OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

czwartek, 14 lipca 2011

132. Syczący grzechotnik w klepsydrze cierpliwości, czyli Drapiemy od środka wieko trumny

W tym tygodniu wchodzimy w inny świat, o którym się Grudzińskiemu nie śniło. Świat, gdzie założenia estetyczne są ważniejsze od zdrowego rozsądku i czytliwości tekstu.  Świat, gdzie eksperyment na żywej tkance czytelnika jest powodem do dumy. Świat, wreszcie, gdzie przymiotnik zastępuje tabulator w formatowaniu.
Ale nie bójcie się, sami się w tym lesie nie obłąkacie - aŁtor opatrzył swoją tfurczość (przez baaardzo duże TFU) własnym wstępem teoretycznoliterackim, więc radujcie się, delektujcie, bierzcie i czytajcie z tego wszyscy.
A my w skafandrach ochronnych przyjrzymy się temu z bezpiecznej odległości.
UWAGA! Może zawierać elementy strumienia świadomości zdesperowanych analizatorów!

Analizują: Jasza, Szprota i Purpurat.

http://lifessavepoints.wordpress.com/category/literature/

Zamieszczam poniższe wyjaśnienie dlatego, że zamierzam opublikować tutaj, strona po stronie, powieść „Inquilibrium: Za Kurtyną Życia” będącą rezultatem niemal pięciu i pół ostatnich lat mojego życia.
Gratuluję samozaparcia.
Pięć i pół roku. Zapamiętane.
Brzmi jak intensywny, toksyczny związek.

Wiem, pomysł publikowania powieści w sposób charakterystyczny dla komiksów internetowych
Nie tylko komiksów. Pseudoliteratury też.
jest dosyć niecodzienny, by nie powiedzieć, szalony. [och, ty krejzolu, ty!] Oczywiście, jak każdy pisarz [ciche parsknięcie] chciałbym zobaczyć własne nazwisko na okładce książki leżącej na półce w księgarni, ale… ale… zanim wymienię część powodów, dla których zdecydowałem się na takie posunięcie, chciałbym, abyście wiedzieli, że moja decyzja została przeze mnie dokładnie przemyślana i powiedziałbym nawet, że doświadczenia życiowe – nie tylko z ostatnich lat, ale również z ostatnich tygodni – przygotowywały mnie na ten szczególny moment.
Na przełomowy dla świata moment kliknięcia w “wyślij”. A potem to już banał:
I oto zasłona Świątyni rozdarła się na dwoje, od góry do dołu, i ziemia się zatrzęsła, i skały popękały. Mt 27,51.  Zaraz potem z  grobów powstali zmarli i tekstem zainteresowali się analizatorzy. Jasza 3,1

Nie chcę się czepiać, ale “doświadczenie życiowe” to raczej abstractum. I to raczej pojedyncze. Poza tym, nie do końca łapię, co tu tak celebrować, po prawdzie.
Przez pięć i pół roku życie go doświadczało, teraz dopiero dostał w kość tak, że ulało mu się w internecie.
Ech, i ulało mu się tylko po to, żebyśmy my go teraz doświadczyli... Smutne, w sumie.
Dlaczego, jest w tym jakaś sprawiedliwość dziejowa.
Quod Deus vult.

Wystarczy, jeśli wspomnę, że najprawdopodobniej w ogóle nie wykorzystałbym graniczącej z wewnętrznym przymusem motywacji, gdybym niedawno nie powrócił do pisania bloga i zaledwie kilka tygodni temu nie dostąpił możliwości tłumaczenia artykułu opisującego wpływ zaćmień na umysł i los człowieka. Dlatego też chcę wykorzystać dzisiejsze, ważne dla mnie osobiście, zaćmienie.
Na moje oko, to ktoś tu korzystał z zaćmień (albo i pomroczności jasnej) przez jakieś pięć lat.
Zaćmienie wpłynęło na umysł i przeszło w permanencję. No, ale dostąpił zaszczytu (sorry - możliwości!) tłumaczenia metafizycznego w sumie tekstu. To musiało nieść złe następstwa.
Dane mu było umysłu zaćmienie, następne będzie oby za sto lat.

„Inquilibrium” (czyt. Inkwilibrium [dzięki za pomoc, szkoda, że takiego wyrazu nie ma.
Ciekawe co aŁtor miał na myśli, pisząc to słowo? Zamiast sążnistego wstępu, lepiej byłoby dać odpowiedź na to pytanie])
jest powieścią eksperymentalną.
Zaznaczył autor z wrodzoną skromnością.
I tak uskramniać będzie się co chwilkę. Przygotujmy się na to.
Albo poskrommy go samodzielnie :>

Pomyślałem więc, że najlepiej będzie, jeśli na bieżąco będę sprawdzał, które z eksperymentów sprawdziły się w praktyce, a z których należałoby zrezygnować.
Mógłbym na poczekaniu odpowiedzieć, ale nie uprzedzajmy faktów, cytując Wołoszańskiego.
Dusza empiryka nagle się w Autorze uaktywniła. No cóż. Czujemy się wezwani. My, analizatorzy.
Call of Cthulhu, call of duty, call of analyser.

W przeciwnym wypadku musiałbym najpierw dokończyć powieść
Co dla twórcy dziergającego latami jeden rozdział byłoby koszmarem
a dla czytelników wieczną ekstazą.
Masz nieco dziwne pojęcie ekstazy... chyba, że etymologiczne - wyjść z siebie i stanąć obok.  po czym dowiedziałbym się zapewne o niedociągnięciach znajdujących się na pierwszych stronach utworu, które stanowiłyby fundament pozostałej części, co niewątpliwie zmusiłyby mnie do poprawienia całości jeszcze raz od początku do końca.
I trzeba byłoby wszystko zacząć od początku i co najgorsze - inaczej. Dla kogoś przekonanego, że tworzy arcydzieło - to musi być po prostu policzek.
“Niedociągnięcia”. Mistrz eufemizmu, lubię takich.
“Niedociągnięcia na pierwszych stronach utworu” - cóż za kokieteria, że potem będzie lepiej!

Następny powód jest taki, że mogę się zakończenia powieści nigdy nie doczekać.
Z Bożą pomocą, że tak powiem.
Tam od razu Bożą...

Oczywiście, nie mam tutaj na myśli możliwości wylądowania po drugiej stronie  rzeczywistości,
Taa, pod podszewką Wszechświata.
choć mam świadomość, że jeśli podpadnę niebiosom, to przytulę chodnik w najmniej oczekiwanym momencie, rażony piorunem ukręconym z tęczy.
Artyści tej miary nigdy nie umierają na banalnego raka czy zawał.  Oni zawsze szybują na tęczowych skrzydłach w bezkres otchłani  Nieśmiertelności. Lub robią coś równie przesyconego słodyczą i metaforami... No cóż, pozostaje mi tylko  westchnąć kolokwialnie: z gówna bata nie ukręcisz, a pioruna z tęczy.
Sugeruję zmniejszenie dawki albo zmianę dilera.
A ja doceniam frazę “przytulić chodnik”. Jest taka rozczulająco potoczna.

Liczę jednak na to, że niebiosa chcą zobaczyć powieść ukończoną,
Bój się Boga! Będzie Ci to przypomniane na Sądzie Ostatecznym!
skoro już trzykrotnie ocaliły plik z powieścią przed zapaścią systemu operacyjnego lub zawałem dysku twardego, pozwalając przy tym przepaść większości pozostałych plików. Zagrożeń technologicznych jest zresztą znacznie więcej.
To dowodzi tylko tego, że Szef ma poczucie humoru. Trochę dziwne, ale ma.
Zawsze miał pokrętne poczucie humoru - weź choćby plagę żab.
Wysłanie jąkały do faraona to wręcz ciut slapstickiem trąci.

Kolejnym powodem jest to, że wydawcy nie są skłonni ryzykować wydawania książek pisarzy, którzy nie mają „wyrobionego” nazwiska, nie wygrali konkursów literackich lub nie przyciągają licznych czytelników do swoich rubryk w prasie bądź do swoich blogów. Niemniej jednak od czegoś przecież trzeba zacząć…
Czyli nie wydają w ciemno każdego pierwszego lepszego grafomana, który przynosi im swoje dzieło życia jako bezcenny, wyznaczający nowe drogi i kierunki utwór? Cholerna komercha, naprawdę.
Problem polega na tym, że wydają, wystarczy znaleźć odpowiednie wydawnictwo i, cóż, mieć trochę pieniędzy.
Ciiii, nie tak głośno, bo usłyszy...

„Inquilibrium: Za Kurtyną Życia” jest powieścią eksperymentalną.
Ok, ok, już załapałem.
“Eksperymenty” tej miary mają już jak nic ponad sto lat. Cała wataha pisarzy, od Huysmansa, poprzez Przybyszewskiego, Strindberga, aż  po khę... Mniszkównę, leciała tym tropem. Powiedzmy sobie jasno - to nie jest tekst eksperymentalny, lecz upiornie epigoński wobec zmanierowanej literatury sprzed wieku z okładem.

Oznacza to, że więc jeśli zaczniesz ją czytać bez wcześniejszego przygotowania, możesz przyjąć mój styl za przejaw amatorszczyzny i zniechęcić się do dalszego czytania.
Zaskakująca samoświadomość. Ale przygotowanie niewiele daje, tak naprawdę...
A mamy pomysł, jak się przygotować do lektury? Pomijając wypalenie czegoś nielegalnego?
Hmmm... Czaj? Długotrwałe niedotlenienie? Lobotomia przedczołowa?
Przytulenie chodnika, ze stosownym impetem.

Dlaczego? Możesz nie rozumieć, dlaczego napisałem określony fragment w taki, a nie inny sposób.
Mogę? Thanks, dude, thanks, but no, thanks, nie zrobiło mi się od tego lepiej.
Ludzki pan, nie narzekaj.

Możesz się zastanawiać, dlaczego z fanatyczną konsekwencją stronię od używania „substytutów myślenia” w postaci wyrażeń idiomatycznych i wysłużonych porównań w rodzaju „szybki jak błyskawica”.
Zgadujemy - bo to zbyt wulgarne dla Świetlistego Ducha Geniuszu?
Świetlisty Duch Geniuszu wieje kędy chce. Nie chcę wiedzieć, którędy wieje ten.

Możesz nie wiedzieć, że specyficzny sposób, w jaki rozpocząłem pierwsze wyrażenie jest lustrzanym odbiciem wyrażenia zamykającego powieść.
Pięć i pół roku powstawał pierwszy rozdział. Jeśli to dzieło obliczone jest na miarę “Czarodziejskiej Góry”, możemy nie doczekać kończącego je zdania.
I chwała Panu.
I Pani też. Oraz całemu społeczeństwu.

Możesz nie zwrócić uwagi na to, że nigdy nie poświęcam całego zdania na ekspozycję; zawsze łączę opis z czynnością bohatera. Może cię drażnić to, że obnażam niedoskonałości języka polskiego,
Hmmm... Po kolei, proszę. Najpierw uczymy się wykorzystywać standard, potem obnażamy cokolwiek. A i to nie w towarzystwie.
A w każdym razie: raczej w kameralnych warunkach, bo inaczej wstyd i ludzie się śmieją.
Zwłaszcza, jeśli nie ma czego obnażać.

pisząc „bratnia dusza i siostrzane ciało” lub kontrastując chrześcijański chrzest [a są chrzty niechrześcijańskie? Nie chcę się czepiać, tak tylko pytam. Zależy, jak widzieć mandejczyków] z imieniem pogańskiej bogini.
Jakie to głębokie... Szkoda tylko, że każda głębia ma dno.
Czasami jednak słychać pukanie od dołu.
A czasem dół wchodzi bez pukania. I co pan zrobisz?

Napisałem osobny artykuł opisujący teorię literackiej wartościowości, jaką stosuję podczas pisania tej powieści, więc nie będę się tutaj nad tym rozwodził.
Płodzenie literatury przedmiotu do własnych utworów to już przejaw megalomanii, jak na mój gust.
Panie doktorze, co poczniemy z tak nierokującym pacjentem?
Ekhm... Jak chcesz z nim cokolwiek poczynać, to ja się nie wtrącam...
Możesz popatrzeć.

Fundamentem owej teorii jest przekonanie, że każde pojedyncze zdanie powinno być warte przeczytania,
A przeważnie nie jest, sorry, Winnetou.
Ja tam nawykowo czytam nawet szyldy. I bawię się nimi jak niemowlę własną nóżką. Weźmy choćby ten: “Narkoza i wyrywanie zębów na raty”. Dlatego tak wiele uciechy przysparza mi tekst, który teraz analizujemy. Dużo z nim jest uciechy, dużo.
Ja mam uciechę z wizualizacji niemowlęcia bawiącego się czyjąś nóżką, niekoniecznie zespojoną z resztą kadłuba.
Dzieci są okrutne...

a więc powinno zawierać jak najwięcej wartościowych elementów, tzn. powinno być zabawne lub prowokujące do myślenia [kiedy to boli!] lub pięknie napisane [głośniejsze parsknięcie] lub zawierać interesującą grę słowną lub zapadać w pamięć lub uczyć czegoś [bawiąc uczyć, ucząc bawić] lub zawierać inne elementy z długiej listy zawartej we wspomnianym artykule.
Czy we wspomnianym artykule jest coś o unikaniu kiczu wynikającego z biegunki słownej?

Uważam również, że poświęcenie całego zdania na opisanie mało istotnego szczegółu czy czynności jest idiotyczne.
Na przykład opis, dlaczego pisze się tak, jak się pisze. Oh wait.

Jaki cel może mieć autor w poświęceniu całego zdania na opisanie tego, że bohater zapalił papierosa? Dlaczego to takie ważne, że autor czuje potrzebę zwrócenia na to uwagi osobnym zdaniem?
A o charakterystyce pośredniej to kiedyś się słyszało?
Pewnie nie. Oraz zapalenie papierosa bywa bardzo ważne!
Zwłaszcza w przypływie desperacji.

Wiem, że najpoważniejszym przedmiotem krytyki będzie długość i stopień skomplikowania zdań.
Hmmm... Nie wiem, jak reszta. Ja się skupię na grafomanii.
Ja się nie skupię na niczym i będę się czepiać tego, co popadnie. Jak zwykle.
Mnie natomiast bawi wspomniane wyżej “obnażanie niedoskonałości języka polskiego”, który nie dorósł był do Genialnej Twórczości Geniusza. No cóż, jak się nie umie jeździć na rowerku, to gacie wkręcają się w szprychy.
Ja to znałem w wersji z tancerzem i przeszkadzającymi detalami anatomicznymi.

Zdania składające się na powieść nie należą do tych, które zwyczajnie omiata się wzrokiem.
Planujesz wydać to braillem dla tych, którym oczy przepaliło?
Próbowałem korzystać z krótkich zdań, rozbijać wielokrotnie złożone zdania na prostsze, ale zwyczajnie się one nie sprawdziły.
A jak miały się sprawdzić? Jeśli miarą sprawdzenia było zrozumienie ich przez czytelników, śmiem przypuszczać, że nasz Pisak właśnie nas bezczelnie okłamuje.
Ależ nie, przecież czytałaś: dla niego ważne są założenia estetyczne, a zrozumiałość zdań... Cóż, pal ją sześć.
Za karę powinien spędzić 12 godzin na niebotycznie wysokich obcasach.

Ernest Hemingway był fanatykiem zwięzłości, a ja postrzegam zdanie jak płótno malarskie; prędzej narysowałbym popiersia wszystkich królów Polski na jednym włosku niż zmieściłbym pomysłową metaforę w jego pozbawionym wszelkich ozdobników zdaniu.
No, ktoś tu Seneki Retora na oczy nie widział. Aaaa, przepraszam, cofam. Seneka miał coś do powiedzenia.

Nie znaczy to jednak, że zdania, które obecnie uważam za niemożliwe do poprawienia nie ulegną w przyszłości zmianie. Jeśli ulegną zmianie, będzie to dowodem na to, że sam dostrzegłem ich niedoskonałość.
Czyli jeśli nie poprawisz, to będzie znaczyć, że  uważasz swe dzieło za doskonałe. Cóż za skromność.
Hy, hy... Pomożecie? Pomożemy!
Analizatorzy to ludek pracowity i wnikliwy.
Jakby nam kto za to płacił, naprawdę.
Za to coś wystąpiłbym o dodatek za pracę w szkodliwych warunkach. :>

Jeśli staną się krótsze, będzie to oznaczało, że znalazłem precyzyjniejszą metaforę lub zabawniejszy substytut dla dłuższego opisu.
Szukaj wytrwale.
Jak się zaczniesz zamykać w 160 znakach, zacznę cię obserwować na twitterze.

Jednak do czasu kiedy to nastąpi, musisz mi zaufać jeśli napiszę, że wiem, co robię. Wyjątek stanowią oczywiście wspomniane powyżej eksperymenty.
Jasssne. Moje zaufanie wzrosłoooo, że jej.
Och, jakie wielkie! *blushes*
Ależ Szprotko, nie przy ludziach...

Oczywiście, pisząc „Wiem, co robię” nie mam na myśli tego, że nie doceniam konstruktywnej krytyki – wręcz przeciwnie. Chcę po prostu zaznaczyć, że nawet jeśli nie rozumiesz, dlaczego napisałem coś tak, a nie inaczej, mogłem mieć ku temu wyraźny powód.
Grafomania? Logorrhea? Inne zaburzenia powodujące słowotok?
Defekacja spiżem i marmurem...
To takie epickie i wzniosłe. A bywa i bolesne.
I człowiek stara się wtedy ująć swój ból w słowa.
Hmmm... Kałowe lastryko?
Lastryko wymaga długotrwałego i pracowitego polerowania. Do dzieła Autorze - szlifuj swe dzieło!

Podkreślam jednak, że zrozumienie całego zdania nie jest konieczne do zrozumienia całości.
Nie, skądże! Całość pojmuje się pozawerbalnie.
Ry-sun-ki! Ry-sun-ki!
Bodaj nawet techniczne.
Jakiś schemacik? Wykresik? Diagram kołowy chociaż? Prezentacja w PowerPoincie?
Jakiś prosty komiks w zupełności wystarczy.

Wystarczy, że wychwycicie informacje kluczowe dla wyobrażenia sobie pomieszczenia, wyglądu postaci czy poznania ich charakteru, życiorysu itd.
[łupnięcie] Kamień spadł mi z serca. Szkoda, że na stopę.

Przygnębiające były dla mnie opinie mówiące o tym, że utwór powinien być napisany tak, by dało się go czytać innym na głos,
Dlaczego te opinie przygnębiały?
Przeczytaj to na głos, to zrozumiesz...
jednak spotkałem się z opinią pisarza, który twierdzi, że jest to błędne przekonanie, gdyż powieści nie są przeznaczone do czytania ich publiczności na głos, zupełnie jakby były słuchowiskami radiowymi.
Jakiego pisarza i czy ktokolwiek go czyta w jakikolwiek sposób?
Można wszystko, jak się umie. Vide “Bramy raju”.

Nie znaczy to jednak, że nie jestem świadom konieczności przystania na pewne kompromisy.
Nie może być! Serio-serio?
Adsumus!

Zamierzam zrobić kopię zakończonej powieści, a kopię przerobić na alternatywną wersję, która zawierałaby krótsze i prostsze zdania. Mógłbym też od razu przerabiać pojedyncze strony skomplikowanej wersji na strony wersji prostszej i zamieszczać obie.
Kolejnych siedem lat z głowy. Czy ktoś stłukł lustro, że nadchodzi siedem krów chudych?
Chudych? Dla analizatorni to złote żniwa, daj spokój...
Przy prostych zdaniach już nie takie złote.
Zależy. Przecież chce zdania krótkie, a we własnej opinii treściwe.

Myślałem także o posłużeniu się okienkami, które wyświetlałyby się po najechaniu kursorem na znak interpunkcyjny zamykający zdanie, a które zawierałyby proste, zwięzłe „streszczenie” zdania, ale nie posiadam własnej strony i nie potrafię tego zaprogramować.
Allahu akbar.
Otwórzmy okienka w swoich głowach i stwórzmy analizę!
No, ja analizuję w Windowsie... A okienko w głowie nazywa się kraniotomia i otwierane na żywca może być dla otwieranego nieco niefajne.

Mógłbym też ilustrować treść rysunkami opatrzonymi zabawnymi podpisami, ale wykonanie rysunków wymagałoby większej ilości czasu i większego nakładu pracy.
Ry-sun-ki! Ry-sun-ki! Ale nic nie pisz, prooooszę.
Tyle słów, gdy wystarczy jedno: komiks, Nie żebym była zdziwiona...

Jeśli chodzi o gatunek…
Ostrzegam: zaraz zacznę myśleć o Darwinie.
A ja o Linneuszu.
To ja pomyślę o kotletach.

Ze względu na to, iż jest to powieść eksperymentalna [tak, tak, wiemy], ciężko określić jej gatunek. Chcę, aby łączyła ona wiele różnych gatunków i stylów.
Coś jak zupa śmietnik, wrzucamy do gara resztki z tygodnia, doprawiamy na ostro i twierdzimy, że pyszności.
Hmmm... Jak jest dostatecznie ostre, da się zjeść.

Powiedziałbym, że jest to „realistyczne” science fiction (duża rola technologii; próbuję w logiczny sposób wyjaśnić np. wynalazki [Znaczy co? że tak naprawdę w lodówce nie ma żadnego pingwina?]) z elementami religijnego urban fantasy (anioły, demony we współczesnym środowisku) z motywami paranormalnego romansu (miłość i zaświaty), ezopunku (cyberpunk z ezoteryką w tle; walka przeciwko wielkiej korporacji). [Ktoś tu się Atlasa naczytał, co?]
Jest to książka akcji splatająca subtelne wątki edukacyjne (czytelnik uczy się tego, co bohater), psychologię i filozofię.
Gdybym tego nie czytał, sporo bym sobie obiecywał po takim dictum.
Takich powieści jest mrowie a mrowie. Niektóre nawet są świetnie napisane, więc obnoszenie się z eksperymentem literackim jest mocno na wyrost.
Hmmm... Stary Testament? Moshe strikes back?
Słuchaj, a nie masz wrażenia, że pisanie ciężko teoretycznego wstępu do grafomańskiego opka (sorry, powieścią tego nie nazwę nawet w butach hiszpańskich) jest też ciut na wyrost? To jakby pisać instrukcję obsługi do papieru toaletowego. W końcu i tak wiadomo, do czego jest...
Daj spokój. Bildungsroman nam się kroi, a Ty marudzisz.
Taaa, taki ze mnie malkontent.

Narracja ma także przywodzić na myśl mroczną komedię i cynicznie odnosić się do bohaterów. Ponieważ bohaterowie żyją w mrocznym mieście,
Zaciemnienie albo im elektrownia padła.
Pomyśleć, że historyjki o Batmanie cieszą ludzi od 1939 roku...
...i nasz Pisak nie wpadł na to, że nie da się lepiej napisać mrocznego miasta?
Pozwolisz, że tego nie skomentuję. :>

zależy mi na włączeniu elementów kryminału i horroru. Może się wydawać, że próbuję zmieszać zbyt wiele rzeczy naraz,
WYDAWAĆ?!
Ile grzybków będzie w tym barszczu? I który z nich trujący?
Tam trujący... Grzybek-halutek.
W procesie tworzenia, czy przetwarzania lektury?
Co on brał - nie wiem, ale ja poproszę zamiast.
Robisz to źle. Ja bym wzięła to, co on, przeczytała, co napisał i jestem pewna, że by mi się to opko spodobało.
Substancje psychoaktywne w takiej dawce, żeby mnie to mogło kręcić, są już zwykle niebezpieczne dla zdrowia i życia.

ale tak naprawdę wprowadzam kolejny element dopiero wtedy, gdy jest on uzasadniony. Próbuję w miarę logicznie wytłumaczyć także istnienie zjawisk nadprzyrodzonych.
Fail. Neeext.

Muszę jeszcze podkreślić, że uważam się za umiarkowanego chrześcijanina
Znaczy, pisak jest trochę w ciąży? Jezus był Synem Bożym, ale nie istniał? Czegoś tu nie łapię...
Cieszmy się, bo są chrześcijanie nieumiarkowani.
Zwłaszcza w jedzeniu i piciu.
Taki jak dorwie się do tabernakulum, to komunikanty będzie wyżerać jak czipsy, ani okruszka nie zostawi.
Że o ampułkach nie wspomnę. A na olejach sobie rydzyki usmaży.
I zasmażka!
Obowiązkowo.

i nie było moim zamiarem obrażać niczyich uczuć religijnych, choć niektóre, „wrażliwe religijnie” osoby mogą tak uważać przez sam fakt, że powieść łączy motyw religijny z pogaństwem, mitologią, ezoteryką, scenami walk rodem z filmu Matrix [może lepiej wklej linki z you tuba], a przede wszystkim z cielesnością i seksualnością, ale ujętą we wzniosły, piękny sposób
Na początek pszczółki, motylki i kwiatki.
Tak, tak, bo absolutnie żadna religia nie łączy się z cielesnością i przemocą.
No gdzieżby...
No, wzniosłości i patosu tu nie zabraknie.

Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy myśli tak, jak ja. W każdym razie nie chciałbym przez to tracić waszej przyjaźni.
Daj spokój, szorstka analiza to naprawdę jeszcze nie przyjaźń.
Matko Borska, wzniosłość i piękno. Kojarzy mi się z tą historyjką Tuwima o wysłanniku pisma “Hen, dążmy w świt” czy jakoś tak, który chciał wymusić na Mistrzu coś pięknego i wzniosłego. Skończyło się w barze dworcowym.

Jeśli zdecydujesz się powieść przeczytać, robisz to na własną odpowiedzialność.
Ekhm, ja to robię z poczucia obowiązku. :>
Ja z dziwnie pojmowanej ekstazy.
Bardzo dziwnie.

Mały komentarz-podsumowanie do tej radosnej twórczości: jak przeczytałem te założenia estetyczno-formalno-bógwiejakie, to przypomniał mi się wywiad z Kilarem, w którym pojawiło się stwierdzenie (cytuję, niestety, z pamięci) “jeżeli siadasz i wiesz, co chcesz napisać, to znaczy, że nie masz talentu kompozytorskiego”.

***

I tak oto przechodzimy do pierwszego, a zarazem jedynego rozdziału tego wiekopomnego dzieła. Pochylmy się nad nim z troską, gdyż Autor poświęcił mu blisko sześć lat życia.
Ech, żebym ja się pochylała z taką troską nad wszystkim, na co poświęcono sześć lat...
Jakbyś miała takie zapędy, tobyś na pedagogikę poszła.

„Jutro nie umiera nigdy”

“Uśmiechnij się, jutro będzie gorzej”

“Każdego ranka rodzimy wszystkie nasze wczoraj”

„Każdy człowiek może się mylić, ale tylko głupiec trwa w błędzie.”

“Na pochyłe drzewo i Salomon nie naleje”


Bóg jeden wie, ile czasu stracił, zataczając kółka w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, przy oknie swego mieszkania w oczekiwaniu nadejścia kogoś, kto choć powinien był, miał się najprawdopodobniej już nie zjawić.
Nawet nie to, że chodził po pokoju, on tylko tak krążył przy samym oknie. Nie zapuszczał się głębiej.
Wirował jak bączek. Miał trochę już szklane oczy, ale towar był naprawdę mocny.
Roznosiło go trochę jak po amfie...

W pewnym sensie czas zatrzymał się dla niego w chwili, gdy wszystkie wskazówki przystanęły na cyfrze sześć,
Nie ma takiej opcji. Kiedy minutnik jest na szóstce, wskazówka godzinowa jest w połowie drogi między godzinami, niby logiczne, nie? Zonk. (dla zainteresowanych i spaczonych zapis bardziej ludzki: [5(n mod 12)+2,5]’ gdzie n - godzina)
Bardziej niesamowicie byłoby, gdyby zegar cyfrowy wyświetlił 6.66

bowiem w tym oto symbolicznym momencie zapalił świecę w kształcie rajskiej pary obejmującej się pod drzewem zakazanego owocu, będąc przekonanym, że trójkąt cyfr tradycyjnie kojarzonych z planetą ochrzczoną wdzięczniejszym imieniem rzymskiej bogini miłości, przyniesie więcej szczęścia, niż małżeństwo zawarte w miesiącu zawierającym w swej nazwie pewną warczącą literę, niefortunnie rozpoczynającą większość słów bliskoznacznych jego rozwiązaniu.
Litery nie warczą, chyba, że się nieźle wkurzą.
Czytelnicy też już przestali warczeć. Teraz dla odmiany charczą.
A analizatorzy kwilą cichutko, kuląc się po kątach.

Dzieląc uważne spojrzenie pomiędzy dogorywającą o włos nad dziewiczym knotem zapałkę a tarczę zegara podzieloną przez falliczne wskazówki na modłę kobiecego łona,
Wujo Freud by się tutaj chętnie wypowiedział. Poza wszystkim, to nie wiem, jak zdaniem autora wygląda “kobiece łono”, ale chyba nie zazdroszczę doświadczeń.
Jak ostatnio oglądałam swoje, zdecydowanie nie było podzielone przez falliczne wskazówki. Drogie bravo, jak mam z tym żyć?

wprawił swe serce w drżenie, które narastającym echem odbrzmiewało wewnątrz jego umysłu
Częstoskurcz + przełom nadciśnieniowy?
Mnie raczej ciekawi, czy echo odpowiadało “...mać! ...mać!”

niczym wspomnienie inicjującego seksualnie pocałunku.
Inicjacja przez pocałunek to takie trochę z “Bravo”...
Zajęło mi tylko chwilę wyobrażenie sobie takiego pocałunku i to bez googlania tentacle.
Ekhm... Jesteś zła i zdemoralizowana, wiesz?
Też wkrótce będziesz.

Gdyby owa hieratyczna chwila nie zbiegła się z przewidywanym powrotem jego narzeczonej z pracy, z całą pewnością nie śledziłby pozycji wskazówek zegara niczym igły kompasu [i nie dostałby oczopląsu] nawet przez moment pomiędzy jednym uderzeniem serca a następnym, bowiem pozwalając biblijnym praprzodkom topnieć w pamiętające początki świata ameby, nie postąpiłby bardziej rozsądnie niż dopuszczając, by zasypiała przy uroczyście zastawionym stole w oczekiwaniu na wymyślny rytuał, którego jedynym skutkiem byłoby dostarczenie jej przesłanek do zakwestionowania jego inteligencji.
Przeczytałem to zdanie cztery razy i nadal nie łapię, dlaczego to miałoby być najrozsądniejsze rozwiązanie.
Jeśli rytuały miały być równie skomplikowane jak to zdanie, to nie dziwię się, że przysypiające nad stołem dziewczę myślało o facecie jako o idiocie.
Coś jak seks w wykonaniu Gomułki. Staje przed kobitą i zaczyna “Towarzyszki i towarzysze...”
Nie dziwię się, że świeca zaczęła się topić w pradawną zupę na samą wizję takiego seksu.

Im większym ułamkiem wieczności zdawała się jej niespodziewana nieobecność, tym gwałtowniej opierał się perwersyjnej pokusie podglądnięcia [CZEGO?! Matko Borska, może jeszcze obglądnięcia?] erekcyjnie poruszającej się wokół twarzy zegara trójki jego dłoni,
Znaczy, miał trzy ręce na składzie? Czy - idąc fallicznym tokiem rozumowania - chciał sobie ten zegar oprzeć na, powiedzmy, wystających elementach podbrzusza i przytrzymać od góry łapkami? A co, jeśli to był zegar szafkowy?
Różne są formy kompensacji. Zwłaszcza jeśli chodzi o symbole falliczne, wyobraźnia ludzka nie zna granic.
Niektórym to się i dzióbek od czajnika skojarzy...
Gorącego, gwiżdżącego i parą buchającego? Niewątpliwie... Choć ostrzegam - źle jest go trzymać na podołku.
Ekhm... Powinienem pytać, skąd to ostrzeżenie?
Ostrzegam, żeby nie robił z czajnikiem tego, co z zegarem.
Czytam to zdanie i dochodzę do wniosku, że Pisak ma fantazje o dostawaniu penisem w pysk.

niezmordowanie prących naprzód ku powtórnemu przecięciu jej na podobieństwo proporcjonalnego niewieściego łona,
Przecina trojgiem dłoni niewieście łono. Ała.

...gdyż wyłącznie wydłużając sekundy w milisekundową nieskończoność, pozwalając odchodzącym w niepamięć minutom przedzierzgnąć się w wysączające czas trwania nadchodzących minut czarne dziury i pochwytując godziny gwałtem właściwym grawitacyjnym przepaściom, pochłaniającym promieniowanie świetlne z prędkością oscylującą wokół tej, z jaką rozpaczliwie próbowało ono uciec spod ich paraliżującego oddziaływania – był zdolny całymi godzinami wpierać sobie, iż jej nieobecność to wynoszące raptem pierwiastek z upływającego okresu spóźnienie.
Allah jest taki wielki, a ja taki malutki... Stopień bełkotliwości i napuszenia tego tekstu mnie po prostu rozbija.
Po prostu - czas mijał nieubłaganie.
A on się niecierpliwił, gdyż ona się spóźniała. Oraz myśli o grawitacyjnych przepaściach w kontekście gwałtu, a mnie się zaczyna kręcić w głowie.

Zataczając kolejne kręgi, które powoli poczęły przypominać serce ze zwieszającą się z jego wycięcia pętlą,
Łuk aorty? Kardiochirurgia stosowana?
Aztek! Aztek!

przemierzał łuk pomiędzy obrzeżami głębokiej wnęki, skąd rozpościerała się panorama na pogrążony w krwawym półmroku pokój dzienny,
Izba Sinobrodego, ani chybi.

skrywający przeważającą część nagromadzonych przez jego ukochaną czasomierzy, rozbrzmiewających tykaniem przywołującym na myśl kapiącą zawartość żył,
Rytmiczność przemawia za tętnicami.

której uciążliwe wyobrażenie usiłował nagiąć do nieodpartego przeświadczenia, że docierał doń oddźwięk jej rozlegających się na klatce schodowej kroków.
Omamy słuchowe są. Neeext!
Kroki słyszał, bo to były zegary chodzące.

Dochodząc do naprzeciwległej krawędzi niszy, podniósł spojrzenie sponad szamotających się na podłodze cieni elementów dekoracyjnych zastawy stołowej przedstawiających obnażone anielice i objął nim starotestamentową alegorię [jak już, to symbol, na litość Borską.] rozkładu moralnego,
Anielice z cycami! Poka cyce Gabrysiu! Nie, takich rzeczy nie dawano nawet w Sodomie, o Gomorze nie wspominając.
Chcesz wpienić Purpurowego - wspomnij o ST. Jedziemy.
Świeca pojawia się raptem kilka razy i to w zupełnie innym kontekście. Symbolizuje albo życie, powodzenie, albo czujność (przy czym warto może wspomnieć, że nigdy do końca nie wiadomo, czy to świeca, czy lampka oliwna). Rozkład moralny to z zasady raczej służba bożkom, ew. wspomniane już Sdom i Amora.
A co do cycatych anielic - anioły są bytami duchowymi i bezpłciowymi (przynajmniej w katolicyzmie).
Czyli w skrócie: research teologiczny też leży...
Ciii, wiesz - to powieść eksperymentalna. Eksperymentuje na wszystkim, czego dopadnie.
Tylko czemu też na czytelniku?
Bo też go dopadł?
Znikąd pomocy.

stanowiącą jedyny czasomierz, po którym nie spodziewał się bezwzględnej punktualności, właśnie z tej przyczyny, iż przeliczenie stosunku topliwości do upływającego czasu, w przeciągu którego zdążyła się ona [ta topliwość?] przepoczwarzyć w groteskową karykaturę (opuszczającą lub przesłaniającą wszelkie naturalne cechy – przerysowanymi) społeczeństwa konsumpcyjnego, przekraczało jego możliwości obliczeniowe.
Że z matmą i logicznym myśleniem był na bakier, to widzieliśmy już przy wskazówkach...
Słowo “konsumpcja” użyto w znaczeniu, khmmm... igraszek cielesnych?
Mam nadzieję, bo wyobrażenie sobie świecy topiącej się w niedzielne tłumy w centrach handlowych przekracza moje możliwości.

Zagłębiając się w architektoniczną alkowę, powoli odwrócił swą uwagę od kompozycyjnego wizerunku partycypujących w pierwszym od zarania dziejów trójkącie małżeńskim założycieli rodu człowieczego,
Jakim trójkącie, na litość Borską, znaczy co: Szef się włączał w pożycie Hawy z Adamem?
Gdy nie widzi nigdzie męża
Hawa z werwą dręczy węża.
Aaaa, rozumiem! Znaczy, znamię Kainowe to po prostu łuska, odziedziczona po międzygatunkowych igraszkach mamusi?
Patrz, a Sodomitów właśnie za to wytłukło...
A Wy się nie znacie. Jak Kura chodziła na nauki przedmałżeńskie, to tak właśnie ją uczono: że prawdziwe małżeństwo to trójkąt: mąż, żona i Bóg. No.
3 way is not gay, więc w sumie...
Nie chcę się czepiać, ale tutaj chyba nie chodzi o miłość jako partycypację w układzie trynitarnym, tylko o radosny bełkot...

ponieważ tłuszcz pociemniały w subtelnej poświecie [po świecie, przed światem...] płomienia kołysającego się [kołyszącego się] pomiędzy ich podbrzuszami, pozostającymi ostatnimi częściami ciała dostrzegalnymi spod jego zwałów [zwał płomienia?], jął przywodzić na myśl skojarzenia z ekskrementami, i to w ilościach porównywalnych z dziewczęcą krwią, służącą niegdyś – zapamiętanej z żelaznej dziewicy – czachtickiej wampirzycy do odmładzających kąpieli.
I znowu nieszczęsna Báthory Erzsébet załapała się na opko. Tylko co ma żelazna dziewica do wiatraka?
Zęby?
Wy tu o dziewicach, a tymczasem świeca po prostu stopiła się w niemowlęcą kupkę.

Zmierzając w kierunku okna wychodzącego na zachód ogarniętej szalejącą śnieżycą metropolii, przypatrywał się kalendarzowi wykonanemu na zamówienie ze wspólnych zdjęć, w którym sercem wyróżnił dzień dwudziesty miesiąca, któremu najbliżej było do wygaśnięcia terminu przydatności owego kalendarza – no… prawie, jeżeli zważyć na to, że grafik zabrnął o całe stulecie zbyt daleko.
Mała literówka, a cieszy.

A teraz mamy eksplozję [wręcz erupcję i parę innych na “e”] wszystkiego:

Chociaż na początku starała się stawiać krzyżyki w okienkach [no to kaplica!] delikatnie długopisem i nalegała, aby on również zrezygnował z korzystania z czerwonego markera, gdyż tusz przebijał na leżące po odwrotnej stronie fotografie w postaci krwawych plam i pręg [yay, jak w “Omenie”!], prędko doszła jednak do wniosku, iż pośród tylu codziennych obowiązków uwzględnionych w agendzie najbardziej zasługujące na sentymentalne wspominanie wydarzenia nierzadko pozostawały niezauważone [w takim razie nie zasługiwały na pamięć; gdyby były ważne, nie trzeba by ich było zaznaczać w kalendarzu] aż po chwilę, gdy było już nazbyt późno, aby mogli się do nich należycie przygotować, toteż przyzwoliła na pokrywanie kartek jaskrawymi, dostrzegalnymi z większej odległości hieroglifami, ale pod warunkiem, że otrzyma nietknięty egzemplarz kalendarza na przechowanie.
Ładne, no nie?
Skoro tak mówisz...
Napawam się.
Widziałem takie tabliczki “szyny po napawaniu”.
Nie chcę wiedzieć, gdzie je widziałeś. Natomiast, o ile dobrze rozumiem, bohaterowie mają dwa kalendarze: jeden do pomazania markerem, a drugi nie wiadomo po co.
Już sobie wyobrażam te zapowiadane sceny walk “rodem z Matrixa” opisywane w podobnej manierze.

Niezależnie jednak od jej świadomości makulaturalnej przyszłości terminarza,
Fajnie wiedzieć, że sortowali odpady.

nie potrafiła przezwyciężyć własnych perfekcjonistycznych skłonności, więc od linijki poprowadziła przekątne pomiędzy wierzchołkami wszystkich okienek poprzedzających to, które zawierało datę czwartej rocznicy ich pierwszego miłosnego spotkania, co też niegdyś żartobliwie wykorzystał,
Wyśmiewanie się z nerwicy natręctw jest złe.
To nie musi być nerwica natręctw. Takie zachowania kompulsywne to częsty objaw w różnych zaburzeniach.
Tak, czy inaczej, wyśmiewanie ich jest niedobre.
No ale weście [to od Westy?] [od ortografii zrozpaczonej analizatorki], kto rysuje kratki od linijki w kalendarzach?!

dorysowując uproszczoną kotwicę
...a tym bardziej kotwice!

rozgałęziającą się na skrzyżowaniu diagonalnych ramion, by przekonać się, czy istnieją granice, których nawet dla swoich tytanowych zasad nie ośmieli się przekroczyć…
Tytanowych? Może raczej tytanicznych?
Tytan jest twardy, ale kruchy...

Zamierzenie swoje osiągnął, albowiem rzeczywiście nie mogła powstrzymać się przed poprawieniem niedbale pociągniętych ołówkiem liń [samic lina? Raczej mnogich samiczek linienia], chociaż prędko uprzytomniła sobie, iż postawienie pochyłego krzyżyka przechodzącego przez spojenie kotwicy wyodrębni z tła sylwetkę przyodzianych w figi pośladków,
OH NOES POŚLADKI

co być może nie przyczyniłoby się do nastąpienia trzytygodniowego okresu, w trakcie którego opierścieniła go wyimaginowanym weneckim lustrem i wypchnęła poza margines rzeczywistości, gdyby nie dopatrzyła się w owym niefortunnym piktogramie lędźwi dziewczyny torturowanej włoskim wariantem hiszpańskiego osła oraz wydekoltowanych wdzięków umiejscowionych na wysokości piramidowego wybrzuszenia w spodniach.
Syndrom dzióbka od czajnika, jak nic...
To też, ale mam poczucie, że muszę wam to przetłumaczyć, bo zdanie jest rzadkiej urody. Oraz zawiera w sobie zamęt grubymi nićmi szyty. Otóż przez to mazanie po kalendarzu udało im się niechcący narysować: dupę, dupę nabijaną na trójkątny pal oraz cycki na wysokości penisa we wzwodzie. Co wzburzyło bohaterkę tak, że postanowiła dać bohaterowi ignora na trzy tygodnie.
Hmmm... Zakładając, że to nie było ich celem, to wujo Freud ze swoimi czynnościami pomyłkowymi miałby tutaj raj na ziemi. Chociaż nie wiem, fiksacji na którym okresie się tu dopatrywać...
Nie żałuj sobie i dopatrz się wszystkich.

Można by argumentować, że ulegnięcie wewnętrznemu przymusowi utrzymania symetrii absolutnie we wszystkim, co znajdowało się w zasięgu jej wpływu zależało wyłącznie od siły jej woli, lecz tak naprawdę to poddał ją próbie przypominającej przesłuchanie, podczas którego śledczy rozkoszował się papierosem w obecności przetrzymywanego na głodzie nikotynowym podejrzanego dotąd, aż nie zaczął oń przejmująco żebrać, przystając na warunek złożenia wyjaśnień.
Oh wow, mamy tu interrogation porn!
W ramach szantażu porozrzucał klamoty. Natomiast ona przez jakiś czas starała się zdeburdelizować powierzchnię mieszkalną. Po czym zrezygnowana zgodziła  się na wszystko, tylko po to, aby chlewu nie robił.

Prawdopodobnie w przypływie dawnych resentymentów zrewanżowała się, ukrzyżowując [krzyżując?] wpisane w czworokąt serduszko, co upodobniło je do wylewających się spod gorsetu wybujałych piersi i księżycowych bioder lub pośladków kroczącej na czworakach kobiety.
Nie no. Naprawdę, poprosimy o ilustracje.
Próbuję rozkumać perspektywę, z jakiej to miałoby być widoczne. Ale coś mi nie idzie.
Ry-sun-ki! Ry-sun-ki!
Rozrysowałam to sobie. Prawdopodobnie złamałabym regulamin google’a wrzucając to do sieci, ale jak przetniecie krzyżykiem serduszko, to wyjdą wam i cycki ściśnięte gorsetem, i pośladki widziane od góry.
Czyli krótko: dupa z lotu ptaka.
Lepiej bym tego nie ujęła.
Problem w tym, że cycki leżą po przeciwległej stronie ciała niż pośladki, więc trzeba byłoby niewiastę (taką cycatą i dupiatą)  wziąć i mocno skręcić, miażdżąc jej przy tym kręgosłup w odcinku lędźwiowym...
Albo obracać rysunek o 180 stopni.

Pospiesznie pożegnawszy wzrokiem kąt, którego rozpostarte objęcia  [kąt był, jak mniemam - rozwarty] narzucały raczej nieprzystojne skojarzenia z kończynami po południowej stronie pępka,
Nie ma to jak onanizowanie się widokiem źle postawionych ścian.
Pępek nie jest układem odniesienia. To raz. A dwa, że nawet skojarzenie, że południe jest na dole (mapy) nie zawsze działa. Na mapach orientalnych często bywało po prawej.
Poza tym dlaczego rozłożone nogi mają być nieprzystojne, to ja nie rozumiem.

wyjrzał poprzez zakreślone serdecznym palcem
Łatwiej jednak wskazującym. Środkowy służy do stukania się w czoło.
Nie tylko, świetnie się go pokazuje
na zaparowanej szybie serce, którego obrzeże zdążyło w międzyczasie spłynąć cierniami łez,
Ciernie łez! I niech mnie teraz ktoś przekona, że to nie jest opko opkoidalne!
Nie podołam. Zastanawiam się tylko, czy bardziej kaleczą policzki łzy kryształowe, czy cierniowe.
Eee tam policzki... Pomyśl o spojówkach.
Jauć.

aby sprawdzić, czy przez opustoszałe ulice Markthalli nie pędzi przypadkiem taksówka z jego najdroższą na pokładzie.
Markthalla (?) - skrzyżowanie Walhalli i Kiercelaka?

I teraz kolejny strumień nieświadomości. Przygotujcie się.
Pasy zapięte, możemy jechać.
Ale poręczy foteli trzymajcie się mocno, kochani.

Przejeżdżające nieodległymi drogami samochody mógł podejrzewać o to, iż przystaną pod ich wieżowcem wystarczająco długo, by zdążyła wysiąść dopóty, dopóki pora była dostatecznie wczesna, [by móc cokolwiek dojrzeć w świetle dnia? A tu ZONK! ] aby móc odliczać odstępy czasowe, podobnie jak podczas przechodzącej nieopodal burzy, [raaa! rajders of da storrrrrm!] pomiędzy zamierającym buczeniem jednego samochodu a zabłyśnięciem świateł następnego, [i WTEM! atakuje nas nagły przeskok wyobraźni] lecz gdy powygasały one z prędkością łojowych zniczy, kopcących niegdyś na grobie jej ojca niczym ofiary całopalne
litościwie pomińmy wyskakujące nagle pieczenie na mogiłce  barana (cielaka, wołu [żądam czerwonej krowy!] [przykro mi, wyszły, są tylko czarne owce]), czyli “ofiary całopalne”, bo nagle następuje koniec meandrów wyobraźni związanych z cmentarzem, ale to nie koniec skojarzeń:
nie pozostawało mu już nic poza odprowadzaniem spojrzeniem płatków śniegu, w których podświadomie dostrzegał heksagramy z wpisanymi w nie kabalistycznymi drzewami życia ułożonymi w krzyż,
Tak tylko westchnę, że pieprzy się tu wszystko ze wszystkim. [orgietka? yesss!] [no nie, znowu orgia? który to już raz...] Krzyż czteroramienny z Magen Dawid, a do spółki przywołują jeszcze  Drzewo Sefirot, co generalnie źle wróży, bo pierdolnik z tego wyjdzie taki, że nawet Gretkowska nie wybrnęłaby z tego obronną ręką.
[zagryza zęby i zaczyna piłować lufę dwururki]
U drzwi, u drzwi Purpurat czyści spluwę...
A że umie strzelać, radzę się kryć.

albowiem nie dopuszczał do siebie myśli, iż niebiosa pozwoliłyby, aby spotkało ją nieszczęście zdolne nawet postronnych pozbawić całonocnego snu,
...znaczy tak by zawodziła tknięta nieszczęściem, że budziłaby sąsiadów?
A nieszczęście to było duże i nieprzyjemne w dotyku...
I miało zimny, wilgotny nos.

jednocześnie zapewniając go, poprzez zsyłanie miriad gwiezdnych znaków boskiej interwencji, o roztoczonych nad nią anielskich skrzydłach opieki;
Ech... A ona pod skrzydłami Obecności Bożej, jak dobra chasydka...
równie dobrze mogłyby wypędzić człowieka ze świata żywych pojedynczym trafieniem pioruna, po czym skrzyżować na niebie parę tęcz, by upewnić się, że nikt nie przypisze ich wątpliwej zasługi przypadkowi.
Raczej trudno skrzyżować tęcze. To fizycznie nieco skomplikowane. Natomiast “wątpliwa zasługa” jakoś mnie rozczuliła...
Hej, to jest wizja faceta, który w przekreślonej na krzyż kotwicy dopatrzył się cycków i pośladków, nie czepiaj się niewinnie skrzyżowanych tęcz.
Słuchaj, faceci często widzą cycki tam, gdzie ich nie ma. Ok. Ale gdzie on skrzyżowane tęcze widział to nie wiem, na jakich środkach - też nie.
Ochapia mi się jakaś intensywna batalia w Heroes of Might and Magic II, podczas której nad wojskiem rozsnuwała się tęcza, gdy miało przypływ szczęścia. Wystarczyłyby dwa przypływy nad dwoma armiami. Legalnie i niedrogo.
Ale HoMM to turówka, jednocześnie nie idzie.

Minąwszy ościeżnicę drzwi balkonowych przeniósł uwagę na antyramkę ze zdjęciem jego bratniej duszy i siostrzanego ciała zarazem,
Inceścik?
Wszystko zostanie w rodzinie.
lecz ledwie zdążył ująć ją w dłoń, przez jego palce przemknęło coś [jaszczurka?], co sprawiło, że instynktownie wypuścił ją z ręki, w wyniku czego zawirowała w powietrzu z gracją pomiatanej wiatrem śnieżynki i roztrzaskała się na nagiej podłodze.
Pomiatana śnieżynka skojarzyła mi się z odcinkiem “Wilka i Zająca” z Dziadkiem Mrozem i Śnieżynką. Ktoś pamięta?
Antyramka składająca się ze szklanej tafli i tekturowego spodu waży jednak ciut więcej niż śnieżynka, więc wątpliwe, by wirowała z gracją - raczej poleci prosto w dół. Na zbite szkło.

Upadek przetrwał natomiast kosarz, bezmyślnie mylony zresztą z pająkiem, posądzany o zeszpecanie ścian pajęczynami, których jednakże prząść nigdy nie potrafił i z inkwizycyjną zawziętością [taką lubię, mrrrrau] [*pędzi po szatę z kapturem*] uśmiercany za posiadanie nieistniejących gruczołów jadowych, przed czym też rozpaczliwie szukał schronienia w mrocznych zakamarkach pobliskiej biblioteczki;
Chryste, obrońca pajęczaków się znalazł...
Jednego nie kumam, jak zwykle. Kosarze łapią się do pajęczaków, więc mylenie ich z pająkami jest uzasadnione, a nie bezmyślne. A z drugiej strony, ja na przykład zabijam wszystkie stawonogi, które mi szpecą krajobraz.
A ja żadnego, bo je po prostu lubię. Mają takie fajne włochate pupki.
Dobra, te są ok. Ale co z pluskwiakami i karaczanami?
Szpecą, ale gdybym miała zabijać wszystkich, co szpecą...
Przestań, bo się rozmarzę.

zupełnie niepotrzebnie jednak, gdyż on sam sprzeciwiał się praktykowaniu holokaustyzmu, którym określał pozbawianie pomniejszych stworzeń życia dla poprawienia własnych wrażeń estetycznych i wygody, czemu niejednokrotnie dał wyraz,
Boru, ty widzisz i nie grzmisz... Nie wiem, czy autor zauważa, że analogia pod tytułem “zabijanie owadów i pajęczaków dla wygody i lepszej estetyki” - holokaust jest jakby obraźliwa dla ofiar Zagłady?
Mnie zastanawia holokaustyczne pozbawianie życia “pomniejszych stworzeń”. Ot, taka igraszka słowna.
To chyba mamy podobne wątpliwości... Obrzyna?
Na ignorancję pomaga czytanie. Na głupotę - tylko szpadel i pług. Zaorać.
I ołów w pigułkach. Się robi...
To za mało bolesne. Ja jednak obstaję przy tych wysokich obcasach przez 12 godzin.
Naprawdę chcesz mi wyobraźnię nakręcić... Ech... Pobawić się dermatomem...
Uch, chyba nie chciałam jej pobudzić aż tak >.<
Płoń, płoń, święty ogniu!

choćby zamykając muchy w dłoni, zanim zdążyła dosięgnąć je zwinięta w szturmówkę,
W co?
W pałkę policyjną, służącą do rozpędzania demonstracji. Bo nie sądzę, aby w małą chorągiewkę.
Gumowym bananem trudno trafić w muchę, nie sądzisz?
Zależy od rozmiaru.
Ekhm. Chyba nie zazdroszczę doświadczeń,

szczególnie pastwiąca się ludzkim nieszczęściem, bulwarówka i wypuszczając pojedynczo przez okno, być może mając wzgląd na odległe wspomnienie słów jego matki głoszących, iż nie należy oczekiwać miłosierdzia, jeśli samemu nie potrafi się go okazać.
Empatia to, czy wyrachowanie?
Pompowanie sobie ego, jak zwykle?
On by nawet muchy nie skrzywdził, a wy go o egoizm posądzacie, wstyd mi za was.

Przez dłuższą chwilę błądził wzrokiem pośród kalejdoskopowych odłamków opalizującego szkła, które zdecydował się uprzątnąć dopiero wtedy, gdy zaczęły nawiedzać go natrętne myśli [bardzo przykry i niepokojący objaw] o rozbitym lustrze przynoszącym siedem lat nieszczęścia [inaczej rozbite szkło leżałoby latami] [siedmioma], będące jednakowoż bardziej pożądaną alternatywą dla refleksji, jakich dostarczyła październikowa noc sprzed trzech lat, kiedy jego najbardziej ceniony kubek gwałtownie przemieścił się ze środka barkowego blatu na kaflową posadzkę,
Trzy lata minęły, a on wciąż przeżywa stłuczenie kubka. “Jańcio, ty sobie zawsze coś ciekawego znajdziesz w życiu do robienia”
- No wiesz - zaczęła żywo Szprota. - To był jego ulubiony kubek, trzeba to zrozumieć, ludzie przywiązują się do rzeczy! - wygłosiła i skrzywiła się w duchu. Sama w to nie wierzyła. PO TRZECH LATACH, NO LUDZIE.
Purpurowy uśmiechnął się melancholijnie, patrząc przez okno. To już dwa lata, odkąd upuścił był swój ulubiony kubek z łosiem. Kubek poszedł w diabły, a trauma została...
No i teraz się czuję, jakbym skopała kotka. Łosia.

zaś jedynymi obecnymi w sąsiadującej z zajmowanym przezeń pomieszczeniem kuchni były dwa podrośnięte dachowce, spoglądające na niego w momencie zapalenia światła oczyma tak zamroczonymi snem, że próbując wyskoczyć na blat w poszukiwaniu pożywienia,
No nie... Koty wskakujące na blaty to zło. A wystarczyło wychować. Albo żreć dać.
Ta, wychować kota, mhm, ta.
Wiesz, odrobina inkwizytorskich metod i się daje. Wspominałem już o świętym ogniu?
Na kota?! Zaczynasz mnie przerażać.
Na ludzi mam dermatom. :>
Nie uspokoiłeś mnie tym.

dosyć boleśnie przekonałyby się jak niechętnie grawitacja się z nimi rozstawała.
Wspomnienie obrazu (sprzed trzech lat!) zaspanych kotów, każe mu teraz posprzątać rozbitą szybkę. Jeżuuu, ależ on ma opóźnienie w fazie procesów myślowych!
W ogóle jest ciut opóźniony. Ale ciekawi mnie, jak ta grawitacja się z kotami rozstawała, bo wynika z tego, że zawisały w powietrzu.
Linie lotnicze Lataj Kotem polecają się na przyszłość.

Przyklęknąwszy powoli, wyciągął rękę ku szklanym odłamkom, bezskutecznie usiłując scalić uwagę rozdartą pomiędzy drżące z niewytłumaczalnego przypływu zimna dłonie i odbicie własnej miny, sprawiającej wrażenie nieporównywalnie mniej optymistycznej, aniżeli chciałby przed sobą przyznać,
A on jak ta sosna rozdarta.
I robiący miny do rozbitej szybki.
Klęcząc i dygocąc. Trochę smutny widok i aż mi głupio, że nie mogę się przestać śmiać.
Jesteś złym człowiekiem, naprawdę.
Zostaw lepiej ten dermatom, zanim powtórzysz ostatnie zdanie.
A mogę się chociaż scyzorykiem pobawić? Prooooszę... [oczykotazeshreka]
Ale tylko godzinkę.

w następstwie czego [chyba jedynie dla odwrócenia swojej uwagi od odbicia w szkle] prędko zaciął się w środkowy palec [dlaczego prędko? Przecież dla większego dramatyzmu mógł się rżnąć powolutku], którym wyręczał palec wskazujący, skaleczony podczas wcześniejszej próby oderwania pozbawionego zawleczki wieka pozostałej po kociej karmie puszki, podjętej dla przygarniętego kociątka, z męczenniczym [męczeńskim?] poświęceniem wysilającego się, aby wydobyć zbyt niebezpieczną dla siebie konserwę z kosza.
Jakiż on roztrzepany... -5 do zręczności, ale +10 do charyzmy i lansu...
Z takim poświęceniem otwierał pustą puszkę po kociej karmie, że aż się w palec zaciął?
Tak. Czy to nie wzruszające? (Nie).

Na wpółprzytomny od postępującego przemęczenia i wydzielających się naturalnych opioidów, Dobra, zreasumujmy. Najpierw chodził w kółko. Zapalił świecę i bardzo podniecił się widokiem ściany. Potem stłukł obrazek, przyklęknął żeby pozbierać szkło i tak się tym zmachał, że mu skoczył poziom endorfin. No, no...
Poziom endorfin i adrenaliny skoczył mu po tym, jak się zaciął.
Żeby zmęczyć się kaleczeniem palca, to rzeczywiście, trzeba się do tego nieźle przyłożyć.
przyglądał się dłoni spływającej krwawymi łzami
Łzy - krwawe, kryształowe, pojedyncze i grupowe, jako wyróżnik wybitnej literatury - są! Pominęliśmy cierniowe.
na portret tej, dla której siłował się ze wskazówkami własnego zegara biologicznego...
SPA, masaże, zastrzyki z małpich jąder, wszystko aby być pięknym i jurnym
It’s official: nie ogarniam tej kuwety.
Zaciśnij zęby i myśl o Anglii, ANALIZUJ.
England expects that every man will do his duty.

- zanim wreszcie zatrzymał krwawienie, przypomniawszy sobie o niechlujnie wysłużonej chusteczce higienicznej [wniosek - trzeba schludnie smarkać], pozostawionej w kieszeni marynarki w obawie przed powtórzeniem się incydentu poprzedzającego bierzmowanie, kiedy spośród licznie zgromadzonej młodzieży ksiądz wybrał akurat jego, aby dostąpił zaszczytu niesienia gromnicy podczas drogi krzyżowej, dostrzegając jego cieknące nozdrza, którymi powaga powierzonej funkcji nie pozwalała nawet pociągać,
ekhm... co on by chciał tymi nozdrzami ciągnąć?
Opary ze świecy. Może lepiej nie wnikajmy...
dopiero wówczas, gdy w poświecie sakralnych świec poczęły srebrzyć się z intensywnością gwiazdozbiorów, ku nieukrywanemu rozbawieniu niektórych rówieśników.
Element Komiczny - jest. Prawie posmarkaliśmy się ze śmiechu.
[w rozpaczy szuka niechlujnie złożonej chusteczki, coby klawiatury nie osmarkać]
Pytanie techniczne: jak można być niechlujnie wysłużonym?
Nie, no, można. Miałam kiedyś glany, które służyły mi 7 lat i pod koniec były zdecydowanie wysłużone i absolutnie niechlujne.
Ale nie były niechlujnie wysłużone.
Były, ja o nie naprawdę nie dbałam, miały dziury i się uśmiechały.
Hmmm... Nawet moje buty z wykopalisk nie doszły do takiego stanu. Coś kręcisz. Ale my się wszystkiego dowiemy, spokojnie...
Za dużo chcecie o mnie wiedzieć, panie Purpurat. Za dużo.
Trochę szacunku... Może być “wasza fluorescencjo”. :>

Kiedy zranienie na palcu tradycyjnie przypisanemu patronowi jej znaku słonecznego pozostało już tylko podobizną fragmentu roztrzaskanego pierścienia,
Czuję się taki... bezradny. Szukam sensu. To Frodo jakiś był, czy co?
Nie widzę żadnego wulkanu, do którego wrzucałby pierścień, więc chyba nie.
A erupcję po drodze mieliśmy, patrz.
I to niejedną, jeśli wziąć pod uwagę zachwyt Pisaka swoją twórczością.
Za pozwoleniem, erupcję. Nie co inne na “e”.
Cicho tam, wizualnie podobne.
A i w skutkach, bywa, podobnie tragiczne. Przynajmniej jednostkowo.

ściągnął prowizoryczny opatrunek z delikatnością ceremonialnej sukni podczas pierwszej nocy poślubnej,
Kurde, moje suknie nie są tak delikatne, nawet te, które nosiłam podczas pierwszych nocy poślubnych.
Chyba wracamy do tematu glanów. A swoją drogą - czy “noc poślubna” nie ma już konotacji “pierwsza po ślubie”?
Ma, dlatego w liczbie mnogiej brzmi jeszcze absurdalniej.
Wynika z tego, że byłaś mężata co najmniej 3 razy, bo miałaś co najmniej 2 pierwsze noce poślubne. To nie absurd, to logika...
Wracamy do tematu “za dużo chcesz o mnie wiedzieć” :P

a następnie zawinął weń krawędź
ale samą tylko krawędź! Nie wiemy jak tego dokonał, ale to robi wrażenie,
największego z odłamków i począł kluczyć wzrokiem pomiędzy grzbietami ulubionych książek stłoczonych na półkach, spośród których [spośród tych półek?] musiał wybrać tę, która miała posłużyć mu jako szufelka, albowiem poszukując właściwej łopatki, najprędzej napotkałby wzrokiem jeden z liczniejszych od karaluchów czasomierzy [bo szufelki zazwyczaj wiesza się na ścianach, ustawia na kominkach i w gablotach. A co do karaluchów - wlezą wszędzie, w odróżnieniu od szufelki] – co stanowiło ryzyko, którego nie zamierzał podjąć.
A szufelkę wcięło...
Cytując uwagę ze wstępu: Jaki cel może mieć autor w poświęceniu całego zdania na opisanie tego, że bohater zapalił papierosa? możemy zadać pytanie - jaki jest sens użycia siedemdziesięciu ośmiu słów (641 znaków) aby opisać brak szufelki do śmieci?
Nie znasz się. Ma być wzniośle i pięknie.
Pięknie i wzniośle miało być o seksie, a nie o szufelce i zegarach rojących się jak karaluchy.
Whatever, i tak mu się wszystko kojarzy.
Ale fakt, że kojarzą mu się zegary jak karaluchy jest trochę creepy.

Ostatecznie ofiarą panicznej obawy przed utratą wygasającej w nadzieję wiary, pokładanej w nadwerężone poczucie czasu,
Obiecywano nam Piękno i Wzniosłość, a nie patetyczny bełkot!
Musi coś dopisano małym druczkiem
padła nietknięta biel „Pajęczyny utkanej z ciemności” Karla Wagnera, gdyż książka przedstawiająca dzieje niestroniącego od rozlewu krwi antybohatera, leżała poza zasięgiem pedantycznego spojrzenia jego wrażliwszej, aniżeli chciałaby przed sobą przyznać, ukochanej.
Koleś ma poważny problem ze spostrzeganiem (w rozumieniu poznawczym). Ciągle coś jest inne, niż mu się wydawało, albo nie chce tego przyznać / zaakceptować.
Za to ukochana ma pedantyczne spojrzenie.
Wyczesane rzęsy, wyregulowane brwi...
Wyszczotkowaną rogówkę.

Pogrzebawszy pozostałości ramki pod stertą „nieudanych” tłumaczeń [jaki jest sens dodawania cudzysłowu? Skoro wylądowały w koszu, były kiepskie i już] [och, taka tam kokieteria autora] medycznych, wyściełających leżący pod biurkiem w kąciku bibliotecznym kosz na papiery, podniósł opatrzoną precyzyjną datą i podpisaną z kaligraficzną starannością fotografię,
Z kosza wyjął tę fotografię? Spomiędzy śmieci?
Nic szacunku do pamiątek. Szpro potępia.
przedstawiającą anielsko powabną szatynkę obserwującą z niemalże matczyną czułością przytulone do jej wydatnego biustu, odpoczywające od wielotygodniowej ucieczki przed śmiercią głodową kociątko.
W naszej wsi małego kotka znalazła w trawie raz Margot,
A że sama była sierotką - wzięła go,
Był malutki jeszcze więc chciała jakąś poduszkę zdobyć mu,
A jedyną, jaką znalazła, był jej biust.

Początkowa reakcja przyszłej żony na perspektywę przygarnięcia sieroty, której żałosna kondycja wypędzała pchły na wykładzinę skuteczniej niż szczury z tonącego statku, rozsierdziła go tak silnie, że złożył samiczkę w jej dłoniach, a następnie odmaszerował w poszukiwaniu dostatecznie wytrzymałego kartonu, by podważyć racjonalność jej przeświadczeń o bezładzie
Weźmie karton i podważy, taki z niego gieroj.
Gorzej, że podważy kartonem.

– porównywalnym z następstwami policyjnego przeszukania – i zarysowaniach na powierzchniach jej kompulsywnie gromadzonych zegarów, jakie mogłaby następnego poranka zastać…
Oni przygarnęli kotka czy tygrysa ussuryjskiego, że się boją o drapanie zegarów?

co napawało ją przerażeniem, gdyż przywoływało wiecznie powracający koszmar o zadrapaniach odkrytych wewnątrz trumny ekshumowanego ojca.
Ech... Zadrapania w trumnie. Yeah. Opko (sorry, “powieść ekskrementalna” czy jakoś tak) jest osadzone we współczesności, a przypadki tego typu zadrapań to głównie okres do końca XIX w., potem wprowadzono regulacje dające możliwość upewnienia się co do śmierci delikwenta.
Na Workucie takie wątpliwości rozwiewano miażdżąc toporem głowę dochadiagi.

Przekroczywszy próg łączący sypialnię z pomieszczeniem dziennym, zastygnął [zastygł?] w bezruchu, niby rażony spojrzeniem bazyliszka, aby chwilę później ostrożnie wycofać się wgłąb zaaranżowanej z nabożną pieczołowitością łożnicy i powrócić z aparatem lustrzanym,
Jezu... Stopień napuszenia 3, beam me up, Scotty! Ten “aparat lustrzany” mnie umarł i trzyma w tym stanie.  [cicho skrobie w wieko trumny]
Ciekawe, z czym wrócił? Z kalejdoskopem czy raczej peryskopem?
Z lunetą, przytkniętą do oka nie tym końcem, co trzeba.

którym pragnął uwiecznić niepowtarzalny, niczym księżycowa tęcza,
[???]
Jest coś takiego, ale ludzkie oko zobaczy zwykłe, białe światło.
Dodam, że jest to zjawisko dość częste i powtarzalne.
Podziękował. Niech żyje aspekt edukacyjny analizowania!
moment transformacji najdroższej mu niewiasty, utrzymującej kociątko na odległość wyciągniętego ramienia
Demencja opkowa - jest! Zdjęcie przecież przedstawiało anielsko powabną szatynkę obserwującą [...] przytulone do jej wydatnego biustu kociątko. Można najwyżej przyjąć od biedy, że dziewczyna miała naprawdę gigantyczne piersi.
(zupełnie jakby liczyła na krótkowzroczność czyhających w jego futrze pcheł, która nie pozwoliłaby im dostrzec i dosięgnąć jej ulubionego, beżowego żakietu, który miała na sobie)
Kocie pchły nie żerują na ludziach, o ile mnie pamięć nie myli.
Purpuracie, ale widzisz to? On leci z tą lunetą, a ona trzyma za kark na wyciągniętej ręce biedne zapchlone kocię, mając mord w oczach. To jest piękna scena!
Ekhm. Śliczna, śliczna po prostu.
Nie kumasz poetyki groteski, obawiam się.
To nie groteska, to ponury absurd.

w kobietę, która w oczętach odrzuconego kocięta [było ich więcej?] najwyraźniej dostrzegła własną wewnętrzną dziewczynkę [ok, teraz to już naprawdę kręci mi się w głowie], wciąż podążającą za zachodzącym Słońcem, gdzie spodziewała się odnaleźć ojca, którego „odejście” i „daleka podróż” przepchnęła ją przez wszystkie emocje, jakie można byłoby znaleźć w programie nauczania szkoły aktorskiej – począwszy od niepostrzeżenie więdnącej nadziei, a na poczuciu winy i odrzucenia skończywszy.
To jest w programie nauczania każdej szkoły na dobrą sprawę.
No chyba szkoły rodzenia.
Kotek podobny był do martwego ojca?

Przeciętnej długości zaćmienie Słońca zdążyłoby dobiec końca znacznie szybciej, niż zamroczenie niepozwalające mu podnieść wzroku znad powiększonego podglądu wykonanej fotografii.
Pstryknięcie fotki - ułamek sekundy, stupor natomiast trwał ponad godzinę. To już ociera się o katatonię.
Zobaczył, jak bardzo mu zdjęcie nie wyszło i zasłabł. To się zdarza perfekcjonistom.
Wiecie, ktoś tu miał zaćmienie na pięć lat z okładem, nie?

Natrafiwszy spojrzeniem na spoczywające na podłodze pudło, przypomniał sobie, iż „piasek” przesypujący się w klepsydrze odmierzającej jej cierpliwość wciąż niebezpiecznie syczał, jakby na podobieństwo grzechotnika diamentowego.
Syczenie nie jest chyba najważniejszym ficzerem grzechotników, ale dzięki za dokładny namiar.
“Syczący grzechotnik w klepsydrze cierpliwości”... Brzmi jak tekst na ćwiczenie dykcji. I sensu w tym też tyle, co w “nie pieprz Pietrze wieprza pieprzem”.
Czepiacie się, bardzo dobra nazwa na awangardową kapelę.

Opuszczając tryb powiększonego podglądu, wyśrodkowanego na „przełęczy” pomiędzy niebiańską partią ciała (wysławianym symbolem macierzyństwa) a piekielną (sofizmatyczną, deprecjonowaną praprzyczyną ekstremalnych emocji, obnażających najniższe instynkty),
Proszę o wyjaśnienie i / lub ilustracje.
Sfotografował jej dekolt i brzuch, moim zdaniem. Ale waham się szukać ilustracji.

przyglądał się statycznie przetaczającej się [albo coś jest statyczne, albo się przetacza] przez wyświetlacz klepsydrze, naprzemiennie przybierającej pozycję ósemki, symbolizującej stworzenie oraz destrukcję [spróbujcie kiedyś przybrać pozycję ósemki. No nie mówcie, że nie dacie rady, dla analizatorki to pierwsza rzecz z rana], i symbolu nieskończoności, zbliżonego znaczeniowo do mitologicznego, spiętego w pierścień wężyska, wyrażającego jedność fizyczną i duchową, cykliczość początków i zakończeń oraz pojednanie przeciwieństw. (cdn.)

Ej... To już koniec? Nie ma już nic? Allah jest wielki.
Apel do ludności: nie eksperymentujcie. A już zwłaszcza na ludziach i analizatorach. My też mamy  ograniczoną odporność...

Z laboratorium, w którym pracowicie badają przebieg eksperymentu, cierpliwie pochyleni nad aparaturą - pozdrawiają udręczeni:
Szprota ze szkiełkiem, Purpurat z okiem, Jasza z palnikiem Bunsena, Kura dorzucająca swoje uwagi znad probówek.  I uśmiechnięty jak słoneczko Maskotek, mieszający sobie od niechcenia wodór z helem w niewielkim baloniku.

180 komentarzy:

Procella pisze...

O. Mój. Cthulhu. Litości.

Podziwiam, że udało Wam się do tego dopisać jakieś komentarze. A serduszka z krzyżykiem tworzącego dupę z lotu ptaka nie ogarniam, ale zaraz spróbuję sobie rozrysować.

Hasło: anton. La Vey może? Faktycznie, do diabła z takimi eksperymentami.

Dzidka pisze...

Na liściość borską, nie przebrnęłam jeszcze nawet przez pół wstępu! Podziwiam waszą determinację!
Oraz przeszkadza mi, że się Szpro i Purpurat pozamieniali kolorkami.

kura z biura pisze...

Kolorki pozamieniane :)

Antypaladyn Pedigri pisze...

Witam Szanowne Kółko Wzajemnej Adoracji.

Byłbym zły, gdyby Wasze teksty (pomijając te Ad Personam) nie były miejscami zabawne.

Miejscami macie rację, że użyłem absurdalnego przymiotnika czy też napisałem część zdania tak, że wydawała się odnosić do niewłaściwego słowa.

A co pcheł... nawet nie masz pojęcia, jak dalece się mylisz. Chyba, że moje koty połapały pchły od psów.

Rozcięcie sobie palca puszką przydarzyło mi się naprawdę. Wieko oderwało się z impetem.

Szkoda, że nie zwracacie uwagi na to, co trzeba. Epizod z kubkiem też mi się przydarzył. Z logicznego punktu widzenia nie miał prawa. Kiedy doświadczasz takich rzeczy wystarczająco dużo w życiu, przestajesz patrzeć na dziwne zjawiska jako przypadki. Ale nigdy tego nie doświadczycie i nigdy tego nie zrozumiecie. W każdym razie bohater patrzy na świat przez pryzmat omenów. Deal with it.

Nie wiem, czy mówimy o tym samym. Nie chodzi o łuk białego światła. Chodzi o najprawdziwszą tęczę księżycową. Z tego, co przeczytałem są bardzo rzadkie, bo muszą być spełnione określone warunki.

Miło, że wspominasz podobne fragmenty w książkach/filmach, ale ich nie czytałem/ nie oglądałem. Insynuowanie, że się na nich wzorowałem jest bezpodstawne.

Tekst jest zbyt długi, by się do niego odnosić w jednym komentarzu.

Dodam jeszcze tylko, że "nieudane" oznaczało tyle, że były udane, ale niewystarczająco jak na jej standardy.

Rzucam wam wyzwanie: napiszcie w takim samym stylu, tak samo długie i skomplikowane zdanie nie popełniając ani jednego błędu.

Krytykować, mniej lub bardziej umiejętnie, potrafi każdy.

Antypaladyn.

Dzidka pisze...

Ojej! Ojej! Jak się Pisak zaperzył! :) Tak zadęło, że musiałam sie odsunąć od monitora :)
Szkoda tylko, że jak zwykle krytyka nie dociera do adresata. Ale buc.

Procella pisze...

"Rzucam wam wyzwanie: napiszcie w takim samym stylu, tak samo długie i skomplikowane zdanie nie popełniając ani jednego błędu."
A może to jest argument za tym, że takich długich zdań w takim stylu pisać zwyczajnie nie należy?

kura z biura pisze...

Długie, skomplikowane i bezbłędne - mogę, nie ma sprawy. Ale nie w tym stylu, absolutnie nie... Nie dlatego, że nie potrafiłabym, ale dlatego, że styl jest zły. Howgh.

Antypaladyn Pedigri pisze...

Dla Waszej informacji, poprzez "trójkąt" miałem na myśli Lilith (lub względnie tego z upadłych aniołów, który podszył się za węża). Ironiczna jest więc uwaga o niedostatecznym teologicznym researchu.

@Dzidka. Szkoda, że nie napisałem tego wyraźniej w późniejszej wersji komentarza, ale prosiłem o to, aby wstrzymać się z komentarzami, dopóki całości nie poprawię. Szkoda tylko, że samobójstwo w rodzinie stanęło temu na przeszkodzie, o czym tam pisałem.

Nie wypowiadaj się więc o tym, czy do mnie dociera czy nie. Poza tym, czemu miałaby dotrzeć do mnie krytyka oparta na brakach w wiedzy (vide: Lilith, pchły, tęcza księżycowa itd.) Nie mówię o reszcie.

Do tej uwagi Ad Personam na końcu się nie odniosę.

Przypomina mi się tylko, co moja matka opowiadała o tym, jak jest na Uniwersytetach (a przynajmniej tym w Olsztynie). Przeciętny człowiek myśli, że pracują tam poważni, kulturalni, dostojni, racjonalni, uczciwi ludzie. SKĄD! Tam króluje nadęte ego, kopanie pod sobą dołów, karierowiczostwo, kolesiostwo czy bezwzględne wygryzanie się nawzajem. Nie wiem tylko czy osiągnęło to poziom zagranicznych uczelni, gdzie korporacje płacą za badania na ich korzyść (chociaż racjonalny człowiek wie, że to, co badają jest złe) czy niszczenie konkurencji tylko dlatego, że ich odkrycia nie zgadzają się z ich opiniami przebranymi za naukę.

Obelgi są dotkliwe, gdy pochodzą od kogoś, kogo się postrzega za autorytet, kogo się podziwia, kto wzbudza szacunek (a przy tym jest jest kulturalny, uprzejmy itd.)

Wiesz co... Naprawdę, jest mi to absolutnie obojętne.

Nie przeszkadzaj sobie, wstawiaj określenia genitaliów co drugie słowo w odpowiedzi. Śmiało.

Mam tylko nadzieję, że osoby postronne, które to przeczytają, będą na tyle inteligentne, by rozróżnić, kto ma większe ego.

Nie będzie z mojej strony ataku Ad Personam, choć pewnie zaraz przeczytam znaną śpiewkę "skoro piszesz o tych cechach, to uważasz, że ja ich nie posiadam?"

...

Ale przecież kobieta działająca w dziedzinie nauki nigdy by się nie zniżyła do odpowiedzi rosyjskiego żołnierza: "a u was murzynów biją!" na pytanie amerykańskiego żołnierza o to, ile u nich przypada par butów na jednego żołnierza.

Pozwól postronnym ocenić. Jestem pewien, że butza uznają za przystającego pani naukowiec.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Kura z biura.
Styl jest obojętny pod warunkiem, że nie będzie zawierał w przeważającej części "bezpiecznych" słów i wyrażeń. Chodzi o to, abyś mocno zaryzykowała przy pisaniu takiego zdania, a nikt nie miał powodu do tego, by się przyczepić. Żeby nie miał prawa przyczepić się do absolutnie wszystkiego. To oczywiste, że taki styl jest śmieszny (w negatywnym sensie), bo żaden człowiek tak nie mów - nie było więc szans na to, by ktokolwiek się do nich przyzwyczaił.

Myślisz, że na - powiedzmy - Mirona Białoszewskiego patrzyli jak na zdrowego psychicznie człowieka?

WSZYSTKO kiedyś wzbudzało kontrowersje. Może słusznie, może nie. To jedynie czas pokaże, bo wiele rzeczy zostało docenionych dopiero po czasie. Ja nie potrafię obiektywnie ocenić, czy z przyszłe pokolenia popatrzą na to inaczej. Pewnie nie, ale jeśli nie spróbuję, nigdy się nie dowiem i pozbawię się choćby najmniejszej szansy na pozostawienie czegoś, co może mieć jakąś wartość (prędzej po poprawkach, ale jeśli się poddam, nawet tych poprawek nie będzie).

"You'll never achieve greatness if you keep asking for permission."

@Procella
Ojej, ludzie spadają podczas wspinaczki z dużych wysokości. Może to argument za tym, że nie należy w ogóle ryzykować wchodzeniem na takie szczyty?

Anonimowy pisze...

Antypaladynie - poza ponurym wstępem napisałeś historyjkę bezrobotnego tłumacza - tłumoka siedzącego w domu i czekającego na konkubinę z zakupami, które jako kobieta ciężko pracująca na państwowej posadzie zawsze zrobi. A warto tu zaznaczyć, że praca ta umożliwia jej przynoszenie do domu, poza pieniędzmi, także materiałów biurowych. Rzeczony bezrobotny umila sobie czas bazgroląc sprośne rysunki na kalendarzyku ściennym bo mu się majaczy, że tak czas szybciej upływa. Stłukł gamoń ramkę, a że dupowaty z założenia to nawet nie wie gdzie ma szufelkę i jeszcze zbierając szkło rączką się skaleczył sierota... To wsztystko bez ładu i składu oraz składni polałeś sosem grafomanii. O czym tu dyskutować? Ludzie jemu się zdaje, że jak "Ulisses" w "Poszukiwaniu straconego czasu" "Idzie skacząc po górach" i na dodatek dumnie twierdzi że niczego nie czytał... KUUUUUUU.....UAU! Analizatornio droga - kapelusz z głowy przed Wami, że Wam się chciało, a teraz proszę DERMATOMEM GO! Wasz Uniżony Mr Dubio

Rani Sahiba pisze...

@Antypaladyn Pedigri
Cytując Ciebie: "Ojej, ludzie spadają podczas wspinaczki z dużych wysokości. Może to argument za tym, że nie należy w ogóle ryzykować wchodzeniem na takie szczyty?". Przeczytaj to z łaski swojej raz jeszcze, zapamiętaj oraz się zastosuj.
Amen.


Podpisuję się moimi wszystkimi czterema kończynami pod słowami Dzidki. Buców nie mam w zwyczaju lubić. Analizatorów podziwiam, bo opko jest w tak niesamowitym stopniu grafomańskie i niezrozumiałe, że momentami miałam wrażenie, iż nawet nasza "słynna" EnDżejEn pisze coś, co ma choć trochę więcej sensu.

hasełko: ineds. Rani needs odpoczynek. Nał.

Anonimowy pisze...

@PedigriPal
Nie chce mi się bawić w ubieranie tego w jakąś bezpieczną formę, więc pokrótce: z mojego punktu widzenia jesteś kolejnym grafomanem, który przy skoku ze swojego ego na IQ miałby marne szanse przeżycia. Postanowiłeś poeksperymentować? Fajnie, przynajmniej było co skomentować. Nie ma strachu, ten chłam do historii literatury nie przejdzie.
Co do Lilit (w polskiej transkrypcji uproszczonej nie oznacza się lenizacji taw, na marginesie)czy innych upadłych aniołów... Nice try, dude. Niemniej, jeśli tak, to pokaż mi konkretne teksty, z których to wygrzebałeś. Oświeć mnie. Tylko oszczędź mi argumentów z cyklu "postrzeganie pozazmysłowe".
W kwestii pcheł - akurat człowiek nie jest gospodarzem pchły kociej, jakkolwiek zdarzają się przypadki ugryzień. Mój błąd, było napisać jaśniej, choćby tylko dla kontrastu z Twoim tekstem.
Co do skojarzenia z uniwersytetami, to ciekawi mnie, skąd tyle żółci. Czyżby się Koledze po drodze coś nie ułożyło...?
A, BTW: w polszczyźnie standardowej podszywa się "pod coś". To tak przy okazji.

Jezu, chyba to mnie się teraz ulało. :/

Z inkwizytorskim pozdrowieniem,
Purpurowy

Anonimowy pisze...

Krzesłem go! Krzesłem...

Antypaladyn Pedigri pisze...

Anonimowy/Purpurowy.

Tu nie chodzi o to, czy mnie się coś ułożyło. Matka studiowała i ma znajomą, która uczyła przez długi czas, uczyła w wielu miejscach i zna to środowisko.

Nienawidzę, gdy wykorzystuje się swoje stanowisko, aby robić z siebie kogoś lepszego, niż się jest.

@Anonimowy Miałem na myśli to, że NICZEGO Z TEGO, co zacytowały nie czytałem.

Nie będzie żadnego "postrzegania pozazmysłowego". Poszukaj w sieci.

Anonimowy pisze...

@Antypaladyn Zarodowy - dociekliwyś zatem pomogę: "Idzie skacząc po górach" wydano z "Bramami Raju" (na życzenie Autora) - przeczytaj w tym ostatnim pierwsze zdanie a będziesz miał blade pojęcie o co chodzi P.T. Analizatorom, o ile w ogóle możesz mieć pojęcie o czymś więcej niż Twoje uszkodzone Ego

kura z biura pisze...

Proszę narodu, spokój. I nie przekręcajmy sobie nawzajem nicków, ok?

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Anonimowy.
"Bramy Raju" zawierają dwa zdania, z czego ostatnie to "I szli całą noc". O pierwsze, wielokrotnie złożone zdanie chodzi, tak?

Anonimowy pisze...

@AP
A co, znudziło się?
Tak właśnie szukam i nie mogę znaleźć, chyba, że postanowiłeś się bawić w "עץ חיים" i inne kabalistyczne bzdury. Tyle tylko, że nie kojarzę, żeby tam była mowa o Lilit pozostającej w Raju w czasie, kiedy Adam załapał się już na Ewę...

P.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Purpurowy

Według pewnych wersji to Lilith przeistoczyła się w węża, który skusił Ewę. Według innej - Ewa zdradziła Adama z wężem, którego postać przybrał bodaj Lucyfer. To miało tłumaczyć zły charakter Kaina.

Anonimowy pisze...

@kura z biura
Kurko droga - sorki za zniekształcenie nicka Tego Wspaniałego Buca, ale zwróciłaś uwagę na to, że macie nową nazwę nadaną właśnie przez JW Antypaladyna Pedigri - "Szanowne Kółko Wzajemnej Adoracji" - jak Fidel Bogu tak Bóg Kubie, ale co racja to racja.

kura z biura pisze...

@AP: w takim razie musisz przyznać, że komentarz o dręczeniu węża i łusce jako znamieniu kainowym, był jak najbardziej na miejscu!

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Kura z biura
Tak, wydaje mi się, że pasuje.

@Anonimowy/Fidel
Ja jestem dla nich obcy, więc łatwiej się im na mnie wyżywać. Wątpię, aby swoje prace potraktowały nawzajem równie ostro. Nawet, jeśli napisałyby je anonimowo, rozpoznałyby się po stylu. Myślisz, że Ciebie potraktowałyby z taryfą ulgową, gdybyś pisarsko zaryzykował i przesłał to anonimowo?

I teraz pytanie. W wyjaśnieniu napisałem o przerwaniu prac z powodu samobójstwa w rodzinie. Myślisz, że ktoś się tym przejął?

Nie, skąd. Przecież szkoda pracy na analizę, a nic nie smakuje lepiej niż rozrywka dla mas z wisielcem w tle.

Ustawiłem wpisy na "prywatny", bo skoro tymi wyjaśnieniami się dotąd nikt nie przejął, to czemu miałby się przejąć ktoś inny.

kura z biura pisze...

Hmmm, jeśli o mnie chodzi, to nie miałam pojęcia o żadnym samobójstwie w Twojej rodzinie. Po skopiowaniu tekstu do guglowych dokumentów, nie zaglądałam więcej na Twojego bloga. Myślę, że pozostali analizatorzy też - nie było takiej potrzeby po prostu.
Tak, przyznaję, nieładnie się to złożyło, ale z pewnością nie było celowe.

Anonimowy pisze...

@AP

Nikogo nie obchodzi, kim jesteś. Zajmujemy się tekstem, a że wynika z niego, że grafomanem, to sprawa wtórna.
Stopień znajomości z autorem też nie ma znaczenia. Sam zwalczałem próby literackie mojej byłej, bo po prostu nie miała zdolności a do tego - podobnie jak Ty - chciała, żeby było "wzniośle i pięknie". Efekt też był zbliżony.
Dalej. Przestań się użalać nad sobą. Śmierć w rodzinie to tragedia, ale z naszego punktu widzenia nie ma znaczenia. Grafik był ustalony, analiza wisi, cześć pieśni. I nie myśl sobie, że znowu jesteś nierozumiany, sam jestem niedługo po dość niefajnym epizodzie depresyjnym. Użalanie się wbije Cię tylko głębiej.

P.

Antypaladyn Pedigri pisze...

Tak myślałem.
Niemniej jednak miałem nadzieję, że skoro tyle osób odwiedzało oryginał wyjaśnienia, to może ktoś zwróci na to uwagę. A odwiedziny przychodziły właśnie z tego wpisu.

Ale w sumie czemu... Dla czytelników jestem tylko anonimowym klaunem. Przecież ktoś z naszminkowanym uśmiechem i namalowaną łzą nie może mieć uczuć. A nawet jeśli, to jego psim obowiązkiem jest bawić tłumy, a problemy może sobie wsadzić, bo nie dla nich tłumy przyszły.

Ale czy to coś zmienia? Najwyżej poczekałybyście, aż okres żałoby minie.

Anonimowy pisze...

@AP

Tja. Tyle w temacie użalania się nad sobą i nędznej parafrazy "Śmiej się, pajacu".
I jedna mała prośba: POCZEKALIBYŚCIE. Nie tylko dziewczyny analizują. :>

P.

'N. pisze...

Bry. Przyiszłem oddać palmę pierwszeństwa panu Pisakowi. Nawet ja nie potrafię tak zawile opowiadać o czymkolwiek.

Panie Pisak - co tu kogoś obchodzi Pana sytuacja rodzinna? Napisałeś Pan... coś, czego się czytać nie da. I wot. Szacun, że dopisali komentarze do tego.

P.s: Mnie zjechano bardziej niż Ciebie nie raz i nie dwa i żyję :P

'N. pisze...

P.s2: Czyli co? Nie wolno komentować "dzieł" niczyich jak żałobę on ma? Wolne żarty.
Publikujesz Pan w sieci to się licz z komentarzami, a nie teraz tragikomedię grecką nam tu czynisz.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Anonimowy/Purpurowy.

Wiem, że cokolwiek bym napisał zniżyłoby mnie do twojego poziomu.

Antypaladyn Pedigri pisze...

Panie N.
Praca trafiła na forum, na którym w ogóle nie miała się znaleźć. To raz.
Trafiło na forum, na które sądząc po poziomie wypowiedzi dobrowolnie nigdy bym się nie zapisał. To dwa. Zignorowano moje postanowienie poprawy pracy. To trzy. Nie prosiłem się o analizę przez ludzi z tego forum. To cztery. A na pewno nie przez ludzi pokroju purpurowego. To pięć. Prosiłem o konstruktywną krytykę. Dostałem w przeważającej części destruktywną, która sprowadza się do stwierdzenia "nie pisz więcej". To sześć. Większość krytyków literackich zostaje krytykami, by wyładowywać swoje frustracje z powodu własnej porażki literackiej. To siedem.

Masz coś do dodania o publikowaniu w sieci?

Anonimowy pisze...

@AP

Aa, teraz czujesz się lepszy? Może uwznioślony przez cierpienie i brak zrozumienia? A może po prostu Twoje ego tak Ci przesłania świat, że myślisz, że kogokolwiek obchodzisz?

P.

Dzidka pisze...

Drogi Pisaku,
jak na to, że postanowiłeś się NIE odnosić "do tej uwagi na końcu", to strasznie dużo się na ten temat rozpisałeś :D :D
Dwie uwagi mniej więcej merytoryczne:
1/ "Buc" tylko w Galicji oznacza to samo, co "genitalia". Ogólnie jednak to słowo oznacza grubiańskiego, nadętego, zapatrzonego w siebie i niemile traktującego innych człowieka. Innymi słowy, nie nazwałam cię chujem.
2/ Chciałabym doprawdy wiedzieć, jaki jest sens pisania po... *dławi się* ...wie... *kaszle* ...ści... (a jednak przeszło mi to przez gardło), której treść trzeba WYJAŚNIAĆ czytelnikom, żeby zrozumieli, o co w niej chodzi? Jestem głęboko zaciekawiona, jakimi meandrami szła twoja logika.
Last but not least: jak chcesz się nowatorsko wybić w jakiejś dziedzinie, musisz najpierw opanować jej podstawy. To, co robisz, to błąd wielu spragnionych sławy. Zarówno Picasso jak i Whitman nie malowali/pisali OD RAZU tego, co ich rozsławiło. Penderecki też. Tylko domorosły artysta sądzi, że jak postawi na wystawie włączony odkurzacz owinięty papierem toaletowym (widziałam na własne oczy) i nazwie to "złożoność istnienia", to wszyscy zaraz uznają, że on Wielkim Artystą Jest, a jeśli ktoś nie rozumie Przekazu, to maluczki i przyziemny. Innymi słowy - chcesz pisać, zacznij robić to po polsku i zwięźle. A potem możesz próbować eksperymentów.
Ta analiza to coś, co dostałeś, bo na to zasłużyłeś. Kiedy to do ciebie dotrze, będziesz na dobrej drodze.

'N. pisze...

@AP

Tak, mam coś do dodania. Całkiem sporo nawet.
Ad 1: To, że praca gdzieś trafiła - cóż, umieszczasz w sieci to się z tym licz.
Ad 2: No i?
Ad 3: Co ma postanowienie poprawy pracy do tego, że obecnie dostępna jest wersja taka, a nie inna i takową skomentowano?
Ad 4: O analizę się zwykle nie prosi. Umieszczasz - licz się z tym, że ktoś ją zrobi.
Ad 5: A cóż Ty wiesz o pokroju Purpurowego? Bo ja, akuratnie, nic, a czytuję jego komentarze już jakiś czas, ale nie będę tu robił za wiedzącego lepiej; wzorem Ciebie.
Ad 6: To, że się o coś prosi to nie znaczy, że się to dostanie. Licz się z tym, że różni ludzie różne komentarze dostarczą. Że się nie podoba? Trudno się mówi. Inna kwestia, że wytknięto Ci parę istotnych rzeczy.
Ad 7: Krytyk literacki, że wiesz?
I, od siebie, osobiste - a po osiem, to masz problem z tym, żeby nie traktować ludzi, którym się nie podoba to, coś stworzył; jako gorszych, sfrustrowanych, etc. Zastanów się nad tym.

kura z biura pisze...

Nie no, błagam, nie kłam Waść. Cały długi wątek z mnóstwem konkretnych, konstruktywnych rad, co powinieneś poprawić! Jak pisać, żeby było, do cholery jasnej, zrozumiale! Rad udzielanych też przez osoby z dużym doświadczeniem redaktorskim!
i tak, pocieszaj się, że krytykujemy, bo nam samym nie wyszło. Skoro to ma Ci pomóc...

Dzidka pisze...

Ani my nie jesteśmy krytykami literackimi, ani ty nie piszesz czegoś, co można nazwać literaturą. Kula w płot.

Antypaladyn Pedigri pisze...

Nie, czuję się lepiej, bo widzę jak projektujesz na mnie swoje własne nadęte ego. Przekonany o własnej racji do tego stopnia, że niszczyłeś marzenie własnej dziewczyny. Na pewno wyjdzie lepiej na tym, że nie ma przy sobie kogoś, kto myśli, że jest cool, bo jest tak chamski (minus zabawny) jak House.

Nie wiem, ale dlaczego ty myślisz, że kogokolwiek obchodzisz, panie Wszystko-Wiem-Najlepiej?

Przypominasz mi takiego bully'ego z podstawówki, który stoi gdzieś z kolegami i pokazuje im, jaki to on cool nabijając się z przechodzących ludzi.

Rozumiem, że skoro dla ciebie osobiste tragedie to nic, to mogę ci ich życzyć? Przecież nie będziesz się użalał nad sobą, jak cię spotkają, co?

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Kura z biura.
Przyznaję, popełniłem błąd nie pisząc o tym. Faktycznie, specjalnie dla mnie stworzono wątek z radami. Bardzo go sobie cenię. Szkoda tylko, że analiza mało tamten wątek przypomina. Tam starano się powstrzymać od ataków ad personam. A tutaj? Autor ćpał pisząc to. Autor jest zboczony. Autor jest niewyżyty itd. W tamtym wątku było więcej konstruktywizmu niż tutaj.

Antypaladyn Pedigri pisze...

Ja wiem, jaki miałem w tym cel. A ty jaki miałaś? Brakowało ci materiału? Chciałaś pokazać innym jaka to jesteś mądra, ośmieszając mnie publicznie? Nie rób z siebie męczennicy. Nikt cię do analizy nie zmuszał. Nie robisz tego dla siebie, a dla poklasku (profil Fb, dwa blogi, forum).

To ma do tego, że poprawiona wersja przedstawiałaby dla twojej analizy mniejszą wartość.

Wybacz, ale normalnym ludziom pewne rzeczy nie przechodzą przez gardło. Chyba, że pod wpływem silnych emocji. Purpurowy jest chamem na trzeźwo. Ale przecież nie będzie się z powodu tego, że to napisałem żalił, prawda?

Owszem, wytknięto i słusznie. Mnie cały czas chodzi o sposób, w jaki to zrobiono. Nie, nie chodzi o głaskanie po głowie. Na innym forum mówiono mi wprost, że zdania są za długie, że trzeba wracać, że to jest niezrozumiałe. Ale byli też tacy, których konstruktywna krytyka składała się z inwektyw i ogólników.

Potrafię się zachowywać kulturalnie wobec osób, które krytykują mnie kulturalnie.

To wam radzę się przyjrzeć, w jaki sposób konstruujecie wypowiedzi. No, bo w końcu, jak mnie to nie obraża, to czemu kogoś miałoby. Zastanów się, czy to co napisałaś w komentarzu napisałabyś bliskiej osobie, np. matce. Jeśli masz wątpliwości, to czemu przyjmujesz, że ktoś zareaguje inaczej?

Nie cierpię muzyki Biebera, ale nie chodzę po teledyskach na Youtube pisząc w komentarzach obelżywie na jego temat, obrażając tych, którym jego muzyka się podoba. Czy moja praca wywołała w tobie taką nienawiść, że musiałaś się tym podzielić z wszystkimi?

Anonimowy pisze...

@AP

Tak, owszem, w pewnych kwestiach jestem przekonany o własnej racji. A to dlatego, że za dużo czasu spędziłem nad różnymi wytworami kultury, żeby to przeszło bez echa i żebym się niczego z tego nie nauczył. I dlatego, kiedy moja była zaczęła pisać wyjątkowo marne wiersze i opowiadania, wolałem jej oszczędzić publicznego upokorzenia.
Nie jestem cool, nigdy nie byłem i nie chcę być.
Nie przypuszczam, abym kogokolwiek obchodził, wyłączając może rodzinę i najbliższych przyjaciół.
Co do osobistych tragedii: owszem, tragedie obcych mnie nie obchodzą. Granicę empatii wyznacza konieczność dbania o siebie. To raz. Dwa, to że przeżywanie procesu żalu po stracie / żałoby a użalanie się nad sobą to dwie różne rzeczy.

P.

Dzidka pisze...

Nie tylko buc. Kretyn i histeryzujący ratlerek.

Ja kończę, szkoda mojego cennego czasu. Przecież to jego ciskanie się niczym się nie różni od obrażonych pokwikiwań tych trzynastoletnich dziewczątek, które nie posiadały się z oburzenia, że ośmieliliśmy się skrytykować ich opka o wampirach, Bieberze czy TH. Styl i argumentacja identyczna.

'N. pisze...

@AP

Weź mię wytłumacz, jak prostemu człekowi z ludu - o co Ci właściwie chodzi, bo im dalej w las, tym więcej asfaltu i ja już nie wiem.

Anonimowy pisze...

@Dzidka

No wiesz? Jak możesz się tak zniżać do mojego poziomu? ;-)
Cóż, szkoda, że ta cała dyskusja potoczyła się tak, jak przewidywałem. To faktycznie robi się nudnawe.

P.

Rani Sahiba pisze...

Przepraszam najmocniej, ale ile szanowny AP ma lat? Zawsze wiedziałam, że faceci dojrzewają później, ale żeby aż tak się rzucać z powodu jednej analizy, która w dodatku może pomóc Ci pisać tak, byś nie musiał tworzyć wstępów w stylu "co poeta miał na myśli"?
To przekracza moje zdolności pojmowania, ot.

Anonimowy pisze...

@AP
1. Krytyka TEKSTU, nie jest krytyką AUTORA
2. W dowcipnej formie pokazano Ci jak się czyta Twoje wypociny
3. Rzetelna krytyka literacka dotyczy literatury a nie takiego "czegoś"
4. Twoje tragedie to Twoja sprawa i nie ma związku z Twoimi "wypłodami"
5. Jeśli o Tobie piszą z wielkiej litery to nie pisz o "pokroju purpurata" i "wzajemnej adoracji"
6. A że w tekście piszą o Tobie per "AUTOR" - cóż zostawiasz ślady w necie i mogliby spokojnie pisać po nazwisku, ale nie o Ciebie im chodzi tylko o Twój bardzo marny tekst.
7. Czasami pomyśl, że nie cały świat kręci się wokół Ciebie - inni mogą mieć inne problemy i inne poglądy. komunizm upadł i tak się w świecie porobiło...
8. Purpurata się nie czepiaj o Lilith i paru innych wie więcej od Ciebie - poczytaj inne analizy i pomyśl... to nie boli
9. Po prostu - głupiś i tyle...

Antypaladyn Pedigri pisze...

Chciałem wrócić i to wyciąć, ale chciałem by było widać, że zmieniłem zdanie. Poza tym, to co kusiło mnie, by tam napisać nie chciało mi przejść przez gardło.

W takim razie wybacz, mieszkam w małopolsce i ludzie z małopolski tak będą to słowo odbierać.

Jeśli nie było to Twoją intencją, przepraszam za insynuowanie tego.

(w tym miejscu ustępuję i otwieram się, więc jak mi po tym wbijesz dzidę w odsłoniętą partię, nie dziw się, że zaatakuję).

To długa historia. Może to projekcja, przekonanie, że skoro ja mnie się to podoba i to rozumiem, to inni też. Może to się wydawać głupie, ale na podobnej zasadzie autor ślepo kocha swoje dzieło. Albo to jak przyjmowanie, że skoro my jesteśmy w porządku wobec innych, to inni będą też w porządku wobec nas. Coś w tym stylu.

Poza tym, podkreślałem, że praca była pisana w okresie, gdy moje priorytety były inne. Lubię styl high fantasy, lubię neologizmy, lubię eksperymenty, więc je w pracy zawarłem. Zrozumienie było rzeczą drugorzędną. Kiedy jednak postanowiłem to opublikować, oczywiste się stało, że muszę jakoś to rozwiązać. Byłem zbyt przywiązany do tego, co już napisałem, by to zmieniać, więc wyjaśnienia wydały mi się konieczne. Może też naiwnie sądziłem, że ktoś doceni ogrom pracy, jakiej wymagało napisanie czegoś w świeży sposób. Mógłbym pisać używając oklepanych wyrażeń, przysłów, uciekać się do oklepanych efektów z filmu, jak upuszczanie naczyń w szoku. Ale próbowałem dać coś od siebie. Przyznam, że dosyć późno, ale jednak zaczął mnie fascynować symbolizm i niezrozumiałość gry Silent Hill. Myślałem, że znajdzie się ktoś, kto poczuje satysfakcję z rozwiązania mentalnej zagadki.

Poza tym, chicałem też, by do pewnych rzeczy czytelnik doszedł sam, odkrył dla siebie, np. to, że chodzenie w kółko w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara miało symbolizować (podświadomą) chęć odwrócenia biegu czasu.

Czemu logika? Jestem prawomózgowcem. Skojarzeniowy styl pracy odzwierciedla prawomózgowy, skojarzeniowy styl myślenia. Nie chciałbym za bardzo w to wchodzić, bo to temat na osobną debatę. Kiedy lewomózgowiec myśli "muszę znaleźć pracę, bo nie mam kasy", prawomózgowiec myśli "muszę poszukać pracy w tej firmie, bo intuicja mi podpowiada, że tutaj ją znajdę (co podkreśla wewnętrzny przymus, który wręcz wykręca głowę w jej stronę). Możesz się śmiać, ja do tej pory tak znajduję pracę. Myślenia prawomózgowego nigdy nie pojmiesz, więc nie ma sensu rozwodzić się nad tym, które z dwojga jest lepsze. Wiem, wiem, lewą półkulę też powinienem rozwijać, ale nie wiem, czy i kiedy zobaczyłbym efekty...

W trakcie dyskusji z wami na forum uświadomiłem sobie coś... że przeczytanie tuzinów książek o pisarstwie daje przekonanie, że "to już umiem", więc mogę robić coś innego. Niestety, przekonanie, że coś się nauczyło, coś się umie, np. po obejrzeniu tutoriala wykonanego przez mistrza nie przekłada się na faktyczne umienie tego. To znaczy, coś na pewno wiem (np. by nie zaczynać od długiego opisu zachodu słońca, który nie ma związku z fabułą), ale nie poradzę nic na to, kiedy podświadomie popełnię błąd amatora.

Dopiero jakiś czas temu (w przypadku innej dziedziny) postanowiłem ćwiczyć mimo przekonania, że niczego się z ćwiczenia nie nauczę, bo wiem, jaki będzie efekt. Ale efekt często pozytywnie zaskakiwał.

Dzięki za dobre rady i za bardziej ludzkie podejście. Doceniam to.

Pigmejka pisze...

O Wspaniała Trójco Analizatorska, mogę postawić Wam ołtarzyk? Albo chociaż pomnik? :D Podziwiam Was, że z takiego... czegoś udało Wam się zrobić taką kwikaśną analizę. ;D

Hasło: "varietswe" - ano, czyste wariactwo.

jasza pisze...

Napisałeś, AP że:
"Miło, że wspominasz podobne fragmenty w książkach/filmach, ale ich nie czytałem/ nie oglądałem. Insynuowanie, że się na nich wzorowałem jest bezpodstawne."

W tym fragmencie analizy, gdzie padają nazwiska pisarzy sprzed wieku, nie sugerowano Ci, że się na nich wzorujesz, lecz napomknięto, że Twoje pisanie nie ma w sobie nic z eksperymentu, za to wiele z miernego epigoństwa.
W to, że nie czytałeś Strindberga czy Przybyszewskiego - wierzę. Obawiam się, że nawet z (niemodnym już!) postmodernizmem nie zapoznałeś się zanadto. O innych współczesnych nurtach literackich nie wspomnę.
***
Uraził Cię prześmiewczy styl analizy, więc tym bardziej ugruntowuje to moje przekonanie, że nie miałeś nigdy do czynienia z recenzjami wewnętrznymi wydawnictw. Daję Ci słowo, że w porównaniu z nimi NAKWa to pieszczoty, możesz więc nawet być z tego zadowolony, że tak łagodnie ktoś się obszedł z Twoim tekstem.
Co do żałoby po śmierci kogoś bliskiego - nie oczekuj, że świat z tego powodu na chwilę się choćby zatrzyma. A wylewanie żalu, że Twój tekst został zanalizowany POMIMO Twojej żałoby i próba wpędzania nas w poczucie winy z tego powodu jest równie niesmaczne, co dziecinne. To jak mamrotanie w szkółce, że ktoś zadania nie odrobił, bo...
***
Wytworzyłeś kawał złej (bardzo złej!) megalomańskiej grafomanii i tylko to nas interesowało.

Antypaladyn Pedigri pisze...

Ten post brzmi już po ludzku.

"Granicę empatii wyznacza konieczność dbania o siebie".

W porządku, taka postawa jest ewolucyjnie uzasadniona. Ale nie sądzisz, że przekonanie o tym, że każdy dba głównie o siebie sprawia, że projektujesz to na innych (że wszyscy tacy są)?

To nie jest żaden atak. Po prostu pewne rzeczy możesz sądzić o innych tylko dlatego, że dotyczy to Twojej własnej osoby.

Ja nie podzielam takiej filozofii. Człowiek z problemem to człowiek z problemem, więc staram się bezinteresownie pomagać ludziom poznanym w sieci. Dla mnie dobro innych jest ważniejsze niż moje własne. Tyle jeśli chodzi o problemy obcych

@ Dzida Nienawidzę tego, że w międzyczasie, gdy odpisuję, spuszczając z tonu na wiadomość kogoś, kto spuścił z tonu, zaraz natrafiam na kolejne ataki.

Anonimowy pisze...

Gniot, straszliwy gniot! Gościu, przeczytaj to sobie na trzeźwo. Tu nie ma co dorabiać teorii, to było straszne. Męczące, nudne, przerost formy (słabej zresztą) nad treścią (jeszcze słabszą), do potęgi Bór wie której...
Gdybym tego nie czytał, sporo bym sobie obiecywał po takim dictum.
Dokładnie :/ Myślałam, że to będzie może faktycznie jakiś novum, jakaś innowacja, a tu niestety bełkot w czystej postaci.Tragedia. Ten tekst można streścić w paru zdaniach:
Czekając na swoją niunię, zapaliłem świece, w kształcie cycatych aniołów. Zagapiłem się na ścianę, podnieciłem się, lecz zamiast włączyć red tube, podszedłem do okna. Potem wziąłem do ręki ramkę, która się stłukła. Wyrzuciłem ja do kosza.
I ty to nazywasz eksperymentem?!
Na czym niby on miał polegać? Na umieszczeniu jak największej ilości bełkotu na centymetrze kwadratowym?!

Anonimowy pisze...

@AP

No i widzisz? Można. Teraz możemy pogadać jak ludzie.

Wiesz, przywiązanie do czegoś, czemu poświęciło się czas i wysiłek jest zupełnie normalne - czy może inaczej; wydaje mi się normalne, bo sam tak miałem, jak w ramach ćwiczeń na harmonię pisałem różne bzdury. Z tym, że ja cały czas się bawiłem i poprawiałem do bólu, a i tak jak zaglądam w to teraz, to mi wstyd, że takie pierdoły wypisywałem. A to się okresy ze sobą nie kleją, a to za schematycznie, a to progresja za długa... A miałem też obczytane w trójwymiar literatury teoretycznej, zasady kontrapunktyczne Fuxa znałem na pamięć itd. Problem polega na tym, że można w dziele zawrzeć dużo dodatkowego przekazu (spójrz na chór z Pasji Mateuszowej Bacha "Herr, bin ich's?" i policz wejścia z tym tekstem, jest ich jedenaście, bo Judasz nie musiał pytać), ale to wszystko jest dobre, jeśli nie zakłóca odbioru dzieła jako całości.

Co do tej "prawopółkulowości", to mam wrażenie, że tylko się tym zasłaniasz, bo tak Ci jest wygodniej. Ale ok, to Twój wybór, czy będziesz chciał próbować coś zmienić, czy przy tym zostaniesz.

P.

jasza pisze...

Bardzo proszę, aby Anonimowi jakoś się podpisywali, żeby wiadomo było, do którego z tekstów się odnieść.

Dziękuję.
Pieczątka okrągła: generał Kolonas Waazon

Anonimowy pisze...

Placet.

ordynariat flotylli
L.S.

Anonimowy pisze...

Bełkot, bełkot koszmarny. Autor użala się na sobą a nie pomyślał jak to dzieło wpłynie na biednych czytelników. Żądam odszkodowania za nieodwracalne zmiany w psychice. Nigdy więcej!
Koyomi

Antypaladyn Pedigri pisze...

@ P.
Ciężko będzie mi to udowodnić, ale miałem zamiar pisać kolejne powieści w zupełnie innym stylu. Nie miałem zamiaru pisać o "Edenii" tak jak tutaj. Tutaj chodziło o to, aby nie powiedzieć tego wprost, a stworzyć atmosferę i poprzez omeny przekazać, że jego narzeczona właściwie to jest już "as good as dead". Nigdy nie przeszłoby mi przez palce napisanie tego, co się z nią stało przed śmiercią, więc odnosiłem się do tego przez "twarz" i "dłonie" zegara, które w angielskim faktycznie określa się face/tarcza i hands/dłonie.

W tym rzecz, że te pierwsze siedem stron są rezultatem bawienia się i poprawiania (w moim przekonaniu poprawiania) do bólu. Cóż, coś poszło nie tak "along the way".

Nie, nie zasłaniam się tym. Naprawdę. Nie mam i nie miałem ścisłego umysłu. Nie mam się po co zasłaniać, bo z takim umysłem muszę sobie jakoś radzić w życiu, w świecie, który został stworzony z myślą o lewopółkulowych. Prawopółkulowi, m.in. artyści nie są chyba znani z dobrego przystosowania do życia w sensie np. przedsiębiorczości, zaradności finansowej.

Feynman umyślnie rozwijał swoją prawą półkulę i chyba z dobrym rezultatem, więc może na rozwinięcia lewej jest jakaś nadzieja;)

Arctur Vox pisze...

Z całym szacunkiem dla osoby Pisaka (bo jeszcze gotowy mi tu łzami się zalać - rzecz jasna ciernistymi), ale jaką wielką literaturę ty chcesz tworzyć, inspirując się gierkami komputerowymi i tanią fantastyką? Ty masz w ogóle jakiekolwiek pojęcie, co to JEST literatura? Rozumiesz, co to jest przesłanie?

Uwaga, ulubione filmy Wielkiego Artysty i Inteligenta (zgodnie z jego profilem internetowym): Piła 1 i 2, Straszny Film oraz Matrix.

Zaiste, perły pośród światowej kinematografii! Taki na przykład Ingmar Bergson, albo, nie przymierzając, Eisenstein (oj, bo mnie zgnoją, lewaka!), to się mogą
schować - jakiż oni mogą wpływ na czyjąkolwiek twórczość?

Zatem, ostatecznie, mogę z całą pewnością rzec - towarzyszu, wyście gó*no, nie filozof!

kura z biura pisze...

Jezu, to tej narzeczonej coś się stało? Kolejna rzecz, która z tekstu NI CHOLERY NIE WYNIKA.

Anonimowy pisze...

"Pisać kolejne powieści" - to taki żarcik, rozumiem? Czy dobre samopoczucie dalej cię nie opuszcza?
Powieść to takie "coś" co się czyta.A przez twoją tfórczość, trzeba brnąć, wręcz czołgać się, z bólem i z pytaniem na ustach: Za jakie grzechy?!
Gdyby nie analizatorki, przestałabym czytać twoje wypociny już po pierwszych dwóch zdaniach, ale czego się nie robi dla przecudownych,jak zawsze, komentarzy? Wszystko! Nawet jeśli to oznacza migrenę, pojawiającą się automatycznie przy twoich fragmentach. Podejrzewam, że jak wywalisz co trzecie zdanie i co drugi przymiotnik, tekst zyska na sensie i urodzie.
Moe

'N. pisze...

@AP

Panie Pisak, ale zdajesz se pan sprawę, że w gąszczu wzniosłej i z nosa wyciągniętej metafizyki to pan sens zgubiłeś?

P.s: No też mi nie wychodziło, że ona martwa - raczej, że się rozstali.

Tesska pisze...

"Praca trafiła na forum, na którym w ogóle nie miała się znaleźć. To raz."
Znalazła się w miejscu idealnym dla niej - w miejscu zgłaszania grafomanii do analizy.

"Trafiło na forum, na które sądząc po poziomie wypowiedzi dobrowolnie nigdy bym się nie zapisał. To dwa."
Konto założyłeś dobrowolnie. Nikt Cię nie zmuszał.

"Zignorowano moje postanowienie poprawy pracy. To trzy."
Postanowienie poprawy to było te wywody, jaka Twoja praca jest genialna i wo ghule to się nie znamy? Poza tym sorry, bejbe, ale wydanie drugie zmienione i poprawione nie anuluje błędów pierwszego.

"Nie prosiłem się o analizę przez ludzi z tego forum. To cztery."
Analizę dostaje się jak order, za szczególne zasługi. Noś z dumą i ciesz się.

"A na pewno nie przez ludzi pokroju purpurowego. To pięć."
Patrz wyżej.

"Prosiłem o konstruktywną krytykę. Dostałem w przeważającej części destruktywną, która sprowadza się do stwierdzenia "nie pisz więcej". To sześć."
Konstruktywnej krytyki dostałeś aż w nadmiarze. A wystarczyłoby jedno zdanie: Nie pisz TAK NIGDY więcej.

"Większość krytyków literackich zostaje krytykami, by wyładowywać swoje frustracje z powodu własnej porażki literackiej. To siedem."
Ktoś tu pisał o projektowaniu... :D

jasza pisze...

Pięknie rozczulasz się nad sobą, przepięknie.
Nawet to, że jesteś mańkutem próbujesz przekuć nagle w jakąś metafizyczną moc Artyzmu, która dotknęła głębi Twego jestestwa.
A prawda jest banalna - lewo- czy prawopółkulowość na nic się nie nada, jeśli ktoś tym tłumaczy swoje braki intelektualne i generalną niechęć do uczenia się.
Jest sporo lewopółkulowych matołków i tak samo dużo wśród prawopółkulowych. Nie jesteś więc wyjątkiem.


hasło untalpula. Od dłuższej chwili się temu przypatruję...

Szprota pisze...

Ojej, się narobiło.

Antypaladynie: z tymi półkulami to trochę cię ktoś oszukuje, podział na ścisłowców i humanistów jest dość sztuczny i mocno szkodliwy - pozwala na odpuszczenie sobie "e, ja jestem humanista, to już liczyć nie muszę". Cóż, skille językowe, charakterystyczne dla humanistów nie usprawiedliwiają nielogicznego myślenia. Warto rozwijać jedno i drugie, przyda się już nawet nie przy literaturze, a w codziennym życiu, także zawodowym.

Co do samej analizy, chyba reszta z nas powiedziała, co chciałam powiedzieć: eksperyment nieudany i naprawdę wydawał się bredzeniem rozerotyzowanego nastolatka na środkach psychotropowych. Rozumiem, że założenie było inne; cóż, oceniałam efekt - swoją drogą dzięki za zabawę w rozrysowywanie tych nieszczęsnych kotwic i serduszek.

@Arctur Vox: o, tutaj sobie wyproszę, sama jestem wielbicielką Matrixa, porządna znajomość popkultury to również jakaś miara wykształcenia, a jej deprecjonowanie zakrawa na snobizm.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Arctur.
Zdajesz sobie sprawę z tego, jak stara jest ta lista?

@Tesska
Powiedzmy. Anonimowe patrzenie na to, co się na tamtym forum wyprawiało nie było zbyt przyjemne.

Nie identyfikuję się już tak bardzo z tym, co w tym komentarzu napisałem, a szczególnie z tym, o Purpurowym i niedostatecznej konstruktywnej krytyce. Nie ma co głupio trwać przy tym, jeśli zmieniłem na ten temat zdanie.

Anonimowy pisze...

Ale się ślicznie Pisak zaperzył :)

Poza tym: wariuję

"więc powinno zawierać jak najwięcej wartościowych elementów, tzn. powinno być zabawne lub prowokujące do myślenia lub pięknie napisane lub zawierać interesującą grę słowną lub zapadać w pamięć lub uczyć czegoś lub zawierać inne elementy z długiej listy zawartej we wspomnianym artykule"
Zauważcie użyte LUB: to zapada w pamięć (choćby krótkotrwałą)

Purpurat: [5(n mod 12)+2,5]' jak rozumiem, wzór określa minutę, na której znajduje się krótka wskazówka, o godzinie n:30. Więc może pójść krok dalej - [5(n mod 12)+5(n mod 12)/12]' dla godziny n:n

"Im większym ułamkiem wieczności zdawała się jej niespodziewana nieobecność, (...)
wyłącznie wydłużając sekundy w milisekundową nieskończoność,"
Czyli czas nieobecności to n dzielone przez nieskończoność
Zakładając, że ludzki organizm jest podobno zaprogramowany na 120 lat (a to nierealne maksimum), n -> 379123200000 [milisekund]. Sorry, ale z n/nieskończoność wychodzi 0. Tym tokiem rozumowania w ogóle na nią nie czekał...

Otóż przez to mazanie po kalendarzu udało im się niechcący narysować: dupę, dupę nabijaną na trójkątny pal oraz cycki na wysokości penisa we wzwodzie.
BoChaterka ulegała "wewnętrznemu przymusowi utrzymania symetrii absolutnie we wszystkim, co znajdowało się w zasięgu jej wpływu", więc strzeliła focha. Nie prościej by było po prostu symetrycznie te elementy dorysować?

Mózg wylewa mi się uszami, skutkując czepialstwem; a to dopiero połowa analizy...

Maladie

Arctur Vox pisze...

Szproto, sam obejrzałem z przyjemnością Matrixa, ale nie niesie on jakiegoś specjalnego przesłania, przyznasz sama (pomińmy milczeniem radosne wywody spiskowców widzących w dziele Wachowskich przepowiednie NWO i inne masonerie).

Jeśli popkultura, to raczej pokroju "Ubika"... ale tu z kolei stajemy przed dylematem - czy "Ubik" to jeszcze popkultura, czy już sztuka?

Antypaladyn Pedigri pisze...

Maladie.

Co do tych obliczeń, nie mam tego jak sprawdzić, więc chyba będę musiał uwierzyć na słowo;)

@Arctur
A co do Ubika, to jedna z moich ulubionych książek.

Arctur Vox pisze...

Radzę zatem wyciągnąć jakieś wnioski z czytanych lektur.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Arctur Vox

Dobra rada, ale nie śmiałbym się równać z którymkolwiek ze znanych pisarzy czy marzyć o osiągnięciu ich poziomu;/

Szprota pisze...

@Arctur, no nie do końca, przecież można wyczytać kilka komunikatów (już bez zagłębiania się w to, jak bardzo są (nie)odkrywcze):
- to, co postrzegamy, jest iluzją
- ludzkość to wirus
- zwycięża wiara/ zaufanie i miłość
Dla mnie to jeszcze dodatkowo film o bezsilności, ale to raczej temat na notkę na blogu niż komentarz pod analizą; generalnie sentyment mam duży.
I to zupełnie w oderwaniu od paranormalnych bredni, bo do Matrixa nawet przyczepili się buddyści, że niby buddyjski.

O Ubiku się nie wypowiem. A Łowca Androidów? Czy w ogóle musimy rozgraniczać?

jasza pisze...

@AP
>Co do tych obliczeń, nie mam tego jak sprawdzić, więc chyba będę musiał uwierzyć na słowo ;)

Rozśmieszyłeś mnie tym starannie. Wychodzi z Ciebie leń i nygus, któremu nie chce się sprawdzać jakichkolwiek podanych informacji, choć byłyby nawet przydatne w życiu.

Arctur Vox pisze...

No, ale w jakim stopniu wyczytanie tych komunikatów zależy od autorów, a w jakim stopniu od oglądającego i tego, co sam sobie wyczyta?

Bo z takim zjawiskiem chorobliwej nadinterpretacji to, niestety, zbyt często mamy do czynienia dzisiaj...

Sukces Matrixa raczej nie polegał na wzniosłych filozoficznych wartościach, ale wielkiej i efekciarskiej rozpierdusze ;]

Anonimowy pisze...

@maladie

Nie chciałem uogólniać, działajmy dyskretnie. ;-)

P.

Adwokat pisze...

To było złe. Źle mi, jak ktoś tak pisze. Może to po prostu ja nie lubię, ale nie wydaje mi się, żeby to było wielkie dzieło.
Chociaż analizatorzy bardzo ładnie wybrnęli. I kolorki się bardzo malowniczo ułożyły.
Jestem pod wrażeniem dużej wiedzy pana Purpurata.
Pozdrawiam i dziękuję za dużą porcję powodów do kwiku :).

Szprota pisze...

Bardzo was przepraszam za tego sub-flejma o Matrixie, ale czasem i w życiu Szpro przychodzi moment, gdy nie zdzierża.

No, ale w jakim stopniu wyczytanie tych komunikatów zależy od autorów, a w jakim stopniu od oglądającego i tego, co sam sobie wyczyta?

Bo z takim zjawiskiem chorobliwej nadinterpretacji to, niestety, zbyt często mamy do czynienia dzisiaj...


IMHO te komunikaty wynikają wprost z fabuły filmu, nie trzeba do tego naditerpretacji. O ludzkości jako wirusie jest powiedziane otwartym tekstem, podobnie o iluzji; Neo jest wskrzeszany pocałunkiem i gdy zawierza swojemu przeznaczeniu, staje się Wybrańcem,

Sukces Matrixa raczej nie polegał na wzniosłych filozoficznych wartościach, ale wielkiej i efekciarskiej rozpierdusze ;]
Nie zaprzeczyłam temu, wskazałam tylko, że w przeciwieństwie do tego, co twierdzisz, jest w tym filmie kilka przesłań. Dość banalnych, ale jak się ma 17 lat, to banał smakuje inaczej.

jasza pisze...

@Arctur Vox:

> Sukces Matrixa raczej nie polegał na wzniosłych filozoficznych wartościach, ale wielkiej i efekciarskiej rozpierdusze ;]

Na której AP chciał się wzorować przy opisach walk. Powtarzam - chciał.
Opis cieknącego gluta z nosa zajął mu trzydzieści słów. Można podejrzewać, jeden kopniak w trzewia (ze wszelkimi odniesieniami do całej wiedzy autora) wypełniłby kolejny rozdział...

To coś jak opowieść Fiszera: "wyobraźcie sobie, tam tańczył Kozak. Skakał pod sufit i baaardzo wolno opadał".

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Jasza
Punkt ciężkości przy walkach miał leżeć w oryginalnej choreografii walk, a nie w opisach.

Arctur Vox pisze...

Dah, jakiego tam zaraz flejma, toż to kulturalna wymiana poglądów jest!

Szczerze mówiąc, to przyznaję Ci, Szproto, rację, niemniej to trochę tak, jakby mówić, że niedzielne kazanie księdza z ambony jest czymś więcej, niż tylko zbiorem frazesów i oczywistości.
W Matrixie mamy dokładnie to samo, tyle że wszystko podlano jeszcze dobrym wykonaniem ;]

@jasza: Tylko ciekawe, kto taki będzie w tych walkach uczestniczył?

Bo nasz protagonista zapewne kropnąłby na zawał zaraz po ujrzeniu przeciwnika.

jasza pisze...

@AP: Czy to ja mam Ci odpowiedzieć na to pytanie?! Sam przecież, we wstępie napisałeś:

> powieść łączy motyw religijny z pogaństwem, mitologią, ezoteryką, scenami walk rodem z filmu Matrix.

no więc nie rżnij teraz wariata.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Jasza
Owszem, tak napisałem, ale przecież nie znaczy to, że miałem zamiar kopiować choreografię.

jasza pisze...

Jakie "kopiować"?!

Opisywać! Własnym słowem opisać scenę bójki. W swoim tekście, w rzeczywistości przedstawianej przez siebie dać coś własnego!

Anonimowy pisze...

BORUZIELONY

Nie dotrwałam do końca tego wywodu odautorskiego, dłuższego, zdaje się, niż pięć lat płodzony w mękach rozdział pierwszy...

Nigdy, nigdy dotąd nie widziałam CZEGOŚ TAKIEGO.


An

Anonimowy pisze...

P.S.

Idę się odtruć Balzakiem.

An

Anka aka Eowyn pisze...

Matko Borsko i córko, proszę was, nie róbcie mi tego więcej. Ja już naprawdę wolę wyzwoloną, czystą głupotę od takiego czegoś. A przebrnęłam ledwie przez "wstęp" aŁtora do powieści. NJN była ciężka, ale to jest jeszcze gorze.

Anonimowy pisze...

"Myślałem, że znajdzie się ktoś, kto poczuje satysfakcję z rozwiązania mentalnej zagadki."

...

Towarzyszu Autorze. Próbowałam Ci to przekazać już na Mirriel, w krótkich, żołnierskich słowach. Nie wyszło, więc spróbuję raz jeszcze, tym razem dłużej:
Mało kto ma ochotę rozpracowywać sposób myślenia autora, wyłapywać wszystkie jego ew. skojarzenia, innymi słowy - mało kto sięga po książkę, by zrobić jej autorowi psychoanalizę. Jeszcze mniej chętnych będzie na rozpracowywanie tekstu zdanie po zdaniu, w poszukiwaniu ukrytych znaczeń, nawiązań czy Bór wie czego, tymczasem Ty uważasz to za psi obowiązek czytelnika.
Towarzyszu Autorze, to, czego Wy oczekujecie, to żadne "rozwiązanie mentalnej zagadki", to po prostu marzenie o tym, by cały świat rzucił się sprawdzać, co Wam tam w głowie siedzi. Tymczasem znakomitej większości świata to zwyczajnie nie obchodzi.

I Ty się dziwisz, że mają Cię za megalomana?


Aha, i na zakończenie: szastanie wiedzą na prawo i lewo, bez okazji, nie świadczy o mądrości. Raczej o tym, że ktoś ma nawrót słownej biegunki. Zostawmy półkule i trzymajmy się tematu, right?


Hasz

Anonimowy pisze...

Łojejku jejku, jakaż tu wrzawa O.o Zajrzałam w sumie dlatego, że na "Przyczajonych" ktoś w komentarzu wspomniał o tej burzy tutaj...

Tffur jest potworny. Zdarzało mi się już widzieć podobne bełkoty - zawsze najbardziej zdumiewa mnie fakt, że ich autorzy (rzadziej autorki z jakiegoś dziwnego powodu) uważają się za pępek świata, krynicę mądrości, wizjonerów i przyszłościowych myślicieli. Łomateczko.
Nie dziwię się, że wydawnictwa kazały Ci się nad sobą poważnie zastanowić, jak sobie przypomnę panią Brzezińską na ostatnim Pyrkonie, opowiadającą o grafomanach przesyłających swoje płody do wydawnictwa. Nie zazdroszczę im pracy - podejrzewam, że po pierwszych trzech zdaniach z rykiem rzuciłabym "dziełem" o ścianę.

Jak ktoś już słusznie wspomniał, powieść się czyta, a nie się przez nią pełznie. Jeśli KIEDYKOLWIEK będziesz chciał coś wydać, albo chociaż podzielić się z szerszym gronem gdziekolwiek, musisz to zrobić ZROZUMIALE. I nie tak, że do każdego zdania zrobisz "okienko z tłumaczeniem" (coż za absurdalny pomysł, swoją drogą...). Dzieło musi bronić się samo, jeśli tego nie czyni - do kosza z nim.

Swoją drogą, jako osoba pisząca od lat ze zmiennymi sukcesami, radzę Ci cały ten twór pięcioletnich przeszło męczarni zwyczajnie skasować i wziąć się za coś nowego. Albo przepisać to zupełnie od zera, nie powtarzając ani jednego zdania, ani jednej jego części. Wierz mi, w inny sposób nie wybrniesz z własnego bełkotu.

Nadira

PS. Analizatornia rulez, bez Waszych komentarzy, moi kochani, nie przebrnęłabym przez wstęp ;) A tak się choć trochę od rana pośmiałam...
Grzechotnik od kapeli rządzi ^.^

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Nadira

Ktoś napisał, że komentarze od wydawnictw są jeszcze gorsze. Możliwe. Nie wysyłałem niczego do wydawnictw, więc nie wiem. Wiem tylko tyle, ile napisano w książkach o pisarstwie. Wywnioskowałem, że silą się na profesjonalizm i uprzejmość, jeśli w ogóle znajdą czas, by napisać coś więcej niż kilka linijek lub czegoś według gotowego wzoru.

I muszę wreszcie wyjaśnić, że pięć lat zajęło zapisywanie ponad 900 stron notatek, szkiców scen, pomysłów i wszystko jest zapisane w normalnym stylu. Nie pisałem tych pierwszych siedmiu stron przez pięć lat.

Pomijając wstęp, dzięki za wyważony i konstruktywny komentarz.

Anonimowy pisze...

@AP
skoro sporządziłeś tyle stron notatek i szkiców to nie mogłeś wybrać z nich tego, co jasne i przejrzyste, zrozumiałe i Twoim zdaniem literackie, zamiast udziwniać, komplikować kombinować i na koniec zgrafomanić?

RobOT

'N. pisze...

@AP

Skoro 900 stron przeróżności w "normalnym" stylu - to skąd potem ten niezrozumiały i przepakowany do wypęku dziwną metafizyką strumień świadomości?

Napisałeś coś jeszcze?

Anonimowy pisze...

P.S. Nie "silą się na profesjonalizm" tylko zachowują się poprawnie - nie chcą zniechęcać autora i starają się uniknąć wycieczek Ad personam. Tak się robi w kulturalnym towarzystwie. Podobnie w analizie - chodzi o ocenę tekstu i tylko tekstu a nie podteksty osobiste
RobOT

SStefania pisze...

Chwilunia, nic nie wysyłałeś do wydawnictw, a już w samym wstępie obsobaczyłeś je za nieuczciwość i niepublikowanie debiutantów? No w sumie Feliks Kres tłumaczył kiedyś takie zachowanie jako "zbluzgam cię na wstępie żeby pokazać, jaki jestem wyluzowany i jak bardzo mi nie zależy". Bo nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Swoją drogą, poczytaj "Galerię złamanych piór" rzeczonego, niecałe trzydzieści złotych i mnóstwo ubawu. I dowiesz się, co złego jest w stylu takim, jak Twój z powyższego fragmentu twórczości.

To teraz tak: najbardziej lubię właśnie takie analizy: erudycyjne, z pojazdem nie po nastolatce która ma szansę wyrosnąć z kwiecistego opisywania jak to kocha Billa/Sasuke/Justina/kogokolwiek, a po zadętych grafomanach którzy powinni mieć już jednak trochę oleju w głowie. Dostarcza to więcej śmiechu, zabawy, satysfakcji i przy okazji uczy.
Dużym zaskoczeniem też była dla mnie reakcja autora, który owszem, trochę się rzucał, ale nie bluzgał, nie straszył sądem, dał sobie to i owo wyjaśnić, a i sam się z niektórych rzeczy wytłumaczył. Serio, szacuneczek, Antypaladynie. Może jeszcze dasz radę napisać coś zdatnego do spożycia, ja Ci tego szczerze życzę.

A Ty, Arctur, jeśli już się popisujesz pogardą dla banałów i "gierek komputerowych" (tak, ubodło mnie, bo Silent Hill to górna półka, więc i wysokogatunkowa inspiracja), mógłbyś chociaż sprawdzić nazwisko Ingmara, który nazywał się Bergman.

'N. pisze...

@RobOT

Chyba szło o komentarze "Co autor brał?" i tego typu

Mam nieodparte wrażenie, że AP bardzo chciałby być traktowany indywidualnie i wyjątkowo, a podejście "jak zwykle, czyli uprzejmie a rzeczowo" - to już be.

Arctur Vox pisze...

@SStefania: Wybacz mi błąd wywołany ogólnym zmęczeniem...

A Silent Hill - zaprawdę, górna półka wśród gier komputerowych. A gry, jak sama nazwa wskazuje, służą zabawieniu ich użytkownika lub ewentualnemu przestraszeniu.

Za to nie uczą zbyt wiele o świecie i jego wartościach.

Anonimowy pisze...

@ 'N
No sorry, jak widzę kawałek bełkotu to pierwsze co robię, to sprawdzam w FP V (Farmakopea - dla niewtajemniczonych) jaki neuroleptyk może dać takie objawy uboczne - ale nie znaczy to że Autora nie lubię, nie kocham i inne takie - tylko znaczy to, że to, co czytam jest raczej błeee... Jak mi w wydawnictwie pierwsze wypociny poprawili to dwa dni kulałem się ze śmiechu nad własną głupotą, a wydawało się taaaakie mądre ;-)
RobOT

'N. pisze...

@RobOT

Ty yo wiesz, ja to wiem - ale aŁtory nie wiedzą i się bardzo złoszczą z powodu takich komentarzy. Tak jak napisawszy wyżej - AP, ale nie tylko, bo to chyba jakaś cecha aŁtorów; bardzo chce być traktowany indywidualnie, zauważony i w ogóle; toteż sobie dorabia ideologię do komentarzy zawierających słówko "autor" ;)
Ja swój bełkot żem był spalił, jak tylko trafiło do mnie, że to jednak nie jest takie fajne i ucieszne jak być powinno ;)

SStefania pisze...

@Arctur:
A Siódma Pieczęć - zaprawdę, górna półka wśród filmów. A filmy, jak sama nazwa wskazuje, służą pokazywaniu ruchomych obrazków. Za to nie uczą zbyt wiele o świecie i jego wartościach.

A tak już nie rzucając makaronem: przykro mi, że tak mało najwyraźniej wiesz o moim ulubionym medium, że traktujesz je z pogardą. No ale przecież masz prawo, tak jak mnie ma prawo być smutno.

@RobOT:
Jak mi w wydawnictwie pierwsze wypociny poprawili to dwa dni kulałem się ze śmiechu nad własną głupotą, a wydawało się taaaakie mądre
Które to wydawnictwa poprawiają? Słyszałam, że to, co im się nie podoba tylko wywalają i nawet o tym nie powiadamiają autora. Szczerze mnie to interesuje, na wypadek, gdybym jednak coś sama stworzyła kiedyś ;)

Gabrielle pisze...

Może też naiwnie sądziłem, że ktoś doceni ogrom pracy, jakiej wymagało napisanie czegoś w świeży sposób

Ktoś docenia ogrom pracy, który włożyło się w napisanie czegoś w świeży sposób. Warunek jest jeden, tyciuni. Coś musi być napisane w świeży sposób.

Antypaladyn Pedigri pisze...

Dziękuję za całą serię wyważonych komentarzy od mojego ostatniego postu.

@SStefania Był niedawno temu komiks o Dilbercie, w którym Szef wywnioskował, że kandydat do pracy musi mieć wysokie kwalifikacje, bo inaczej nie zachowywałby się jak burak na rozmowie kwalifikacyjnej (zdziwiło mnie to, że niektórzy w komentarzach pisali, że sami znają takie sytuacje, ale nie wiem czy w to wierzyć).

Czytałem opowiadania Feliksa Kresa. Bardzo dobrze je pamiętam.

Wiesz, dzięki, że to zauważyłaś. Nie jestem święty, pewne rzeczy dotykają mnie osobiście, więc reaguję emocjonalnie, ale na wyważone komentarze nie (a przynajmniej staram się) reaguję atakiem.

Cóż, postaram się napisać coś lepszego/to lepiej, ale obiecać, że mi to wyjdzie nie mogę.

Co do gier... sądzę, że spadłyby na mnie gromy, gdybym powiedział, że moją ulubioną grą jest Final Fantasy VII (poza tym jeszcze Disciples 2, seria Fallout). Wiem, co się o niej sądzi, ale mnie się podoba koncept strumienia życia, materii jako skondensowanego życia i fabuła, jaką zainspirowała śmierć matki producenta tej gry.

@N. W wieku 16 lat napisałem opowiadanie tak absurdalnie głupie, nielogiczne, że sam zabrałem się za jego analizę. Robiłem kilka wersji tego opowiadania. Jedna też była w stylu inspirowanym Conanem, ale tam był tylko ogromny pompatyzm. Kolejna wersja opierała się na zasadzie "każde zdanie ma być zabawne/luzackie" i do tej wersji mam największy sentyment, choć potem odkryłem, że bohater nie ma osobowości, więc wydarzenia musiałem wymyślać osobno, a nie jako konsekwencję jego czynów wynikających z jego charakteru (na zasadzie "tu będzie walka z golemami, tutaj walka w powietrzu, tu mu się to przydarzy).

Większość pomysłów rozpisywałem tak, by starczyło na kilka kolejnych stron, np. rzeczoną "Edenię" albo pomysł oparty na cesze Midasa, o którym jednak nie chcę pisać, bo wydaje mi się dosyć oryginalny i jest mi bliski. Sporo było pojedynczych scen, takich mikro-opowiadań, np. dramatyczna scena z dezintegrującymi drzewami.

Zawsze miałem problem z pisaniem opowiadań, bo nie chciałem się formatem ograniczać. Wiesz, że postanowię sobie, że napiszę tylko tyle, a potem się okaże, że nie będę potrafił tego skończyć i trzeba będzie przerabiać resztę, by zrobić z tego powieść (np. dać bohaterom głębszą osobowość). Dlatego koncentrowałem się na powieści.

Ale tak jak pisałem, miałem zamiar każdy rozdział zrobić w innym stylu. Każdy rozdział miał odzwierciedlać charakterystykę innej karty tarota, a tak wypadło, że pierwsza karta to Głupiec (stąd podkreślone słowo w cytacie na początku). Mag miał odzwierciedlać m.in. intelekt, zdrowy rozsądek, panowanie nad rzeczywistością. Praca miała być zbiorem różnych stylów.

A dlaczego taki styl? Pisałem/poprawiałem pracę warstwami. Tych normalnych nie zdążyłem jeszcze poprawić/zepsuć.

Nie piszę skomplikowanych zdań od razu, bo to wymaga pomysłu, a ten przychodzi dopiero po długim czasie ciężkiej pracy.

Poza tym, w mniej więcej normalnym stylu jest napisana scena przed łazienką, która wprowadza taki niezwykły odtwarzacz muzyczny, który służy jako hmm, wyrocznia. Ale wątpię, by akcja była taka dramatyczna. Dialogi starałem się pisać naturalnie, ale przyczepilibyście się do wstawek między i po partiach dialogowych. Może i słusznie, bo gdyby ich ruchy nagrać i przyspieszyć, sprawialiby wrażenie ludzi z ADHD.

@RobOT
Długa historia. To tylko szkice. Przez mój perfekcjonizm/Wieczne niezadowolenie z tego, co napisałem (nazwij to jak chcesz) nie zadowalały mnie zwyczajne opisy. Może to wynika z tego, że nie wierzyłem, że proste słowa potrafią zrekompensować to, że niewiele się dzieje. NIGDY nie napisałbym tych siedmiu stron, jak streszczenie, bo czekanie jest nudne, więc próbowałem to nadrobić m.in. kreatywnym foreshadowingiem. Chciałem, aby forma rekompensowała oczekiwanie na to, aż coś się stanie. Nie chciałem przyciąć tego do streszczenia "czekał, nudziło mu się, chodził po mieszkaniu", bo pozbawiłbym się szansy na charakteryzację protagonisty.

kura z biura pisze...

Wiesz, nie musiałeś opisywać czekania na siedmiu stronach...

'N. pisze...

@AP

Wszystko fajnie. Problem w tym, że fajnie dla Ciebie - postronna osoba, choćby nie wiadomo jak otwarta na metaforyczne opisy - zwyczajnie w tym ginie, bo nie jest Tobą. Postrzegać tekst można tylko przez Twój pryzmat - podchodząc do niego w sposób przeciętny lub pozbawiony odniesień to się zrozumie przecinki. Rozumiem ideę dzieła osobistego, ale wtedy nie ma się co złościć, że reszta nie rozumie.

A napisałeś coś, co można gdzieś przeczytać?

P.s: FFVII rzonci. A najbardziej Seph-Nataku.

'N. pisze...

@Kuro

A czemu? Mógł - aby zrozumiale ;)

SStefania pisze...

@Antypaladyn:
Okej, za lubienie FFVII spojrzę tylko trochę spode łba bo to przecież oczywiste, że Szóstka najlepsza, ale za Disciplesy jeszcze więcej szacuneczku. No i, ogólnie, masz prawo lubić wszystko, co lubisz, a ja bardzo nie lubię i nie rozumiem oceniania kogoś przez pryzmat niedostatecznie elitarnych dzieł, które mu się podobają. Ale - podobają, a nie stanowią element czy podstawę fanatycznie pojmowanej filozofii życiowej.
I też czytuję Dilberta i znam tamten pasek, chyba najlepszy z ostatnich, piąteczka.

pewne rzeczy dotykają mnie osobiście, więc reaguję emocjonalnie
Wydaje mi się, że w Twoim własnym interesie leży, żeby się jak najmocniej zdystansować - mnie nie da się strollować nawet objeżdżając grę którą kocham najmocniej (Okami, gdyby ktoś chciał spróbować), a tym bardziej cokolwiek z mojej własnej twórczości. Polecam, wygodne.
(Aha, oczywiście, że smuci mnie jeżdżenie po grach i komiksach jako mediach niepełnowartościowych tylko z racji ich młodego wieku, czemu powyżej dałam wyraz - ale na krótko, bo mam czym się pocieszyć, ale nie będę rozwlekać, chciałam tylko podkreślić że nie jestem niespójna.)

Każdy rozdział miał odzwierciedlać charakterystykę innej karty tarota
Nie rób tego - tarot i szachy są tak ograne, że nawiązania do nich są z góry skazane na banał. No chyba, że weźmie się za to ktoś wielki z ogromnym doświadczeniem, a i to nie jest pewnik.

Nie piszę skomplikowanych zdań od razu, bo to wymaga pomysłu, a ten przychodzi dopiero po długim czasie ciężkiej pracy.
Taka metoda jest trochę bez sensu - Ty ciężko pracujesz nad napisaniem, a czytelnik nad rozszyfrowaniem. I zawsze z tyłu głowy przemyka złośliwa myśl, że pięknymi słowami chciałeś ukryć to, że nie masz nic do powiedzenia. No ale Kresa czytałeś, więc powinieneś kojarzyć.

Antypaladyn Pedigri pisze...

Odniosę się po kawałku do niektórych części analizy.

Na spokojnie analizę czyta się lepiej i pewne uwagi zyskały w moich oczach, np. "Bierzcie i...", bo zgrabnie odnosi się do tematyki pracy;)

"Świat, gdzie założenia estetyczne są ważniejsze od zdrowego rozsądku"

Nie do końca. Nie poprzestałem na wcześniejszych wersjach, wyrażeniach i metaforach właśnie tylko dlatego, że uświadamiałem sobie, jakie to głupie i nielogiczne.

Świat, wreszcie, gdzie przymiotnik zastępuje tabulator w formatowaniu.

Tu muszę wyjaśnić. NIENAWIDZĘ rozstrzelonego tekstu. Wers akceptuję tylko wtedy, gdy zostaje w nim mniej niż pięć spacji/miejsc na znak. Kompromisem było dzielenie wyrazów, ale - penumbra - jak mnie Wordpress wkurza tym, że podkreśla mi oddzielone sylaby jako błąd. Chciałem, by tekst na stronie wyglądał estetycznie, bo tak mi się przyjemniej pisze. Podobnie NIENAWIDZĘ wstawiać słów z dużej litery w środek wersu. Chcę, by mój wers był równy jak przystrzyżony trawnik (może to i dziwne, ale np. Q'nik z CD-Actiona nienawidzi wiszących przecinków. Inni nienawidzą trzykropków).

"Na moje oko, to ktoś tu korzystał z zaćmień (albo i pomroczności jasnej) przez jakieś pięć lat."

Przez pięć lat to nie zwracałem na nie uwagi albo nieświadomie marnowałem na coś innego. To było jak niesamowicie silny wewnętrzny przymus.

"Inquilibrium" to połączenie "Inquisition" i "Equilibrium".

"a są chrzty niechrześcijańskie?"
W NKJO w Zakopanem pracowała pani mgr, która zmuszała studentów do tego, by przychodzili na konsultacje po zajęciach, a okazało się, że na tych zajęciach próbowała ich werbować do zgromadzenia (właściwie to sekta). Studenci się poskarżyli, paniusia wyleciała z roboty. Potem widziano ich, jak brali chrzest w rzece w Nowym Targu. Słyszałem to od nauczyciela i bodaj potwierdziła to jedna ze studentek, więc pewnie coś w tym jest. Niechrześcijański chrzest? Jest.

"Płodzenie literatury przedmiotu do własnych utworów to już przejaw megalomanii, jak na mój gust."

Przy czym to praca dygresyjna, więc większość nie jest na temat.
Właśnie w tej pracy nabijałem się, krytykowałem, rozbierałem na części fragment idiotycznego opowiadania, jakie napisałem sam w wieku 16 lat. Megaloman tak nie robi;) Zresztą, nie znaczy to, że będę się wiecznie zgadzał z tym, co tam napisałem.

"A o charakterystyce pośredniej to kiedyś się słyszało?"

Chciałem, żeby wyczytano z fragmentu o pająku i muchach, że jest wrażliwy, wrażliwy na cudzą krzywdę, szanuje życie itd. ale charakteryzacja pośrednia mi nie wyszła. Zobaczyli w nim tylko idiotę, który wyrzuca muchy przez okno.

Przede wszystkim piszę o tym, co mnie się przytrafiło, co jest mi bliskie. Sam mam taki stosunek do pająków i sam wyrzucam muchy przez okno, jeśli nie ma ich za dużo i akurat jakąś złapię.
Widziałem, co stało się bratowej natychmiast po zabiciu pająka. Nie mam zamiaru narażać się instant karmie, jak w jej i dziesiątkach innych przypadków, które widziałem.
Mam nadzieję, że nie przyjmiecie, że skoro piszę o morderstwie czy innym podłym czynie, to mam je na sumieniu czy coś wiem o kimś, kto tego dokonał.

Tylko dlatego, że coś przeżyłem piszę o rzeczach, które wydają się dziwne.

"umiarkowanego chrześcijanina"

takiego, który nie jest fanatykiem. Podchodzę do spraw religii z dystansem, z humorem, ale są rzeczy, których za żadne skarby, np. z krzyżem nie zrobię - ani w rzeczywistości, ani w pracy.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Kura
To czekanie spełnia jakąś rolę - ekspozycja, charakteryzacja, budowanie atmosfery itd. choć oczywiście, mogłoby to robić lepiej.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@SStefania
Spokojnie, ograniczam się tylko do wielkich arkanów, a ich znaczenia dosyć dobrze znam. A co do szachów... tylko jeśli powiążę je z figurami z kart do gry.

Co do tego "nic do powiedzenia"... to nie do końca tak. Nie chcę pisać pięknie i w sposób skomplikowany o rzeczach, które nie mają odniesienia, nie są w jakiś sposób ważne dla reszty pracy.

Jak raz wykorzystam w metaforze czasomierz i pająka, to odniosę się np. do czarnej wdowy, która ma klepsydrę na odwłoku.

Jeśli piszę o kosmosie, to odniosę się do powiedzmy, problemów w skali wszechświata.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@N.
Nie zamieszczałem niczego w sieci, z czego nie byłem dostatecznie zadowolony. Skupiałem się na tym. Może jednak w ramach fillera dla bloga dopieszczę jedną stronę na próbę.

Jak powiedział Spoony (cytat z pamięci) "Nie nienawidzę Final Fantasy VII, to całkiem dobra gra. To, czego nienawidzę to jej fani." (w domyśle właśnie ci od rule 34, cosplaye, fanfici, fanatycy). Więc please... nie patrz na FF VII przez ich pryzmat.

SStefania pisze...

Hej, fani FFVII nie są tacy, źli, żyję z jednym! To fanatyków trzeba tępić, zawsze to powtarzam. Niestety, to oni są głośną mniejszością niemal przy każdej okazji.
A Spoony sam najpierw zrobił serię filmików objeżdżających FFVIII, a potem podsumował, że fajna gra i lubi.

'N. pisze...

@AP

Znaczy - nic w stylu "normalnym" nie do uwidzenia? Szkoda trochę.
Aczkolwiek może zastanów się, przed dopieszczaniem - po co piszesz i dla kogo?

Fanatycy FF i w ogóle fanatycy mnie przerażają. A że przypadkiem zdarzyło mi się, prawda, mieć styczność - to uciekam teraz z krzykiem.
Sam cosplay, ff czy cuś to jeszcze nie takie złe zło - ot, taki tam fun. Ale życiem tym jest straszne.

Akurat FFVIII jest za co objechać, co nie zmienia faktu, że główny hiroł ładny. Wolę jednak VI z uciesznym śmiechem Setzera i jego podejściem do ludzi.

Anonimowy pisze...

@SStefania
Poprawili,bo musieli zamknąć numer wypocinki były "naukawe" i w langwidżu a recenzenci pojechali po mnie, że hej! Ale skonkludowali, że idea i zawartość cenne ino nieco dziwnie napisane - solennie wymalowali mi co o tym sądzą - tekst podstawowy miał 7 stron, zrobili z tego kole 16 . Literackich próbek na koncie nie posiadam - "wstydzam się Majestatu..." na razie!
RobOT

Anonimowy pisze...

@AP
czy Ty aby nie jesteś nadmiernie wycofany? Piszesz - ok, publikujesz - ok, taka dyskusja jak ta tutaj może być początkiem wspaniałej, szorstkiej przyjaźni. Zastosuj się do merytorycznych uwag i jazda, ale jeżeli jesteś stale niezadowolony to odpuść i nie publikuj. I jeszcze jedno - w końcu to op-ko jest Twoim najlepszym, czy najgorszym? Bo sam, jak widzę, nie możesz się zdecydować.
RobOT

KlaŁn Szyderca pisze...

Łojejku jakie to to toporne i jakie wtórne! Ale co jakiś czas jakiemuś młodemu się zdaje, że robi eksperyment. Na szczęście większość z tego wyrasta.

'N. pisze...

@AP

Tak mi się skojrzyło:
http://img.izismile.com/img/img4/20110715/640/daily_picdump_747_640_69.jpg

Murazor pisze...

Antypaladynie, czy wiesz, że dzieło ma bronić się samo, a wszelkie próby jego obrony przez autora tym głębiej je pogrążają?

A może uważasz, że akurat Ciebie to nie dotyczy? Jeśli tak, to wyrazy współczucia.

Szprota pisze...

@Sstefania:
Aha, oczywiście, że smuci mnie jeżdżenie po grach i komiksach jako mediach niepełnowartościowych tylko z racji ich młodego wieku

O to to. W ogóle bardzo was kocham za zboczenie na FF, komiksy i gry.

Anonimowy pisze...

Szczerze przyznam - nie przebrnęłam. Chociaż w zasadzie mam dużą odporność na teksty tzw. eksperymentalne. To, na co nie mam odporności, to kilometrowe zdania, z których nie wynika kompletnie nic. Abstrahując od samego tekstu, poważnie zaszkodziło Ci, autorze, to dmuchanie oczekiwań. Trochę tak, jak ze ślubem Zia, miało być ultra WOW, bo zapowiadała ultra WOW przez 12 wątków. Im bardziej nadmuchany balon, tym głośniej pęka. Dzieło ma obowiązek bronić się samo, taka smutna prawda, i wmawianie sobie, że ogół czytelników to mentalne dżdżownice i po prostu nie dorośli, to nie jest najlepsza droga:) Niemniej, życzę Ci dobrze, wierzę, że idziesz we właściwym kierunku i miło, że nie wdajesz się w pyskówki w stylu "wy jezdeście głupi chyba rzycia nie macie", tylko próbujesz racjonalnie dyskutować. To jest dobry objaw i uważam, że trzeba go popierać.

Deina

'N. pisze...

@Deina

A to Zia nie wyiszła za monsz z wielkim WOW? Co za świat!

P.s: Ale mu pojechałaś porównaniem :P

P.s2: Eksperymentalna awangarda w dobrym guście - poleci ktoś coś, coby zestawić z dziełami?

Anonimowy pisze...

Nie odniosę się do dyskusji, napiszę tylko o swoich odczuciach po lekturze analizy.
Takiego pieprzenia o niczym, takiej sraczki werbalnej nie czytałam od... właściwie, to chyba jeszcze nigdy, bo nawet wypłody (bardzo podoba mi się to słowo :)) następczyni Mniszkównej od toczących(?)się członków były bardziej zrozumiałe, logiczniejsze i generalnie mniej debilne. Nigdy nie lubiłam przerostu formy nad treścią, a taki przerost kretyńskiej formy nad głupawą treścią jak tu, nie mieści się w skali tolerancji.
Podziwiam tylko zespół analizujący, że w ogóle się za to wzięli.
Pozdrawiam,
Mara

Arctur Vox pisze...

@Murazor: "Antypaladynie, czy wiesz, że dzieło ma bronić się samo, a wszelkie próby jego obrony przez autora tym głębiej je pogrążają?"

Tu bym mógł polemizować, bo takiej "Ferdydurke" też nikt nie zrozumiał, i musiał Gombrowicz bronić swojej powieści, ale raz, że to był właśnie prawdziwy eksperymentator, a dwa, że tak się może geniuszowi zdarzyć.

Porównywać do tej sytuacji AP byłoby jak mówić "mam pałę z matmy, tak jak Einstein, więc pewnie będę wielkim naukowcem".

Antypaladyn Pedigri pisze...

@N.
Bez obaw, powody, dla których pisałem tę pracę nie są te same, dla których pisałem inne, więc te powody raczej nie narzucą takiego stylu. Nie sądzę więc, abym dopieścił je do takiego stopnia.

Co do FF VI, to was rozumiem. Nie grałem, ale widziałem, jak brat gra + oglądałem playthrough na Youtube. Jest tam sporo fajnych scen, emocjonalnych. Okazyjnie puszczam sobie motyw Celes i Terry, a partia z operą jest jedną z moich ulubionych.

@RobOT. Z tym stałym niezadowoleniem to nie jest tak, że nie ma on końca. W innych tekstach często udaje mi się napisać coś zadowalającego za trzecim podejściem. Problem w tym, że tutaj pompatyczny początek narzucił styl i poprzeczkę reszcie, więc cyniczny i zabawny styl po prostu nie pasował i zawsze moje myśli starały się do tego pompatycznego stylu dostosować. Jeśli od razu zacznę od cynicznego, luzackiego stylu, wtedy kolejne zdania jakby same się do początku dopasowują.

Najlepsze czy Najgorsze? Dopóki pisałem dla siebie, stanowiło to dla mnie duże osiągnięcie (z tego względu, że było to wyzwanie, któremu podołałem), ale jeśli chodzi o standardy innych, to najwyraźniej praca leży.

I widziałem na Izismile ten rysunek z półkulami, fajny.

@Murazor Wiem to doskonale i nie zaprzeczam. Podaję tylko okazyjnie powody, dlaczego to tak napisałem/rozwiązałem, by czytelnik mógł chociaż zrozumieć ten powód. Nie zmieni to faktu, że wyszło źle, ale pozwoli mu zdecydować, czy uznać mnie za idiotę czy amatora;)

Cyn pisze...

Oooch, to było zabawne! Musiałam wprawdzie przeczytać dwa razy, bo za pierwszym nie zdzierżyłam na trzeźwo, później stwierdziłam, że jednak dam radę. Powiem Wam, że moja leworęczność (a zatem rozwinięta prawa półkula mózgu) wcale a wcale nie pomogła w rozszyfrowaniu tekstu. Damn it, muszę oddać mózg do naprawy.

AP, styl normalny nie musi oznaczać stylu nudnego i wtórnego. Może lepiej zacząć od krótszej formy, próbować pisać różnymi stylami, a nie rzucać się na ponad pięcioletni projekt i mieć pretensje do świata, że się nie podoba. Co z tego, że masz tam sryliard odniesień i symboli, skoro nikt poza Tobą tego nie rozumie?

"Problem w tym, że tutaj pompatyczny początek narzucił styl i poprzeczkę reszcie, więc cyniczny i zabawny styl po prostu nie pasował i zawsze moje myśli starały się do tego pompatycznego stylu dostosować." - zasada decorum jest łamana już od (bardzo) długiego czasu, trzeba to tylko robić umiejętnie. Długie, zawiłe i 'mądre' zdania nie zawsze zdają egzamin na dłuższą metę.

atha pisze...

No cóż, nie dokończyłam czytać, bo jednak próbuję zrozumieć zamysł, mimo skutecznych prób uniemożliwienia tego przez samego autora, ale w pewnych kwestiach wypowiedzieć się już mogę.
Wniosek pierwszy- Przerost ego przejawia niewątpliwie autor. Dlaczego? Po pierwsze- przerost formy nad treścią. Po drugie- nadużywanie pseudointeligenckiej formy dla "udowodnienia" swojej wyższości intelektualnej. Po trzecie- nieumiejętność zaakceptowania tego. Rozpisywania się na temat strony technicznej własnego dzieła już pomijam wymownym milczeniem.
Wniosek drugi- drogi Autorze. Piękny język to nie gubienie sensu w słowach. To umiejętność dobrania słów tak, by zarówno jasno, jak i obrazowo ten sens oddawały. Tu, by znaleźć sens, trzeba niemal rozrysować sobie plan. Może to w zamyśle miało być coś w rodzaju kubizmu literackiego. Coś podobnego prezentowali dadaiści, z tym, że u nich sensu doszukiwać się nie należało. Jednak myślę, że Ty próbowałeś przekazać jakieś myśli. Nie udało się. Zanim człowiek zrozumie, CO chciałeś powiedzieć, straci chęć myślenia DLACZEGO. Nie wzbudza to refleksji, przeciwnie, topi wszelkie odruchy myślenia.
Po trzecie: Komentarze analizatorek w większości odzwierciedlają po prostu brutalną prawdę na temat dzieła, bez eufemizmów, upiększeń i innych niepotrzebnych zabiegów literackich. Czasem się czepiają. Ale krytyka nie jest bezpodstawna.
Po czwarte: Przykro mi, świat jest brutalny. Jeśli decydujesz się umieszczać coś w takiej, a nie innej formie w internecie, w takiej a nie innej formie zostanie to odebrane i ocenione. Żadne okoliczności nie mają na to wpływu. Jeśli czułeś, że nie jest to dzieło dopracowane, nie należało go umieszczać. Mam tylko nadzieję, że to, co z umieszczenia wynikło, nauczy Cię czegoś. I nie będzie to wniosek "ludzie się czepiają, bo nie rozumieją mojego geniuszu". Jeśli piszesz dla ludzi- musisz się z nimi liczyć. A dla ludzi to dzieło jest niezrozumiałe i prezentuje niespotykany wręcz przerost formy nad treścią. Nie ma w tym niestety nic nowatorskiego. Chyba, że to również dokładnie ukryłeś. I nie chodzi tu o długi i skomplikowane zdania. Tu chodzi o niekończące się i na siłę komplikowane zdania. Jak prototyp latającej maszyny, który, być może, mógłby latać, gdyby nie to, że dołożono do niego zbyt wiele zbędnych elementów, które tylko go obciążają.
Po czwarte: Współczuje doświadczeń z kobietami, jeśli ich łona miały elementy falliczne (męskie członki w stanie wzwodu).
Komentarz trochę wyrywkowy, ale w tych kwestiach musiałam sobie ulżyć od razu. Być może rozwinę, jak znajdę chwilę.

Anonimowy pisze...

AP: trzy rady.
1) Czytać. Wtedy odpadną problemy z zarzutami, że powielasz wykorzystane już pomysły, na dodatek nieświadomie. Poza tym, może się okazać, że dojdziesz do wniosku że ktoś już napisał, to, co Ty masz na myśli, tylko lepiej. Doskonała odtrutka na grafomaństwo.
2) Porobić sobie ćwiczenia z budowy zdania, żeby Ci się podmioty z orzeczeniami zgrywały. Na początek - rozpisz sobie schemat co dłuższych zdań ze swojego opowiadania. To nie niedoskonałość języka polskiego - to Twoje błędy.
3) Jeśli masz problem z odbiorem, to przed publikacją czegokolwiek w internecie znajdź sobie osobę, najlepiej z doświadczeniem redakcyjnym i korektorskim, która będzie czytać Twoje prace i wskazywać wady. Najlepiej metodą "Skreśl wszystko i zacznij od początku, powtarzać aż do skutku."

Analizatorom dziękuję natomiast za świeżą, inteligentną i zabawną analizę. :D

Pozdrawiam, Dżul.

'N. pisze...

@AP

Słuchaj, nie chcę wyjść na ostatniego chama, ale podsumuję. Jak chcesz pisać dla siebie - pisz pamiętnik. Jak chcesz pisać dla innych - to pisz w sposób przystępny. I nie, nie ma, że Joyce czy kto tam pisali tak, a nie inaczej ;)

I takie pytanie - czemu to właściwie napisałeś? Chciałeś napisać o sobie czy opowiedzieć jakąś historię?

Anonimowy pisze...

Do Antypaladyna
Podzielam zdanie 'N, ale proszę nie odpowiadaj na jego pytanie! Dlaczego? Oto odpowiedź:
1. Najpierw strzeliłeś focha i usiłowałeś arogancko rozstawiać po kątach NAKW-ę (Kółko Adoracji, pokrój Purpurata itp.) - ERROR - It Didn't work
2. Potem manipulacja poczuciem winy, i użalanie się nad sobą - ERROR-It didn't work
3. Na końcu pozornie przyjąłeś uwagi - ale za każdym razem odpisując tłumaczysz jak wspaniałe dzieło było analizowane, mimo błędów i niezrozumienia ono jest dobre, ono ma potencjał itepe - sorry ERROR - It doesn't work! Niektórzy docenili Twoją chęć poprawy (oby nie pozorną). Po prostu - uciesz się tym co dostałeś - całkiem za darmo, dobrą analizę swojej wprawki literackiej, z propozycjami lektur na przyszłość i wnioskami jak zrobić to lepiej - skorzystaj! Pleeeeeeease! *oczykotazeshreka*
RobOT

hasło: lemer - prawie jak w Pisakowym "hieratycznym" - jedna litera a jaka zmiana!

Antypaladyn Pedigri pisze...

@RobOT
1. Wróć do poprzednich postów, przeczytaj i pomyśl, dlaczego. Odnosiłem się do postawy "nic mnie twoja tragedia nie obchodzi".
Są znacznie gorsze określenia od tego. Moje pojęcie tego określenia może się różnić od tego, co ty w tym określeniu widzisz.
2. PO TO, penumbra jasna, zamieściłem informację o tym jaskrawym kolorem na początku wpisu kilkanaście dni wcześniej, żeby to było jasne. Każdy kto tam trafił wcześniej, widział, że to tam jest. Nie napisałem tego specjalnie na tę okazję.
A jak mają sumienie, to chyba dobrze o nich świadczy?

3. Pokaż mi, gdzie choćby pośrednio napisałem, że jest dobre. Tutaj, a nie tam na forum przed analizą.

Anonimowy pisze...

@AP - ręce opadają, chłopie, ogarnij się! Przeczytaj sobie np. Szklany klosz bodajże Sylwii Plath (albo Platt - nie pamiętam, a nie chce mi się teraz googlać ;-)) Twoja tragedia nie może być podstawą do oceny Twojej pracy - przeczytaj wpisy powyżej - wszyscy Ci to mówią! ... i mają rację. Kochanowski napisał treny, Broniewski napisał także - obaj pod wpływem tragedii jaką była utrata córki - to są DZIEŁA, choć pewnie nikt już ich nie czyta...
RobOT

Anonimowy pisze...

@RobOT

Wiesz, nie wiem, czym się zajmujesz na co dzień, ale biorąc pod uwagę Twoje wcześniejsze wpisy zadaję sobie pytanie "po co". No, chyba, że chcesz chłopaka wkurzyć eksperymentem z eskalacją lęku uogólnionego. ;-)
Zakładając nawet, że to u niego tymczasowy dół, to trzeba go trochę zrozumieć - poznawczo biorąc, będzie chłop miał tendencje do egocentryzmu i zachowań albo uległych, albo agresywnych, albo mieszanych. A do zmiany modelu funkcjonowania i tak jest potrzebna jego własna decyzja, nie? (jak coś bredzę, to mnie popraw. :-) )
A uwaga o neuroleptykach była niefajna. Ok, reakcje paradoksalne itd., ale dobry neuroleptyk osłabia funkcje wytwórcze mózgu, na co moglibyśmy mieć tu nadzieję. ;-) (uwaga jw.)

P.

Hasło: eclat. Skrzyżowanie eklerki ze skandalem w wersji DE?

Anonimowy pisze...

@P
Uwaga o neuroleptykach = Wasze "co on brał" - ino ja lubię dokładniej wiedzieć.

Neuroleptyki nie tylko osłabiają funkcje wytwórcze - to duża grupa leków - gdybym napisał "jakie on pochodne [tu nazwa chemiczna] łyka" byłoby dokładniej, ale kto by to chciał zrozumieć?

Zgoda co do decyzji - ale nie tylko decyzja jest potrzebna, konieczna jest także chęć poddania się terapii i pisemna zgoda na nią ...
RobOT

P.S. Purpuracie nie miej mi za złe, sam gościa doświadczyłeś mocno, czyż nie?

Anonimowy pisze...

@AP
Ad. 3. Chcesz, masz: "@N.
Bez obaw, powody, dla których pisałem tę pracę nie są te same, dla których pisałem inne, więc te powody raczej nie narzucą takiego stylu. Nie sądzę więc, abym dopieścił je do takiego stopnia. - podkreślenie moje".
Czyli TO BYŁO DOPIESZCZONE = w moim rozumieniu uznałeś to za DOBRE
RobOT

Anonimowy pisze...

@R

Jasne, że grupa duża itd., sam się zastanawiałem, co by dało takie efekty, ale uznałem, że googlowanie substancji aktywnych to zabawa dla zbyt małej grupy czytelników. ;-)
Wiesz, na rynku jest pełno pozycji - chociażby - o terapii poznawczo-behawioralnej. Można ich używać samodzielnie, wystarczy trochę samozaparcia i samoobserwacji. :-)
I oczywiście, że nie mam Ci za złe, gdzieżby? Natomiast czy sam go doświadczyłem, to nie wiem. Myślę, że to raczej on ma wrażenie, że mnie pognębił. :-)

P.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@RobOT

Ach, o to ci chodzi...
Miałem na myśli to, że niedopieszczone zdania to takie, które pierwsze przychodzą mi do głowy lub brzmią przynajmniej przyzwoicie.

Przez dopieszczanie mam na myśli poprawianie tego tak długo, aż zyskam poczucie, że już z tym więcej nic nie mogę zrobić. Nie jestem do końca zadowolony z pierwszego zdania tego z czekaniem przy oknie, ale zostawiłem to nie mogłem wymyślić nic lepszego.

To, że nie mogłem wymyślić niczego lepszego nawet po licznych próbach nie znaczy, że jest to dobre czy idealne. Tym bardziej, że z wyłapanymi błędami gramatycznymi czy fleksyjnymi się zgadzam. Podobnie jak z pewnymi nieszczęśliwymi wyrażeniami.

A mówiąc dosadnie: można pieścić i dopieszczać i się tym nacieszyć, ale ile byś się nie starał orgazmu z tego osoba odbierająca nie ma.

Anonimowy pisze...

@P
Człowiek dotknięty osobistą tragedią nie jest, przynajmniej na początku, zdolny do skutecznej autoanalizy.

Wystarczy, że wyciągnie wnioski z tego co tu napisano i poprawi swój styl pisarski, o ile o stylu można tu mówić, może w przyszłości będziemy mieli z tego pociechę?
(albo i literatura zyska?)
RobOT

Anonimowy pisze...

@AP
"A mówiąc dosadnie: można pieścić i dopieszczać i się tym nacieszyć, ale ile byś się nie starał orgazmu z tego osoba odbierająca nie ma."

Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie wśród znajomych takie rzeczy robiło się zawsze dyskretnie i w samotności - ja na ten temat nie mam wiedzy, ale publicznie? to pod kilka paragrafów podpada! Vide uwaga 'N - jak pamiętnik to do szuflady, jak publikacja - to się nie dziw!
RobOt

P.S. Nie masz wrażenia, że te dyskusje stają się coraz bardziej jałowe - do oceny tego co zrobiłeś nie wnoszą już nic nowego...

Anonimowy pisze...

@R

Nie zgadzam się z Tobą. To zależy od tego, jakie mechanizmy u niego dominują, jak przeżywa żal po stracie itd. Od momentu uświadomienia sobie, że jego funkcjonowanie kształtują mechanizmy, ma szanse na skuteczną autoanalizę, jeśli tylko zachowa wystarczającą uważność (sorry za nowotwór, ale "uwaga" mi nie pasowała).
Zaburzenie afektu uruchamia wprawdzie mechanizmy poznawcze, ale te są do wyhamowania ze względu na ich - właśnie poznawczą - istotę.
(żeby nie było, że mi ego puchnie - to tylko moja opinia, częściowo oparta na własnych doświadczeniach. :-) )

A co do stylu... To tylko kwestia wyborów estetycznych i pracy nad nimi. Nic więcej.

P.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@RobOT
Co mogę powiedzieć? Każdy pisze co chce i jak chce.

Miałem to dodać do poprzedniego komentarza do analizy, ale blog dopuszcza tylko 4000 znaków na wiadomość

"Cieszmy się, bo są chrześcijanie nieumiarkowani.
Zwłaszcza w jedzeniu i piciu.
Taki jak dorwie się do tabernakulum, to komunikanty będzie wyżerać jak czipsy, ani okruszka nie zostawi."

Hahaha. Nie zauważyłem tego. Świetne!

"Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy myśli tak, jak ja. W każdym razie nie chciałbym przez to tracić waszej przyjaźni.
Daj spokój, szorstka analiza to naprawdę jeszcze nie przyjaźń."

To od samego początku było przeznaczone dla przyjaciół i znajomych na FB czy forum...

"Nie ma takiej opcji. Kiedy minutnik jest na szóstce, wskazówka godzinowa jest w połowie drogi między godzinami, niby logiczne, nie? Zonk. (dla zainteresowanych i spaczonych zapis bardziej ludzki: [5(n mod 12)+2,5]’ gdzie n - godzina)"

Penumbra, przecież patrzę codziennie na mój zegar i układają się w prostą kreskę. Poważnie.

Wujo Freud by się tutaj chętnie wypowiedział. Poza wszystkim, to nie wiem, jak zdaniem autora wygląda “kobiece łono”, ale chyba nie zazdroszczę doświadczeń.

Złe określenie. Chodziło o "kielich" z linii między nogami i pachwin (w drugim przypadku).

niezmordowanie prących naprzód ku powtórnemu przecięciu jej na podobieństwo proporcjonalnego niewieściego łona,
Przecina trojgiem dłoni niewieście łono. Ała.

Jak pisałem - hands to po angielsku dłonie i wskazówki zegara. Face to po ang. tarcza i twarz. Przecięcie? To ma związek z tym, co się bohaterce przytrafiło.

Kroki słyszał, bo to były zegary chodzące.
LOL!

"A co do cycatych anielic - anioły są bytami duchowymi i bezpłciowymi (przynajmniej w katolicyzmie).
Czyli w skrócie: research teologiczny też leży..."

Ale właśnie dlatego... bo to, artystyczne wyobrażenie, rzemieślnicze, więc zgodne z nauczaniem kościoła nie musi być. Bóg ma płeć, to i aniołowie nie mogą? Poza tym, jak człowiek zostaje po śmierci aniołem, to go też pozbawiają cech płciowych z charakterystycznym dla przedstawiciela płci kształtem twarzy?

A jeszcze jedno... niby ludzie tylko odczuwają wstyd przed nagością, tak? To po kiego czarta przedstawia się aniołów ubranych w jakieś tuniki...

inny mindf**k. Broń służy do zabijania, tak? Ludzie ją wymyślili, tak? To jakim, penumbra, cudem anioł broniący wstępu do raju miał ognisty MIECZ? Kto go nauczył, co to miecz? Po co Bogu wiedza jak miecz aniołom stworzyć.

Dopóki nie znajdziesz odpowiedzi na te pytania, z którymi większość się zgodzi, zostaw mi proszę prawo do creative liberties;)

Na razie to tyle.

PS. fragment z rozrzucaniem ubrań też mi się podobał:)

Anonimowy pisze...

@AP
ERRRRRRRRRORRRRRRR!
Czyli TO BYŁO DOPIESZCZONE = w moim rozumieniu uznałeś to za DOBRE
RobOT

Purpurat - masz jeszcze tego obrzyna?

RobOT
TOTALLY LOGGED OUT - FATAL ERROR

Anonimowy pisze...

@AP

Ale właśnie dlatego... bo to, artystyczne wyobrażenie, rzemieślnicze, więc zgodne z nauczaniem kościoła nie musi być. Bóg ma płeć, to i aniołowie nie mogą? Poza tym, jak człowiek zostaje po śmierci aniołem, to go też pozbawiają cech płciowych z charakterystycznym dla przedstawiciela płci kształtem twarzy?

Bóg nie ma płci, podobnie jak aniołowie. Należą do innego porządku ontologicznego i takie kategorie, jak płeć czy czas ich nie dotyczą. Z drugiej strony, Biblia "mówiąca w języku człowieka" (Ibn Ezra) musiała się dopasować do świata ludzkich konceptualizacji, nie znoszących poznania Boga tamquam ignotum. Teologia chrześcijańska dojrzała to tego też dopiero od Akwinaty, chociaż ślady tego można znaleźć i u Augustyna.

A jeszcze jedno... niby ludzie tylko odczuwają wstyd przed nagością, tak? To po kiego czarta przedstawia się aniołów ubranych w jakieś tuniki...

Właśnie ze względu na człowieka. I na przełożenie jego kategorii na świat, który przez swoją transcendentalność nie dopuszcza poznania.

inny mindf**k. Broń służy do zabijania, tak? Ludzie ją wymyślili, tak? To jakim, penumbra, cudem anioł broniący wstępu do raju miał ognisty MIECZ? Kto go nauczył, co to miecz? Po co Bogu wiedza jak miecz aniołom stworzyć.

Pana jest ziemia i wszystko, co ją napełnia, mówi Pismo. Nie ma niczego, co nie istniałoby jako zamysł Boży. To raz. Dwa, jak już wspominałem Tora przemawia w języku synów ludzkich, więc musiała ująć wypędzenie z Raju w kategoriach tym ludziom znanych. Raszi (http://www.chabad.org/library/bible.asp?aid=8167&showrashi=true) pisze o tym, że nie dochodzi do żadnego innego znaczenia, jak tylko literalne, więc można przyjąć, że to faktycznie zjawisko głównie z cyklu tych, gdzie Biblia stara się mówić zrozumiale (por. midrasze aggadyczne o אנכי w Ex. 20,2).

P.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@RobOT

Gdyby było w Twoim rozumieniu dopieszczone, to bym już tego nigdy więcej nie poprawiał. Było co poprawiać, ale nie wiedziałem jak to poprawić.

Anonimowy pisze...

@AP

Zapomniałem o jednym szczególe: dusze ludzkie, nawet znajdujące się w stanie nieba nie mogą stać się aniołami, to po prostu ontologicznie niemożliwe.

P.

Hasło: noele. Bożym Narodzeniem powiało.

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Purpurowy
Argument "Bóg stworzył człowieka na jego obraz i podobieństwo" już słyszałeś.

Pomyślmy... jeśli jedna z wersji twierdzi, że Kain jest owocem skoku w bok z upadłym aniołem, to znaczy, że chyba upadły anioł musiał mieć atrybuty płci. Jak to więc wyglądało... spadały sobie w otchłań, a w międzyczasie rosły im genitalia jak ciasto w piekarniku?

Gadka o "dostosowywaniu się do wyobrażeń ludzi" i tym, że "nie ma niczego, co nie istniałoby jako jego zamysł" brzmi jak jedna wielka Deus Ex Machina. Wszystko tym rozwiążesz i wytłumaczysz.

Idąc tym tropem to Bóg wymyślił np. rule 34.

Tak, to jest totalnie rozsądne - "Kainie, masz krew brata na swoich rękach", dlatego stworzę miecz, aby twoi potomkowie mogli się do woli szlachtować jak świnie.

Jeśli wygląd aniołów zależy od wyobrażeń ludzi (że takie niewinne) to współcześni ludzie mogliby je sobie wyobrażać z cechami płciowymi i musiałyby się do tych wyobrażeń dostosować.

Z innej beczki. Wytłumacz, dlaczego mit o Deukalionie i Pyrrze (wg Wandy Markowskiej) tak bardzo przypomina opowieść o biblijnym potopie?

Muszę się temu bliżej przyjrzeć, ale to ciekawe, jeśli jest to faktycznie w kanonie Islamu, która podobno jest podobna do chrześcijaństwa pod pewnymi względami (piszę ostrożnie, bo nie wiem, ile jest prawdy w tym, że jest to kopia chrześcijaństwa)

"Harut i Marut
Harut i Marut - wysokiej rangi aniołowie, którzy ZAKOCHAWSZY SIĘ w kobiecie o imieniu Zobra (lub Zuhra), wyjawili jej sekretnie imię Boga, za co zostali strąceni z Nieba. Teraz uczą magii i czarnoksięstwa (według jednej z wersji legendy w lochu niedaleko Babilonu, wisząc głową w dół). Zobra zaś, wykorzystując moc wyjawionego imienia, przenieść się miała na planetę Wenus, z którą odtąd w mitologii mahometańskiej jest utożsamiana."
(tak na marginesie to ciekawe, że Wenus utożsamiano z Lucyferem. Uważali, że poranna i wieczorna Wenus to dwie różne gwiazdy, więc jedna się dostała Lucyferowi)

Zaraz usłyszę to, że "to nie tak, jak myślę, bo to była miłość "duchowa". Weź...

to tak samo jak ksiądz, który oskarżenia o to, że Jezus musiał mieć żonę, by nazywano go Rabbim wytłumaczył, że to "nie tak", bo "on jest zaślubiony Kościołowi".

Antypaladyn Pedigri pisze...

@P.
Miałbym przykład, ale jest to chyba nieuznana księga. W księdze Henocha Henoch zostaje przemieniony w anioła [Metatrona], ale jest to mi jedynie znany "udokumentowany" przypadek.

PS. Jeśli nie mógłby (jak piszesz "jest to niemożliwe") z ludzi zrobić aniołów, to nie jest wszechmogący.

Carmen Gold pisze...

Matko kochana. Panie Antypaladynie, jesteś pan grafoman. To raz. Nie przyjmujesz krytyki, i używasz wymówek. Wymowki SĄ ZŁE I NIEPROFESJONALNE. To dwa. Pienisz się okrutnie. To trzy. Z mojej strony radzę GŁEBOKO się zastanowić, czy faktycznie jesteś tak zajeb*stym pisarzem jak ci się wydaje. Bo analizatorzy nie uwzięli się na twojego bloga "BO TAK". Skoro to zrobili, to znaczy że znaleźli w nim bezsens. A bezsens i bełkot nie charakteryzuje pereł literatury.

Anonimowy pisze...

Argument "Bóg stworzył człowieka na jego obraz i podobieństwo" już słyszałeś.

Słyszałem. Ale tekst mówi o "człowieku" w liczbie mnogiej. וְיִרְדּוּ to "i niech władają". Raszi objaśnia to ("obraz i podobieństwo") jako "aby rozumiał i pojmował".

Pomyślmy... jeśli jedna z wersji twierdzi, że Kain jest owocem skoku w bok z upadłym aniołem, to znaczy, że chyba upadły anioł musiał mieć atrybuty płci. Jak to więc wyglądało... spadały sobie w otchłań, a w międzyczasie rosły im genitalia jak ciasto w piekarniku?

Ciekawa koncepcja, szkoda, że Gen. 4,1 mówi wyraźnie, że to Człowiek poznał Hawę, żonę jego i poczęła, i urodziła Kaina.

Gadka o "dostosowywaniu się do wyobrażeń ludzi" i tym, że "nie ma niczego, co nie istniałoby jako jego zamysł" brzmi jak jedna wielka Deus Ex Machina. Wszystko tym rozwiążesz i wytłumaczysz.

Jeden wielki, jeśli łaska. Dalej. Polecam lekturze kwestie interpretacji historycznej i ahistorycznej Biblii. I jeszcze raz powtórzę za Ibn Ezrą: התורה מדברת בלשון בני האדם.

Tak, to jest totalnie rozsądne - "Kainie, masz krew brata na swoich rękach", dlatego stworzę miecz, aby twoi potomkowie mogli się do woli szlachtować jak świnie.

A chronologia leży i kwiczy. Tyle, że nawet jeśli potraktować to poważnie, to וַיָּקָם קַיִן אֶל הֶבֶל אָחִיו וַיַּהַרְגֵהוּ, czyli "powstał na Abla". O narzędziu nie ma tu mowy.

Jeśli wygląd aniołów zależy od wyobrażeń ludzi (że takie niewinne) to współcześni ludzie mogliby je sobie wyobrażać z cechami płciowymi i musiałyby się do tych wyobrażeń dostosować.

Mylisz skutek z przyczyną. To, jak je sobie wyobrażamy to nasz problem. Ale one się do niczego nie dostosowują.

Z innej beczki. Wytłumacz, dlaczego mit o Deukalionie i Pyrrze (wg Wandy Markowskiej) tak bardzo przypomina opowieść o biblijnym potopie?

Wspólnota kulturowa basenu Morza Śródziemnego? Weź nawet epos o Gilgameszu...

Muszę się temu bliżej przyjrzeć, ale to ciekawe, jeśli jest to faktycznie w kanonie Islamu, która podobno jest podobna do chrześcijaństwa pod pewnymi względami (piszę ostrożnie, bo nie wiem, ile jest prawdy w tym, że jest to kopia chrześcijaństwa)

"Harut i Marut
Harut i Marut - wysokiej rangi aniołowie, którzy ZAKOCHAWSZY SIĘ w kobiecie o imieniu Zobra (lub Zuhra), wyjawili jej sekretnie imię Boga, za co zostali strąceni z Nieba. Teraz uczą magii i czarnoksięstwa (według jednej z wersji legendy w lochu niedaleko Babilonu, wisząc głową w dół). Zobra zaś, wykorzystując moc wyjawionego imienia, przenieść się miała na planetę Wenus, z którą odtąd w mitologii mahometańskiej jest utożsamiana."
(tak na marginesie to ciekawe, że Wenus utożsamiano z Lucyferem. Uważali, że poranna i wieczorna Wenus to dwie różne gwiazdy, więc jedna się dostała Lucyferowi)

Zaraz usłyszę to, że "to nie tak, jak myślę, bo to była miłość "duchowa". Weź...


Nie usłyszysz. Szlachetny Koran mówi tylko o czarownictwie i przedstawia obu aniołów w pozytywnym świetle (سورة البقرة 102). To by się też zgadzało z tego, co pamiętam z wykładów o teologii islamskiej.

to tak samo jak ksiądz, który oskarżenia o to, że Jezus musiał mieć żonę, by nazywano go Rabbim wytłumaczył, że to "nie tak", bo "on jest zaślubiony Kościołowi".

Ależ nie "bo tak". To po prostu bzdura wynikająca z nieznajomości języka i kultury. Do tytułu רבי żona jest potrzebna, jak rybie rower.

P.

Anonimowy pisze...

Jeszcze o Harucie i Marucie: lektura dodatkowa, J. Danecki, "Podstawowe wiadomości o islamie", Dialog, Wa-wa 2002, str. 116. :>

P.

Anonimowy pisze...

Sanctus! Sanctus! Hosanna! Amen!
zajrzałem:
http://lifessavepoints.wordpress.com/category/literature/
ale tam nic nie ma!!!

'N. pisze...

Faktycznie, nic nie ma. Wszechmogący się wnerwił na wycieranie butów jego imieniem i skasował?

Antypaladyn Pedigri pisze...

Powiedziałem wyraźnie we wczesnym poście, że ustawiłem je na prywatny.

@P.
W porządku. Trudno mi się przyczepić do tego, co napisałeś.

Zastanawiam się jeszcze. W Wikipedii jest wpis o seksualności w demonologii chrześcijańskiej i jest tam wzmianka o aniołach. Problem w tym, że tekst kuleje jeśli chodzi o źródła i cytaty.

http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:xZt5vNQATdwJ:en.wikipedia.org/wiki/Sexuality_in_Christian_demonology+angels+fell+earthly+women&cd=8&hl=pl&ct=clnk&gl=pl&client=firefox-a&source=www.google.pl

Ale może wiesz coś, co to potwierdzi lub zaprzeczy.

Wiem, że chrześcijaństwo to nie jedyna religia, w której były anioły. Chodzi o religię z terenu dzisiejszego Iranu, ale nie jestem pewien, czy dobrze pamiętam nazwę tej religii. Podejrzewam, że chrześcijaństwo skądś zaczerpnęło wyobrażenie aniołów, ale być może w "oryginale" wcale nie były one bezpłciowe, jak sugeruje ten fragment.

"To Sumerians, Babylonians, Assyrians, and Jews there were male and female demons (Jewish demons were mostly male, although female examples such as Lillith exist). In Christian demonology and theology the matter of the sexuality of the demons is not clear. They may variously be considered male or female, but the general view is that they are masculine and feminine, while not actually being of either sex. This is the general view of the angels as well, who are generally considered sexless. One possible exception is the Grigori who, led by Azazel, descended on Mount Hermon and copulated with earthly women out of lust.[1]"

(cytat odnosi się niestety do tej księgi Henocha, w której inne źródła wylicza przynajmniej dwieście aniołów [część wymienia], które obcowały z kobietami).

Anonimowy pisze...

@AP

Trudno mi się wypowiedzieć, demonologia nigdy mnie nie interesowała. W chrześcijaństwie są, generalnie, bezpłciowe, w Biblii mają zwykle postać męską (ale to wciąż tylko sposób, w jaki się objawiają, a nie ich istota), w Koranie są po części określane jako اناث, czyli istoty żeńskie, częściowo wygląda na to, że mogą być męskie (Harut i Marut wersja ludowa)... Natomiast demony występują, o ile mnie pamięć nie myli po prostu jako dwupłciowe, i to niezależnie od kultury.

P.

kura z biura pisze...

Matko borsko analizatorsko, dyskusji teologicznej w komentarzach to jeszcze nie mieliśmy!

Anonimowy pisze...

Dotychczas nie mieliście ordynariatu flotylli...

Z inkwizytorskim pozdrowieniem,
+ P.

kura z biura pisze...

Mamy Ducha Pokładowego, możemy mieć i Kapelana ;)

Anonimowy pisze...

Jakiego tam ordynariatu? Rabina pokładowego macie - ot co!
Ale jazda!
RobOT

Anonimowy pisze...

To brzmi jak konflikt interesów... ;-)

P.

Anonimowy pisze...

Nie zbieraj na tacę - nie będzie konfliktów ;-)
RobOT

kura z biura pisze...

Ok, proponuję niniejszym przenieść się z dyskusjami teologicznymi na maila, pw, GG ewentualnie...

Anonimowy pisze...

Antypaladynie, autentycznie chcialabym, zebys nie odczytal mojego komentarza jako zlosliwego, bo zupelnie nie to mam na mysli.

Kazdy czlowiek jest unikatowy i ma jakis specyficzny talent, umiejetnosc albo ceche, ktora wyroznia go sposrod innych. Dlatego jestesmy sobie nawzajem potrzebni, i sie nawzajem uzupelniamy. Najwiekszym IMHO nieszczesciem jest brak swiadomosci i samowiedzy, oraz upieranie sie przy czyms, co czlowiekowi nie wychodzi.

Czytajac Twoje totalnie absurdalne poglady na temat tego, jak wyglada zycie uniwersyteckie, dochodze do wniosku, ze musisz miec na tym punkcie jakis kompleks. W zwiazku z tym bardzo bys chcial, zeby ktos uznal Twoj intelekt, talent etc. Dlatego IMO tak dotyka Cie krytyka Twoich tekstow, bo utozsamiasz sie z nimi, a ocena Twojej tworczosci przeklada sie bezposrednio na Twoja samoocene (co naprawde nie jest konieczne, ani szczegolnie zdrowe - analiza dala Ci maly i lagodny przedsmak czegos, co wydarzyloby sie, gdyby ktos oficjalnei opublikowal to, co piszesz).

To, ze nie potrafisz pisac, nie znaczy wcale, ze jestes nieinteligentny, gorszy, glupi czy niewartosciowy. Nie kazdy musi umiec pisac, nie kazdy ma do tego smykalke, jest wiele innych ciekawych talentow czy umiejetnosci. Jestem przekonana, ze jest cos, co potrafisz robic tylko Ty, i w czym jestes dobry.
Jesli tylko przestaniesz sie karmic iluzjami i zludzeniami, masz szanse odkryc, co to takiego jest, i zaczac robic cos, co bedzie przynosic Tobie satysfakcje, innym pozytek, i co bedzie chwalone i doceniane. Daj sobie spokoj z pisaniem, bo bedziesz wiecznie nieszczesliwy. Megalomania to z reguly tragicznie niskie poczucie wlasnej wartosci, i ja to u Ciebie widze. Ale Ty pogarszasz sytuacje, bo uczepiles sie tego pisania i uczyniles je miara Twojej wartosci.

Obudz sie, i zobacz, ze nie musisz byc koniecznie pisarzem, zeby byc spelnionym i docenianym czlowiekiem. Potrzeba Tobie, IMO, kontaktu z rzeczywistoscia, ktora na pewno okaze sie lepsza, niz przypuszczasz.

Pisze z wlasnego doswiadczenia - mnie sie tez kiedys wydawalo, ze mam rozne talenty, i gdybym nie daj Boze poszla w tamtym kierunku, czekalyby mnie ciagle rozczarowania i nieuniknione porazki, frustracje etc. Po co fundowac sobie cos takiego? Nie lepiej poddac sie introspekcji, polubic sie, i zaakceptowac sie takim, jakim sie jest? Po cholere Tobie bycie pisarzem? Osobiscie mam wrazenie, ze Tobie pisanie nawet nie sprawia przyjemnosci, ale ma docelowo zapewnic wlasnie szacunek i podziw innych. Na tym polu tego jednak raczej nie uzyskasz, ale na innych na pewno tak! Uwierz mi, NAKW czyni Ci wielka przysluge, im predzej sie ockniesz, tym lepiej dla Ciebie. I naprawde - jako nie-pisarz wcale nie jestes kims gorszym. Wprost przeciwnie - jestes nawet kims wiecej, bo czlowiekiem, ktory zna swoje ograniczenia: a nastrojem takiego trudno jest manipulowac poprzez krytyke i pochwale. Nie zaley Ci na takiej niezaleznosci?

Mam nadzieje, ze cos z tego do Ciebie dotrze, bo naprawde dobrze Ci zycze!

Pozdrawiam,
Croyance

Anonimowy pisze...

Generalnie Bóg nie ma płci, anioły w chrześcijaństwie są bezpłciowymi istotami o fizjonomii młodzieńców. A aniołem stać się nie można.

Komentarz 157

AA

Antypaladyn Pedigri pisze...

Nie odczytałem go jako złośliwego. Trudno mi się z nim nie zgodzić.

Wydaje mi się, że jest trochę zbyt wcześnie, aby stwierdzić, czy coś mi nie wychodzi czy nie. To znaczy, owszem, to co napisałem może być niewypałem, ale nie znaczy to, że każda kolejna praca musi nim być. Poza tym, w porównaniu z moim pierwszym opowiadaniem (tragicznym pod względem logiki) jest to i tak o niebo lepsze. Skoro zrobiłem jakiś postęp, to znaczy, że mogę go zrobić jeszcze raz.

Nie chcę się poddawać. Moje życie jest teraz dołujące i monotonne (od zapłacenia rachunków do zarobienia na następne) i nawet jeśli marzenie o sukcesie pisarskim okaże się w końcu iluzją, czymś nieosiągalnym, będę miał za sobą bardzo długi okres, który dzięki temu marzeniu przetrwałem.

Co do przyjemności z pisania. Dobra myśl... muszę to jeszcze dokładniej przemyśleć, ale wydaje mi się, że potrafię się cieszyć pracą nad jeśli nie zostanie wydana. Pozostaje tylko kwestia tego, co sprawia mi w pisaniu przyjemność poza grami słownymi, skojarzeniami itd.

Na ilu uczelniach pracowałaś, aby wiedzieć, jak to wygląda? Po prostu pytam.

Mam zrobiony licencjat. Tyle mi wystarczy.

Oczywiście, nie dotyczy to wszystkich naukowców i wszystkich dziedzin nauki. Wiadomo jednak, że za granicą koncerny farmaceutyczne próbują sobie kupić przychylność naukowców np. fundując im wycieczki. Wdzięczny naukowiec jest mniej skłonny negatywnie wypowiadać się źle na temat produktu swojego sponsora.

Mam sporo zainteresowań, sporo... hmm, predyspozycji, ale w żadnej z tych rzeczy nie jestem wystarczająco dobry. Próbuję znaleźć coś, w czym bym się mógł specjalizować.

Wczoraj powróciłem do czytania książek. Na początek chcę zacząć książki kilku różnych autorów, żeby szybciej zaznajomić się z różnymi stylami pisarskimi.

Szczerze... słyszałem o Neilu Gaimanie lepsze rzeczy niż to, co napisał na początku "American Gods". Doczytałem momentu, w którym wyszedł z więzienia. Gdzie zaczyna się ten "good stuff"?

"Rzeźnia nr 5" Kurta Vonneguta... właściwą część czyta się lekko, ale póki co nie mogę się doszukać tej satyry i czarnego humoru... ale będę czytał dalej.

Żeby człowieka nie dołowano tym, że coś robi źle, musiałby nie robić nic. Wiem, że jak człowiek chce kogoś zdołować to nawet do źle umytej podłogi, źle wychowanego dziecka, do sposobu kolorowania rysunku się przyczepi.

A jak będzie chciał manipulować, to też znajdzie sposób. Jak nie chciwością, to niezdolnością zostawienia kogoś w potrzebie.

Nie jest to żadna aluzja. Nie chcę przez to powiedzieć, że Wasza krytyka nie jest zasadna, bo jest. Zwracam tylko uwagę, że pogląd "rób coś innego, to nie będą cię krytykować" jest utopijny.

Dzięki za Twój długi, konstruktywny, wyważony komentarz,
Croyance

Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

@AP
"Na ilu uczelniach pracowałaś, aby wiedzieć, jak to wygląda? Po prostu pytam."
Nie wiem na ilu pracowała Croyance, ale ja akurat na kilku - nie jest do końca tak źle jak piszesz - po prostu - ludzie (także na uczelniach) są różni, nie zawsze fajni...

"Żeby człowieka nie dołowano tym, że coś robi źle, musiałby nie robić nic."

Cytat z Marka Aureliusza:
"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."
O tym pisze Crayonce i na Bora wszechlistnego ma dużo racji

RobOT

Anonimowy pisze...

P.S. Croyance sorki za literówkę w nick-u - niechcący :-( skojarzyło mi się z kredką i wklepało :)
RobOT

Antypaladyn Pedigri pisze...

@RobOT
Hmm... tak, to pewnie zależy od uczelni. Poza tym, wykonywany zawód nie nadpisuje charakteru człowieka. Są fajni naukowcy i ci mniej. Mnie od samego początku chodziło o to, że niektórzy ludzie mają tendencję do wykorzystywania swojego autorytetu i stanowiska do nadawania wagi opinii, która nie obroniłaby się, gdyby wypowiedział ją przeciętny człowiek. Opinię o treści "bełkot" - jeśli ją wypowie przeciętny człowiek - można odrzucić na zasadzie "tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia", ale jeśli to samo powie naukowiec? No, przecież naukowiec nie może być nieobiektywny i skoro mówi "bełkot", to znaczy, że wie, co mówi. Przypomina mi się James Randi, który robi z siebie wielkiego racjonalistę; który trząsł pismem Nature, a tak naprawdę nie ma żadnego wykształcenia w tym kierunku, bo jest artystą cyrkowym i hipnoty-zerem. Ludzie mają tendencję do automatycznego przypisywania autorytetu naukowcom, nawet jeśli są oni ułomni jako ludzie, a ich opinia jest tylko opinią - nie opartą na niezbitych faktach, a na własnych przekonaniach czy gustach.
Wiem, że do tej opinii można się przyczepić, bo dopiero próbuję dopiero zwerbalizować to, co czuję od dawna.

PS. Nie piszę tego w odniesieniu do nikogo tutaj.

Anonimowy pisze...

@AP
Szersze dyskusje o światopoglądzie itp to ew. na priv. - tu możemy pogadać o tym co napisałeś - a co do autorytetów - Bozia dała na rozum chyba po to, żeby go używać. Nie myl arogancji wykształconego głupka z autorytetem.Bełkot jest bełkotem niezależnie w czyich ustach. Przez grzeczność i ... zależność służbową możesz jedynie spokojnie nie zwracać uwagi, myśląc swoje - zazwyczaj działa.
RobOT

Anonimowy pisze...

@AP
c.d.
Życie jest sztuką kompromisów, czyż nie?

RobOT

Anonimowy pisze...

Antypaladynie, hey.

Pracowalam przez kilka lat na uczelni w UK, teraz robie tu doktorat. Naukowcem jest tez moj maz. Srodowisko akademckie znam bardzo dobrze w wielu krajach. Na uczelni pracuje moja mama, jej brat, pracowal tez moj niezyjacy juz dziadek. To, co piszesz na temat akademickiego swiata jest kuriozalne. Owszem, jak wszedzie, zdarzaja sie swinstwa i konflikty, ludzie sa wszedzie tacy sami: ale naprawde nie jest tak, jak Tobie sie to wydaje :-) Kombinacji, o ktorych piszesz, nie wyobrazam sobie ze wzgledu na ostre procedury etyczne. Na uniwersytecie mojego meza, jesli zlapie sie kogos np. na przeklamaniu w badaniu, to nie tylko on osobiscie nie dostanie juz zadnego grantu z finansujacej go organizacji, ale i jego uniwersytet. W praktyce oznacza to automatyczny wylot z pracy. Jesli jestes ciekawy, jak to wyglada, chetnie z Toba na ten temat podyskutuje poza ta dyskusja (np. na forum NAKW). To, co piszesz:

'Wiadomo jednak, że za granicą koncerny farmaceutyczne próbują sobie kupić przychylność naukowców np. fundując im wycieczki. Wdzięczny naukowiec jest mniej skłonny negatywnie wypowiadać się źle na temat produktu swojego sponsora.'

To jest jakas totalna fikcja, rowna 'w Unii Europejskiej morduje sie dzieci i staruszkow'. Ale powaznie, jesli chcesz pogadac, napisz do mnie na forum NAKW. Chetnie wyjasnie, jak to wyglada od kuchni.

Tak czy siak, myslalam sobie wczoraj, ze moze faktycznie nie do konca prawda jest, ze nie porafisz pisac: moze powinnienes znalezc gatunek, w ktorym Ci lepiej idzie? Ja kiedys mialam pisarskie ambicje, ale metoda prob i bledow doszlam do wniosku, ze - owszem - jakas tam zylke mam, ale: poezja nie, powiesci nie, w ogole fikcja - nie. Znalazlam za to sobie nisze, w ktorej sie sprawdzam, i Bogu dziekuje, ze nie upieralam sie przy kreatywnym pisaniu, bo autentycznie nie mam do tego zdolnosci. Natomiast jesli trzymam sie tego, na czym sie znam, wychodzi niezle, i zupelnie przyjemnie mi sie zyje i, niekiedy, publikuje :-)

Jesli jestes bardzo mlody, masz faktycznie jeszcze prawo metoda prob i bledow szukac obszaru, w ktorym jestes dobry. Nie zlosc sie, ze cos tam Ci nie wyszlo, bo - jak pisalam - nie znaczy to naprawde nic. Ja np. nie umiem grac na skrzypcach - no i co z tego? Ostatnio znalazlam powiesc, ktora pisalam jako studentka: swieta matko! Powinnam dziekowac Bogu, ze nie bylo wtedy Internetu, bo spotkaloby mnie dokladnie to, co Ciebie - i slusznie :-D Do tego, kim jestem, co potrafie - ma to sie jednak nijak.

Potraktuj ten zimny prysznic jako nauke, ale tez i nie przejmuj sie az tak strasznie. Upraszczajac sytuacje, napisales cos, co czytelnikom sie nie podobalo, koniec historii. Nic takiego wielkiego sie naprawde nie stalo. Moze faktycznie lepszy jestes w pisaniu czegos innego gatunkowo, a moze wciaz sie uczysz i jeszcze napiszesz cos, co wszyscy tu pochwalimy? A moze nie? Osobiscie tego nie wiem, ale naprawde, nie trzeba miec talentu pisarskiego, zeby byc wartosciowym i fajnym czlowiekiem :-D Tak samo, jak i nie kazdy musi grac na fortepianie, albo jezdzic figurowo na lyzwach.

pozdrawiam,
Croyance

Anonimowy pisze...

Mysle jeszcze, ze jesli przestaniesz widziec analize jako atak na siebie, docenisz wysilki analizatorow. To sa naprawde madrzy ludzie, ktorych warto posluchac.

Croyance

Anonimowy pisze...

@AP
"Wiadomo jednak, że za granicą koncerny farmaceutyczne próbują sobie kupić przychylność naukowców np. fundując im wycieczki. Wdzięczny naukowiec jest mniej skłonny negatywnie wypowiadać się źle na temat produktu swojego sponsora."

Tyle tylko,że NIC nie opublikujesz jeżeli nie złożysz w redakcji "disklajmera" czyli oświadczenia o braku konfliktu interesów. Do tego stopnia, że trzeba podawać WSZYSTKIE granty w których się pacowało (nawet te dawno przeszłe)

Anonimowy pisze...

Wiecej powiem: kiedys moj maz spodobal sie jednej studentce - dosc otwarcie o tym mowila, i przyniosla mu prezent. Moj maz prezentu nie przyjal, oddal go przez sekretarke, zeby byl swiadek, po czym zrzekl sie bycia tej studentki promotorem: zeby uniknac wlasnie jakichkolwiek podejrzen o bycie stronniczym (albo, co gorzej, o prywatne kontakty ze studentkami).

Croyance

Antypaladyn Pedigri pisze...

@Croyance
Trudno mi się z tym kłócić. W porządku, za granicą są wyższe standardy. Ale czy w Polsce?

Znalazłem jednak takie coś
http://www.amazon.com/University-Inc-Corporate-Corruption-Education/dp/0465090516

Może recenzje dadzą jakiś wgląd w to, czy jest coś na rzeczy czy też nie.

A to jest na wprost24. Sądząc po ocenach 68 się z tym zgadza. W przypadku Olsztyna o tych asystentach słyszałem.

Och, tutaj jest cały blog o tym i nie tylko (podawane są linki do artykułów prasowych). Pięknie. Wystarczy sobie popatrzeć na nagłówki,

http://nfaetyka.wordpress.com/category/korupcja/

Co do gatunku... znacznie bliższe jest mi (high) fantasy. Lubię poczytać niebanalne Science Fiction, ale nie chciałbym pisać po prostu o futurystycznych światach, kosmitach, statkach kosmicznych itd. Dlatego wybrałem coś w kierunku urban fantasy/bardziej wiarygodnego świata sci-fi.

Cieszę się, że odnalazłaś się w życiu i robisz to, co lubisz. Ja muszę wybierać miedzy tym, na co mnie stać finansowo. A nie stać mnie na wiele. Muszę wspomagać rodzinę swoim kosztem. Od dawna nie mogę sobie pozwolić na nowy skaner (poprzedni mi się zepsuł).

Nie jestem taki młody, choć może byłoby mniej błędów, gdybym więcej czytał. Polegałem głównie na poradnikach pisarskich.
Rozumiem to - jak pisałem, moje opowiadanie z liceum jest tak absurdalnie nielogiczne i głupie, że sam się z niego śmieję;)

Fajnie jest umieć grać na instrumencie, tworzyć muzykę czy śpiewać. Chciałbym się tego nauczyć, ale wiem, ile wysiłku trzeba w to włożyć. Nie mam też za bardzo na to czasu. Nie potrafię też czytać nut, więc pewnie i tak mnie to dyskwalifikuje;)

Pozdrawiam serdecznie.

boonie pisze...

Co do rozbitego kubka... Kiedyś się popłakałem, gdy kot strącił mój ulubiony, taki z Włóczykijem. Z tym, że miałem wtedy sześć lat.

Komentarz do reszty zachowam dla siebie - po pierwsze, byłby zdecydowanie za długi, po drugie wolę się nie narażać aŁtorowi, bo się zapętli jeszcze bardziej.

A, i ukłony dla Analizatorów!

Gabrielle pisze...

@Antypaladyn
"Ludzie mają tendencję do automatycznego przypisywania autorytetu naukowcom, nawet jeśli są oni ułomni jako ludzie, a ich opinia jest tylko opinią - nie opartą na niezbitych faktach, a na własnych przekonaniach czy gustach."

Zgoda. Kiedyś myślałam: oooo, naukowiec, jaki mądry. Teraz, mając za sobą dwa kierunki na dwóch kompletnie różnych wydziałach olsztyńskiego;) uniwersytetu wiem jedno: może i czasem mądry, ale co z tego, skoro jako człowiek głupi. Trzeba się przyjrzeć, popatrzeć jak pracuje, a dopiero później wynosić na piedestał lub uznać za... jakby to nazwać... mało przyjemnego osobnika.

Chłopie. Skup się na tym, co rzeczywiście umiesz. Nie ma sensu, żeby ta dyskusja trwała dalej, bo ile by ci jeszcze nie tłumaczyć, najważniejsze rzeczy zostały już powiedziane. Posłuchaj kury, Croyance, Purpurata posłuchaj. Czytaj to, co napisałeś i wywalaj, jeśli chociaż przez sekundę zastanawiasz się, czy da się to zrozumieć, czy nie. Inaczej za jakiś czas znów weźmiemy cię na warsztat, a wtedy bardziej zaboli.

Dzidka pisze...

A ja jako związana od lat ze "środowiskiem farmaceutycznym", tylko wzruszam ramionami na te kocopoły o kupowaniu sobie przychylności naukowców.

Ale o czym innym chciałam: rzeczywiście proponuję przenieść się na forum, bo tu jednak powinno sie komentować jednak tylko analizy.

Anonimowy pisze...

Ja chciałam tylko złożyć samokrytykę. Widocznie w podstawowej szkole, liceum oraz studium bibliotekarskim byłam kiepską uczennicą, ponieważ nie rozumiem ani słowa z wyjaśnień autora przed tekstem oraz samego tekstu. Kwestią nie do ogarnięcia jest dla mnie to, czemu w ogóle napisał ów twór.
A teraz poważnie: uważam, że autor się przeuczył. Żaden autor w dziejach - przynajmniej ja tego nie pamiętam, znowu braki w edukacji - nie pisał bryku przed ani po napisaniu swojego dzieła życia... a nawet jeśli istniał jakiś, który spłodził coś takiego, to jestem pewna, że postarał się naprawdę coś WYJAŚNIĆ, a nie bełkotać i jeszcze bardziej mącić czytelnikom w głowie.
Tak więc gratuluję analizatorkom/analizatorom tego, że to przeczytali/ły. Służę Ibupronem, jeśli potrzeba.
Niedokształcona - najwyraźniej - Barty Crouch

Urizen pisze...

Ech, szczerze mówiąc to komentarze lepsze niż analiza a na pewno lepsze niż opowiadanie, czy co to miało być...

Anonimowy pisze...

@Barty

Nie wiem, czy to się łapie, bo nie autorzy, a kompozytorzy, ale tacy bywali - np. Messiaen i Hindemith.

P.

kura z biura pisze...

Barty! Nie wiedziałam, że tu zaglądasz :)

Anonimowy pisze...

Obawiam się, że mój umysł wysiadł, ale zdołałam skończyć analizę. Chyba jednak pozostanę przy Hemingwayu. Bardziej przemawia do mnie krótkie

"Sięgnął po ukochaną gitarę. Czasem zdawało mu się, że w jego rękach zamiast drewna i metalu śpiewa piękna kobieta."

niż

"Wyciągnął rękę do miękkiego drewna gitary o sześciu wydłużonych ponad miarę kawałach metalu, które wydawały dźwięki podobne chórom anielskim spędzającym dnie w rajskich chmurach i ponownie zatopił się w myślach o tym, jak niezwykle kształt pudła rezonansowego przywodził na myśl kobiece wydatne piersi i pełne biodra opięte śniadą skórą bez jednej zmarszczki, przy czym okrągła dziura pośrodku odzwierciedlała najwidoczniej puste kobiece serce, którego struktury nie jest zdolny pojąć żaden osobnik nie posiadający równie krągłych kształtów jak płeć żeńska ani nie potrafiący dostosować meandrów umysłu do sposobu myślenia innych."

Uff. Niestety nie udało mi się w pełni uchwycić stylu, ale próbować zawsze można.

Nemain pisze...

Bardzo trafne komentarze. xD

A z innej beczki:

http://www.filmweb.pl/film/Harry+Potter+i+Insygnia+Śmierci+część+II-2011-476021/discussion/Najciekawsza+postać+z+całesj+sagi+.,1687322?page=3

Wypowiedzi Volde121 bolą niemal tak jak opka.

Pozdrawiam!

fanta pisze...

Przyznaję od razu, że całej tej kłótni na komentarze nie przeczytałam. (175, łał!)
Jednak, mimo że mam bardzo mieszane uczucia względem tego "dzieła", nie rozumiem po co aż takie nadymanie się. I mówię tu o obu stronach :) Bardzo lubię wasze analizy, ale po co rozmawiać z kimś, kto nie widzi waszych argumentów i kiedy wy nie widzicie jego argumentów? Bo każdy jeden argument tego chłopaka ktoś obalał ładnie wypowiedzianą, kolejną zresztą, obelgą. On z drugiej strony nie musiał odpowiadać. Ale dalej się zastanawiam - po co to w ogóle? : D Żeby krwi temu chłopcu napsuć? :)
Niech sobie pisze. A wy, ze względu na to chociażby, że jesteście mądrzejsi od niego, powinniście powiedzieć "Stop, dosyć" gdzieś przy czterdziestym komentarzu :D
Ale ja się już nie odzywam. Nie chcę się narazić na waszą krytykę, bo wiem, że by mnie zmiażdżyła ;]

Jedno powiem: śmierdzi mi tu bardzo subiektywną oceną z obu stron sporu! :D

fanta pisze...

jednak rację należy wam przyznać, że opowiadanie samo w sobie zdecydowanie jest niezrozumiałe :D to trochę jak powrót do przeszłości - analiza z Szeherezady czy kogo tam :D

Anonimowy pisze...

Boli mnie już głowa. Skomentuję całość cytatem ze wspomnianego Feliksa Kresa (lektura "Galerii złamanych piór" jako lekarstwo na grafomanię głęboko zalecana):

"Nie mam pojęcia, skąd moda na bełkot. Gdybym w okładki cytowanego wyżej dzieła wsadził kilka stroniczek wziętych z tej wielkiej pryzmy [podobnych dzieł], to nikt, przysięgam - NIKT oprócz autorów nie zauważyłby, że coś tu nie gra. Że tu jest obcy wtręt, a tu chyba czegoś brakuje. Te dzieła są wszystkie takie same. Zbudowane ze zdań, które nic nie znaczą, zdań wydumanych, nieczytelnych, popapranych i popierdzielonych, pięknych i głębokich w zamyśle autora, a w istocie tylko pogiętych."

Dla Antypaladyna do przemyślenia.

Pozdrawiam Analizatorów,

Reverentia

BS pisze...

jestem w trakcie czytania i doszedłem do określenia gatunku powieści. Moim zdaniem do opisu bardzo pasuje seria Hyperion Cantos (Hyperion, Upadek Hyperiona, Endymion, Triumf Endymiona). Sci-fi jest na pewno, elementy UF prawie też (Chyżwar i Grobowce Czasu?), miłość paranormalna (to najmniej, ale zakończenie Triumfu... prawie pasuje), walka jest (nie zdradzam, z kim w 1 i 2 części, Kościołem w 3 i 4), a psychologii i filozofii jest, że tak powiem, w ch...olerę dużo :). No dobra. Wracam do lektury. Może się odezwę. Jeśli zdołam.

PPaweł pisze...

Chciałbym zaznaczyć, chociaż z dużym opóźnieniem, że jak najbardziej istnieją napawane szyny. Napawanie to takie jakby dospawywanie samego spawu do jednego tylko elementu metalowego. Pewnie na szynach były jakieś wykorodowane ubytki i metodą napawania dodano do nich brakujący metal, potem dodatkowo oszlifowany w pożądany kształt.