczej nie zgłasza zastrzeżeń, to “lincz” wydaje mi się już wątpliwy. No ale z drugiej strony, skoro znają tu system metryczny…
Poza tym, w kwestii merytorycznej – to nie był lincz. Lincz jest spontaniczną egzekucją bez procesu i wyroku, tutaj proces był, wyrok zapadł, wszystko odbyło się zgodnie z prawem (opis procesu wycięliśmy, ale wszyscy Mistrzowie mieli możliwość głosowania za taką karą, jaka ich zdaniem należała się Severowi, i frakcja opowiadająca się za chłostą wygrała).


Okradać?! Bić?! Odzierać z ubrań i nagiego wystawiać na pastwę tłumu?! Torturować i poić truciznami?! – Ven nie wytrzymuje.
Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Po tych wszystkich zabiegach Sevcio będzie potężny i niezłomny. Albo nie.

Choć normalnie nawet w sytuacjach wzburzenia zachowuje zimną krew, w tym wypadku nie może być spokojny. W głowie mu się nie mieści, że Mistrzowie, których miał, odkąd pamięta, za najwyższe autorytety, mogą być aż tak bezduszni i wyrachowani. – Po co? Po co to uczyniliście?! Miał rodzinę! Żonę, dziecko! Co się z nimi stało?
Hm, podobno każdy wie, że cesarzowa Alma zginęła?
Chyba, że chodzi mu o to, że cesarzowa zginęła po cesarzu?
Znudzony Filon zaczął poziewywać i liczyć kamienie w murze.

Dlaczego odebraliście mu możliwość życia u boku najbliższych, przeszłość i należny z racji urodzenia tron?
Hola, hola. Gerhard zjednoczył kontynent i był pierwszym cysorzem, więc dlaczego niby tron miał mu się należeć z racji urodzenia?
No, pochodzi ze starożytnej dynastii, będzie o tym później.
Rozumiem. Ale nadal pozostaje kwestia tego, że nikt wcześniej nie zjednoczył wszystkich pąństw. Nie było jednego tytułu, tronu itd., nie mógł się on więc należeć Sevciowi z racji urodzenia. Wiem, trochę się czepiam, ale irytują mnie takie błędy.

Myślałem, że moja wróżba jest pomyłką. Chciałem w to wierzyć, a teraz widzę, że największą pomyłką było ślepe oddanie Zgromadzeniu Starego Porządku! Wszyscy wiedzieliście? Ukartowaliście to?
Nie, kuźwa, tak nam spontanicznie wyszło.

Teraz już pojmuję, dlaczego Mistrz Prim podawał Severowi przez tyle lat mikstury, których znaczenia nie rozumiałem w jego kuracji.
Myśli, że taką rzewną gadką zawstydzi Szefa.


Testując te środki, odkryłem na przykład, że zmieniają kolor futra u gryzoni. Biała mysz stawała się czarna czyli delirium zastępował kac-ludojad. Teraz to jasne! Prim, którego oboje z Severem nienawidziliśmy, by potem obdarzyć go bezgraniczną miłością, też był w waszym spisku. Nasz Prim! Mój Mistrz. Jak mogliście?! Feneryjczyka uczyniliście Anturyjczykiem! Dlaczego?! Pytam!
Przypuszczam, że autorki nie miały tego na myśli, ale to brzmi, jakby Ven bulwersował się, że z białasa zrobili śniadego.


– To może ja cię zapytam, Mistrzu Venie: jak inaczej ukryć tożsamość wszędzie rozpoznawalnego monarchy,
Mamy zrozumieć, że jego zdjęcia były na okładkach Naszego Imperium, od jego przemówień zaczynano serwis informacyjny w telewizji?
Jest bardziej przyziemna możliwość - może mają tam kolorowe monety z pięknym profilem władcy?
Albo w każdym urzędzie obowiązkowo wieszano portret Najjaśniejszego Pana (i pilnowano, żeby muchy go nie obsrywały).
Wszędzie rozpoznawalny monarcha. Ani chwili spokoju.
Potem jedzie się tunelem i bęc o filar.

niż poprzez zmienienie jego wizerunku? Jak inaczej odciągnąć go od chęci pochopnej zemsty za stratę rodziny i tronu niż poprzez wymazanie jego pamięci?
Czyli jednak cesarzowa zginęła pierwsza?

Uwierz mi, wszelkie działania podjęte przez Związek były i są dokładnie przemyślane.
Tak jak przemyślana już jest twoja przyszłość, naiwny matołku!
Powtórzmy raz jeszcze, że “wszelkie działania podjęte przez Związek były i są dokładnie przemyślane” i spróbujmy nie wybuchnąć śmiechem.

Najwięksi wrogowie Gerharda wciąż żyją i póki nie wiedzą, że on nie umarł, jest bezpieczny.
Średnio. Łilbur robi co może.

Tortury i upokorzenia, które tu przeszedł, jedynie go umocniły, ale siła ciała i charakteru to za mało, aby próbować odzyskać koronę Cesarstwa. Do tego, aby móc stawić czoła Mitylenie i jej wnukowi, potrzebuje armii i Przewodnika, który wskaże mu drogę i okiełzna jego moc. Choć ten akurat już się pojawił w jego życiu. Więc może już niedługo nastąpią tak oczekiwane przez nas zmiany na Kontynencie.
Kwestię armii Filon strategicznie pominął milczeniem.
Do widmowej armii dorzucę zgnuśniałego szpiega. Tak z dobroci serca.
Autorki stukną, pukną i armia wyskoczy na następnej stronie. A jak przyjdzie co do czego, to król Musztarda za wszystko zapłaci.

– I tym Przewodnikiem, jak się domyślam, jest Arienne – spokojniejszym już tonem stwierdza czarodziej. – To oczywiste. Jej wygląd… Ona wygląda jak Cesarzowa Alma! Jak umiłowana żona Gerharda! Jakby nią była.
Właściwie to mam wrażenie, że z chwilą pojawienia się Arienne, Tak Bardzo Podobnej do Almy, cała konspiracja poszła fpisss…
Jak to jest, że nikt ze złoli nie powiązał tajemniczej dziewczyny wyglądającej jak Alma, z zaginioną narzeczoną cysorza spokrewnioną z Almą?
Demon narracyjny Bo Tak maczał w tym palce.

Ale jak to możliwe? To, że trafiła do Ravillonu, to nie przypadek, lecz… Przeznaczenie! Wyjaśnia to także, dlaczego niezdobyty dotąd Severo po niespełna trzech miesiącach znajomości pokochał tę dziewczynę całym sercem.
A może był po prostu zdrowo wyposzczony?

Kim ona jest? Kim jest Milady Mistrza Walk?
– To akurat chyba oczywiste. Przyszłą Cesarzową Fenian. – Filon uśmiecha się przez moment, po czym na powrót poważnieje. – Ariadna Alanis Merretti, dziedziczka tronu Tahitanii, z racji swego pochodzenia jest również następczynią Almy, a przez jej młody wiek Severo niestety długo musiał czekać na jej przybycie do Ravillonu. (...)
Tytuł cesarzowej, nie w rozumieniu samodzielnej władczyni, a jedynie żony władcy, jest dziedziczny? Huh. To dla mnie nowość. I czy tylko mi się wydaje, że autorki które przy egzekucji swobodnie operowały prawniczym żargonem, przy opisach związanych z polityką dynastyczną i prawem pseudośredniowiecznym nie czują się już tak swobodnie?

– Dobrze. – Widocznie zadowolony Filon kiwa głową. – Gdy nadejdzie odpowiedni moment, Severo będzie potrzebował lojalnych przyjaciół. A ty z pewnością jesteś jednym z jego najwierniejszych towarzyszy, czemu dałeś wyraz podczas jego egzekucji.

Twoja postawa utwierdza mnie w przekonaniu, że można ci powierzyć jeszcze jeden sekret.
Być może dzięki temu przysłużysz się już wkrótce swemu Władcy. – Strażnik urywa, po czym sięga ręką do szuflady w dębowym biurku. Chwilę coś w jej wnętrzu przestawia, otwiera, zamyka, aż w końcu wyjmuje z niej niewielki, pożółkły zwój z pieczęcią Arcymistrza. Widząc zaś pytające spojrzenie czarodzieja, odpowiada mu szeptem: – Testament. A dokładnie jego kopia. Schowaj go dobrze, aby nikt nie podejrzewał nawet, gdzie może się znajdować. I jeżeli sytuacja nakaże, gdyż ja nie będę w stanie odczytać oryginału, przekaż treść tego dokumentu Wielkiemu Zgromadzeniu Związku. Na twoje ręce składam więc Los Świętej Organizacji. Nie zawiedź mnie, Mistrzu Venie.
Czarodziej przez chwilę patrzy ze zdumieniem na cenny pergamin, po czym podchodzi do Strażnika i przyklękając, bierze go z jego dłoni.
– Nie zawiodę Związku. Ani ciebie Mistrzu. Możesz na mnie liczyć.
Ciekawa jestem, czy testament jest zabezpieczony jakimiś magicznymi klauzulami, które wymuszą jego wykonanie nawet na niechętnym Wilburze? Bo przy takim układzie sił, jaki obecnie panuje w Związku, bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że po prostu wyrzucą go do kosza.


***
Comiesięczne raporty pokojówek:
– Milady Miranda tydzień temu skończyła krwawić. Dokładnie Trzeciego Dnia pierwszego tygodnia Midwocha.
Pierwszy tydzień poczuł się urażony brakiem wyróżnienia wielkimi literami.

– Młoda Anturyjka, stojąc w rzędzie z innymi pokojówkami, zdaje comiesięczny raport swej przełożonej.
Z innymi pokojówkami! A podobno tylko Arienne miała swoją…
No przecież wszystkie wzorują się na Arienne, nie? Jak tylko się rozniosło, że milady mistrza walk ma pokojówkę, to inne też zaczęły suszyć głowę swoim mistrzom.

(...)
– Milady Diana wciąż wieczorami gości w łożnicy Mistrza Harolda. Dotychczas nie zdała nam jeszcze do prania skrwawionej bielizny, ale jest u nas dość krótko. Gdy tylko to zrobi, poinformuję cię, Milady.
Rudowłosa kochanka Kanclerza odnotowuje coś w grubej księdze, którą trzyma na kolanach, po czym gestem przywołuje kolejną służącą.
Czekajcie… to Caris była przełożoną pokojówek?

Raporty o Blance, Arienne, Zoe i Nukki wypadają pozytywnie, każda krwawiła o czasie, ale...

– Milady Mistrza Szpiegostwa? – Partnerka Kanclerza skrupulatnie wypełnia kolejną kolumnę. Nawet lubi tę czynność. Daje jej to pewną wiedzę, a więc i władzę. To ona zawsze jako pierwsza wchodzi w posiadanie istotnych informacji i donosi Argusowi o ciążach u Milady.
Niby nie życzy źle tym kobietom, ale skoro te nie potrafią same dopilnować pewnych spraw, to ona przynajmniej dba o swoje. W końcu jej Mistrz zawsze hojnie ją nagradza za jej wierność.
– Dostałam brudną bieliznę tydzień temu.
– O, trochę późno – zauważa Caris, gotowa już do zapisania informacji w księdze.
– Wybacz, Milady, ale myślę, że pani Taida nie krwawiła w tym miesiącu – dodaje niepewnie Gilly.
– Jak to? – Caris unosi zdumione spojrzenie.
– Wydaje mi się, że na jej ubraniach nie było krwi, tylko jakiś inny płyn, bo gdy chciałam usunąć plamy w zimnej wodzie, te nie chciały zejść… i dopiero wyprane we wrzątku puściły.
Czyżby Tessi i Taida zaliczyli wpadkę?
Owszem. Mnie bardziej dziwi to, że żadne z nich nie wpadło na pomysł, żeby pochlapać bieliznę prawdziwą krwią, choćby kurczaka!
Och, przecież mówimy o mistrzu szpiegostwa… mnie dziwi, że nie pobiegł do podziemi krzycząc przez cały czas “Sevciu, będę ojcem!”.

– Rozumiem. – Kochanka Argusa marszczy brwi i decyduje się pominąć na razie wiśniowowłosą dziewczynę w comiesięcznym spisie. – Gdy skończymy, przekaż Milady Taidzie, że ma się u mnie stawić – Caris informuje Gilly i przewraca kartkę w księdze. – Bezzwłocznie.

***

Argus siedzi w swej komnacie przy biurku i przelicza srebrne feny, które układa w drewnianej szkatułce. Jest wściekły, więc co chwilę się myli i zaczyna mozolną czynność od początku. W jego głowie wciąż kołaczą się niedające spokoju myśli. Arcymistrz mógłby w końcu przekazać swój medalion młodszemu. Schorowany staruch widać nie ma co z sobą począć przez całe dni leżenia w łożu, skoro wymyślił sobie te głupie kary. W swym agonalnym stanie mógłby raczej skupić się na oddawaniu czci bogom, zamiast mieszać się w sprawy jurysdykcji, za którą Kanclerz jest odpowiedzialny, odkąd sięga pamięcią. A tak Frygillowi się uwidziało, żeby wszyscy, za wyjątkiem Vena i Severa, ponieśli karę za wystąpienie przeciw swym Braciom.
Za wyjątkiem Severa, ja pierdolę… Sevcio niewinny jako ta lelija biała, jako ten płatek śniegu najczystszy!


Szeregowi Związkowcy mają sprzątać i odświeżać niszczejące wnętrza Czarnej Twierdzy, by za półtora miesiąca, na corocznym balu kończącym rok, prezentowały się godnie.
Znaczy, w latach, kiedy Miszczom akurat nie wpadło do głowy zrobić jakąś wielką rozpierduchę, nikt się tym nie zajmował?
Rozumiem, że nawet Mhoczni Związkowcy potrzebują odrobiny rozrywki, ale czy naprawdę każde opko musi zawierać bal?

...na corocznym balu kończącym rok,
Znaczy, ziemskim europejskim zwyczajem, koniec roku im też wypada w środku zimy. Tak tylko przypomnę, że był to pomysł Rzymian, którzy biurokratycznie przesunęli początek roku o dwa miesiące wcześniej, żeby im się zgadzał z początkiem kadencji konsula. Wcześniej, jak to lud rolniczy, rozpoczynali rok z nadejściem wiosny, czyli w marcu.

Mistrzowie zaś co noc zmuszeni są pilnować ognia na murach Ravillonu jak te westalki dziewicze, by trudne warunki, w jakich pełnić mają swą posługę, na powrót ich zjednoczyły i przypomniały mężczyznom, skąd wszyscy się wywodzą.
Z murów? Z palenisk? Swoja drogą, obowiązek ciężkiej pracy (rąbanie i noszenie drewna, ożadnych drzemek przy ognisku) może tylko wzbudzić wzajemną niechęć.

Argusowi zaś nakazano wypłacić dziewięćdziesiąt tysięcy fenów Anturyjczykowi, a więc tyle tysięcy, ile uderzeń bata łącznie otrzymał.
W ramach odszkodowania?

Taką samą kwotą Arcymistrz ukarał Eminencję, z tym że Wilbur, nie chcąc mieć do czynienia z zapchlonym zabijaką, przekazał całą sumę Kanclerzowi, aby w jego imieniu wypłacił ją czarnowłosemu. I przez to otyły Związkowiec ma jeszcze więcej monet do zliczenia.
Ciekawe, jaki nominał miały te monety, bo jeśli liczy po jednym fenie, to ja dziękuję.
Sto osiemdziesiąt tysięcy to jeszcze nic. Za chwilę dowiemy się o sumie znacznie wyższej. Ale nie uprzedzajmy wypadków…

Słysząc pukanie do drzwi i widząc w progu jednego ze swych sług, zwraca się do niego:
– Niech poczeka. Wezwę go za chwilę, gdy skończę.
(...)
– Sto osiemdziesiąt tysięcy fenów przyznanych ci przez Arcymistrza i wypłaconych z mojej i Eminencji kiesy.
No proszę. Czarnowłosy unosi w zdumieniu brwi. Schorowany, bliski śmierci Frygill nadal o nim myśli, każąc jego ciemiężycielom płacić za zadany mu ból.
Taaaak??? A na ile zostało wycenione cierpienie Womara, Tarlena, Grittona i samego Wilbura? A śmierć Dankana? Okaleczenie Karli? Last but not least, czy Ven też dostanie dwadzieścia tysięcy fenów za baty, które odebrał?
Fryziu, naprawdę, mógłbyś dać sobie trochę na wstrzymanie i nie pokazywać tak dobitnie, kto jest twoim Misiem.
Pewnie w Ravillonie wisi pełno portretów Sevcia z podpisem “mistrz miesiąca”. Muszę jednak przyznać, że przypadek Womara wyjątkowo mnie bulwersuje. Dobrze, jest impotentem i na uczcie zachowywał się jak buc, ale to nie powód by tak go potraktować. Dorobiłem sobie nawet headcanon: Womar nienawidzi Ravillonu. Nie może liczyć na zlecenia, bo najniebezpieczniejsze podróże morskie skraca się portalami. Nie cierpi innych mistrzów jak i samego zamku. Jedyne co mu pozostaje, to żeglowanie w okolicach twierdzy i topienie smutków w winie.
Bulwersuje mnie też sam Sevcio, który ma to co się stało kompletnie w dupie. Ach, chciałbym zobaczyć jaką miałby minę, gdyby w grupie mistrzów zamiast Womara był na przykład Gavin.

(...) – Coś jeszcze?
(...)
– Nie będę owijał w bawełnę, gdyż wiem, jak bardzo lubisz swą pracę w Podziemiach i rwiesz się do niej. Masz ściąć Taidę, która spodziewa się dziecka Mistrza Szpiegostwa lub jakiegoś innego fagasa, bo z kobietami to nigdy do końca nie wiadomo, czyj bękart rośnie w ich brzuchu. I jest to rozkaz do wykonania w trybie natychmiastowym. Jeszcze dziś masz przekazać jej serce Mistrzowi Magii. Wszak twój przyjaciel Ven wciąż potrzebuje świeżych organów do swych eksperymentów.(...)
Dziwi mnie cała ta scena. Dlaczego na początku Argus był wściekły, gdy przeliczał feny? Przecież już wie o tym, że Sevcio będzie musiał ściąć ukochaną przyjaciela. Już wie, że w momencie triumfu Severa wyciągnie asa z rękawa i odegra się za stratę pieniędzy. Powinien cieszyć się na samą myśli o minie mistrza walk.
Widocznie satysfakcja moralna mu nie wystarczy, by przeboleć straty pieniężne.

Miladies wracają właśnie z zakupów w Fos, kiedy zjawia się Severo...

– Milady Taido. – Czarnowłosy staje w rozkroku na szczycie kamiennych schodów, a jego donośny głos rozchodzi się z pogłosem po wodzie. – Jesteś oskarżona o złamanie zasad Świętej Organizacji i zdradę swego Mistrza. Musisz odpowiedzieć za swe czyny. Pójdziesz teraz ze mną.
Co mnie dziwi: Caris chciała porozmawiać z Taidą, i według mnie po zrobieniu testu (tak, mają tu takie, poczekajcie) powinna kazać ją aresztować. Tymczasem wygląda na to, że do rozmowy nawet nie doszło, a Argus już kazał ściąć Taidę. Wszystko przez słowa służki, której wydaje się, że milady nie krwawiła w tym miesiącu. Twarde prawo. I lepiej, żeby każda milady dobrze traktowała swą służkę. Wystarczy, że ta skłamie o braku miesiączki i katowski miecz idzie w ruch.
Hm, Caris chciała porozmawiać z Taidą, ale czy do tej rozmowy doszło? Imho, po rozmowie, w której Taida by się przyznała, lub po teście, nie powinna już zostać wypuszczona z Ravillonu tylko od razu osadzona w lochach.

(...)
Szarpnięciem zmusza kobietę, by podążyła za nim na pomost. Przechodzi obok swej kochanki, tym razem nawet na nią nie patrząc. Zmierza w stronę Twierdzy, wlekąc [!] za sobą płaczącą Milady Mistrza Szpiegostwa.
(...)
– Zetnie ją jeszcze dziś – wyszeptuje Nukki, przystając u boku pozostałych.
– Zdradziła Mistrza – dołącza do kobiet zgromadzonych na pomoście przejęta Zoe. – To znaczy, że Taida jest przy nadziei.
Interesująca interpretacja słowa “zdrada”. Czy Imperatyw mówi, że wszyscy Miszczowie są bezpłodni?

– Ale to nie może być! Jak to? Przecież regularnie stosowała te same zioła, co ja! Nawet nabywałyśmy je razem. (...)
Przystaję, nie pamiętając już o uczuciach radości i miłości, które wypełniały me serce jeszcze chwilę temu [gdy Sevcio ciągnął dziewczynę do lochu, Arienne patrzyła z rozczuleniem na jego torsik boski].
Teraz zajmują je ogromne rozczarowanie i wielki smutek, bo oto mojej przyjaciółce zaraz zostanie odebrane życie. I to przez mojego mężczyznę! Mojego Severa! Coś strasznego!
Ojej, teraz już nie będę mogła udawać, że nic nie wiem o jego profesji!

***

Zanim jednak przyjdzie kolej na Taidę, Severo wykonuje wyrok na Karli.
(...)

– Przeklinam cię, Severo! Przeklinam Arienne! Przeklinam bękarta, którego z nią spłodziłeś dzięki mojej podmianie ziół. Już wkrótce zetniesz w tym miejscu matkę swego dziecka! Życiodajne prądy magii krążącej w Ravillonie dają mi jasno do zrozumienia, że dziecko jest już w drodze. Twoje dziecko, Mistrzu!
Cóż, jak widać życiodajne prądy magii nie nadają się do ustalenia ojcostwa.

– Karla śmieje się na całe gardło, a dłoń zawodzi Anturyjczyka. Cięcie, które spada na szyję magiczki, jest niedokładne i nie pozbawia jej głowy, tylko częściowo przecina kręgosłup, więżąc w nim ostrze klingi.
(...)
Dopiero drugie podejście jest celne i ostateczne. Głowa zostaje oddzielona od tułowia i stacza się po schodach. Mistrz Walk ociera rękawem kaftana skrwawioną twarz, po czym, gdy jego ludzie wyciągają bezgłowe ciało Karli z dyb, zwraca się do swego oficera, starając się opanować drżenie głosu:
– Kto następny?
Gorzej niż w poczekalni do dentysty.

– Po Milady Letizii i Karli została już tylko Milady Taida, Mistrzu.
Severo, który ostatnio wstrzymywał się z wyrażaniem emocji za pomocą niestosownych wyrazów, tym razem daje się ponieść.
Klnąc ponownie, rzuca w kąt potężny miecz i zbiegając po schodach, ściąga skrwawiony płaszcz. Kładzie go na blacie biurka Jovena zapaćkując dokładnie wszystkie papiery i pospiesznie ogłasza swemu oficerowi:
– Na razie przerwa. Muszę się przewietrzyć i odpocząć. – Wybiega z lochu i labiryntem korytarzy kieruje się ku wyjściu z Podziemi. Musi porozmawiać z Arienne. Nie ma na co czekać!

Aż tu wtem! w podziemiach zjawia się zrozpaczony Tessi i rzuca się na Severa.

(...)
– Uspokój się, do cholery! Nie chcę zrobić ci krzywdy. – Czarnowłosy przypiera Wielkiego Szpiega (ja wiem, że to tylko tytuł, ale zestawienie “wielki szpieg” i “Tessi” wypada bardzo śmiesznie)  twarzą do kamiennego muru, wyginając mu ręce boleśnie na plecach.
– Ty nie chcesz mi zrobić krzywdy? Ty? Parszywy łgarzu! Oszuście! Morderco! Szubrawcu! Zabiłeś już ją?! Ściąłeś moją Taidę?! Jak mogłeś, ty…huńcwocie – Bliski histerii mężczyzna szarpie się w uścisku Anturyjczyka.
– Nic jej nie jest – odpowiada spokojnie Severo. Na razie – dodaje w myślach z rezygnacją. Tego właśnie się spodziewał. Oskarżeń i żalów. Płaczu i wyzwisk.
To przecież normalne zachowanie w środowisku Bahdzo Mhocznych Hycerzy.

– Dlaczego ją uwięziłeś? Co takiego uczyniła?! – krzyczy dalej szpieg, gdy jego przyjaciel puszcza go z uścisku. Uwolniony chwyta za materie kaftana czarnowłosego i szarpie z całych sił, a jego źrenice pałają nienawiścią i rozpaczą.
Czyli mistrz szpiegów nie wie nawet dlaczego uwięziono jego milady. Dlaczego mnie to nie dziwi? Taida pewnie wiedziała co robi, nic mu nie mówiąc.

– Tessi…
– Wiesz, że ją kocham! Dlaczego mnie nie uprzedziłeś, że chcą się jej pozbyć i o coś oskarżyć?! Moi ludzie donieśli mi, że to ty ją zabrałeś! Dlaczego?! Czemu mi to robisz?! – Bo Sevcio taką ma fuchę, a ty kumplujesz się z katem?

Mężczyzna bije z impetem pięściami w szeroką pierś Severa.
– Argus dzięki tej żmii Caris dowiedział się, że twoja Milady… że Taida… – Czarnowłosy odpycha od siebie wciąż okładającego go Mistrza. – Och, będziesz ojcem, idioto!
Najlepsze określenie w sytuacji, gdy przyszła mamusia najdalej za godzinę zostanie ścięta.

– wybucha i sam chwyta Tessiego za poły kurtki. – Jak mogłeś?! Zwariowałeś! Oszaleliście? Rodzinę sobie zakładać? Tu? W Ravillonie?!
– O… Ojcem?! – Arcyszpieg wydusza z siebie, stając w bezruchu.
Ja? Dlaczego ja nic o tym nie wiem? - Arcyszpieg czuje się zrobiony w balona.

– Ależ to nieporozumienie! Niemożliwe! Taida od tylu lat bierze zioła, że to po prostu nie może być prawda!
– Ale jest! Zrobiłeś jej dzieciaka, głupcze! Przeprowadziłem kilka prób i jej łzy za każdym razem zabarwiały się na różowo, gdy dodawałem do nich wodę z ranzenchornskiego Wodospadu Bogini Płodności.
O kurwa.
No co? Znają antykoncepcję, więc co się dziwisz, że znają też testy ciążowe? ;)
To taki specjalny test na ciążę.

Severo daje Tessiemu kwadrans na pożegnanie z Taidą, a sam biegnie do Arienne.
Zapominając po drodze, że jest Mistrzem Aborcji.
– Usuwanie ciąży  u saltimarskiej  księżniczki  krwi,  tak  by  nikt  nie  zorientował  się,  że  ktoś  maczał  w tym  palce,  i wszystko  wyglądało  na  naturalne,  było  niezłym  wyzwaniem.  [https://niezatapialna-armada.blogspot.com/2017/10/340-zwiazek-zawodowy-przestepcow-czyli.html]
Nieno, niechby sobie był nawet i Arcymistrzem, w tej chwili wszystko rozbija się o to, że o ciąży Taidy już wszyscy wiedzą.
(...)

***

– Arienne! – Severo woła już od progu komnaty, a w jego głosie wyczuwalne jest wzburzenie i złość. – Muszę to wiedzieć! Czy ty coś stosujesz, czy zgodnie ze słowami Karli mamy podobny problem, jak w obecnej chwili Tessi i Taida?
Spoko, wkrótce Taida będzie miała problem z głowy.
Razem z głową.

Unoszę zapłakaną twarz znad poduszek. Ubrana w ciepłe, podbite futrem szaty, które miałam na sobie w czasie wyprawy do Fos, a których nie byłam władna ściągnąć od czasu powrotu do Ravillonu, leżę na łożu już od ponad godziny i szlocham. Nie udało mi się doprosić Akina o pozwolenie zajrzenia do Podziemi, więc w końcu udałam się do Caris. Ta jednak nie była wielce pomocną.
Najrozkoszniejsza ze wszystkiego jest ta “archaizacja” językowa.
Poczeeekaj, dalej będzie lepiej :)

Owszem, wydawała się niezbyt szczęśliwa ze straty tak cennej, umuzykalnionej i wywodzącej się ze szlachty Milady, ale, jak to określiła, po niej przyjdzie następna. To naturalny bieg rzeczy w Czarnej Twierdzy. Rozumiejąc więc, że nie zyskam u niej żadnego wsparcia, wróciłam do komnaty Severa i od tej pory nie zrobiłam nic.
Lubię Taidę, ale nie na tyle, by dla niej zatrzymać czas. Sorry.
Nie rozdziawszy się, padłam na łożnicę i z żalu pogrążyłam się w myśleniu.
Tam zaraz myśleniu, nie przesadzajmy.

(...)

Ile to może w końcu trwać? Zabijanie kogoś? Dlaczego mój Mistrz jeszcze nie wrócił?
On sobie urządza jakieś rozrywki, a tu obiad stygnie...
Czy teraz w ogóle będzie w stanie spojrzeć mi prosto w oczy po tym, jak odebrał mi przyjaciółkę?! Ależ on jest bezduszny! Jak brutalnie, nie zważając na jej ani moje protesty, zabrał Taidę z przystani! On nie ma serca!
Brzydal niedobry!

– To już? – zrozpaczona pytam cicho.
Mężczyzna przystaje przy łożu.
– Jak to: już? Co: już?! – wykrzykuje, czując, jak serce wyrywa mu się z piersi z przerażenia, gdy dociera do niego sens tego pytania. – Tak! Już! Już wiem! Nie rozumiem tylko, dlaczego to przede mną ukrywałaś. Dlatego nie chcesz mi ulec w łożu od trzech dni? Boisz się, że zrobię krzywdę tobie i… – z trudem wymawia to słowo – dziecku?
– O czym ty w ogóle mówisz?! – Czuję, jak narasta we mnie oburzenie. – Właśnie potwierdziłeś, że odebrałeś życie Taidzie i jej nienarodzonemu potomkowi, a teraz zebrało ci się na rozmowy o naszym pożyciu? Jakoś do tej pory nigdy cię to nie interesowało! A teraz nie mam chęci o tym mówić. W ogóle to chyba lepiej będzie, jak powrócę do swej komnaty.

–Wycieram rękawem sukni mokre od łez policzki i powstaję w celu zrealizowania tego zamierzenia.
Dla mnie to zdanie jest wręcz fascynujące.
Tak, uwielbiam te orzeźwiające powiewy urzędniczej nowomowy.


– Do cholery! Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Przecież nie powiedziałem, że Taida nie żyje! – wykrzykuje jeszcze bardziej poirytowany, zagradzając drogę swej Milady. – Jest właśnie z Tessim, a ja jeszcze nie wymyśliłem sposobu na załatwienie tej sprawy.
Ale jak już wysili intelekt, to ło-ho-ho, klękajcie narody!

Narobili mi niezłego kłopotu. Smarkacze! Ale nie o nich, lecz o nas chcę porozmawiać i nigdzie ci teraz nie pozwolę wyjść. Jeśli jesteś brzemienna, to chyba mnie jako pierwszemu należy się taka informacja, czyż nie? Chyba że też chcesz, by suka Argusa namąciła i w naszym wypadku?
A to jest właśnie ciekawe zagadnienie. Arienne została oddana pod osobistą opiekę Caris, która spłacała w ten sposób jakiś dług wdzięczności wobec Tamiry. Co by było, gdyby i ona zaszła w ciążę? Caris starałaby się ją chronić, czy stwierdziła, że sorry, Tamirciu, nie udało się, shit happens?


– To ona jednak żyje? Nie zabiłeś jej?! – Nadzieja powraca w me serce.
Wszakże powiedział, że myśli nad sposobem rozwiązania tego problemu innym niż miecz.
Trucizna, sztylet, upadek z murów...
Aborcja. Niech zrobią jej aborcję. Arienne zatrzymuje czas, Sevcio bierze się do roboty, kończą, robią test i ni ma ciąży. Zaciągnie się Argusa do podziemi, zrobi test i powie się mu, że to wszystko to jedna wielka pomyłka. Po problemie. Chyba, że Severo już nie jest mistrzem w tym fachu. Od początku nie mogę się pozbyć wrażenia, że misją o której słyszymy na początku książki jest aborcja, by pokazać nam jak mroczny jest mistrz walk. Teraz jednak, po odmienieniu miłością wątpię, by jeszcze się tym zajmował.
ZAPOMNIJMY.
To nie jest takie proste, Severo doskonale sobie zdaje sprawę, że ten rozkaz jest przede wszystkim jeszcze jedną próbą udupienia go i wszelkie próby ratowania Taidy pewnie się źle dla niego skończą.

Jednocześnie dociera do mnie, o co naprawdę martwi się teraz Severo, i jakże zrozumiałe staje się jego wcześniejsze pytanie o moje odsuwanie go od siebie w łożu. – Nie jestem przy nadziei – wyznaję już spokojniej. – A to, że nie pozwalam ci zbliżyć się do siebie, jest na to najlepszym dowodem. Chyba nie muszę ci tłumaczyć, Mistrzu, co dzieje się co miesiąc z ciałem kobiety.
Jakie to żenujące – rozmawiać z mężczyzną o swej okresowej ułomności!
Kiedy Severo czekał na Arienne tego wieczoru, który skończył się wielką rozpierduchą, rozmyślał, że są razem już dwa miesiące, a więc musiał już przynajmniej raz zetknąć się z jej niedyspozycją (no, chyba że przypadła akurat w trakcie jego wyjazdu za zleceniami). Swoją drogą, ciekawa jestem, jak wygląda w tym świecie cykl miesięczny kobiety, bo w innym miejscu pada wzmianka, że miesiąc liczy sobie 40 dni.


– Wyszedłem na idiotę – wypowiada cicho Anturyjczyk po dłuższej chwili milczenia
Ażeby to pierwszy raz…

. – Ale… Ale teraz dostrzegam swoją ignorancję i egoizm. Nawet nie wiem, kiedy masz dni swej niedyspozycji ani czy dotychczas coś brałaś, by zapobiec… takiej sytuacji, jak ta, która dotknęła naszych przyjaciół. A to przecież tak ważne!
Przecież Severo wie, co się dzieje, kiedy Milady zajdzie w ciążę. Osobiście ściął osiem ciężarnych kochanek Harolda. I do tej pory się nie zainteresował, czy jego słodka kruszynka jakoś się zabezpiecza?

Karla wspomniała o podmianie ziół i twej ciąży, dlatego od razu przybiegłem. Solidnie mnie nastraszyła! Dobrze, że jej już nie ma! Podła intrygantka!

– Jakiej podmianie ziół? Moich? Przecież gdyby tak się stało, to… Wiem! – Nagle przypominam sobie, jak ponad dwa miesiące temu dałam Taidzie próbkę kwiatów ze Stepów Talirii, a gdy po nich poczuła się znacznie lepiej niż po swych dotychczasowych ziołach, wówczas podarowałam jej całą sakiewkę specyfiku. Ja ich nie potrzebowałam, gdyż akurat przytrafiła mi się comiesięczna przypadłość, a na cotygodniowych wyjazdach z Venem do Fos mogłam sobie pozwolić na zakup nowych, i to w większej ilości. To tamte zatem Karla musiała zastąpić czymś innym i przez przypadek, zamiast zaszkodzić mnie, zgubiła mą przyjaciółkę!
Trzeba Karlę wskrzesić, nagadać jej do słuchu i jeszcze raz zabić.

(...)

– Arienne… Tylko Mistrzowie w Ravillonie mają procesy i przysługuje im sąd. Choć, jak sama się przekonałaś, nie jest to najsprawiedliwsza z form jurysdykcji.
No chyba nikt nie wątpi, że byłem niewinny?

Milady zaś to nie dotyczy.

(...)
– Argus podjął decyzję. Gdyby Caris nie doniosła na Taidę, można by próbować coś na to zaradzić. Są przecież zioła i na takie problemy. We wczesnym stadium ciąży wystarczy je zażyć i po kłopocie. Gorzej jest później. Miałem niedawno taki przypadek w Saltimarze. Ech… To skomplikowane, ale powiedzmy, że i na to coś by się zdziałało. Ale teraz? Teraz ja mam czas do północy, by wykonać swe zadanie, a jeśli tego nie uczynię, oskarżą mnie o zdradę. Tylko czekają, aż ulegnę kolejnej słabości. Pierwszą jesteś ty, a drugą bliscy mi Mistrzowie. Przecież nie mogę skrzywdzić Tessiego! Och… Bogowie! Co ja mam zrobić? – Szarpie ze zdenerwowania swe loki, rozburzając ich wysokie upięcie.
Ciekawe, czy czesał się w kok, czy raczej koński ogon.


Stoję przez chwilę, w milczeniu wpatrując się w krążącego po pomieszczeniu mężczyznę. Pierwszy raz widzę go w stanie, kiedy nie wie, co powinien uczynić. Z jednej strony mówi o okropnym procederze usuwania ciąży, a z drugiej sam zaraz odrzuca tę opcję.
Autorki jak zwykle muszą nam tłumaczyć, co bohater powiedział, ale tym razem wyczuwam tu niewielką manipulację: przecież Severo nic nie odrzuca, wręcz przeciwnie. Jedyny problem widzi w tym, że już po ptokach, bo wszyscy wiedzą.

No, i kobietom nie należy się proces! To frustrujące.
– Sama nie wiem. Nie można jej po prostu stąd zabrać? Jestem świadoma, że Milady nie mogą opuścić Związku, gdyż to mogłoby skutkować wypłynięciem tajnych informacji na temat Organizacji, ale przecież Taida nie wyjawiłaby żadnych sekretów.
W każdym razie nic, czego Tessi nie wypaplałby już wcześniej.
(...)

Marszczę brwi na chwilę, rozważając różne możliwości. Skoro do rozumu nie mogę się odwołać to nie brzmi jak komplement, to może przemówię do jego serca?

– Nie patrz tak na mnie, Mistrzu – zwracam się do niego łagodnym tonem – jakbyś miał mi znowu zarzucić wybujałą wyobraźnię i naiwność. Wszak ty sam chciałbyś uratować Taidę i swego przyjaciela, bo doskonale wiesz już, jak to jest, gdy bardzo ci na kimś zależy. Przecież sam dopiero co martwiłeś się o mój stan. Wyobrażasz sobie, co by było, gdybym to jednak ja zażyła owe zioła?
(...)

Arienne przysuwa sobie taboret, wchodzi na niego i wreszcie może spojrzeć Sevkowi w oczy.
I wtedy...
– Nigdy nie poczułbyś smaku tego. – Uśmiecham się delikatnie, po czym składam pocałunek na jego ustach. – I to tylko przez zasady Związku – odrywam się na chwilę od warg czarnowłosego – a nie dlatego, że tego nie pragniesz. – I ponownie łączę swe usta z jego.
Severo z zaciekawieniem obserwuje poczynania swej Milady z taboretem, jednak ten stan trwa krótko i szybko zastępuje go zdumienie oraz bunt.
– Arienne – wyszeptuje między pocałunkami kobiety. – Co robisz?! – I w pierwszym odruchu czyni gest, jakby chciał ją odsunąć od siebie. – Mi [mnie] nie wolno…
– Kanon sto pięćdziesiąty siódmy Świętego Kodeksu Związku.
– Moje usta nigdy nie zniżą się do pocałowania ust niewiasty, gdyż należą one wyłącznie do Świętej Organizacji. Tylko jej imię i cześć nimi opiewać będę.
Chciałoby się w tym miejscu coś dodać, ale klawiatura wypada z rąk.

– Chce uciec, jednak gdy Tahitanka kontynuuje pieszczoty, jego wewnętrzny opór słabnie. – Mówiłem ci przecież, że… – Obejmuje ją rękoma i przyciąga do siebie, wtulając w swe ciało.
I nagle, jakby za sprawą magicznego zaklęcia, znika komnata, Ravillon, Fenian i cały Kontynent. Nie ma już Saula ani złych Mistrzów. W pył obraca się Kodeks Związku wraz ze swymi Kanonami. A cierpienia i zło z przeszłości płoną w żarze targających mężczyzną uczuć.
Pozostaje już tylko Arienne, maleńka i krucha w jego ramionach. Najpiękniejsza i najważniejsza istota w jego obecnym życiu.
Prosimy o dziesięć minut przerwy na otarcie łez wzruszenia i odsmarkanie się!


– Jestem zgubiony… – Odpowiada na kolejny pocałunek, pierwszy raz od siedemnastu lat całując kobietę w usta. Najpierw delikatnie, ostrożnie próbuje warg dziewczyny, jakby ich kosztując i ucząc się ich faktury i smaku, by po chwili wpić się w nie z całą tłumioną dotychczas namiętnością.
Słownik PWN podaje, że wpić się oznacza “zagłębić się w coś zębami” lub “cisnąć, sprawić ból”. Bardzo romantycznie.
Eno, “wpijanie się w usta” jest dość częste w opisach pocałunków.
Wiem. I za każdym razem zastanawiam się co w tym romantycznego.

Poddaje się swym doznaniom, całkowicie odrzucając od siebie sprzeciwiające się temu myśli i wspomnienia.

I kiedy Severo wybiega z powrotem do Podziemi, Arienne jest już całkowicie spokojna, że Taidzie nic nie grozi.

(...)

***

– Więzień numer dziewięćset czternaście. – Na znak Jovena dwóch Związkowców wkracza do niskiego lochu, wiodąc między sobą Taidę.

(...) Ech, ten Tessi. Oczywiście nie posłuchał jego polecenia i musiał zostać wyprowadzony z Podziemi przy użyciu siły. Wrzeszczał, płakał i przeklinał, lecz Severo pozostał głuchym na jego błagania.

By zakochany szpieg nie zrobił jakiegoś głupstwa, Anturyjczyk pozostawił go w komnacie pod opieką reszty przyjaciół, nakazując Venowi w razie potrzeby podanie młodemu mężczyźnie środków uspakajających.
UspOkajających! Tam jest O!!!
Pewnie w Kodeksie Świętego Związku jest Kanon, który stwierdza, że tam jest “a”.

– Decyzją Wielkiego Kanclerza, Mistrza Argusa, Milady Mistrza Szpiegostwa została oskarżona o zdradę i skazana na śmierć przez ścięcie. Jej serce ma zostać przedłożone jako dowód wykonania na niej wyroku, po czym przekazane Mistrzowi Magii celem dalszych badań – czyta pospiesznie zlecenie jasnowłosy oficer.
Serce. Bardzo praktyczne. Głowa byłaby lepszym dowodem. A publiczna egzekucja na korytarzu dziedzińcu z tłumem świadków byłaby jeszcze lepsza.
Cóż, przynajmniej jesteśmy pewni, że nie znają tu baśni o Królewnie Śnieżce.

Mamy fałszowanie danych:

Kat Związku rusza ze swego miejsca i podchodzi do kobiety, przystaje przed nią i gestem dłoni zmusza ją do uniesienia głowy. A gdy Taida patrzy mu w oczy swymi wciąż wilgotnymi od łez, mężczyzna odzywa się łagodnie:
– Nie płacz. To może zaszkodzić dziecku.
Odwraca się do Jovena i mówi:
– Jesteś gotów?
– Jak zawsze, Mistrzu! – Syn Wilbura odgarnia kilka kosmyków cisnących się do jego oczu. Chwyta czysty pergamin i macza w atramencie gęsie pióro, by następnie zacząć spisywać słowa Severa. A ten, znów patrząc prosto w oczy kochanki swego przyjaciela, dyktuje:
– Protokół z egzekucji Taidy, Milady Mistrza Szpiegostwa. Do wglądu Wielkiego Kanclerza, Mistrza Argusa oraz Jego Eminencji, Mistrza Wilbura. Dnia Piątego, trzeciego tygodnia miesiąca Midwoch, o godzinie… – Anturyjczyk przerywa.
– Jest za kwadrans dwunasta, Mistrzu. – Stojący po prawej stronie skazanej Hafran sięga po zegarek, który trzyma przypięty na srebrnym łańcuszku u swego pasa.
– O godzinie jedenastej czterdzieści pięć czasu nocnego – kontynuuje czarnowłosy – Milady Taida została doprowadzona ze swej celi do Sali Egzekucji.
Jeżeli rozróżniają tam “czas dzienny” i “czas nocny” to rachubę godzin powinni zaczynać od świtu i zmierzchu (jak starożytni Żydzi), a zatem północ i południe nie byłyby godziną dwunastą, lecz szóstą.  

(...) Egzekucję Milady Mistrza Szpiegostwa jednak wykonano zgodnie z rozkazem – wypowiada z brzydkim uśmiechem. – O godzinie jedenastej…
– …czterdzieści osiem – ponownie uzupełnia młody Związkowiec, patrząc na cyferblat zegarka.
Denerwują mnie te zegarki w tej pseudośredniowiecznej scenerii. Niby to nie jest powieść historyczna, ale jednak takie szczegóły zgrzytają.

– O godzinie jedenastej czterdzieści osiem Kat Związku pozbawił życia skazaną. Jej głowa została oddzielona od tułowia jednym cięciem. – Po tych słowach Severo rozcina więzy krępujące dłonie Taidy.

Sevcio dalej dyktuje fałszywy protokół. Zamiast serca Taidy, dowodem będzie to należące do Karli.
A ja właśnie wymyśliłam, jak mógłby, z pomocą Arienne rzecz jasna, ocalić Taidę nawet przy świadkach egzekucji. Arienne umie zmieniać wygląd różnych rzeczy, nie? Jakby tak wziąć byle którego innego więźnia i rzucić na niego ten czar…
Zabrać Arienne do lochu, gdzie tańczyła wokół pieńka, więc ten entourage nie był jej obcy.

(...)


– Tym sposobem zakończyliśmy twoją egzekucję, Taido, i to nawet przed czasem.
Severo musi bezgranicznie ufać swoim ludziom. No w sumie… przecież tak go kochają od czasu, kiedy przestał drzeć na nich ryja i policzkować za byle co! A tak z ciekawości, gdzie się podział zdegradowany i upokorzony przez niego Ames?
A Ames nie zajmował się treningiem rekrutów? Czy może wcześniej pojawiał się w lochach?
Zauważcie, że jednym z tych zaufanych ludzi Sevcia jest syn Wilbura.
To jest ten dobry (i wysoki) syn Wilbura, którego tatuś nie kocha, więc odesłał go do Podziemi zamiast uczynić Miszczem czegokolwiek. To tylko świadczy o braku uprzedzeń Sevcia! Zaś Ames został zdegradowany za sprawę z Doris i również odesłany do pracy w Podziemiach.
Ach a gdyby okazało się, że ta degradacja to tylko intryga Willbura, którego syn donosi mu o wszystkim co dzieje się w podziemiach.

Milady Tessiego wpatruje się z niedowierzaniem w Kata Związku i jego pomocników, aż w końcu dociera do niej prawda. Nie zabije jej! Z jakiegoś powodu czarnowłosy postanowił ją oszczędzić i to z pewnością nie ze względu na jej łzy czy też błagania swego przyjaciela. W końcu jej kochanka wyprowadzono stąd w taki sposób, że nie pozostawiało to wątpliwości co do tego, że on uwierzy w jej śmierć.
Nieno, oczywiście, że nie ze względu na ciebie, czy swojego najlepszego przyjaciela Tessiego. Gdyby nie świetlana Arienne, nie wahałby się ściąć ci ślicznej główki i jeszcze by się dziwił, o co Tessi ma pretensje!

(...)
– Wszyscy, łącznie z Tessim, muszą być przekonani, że nie żyjesz.
Wszyscy, a przede wszystkim Tessi.

Innego wyjścia, by cię ratować, nie ma. A gdy kiedyś będzie taka możliwość i Los połączy nas wszystkich ponownie, podziękuj swej przyjaciółce. Muszę przyznać, że to właśnie Arienne pomogła mi podjąć ostateczną decyzję. Użyła do tego… najsilniejszego z argumentów. – Uśmiecha się szeroko na wspomnienie pocałunku, którym go obdarzyła przy pomocy taboretu jego Milady.
“Pocałunek przy pomocy taboretu” kojarzy mi się z wybijaniem zębów ;)
Nie ma to jak nieudany podryw w pubie…

Po odsunięciu kamiennych dybów ukazuje się tunel, do którego Severo wprowadza Taidę.

– Jesteśmy pod poziomem morza. – Severo podtrzymuje kobietę ramieniem, gdy ta skula [kuli] się pod wpływem fali wymiotów. – Ten korytarz prowadzi wprost na ląd. To długa i niekomfortowa podróż, ale nie mam innego sposobu, by niepostrzeżenie wyprowadzić cię poza mury Czarnej Twierdzy.
Tunel pod dnem morskim? Ho ho, niezłą tam mają technikę!
Jak się rozpędzą, wylądują na antypodach.
Pod dnem morskim… czy Ravillon nie znajdował się na środku jeziora?
Raczej nie, do Fos płyną przez morze. Jezioro to chyba tylko Twój headcanon :)
*opad szczęki*
Faktycznie! Może to przez skojarzenia z Hogwartem, które towarzyszyły mi od pierwszych zdań? Ale, ale, gdzie są mewy! Gdzie słony wiatr! Gdzie jakiś port, pomost chociaż, do którego mogłyby przybijać statki! Dlaczego Womar nie ma własnego, skoro jest mistrzem żeglugi (doprowadził do jego zatonięcia i ostała mu się jeno łódź?). I na początku Tamira wiosłowała przez morze! I… O MÓJ BORZE. To oznacza, że Tarlen wszystkie te dziki i tury przewoził do Ravillonu walcząc jeszcze z morskimi falami!

O tym przejściu wie niewielu, więc w zasadzie już jesteś bezpieczna. Dam ci moich ludzi. Xan i Hafran zabiorą cię do mojego domu w Świerkowych Szczytach.
To Mistrzom wolno mieć jakieś domy poza Twierdzą?
Mam nadzieję, że Xan i Hafran należą do grupy wtajemniczonych, bo nagła wiedza o tunelu prowadzącym na drugą stronę i prywatnym domu może być dla nich szokiem.
Swoją drogą - ciekawe, czy Mistrz Szpiegostwa wiedział o tym?
(...)

***

Sevcio wraca do kumpli. Jeden z nich nie jest z tego zbyt zadowolony… delikatnie mówiąc.


(...)

– Tessi. – Wyciąga dłoń ku swemu ulubieńcowi, chcąc go dotknąć, lecz ten gwałtownie ją odtrąca.
(...)
– Dziś nie miałbyś pięciu głosów po swej stronie na sądzie przed Zgromadzeniem, lecz cztery. Mistrzu Walk, Lordzie, Cesarzu Fenian czy kim tam jesteś, przebierańcu– syczy Wielki Szpieg, gdy Severo w milczeniu kieruje się ku wyjściu.
– Tessi! – Ven siedzący w fotelu naprzeciw zwraca się do towarzysza z naganą. – To nie jego wina, że pełni funkcję Kata Związku i musiał wykonać rozkaz. Miej pretensje i żale do Argusa i Caris, bo to oni stoją za twym nieszczęściem.
– Bronisz go, bo boisz się, że z zemsty powiem prawdę – ospałym od łkania i leków głosem zwraca się do czarodzieja Mistrz Szpiegostwa. – Już wkrótce cały Ravillon, ba, cały Kontynent dowie się, że Wielki Cesarz Gerhard żyje. Żyje w Czarnej Twierdzy. (...)
A to zaszkodzi Severowi, bo…?

– Tessi przymyka oczy, lecz nim ogarnia go omdlenie, zwraca się jeszcze, wskazując palcem na Severa: – Gerhardzie, jakże marna jest twa egzystencja, skoro zamiast berła dzierżysz miecz Kata, a zamiast korony jego kaptur. Ja na twoim miejscu, ze świadomością utraconej przeszłości, natychmiast bym się zabił. Czyżbyś jednak był tchórzem, że tego nie uczyniłeś do tej pory?
– O co chodzi z tym Gerhardem? – Gavin, który rozwalony na łożu Mistrza Szpiegostwa nieco się zdrzemnął, a nic, nic… śpij dalej nie do końca orientuje się w temacie rozmowy, Moru zaś, siedzący na krześle przy niewielkim stoliku stojącym obok paleniska, wpatruje się w czarnowłosego wojownika szeroko otwartymi ze zdumienia oczyma.

To ciekawe, że z Gavina, kreowanego generalnie na rubasznego niedźwiedzia o złotym sercu tak często wychodzi pozbawiony empatii sukinkot, który tak długo się niczym nie przejmuje, jak sprawa go bezpośrednio nie dotyczy.

Severo oznajmia, że załatwi u Frygilla miesięczny urlop dla Tessiego, a koledzy mają go w tym czasie namówić na wyprawę w Smocze Góry.

– Severo! – Ven rusza za nim, lecz zatrzymuje się, gdy ze zdumieniem stwierdza, co takiego zostawił jego przyjaciel na blacie mebla.
– Co to jest? – pyta rozespany Gavin, powoli powstając z łoża.
– Zapasowy komplet kluczy do domku myśliwskiego w Świerkowych Szczytach – odpowiada mu czarodziej.
Może tak Sevcio obszedł zakaz posiadania domu? To nie dom, to domek myśliwski! To ci krętacz.
***

Późną nocą, po odbyciu kąpieli, ułożeniu włosów i użyciu fiołkowych perfum, staję przed ogromnym dylematem: w czym najbardziej spodobam się mojemu mężczyźnie?
Stań tak, jak stoisz.

Podchodzę do rzeźbionego kufra i dokładnie przeglądam jego zawartość.
Kwestia “zetnie Taidę, czy jednak nie” przestała zaprzątać jej śliczną główkę natychmiast po tym, jak za Severem zamknęły się drzwi jej komnaty.

(...)
– Powiedz tylko, proszę, że wszystko się powiodło – i dodaję w tahitańskim: – Ocaliłeś ją, prawda?
Severo unosi głowę z oparcia i przemawia również w języku Północy:
– Zrobiłem, co trzeba, Arienne.
Niestety, dwuznaczność tej wypowiedzi nie ma szansy wybrzmieć, bo czytelnik już doskonale wie, co zrobił Severo.

Severo wraca do komnaty i ku zawodowi Arienne zaczyna robić jej wyrzuty z powodu pocałunku w usta. W końcu stwierdza, że jest cesarzem Fenian i ma w dupie prawa i kodeksy, idzie więc do alkowy. Trochę jednak się wstydzi i gasi światło.
Rano Severo dostaje niezwykle pilne wezwanie od cesarza Saula i zaczyna szykować się do wyjazdu do Fenis.
...Mój mózg uparcie odczytuje to jako “Penis”. Mózgu, stahp.

– Pozwól mi najpierw zdobyć dwa miliony fenów, które są bite w jednofenówkach. No niekoniecznie, złote monety mają nominał po tysiaku. Ale cysorz nie lubi rozstawać się ze złotem.  Cesarz płaci za to zlecenie, a sam ci pomogę w zniszczeniu tego paskudnego miejsca.
Gdy udźwignie dwa miliony monet lub choćby dwa tysiące (bitych w złocie, więc dość ciężkich), to będzie takim mocarzem, że zetrze Ravillon w pył. Ale najpierw pieniądze, potem sztuczki.

(...)
– Zdaje się, że Cesarzowi zginęło coś bardzo wartościowego. Tak wartościowego, że jest gotów zapłacić fortunę, by to odnaleźć. – Anturyjczyk wkłada ręce w rękawy skórzanej kurtki i wyciąga na wierzch mankiety koszuli. – A ja mu to odnajdę i jeszcze podbiję stawkę. Niech doda jeszcze z milion dla jedynego znalazcy. Trzy miliony. Dla mnie. Nigdy go nie zawiodłem, Arienne, dlatego zawsze mnie wzywa, gdy inni zawiodą. – Pospiesznie zaczyna zapinać kaftan. – Wykonałem dla niego ponad pięćset zleceń.
Pięćset zleceń… Saulo jest bardzo młody (18 czy coś koło tego), zapewne nie rządzi od zbyt dawna. Powiedzmy, że wstąpił na tron, mając czternaście lat – skoro w tym uniwersum uważają to za odpowiedni wiek dla kobiety, by wyjść za mąż, to pewnie i dla mężczyzny, by zostać uznanym za dorosłego. Ergo, mamy coś koło 125 zleceń rocznie, a pewnie znakomita ich część wymaga jakichś przygotowań, dłuższych wyjazdów itp. Dziwię się, że Severo ma w ogóle czas wracać do Ravillonu.
Z drugiej strony, nie wiemy, czy rok w tym uniwersum nie liczy sobie na przykład tysiąca dni ;)
Może Sevcio liczy zlecenia typu “podnieś lewą nogę”, “poliż łokieć”, “zrób piruet”, “opowiedz jak Tarlen polował na łosia”.

Gdybym nie wywiązał się chociażby z jednego, nigdy więcej nie skorzystałby już z usług Związku. Może nawet rozwiązałby Organizację. On jest… On ma bardzo trudny charakter.

(...)

– Odrzuć to zlecenie, błagam. Wiem, że to ogromne pieniądze, ale okupione tylumiesięczną pracą. – Już nie dodaję, że bezowocną, tylko przytulam głowę do torsu mężczyzny.
Czyli… Severo nadal się nie domyśla, że Arienne=Ariadna? Damn.
Kiedy miejscowi bogowie rozdawali inteligencję, Severo akurat stał w kolejce po wielką kuśkę.

(...)

– Chyba wątpisz w moje siły i możliwości. Wystarczy mi… miesiąc, góra dwa, by zakończyć taką misję z sukcesem. Odkąd usłyszałem o problemie Saula, mam plan działania w głowie. Czeka mnie podróż, by pozadawać pytania odpowiednim ludziom, i już. Trofeum jest moje. A olbrzymia kwota pieniędzy przypadnie nam. Wówczas jestem gotów pomyśleć o uciecze, Arienne.
Masz odpowiedź przed oczami, debilu! Nigdzie nie musisz jechać! W zestawieniu z pewnością siebie, z tekstami “miesiąc, góra dwa”, ta scena wypada wyjątkowo komicznie.
Imperatyw Narracyjny go pogania. Jedzie, bo chce się trochę przewietrzyć i zdążyć na bal.
(...)


Oni nas przyłapią, Arienne – wyszeptuje. – Prędzej czy później. A ja nie mogę do tego dopuścić. Wieczna tułaczka będzie lepszym rozwiązaniem niż pozostanie tutaj i dalsze narażanie ciebie. Zakazane Uczucie w Ravillonie to śmiertelna zbrodnia. To, co uczynili ze mną, gdy użyłem swej mocy, jest niewielką karą przy tym, co robią z tymi, których oskarżają o… – jakże mu ciężko nazywać rzeczy po imieniu – …miłość.
A DEBIL TESSI NIEMALŻE NA OCZACH WSZYSTKICH CAŁOWAŁ SIĘ Z TAIDĄ...

(...)

– Dobrze więc. Wyruszaj, skoro tak bardzo wierzysz w szczęśliwy finał tej podróży. – Z westchnieniem zakładam płaszcz na jego ramiona, po czym podchodzę do stojącej na biurku szkatułki i przeglądam jej zawartość w poszukiwaniu klamry do jego upięcia. W pewnym momencie mój wzrok natrafia na maleńki srebrny medalion przedstawiający mapę Fenerii. Zdumiona wyjmuję przedmiot z kuferka i przyglądam mu się z uwagą. Wygląda identycznie jak połówka tego, który sama posiadam!
Ojej.

Tamira podarowała mi wisiorek przedstawiający Anturię, gdy opuszczałam Tahitanię. Czarodziejka podkreślała, że muszę go strzec, gdyż jest bardzo ważny. W końcu to on miał doprowadzić mnie do Księgi. Co dzień przy zmianie biżuterii oglądałam go z zaciekawieniem, czasem starając się ożywić go swą mocą. Nosiłam go także ze sobą podczas prac w Archiwum, mając nadzieję, że odezwie się jakoś – zabłyszczy, poruszy się i da mi upragniony znak. Jednak nie wyczuwając w nim żadnej zmiany, nie wiedziałam, w jaki sposób ma mi pomóc. Teraz jednak domyślam się, że magiczny artefakt nie działał, gdyż był niepełny.
Wow. Odnalezienie drugiej połówki magicznego artefaktu za pomocą deus ex machina, jakiego by się sam Sezon Burz nie powstydził.
Teraz się domyśla? Jak wyglądał ten wisior, że Arienne nie zajarzyła, że ma tylko pół?

(...)

Anturyjczyk podchodzi do kobiety i z zaciekawieniem zagląda jej przez ramię, a kiedy widzi, co Arienne trzyma w dłoni, mówi ze śmiechem:
– No proszę! Tu jest! Przez te twoje porządki w moich rzeczach nie byłem w stanie go znaleźć, gdy chciałem mu się dokładniej przyjrzeć. Pamiętałem tylko, że powinien być w którejś z rękawic, które używam w Podziemiach. Nawet do głowy by mi nie przyszło, że może być wraz z pozostałą biżuterią!
Znaczy że co, jakoś wcześniej, nie wiadomo dokładnie kiedy, Arienne robiła porządki w rzeczach Severa, znalazła medalion i odłożyła go do szkatułki, a jej oczy były niejako na uwięzi, tak że go nie poznała?
Musiałem kilka razy przeczytać ten fragment, by upewnić się, że dobrze to zrozumiałem.

Choć to taka oczywistość, ha, ha. – Sięga po łańcuszek i trzymając go jedynie za zapięcie, pozwala mu luźno zwisnąć z dłoni. – Księżycowy kamień, jak nic! Zawsze wyczuję jego raniącą moc. – Marszczy brwi, uważnie oglądając przedmiot. – Przeklęta, tłumiąca magię skała z kosmosu.
Khę, a Arienne próbowała swoją połówkę “ożywić swoją mocą”? Nie rozpoznała księżycowego kamienia?
Najwidoczniej. To tyle jeśli chodzi o osiągnięcie “progu doskonałości”.

Szkoda tylko że nie broni zakutego w nią czarodzieja przed zaklęciami innych, a oddziałuje wyłącznie na noszącą ją osobę. Kiedyś na mnie bardziej działała. Z czasem jednak trzeba było jej coraz więcej, by mnie okiełznać, a jak ci zapewne wiadomo, gdyż jesteś czarodziejką, ma ona sporą cenę na rynku ze względu na rzadkie występowanie, dlatego Wielkie Zgromadzenie w swej wspaniałomyślności zastąpiło ją truciznami. – Chwyta w palce sam medalion. – Rzeczywiście. Feneria… – Urywa, gdyż nagle coś mu się przypomina.

Ktoś go tak nazywał. Dawno temu. W czasach, które zakrywa zasłona niepamięci. Białowłosy chłopczyk, mieszkający w kryształowym pałacu, nosił taki przydomek, jego towarzyszka zaś, maleńka dziewczynka o czarnych, błyszczących granatem włosach, to Anturia. Nagły atak bólu głowy nie pozwala mu na dalsze wspomnienia. Mężczyzna zatacza się, a łańcuszek wypada mu z dłoni wprost pod stopy Tahitanki.

Ten przedmiot należał do Gerharda! Należał do niego. Dlaczego nie wysłuchał tamtego skazańca? Ściął go bez wahania, niepomny na jego słowa. Może dzięki temu mężczyźnie dowiedziałby się czegoś więcej o sobie. Wiedziałby, gdzie szukać tych, którzy jeszcze go pamiętają i których on sam znał i poważał?
Sevciu, pomyśl. Jeśli byłeś Gerhardem, to twoją żoną była Alma. Krewni Almy wciąż żyją, ba, utrzymali się na swoich tronach. Jedź do Anturii do księcia Damona albo do Tahitanii do króla Randona...

Być może to właśnie wśród nich znalazłoby się schronienie dla niego i Arienne, gdy już odejdą z Ravillonu. Severo wolał być jednak zaślepionym namiętnością głupcem i przez własne żarty stracił niepowtarzalną okazję na poznanie prawdy. Obecnie zna tylko imię tamtego skazańca. Vestra. Doszedł do tego po numerze nadanym więźniowi w Ravillonie. Jednak kim był i czego wówczas chciał od Arcymistrza, pozostaje dla Mistrza Walk tajemnicą. Po powrocie nieodwołalnie musi spotkać się z Frygillem – postanawia. Filon musi go znów dopuścić przed jego oblicze, inaczej wejdzie tam siłą.
Biorąc pod uwagę, że Arcymistrz jest umierający, nie lepiej byłoby to załatwić przed wyjazdem?
Oczywiście że tak. Ale Sevcio zawsze woli bardziej dramatyczne pomysły.


(...)
– Na pewno wrócę przed balem, a to już za osiem tygodni. Wszyscy Mistrzowie muszą być obecni na tej kończącej rok uroczystości.
A kto się spóźni, za karę przez miesiąc szoruje wychodki.

(...)
***
Severa zdążającego do stolicy zauważa banda rozbójników. Napawajcie się pięknem języka, jakiego używają oberwańcy z gościńca!

– A to się gratka nam trafiła! – Młody blondyn o skołtunionych włosach odrywa lunetę od oczu, zwracając się do towarzyszy. Kilkunastu mężczyzn odzianych w zniszczone stroje, stanowiące mieszaninę szat szlacheckich z chłopskimi, wpatruje się w swego przywódcę wyczekująco. – Jest sam! Do tego to Anturyjczyk!
– Postradał rozum? Samotny anturyjski wędrowiec podróżujący po Fenerii, z której wszyscy jego pobratymcy masowo uciekają? – śmieje się jeden z ludzi blondyna.
– Z tego, co zauważyłem, nie jest ubogi. – Dowódca szczerzy poczerniałe zęby do swych kamratów. – Jego broń wygląda imponująco. Ma też biżuterię. Srebrny medalion, wysadzane rubinami klamry u pasa i broszę przy kołnierzu. Sporo warty też będzie jego płaszcz, gdyż i na nim jest wiele wartościowych kamieni.
A nad jego głową świeci wielka, czerwona strzałka z napisem “Zaatakujcie mnie!”.

(...) Zaprowadziwszy rumaka do wodopoju, olbrzymi mężczyzna zniósł chrust z pobliskiego zagajnika, by następnie rozpalić z niego niezwykłe ognisko w odcieniu krwi.
– Musimy poczekać, aż zaśnie – decyduje przywódca rozbójników. – Jego postura nie zostawia wątpliwości, że z walką miał nieraz do czynienia.
Tak, właśnie tak rozmawiają rozbójnicy leśni.

– Do tego to jakiś pieprzony mag!
Powiedział ten, którego dla śmiechu przezwali “Poeta”.

(...)
– I co z tego, że włada magią? – odpowiada mu dowódca. – Tak samo jak my męczy się, więc śpi, jest głodny – żre, jest spragniony – chleje, ma potrzebę – sra. Nie róbmy z magów jakichś bogów. Przecież to zwyczajni ludzie!
W sumie jest w tym trochę racji. Dlaczego Severo nie bierze ze sobą najbardziej obiecujących uczniów? Kogoś kto mu w izbie rano rozpali ogień, wyniesie nocnik, osiodła konia?
Bo piszą to współczesne dziewczyny, którym idea posiadaia służby jest zasadniczo obca. Przecież tu nawet córka królewska doskonale obywa się bez pokojówki, uważając ją za zbyt wielki i niepotrzebny wydatek.
Kogoś komu mógłby przekazywać wiedzę.
Ciekawe komu, Doris? Żeby Arienne wydrapała jej oczy z zazdrości? Nikt inny nie dostąpił zaszczytu zostania osobistym uczniem Sevcia!
Następca Sevcia będzie musiał wszystkie swoje powiązania budować od zera. Nie mówię, że od razu powinien zaciągać ich na audiencję u cesarza, ale…

A magia nie czyni ich nieśmiertelnymi, tylko nieco ułatwia egzystencję na tym przeklętym padole.
Tu rozejrzał się dokoła, sprawdzając, czy twarze kamratów wyrażają należny podziw dla jego erudycji.
Toż to Ralf “Profesor” Blunden! Najwyraźniej przeżył spotkanie z Geraltem i wyemigrował do innej książki. Imaginujecie to sobie?

– Jak sobie tam chcesz, En. – Wyraźnie urażony rozbójnik wzrusza ramionami. – Ja wam tylko zwracam uwagę, że ma moc.
– Daj spokój! – Herszt klepie go po ramieniu. – Dziś będzie niezły połów. Poza tym Anturyjczycy, odkąd Cesarzowa Mitylena odwiesiła zakaz handlu niewolnikami wydany jeszcze przez jej zmarłego przed laty mężulka, są w cenie. Za takiego rosłego mężczyznę dostaniemy sporo fenów od handlarzy w Fenis. Ich klienci z Krajów za Morzem będą zachwyceni. Taka postura i mięśnie są godne areny. Teraz musimy tylko poczekać, aż zapadnie noc, a on pogrąży się we śnie i już jest nasz!
Skoro w Fenerii w najlepsze trwają łowy na Anturyjczyków, to dziwię się, jak do tej pory Sevciowi udawało się bezpiecznie wyjeżdżać na swe misje i z nich wracać. Zwłaszcza, że ma zwyczaj podróżować w szatach od góry do dołu utkanych drogimi kamieniami.

Jednak gdy zbójcy chcą napaść na Severa, najpierw gadają jak najęci pojawia się przed nimi tajemniczy młodzieniec, który ostrzega, by tego nie robili, a później zostają zaatakowani przez wielkiego, białego wilka, który pożera wszystkich siedemnastu. Gdy Severo się budzi, jest już po wszystkim, a on jest przekonany, że przyśnił mu się dziwny sen. Wilk przyłącza się do niego i ruszają w dalszą drogę.
Wstawiłbym obrazek z Jonem Snowem i Duchem, ale widzieliście go już jakieś dwa odcinki temu.

***

Jam jest Alanis, z rodu Merretti zrodzona
Sercem, prawem Agenorowi poślubiona
Bogini Przeznaczenia odwiecznym wcieleniem
Rodu Ludzkiego oczekiwanym zbawieniem
Nad Świata pokojem pieczę będę sprawować
O konieczności zmiany Losu decydować
Mocy swej, życia, miłości szczędzić nie będę
Śmiercią swą ocalenie dla innych zdobędę

Bądź zdrów, lecz nie śpiewaj, zabijaj, lecz nie pisz wierszy, truj, lecz nie tańcz, podpalaj, lecz nie graj na cytrze, tego ci życzy i tę ostatnią przyjacielską rade posyła ci Arbiter elegantiae.
Henryk Sienkiewicz, Quo vadis

Już po pierwszych słowach listu czuję się nieswojo. Przebyłam właśnie trzydniową drogę w towarzystwie milczącego Akina, w deszczu, mroku i zimnie, unikając oberży dla nieprzyciągania uwagi i sypiając pod gołym niebem, po to tylko, by dowiedzieć się o swej śmierci?
Gdyby nie to, wierzyłaby w swoją nieśmiertelność.

– Wszystko w porządku? – Taida, szykująca właśnie strawę w garnku wiszącym nad paleniskiem, przygląda się towarzyszce uważnie.

Kobiety znajdują się w maleńkiej chatce myśliwskiej, do której zaprowadził Arienne medalion przedstawiający mapę Cesarstwa. W jego wnętrzu, które otwarło się po połączeniu znalezionej u Severa Fenerii z należącym do czarodziejki fragmentem przedstawiającym Anturię,
Czy Wy też widzicie coś takiego?
https://www.allezloto.pl/naszyjniki-zlote-gwiazd-celebrytki/celebrytka-zlota-puzzle-585-MD-NA-1228-_1-800-600_1-1-wm.jpg
Tak.
Podoba mi się postępująca degradacja kryjówki Taidy. Najpierw “dom”, potem “domek myśliwski”, a teraz “chatka”.

dziewczyna odnalazła wyryte w srebrze współrzędne.
Długość i szerokość geograficzną?

Ich rozszyfrowanie powierzyła Akinowi, który przywiódł ją w Smocze Góry,
Tja. Powiedziała Akinowi: “Słuchaj, muszę natychmiast jechać tam, gdzie wskazuje ta mapa!”, a Akin na to: “Oczywiście, Milady, twoje życzenie jest dla mnie rozkazem! I nic nie szkodzi, że Miladies nie mogą oddalać się od Ravillonu dalej niż do Fos, a w dodatku mój pan wyjechał i nie może wyrazić zgody na tę twoją wycieczkę!”.

gdzie natrafiła na poszukiwany artefakt, ale także nieoczekiwanie i na swą przyjaciółkę, którą właśnie w tym miejscu zdecydował się ukryć Mistrz Walk, o czym Tahitanka nie miała najmniejszego pojęcia.
Jeżyczku.
I tak oto odnalezienie artefaktu, którego Arienne poszukiwała przez całą książkę (no dobra, przypominała sobie o tym raz na sto stron, ale zawsze) zostaje streszczone w trzech zdaniach.
Czyli takie trochę “a potem był bitwa i Voldemort zginął”?

– Tak – odpowiadam niepewnie. – Muszę się tylko skupić, aby zdążyć z przeczytaniem tego, nim Xan, Akin i Hafran powrócą z wyprawy po świeże mięso i wodę – dodaję, po czym powracam do lektury.

Wyprawę po świeże mięso rozumiem, po prostu polują. Ale na wodę polują też?
Miladies są przyzwyczajone do wyższych standardów. Pewnie piją jedynie krystalicznie czystą wodę z lodowców Tahitanii.

Alma Alanis Merretti-Arwern, Cesarzowa Zjednoczonych Ziem Fenerii i Anturii, do Ariadny Alanis Merretti, córki Randona Merretti i Amarylis Velliadore-Merretti, księżniczki Tahitanii, salmansarskiej Arienne, Milady Mistrza Walk, Lorda Severa z Ravillonu.
Pleno titulo etc., etc...

Pozdrawiam Cię, Następczyni Moja. Pradawnym zwyczajem Księgę Ci przekazuję, a wraz z nią na ręce Twe dzieje ludzkości składam. A czasowniki na końcu zdania układam.
Że tak jest fajniej, uważam.
Mocą Swą zwój ów ożywić możesz i jako jedyna wniknąć w Przeznaczenie każdego człowieka i jego myśli masz prawo. Jak bogowie jednak kapryśni bywają, tak i nam mocy nieograniczonej poskąpili. Jako wcielenie Bogini jednego dnia w roku dokument otworzyć możesz. Dokładnie w dniu śmierci mej, a tym samym Twych narodzin dacie, przyszłość, teraźniejszość i przeszłość odczytane kryć tajemnic przed Tobą nie będą.
Mistrz Yoda z zazdrości zzieleniał.

Pierwszego dnia miesiąca Hir więc po Księgę sięgnij, pamiętając jednak, że to, co raz dotknięte, ziścić się musi. A towar macany należy do macanta.

Hahahahahahaha!
Totalnie wyobrażam sobie tę ciężką myślówę autorek:
– Ej, pasowałoby, żeby Arienne wreszcie odnalazła tę Księgę…
– No, ale co ma w niej być?
– Nie mam pojęcia, a ty?
– Też nic nie mogę wymyślić… No to co robimy?
– No to napiszmy, że odnalazła, ale nie może jej otworzyć, a zanim dotrzemy do drugiego tomu, może wpadnie nam jakiś pomysł?
Ta stylizacja jest straszna.

Tragiczny w udziale nam Los przypadł, gdyż pełniąc swą funkcję, prawdę poznać możemy, ale jak straszna i okrutna by ona nie była, wpłynąć na nią moc mamy tylko raz. Ceną zmiany Przeznaczenia życie nasze jest bowiem. Jedynie śmiercią za wpis do Księgi zapłacić możemy.
No to o kant dupy potłuc bycie taką boginią, co to w sumie i tak nic nie może zrobić.
Z jednej strony, każde ograniczenie merysujczej mocy to plus. Z drugiej – nie trzeba było jednak nazywać tego bytu BOGINIĄ. Po bogach jednak spodziewamy się JAKIEJŚ mocy sprawczej, co nie?

I ja taką ofiarę ponieść się zdecydowałam. Poznawszy knowania wrogiej nam królowej wdowy, Mityleny z rodu De la Cler, i wiedząc, że niechybna śmierć z jej ręki nam pisana, ocalić najdroższą mi w życiu osobę postanowiłam. Syna naszego w stanie uratować nie będę, gdyż jako część mnie wraz ze mną zginąć mu przypadnie, ale mąż mój przeżyje.
Ale gdyby to wszystko wziąć i zapisać od tyłu? / Tyłu od zapisać i wziąć wszystko to gdyby ale?
Sensu by nie nabrało, ale byłoby jeszcze dziwniej.

Tak zapisałam Dnia Dwudziestego miesiąca Estraf roku trzy tysiące dziewiętnastego, gdy urodziny dane mi było obchodzić ostatnie.
Ok, więc Alma zapisała ocalenie Gerharda. Jednocześnie wie doskonale, że zostanie on Severem, Mistrzem Walk w Ravillonie, a Ariadna/Arienne, jej nowe wcielenie, jego Milady, więc jak rozumiem, w tym też maczała palce.
NAPRAWDĘ NIE MOGŁA TEGO ROZEGRAĆ W INNY SPOSÓB??? Musiała zapisać też ten gwałt na początku? Inaczej się nie dało? Ja pierdolę…

Coraz bardziej skłaniam się ku myśli, że to Gerhard był uzurpatorem. Z rozmowy rozbójników wiemy, że mąż Mityleny rządził krajem i nawet wydał prawa zabraniające handlu niewolnikami. Może Gerhard wykorzystał jego śmierć, by samemu objąć władzę, odsuwając od tronu żonę i dzieci poprzedniego króla?
Nie szukaj tak głęboko...
Raczej to mąż Mityleny przejął władzę po Gerhardzie. Saulo był jeszcze zbyt młody. Stąd też “cesarzowa” Mitylena, była po prostu żoną cesarza. I… hah, też mam wrażenie, że szukam za głęboko.


Odrywam wzrok od listu i wpatruję się długo w ogień trzaskający w kominku, w którym niedawno pod jednym z kamieni znalazłam list oraz upragnioną Księgę.
O tak se leżały. Akurat w domku należącym do Severa. Czy Alma też pracowicie zapisywała w Księdze, co i kiedy Sevcio kupi za cesarskie pieniądze?
Kominek to dość ryzykowne miejsce do przechowywania listów. Jeszcze dziwniejsze do przechowywania kamieni.

Właśnie obdarto mnie ze złudzeń i nadziei. Do tej pory sądziłam, że Księga wskaże mi drogę na przyszłość, a dysponując mocą Bogini Przeznaczenia, posiadając poszukiwany artefakt, będę w stanie wpłynąć na Losy Kontynentu, a przy tym i na swe własne.
A tymczasem okazało się, że cała jej moc to “wiem, ale nie powiem”.
Aż dziwie się, że autorki nie kazały szukać Arienne drugiego tomu Księgi ;).

W momencie przybycia do Ravillonu nie miałam jeszcze konkretnego planu.
Jako i autorki nie miały ;)

Pragnęłam jedynie odnaleźć Księgę, która miała odpowiedzieć mi na pytanie, w jakim celu to właśnie ja zostałam obdarowana tak potężną mocą i co mam z nią robić. Oraz jak usunąć bugi, żeby nie zawieszała się w strategicznych momentach. Jednakże poznanie Severa i nieoczekiwane pokochanie go nagle dało mi do zrozumienia, że potrzebuję Księgi także dla siebie i dla niego, aby zapisać w niej szczęśliwe zakończenie naszej miłości.
Nieno, spoko. To najważniejsze, co powinno się znaleźć w Księdze Przeznaczenia całego kontynentu. Czy nawet planety.

Tymczasem jednak moja ciotka Alma w swym liście oznajmia mi właśnie, że umrę, jeśli cokolwiek zmienię w zapisach Księgi. Księgi, do której nawet teraz nie mogę zajrzeć, bo do moich urodzin pozostało jeszcze parę tygodni!
Tak, kuźwa, WIEMY. Umiejętność czytania ze zrozumieniem nie jest nam obca.

(...)

Tak, jak Księgę więc, ukochanego mego Ci zawierzam. Gerhard Agenor Arwern, w Ravillonie przemianę przeszedłszy, na ścieżce Przeznaczenia Twego już stanął. Niestety, w niekorzystnych okolicznościach poznać Ci go przyszło, jednak, jak już nadmienić raczyłam (ghrrrr…), wpłynąć na Los tylko raz jest nam dane. Jako szlachetnego Księcia pisane mi było go spotkać, Tobie zaś czoła stawić przypadło szorstkiemu i bezwzględnemu Zgromadzenia Związku dziełu.
Szorstki, nie szorstki, nie musiałaś go robić gwałcicielem. Serio, przyjemnie ci było wpisywać taki los dla swojego ukochanego?
“Zakochanie się Od Pierwszego Spojrzenia” nie wchodziło w rachubę.

Frygill, opiekun mój jeszcze z dziecięcych wiosen,
Nim został mistrzem walk, Frygill był mistrzem nianek i opiekunek do dzieci.

postarać się zdołał, by w stworzonym przez Starych Mistrzów mężczyźnie śladu Władcy nie pozostawiono i niczego, co wrogom zdradzić by tożsamość jego mogło. Oprócz tego, że upojony magicznymi miksturami powtarzał będzie moje imię.  Prawowitego Fenian Cesarza winić więc nie można, że w momencie pierwszym Cię nie rozpoznał. Nadal też Prawdzie zaprzecza, którą przedstawić mu próbowałaś, ale ostatecznie słowom Twym uwierzy, wsparcie i opiekę zapewniając i ukojenie troskom niosąc. Mój Gerhard, Twój Severo.
(...)

Wybacz mi zatem, że ośmieliłam się przyszłość Twą zgłębić, ta jednak nierozłącznie z jego wiązać się musi. Dzięki temu pokierować nią nieco raczyłam.
Och, dzięki, łaskawa pani.

Już od dnia narodzin Twych bowiem przyjaciółce mej, Lady Tamirze z Salmansaru, powierzona zostałaś, by od początku nad rozwojem Twych umiejętności nad mocą panowania czuwała i do Ravillonu Cię przywiodła, gdy nastanie ku temu czas właściwy. Jej także część medalionu mego przekazałam, by Ci ją darowała i by ta, z częścią należącą do mego Gerharda złączona, pomogła Ci list mój odnaleźć wraz z Księgą w Świerkowych Szczytach przeze mnie ukryte, w miejscu będącym świadkiem miłości naszej bezbrzeżnej (!!!), które w ręce prawowitego Cesarza zwrócone zostało, gdy ten jako Mistrz Walk Lordem się stał z nadania Uzurpatora młodego. Tak, jak to w Księdze zapisane zostało, z wolą mą zgodnie.
No jak babcię w kapcie, naprawdę zapisywała, co ten kupi za cesarską kasę…
Jeśli to księga przeznaczenia całego kontynentu, to czy są w niej zapisane wydatki każdego człowieka? Wow, to musi być fascynująca lektura.
I powinna wyglądać raczej tak niż tak.

Na tym rola moja końca dobiega. Dwadzieścia dni szczęścia u boku Gerharda mi pozostało, a potem jedynie oczu mych radowanie widokiem ukochanego z Krainy Damy Białej. Przy nim więc bądź, jak ja byłam. Wspieraj go, tak jak ja to czyniłam. I kochaj miłością wybaczającą błąd każdy i przewinienie najcięższe nawet, tak jak ja bym kochała i darowała uchybienia, mogąc przy nim trwać dłużej.
Oto “morał” książki od kobiet dla kobiet. Kochaj faceta swego i wybaczaj mu wszystko, bo tak!

Żegnaj, Ariadno. Niech moc Bogini Przeznaczenia Cię wiedzie, zawsze drogę wskazując jedyną i słuszną.
Zaczyna mnie kłuć w oczy, że autorkom nawet nie chciało się wysilić i nadać imiona bogom. Biała Dama, Bogini Przeznaczenia, Bóg Wojny, Bogini Płodności… ziew. Żeby chociaż to było wyjaśnione przez jakieś tabu z imionami.
I tak lepiej niż u Ziemiańskiego, który swoich bogów ponumerował.

(...)

Tymczasem w okolicznych lasach poluje sam cesarz Saulo. Okazuje się, że ziemie, na których polują, też należą do Severa.

Na niewielkiej polanie zarośniętej butwiejącą od deszczy paprocią
Jeżeli roślina jest żywa i rośnie, to nie butwieje.
Paprocie lubią wilgoć, więc w takich warunkach powinny być bujne, a nie zbutwiałe…

kilkunastu młodych mężczyzn odzianych w niezwykle strojne szaty, starając się ukryć rozbawienie, przygląda się, jak szarowłosy młodzian, w którego misternie skręconych lokach wpięty jest złoty diadem z rubinowym dębowo-lwim herbem, bije służącym do poganiania konia pejczem kajającego się przed nim żołnierza.
Very funny, indeed.

– Ty bydlaku! Ty psie! Ty zidiociały pomiocie! Nie daruję ci! Nie popuszczę! Ty…
Horacy wzdycha ciężko, gdy podjeżdża bliżej, i zeskakuje z rumaka.
(...)
– Najjaśniejszy Panie! – Podchodzi do smagającego batem młodzieńca i przyklęka na chwilę przed nim. – W czym uchybił ci Elio?
– Ten dureń, ten… ten… – W stalowo-niebieskich oczach Cesarza pojawiają się łzy wściekłości. – Zabił moją zdobycz! Ten dzik – Władca wskazuje dłonią na powalone bełtem ogromne zwierzę leżące nieopodal – miał być mój! Mój, rozumiesz?
– Tu zwraca się ponownie do jęczącego z bólu Gwardzisty wijącego się u jego stóp: – A ty go zabiłeś, kanalio! I teraz ja zabiję ciebie! Staniesz się ścierwem, jak moje trofeum!
A potem cię zjem, a skórę powieszę nad kominkiem! – krzyczy histerycznie do nieszczęśnika, a stojący za jego plecami młodzi dworzanie, synowie najwyżej postawionych w Fenian możnowładców, parskają ze śmiechu, widząc strach na twarzy żołnierza, który, gdyby tylko zechciał, mógłby jednym ciosem powalić wątłego w budowie ciała Saula.
No, gdyby miał ochotę popełnić wyjątkowo bolesne samobójstwo…

– Miłościwy Panie! – korzy się mężczyzna. – On szedł wprost na ciebie! Gdybym go nie zastrzelił, mógłby zrobić ci krzywdę! Był tuż przed tobą i…
– I jeszcze sugerujesz, że nie umiem się obronić? Ja?! Cesarz Fenian? Najpotężniejszy z władców na Kontynencie i poza nim? Dobra, dobra… wiemy, że jest bucem – wrzeszczy szarowłosy i z jeszcze większym impetem wali żołnierza pejczem prosto w twarz. – Horacy! – krzyczy do dowódcy swej Gwardii i palcem ozdobionym kilkoma pierścieniami wskazuje na kajającego się wojownika. – Skończ z nim!
Złotowłosy rycerz powstaje z klęczek i bez słowa zmierza w stronę błagającego o litość mężczyzny, sięgając po miecz. I choć przez moment jest mu nawet żal Elia, nie zamierza się wahać. Wie, czym płaci się za niesubordynację na dworze w Fenis. Zresztą, co zawsze powtarza swym ludziom, w przypadku wybuchu Cesarskiego Gniewu (™) każdy odpowiada za siebie i chroni wyłącznie swój tyłek, o przyjaźniach i więzach krwi zapominając. To jedyna zasada skuteczna przy tak nieobliczalnym Władcy jak Saulo.
Dobra, widzę tu inspiracje (delikatnie mówiąc) Joffreyem Baratheonem, który z kolei był mocno inspirowany Kaligulą. Joffrey rządził nieco ponad rok, Kaligula cztery. Ten drugi zginął z rąk pretorianina, którego wyśmiewał z powodu zbyt kobiecego głosu. To ci źle wróży, smarkaczu…

(...)

– Po powrocie przypomnij tym swoim psom, Horacy, by nigdy nie przerywały mi polowań! Zresztą mam swoje charty do pomocy w tropieniu zwierza, twoje kundle są tu zbędne. Jestem dorosły! Umiem się obronić!
Tu zatupał nóżkami i rzucił się na ziemię, kopiąc i płacząc.

(...)
– Zgodnie z rozkazem Lorda Horacego znaleźliśmy dla Miłościwego Pana schronienie.
– Schronienie? – rzuca z ironią Władca. – Ty także, idioto, sugerujesz, że Cesarz Fenian jest bezbronny?! Sztuki władania mieczem uczył mnie sam niezwyciężony Mistrz Walk, Severo, więc nikt nie ma ze mną szans. A to co? – Wyciąga przed siebie skrzące od klejnotów dłonie i patrzy ze zdumieniem, jak po jego bladej skórze spływają pierwsze krople deszczu.
Poprawka - jest tchórzliwym bucem.

– Wasza Cesarska Mość. – Horacy daje znać stojącej pod drzewami służbie, by natychmiast sprowadziła rumaka Władcy. – O tym właśnie mówi markiz Eyck. Czas ruszać. Zaraz będzie ulewa, a my chcemy cię przed nią uchronić, mój panie.
– Co?! – Młodzieniec tupie nogami z nieskrywanej wściekłości. – Deszcz? Teraz? Gdy ja jeszcze nic nie upolowałem, bo ten idiota – kopie z całych sił nogą odzianą w wysoki, kremowy but do konnej jazdy zwłoki Gwardzisty [a składnia kuliła się ze śmiechu] – odebrał życie mojemu dzikowi! Jestem tak zły, że…  że zaraz dostanę czkawkę!
– Tu odwraca się i toczy rozsierdzonym spojrzeniem po zgromadzonych wokół szlachcicach, szukając kolejnej ofiary.
Miny młodzieńców natychmiast z rozbawionych rzedną, a spojrzenia opuszczają się ze strachu. – Że… jak wrócimy do Fenis, masz zgładzić tego starego astrologa, Perciego! Natychmiast, Horacy. Rozumiesz? Przepowiedział pięć dni bez opadów!
Astrolog mógł przewidzieć deszcz meteorów.

(...)

– Severo! – krzyczy szarowłosy młodzieniec, podjeżdżając do chaty.
Zeskakuje z białego rumaka i biegnie ku zarośniętym mchem i pożółkłą trawą schodkom wyżłobionym w glinie pagórka i umocnionych drewnianymi balami. Dopada niewielkich, osmolonych drzwi
Prawdę mówiąc, po domku należącym do Severa, najbogatszego Miszcza w Związku, a jeszcze wcześniej do Jedynego Prawdziwego Cesarza Gerharda, spodziewałabym się czegoś więcej niż ubogiej, osmolonej chałupiny, jednoizbowej, gdzie posiłki przyrządza się w garnku wiszącym bezpośrednio nad paleniskiem.

i wpada do izby z krzykiem, w którym złość miesza się z radosnym podnieceniem:
– Severo! Ty nieposłuszny kundlu! Na wypoczynek ci się zebrało? Powinieneś gnać wprost do mnie, do swego pana, do Fenis… – Urywa, gdy zamiast ulubieńca, którego spodziewał się spotkać w należącej do Związkowca górskiej chatce, zastaje w niej dwie młode kobiety. Brunetka siedząca przy prostym, dębowym stole na środku musi być młodsza od niego o kilka lat ze względu na swe dziecięce jeszcze kształty. Wygląda niczym jedna z porcelanowych lalek z kolekcji jego babki, Mityleny, których w dzieciństwie nigdy nie wolno mu było dotykać ani bawić się nimi, gdyż zbicie którejkolwiek wiązało się z dotkliwą karą wielotygodniowych batów za nieposłuszeństwo.
Które i tak pewnie odbierał chłopiec do bicia, co nie?

Dziewczyna ma skórę w odcieniu śniegu, a jej czarne szaty skrojone są na dworską modłę.
I w czymś takim wybrała się na kilkudniową wyprawę przez lasy, w deszczu i zimnie, z nocowaniem pod drzewami?
Typowa Arienne. Dostosowała się do swojego mistrza, który popyla przez gościniec w ciuchach ciężkich od kamieni szlachetnych i który śpi pod gołym niebem.

Jej starsza towarzyszka, o włosach farbowanych na brzydki jego zdaniem, choć tak ostatnio modny wśród niżej postawionych szlachcianek, wiśniowy kolor, wygląda bardziej ponętnie przez swe dojrzałe krągłości, lecz pewnie jest jedynie damą do towarzystwa lub służką, sądząc po skromnym, wełnianym odzieniu.
Taida jest przynajmniej bardziej praktyczna. Rozumiem, że Xan i Hafran o to zadbali, bo przecież z Podziemi uciekła tak jak stała, w wydekoltowanej tiulowej kiecce?
No ale i tak cały fragment służy tylko podkreśleniu, jak pospolicie wygląda Taida w porównaniu z Arienne.

Saulo stoi zdezorientowany, ze zdumieniem rozglądając się wokoło i nie wiedząc przez chwilę, co powiedzieć lub zrobić.

Niespodziewane wtargnięcie młodzieńca każe mi przerwać konwersację z przyjaciółką. Obydwie z Taidą z zaskoczeniem odwracamy głowy w stronę przybysza. Przez dłuższą chwilę przypatruję mu się w milczeniu. Sądząc po jasnym kolorze skóry i włosów, nie jest to mieszkaniec Anturii. Spoczywający na skroniach diadem oraz kremowe, idealnie dopasowane do szczupłej sylwetki szaty świadczą o wysokim urodzeniu. Musi być więc przynajmniej księciem. Od razu staram się przypomnieć sobie nazwy rodów zamieszkujących Krainę Czerwonych Ziem, które tak pilnie studiowałam pod okiem ojca jeszcze w Tahitanii.
Te, a może rozpoznasz herb na diademie, co?
Tego widać nie studiowała.

Niewielu feneryjskich możnowładców ma obecnie synów w wieku zbliżonym do mojego. Jednak moje rozważania przerywa kontakt wzrokowy, który nawiązuję z młodym szlachcicem. Piękna twarz, a w niej lodowato zimne spojrzenie!
I nagle prawda staje się oczywista. Pamiętam te oczy patrzące na mnie z wyższością z portretu przedstawiającego Cesarza Fenian, który posłańcy mej matki przywieźli do naszego domu z Południa, bym mogła się przyjrzeć swemu Oblubieńcowi, nim do niego pojadę, by zostać z nim już na zawsze.
Wyobrażam sobie ten portret...

Aż nie mogę uwierzyć, że Saulo we własnej osobie stoi teraz przede mną.

Właśnie – Saulo, nie Cesarz, lecz uzurpator, jak się dowiedziałam przed chwilą z listu mej ciotki. W końcu to nie jemu prawnie należy się tron Fenian. Podczas gdy potrafię sobie wyobrazić mego pracowitego Severa zarządzającego wielkim państwem, to co taki chłopak, sądząc po jego wątłej sylwetce, ewidentnie niewprawiony we władaniu mieczem, może wiedzieć na temat rządzenia tak ogromnym krajem?
Sztuka władania mieczem jest absolutnie niezbędna do rządzenia. Ale głupi ci Rzymianie, że nie wybrali cesarzem Spartakusa.
Mógłbym bronić Arienne, że to niby dość średniowieczne myślenie “dobry rycerz=dobry władca”, ale wiem, że to tylko pieprzenie autorek, które znów ma udowodnić jak wspaniały jest Sevcio.

Wszak on nawet zarostu jeszcze nie ma! Toż to dziecko jeszcze, z którym można by się pobawić w chowanego czy berka, a nie mężczyzna, z którym, jako jego małżonka, mogłabym podejmować poważne dyskusje i decyzje wagi państwowej.
Gdyż albowiem ponieważ mnie mój młody wiek nie przeszkadza w podejmowaniu takowych.

(...)
– Panie, Mistrza Severa nie ma tu z nami. Wyruszył niedawno do stolicy, więc spodziewałabym się, że za kilka dni dotrze do celu podróży.
Taida odkłada na blat talerze, które miała zamiar sprzątnąć, i podążając za przykładem przyjaciółki, również skłania się przed mężczyzną, a następnie zwraca do niego kurtuazyjnie:
– Zechcesz odpocząć, panie? – A widząc oburzoną minę Arienne, pospiesznie dodaje: – Przyjaciele Mistrza Severa są naszymi przyjaciółmi.

Zdumienie na twarzy młodzieńca bardzo szybko przekształca się w grymas niezadowolenia. Zaplanowane przez niego polowanie nie doszło do skutku, a teraz jeszcze okazuje się, że jego faworyt śmiał, mimo założeń Władcy sprzed chwili, pominąć Świerkowe Szczyty na swym szlaku i jechać do Fenis dłuższą, ale łatwiejszą trasą przez Trawiaste Wybrzeże zamiast przez anturyjskie Smocze Góry! Wściekły, że coś poszło znów nie wedle jego oczekiwań i założeń, monarcha zmierza w kierunku nieznajomych.
A nie mógł wysłać posłańca?

– Sugerujesz, że mam odpoczywać w tym chlewie? – wypowiada, zwracając się do Taidy i cedząc jadowicie poszczególne wyrazy. Stawia stopę na ławie stojącej przy stole, dłoń zaś zaciska mocniej na inkrustowanej rubinami rączce swego pejcza i patrzy z obrzydzeniem na resztki jedzenia i brudne naczynia leżące na blacie przed nim. – Do tego u boku nieznanych mi dziwek? Chyba żartujesz, kobieto! – Podnosi ton do krzyku. – Powinnyście teraz leżeć przede mną i witać czołobitnie. Kajać się i włosami zmywać kurz i błoto z mych butów! I co to w ogóle ma znaczyć? Patrzycie mi w oczy? Natychmiast opuśćcie wzrok, prostaczki! Jestem Cesarzem Fenian, waszym Najwyższym Panem i Władcą! Bądźcie wdzięczne Losowi, że zesłał wam łaskę przebywania pod jednym dachem z samym Saulem Medardem Sinisterem! A teraz na kolana, suki! – Trzaska biczem w stół, przewracając przy tym gliniany dzban z wodą.
Btw, cesarzowi zameldowano wcześniej, że “znaleziono schronienie”, ale żołnierze nie sprawdzili czy ktoś jest w środku? Nie widzieli dymu uchodzącego z paleniska? Czy Saulo zabił już tylu doświadczonych gwardzistów, że zastępuje się ich totalnymi żółtodziobami?

Bez chwili wahania Taida pada przed Cesarzem na klęczki i pochyla głowę tak, aby kolejnym spojrzeniem nie obrazić najważniejszej koronowanej głowy na Kontynencie.
Ja zaś dopiero po chwili z wahaniem dołączam do niej w niskim ukłonie, nie mogąc się opędzić od myśli, że oto oddaję hołd niewłaściwemu Władcy. Już nie tylko przez fakt, że prawowity następca tronu nadal żyje,
Jaki następca? Gerhard był już cesarzem, a nie dopiero czekał w kolejce.
Jak wspominałem, gdy mowa o średniowiecznej polityce i prawie dynastycznym, autorki gadają byle co, byleby brzmiało.

a Saulowi nie należy się najwyższe stanowisko w korpo kraju i związana z tym adoracja, ale również dlatego, że jego zachowanie bardzo odbiega od królewskiej szlachetności i dworskich manier. Zupełnie nic o nas nie wiedząc, obraża nas, wyzywając od najgorszych, i to jeszcze w odpowiedzi na zaproszenie do odpoczynku. To nie do pomyślenia!
Lepiej pomyśl o tym, że od tego klęczenia zależy los twojej dupy. Jesteś w niebezpieczeństwie, nie czas na rozkminy kto jest prawowitym władcą, ty idiotko!

– Wasza Cesarska Mość wybaczy, lecz nie zamierzałyśmy ci w niczym uchybić. Gdybyśmy wiedziały o twym przybyciu, przygotowałybyśmy lepiej to miejsce na twą wizytę. – Trwam w pokłonie z pochyloną głową, mając złudną nadzieję, że to zadowoli Saula.
– Wasza Miłość! – W tym momencie do izby wpada z impetem złotowłosy mężczyzna – wysoki, dobrze zbudowany, zapewne w wieku Mistrza Walk lub nawet nieco od niego starszy.
Łypała na niego zgięta w głębokim ukłonie, mimo to zauważyła że wysoki, dobrze zbudowany i nieźle odziany.

Jego złota zbroja zdradza przynależność do najbliższego otoczenia Władcy.
Oni jeżdżą w zbrojach na polowanie. Szkoda, że to jest powieść “fantasy”, bo dobrze byłoby przypomnieć, że polowanie to nie bitwa, a “złota zbroja” mogła być tylko paradna, bo złoto jest ciężkie i miękkie.

– Wszystko w porządku?
Teraz się nad tym zastanawiasz!? Borze! Oni tu mają gorszy syf niż jest w naszym BORze!

(...)
– Nie! Nie jest w porządku! – odpowiada mu krzykiem młodzieniec. – Ona – wskazuje Horacemu czubkiem bata na pochyloną w ukłonie czarnowłosą dziewczynę – nie chce oddać należnego mi hołdu!
Dowódca Gwardii Przybocznej pospiesznie powstaje i podchodzi ku brunetce. Jest nieco niższy od Severa, lecz widać, że podobnie jak on przykłada wielką wagę do ćwiczeń i dbania o swą sylwetkę wojownika.
– Klękaj! – Kładąc Arienne dłoń na karku, zmusza ją potężną siłą do opadnięcia na kolana przed Saulem. – Kim jesteś, by przed samym Cesarzem Fenian składać zaledwie pokłony? Czynić tak mogą jedynie koronowane głowy i książęta krwi. Nikt inny!
Arienne musi przecież Dać Do Zrozumienia.

Rozumiesz, głupia dziewczyno? – zwraca się do czarodziejki z mocą, lecz gdy jego wzrok napotyka jej, ton wyraźnie mu łagodnieje. Może to i dziewczynka jeszcze, ale jakże powabna! – przelatuje mu przez myśl. – Do Jego Cesarskiej Mości zwracamy się jedynie na klęczkach, ze wzrokiem wbitym w ziemię – instruuje nieznajomą, nie odrywając oczu od jej pięknej twarzy.
Mam rozumieć, że portrecik Arienne nie dotarł do Fenis?
Nie, bo tożsamość Arieśki była magicznie chroniona; nie można było sporządzić jej portretu ani namierzyć miejsca przebywania. Cysorz musiał na słowo uwierzyć, że panna nie jest szkaradna.
No ale portrety portretami, a cesarscy swaci mogli przecież jaśnie panu po prostu opisać jej wygląd – te jakże charakterystyczne chabrowe oczy i niespotykanie białą cerę...

Całe szczęście, że jeszcze jak Wilbur nie każe całować się w dłoń! Staram się dodać sobie otuchy, jednak zachowanie szarowłosego nie wróży nic dobrego. Mam nadzieję, że Akin i jego towarzysze powrócą szybciej ze swej wyprawy.
No i czego się po nich spodziewa? Że zaatakują cesarza i jego świtę?

Słysząc w tym momencie odgłosy rozmów i nawoływań na zewnątrz, przenoszę z ulgą spojrzenie na drzwi, jednak gdy te się otwierają, zamiast Związkowców [i nie ma na myśli tych, którzy zostali w Ravillonie?] do chaty wkraczają kolejni ludzie Cesarza, a w moim sercu rodzi się poważna obawa o nasze bezpieczeństwo.
W najgorszym razie dysponuję swą mocą i mogę nas obronić, ale zaatakować samego Sinistera? A co będzie wówczas, gdy on kiedyś pozna mą tożsamość? Och nie, nie chcę teraz nawet o tym myśleć.
Haha. Hahahaha. Ha.

(...)
– To kobiety Lorda Severa. – Zastępca dowódcy Gwardii wskazuje na srebrnego Lwa o rubinowych oczach wyszytego na czarnej pelerynie. – Lub przynajmniej jedna z nich.
Cesarz mruży oczy, przyglądając się z zastanowieniem klęczącym, po czym podchodząc do czarnowłosej, dotyka pejczem jej brody, nakazując uniesienie głowy.
– Ta! Bardziej dumna! To ciebie co noc posuwa mój wierny pies, prawda?
Wstrząśnięta wulgarnością wypowiedzi płynącej z ust kogoś tak szlachetnie urodzonego i obytego z dworem, nie odpowiadam Cesarzowi inaczej niż wyniosłym spojrzeniem.
Nominacje do nagrody Darwina otrzymuje…

Ewidentnie przerażona nieobliczalnością Władcy Taida zaś postanawia za przyjaciółkę udzielić Saulowi żądanej informacji:
– Arienne to Milady Mistrza Walk.
– Nikt cię nie pytał o zdanie, wywłoko! – Młodzieniec robi zamach swym pejczem, przecinając skórę na twarzy kochanki Tessiego. Dziewczyna chwyta się za krwawiące usta, opuszczając oczy na posadzkę, by ukryć strach i łzy cisnące się do oczu.
– A więc mój Severo ma wreszcie sukę na stałe. No proszę! – Cesarz powraca do ławy i siada na niej, wspierając plecy i łokcie o blat stołu. – Ale kto wie, czy nie zmieni jeszcze zdania po swej wizycie w Fenis – zwraca się do Arienne, przyglądając jej się z szyderczym uśmiechem. – Mój dwór jest stajnią pełną najbardziej rasowych klaczy na Kontynencie. Chociażby moja siostrzyczka, moja nienasycona Shainée, już pewnie wypina swój królewski zadek, cały ociekający od miłosnych soków, w oczekiwaniu na to, co nosi w portkach Mistrz Walk! – Zaczyna się śmiać, by zaraz nieoczekiwanie spoważnieć. – Pokaż mi się, dziewczyno! Niech no sobie obejrzę, co takiego olśniło go w tobie, że tak nagle zmienił zdanie co do instytucji Milady.
Najpierw Król Musztarda, teraz Saulo… Wychodzi na to, że największym zmartwieniem władców Kontynentu było to, dlaczego Sev jeszcze się nie ożenił!


(...) – No, sami się wypowiedzcie! Co myślicie o tej gęsi? (...)
– Jak dla mnie, Wasza Miłość – wskazany przez Władcę młodzieniec o długich, jasnych, falowanych włosach i szatach w odcieniu wiosennej zieleni mówi z kpiną w głosie – to ona wygląda zupełnie tak jak ta lasencja z północy, której poszukujemy od dłuższego czasu i która ma być twoją żoną, i za której znalezienie dajesz kupę złota jest nieco dla niego za mała.

– Właśnie! Jak on się w tobie mieści, co?! – Saulo odwraca się do Arienne gwałtownie, kierując swój pejcz w stronę jej łona, czym budzi powszechną wesołość towarzyszy. – Chyba czyni ci tam w środku niezłe spustoszenie, skoro wszystkie damy mego dworu, wliczając w to moją siostrę, zwą jego kutasa Olbrzymem! No, chyba że masz studnię między nogami? Ha, ha.
*wzdech* *wywraca oczami*
Wiecie co, to się robi nudne. Nie, to już się dawno zrobiło. Co nie poznamy kogoś z arystokracji, to ten (albo ta) tylko o dupach, kutasach i chędożeniu. Właściwie to nie wiem, czemu Arienne jeszcze dziwi wulgarność Saula; jeśli takie są powszechne zwyczaje na Kontynencie, to był czas przywyknąć.
Nie mówię, za pierwszym razem ten zabieg jeszcze dawał jakiś efekt zaskoczenia, ale powtarzany fafdziesiąty raz...

Teraz już rozumiem, dlaczego mój ojciec tak bardzo chciał mnie bronić przed małżeństwem z Saulem.
Ta, a król małego biednego państewka na zadupiu zadupia to akurat miałby dużo do gadania, jakby mu się sam najpotężniejszy cysorz zgłosił po córkę. I nie, paskudny charakter narzeczonego w królewskich mariażach nie stanowił żadnej przeszkody.

(...)
– Wasza Cesarska Mość wybaczy, ale pewnych rzeczy nie da się dojrzeć okiem. Mistrz Severo wybrał mnie, gdyż potrzebna mu była pomoc do uporania się ze wszystkimi obowiązkami, jakie po jego ostatniej misji w Fenis nałożono na niego w ramach wdzięczności za zasługi dla Związku. Jestem więc jego asystentką, gdy pełni swą funkcję Wielkiego Sekretarza.
– Jeszcze gorzej! Nie znoszę kobiet zajmujących się pracą i męskim rzemiosłem!
Feministka, fuuuuuj!!!

– Saulo skrzywia [krzywi] się na myśl o swej babce, wciąż ingerującej w jego Cesarskie Decyzje(™). – Wróżę rychły upadek Związkowi, skoro pozwalają w nim niewiastom angażować się w sprawy administracji. Jeszcze niedługo się okaże, że zamiast więzienia i płatnych zabójców do wynajęcia będziemy mieć w Ravillonie kolejny Salmansar – rządzoną wyłącznie przez kobiety monarchię.
Tak, Salmansar to nie nazwa akademii, tylko całego królestwa. Też byłam zdziwiona.
Na początku to była akademia, teraz królestwo. Świat się zmienia i to bardzo szybko!
Hm, może to początek przejmowania przez magów władzy nad światem? ;)

Tfu! – Młodzieniec spluwa z pogardą na drewnianą posadzkę.
Drewniana posadzka w leśnej chatce. Tja.

– Swoją drogą ktoś powinien wreszcie dobrać się królowej Oktawii do jej krągłego tyłka. Może gdyby znów zaznała męskiego przyrodzenia w sobie, zmiękłaby i trochę złagodziła swą politykę wobec Cesarstwa. Niewyruchana, niespełniona kobieta to zło wcielone!
Idź się utop, Saulo.
Zaraz, ale… Czy Saulo nie powinien panować nad całością, skoro jest następcą Gerharda? Czy Salmansar nie powinien być wasalem?
Nie do końca ogarniam podział polityczny tego świata, ale wydaje mi się, że Saulo panuje nad krajem zwanym Fenian, które składa się ze zjednoczonych Anturii i Fenerii (przy czym Anturia ma swego władcę – księcia Damona, a jednocześnie jest traktowana jak terytorium podbite i źródło niewolniczej siły roboczej), natomiast inne królestwa są odrębnymi bytami.

Sratatata, próbę gwałtu (na Taidzie, gdyż płaska Arienne nie wzbudza cesarskiego uznania) – odhaczyć...

(...)

– Nie! – protestuję. – Nie pozostawiasz mi wyboru! – Bez namysłu wypowiadam zaklęcie, po którym ulewa szalejąca za oknami, wybijając szyby i rozwierając na oścież drzwi, wpada z impetem do środka.
Szyby w myśliwskiej chatce. Seems legit.
Musiały być, bo czy  rybie pęcherze dałyby taki efekt?

Opiłki [raczej odłamki] szkła, niesione przez potężny wiatr, uderzają w Luckasa, zgromadzonych w izbie szlachciców i Saula, omijając przy tym jedynie kobiety. Mężczyźni z początku próbują się odgonić od drapiących ich skórę cząsteczek, jednak po niedługim czasie kulą się i zasłaniają rękami twarze, chcąc uchronić się przed coraz boleśniej atakującym ich magicznym wichrem.
No widzicie, a rybi pęcherz mógłby ich co najwyżej udusić.

(...)

– Nie mamy czasu, musimy pędzić, jak szybko to możliwe. – Dosiadam jednego ze stojących przed chatą wierzchowców, Taida zaś bierze konia Akina.
Akin się wybrał na piechotę po to mieso i wodę? Arienne nie ma własnego konia, że musi łapać pierwszego z brzegu?
Można by tego bronić, że ten pierwszy z brzegu był po prostu osiodłany… ale co z koniem Akina? Też tak sobie stał z siodłem na grzbiecie?

(...)
Pędząc przed siebie zaczynamy przedzierać się przez gęste lasy Anturii. Dopiero gdy jesteśmy w bezpiecznej odległości od myśliwskiego domku Severa, cofam zaklęcie. I jestem zdruzgotana swym wyczynem. Właśnie skutecznie użyłam swej mocy, aby kogoś skrzywdzić.
A o tym, że umiem zatrzymać czas, znowu zapomniałam.
Ona jest bardzo roztargniona.

Mogę sobie powtarzać, że to dla dobra bliskiej mi osoby, ale czy to w ogóle mnie usprawiedliwia? Może raczej powinnam się przyznać przed sobą do złości, niechęci i odrazy, jakie wzbudził we mnie Saulo, i do tego, że chciałam go ukarać za to, jak mi naubliżał i jak okrutnie chciał potraktować Taidę? Wzdrygam się, zadając sobie kolejne pytanie. Czy to możliwe, że przebywając w Ravillonie, aż tak się zmieniłam, że nie potrafię już inaczej niż właśnie przemocą odpowiedzieć na ciosy innych?
Ty lepiej pomyśl, co Saulo zrobi twojemu ukochanemu, skoro wie, że to jego Milady go zaatakowała...

Przygnębiona, w milczeniu kieruję nas na Północ. Zapewne Cesarz wróci teraz na Południe, do Fenis, aby się kurować, a nie będzie szukał uciekinierek po lesie.
Oczywiście, od tego ma ludzi. I psy myśliwskie.
Widocznie tam są takie obyczaje, że władca w koronie i bogatych szatach pęta się po lesie w poszukiwaniu uciekinierów.

Mój opiekun zaś i pozostali Związkowcy w końcu pewnie powrócą do Ravillonu i tam będą mnie oczekiwać. Czując się bezpieczniej, spowalniam nieco jazdę.

Tymczasem do domku myśliwskiego docierają również Ven, Tessi, Gavin i Moru, lecz na miejscu zastają już tylko zgliszcza (ludzie cysorza podpalili chatkę). Xan, Akin i Hafran informują ich, że Miladies zniknęły w czasie, kiedy oni poszli upolować coś do zjedzenia. Dopiero wtedy Tessi dowiaduje się, że Taida ocalała.
Oni wszyscy skorzystali z tego supertajnego tunelu? Mistrz Szpiegostwa musiał być zdumiony.
Eno, oni niekoniecznie. Przecież Mistrzowie mogą wyjeżdżać z Ravillonu całkiem legalnie.
***

Gdy tylko Anturyjczyk zsiada ze swego konia na jednym z pałacowych dziedzińców, od razu zostaje otoczony przez Cesarskich Gwardzistów i pod ich eskortą udaje się przed oblicze Saula. To dziwna i dość niepokojąca forma powitania ulubieńca Cesarza w Fenis.
Czy kolega po fachu już czeka w podziemiach?
Tamtejsze kamienne dyby już lśnią, ozdobione wstążkami i kwiatami!

Jest późny wieczór, a strudzony drogą Severo, odziany w brudne, spocone odzienie podróżne,
Na sobie miał spocone ubranie, a na nogach zmęczone buty.

nie ma za wiele wspólnego z blichtrem otoczenia. Od sześciu dni nie miał w ustach nic ciepłego, gdyż rozpalany przez niego ogień nigdy nie ogrzeje strawy.
A jakby tak krzesiwem? Albo, jak już mówiłem, towarzyszący ci sługa?
Z drugiej strony… mieć moc puszczania zimnych ogni i nie dorabiać sobie na boku jako kuglarz?
W sumie ten jego karminowy ogień, który mrozi, byłby niezłym patentem w upalne lato.

(...)

W niewielkiej komnacie utrzymanej w tej samej kolorystyce co korytarze, przy podłużnym, suto zastawionym stole zasiada kilkunastu mężczyzn. Severo już od progu spostrzega, że praktycznie wszyscy zgromadzeni noszą na swych ciałach identyczne znamiona jakiejś plagi lub walki.
Plaga, czyli jakaś zaraza. Może mają dymienice może to dżuma, albo kiła ich obsypała. Ale nie.

Wygląd markiza Eycka jeszcze przed chwilą nie wydawał się mu niczym nadzwyczajnym. Ot, jakieś zadrapania na obliczu i dłoniach, które szlachcic równie dobrze mógł zdobyć, zabawiając się z jakąś dwórką w krzewach porastających pałacowe ogrody.
Jednak podobne rany na twarzach pozostałych, łącznie z samym Władcą, świadczą o tym, że musiało wydarzyć się coś nadzwyczajnego.
Większa orgia w krzakach?

Cesarz obgryza pieczonego gołębia, a towarzyszący mu rycerze już się cieszą na myśl, w jaki sposób ukarze Severa.

I jakby czytając towarzyszom w myślach, Saulo rzuca niedokończonym kawałkiem pod nogi zmęczonego Mistrza.
– Ohydne. Nadaje się tylko dla psów! A więc żryj, kundlu! – Wskazuje Severowi resztki mięsa na marmurowej posadzce. – W końcu po tak długiej podróży musisz być głodny!

(...)
Nie czyni to już wrażenia na Anturyjczyku. Spędził na dworze w Fenis tyle czasu, by doskonale poznać zagrania swego podopiecznego i wiedzieć, czego można się po nim spodziewać. Przyklęka więc przed Władcą zgodnie z obyczajem i nisko pochyla głowę.
– Chwała Cesarzowi Fenian! Najjaśniejszy Panie, uchybiłem ci w czymś?
– Ha, popatrzcie na niego! Moje zwierzę nie chce tknąć jedzenia, którym je raczę! Nie słucha mego rozkazu! Już skądś to znam. Już gdzieś to widziałem. – Saulo, mówiąc spokojnym głosem, udaje zamyślenie, po czym wybucha nagle z wrzaskiem: – Dumny jak ta mała suka! To ona cię tego nauczyła?! Nie robić tego, co każę? Zaprzeczać mi? Wcześniej wykonywałeś moje rozkazy bez szemrania!

(...)
– Chyba fascynacja tą dziwką doszczętnie odebrała ci rozum, jeśli sądzisz, że Cesarz Fenian będzie się tłumaczył byle kundlowi! – prycha młodzieniec z wyższością. – Masz szczęście, że moi zwiadowcy okazali się nieudacznikami i w tym momencie naprawdę potrzebuję twoich usług, w przeciwnym razie nie zawahałbym się wezwać swej Rubinowej Armii i roznieść w pył przeklęty Ravillon razem z tą twoją popieprzoną Milady!
Szczerze mówiąc, Saulo nie wygląda mi na takiego, którego jakiekolwiek zdroworozsądkowe względy powstrzymałyby przed realizacją swoich kaprysów.

– Rozumiem, Najjaśniejszy Panie, że poznałeś już moją faworytę, Arienne?
“Jak wkurwić dzieciaka na tronie, tom I” pióra mistrza Severa (RIP).

– Nawet nie wymawiaj przy mnie imienia tej podłej wiedźmy, przez którą wszyscy musieliśmy spędzić cały dzień na zszywaniu ran i kąpielach w śmierdzących zielskach tamujących krwawienia! – Podczas gdy Władca unosi się gniewem, młodzi szlachcice z jego otoczenia, wyraźnie zawstydzeni, że tak łatwo dali się podejść kobiecie – ba, dziewczynce niemowlakowi wręcz – zwieszają głowy.
Część z nich zamiast potraw przeżuwa w tym momencie niesmaczne poczucie porażki. Żaden z nich nie ośmiela się odezwać, choć i nimi targa złość i pragnienie zemsty za swą ujmę.

Severo zapowiada, że surowo ukarze Arienne.

(...)

– Nie obchodzi mnie ta twoja Milady i to, co z nią zrobisz – z pogardą w głosie odpowiada Cesarz po krótkiej analizie słów Anturyjczyka. – Ma więcej nie pokazywać mi się na oczy albo najlepiej w ogóle nie opuszczać tego waszego zawszonego Ravillonu.
- Ale… ona… właśnie uciekła. Mam zasypać tunel?!

Natomiast ty, psie, wyruszysz rano. Albo nie… Nie rano, lecz już teraz! Zaraz! Natychmiast! Na poszukiwania tahitańskiej dziwki, która ma czelność chować się przede mną! Ariadna Alanis Merretti ma tu dotrzeć choćby przytargana za włosy. Co oczywiste, ponieważ to moja narzeczona, a więc zmuszony będę patrzeć na nią od czasu do czasu, nie mówiąc już o nawiedzaniu jej łoża, nie może zostać trwale okaleczona. Siniaki jeszcze zejdą, ale z bliznami różnie bywa, więc użyj środków, jakich trzeba, żeby mi ją dostarczyć całą, i miej baczenie na właściwy wygląd jej skóry.
Bo ja lubię rumiane i łyse.

(...) – Ach, i pewnie słyszałeś o nagrodzie, którą wyznaczyłem za znalezienie księżniczki? – Widząc zaś potwierdzenie w oczach Severa, uśmiecha się podle i dodaje: – Otóż ty ją odszukasz i przywieziesz nie za dwa miliony fenów, lecz za darmo! Jako zadośćuczynienie za wybryk, jak to sam określiłeś, twojej dziecinnej Milady. Znaj łaskę Cesarza Fenian! A teraz wynocha sprzed mego oblicza!

(...)
– Dobrze, Wasza Cesarska Mość. – Chytry uśmiech pojawia się nagle na obliczu czarnowłosego Mistrza. – Skoro taka jest twa wola, wykonam to zadanie bez wzięcia za nie stosownej nagrody. Jednak zdziwią się niepomiernie moi przełożeni oraz wszyscy, którzy dotychczas brali udział w poszukiwaniach księżniczki, gdy wyjdzie na jaw, że Cesarska Oblubienica tak potaniała. W świat zaś pójdzie brzydka plotka, że twa przyszła żona, Panie, zamiast dwóch milionów fenów nie jest warta ani jednego.(...)
Pod włos go bierze.

– Za kogo ty się uważasz, łajzo, że pouczasz samego Cesarza Fenian o wartości jego kobiety?! I jak śmiesz sprowadzać ją do poziomu ravillońskiej faworyty?! Nikt oprócz mnie nie ma prawa szargać opinii przyszłej Cesarzowej!
Ale nie przyjdzie mi do głowy, że szargając reputację narzeczonej jednocześnie niszczę własną.

Przez chwilę Saulo dyszy z wściekłości, rozważając opcję wychłostania bezczelnego śmiałka, jednak w końcu, ostatkiem swej woli, opanowuje się.
Gdyby nie to, mielibyśmy kolejnych kilkanaście stron opisu kaźni.

Potrzebuje usług Severa, gdyż po miesiącach daremnych poszukiwań wie już, że nikt inny nie poradzi sobie z tym zadaniem.
Cesarscy szpiedzy, po dniu spędzonym na radosnym ochleju w karczmach za państwowe pieniądze, siadali wieczorem i pracowicie wpisywali w raporty liczbę przejechanych mil, sprawdzonych lokalizacji, odpytanych informatorów i końskoroboczogodzin oraz zużycie owsa.
Inaczej nie umiem sobie wytłumaczyć, że nikt nigdzie nie zauważył pojawienia się dziewczęcia o bardzo charakterystycznej urodzie i w odpowiednim wieku. W Salmansarze przecież przebywała całkiem jawnie, tyle, że pod zmienionym imieniem.


(...)

Saulo, dziabnięty w miłość własną, nie tylko przywraca poprzednią stawkę, ale obiecuje dalsze dwa miliony (ciekawe, ile z tego Severo odprowadzi do Ravillonu, a ile przygarnie dla siebie), jeśli Severowi uda się przywieźć narzeczoną przed wyznaczonym terminem (wiosenne przesilenie). Następnie daje mu kwadrans  na opuszczenie pałacu.
Severa zaczepia jeszcze cesarska siostra, Shainée, która była niegdyś jego kochanką – lecz nagle wtem! Severo odkrywa, że choć śliczna i w jego typie, to jest pusta i głupia, nie ma porównania do Arienne, więc opiera się jej kuszeniu i odjeżdża.

Z chatki myśliwskiej w głębi lasów pozdrawiają Was analizatorzy z wielką księgą, w której znaleźli przepowiednię, że niedługo ich trud skończon będzie,
a Maskotek zaostrzył gęsie pióro i wprawia się w pisaniu wierszy.

48 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Tekst "Sev żmudnie przepoczwarzał się w hatifnata." jest boski, wierszyki też. Poza tym to jest obrzydliwe i głupie..Plus jest taki,że coś się dzieje..Ja tej akcji co prawda nie ogarniam, ale nie dam rady się w to wgryźć.
Joffrey miał chociaż fajnego dziadka.
Podziwiam Waszą ciężka pracę.

Chomik

Anonimowy pisze...

Chwila, czyli Saulo i Król Musztarda to dwie zupełnie różne osoby? Dlaczego cały czas byłem przekonany, że to jedna i ta sama osoba?

Aadrianka pisze...

"Alanis Merretti" uparcie czytam jako "Alanis Morissetti"...

Anonimowy pisze...

Nie martw się, ja też tak myślałam xD

no_names pisze...

Hm... Tak mi się wydaje, że "złota zbroja" miała oznaczać złoconą, tak samo jak Jaimie Lannister walczył złotym mieczem, ale wiadomo, że nie był on z litego złota.
Poza tym nawet podczas polowania cesarz mógłby mieć przy sobie paru gwardzistów w pełnej zbroi dla bezpieczeństwa, którzy de facto nie braliby udziału w samym polowaniu. Zwłaszcza, że wiedzieli, że cesarz jest gotów śmiertelnie obrazić każdego, kogo spotka. No, ale to klątwoświat, gdzie mistrzowie polowali na tura z piką, więc oni pewnie w tej zbroi na koniu ganiali i mieczami zabijali dziki xD
A cesarz jest razem z matką Arienne moją ulubioną postacią ;)

Anonimowy pisze...

"Zresztą mam swoje charty do pomocy w tropieniu zwierza"

Charty służą do chwytania zwierzyny w biegu na otwartej przestrzeni, do tropienia po lesie służą zupełnie inne rasy, ale przy tych megatonach błędów naprodukowanych przez autorki to już zupełny drobiazg.

Rany, jaka ta książka nudna. Czytam prawie wyłącznie Wasze komentarze, bo reszta brzmi mi jak streszczenie odcinka jakiejś opery mydlanej. Mistrz taki powiedział coś, a w tym czasie Mistrz owaki poszedł gdzieś i rozmawiał z kimś". Że też przez to przebrnęłyście.
Achika

Anonimowy pisze...

Nie wiem czy przy którejś analizie tak się śmiałam, jak przy tej. Zwłaszcza na początku.

I mam jedno pytanie, bo mogę dokładnie nie pamiętać. Czy ten cesarz, który w tej części był kreowany na okrutnika i fokle, to ten sam, co wcześniej tak normalnie, jeśli nawet nie przyjaźnie, rozmawiał z Severem? (chciałam napisać Serverem... :P)

Pati

no_names pisze...

Re: Pati

Tamten co mu pożyczył kasę na zapłacenia za wybryk Arienne to był Dijon ("Król Musztarda"). Jeszcze się pojawi na balu.

Anonimowy pisze...

Dzięki no_names :) Czyli byłam kolejną osobą, która tych dwóch pomyliła (a zastanawiałam co to za jeden ten Musztarda :P)

Pati

Anonimowy pisze...

"Uśmiecha się szeroko na wspomnienie pocałunku, którym go obdarzyła przy pomocy taboretu jego Milady."
Próba wizualizacji poskładała mnie dokumentnie. Najlepsze dzieUa jak zwykle analizują się same.

Anonimowy pisze...

Noo, pocałunek złożony za pomocą taboretu na pewno byłby niezapomniany!:D

Smok Miluś

Anonimowy pisze...

À propos linczowania. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale dla mnie użycie tego słowa w świecie fantasy nie jest błędem. Wiadome jest, że postacie nie mówią po polsku, więc cały tekst jest tak jakby tłumaczeniem z fantastycznego na nasze. Na tej samej zasadzie myślę, że "lincz" można chyba uznać za takie tłumaczenie.

Ida Prokopczyk pisze...

"Argusowi zaś nakazano wypłacić dziewięćdziesiąt tysięcy fenów Anturyjczykowi, a więc tyle tysięcy, ile uderzeń bata łącznie otrzymał."
Z mózgiem zmęczonym po całym tygodniu z końcówki zdania zrozumiałam, że Sevcio otrzymał 90 tysięcy batów i zaczęłam rozkminiać, jakim cudem było z niego co zbierać.

Wracam do czytania. Analiza miodna jak zwykle.

Anonimowy pisze...

Ta książka nauczyła mnie bardzo ważnej rzeczy. Jeżeli tworzysz imię dla swoich bohaterów,sprawdź czy to nie jest przy okazji nazwa jakiegoś produktu spożywczego czy innego cholerstwa. Jeżeli mi się nie przywidziało,to jedna rzecz w mojej pracy została wyprodukowana przez firmę,która jest imienniczką z jednym z bohaterów z Star Wars.

Anonimowy pisze...

Oh jej, Severo chyba rywalizuje z Arianne o tę nagrodę Darwina. Dobrze że jeszcze tylko jedna część bo chyba bym umarła.

Kuba Grom pisze...

"Anturyjczyk, choć jego skóra wciąż pozostaje lodowato zimna, kolejny dzień walczy z wysoką gorączką, a chłodny jeszcze przed chwilą kompres, który nałożyła mu na czoło tuż przed wyjściem Arienne, całkiem już wysechł." - osuszył kompres na skórze, jak to zostało wcześniej powiedziane, lodowato zimnej. Emitował gorączkę w mikrofalach, czy co?
Aha - zdaje się, że scena zaczęła się gdy minęło kilka godzin od biczowania, czemu więc teraz mamy "kolejny dzień" gorączki?

Anonimowy pisze...

Mnie się przez te szare włosy Saulo skojarzył z Targaryenami. Może taki miks Joffreya i Aerysa? To, że prawie nikt nie rozkminił tutaj tożsamości Arienne jest po prostu kwikaśne.

Ela TBG

Anonimowy pisze...

Kurczę, ja też myślałam, że Ravillon jest na jeziorze!

"musi być młodsza od niego o kilka lat ze względu na swe dziecięce jeszcze kształty."
Może jestem dziwna, ale ja tam oceniam wiek raczej po twarzy, tym bardziej, że przecież istnieją dorosłe kobiety o dość "chłopięcych" kształtach. No, chyba że nasza Mareśka ma pulchne rączki i krótkie, serdelkowe palce. Ona miała być szesnastolatką?

Podoba mi się, jak Arienne, stojąc twarzą w twarz z cesarzem, znanym jej z okrucieństwa uzurpatorem, myśli o jego władzy w kontekście... wyglądu. Tak, akcja tej ksiunszki rzeczywiście kręci się wokół dupy.

"jak okrutnie chciał potraktować Taidę"
Bo to wcale nie tak, że Severo zrobił to samo wcześniej Arienne, nie, nie.

W ogóle nie mogę nie lubić Saula. Nie dość, że jest szalenie karykaturalny, to jeszcze prezentuje sobą mój ulubiony typ bohatera. Od zawsze miałam słabość do takich dzieciaków-tyranów. W sumie to jest powód, dla którego nie piszę opka fantasy – napchałabym tam takie ich ilości, że na normalnych bohaterów zabrakło by miejsca. #teamsaulo

Nicu pisze...

Damn, a ja też byłam święcie przekonana że Ravillion jest na wyspie na jeziorze. Dużej wyspie na dużym jeziorze, ale jednak D:

Anonimowy pisze...

Też miałam nieodparte wrażenie, że Ravillion to twierdza zbudowana na wyspie pośrodku jeziora :( Inna sprawa: piękna literacka polszczyzna bandytów w zestawieniu z niesamowicie wulgarnym cysorzem zrobiła mi dzień xD

Camilla Sunny pisze...

"Wycieram rękawem sukni mokre od łez policzki i powstaję w celu zrealizowania tego zamierzenia" - było kilka "ciekawych" fragmentów, ale to zdanie mnie rozwaliło całkowicie.

Na jakim etapie książki jesteśmy? Albo inaczej: daleko jeszcze? Analiza świetna, ale w życiu nie przebrnełabym przez fizyczną wersję "Klątwy". Zero akcji + rozmowy prawie na jeden temat. Tak się nie robi :c

A kiedyś myślałam, że literatura to taka piękna i solidna sprawa, której nie da się zepsuć, jak się już bierze za nią na poważnie. Dziękuję za wyprowadzenie z błędu.

[w razie literówek - przepraszam, klawiatura w telefonie mi wariuje]

Anonimowy pisze...

Az nie wiem co powiedzieć, bo opko strasznie nudne w koło Macieja o tym samym. Ledwo przebrnelam. Mam nadzieję że kolejna część nie zostanie wydana.

Widzieliście że na LC ta książka ma mnóstwo pozytywnych ocen? Serio ludzie mają aż tak niskie wymagania co do litery?;(

Dzięki za analizę.

Eva

eksterytorialnysyndrombobra pisze...

Wow, aż mi się przypomniało Nie Oddam Dzieci, a to z dwóch powodów:
a) Nikt nie pozna osoby, która sobie zmieniła nazwisko! (ciekawe swoją drogą, na jakich poszlakach opierały się w takim razie poszukiwania Ariadny?)
b) Zuy człowiek. Ale zuy! Bardzobardzozuy! Paczcie, jaki zuy! Ani trochę nie jest tak że on nie jest zuy! Czy było już wspomniane, że jest zuy?
Swoją drogą, po tych wszystkich beżowych szatach, dworskich sukniach, złotych zbrojach i drogich kamieniach w leśnej głuszy dochodzę do wniosku, że w Klątwowersum musi panować zwyczaj ubierania najlepszych szat na poniewierkę. Do czyszczenia wychodków pewnie dobierają stroje przez kilka dni. A ci zbójcy to była po prostu szajka zubożałych belfrów, ot co!

Anonimowy pisze...

Niestety... opinia ta bardzo wprowadza w błąd. Dorzuc swoja gwiazdke ;)

Taka jedna

Anonimowy pisze...

@eksterytorialnysyndrombobra - akurat jestem w trakcie czytania analizy "Nie Oddam Dzieci" :D

Ja też, podobnie jak przedmówcy, myślałam że to jest jezioro.

Teraz naszła mnie taka refleksja - może ten Saul jest odniesieniem do króla Saula z Biblii? On też potem zrobił się "niedobry" i nie jestem pewna, czy nie oszalał/stał się paranoikiem.

Pati

Camilla Sunny pisze...

Podpisuję się na liście przekonanych o tym, że Ravillion jest na jeziorze! Efekt Mandeli? Tyle osób to już nie przypadek.

I dopiero teraz zobaczyłam, że to część 7/8, więc cofam pytanie, czy daleko do końca ;)

Anonimowy pisze...

Do listy podobieństw z NOD dodałabym to, że:
- każdej kobiecie na widok głównego bohatera robi się mokro w majtkach
- każde głupie/złe/chamskie/niezrozumiałe zachowanie tegoż bohatera absolutnie nie wpływa na jego cudowność - jest opisany odałtorsko jako idełał, to nim jest i już.

Anonimowy pisze...

Też byłam przekonana, że zamek znajduje się na jeziorze i aż cofnęłam się do poprzednich części, żeby to sprawdzić. Prawdopodobnie wszystko przez to, że nigdzie nie ma żadnej choćby pobieżnej wzmianki o morzu, morskim klimacie, nadmorskim krajobrazie, a przynajmniej ja nie znalazłam niczego takiego we fragmentach pojawiających się w analizie.

Podczas przybycia Arieśki do zamku mamy wodę, mgłę, kanały, kamienną przystań, drapieżne ptaki żerujące na zwłokach - żadnych mew, klifów, słonej bryzy, statków czy choćby łodzi na przystani, nic.

Z dalszych fragmentów wynika, że jedzenie jest praktycznie w całości pozyskiwane i transportowane do twierdzy z lądu - podczas gdy na zamku ulokowanym na wyspie, nawet w miarę blisko wybrzeża, bardziej dogodnie byłoby stawiać na zaopatrzenie prosto z morza, względnie od lokalnej ludności. To oznacza, że w kuchni Ravillonu powinno być pełno ryb, małży, krabów, ośmiorniczek, może znalazłoby się też trochę alg na kremiki dla pań. No ale Arieśka nie będzie przecież szamała śledzi jak jakiś plebs.

Może obecność Mistrza Żeglugi mogłaby być jakąś wskazówką, ale cała ta kompania jest tak beznadziejnie bezużyteczna, że żeglarz spędzający większość czasu na wyspie pośrodku jeziora w ogóle mnie już nie dziwił.

To nie efekt Mandeli, po prostu autorki najwyraźniej zapomniały o tym, że piszą o wyspie na morzu, ewentualnie to kolejny pomysł, który pojawił się "w trakcie". Zero wzmianek o porywistym morskim wietrze, falach uderzających o brzeg, nic - zamiast tego morza mogłaby tam równie dobrze kwitnąć tekturowa dekoracja ze szkolnego teatrzyku.

Anonimowy pisze...

A mnie bardzo ciekawi jedna rzecz, mianowicie użycie słowa "faworyt". Saulo wypowiada się o Severze jako o jego faworycie, a później Severo nazywa Arienne swoją faworytą, czyli kochanką. Mamy z tego zrozumieć, że Severo jest kochankiem cesarza? :D

eksterytorialnysyndrombobra pisze...

Pati -o Saula raczej nie chodziło, on był bądź co bądź wybrany przez Boga, tylko potem się wkurzył, że Dawid będzie jego następcą, ale jednak wybrany. Co prawda reszta historii nawet z grubsza pasuje, ale WRUK TRULOFFA -WYBRANY!? TOŻ TO PODŁY UZURPATOR!

Babatunde Wolaka pisze...

"– Musimy poczekać, aż zaśnie – decyduje przywódca rozbójników. – Jego postura nie zostawia wątpliwości, że z walką miał nieraz do czynienia.
Tak, właśnie tak rozmawiają rozbójnicy leśni."
Cytując klasyka - "Jak Zefiryn ciach, to Pafnucy bum! Wtedy Makary bęc, a Kapistran ryms... i łupy nasze!"

Taida to inaczej Thais, a "Thais" to zły film polski z lat 80., z akcją w starożytniości i dużą ilością golizny. Przypadek? Nie sądzę.

Anonimowy pisze...

Babatunde - a ja bym radziła odwrotnie. Niech Kapistran bęc, a Makary ryms!



Anonimowy pisze...

KURA ZANALIZUJ TO DZIECKO W ŚNIEGU OD MICHALAK BO BEKA

Anonimowy pisze...

E tam, taki Dragon Ball imionami z warzywniaka stoi.

(o nie, styl Almy mi się udziela...)

Anonimowy pisze...

Co do opinii na LC, to widać gołym okiem, że część z nich piszą same autorki. Popatrzcie:

"Dzieło. Szkoda, że nie doceniamy polskich autorów i wolimy ich hejtować niż zauważyć, że mają talent na miarę światowego. Ekranizacja konieczna! Ale w klimacie GoT poproszę!"

Uśmiałam się szczerze jak przeczytałam. Podobne komentarze chyba pojawiały się pod pierwszą analizą klątwy :D

Anonimowy pisze...

Przepraszam uprzejmie, ale jak mam doceniać polskich autorów (w domyśle: ałtorki glątwy), jeśli wciskają mi niedorobione gnioty i uważają, że powinnam rozpłynąć się w zachwytach i pochwałach, bo tak?Ja bardzo chętnie docenię, czemu nie, ale najpierw muszę mieć co doceniać. Żeby nie było - absolutnie nie uważam, że należy czytać wyłącznie Prousta i Joyce'a, a literatura lekka jest be, ale ona chyba też powinna trzymać jakiś poziom i nie obrażać inteligencji czytelnika.

Smok Miluś

Anonimowy pisze...

Uwaga o "hejtowaniu polskich autorów" padała w tektach promocyjnych Glątwy, w tym od samych ałtorek, więc coś jest na rzeczy.

To zresztą nieprawda z tym "niedocenianiem polskich autorów". Wielu wydawców (np. Nasza Księgarnia) obecnie prawie zrezygnowało z wydawania tłumaczeń, bo polskie powieści sprzedają im się lepiej. Znam też przypadki, gdzie proszono autora o wybranie bardziej polskiego nazwiska na pseudonim albo o umieszczenie akcji w Polsce, tłumacząc, że polscy autorzy są obecnie bardziej popularni. Mam podejrzenia, że narzekanie ałtorek wzięło się z rozczarowania reakcją wydawnictw, które nie były zainteresowane ich "dziełem". Bo jak to tak: Glątwę odrzucają a Greya wydają? OMG hejtują polskich autorów!!1

LubimyCzytać pisze...

Handlujcie z tym:

Pierwszy raz przeczytałam tak grubą książkę (ponad 800 stron) w trzy dni. Gdyby nie praca, byłoby szybciej. Niesamowite. Fabuła wciąga od pierwszej strony. Wiele nasłuchałam się o narracji, tymczasem dla mnie to ciekawa innowacja, która zupełnie mi nie przeszkadzała. Podobnie jakieś mity narosły wokół scen erotycznych w tej książce. Ludzie. Toż to nie Grey! To fikcja literacka. Gra o tron też jest okrutna względem kobiet, a jakoś nikt nie robi zamieszania wokół tej pozycji. Może tak niektórych boli, że kobiety (Polki) umieją pisać? I piszą na światowym poziomie. Wykreowana rzeczywistość powala ilością szczegółów. Nie znalazłam błędów logicznych czy zbędnych momentów w samej akcji. Są niedopowiedzenia, ale wiadomo, że szykuje się kontynuacja, więc zapewne tam zostaną rozwiązane niedokończone w Klątwie wątki. Chyba najbardziej intrygują mnie Cienie i lodowa moc głównego bohatera. Polecam wszystkim romantykom - ludziom, w których wciąż tli się dusza dziecka, bo przecież Klątwa przeznaczenia to poniekąd taka bajka, tylko dla dorosłych :)

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4179113/klatwa-przeznaczenia/opinia/44752905#opinia44752905

Anonimowy pisze...

(szuka opadniętych rąk i cycków dwa piętra niżej) No faktycznie, glątwa aż kipi romantyzmem. Bez wątpienia każda kobieta śni po nocach o takim romantyku jak Severo.

Smok Miluś

Anonimowy pisze...

Witam serdecznie. Dnia dzisiejszego skończyłam po baaaaardzo długim czasie czytać wszystkie zamieszczone na tym blogu analizy i komentuję po raz pierwszy. Powiem tak: mi tam imiona postaci nie przeszkadzają. Sama czasem własne OCki głupio lub swojsko nazwę, a potem siedzą sobie w obrębie jednego świata, wszak nikt nie zabroni (to tak odnośnie pierwszych części Glątwy). Ale jak widzę tyle zmarnowanego potencjału na konstrukcję świata, te nazwy krain rzucane garściami po to tylko, aby rzucić, tych wszystkich miszczów, z których według ich specjalności można było zrobić świetne, zróżnicowane i trójwymiarowe postaci, a którzy są jedną durnawą masą, te zawiłości w kodeksie i działaniu organizacji, te wszystkie sprawy związane z obecnością kobiet, wymyślane chyba na bieżąco... Żal mnie wielki ogarnia, bo aż podczas czytania mój mózg zaczyna to sobie wszystko porządkować, by chociaż tak z grubsza się wszystko ze sobą kleiło i to boli. Bo można było zrobić całkiem przyzwoite fantasy, dać jakieś role i historie życia tym kolegom Arieśki z pierwszych rozdziałów, tym z którymi tam miała trening na placu (czy mi się tylko wydaje, czy każdy z tej grupy byłby dużo ciekawszym materiałem na książkę niż te nieustające zaloty głównej parki?), zapełnić te 800 stron czymś lekkim, ale przyjemnym i wciągającym. A tak teraz... Szkoda bardzo. Nawet głupawe animce osadzone w świecie fantastycznym przynajmniej udają, że mają jakieś reguły rządzące danym światem. Były na Armadzie dużo gorsze wytwory ludzkich fantazji (z czego Statuetkę Złotego Fuj bezdyskusyjnie wręczyłabym "Dziewczynie wilkołaka"), ale jeszcze żadnej mój mózg nie postanowił tak poukładać. Smutne.
Ale żeby nie było tak smutno, to dodam jeszcze, że humor w tej analizie jest po prostu miodzio. Czasem to nawet analizatorów nie trzeba, Glątwa w wielu momentach wręcz parodiuje się sama (ten urzędniczy styl w obliczu śmierci, palce lizać!), to przerysowanie postaci (wśród których dwie noszą imiona podobne do imion moich OCów), to obsesyjne skupienie wokół głównej parki. Z niecierpliwością czekam na następny tydzień i zakończenie tego cyklu analiz, bo czuję, iż ostatnia część będzie prawdziwą wisienką na torcie absurdu <3

Mam nadzieję, że nie piszę zbyt chaotycznie, czasem trudno mi się zorientować, czy wszyscy zrozumieją co piszę.

Pozdrawiam serdecznie,
Andżej

PS. Ślę Wam również szczere podziękowania za nauczenie mnie jak ważnym aspektem tworzenia jest risercz, a także za to, że dzięki Wam powoli wpajam sobie czytanie własnych wypocin PRZYNAJMNIEJ 2 razy. Piszę rzadko, raczej słabo i jedynie hobbystycznie, ale podobna dyscyplina wpajana samej sobie do zwykłej zabawy potrafi przełożyć się też czasem na ważniejsze sfery życia. I dzięki Wam coraz rzadziej łapię się na głupotach fabularnych we własnych wytworach. Jeszcze raz dziękuję.

Anonimowy pisze...

Hehe widac lubią sformułowanie "swiatowy poziom". I tak naprawdę moze go maja, bo ostatnio na świecie były popularne bardzo słabe książki na poziomie Opek np. Grey albo Zmierzch. Chociaż w tym drugim fabuła byla troche bardziej dopracowana niż w klątwie xd

Eva

Anonimowy pisze...

Choć z drugiej strony,mam też troche inną teorię. Autorki usłyszały gdzieś słowa "Alma" i ten nieszczęsny "Dijon" zapomniały o tym a potem sobie przypomniały przy pisaniu ksiażki i bum. Niby oryginalne a wyszła musztarda.Moim zdaniem,jeżeli ktoś wymyśla imiona,najlepszym sposobem na unikanie przypału jest przerabianie starych imion lub przerabianie wyrazów obcych.

Anonimowy pisze...

Akurat Alma to pełnoprawne imię i tutaj nie miałam żadnych skojarzeń. Nawet mi pasowało do tej bohaterki. Natomiast bardzo chciałabym wiedzieć, jakie procesy myślowe autorek doprowadziły do powstania Dijona :D

Anonimowy pisze...

Też mnie ciekawi, skąd ten Dijon. Czy naprawdę tak trudno wymyślić jakieś fajne, nietypowe imiona, które nie są nazwą potrawy czy miasta?Tak samo osłabia mnie ta Mitylena.

eksterytorialnysyndrombobra pisze...

Król Musztarda z niewiadomych powodów powoduje u mnie głupawkę za każdym razem, kiedy o nim czytam. W obronie autorek można przypomnieć, że w Eragonie jeden z głównych bohaterów ma na imię Brom (taki lotny ciekły pierwiastek, nazwany od swojego nieprzyjemnego zapachu, po włosku nazywa się tak samo albo podobnie). Jeszcze piękniejsze jest zaklęcie "Drumar kópa" ale to już nie wina włoskiego autora, że po polsku brzmi jak brzmi.
A ja swojego czasu byłam bardzo zdziwiona, że wymyślone przeze mnie imię Adelajda już istnieje. Cóż, ja trafiłam w imię...

Anonimowy pisze...

Hm, ale Eragon został napisany w języku angielskim (autor faktycznie jest pochodzenia włoskiego, ale urodził się i wychował w Stanach). Z ciekawości sprawdziłam, w oryginale wspomniany bohater to Brom, więc nie ma pierwiastkowych konotacji (wtedy musiałby zwać się Bromine. A po włosku Bromo. Tyż piknie).

Anonimowy pisze...

Gra o tron też jest okrutna względem kobiet, a jakoś nikt nie robi zamieszania wokół tej pozycji.

ROBI. Wokół książki, kiedy ukazywały się poszczególne tomy, wokół serialu i jeszcze raz wokół sagi hurtem, kiedy zwiększyło się jej grono czytelników. ROBIŁ I ROBI DO DZIŚ.

Jak ja, kuźwa, nienawidzę tego argumentu. A w przypadku GoT nienawidzę go podwójnie, bo nie dość, że z dupy, to jeszcze jak kulą w płot. Bo akurat pod tym kątem GoT rozebrano na części pierwsze i skrytykowano każdą z nich, tylko że to już by trzeba wiedzieć. Albo nie wiem, kuźwa, sprawdzić.

Anonimowy pisze...

Lepsze imię po pierwiastku niż po musztardzie.
Wiemy jak to wszystko się skończy,tylko jak to zostanie napisane....może pojedynek Króla Dijona z Severem po transformacji?