czwartek, 8 września 2011

140. Dendrofile z Wyspy Impotentów, czyli zakupy na pełnym morzu (2/2)


To już ostatnie nasze spotkanie z Sakurą wśród piratów! Cieszycie się, prawda? W tym odcinku czekają nas: mamusia-zombie, blinkające szmaragdy, armata dyndająca na sznurku i obwoźny handel niewolnicami. A to wszystko na Statku Latającego Oręża. Indżoj, in Sakura Sakurorum!

Analizują: Kura, Sineira i Dzidka.

http://pirate-love-sasusaku.blog.onet.pl/


Drzewa szumiały, wiatr powiewał kosmykami włosów. Kaskada włosów opadła na oczy i po bokach skroni tworząc jakby parawan. Wzrok miała wbity w brzeg jeziora, gdzie odbijała się twarz i sylwetka. Nogi miała umoczone po kostki.
Włochaty wiatr i kaskada ze wzrokiem i nogami. Ok, lećmy dalej przez tę psychodelię.
A parawan?
A parawan też jest zielony, bo jakby podniósł drugą, to by upadł.
A zwłaszcza na parapecie.

Spodnie przy okazji tez się moczyły.
Kąpiel z przepierką, ekonomicznie.
Mogła jeszcze przy okazji zrobić siusiu.

Przymknęła powieki, aby nabrać myśli. [Ta kaskada. Czerpakiem zapewne.] [Parawanem!] Była tu sama, czuła się wprost wspaniale. Tu mogła o wszystkim myśleć. Nawet o swoim dziewictwie [błona kaskadowa?], które z resztą jeszcze miała.
Jak kaskada traci cnotę? Po kaskadersku!
Z parawanem.
I wyjdą z tego małe padawanki-kasjopejanki!

Nie straciła z nikim! Ojciec nie był by zadowolony z tego powodu.
Że kurde co?!!!
Zawsze myślałam, że srodzy tatusiowie pilnują cnoty swych córek jak oka w głowie, zwłaszcza jeśli aranżują dla nich bogate małżeństwa...

Dobrze wiedziała, ze musi trzymać się zasad, które są ścisłe! Teraz może być wolna. Chodź może się spodziewać, że nie na długo!
Łoj córuś, córuś, juz ty długo panienką nie będzies!

[Od tego myślenia Sakurze aż się gorąco robi, więc postanawia się wykąpać. Tymczasem Sasuke też się szlaja po wyspie, w ogóle ruch tam większy niż w dzień, chyba wszyscy cierpią na bezsenność i nie mają co robić.]

Usłyszał kogoś szmer: „Zrób to. Szybciej.”  Spojrzał przed siebie. Jego czarnym oczom ukazał się mężczyzna klęczący przy jednym drzewie i wpatrujący się w coś.
Sądząc po komendzie, mężczyzna w nic się nie wpatrywał, tylko robił laskę drzewu.
To gałąź. Zawsze tu była!

Podchodził po woli. Znał go, czasami był zboczony.
A czasami nie. Generalnie to bywał zboczony w co drugi czwartek oraz w co trzecią środę.
W ten czwartek był dendrofilem.

A szalał za dziewczynami jak nikt! Podchodził do niego, lecz zatrzymał się w połowie drogi. Co za debil. Nie da nikomu chwilę intymności, pomyślał. Spojrzał na sylwetkę, która rozbierała się. Rozpuściła włosy i zaczęła zniżać ramiona buzki.
To sobie wybrała moment na poprawki krawieckie!
Agata Buzek prychnęła i mówiąc: - Przepraszam, ale spieszę się - odeszła od tej dziwnej wariatki.

Podszedł bliżej brązowo włosego.
-Spadaj stąd, Kiba. - obrócił się energicznie do tyłu. Upadł na ziemię przytrzymując się rękoma. Patrzał na niego. Jego oczy mówiły wszystko!  S T R A C H!!
Wynika z tego, że Sasuke odezwał się do Kiby, po czym odwrócił się do niego plecami a następnie zaliczył glebę. Znaczyt’ Kiba zaatakował jego honor?

-Sasuke. Co ty tu robisz? - zapytał. - Czy ty nie powinieneś być z Nejim? Mówiłeś, że..
-To mówiłem. A mogę robić coś innego. - mówił sucho. Patrzał w niego. Nie był zadowolony z tego wszystkiego, że spotkał Kibę na podglądaniu Sakury.
Bo teraz Kiba rozgada innym piratom, że z kapitana paskudny wojerysta.

Chociaż… spojrzał ukradkiem w bok. Patrzał jak zrzuca z siebie rzecz. Musiała jeszcze ich nie usłyszeć. Lubił dziewczyny podglądać, czasami nie wytrzymywał patrząc na ich ciała.
Taaak, przedwczesny wytrysk, to częste u napalonych nastolatków.
A kiedy natrafili na statek pełen nagich niewolnic, kapitan zakładał białe spodnie...
Zapytałabym, dlaczego w ogóle zakładał - ale mam wrażenie, że od ubiegłego tygodnia mentalna pizda znacznie się rozrosła i pokryła swoją powierzchnią znaczną część akwenów (wodnych) kuli ziemskiej... Stąd kilka nowo odkrytych, różowych (rzekomo z powodu rodzaju skał) i zalesionych wysepek...

Dostawał furii, gdy patrzał na te jędrne piersi i nie tylko. Chciał się wreszcie w którejś spuścić,
Facepalm. Deskpalm. Faceboob. Posadźcie orchidee na mym grobie.

Chciał się wreszcie w którejś spuścić, ale powstrzymywał się z każdą nadarzoną okazją. [ale dlaczego???] I tym razem tez będzie musiał…
… jechać na ręcznym.

-A może ty sam chcesz się na nią rzucić?
-A chciałeś?! - podniósł głos na niego. Skarcił się za to, że mówił takie głupoty. - Spadaj stąd! - powiedział. A ten się podniósł i pobiegł, aby być daleko od niego. Nie chciał, mieć z nim teraz do czynienia. Widział w jego oczach furię i nie tylko też żądze.
Czyżby teraz Kiba się obawiał, że kapitan go niecnie wykorzysta?

Oparł się ręka o korę drzewa i zaczął wpatrywać się w Sakure, która nie wiedziała, że obserwuje ją ktoś kogo nie lubi. Patrzył jak zrzuciła z siebie suknie. Rozwiązała supełek z tyłu bandaża. Rozwijała. Pochłaniał ją wzrokiem. Stał w cieniu, więc nie było go widać. Stała naga. On pochłaniał jeszcze bardziej ja wzrokiem. Spojrzał się w dół na swoje przyrodzenie.
Przyrodzenie spojrzało na niego. Pochłaniało go wzrokiem. On pochłaniał je wzrokiem jeszcze bardziej. Trzymało nożyczki, przy pomocy których uwolniło się spod krępujących ruchy ubrań. Mrugało wesolutko swym jedynym okiem.
Oko w oko ze smokiem.

Westchnął cicho. Już u niego zaczęło się.



Pragnął się kochać! W tym momencie z tą kobietą! Patrzała jak wchodzi do wody i nurkuje.

Chciał odejść, ale powstrzymał go szloch. Spojrzał na kobietę. Dłońmi zakrywała twarz. Chciał tam pójść, ale powstrzymał się.
Jakoś głupio mu było tak znienacka wyłazić z krzaków z dyndającą kuśką.
Eno... dyndającą? Takie widoki, a jemu wciąż dynda?
No i dlatego mu głupio :D

-Czemu? Czemu ja?! Nigdy takich nie chciałam mieć. - nie wiedział o czym ona mówi. - Nigdy do cholery nie chciałam mieć dużych piersi! - powiedziała głośniej.
Na litość, przecież (jak na standardy anime) Sakura jest płaska jak naleśnik!
Z tego, co zdążyłam zauważyć, Miyako-chan ma własny kanon, według którego Sakura ma cyce jak donice.

On na nią patrzał swoim węglowym wzrokiem.
Napisałabym tutaj coś o atomowych cycach i węglowym rdzeniu, ale się wstydzę ;)

Oszpecała się sama. On o tym dobrze wiedział.
Wiedział, że owijanie piersi bandażem to najkrótsza droga do dorobienia się pary pięknych jamniczych uszu, sięgających kolan.

Zaciskał dłoń na korze drewna. Cos go ruszyło. Nie lubił jak dziewczyna ma złą o sobie samo opinię. To będzie świadczyło, ze inni też taką mają mieć.
Niegłupie stwierdzenie, szkoda tylko, że tak pokracznie napisane.

- Urodziłam się dziwolągiem. Powiedz mi to! Urodziłam się taka, prawda? - zapytała.
Nie, kochanie. Noworodki cycków nie miewają. Tego się nabywa z wiekiem, w dodatku pod warunkiem, że się prawidłowo odżywia.
Może jej chodziło o różowe włosy?
Pod pachami?

Sasuke myślał, że to do niego. Lecz nie… Wyszła kobieta z zarośli. Spojrzał na nią. Wiedział, ze teraz musi ich zostawić. Nie lubił podsłuchiwać rozmowy jeśli chodzi o Nią. Tą (tę!!!) kobietę. Spojrzał się na Sakure ostatni raz. Odszedł.
I znów nie doszedł.

Spojrzała się na postać, która była kobieta. Miała czarne włosy i szmaragdowe oczy, tak jak Sakura. Na sobie ubrane miała piracki strój (Nie dość, że strój był w coś ubrany, to w dodatku na niej, co daje razem trzy warstwy. Nie było jej przypadkiem za gorąco?), który podkreślał jej walory. Tym były do siebie podobne.
Rozumiem, że walorami, nie pirackim strojem.

Kobieta usiadła przy brzegu. Wpatrywała się w księżyc. Westchnęła.
-Skąd wiedziałaś, ze tu jestem?
-Szłaś za mną od wioski. - uśmiechnęła się i spojrzała na taflę wody, gdzie powstawały pręgi za każdym ruchem kobiety.
Ciekawe jakim cudem, skoro siedziała przy brzegu.

-Spostrzegawcza jesteś. - powiedziała i spojrzała się na kobietę, która siedziała i teraz się w nią wpatrywała. Podpłynęła do brzegu i wyszła. Ubierała się. Spojrzała smutnym wzrokiem na kobietę, która teraz stała parę kroków przed nią. Wpatrywały się w swoje oczy.
Naliczyłam już trzy kobiety - Sakurę, tę siedzącą i tę stojącą. Mnożą się jak króliki.

-A ty jesteś kłamliwa. Dlaczego to zrobiłaś? Tyle lat, a ty nadal dobrze się trzymać. Żadnej oznaki życia. Niczego!
Serce ustało, pierś już lodowata...
Mamusia-zombie spotkana po latach!
Widać, że konserwantów sporo jadła za życia
Skoro po tylu latach nie ma oznak gnicia.

Co myślałaś przez tyle lat? Ojciec musiał dla mnie być też matką.
Karmienie piersią co prawda nie bardzo mu wychodziło...
Słabo się starał, oj słabo.

Wiesz co nie wiem co sobie myślałaś opuszczając mnie i ojca. Matka zawsze powinna być przy dziecku i mężu. - patrzała się na matkę i kręciła głową. - Nie wiesz jak to jest być bez matki przy dorastaniu. Zawsze pragnęłam abyś była przy mnie. A teraz dowiaduje się, ze ty jesteś moją matką. - matka do niej podchodziła. A ona stała. [I śmierdziało jej z paszczy] - I żyjesz bez jakichkolwiek zmartwień. - przytuliła ją do siebie. Sakura nie wytrzymała emocja. Puściły jej łzy.
Dobrze, że nie gumka od majtek.
Sakura nie wytrzymała, emocj był za silny.

-Przepraszam, ale nie mogłam. - powiedziała kobieta - Chciałam zawsze was zobaczyć, ale gdyby ludzie się dowiedzieli, że twój ojciec chce pojąć piratkę za żonę wybuchł by bunt mieszkańców. Dla nich to byłby skandal.
Bo każda piratka ma to wypisane na czole. A zamiast źrenic ma gustowne czaszeczki w czerwonych bandankach.

Dlatego po twoich narodzinach parę dni uciekłam. Wiedziałam, że w końcu staniesz się piękną kobieta.
Nawet twoja noworodkowa purpura mieniła się w świetle wszystkimi kolorami tęczy.

Jesteś tez bardzo odważna i zawzięta. Postawisz na swoim.
A to wywnioskowałam z zaciętości, z jaką mnie ssałaś.

Przepraszam cię, nie chciałam tak ale musiałam wszystko dla waszego dobra robiłam.  
Bo piratką się jest dożywotnio, tak? I nie da się zmienić tego fachu na etat przykładnej żony i matki?
Może to jakaś skaza genetyczna... ale w takim razie trzeba było pomyśleć PRZED spłodzeniem dziecka.

- Sakura się w nią wtuliła i szlochała. Miała dosyć. Rin była dla niej kimś ważnym, zawsze myślała o matce, ale nie myślała, że tak właśnie wygląda i jest legenda piratów. Pogromcą oceanów!
Oraz pewnej ilości zwierząt ©.

-Przepraszam pójdę już. Musze jeszcze coś przemyśleć. - odchodziła. Wytarła łzy spływające po policzkach.
Kur... opatwa nakrapiana, to ciągłe odchodzenie w celu przemyślenia zaczyna mnie już wkurzać. Zwłaszcza, że efekty daje mizerne.
Może ich mózgi działają tylko w ruchu, takie dynamo.
Synapsy uległy atrofii, więc teraz trzeba tak... eee... neuronem o neuron?
Nie przy jedzeniu!

-Sakura
-Hm..
-Pamiętaj, że jesteś ładna. Piersi o tobie nic nie świadczą. - powiedziała.
Piersi prychnęły z irytacją i schowały się pod pachami.
Przesunęły się jeszcze trochę, opadły i zmieniły w półdupki.

Sakura zniknęła w ciemnościach lasu. Szła przez ciemności patrząc w dół na drogę. Buty miała trochę ubrudzone. To nie interesowało ją. Co dzisiaj jeszcze mnie spotka? Jaka miła niespodzianka?! Nienawidzę Sasuke, nie chcę się żenić. Życie jest do kitu, pomyślała.
To idź się utop, na litość!
No nie rób tego wodzie...
Ale zauważ, co za niepoprawna optymistka - tu niby życie jest do kitu, a tu jednak ma nadzieję na MIŁĄ niespodziankę.
Ojtam, to przeca była gryząca ironia, no!

Wyszła do wioski. Kroczyła z gracją, nie podniosła głowy.
Aha, to faktycznie z gracją. Znaczy, z gracją bujała garbem. Jak wielbłąd.

Bo po co?! Wszędzie było z pewnością pusto. Usłyszałam stukot i rozmowy. Spojrzałam do przodu. W porcie zauważyła jak ludzie Sasuke przenoszą coś na statek. Stał tez tam i robił coś ze skrzynką.
Najpierw jakiś dendrofil, teraz skrzynkofil, same zboczenia w tej bajce.

Patrzała się na statek. Wpadła na kogoś. I przewróciła się na ziemie.
-Ałć - jęknęła. Zauważyła dłoń, która oferowała pomoc. Chwyciła ją. Stała na różnych nogach.
Jak wróbelek, co jedną ma bardziej :)

[Sakura spotyka Nejiego i choć oboje zgadzają się co do tego, że nie kochają się i nie chcą ślubu, to nie przychodzi im do głowy żaden konstruktywny pomysł na rozwiązanie tej sytuacji oprócz obopólnego focha i rozstania w gniewie. Ciach!]

Odchodziła. Czuła na sobie wzrok ten, którego nienawidziła. Stanęła przy okręcie Itachiego - przyjaciela. Weszła na pokład. Stanęła przy więzach masztu.
Przy CZYM???

Wspinała się. Wiał wiatr co szarpało włosy. Wiedziała, że mogą na nią patrzeć, lecz teraz miała to głęboko gdzieś. Stanęła na maszcie. Wpatrywała się w morze.
A piraci pokazywali paluszkami jej przepiękne pantalony.
“Niepolitycznie pannie na drabinie siedzieć, bo ucieszny może dać światu prospekt!”
Stoi NA maszcie? Oj, lepiej, żeby się nie pośliznęła. Oj, lepiej, żeby nie.
Ojtam, ojtam, będzie w sam raz na Gwiazdkę, zamiast aniołka. A tak poważnie - mogła stanąć na jabłku, czemu nie.

Nigdy tam nie wrócę. Nie zamierzam! To nie moje miejsce. Moje miejsce będzie tam, gdzie miłość ma. Tylko gdzie?! Jeszcze nie znalazłam jej.
Mistrza Yody składnią posługując się
Nie znajdziesz sensu życia, o nie
I będzie z tobą bardzo źle
I zaczniesz pisać opka - oł je!

A niech to szlag! Życie jak i miłość jest do kitu!! - pomyślała.
Niech ona już lepiej przestanie myśleć, bo takie myślenie też jest do kitu.

Patrzała się na morze, które ją uspokajało.
W opku do znudzenia powtarzają się trzy motywy - myślenie o kitowatości życia, podkreślanie, że Sakurci nic i nikt nie obchodzi oraz uspokajający wpływ patrzenia na morze. Czyżby aŁtoreczka miała jakieś normy dotyczące wierszówki, że tak wszędzie wpycha tę watę?

Zawsze gdy siedziała na pomoście portu, patrzała na morze i statki. Sama zawsze pragnęła wyruszyć w podróż. Spojrzała w dół. Było wysoko. Uśmiechnęła się.
- Skacz!!! Skacz!!! - błagalnie przemówił głos z innego wymiaru. Analizatorzy trzymali kciuki i z nadzieją wpatrywali się w monitory.
To ja tradycyjnie zalinkuję do Ramsztajna, wiem, że tego się po mnie spodziewacie... :)


-Sakura. Złaź na dół! - usłyszała głos przyjaciółki. Spojrzała, chwila nieuwagi. Ześlizgnęła się. Spadała w dół. - SAKURA!! - krzyk. Uważała, ale każdy ma pierwszy raz.
Taaa, babcia mojego męża też mi to powiedziała następnego ranka po ślubie...

Wpadła do wody. Była przytomna. Słyszała wszystkich krzyki. Popłynęła w dół głębiej. Pod statkiem zauważyła jakąś jaskinie. Popłynęła w tamtą stronę. Był niebieski tunel, w którym pobłyskiwały śliczne rubiny , szafiry i szmaragdy.  Zatrzymała się tuż przy oczku, gdzie zobaczyła jakieś błyskotki. Nabrała powietrza i otworzyła powieki.
Rozumiem, że wcześniej miało miejsce jakieś postrzeganie pozazmysłowe? Albo może te rubiny i szmaragdy robiły głośno “bling, bling”?
Rozumiem, że nigdy wcześniej żaden z piratów nie wpadł do wody i nie zobaczył tego, co ona?
Może i zobaczył, ale był to ostatni widok w jego życiu. Piraci, z tego co pamiętam, rzadko umieli pływać.

Na powierzchni zauważyła wielką ilość skarbów. Podpłynęła bliżej. Chwyciła jedną monetę i przyglądała się jej uważnie.
… zastanawiając się, jakim cudem unosi się na powierzchni. Dopiero po chwili dotarło do niej, że rzekome skarby są zrobione z pomalowanego złotolem drewna.
Ty naprawdę sądzisz, że ona ZAUWAŻYŁABY, że coś jest nie tak i zaczęła się nad tym ZASTANAWIAĆ?
Ech, masz rację. Nie mogła się zastanawiać, to wbrew naturze.

Była jeszcze z tych czasów, więc one musiały mieć parę lat.
Eeee... że co aŁtorka miała na myśli, na monetach wybito datę ważności, czy jak?

Podrzuciła, złapała. Rzuciła na kupkę pieniędzy. Zanurkowała i odpłynęła. Była tylko ciekawa co tam jest. Niczego nie chciała stąd wziąć. Ciekawość była większa.
No i tak o. W poprzedniej części analizy mieliśmy rannego miśka, którego Sakurcia opatrzyła (i oswoiła mocą swej zajebistości), a który więcej w fabule się nie pojawił. Teraz mamy tak samo z dupy wziętą i nikomu do niczego niepotrzebną jaskinię pełną skarbów.
Dodajmy, że jaskinia leży w miejscu, w którym przewija się sporo ludzi. Nie, na pewno nikt by jej nie zauważył. Hmmm, a może to był Bank Spółdzielczy Piratów S.A.?

Znalazła się pod okrętem. Przepłynęła trochę dalej, aby jej nie zauważyli. Wypłynęła po między dwa okręty. Wyszła na brzeg. Wyrznęła z włosów wodę.
Kosą ją wyrżnęła. I poprawiła sierpem.
Ja bym ją chętnie poprawiła młotem...
Raz sierpem, raz młotem w piracką hołotę!

-Sakura! - usłyszała baryton przyjaciela. Podchodził do niej wraz z innymi.
Bas i tenor trzymały się z tyłu, trochę onieśmielone.


- Czyś ty oszalała. Nie rób tak więcej.
-To nie było specjalnie! - powiedziałam głośniej.
-Co do cholery! Ona jest cała, a ja musiałem przez nią się cały zmoczyć! Nie będę więcej razy nikogo ratował! - mówił Sasuke. Ona spojrzała na niego. Od dołu do góry zlustrowała go.
O ile zakład, że “dziękuję” nie przejdzie jej przez usta?

-Nie prosiłam ciebie o pomoc, więc się zamknij. - nie spodziewała się po nim, ze wskoczy za nią do wody. Miała wszystko mokre. Była cała przemoczona. Była odwrócona do nich tyłem. Szła przed siebie. Zdjęła bluzkę.
Eeee, czy ja dobrze widzę, że ona robi striptiz w porcie pełnym piratów?
Bez obaw, mentalna pizda tak tam obrosła wszystko, że żaden nawet nie zwróci na to uwagi.

-Może jeszcze będziecie się kochać?
To było przegięcie. Wiedziała dobrze, o co mu chodzi. Itachi na nią spojrzał pytającym wzrokiem.
Nie miałby nic przeciwko temu, chociaż wolałby bardziej ustronne miejsce.

Westchnęła głośno przymykając powieki. Obróciła się i rzuciła w twarz Sasuke swoją bluzką.
Sasuke przymknął powieki i jakby pochłaniał jej zapach.
Wolałby pończoszki lub bieliznę, ale z braku czegoś lepszego i bluzka się nada.
Czy to nie przypadkiem ta sama bluzka, w której Sakura tarzała się po niedźwiedziu?

Uniósł powieki i spojrzał na nią… Uśmiechnął się.
-Masz niezłe ciałko, to trzeba przyznać - jeszcze bardziej się uśmiechnął.
- Miło, że tak chętnie je pokazujesz - dodał, a pozostali piraci z entuzjazmem pokiwali głowami.

Każdy przysłuchiwał się ich konwersacji. Zacisnęła dłonie w pięści. Podeszła do niego szybkim wzrokiem. Patrzał na nią. Uderzyła go z całej siły w policzek. Chwycił się za bolące miejsce, które różowiało. Odchodziła omijając go.
Powiedzmy sobie wprost - pirat, taki kanoniczny, chwyciłby ją w tym momencie za kłaki i pokazał, co się robi z gołą babą.
To nie Wyspa Piratów, tylko Wyspa Impotentów. Samo oddychanie jej powietrzem sprawia, że nawet młodym, jurnym byczkom wszystkiego się odechciewa!
Jaki fajny pornol z tego mógłby powstać!
Pornol o impotentach? Stawiasz spore wyzwanie przed tą gałęzią kinematografii.

Była zdenerwowana. Błąkała się po domu w tą i powrotem. Była w samej bieliźnie. Nie lubiła jak tak na nią mówią.
“Ty w samej bieliźnie!” - jaka straszliwa obelga.

Ma ciało ładne, ale nie chce aby tylko to mówili chłopacy. Usłyszała pukanie. Nie założyła nic na siebie. Otworzyła drzwi.
Już rozumiem - ta dziewczyna jest ekshibicjonistką. Trochę kłopotliwa przypadłość.
Och, a ja taka nieubrana!

Stały tam dwie dziewczyny, które wepchały się nachalnie do środka zatrzaskując drzwi.
-Nie masz prawa tknąć Sasuke!
-Ta… Wiem to. A teraz spadajcie, mam ważniejsze sprawy na głowie niż wasz kapitan! - mówiła głośniej.
-Nie. My nie pójdziemy dopóki nie przeprosisz Sasuke!
W tym momencie stężenie absurdu sięgnęło zenitu. Naprawdę nie wiem, jak to skomentować.

-Za co? A za spoliczkowanie! Chyba oszalałyście. To gnój, i nigdy nie będę go przepraszała. On nie szanuje kobiet!! - krzyknęła. Zacisnęła dłonie w pieści. One się do niej zbliżały. A ona oddalała. [I tak przez trzy kilometry] Poczuła wiatr na plecach. Było otwarte okno. Wkurzało to ją.
Fakt, przeciąg może być wkurzający, ale zamknięcie okna naprawdę nie jest aż tak skomplikowane, poradzisz sobie!
Myślisz? Mieliśmy już opko o jednej takiej, co do otwarcia drzwi potrzebowała specjalnej instrukcji obsługi...

- jeśli jesteście jego fankami, to rzućcie się na niego i powiedźcie „Och Sasuke-kun jak ja ciebie kocham” - zaśmiała się.
-Pożałujesz!! - krzyknęły oby dwie. Rzuciły się na nią a ta wyskoczyła przez okno. One za nią - Wracaj tu!! - krzyknęły. Mężczyźni popatrzeli skąd dobiegają krzyki. Widzieli Sakure w bieliźnie. Patrzeli na nią i na innych. Obojętnie. Tępo. Ociężale. Ona zauważyła niedaleko Sasuke, który śmiał się z tego
W sumie jedyna słuszna reakcja...

-Dziewczyny! Wasz przystojniak na czwartej!! - jego twarz zmieniła się o trzysta sześćdziesiąt stopni. [Znaczy, obróciła się i wróciła do punktu wyjścia] [Kłykcie potyliczne mu ukradli?] Był wściekły na nią. Zaśmiała się cicho. Odwróciłam głowę na nie. Patrzały na niego. Uciekła przez tłum…
A tłum piratów rozstępował się przed półnagą kobietą, nie śmiąc tknąć jej nawet czubkiem palca.
Swoją drogą tajemna wyspa piratów jest strasznie gęsto zaludniona, ciągle się tam jakieś tłumy przewalają.
Dziwisz się - jedna mała wyspa, na której gnieżdżą się WSZYSCY. Podejrzewam, że mają jakiś grafik, kto kiedy przypływa, inaczej zadeptaliby się w ścisku.

Pobiegła na jeden okręt, gdzie mogła spędzić trochę czasu. Oczywiście był to okręt Sasuke. Karciła się w myślach za to, ze właśnie musiała tu wejść.
No właśnie. Wyspa Piratów, w porcie statków od jasnej cholery, jeden z nich należy do jej serdecznego, zaufanego przyjaciela - a ta pcha się specjalnie na statek wroga, nie?
Bo to, rozumiesz, tajemna moc miłości ją pcha. Ona jeszcze nie wie, ale przeznaczenie kieruje jej krokami!

Przeszłą do jego kajuty. Zauważyła jakieś stare lecz dobre rzeczy. Ubrała spodnie i koszule jego zapinając do końca.
Znaczy, Sasuś też musiał być nieźle rozwinięty w rejonach klatki piersiowej, skoro koszula tak idealnie pasowała.
Sasuke była kobietą! Jak Kopernik! I Curie - Skłodowska!
Powiało (tfu!) Żeromskim, Bernardem. Wujem.

Wyszła z kajuty kapitańskiej. Jej oczom ukazał się Sasuke, który był na pokładzie. Szła jak najciszej mogła, aby jej nie usłyszał.
-Mam twoją bluzkę - podeszła do niego. Lustrował ją od dołu do góry.
“Cholera” - pomyślał - “Na niej jakoś lepiej leży. Chyba będę musiał wszyć jakieś poduszeczki z przodu, bo inaczej nie osiągnę tego efektu.”
Bluzkę! Ona ma BLUZKĘ PIRATA.
Ciesz się, że nie stanik. Męskie bluzki to norma w opkach.

[Sasuke całuje Sakurę. Ciach!]

Szła wściekła. Na bok przesunęła dwie dziewczyny, na które nie zwróciła uwagi. Nie popuści mu. Da mu nauczkę za to co zrobił! Myśli, że jest kimś wielkim. Wcale taki nie jest. Weszła do domku. Nałożyła na sobie jakąś pelerynę i kapelusz brązowy, aby nikt jej nie rozpoznał. Buty zmieniła na bardziej męskie.
Hm, przed chwilą przebrała się w rzeczy Sasuke - czyżby kapitan nosił damskie pantofelki?
Skoro nosił bluzki, to i szpileczki pewnie miał do kompletu.

Poczekała parę godzin, aby nikt jej nie zauważył. Wyszła z domku idąc na statek, który maił za parę godzin wypłynąć.
W porcie ukryty
Maił się wonnym kwieciem.
Statek pirata!
[Rozpływa się w samozadowoleniu, podziwiając własne haiku.]

Nowy rozdział! Goooomen. Nie chciałam tak długo przedłużać, ale też mam wakacje i mam duże zaległości. Myślę, że mi wybaczycie. I nie poganiajcie żadnych pisarek, mają też inne blogi. Pozdrawiam Kimi-san.
Pisarek. Aha. A ja jestem poetką. I baletnicą do tego.

Wypłynęli z portu. Sakura zawiązała linę przy maszcie i spojrzała na ocean. Sięgał, aż za  horyzont. Poczuła wiatr we włosach. Wzięła oddech. Po czym wypuściła powietrze.
Z dwojga złego lepiej tym końcem;)
Powtórzyła to jeszcze raz i jeszcze, bo jej się spodobało. Ojej, ojej, umiem oddychać!

- Jak dobrze.- tego było jej trzeba. Wypłynięcia w rejs. Uśmiechnęła się do siebie. Nagle jej wzrok zatrzymał się na jakiś obiekcie, który się do nich zbliżał. Wytężyła bardziej wzrok. To statek pomyślała. Sasuke też to dostrzegł. Zmarszczył brwi.
Zaaaraz. W poprzednim odcinku Sakura przebrała się w męski strój, wymknęła z domu potajemnie i wkradła na jakiś statek - jak zrozumiałam, po to, by uciec od Sasuke - a tu okazuje się, że wlazła jednak na JEGO statek???
“Jakbyś nie mógł mnie znaleźć, to będę w szafie”...
Nie zrozumiałaś głębi tej intrygi. Ona ma zamiar się ZEMŚCIĆ. Będzie mu teraz incognito pluć do zupy.
Dobra. Jeśli teraz piraci zbiorowo ją wychędożą, pierwsza powiem “Sama sobie byłaś winna, kretynko!”

- Bądźcie przygotowani jak coś do walki.- rzucił do załogi.
Co jak co, ale mowy motywacyjne ma chłopak opanowane do perfekcji:D

- Hai!!!!!! - krzyknęli chórem prócz Sakury. Niedługo potem statek podpłynął do nich. Zrzucono klapę [od sedesu???] [od bagażnika]
Na litość boską, tak trudno jest znaleźć w necie słowo “trap”?
No Dzidu nie przesadzaj, wymagasz szukania czegoś w necie?!
na ich statek. Brunet z zaciekawieniem obserwował jak w jego kierunku idzie mały, grubiutki facet. Po bokach miał siwe włosy, a na środku lśniła łysina.
Wizualizują mi się długie pukle zwisające spod pach oraz goły, wystający brzuchol.

Na ustach czarnookiego nieznajomego pojawił się uśmiech.
- Czego chcesz? - spytał Uchicha.
- Sprzedaję kobiety. Może chciałby pan kupić parę? - spytał chytrze.
Młode, czyste, zaszczepione, do parki dorosłych nieletnia gratis!

Sasuke chwilę się zastanawiał.
- Chętnie.- zgodził się.
Mamy co prawda już jedną na pokładzie, ale płodozmian się przyda.
Zawsze warto mieć pod ręką jakieś zapasowe egzemplarze.

Ruszył za handlarzem, który już zacierał ręce. Obserwowała to uważnie. Nie podobało się jej to. Ona już by rozkwasiła ten uśmieszek z jego gęby. Ale nic nie mogła zrobić. Czekała. Po chwili wrócił brunet z dwiema kobietami [w koszyku]. Zamarła. Przeżyła szok. Znała je. Jedna była blondynką o zielonych oczach, druga niższa i młodsza- miała brązowe włosy i czarne oczy.
- Temari i Matsuri.- szepnęła do siebie. Co one tam robiły? pomyślała.
- Proszę.- wypłacił mu należność (przelewem na konto). Mężczyźnie zaświeciły się oczy.
- Robienie z panem interesów jest przyjemnością.- powiedział.
- Zmykaj stąd nim cię pozbawię głowy.- ten ukłonił się, po czym zabrał klapę i odpłyną stąd [na muszli].
Tymczasem nadpłynął statek z bułeczkami i mlekiem. Potem statek z poranną prasą. W oddali majaczyły żagle statku z pizzą.  
Kolejny miał zaś napisane na żaglach: “PAN KANAPKA”.

- a wy.- zwrócił się do nich.- będzie gotować i sprzątać.- dodał.- Naruto.- zwrócił się do blondyna.- zaprowadź ich [Ich? To dostał jeszcze samczyka w pakiecie?] do kuchni.- rzekł i wrócił do swych zajęć. Miała ochotę walnąć Uchichę za to. Jak mógł kupić kobiety?
No właśnie, jak mógł je kupić, przecież powinien raczej porywać i sprzedawać!

Powinien je wszystkie uwolnić pomyślała zła. Była wściekła jak osa na niego. Myśli, że kobiety to towar jakiś. Nic dziwnego, że kobiety ma za nic przemknęło jej przez myśl.
Matko Borska, czy aŁtoreczka ma w ogóle pojęcie, czym zajmowali się piraci?
Eeee... Piciem rumu, ładnym wyglądaniem i wzdychaniem do niedostępnych dam?
Oraz przymierzaniem damskich fatałaszków.

Nadeszła pora obiadu wszyscy siedzieli w jadalni i jedli. Sakura nie mogła. Patrzyła na kapitana, który jadł spokojnie jak gdyby nic się nie stało. Odechciało się jej jeść. Nie mogła tu jeść z nim. Wstała i ruszyła w kierunku wyjścia.
- Co się stało? - odwróciła się i dostrzegła go.
Kapitan, jak dobra przedszkolanka dba, aby każdy pirat grzecznie zjadł obiadek. A potem poleżakował trochę.
I zmienił kapcie przed wyjściem na pokład.

- Nic. Nie jestem głodny kapitanie.- odparła grubym głosem. Ten skinął głową i ruszył w kierunku jadalni by dokończyć posiłek. Wyszła na pokład. Zobaczyła je jak myją pokład. Podeszła do nich. Kobiety spojrzały na nią i zamarły. Były zdziwione jej obecnością. Zastanawiały się co córka gubernatora robi na statku pirackim.
A... aha. A ponoć przebrała się tak, żeby jej nikt nie poznał...
Na kapitana podziałało.
Ciiicho, on po prostu jest tępy z natury.

- Sakura? - spytały.
- Ciiiii.....- powiedziała i obejrzała się, ale nikogo nie było.
- Co tu robisz? - zapytała Temari.
- Zostałam porwana, a teraz udaję mężczyznę, bo w ich wiosce mi się nudzi.- oświadczyła.
Dżizas! Tu spotyka niewidzianą całe lata matkę, tam opatruje ranne niedźwiedzie, tu znów odnajduje jaskinię ze skarbami, wielkie uczucia szaleją wokół niej - A JEJ SIĘ NUDZI???
To jakiś wyższy skill zblazowania i niezainteresowania życiem...
Obawiam się, że to tylko prozaiczna głupota.

Tymczasem w wiosce Hinata dostrzegła nieobecność przyjaciółki i narobiła rabanu. Wszędzie szukała przyjaciółki, ale nigdzie jej nie znalazła. Itachi dostrzegł panikę w oczach kobiety.
- Spokojnie. Pewnie jest z Sasuke na statku.- próbował ją uspokoić.
- Co???? Jest jeszcze gorzej!!!!!! - krzyknęła.
- I po co to mówiłeś? Wiesz, że Sakura nie lubi Sasuke.- oświadczył ktoś z tłumu.
Zero prywatności na tej wyspie, wszędzie towarzyszy im tłum!
I wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą. To jakaś piracka edycja Big Brothera.
Albo co rano zawija do portu statek z Pudelkiem.

Sakura schodziła z bocianiego gniazda. Stanęła na pokładzie i spojrzała na mostek, gdzie stał Sasuke, który nagle wypadł za burtę bezwładnie.
Usiłuję sobie wyobrazić, jak mu się to udało, ale jakoś nie mogę. Relingi mu coś zeżarło?
Usiłuję sobie wyobrazić, jak ta łajza została kapitanem. Jack Sparrow nawet po beczce rumu trzymał się na nogach!
PO beczce i NA beczce.

Bez zastanowienia rzuciła się w jego kierunku. Wszyscy patrzyli na niego jak skacze z dziobu do wody za kapitanem.
Załoga naprawdę mocno kochała swojego kapitana...
Obstawiali zakłady - wypłyną, nie wypłyną...
 


Zaczęła się za nim rozglądać. Nie widząc go na powierzchni zanurkowała. Widziała jak idzie na dno. Podpłynęła do niego i chwyciła go, po czym wypłynęła na powierzchnię. Był nieprzytomny. Złapała linę, którą rzucili. Wciągnęli ich. Byli na mostku.  Nie oddychał. Pochyliła się i zaczęła mu robić usta-usta. Załoga patrzyła na to z niesmakiem.
Doprawdy, nie spodziewałabym się zbyt wielu homofobów na pirackim statku. Te długie miesiące na morzu, bez kobiet...

Wychlusnął wodę z ust.Odetchnęła z ulgą. Żył. Otworzył oczy. Dostrzegł zielone oczy wpatrzone w niego. Usiadł jak oparzony.

[Sakura zauważa na ciele Sasuke czerwone, chorobowe plamy i podstępem podaje mu lekarstwo w szklance rumu. Ciach!]

Właśnie poprawiła żagiel, gdy podszedł do niej Neji. Skończyła. Wzięła szklankę wody, którą już wcześniej sobie nalała.
Sakura delikatnym gestem wygładziła fałdki i zagięcia na tkaninie żagla, po czym wzięła szklaneczkę, odginając elegancko mały paluszek...
Serio. Jak ona, do szmurwy nędzy, wyobraża sobie “poprawianie żagla” przez JEDNĄ osobę?!
Może to był żagiel kotwiczny?
Ta, kuźwa. Chyba żagiel od tamtej “klapy”.
No to może poprawiała pęcherz jakiejś zabłąkanej aretuzie?

- Kochasz kapitana? - spytał prosto z mostu. Spojrzała na niego jak na wariata, po czym połknęła wodę.
A mogła wychlusnąć.
Albo wypluć prosto na niego. Mielibyśmy ambitny Element Komiczny.

Porozmawiała sobie głębiej z Nejim. Powiedziała co myśli na temat Sasuke. Sasuke nigdy jej się nie spodoba, i nie marzy nawet o nim. To, ze śni o nim w nocy nic nie znaczy! To tylko głupie sny nic więcej. Lecz z nocy na noc są bardziej pożądane.
Matko Borska, to faktycznie była “głęboka” rozmowa, skoro aż takie wyznania czyniła!

To jej się nie podobało. Dlatego dzisiaj w nocy nie będzie spała, nie ma najmniejszego zamiaru. Dosyć, że musi się z nim zmagać od rana do wieczora. Na horyzoncie zobaczyła statek piracki. Westchnęła ciężko. Czyżby za nią przypłynęli? Wątpiła w to. Robiła swoje na pokładzie. A Sasuke ciągle chodził.
Aż wydeptał głębokie koleiny w deskach.

Robiła raz to, raz tamto. Dawał jej roboty jak idzie, a inni sobie odpoczywali. Pokaże mu, że nie jest taka słaba. Jest wytrzymała bardziej niż on.
Kretynka.

Stanął obok niej i wpatrywał się na horyzont. Nie musiał się niczego bać. Wiedział kto to jest, a czego mógł się bać skoro jest piratem? Jeśli zginie to tylko z honorem.
Chyba z homarem...
Zginę ja i honory moje!

Ona spojrzała na niego. Nie zauważyła żadnych plam, sam musiał być tym zdziwiony. Uśmiechnęła się.
-Zadowolona? - zapytał. Nie patrzała teraz na niego. - Mój kochany braciszek płynie po ciebie.
-Sądzę, że nie. Sam się przekonasz. - zaśmiała się cicho. Spojrzała jak statek puszcza kotwicę. Po desce do nas przeszedł Itachi z innymi.
O, ten ma inny model, deska zamiast klapy:D
Jak się pośliźnie, będzie miał dolnopłuk.
Ciekawe, czy (jak przystało na japoński kibelek) ma to-to wbudowany dynks do podmywania.

-Co cię sprowadza do nas?
-Lepiej nie pytaj. Sakura… - mówił i spojrzał na nią. Sasuke posłała jej drwiący uśmiech. Itachi wyjął z kieszeni kopertę. Wręczył ją Sakurze. - To od Hinaty.
Piracka Poczta Polecona
Na oceanie - niezastąpiona!
Czy Ty też masz wrażenie, że oni pływają po jakiejś malutkiej kałuży?
Wiesz, ja mam wrażenie, że po czymś takim:




-Ups… - uśmiechnęła się. - Przepraszam. - popatrzała na Sasuke, który zmienił wygląd miny na bardziej zły. [Boru. Kurwa. Boru. Kurwa.] [Znaczy wziął minę i pomalował ją na czarno, dorzucając tu i ówdzie ciemnoczerwone pentagramiki, czaszki i skrzyżowane gnatki.] Pomyślał, ze ją weźmie. [Tu, na miejscu, na tych świeżo wyszorowanych deskach pokładu!] A tu nic, żadnej reakcji z tej strony. [Aha, znaczy wpływ powietrza Wyspy Impotentów jeszcze nie ustał.] To było przegięcie z jej strony, jak mogła tak z niego zakpić. Odeszła robiąc dalej swoje, list schowała do kieszeni. On chodził po pokładzie. Nie patrzała na niego. Spojrzał na nią i patrzał jak zgrabnie to robi. Dziwił się, ze ma taką zdolność do tego.
Eee... do patrzenia? Do chowania listu do kieszeni? Co, na litość bora, robiła tak zgrabnie?
Na moje oko to szorowała pokład, wypinając pupę.
Durny, mógł ją dopaść, przecież na umyte by nie uciekła.

zacisnęła dłonie w pięść, ale wyluzowała po chwili. Przez niego nie musiała tak się denerwować. To tylko głupi pirat nie miejący niczego wartościowego. Tylko chce jak najwięcej zdobyć. A złoto nigdy nie było wartościowe i nie będzie.
Zaiste. Marność nad marnościami i wszystko marność.

Z czasem wszystko się zmienia.
coś jest, a później tego nie ma.
-Chciałbyś. Ty nigdy się nie zmienisz.
I strasznie Sakurę tym wpienisz.
-Nawet nie zamierzam
Choć nie wiem, po co się zwierzam.
-Właśnie widzę gburze.
Ten rym pozostawiam Kurze.
I się nie dziwię dlaczego żadna cię nie chce
Twój kucyponek tylko je łechce!
- powiedziała i odwróciła się do niego plecami.
Wzgardziwszy całkiem jego klejnotami.

Miała dosyć, ze traktuje ją jak nic nie warta kobietę. Miała dużo potencjał, czego nie widział u niej.
Z przykrością stwierdzam, że też nie widzę tego potencjału.
Ona miała potencjał, on nie widział, ten bęcwał. [copyright rymu - Małgorzata Musierowicz, a jakże]

-Gdybym chciał mógłbym mieć każdą. - powiedział pewny siebie. Wyprostowała się. Spojrzała na niego błagalnie, aby przestał gadać głupoty.
[Patrzy błagalnie na aŁtoreczkę.] Przestaniesz pisać? Pretty please?

Na pewno nie każda poleci na niego. Nie ma mowy. Jest za bardzo pewny siebie. Nie myśl sobie, ze każda będzie miała na ciebie chętkę, pomyślała. Westchnęła. Miała go po prostu dość. Odchodziłam. Poczułam silne ręce na biodrach. Trzymał mocno. Chciałam się wyszarpać. Stał blisko i drażnił mi kark.
Zmiana sposobu narracji wskazuje na bardzo emocjonalny stosunek aŁtoreczki do opisywanej sceny;>

Niech go cholera trafi, myślała. Zrezygnowała. Był za bardzo nachalny.
Aha, aha, jassssne.
Może chodziło o “nachlany”.

Zawiał wiatr, który pobawił się ich kaskada włosów. Obróciła głowę i patrzała w jego czarne oczy, w których zobaczyła żądze zemsty na niej?
Wiatr łypnął ponuro oczyma i zawył.

Tylko mu pomogła, a ten ma już do niej pretensje. Zaczęła ponownie go nienawidzić. Nie warto lubić wroga.
Tajest. I w ogóle zabieraj się stąd z tym policzkiem!

[Dalsze mizianko - przepychanki sobie podarujemy. Są zbyt żałosne. W dodatku w tekście padają tak nieprzystojne słowa, jak “penis” i “pośladki”. W trosce o moralność p.t. Czytelników - ciach!
I generalnie robią to tak nieporadnie, że... że w sumie doskonale pasuje do tego ten drętwy, drewniany styl aŁtorki.
Przewijamy do momentu, gdy Sasuke zamyka boCHaterkę w swej kajucie i odchodzi.]

Oparła się plecami o drzwi kajuty. Ześlizgnęła na ziemie. Rozglądała się uważnie po kajucie. Łóżko dwuosobowe, lubił sobie dogodzić.
Na dwuosobowym to raczej dogadza się komuś, nie sobie;>
Może on po prostu lubił spać z rękami i nogami rozrzuconymi “na orzełka”.
I przez sen kręcąc łbem na obie strony i machając rękami i nogami po prześcieradle.

Butelki po rumie. Wzięła jeden (jeden rum?) do ręki, który stał nieopodal drzwi, była jeszcze polowa butelki. Uśmiechnęła się. Chwyciła za otwarcie. Powąchała. Nie pachniało za dobrze, a wiedziała, ze jest z wczoraj. Chyba Sasuke zatapia swoje smutki w tym?! Przychyliła butelkę. Ciecz  wpłynęła do ust. Połykała. Wyrzuciła butelkę do reszty. Cmoknęła.
I beknęła.

-Nie takie złe. - wypowiedziała. Nigdy nie piła. Było to pierwsze. Rum nie był taki zły jak dla niej. Wino nie smakowało, ale to co innego.
No to nigdy nie piła, czy miała już doświadczenia z winem?
RUMU nie piła. Za to wino, koniak, gin i rozmaite likiery łoiła jak stara.

Uśmiechnęła się. Spojrzała w drugi bok, zauważyła okno niedaleko. Wstała szybko i powędrowała. Otworzyła. - Nie zamknął okna. Typowe! - wyszła z kajuty przez okno. Stała na pokładzie patrząc na innych. Zauważyła Sasuke na środku. Wykłócał się o coś z Itachim. Spojrzała w górę. Zauważyła, że armata na nich spadnie.
Eeee... skąd?! Umieścili ją na bocianim gnieździe?!
Na rei podwiesili.
Wyrzutnia rakiet powietrze - woda?

Szła wzrokiem za sznurem. Zauważyła supeł, który rozwiązywał się pomału.
Najpierw zauważyła, że armata spadnie, a dopiero potem dostrzegła, że supeł się rozwiązuje. To ci dopiero pokaz prekognicji!

Zaczęła biec, omijając wszystkich. Patrzeli się na nią z zaciekawieniem. Mówili „A tobie gdzie tak spieszno”.
Nie biegaj tak, bo się spocisz!
Przypomniało mi to pewien stary kawał:
Samolot pasażerski startuje z lotniska. Po kilku minutach pilot mówi do drugiego pilota:
- Napijemy się kawy, a potem zabawimy się z tą nową stewardesą.
- Dobra!
Traf chciał, że piloci nie wyłączyli mikrofonu i rozmowę usłyszeli pasażerowie samolotu. Zdenerwowana stewardesa biegnie do kabiny pilotów powiedzieć im, żeby wyłączyli mikrofon. Któryś z pasażerów podstawia jej nogę i stewardesa upada.
- Co się tak spieszysz? Panowie piloci powiedzieli, że najpierw wypiją kawę!

Chwyciła w ostatniej chwili sznur. Przewiązała wokół swojej reki, zacinał się mocno. Szedł do przodu. Zostawiał czerwone ślady, palił jej skórę. Widziała, że będzie miała ślady po tym wszystkim.  Spadło trochę w dół. Ocierało się cały czas. - Ruszcie te swoje tłuste tyłki! - spojrzeli do góry i na nią.
Sine, chono tu, Twój inżynierski umysł jest nam potrzebny! Gdzie do szmurwy nędzy mogli umieścić tę armatę na sznurku, żeby rozegrać powyższą scenkę?!
Już od dłuższego czasu się nad tym zastanawiam. Cytując za Wikipedią: “lekkie działa (falkonety i serpentyny) stosowano jako działka relingowe - mocowane obrotowo na nadburciach“, jednak aŁtorka napisała, że Sakura spojrzała w górę. Powiedzmy, że działa były umieszczone na nadbudówce dziobowej lub rufowej - ale to i tak nie tłumaczy, dlaczego armata miałaby stamtąd spadać. No nie wiem - może nastąpił wyjątkowo duży przechył?
I dlaczego całe to ustrojstwo było umocowane na jakiejś pojedynczej linie?
Żeby w czasie sztormu robiło niezłą rzeźnię na pokładzie.

Sasuke patrzał wściekły. Podciągnęła do góry na raz i zawiązała mocno sznur. Spojrzała na rękę. Trzęsła się. Wiedziała, że ją przesiliła. A wokół reki wił się czerwony ślad oznaczający, że się spaliła trochę skóra. Trochę to za mało powiedziane. Nie da się tego dobrze wyleczyć dobrze. Zostaną blizny.
Tak. Szlachetne blizny, obrazujące a: poświęcenie Sakury, b: jej nadludzką siłę, c: totalny burdel panujący na tej całej krypie!
Mój inżynierski umysł każe mi zauważyć, że najlżejsza hufnica lub mały falkonet  waży drobne 70 kg, ale ciężko nazwać takie pitu-pitu “armatą”. Przyjmijmy, że był to średni falkonet - 125 kg.
I ona to tak jedną ręką, tak?

-Miałaś zostać w kajucie!! - krzyknął Sasuke. Nie obchodziło go, ze po raz trzeci uratowała mu życie. Dla niego było to nie ważne.
Tak, Sasuke jest złym, zimnym, egoistycznym dupkiem. Wiemy, wiemy *zieeeeeeeeew...*
I niewdzięcznym gburem, o.

-Przepraszam. - ruszyła do kuchni, gdzie mogła zrobić sobie zimny opatrunek i zawinąć rękę wraz z dwoma dłońmi.  
Znaczy... dodatkowe macki jej wyrosły?
Mam wrażenie, że Sakura ma dwie dłonie u jednej ręki. Mutant!

Nie przejmowała się nikim, to co mówi Sasuke było dla niej nieistotne. Leciała jeszcze jej krew. Pobiegła pod pokład.
Eeee... Z tego wysiłku poszła jej jucha z nosa???

Rozdział jest. Hm… Chyba dobrze. Mam taką nadzieje. Pozdrawiam Kimi-san
Porzuć tę nadzieję.

[Itachi robi awanturę bratu, wypominając mu, że powinien być wdzięczny Sakurze za uratowanie życia. Ciach!]

Słońce szykowało się do spoczynku. Miało niedługo schować się za horyzont. [Wykonywało więc wieczorne czynności] Nadal tkwiła na dziobie. Po chwili poczuła dłoń na ramieniu. Spojrzała w górę. Dostrzegła uśmiechniętą twarz Naruto.
- Masz jaja.- poklepał.- jesteś jedną z nas. Nie chłopaki? - zwrócił się do reszty załogi szukając u nich potwierdzenia.
- Jasne!!!!!!!!! - krzyknęli chórem.
- Dzięki.- uśmiechnęła się. Byli tak zajęci świętowaniem, że nie zauważyli statku, który się do nich zbliżał.
Znowu?! Na litość Bora Komorowskiego, jakim cudem oni się uchowali na tych pirackich wodach dłużej niż dwa dni?!
Niezła imprezka musiała być *wyobraża sobie te kłęby wonnego dymu nad statkiem*.

Po chwili podpłynął do nich. Piraci rzucili kładę (kłodę chyba..) (quada?) (miotnęli quadem nad pokładem) i przelecieli na drugą stronę trzymając  się lin. Po chwili wrogowie puścili liny i wylądowali na statku Uchihy.
Miyako-Nocia, skarbie... [nadal nie wierzę, że są takie dwie, to ściema] Proszę cię. Jest tyle pięknych rzeczy, które możesz robić w wolnym czasie. Scrapbooking. Hodowla pasikoników. Sprzedaż doniczkowa kocimiętki. Betonowanie nabrzeży portowych. Wybierz coś sobie z tego, mogę jeszcze poszerzyć tę listę. Tylko błagam cię, nie pisz żadnych opek. Bo te twoje opisy są tak drewniane, jak chuj Pinokia we wzwodzie...
(Chyba się wreszcie zdenerwowałam.)
A potem nie będziesz mogła czytać bloga w pracy, bo Ci filtr zablokuje zbereźne treści! :P

Sakura zerwała się z mostku jak oparzona. Musi zejść pod pokład i ratować dziewczyny pomyślała. Nagle drogę zagrodził jej czerwonowłosy pirat z zielonymi oczami. Przytaknął jej czubek szpady do gardła.
- Ciekawa sceneria - powiedziało gardło.
- Tak - przytaknął do niego czubek szpady.

- A ty dokąd się wybierasz złotko? - uśmiechnął się.- Sakura Haruno?.- dodał.
- T..Tak - zająknęła się - Czego chcesz? - zapytała.
- Słyszałem o tobie. Jesteś poszukiwana przez wszystkie państwa. Każdy chce ciebie dopaść i zgarnąć od twojego ojca nagrodę.- powiedział.
Wszyściuteńkie. Nawet daleka Bolanda wysłała swój kontygent.
No toć sam Michał Wiśniewski, sądząc z opisu, pofatygował się po nią!
A nie jest to przypadkiem Krzysztof Rutkowski w przebraniu?

- Ojciec chce mnie znowu sprzedać.- odparła.
Niezły biznes, jak na gołębiach pocztowych. Sprzedane wracają.
Przedajesz, Włochu, weneckie towary
I masz niemały pożytek z złej miary;
Ale co przedasz, toć się już nie wróci;
W mieszkuć przybywa, a sklep ci się króci.
Widzęć handlowniej idzie z żoną praca:
Co noc ją przedasz, a ranoć się wraca.
(Jan Andrzej Morsztyn)

[Następnie groźni piraci zajmują się omawianiem absolutnie najważniejszej, życiowej i niecierpiącej zwłoki kwestii, a mianowicie ZA KOGO SAKURA MA WYJŚĆ ZA MĄŻ. Ciach! Facepalm! Aaaaaa, wykłułam sobie oko!]

- Nie! Za nikogo nie wyjdę. Dajcie mi spokój z wychodzeniem za mąż. A ty Sasuke... och nie ważne. Jesteś takim samym bydlakiem jak mój ojciec! - wypaliła z siebie. Aż się w nim zagotowało.
Albowiem zasugerowała w ten sposób, że żadnym bydlakiem nie jest. Co, patrząc na dotychczasowe wydarzenia, nie mija się z prawdą. Taki z niego bydlak, jak z meduzy młotek.
Przypomnijmy: bydlactwo tatusia polegało na tym, że z troski o córkę zaaranżował jej porządne, bogate małżeństwo z synem przyjaciela.

Odwrócił się i podszedł do niej ignorując obecność wroga. Chwycił ją za ramię.
- Nie waż się mówić ze jestem jak twój ojciec. Nienawidzę go tak samo jak ciebie.
- Bardzo się z tego cieszę. Tak samo ciebie nienawidzę.
Po czym wystawiła język. W odpowiedzi Sasuke zagrał jej na nosie.

- Gaara skorzystał z okazji i   zaatakował go. Sakura zauważyła to. Błyskawicznie wyrwała szpadę Uchihy z lewej ręki i zablokowała go.
Uchihę zablokowała.


- Nie atakuje się w plecy przeciwnika! - krzyknęła.

Uratowała go 4 raz.
I stwierdziła: wyczerpałam limit, od tej pory ratuj się sam!

- No to zróbmy inaczej. On i ja w pojedynkę. Powalczymy o ciebie.- rzekł i opuścił szablę.
- Co takiego? Nie...- zaczęła.
- Zgoda! - przerwał jej Sasuke. Zaczęli walczyć. Dziewczyna się wkurzyła. W ogóle nie spytali jej o zdanie. Stała się kartą przetargową. Który z nich wygra to będzie jego.
Uhm. A może by tak sprawdzić, co naprawdę znaczy “karta przetargowa”?
Czego Ty wymagasz od aŁtoreczki, doprawdy, w głowie Ci się pomieszało od tego analizowania.

Nie będzie żadną nagrodą. Sakura wspięła się na mostek, gdyż miecze poszły w ruch i leciały na nią, gdy przeciwnik pozbawił swego oponenta miecza.
No po prostu Statek Latających Mieczy.
I latających armat, nie zapominaj.

W powietrzu latają miecze
A krew dookoła ciecze
Pirat swe mięśnie napręża
Na Statku Latającego Oręża.

Czy flauta to, czy sztorm srogi
Sakura wciąż włazi pod nogi
I ręce swe nadwyręża
Na Statku Latającego Oręża.

Między spadające armaty
Uciekła od złego taty,
Od przyrzeczonego męża -
Na Statek Latającego Oręża.

(A pirat miał zdechłego węża...)

Wdrapała się na maszt. Przy nodze miała przywiązany sztylet. Chwyciła się sznura. Wtedy dostrzegła swego przyjaciela. Itachi walczył, ale  mężczyzna chciał go zaatakować od tyłu.
Pan poczeka chwilkę, postoi spokojnie, a ja pana obejdę i zaatakuję!
No i niechże się pan tak nie wierci, bo nijak się nie da namierzyć nerki!

Przecięła sznur. Złapała się i poleciała jak tarzan (chyba taran...) w dół. Kopnęła tego kogoś i objęła nogami jego szyję i skręciła kark.
- Dziękuję Sakura.- powiedział Itachi.
- Nie ma za co.- odparła. Gaara rozejrzał się po statku. Miał coraz mniej ludzi.
- Wycofujemy się! - krzyknął. Spojrzał na Haruno.- po ciebie jeszcze wrócę.- dodał.
Wbiła miecz w pokład. Uchiha uśmiechnął się patrząc na odpływających wrogów. Różowowłosa chwyciła go za ramię i obróciła do siebie. Walnęła go prawym sierpowym. Upadł na ziemię.
No bez jaj...

Wszyscy patrzeli zdziwieni na tą scenę. Nie wiedzieli o co chodzi.
- Nigdy i to przenigdy nie mów że za ciebie wyjdę i nie pojedynkuj się o mnie- uśmiechnął się tylko. Patrzył na nią. Wstał z desek pokładowych. Zbliżał się do niej z szyderczym uśmiechem na ustach. Wtedy wpadła na belkę. Poślizgnęła się na gąbce.
JAKIEJ ZNOWU, SZMURWA, GĄBCE?!
“Gąbki (Porifera) – typ prymitywnych, beztkankowych zwierząt wyłącznie wodnych (najczęściej morskich), osiadłych, zwykle kolonijnych, o nieregularnym i najczęściej zmiennym kształcie. “ (Wikipedia)
To wiem, ale TE gąbki żyją POD wodą, nie czepiają się pływających statków, a już zwłaszcza ich wystających ponad powierzchnię wody elementów.
Podejrzewam tu raczej gąbkę pozostałą po szorowaniu pokładu.
Czepiasz się;P
A pokład się szoruje szczotką, każde dziecko Ci to powie!
Sine, wiem! Ale skądś ta cholerna gąbka musiała się wziąć! (ok, ok, przyjmuję istnienie Gąbki Ex Machina, podrzuconej przez jakieś pomniejsze pirackie bóstwa, specjalnie w celu pośliźnięcia i utopienia Sakury. Szkoda, że nie wyszło.)

Spadła, lecz brunet ją chwycił.
- Wciągnij mnie.- powiedziała.
- No nie wiem. Jak tak ładnie poprosisz to może.- rzekł.
- Sasuke .. - powiedziała miłym głosem. Uśmiechnął. - Zerżnę ci ten łeb jak znajdę się na pokładzie! - krzyknęła na niego.
Znaczy... co konkretnie mu zrobi i przez którą dziurkę?
Penisem w ucho, jak w analizie numer 112.
Tak, tak, zrób to!!! - wydyszał namiętnie Sasuke i zaśpiewał.

W wodzie pływały rekiny.
Dziewicojady :D
I miały wy... khem... nie wyrażały zainteresowania.

- Prosiłem o ładne poproszenie. Więc? - puścił ją i złapał zaraz, lecz nie przestraszyła się tego.
Albo on ma refleks Supermana, albo ona - łapy gibbona.
Po rozciąganiu przy pomocy armaty jest to całkiem możliwe.
Prosił o ładne poproszenie? Dialog pomiędzy knurem i maciorą?

- Nie zmienię zdania.- puściła się sama.
No właśnie. Ileż można czekać, aż któryś z piratów się domyśli!

Uchiha złapał ją za rękę i wciągnął na pokład. Zaczęła się śmiać. Wstała.
- Naiwniak z ciebie! jednak się boisz?! - popatrzyła na niego zwycięsko.
- O taką małą dziewczynkę? Chyba nie.- stwierdził. Ponownie się zaśmiała.
Po prostu wiedział, że takiej cholery nawet rekin nie ruszy. To w końcu delikatne zwierzątko, mógłby dostać niestrawności. Szkoda rekina.

- Ale jesteś głupi i naiwny. Spojrzyj w dół. - popatrzył na morze. Dostrzegł pływającą szalupę ratunkową. Przeklął. Po chwili podszedł do nich Itachi.
- Wyruszam w swój rejs.- oznajmił.
- Saki może popłyniesz ze mną? - zapytał się.
I w ten sposób się wydało, że ma rozdwojenie jaźni, a jego druga osobowość jest babą.

- Nie.- odmówiła.
- Szkoda.- posmutniał.
- Jak wrócisz przyrządzę dla ciebie danie jakiekolwiek  będziesz chciał. A chcę zostać tu, bo muszę odegrać na Sasuke.
A Sasuke oczywiście nie ma nic do gadania na ten temat. Kto by się tam liczył ze zdaniem jakiegoś kapitana.
Tja. Powiedz raczej “Nie wrócę do domu, póki ktoś nie pozbawi mnie wreszcie tej cholernej błonki!”.

- Chcesz mu robić na złość? Wy się jednak nie lubicie.- zauważył.
- No a jakże inaczej.
- Ja to słyszę. Stoję tu! - przypomniał im o swojej obecności Sasuke.
- To się odwróć i zatknij uszy. Będziesz głuchy! - zwróciła się do niego.  Zielonooka pocałowała namiętnie w usta Itachiego. Zarzuciła mu ręce na szyję, a ten ją przyciągnął do siebie, aż stykali się nosami. Oddał pocałunek.
Znaczy, wcześniej pocałowała go tak zdalnie, czy może miała usta jak ryjek mrówkojada?
Nie wiem, co miała, ale całowanie jednego faceta na złość drugiemu jest, delikatnie mówiąc, parszywe.

- Do zobaczenia kochanie.- przeszedł na swój statek. Pomachała mu na pożegnanie. Młodszy był wściekły. Oni go zignorowali i pocałowali się. A mówił, że kocha ją jak przyjaciółkę pomyślał zły.
No co, o instytucji friends with benefits nie słyszał?

Oszukał go. Naruto popatrzył na swego kumpla. Miał wściekłą minę.
- KAPITAN JEST ZAZDROSNY!!!!!!!! - krzyknął na całe gardło. Spojrzał na blondyna.
- Zamknij się.- warknął i odszedł.
- Kapitan jest zazdrosny, nananananana, nananananana, zakochana para, Jacek i Barbara! - podskakiwał na jednej nodze Naruto.
Generalnie, z jej opisu wychodzi, że to sam Naruto najpierw popatrzył na kumpla ze wściekłą miną, następnie krzyknął i spojrzał na jakiegoś blondyna, a potem warknął i odszedł. Sasuke natomiast wywiało.

Jest nocia. Miyako-chan.
Na szczęście już niedaleko do końca! - podtrzymują się nawzajem na duchu Kura, Dzidka i Sineira.

[Kapitan zapowiada, że od tej pory Sakura będzie na jego statku traktowana “jak każdy inny”. Sądząc z dotychczasowego przebiegu akcji powinno to oznaczać obijanie się, imprezki od rana do nocy oraz pętanie się po pokładzie bez celu. A także podsłuchiwanie i podglądanie kapitana, wraz z tłumem innych ciekawskich. A tu niespodzianka! Sasuke zamierza zagonić ją do ciężkich robót!]

Ruszyli pod pokład. Kroczyła schodami w dół. Miała go po prostu dosyć. Ale chciała się wyrwać z wyspy, to poszła z nim! Ech… Będzie tego kiedyś żałować, że przebrała się.
No właśnie. Tak chciałam uprzejmie zapytać, czego się właściwie waćpanna spodziewałaś?
No nie wiem, może Pippi Langstrump?

On otworzył drzwi i wszedł. Wpatrywał się w niego. Rozejrzała się. Były to lochy jakby.
Tja. Może, kurnać, piwnice?
Trzydzieści kilometrów podziemnych korytarzy. MRU po prostu.

Popatrzała na niego i uniosła jedna brew do góry. Śmierdziało stęchlizną, krwią. I szczury piszczały. On się na nią spojrzał.
-Oto twoja robota. - brunet uśmiechnął delikatnie.
[śpiewa] Pompuj, pompuj, wypompuj zęzę!

Wręczył jej wiadro szczotkę i jakiś nożyk. Nie wiedziała o co mu chodzi z tym nożykiem, ale dobra nie będzie się sprzeczać. Uśmiechnęła się patrząc na nożyk. Teraz mogła by go zadźgać. Sasuke wpatrywał się. Wyrwał jej na razie nożyk.
Co prawda ostrze było niewiele większe od wykałaczki, ale lepiej nie ryzykować podziurawienia kapitańskich pończoch.

-A już miałam takie dobre myśli.
-Jasne. Widziałem. Nie myśl, ze dał bym zabić siebie tak łatwo. - powiedział bawiąc się srebrnym narzędziem.
Srebrnym? To co to było, nożyk do rozcinania listów?

Ona wzruszyła ramionami. Jak znowu coś powie lub zrobi, to chyba wpadnie w szał. Już nie mogła wytrzymać tego smrodu. Dla niej był to śmiertelny gaz.
Zbrodnia to będzie niesłychana
Gdy Sakura obrzyga kapitana.

-Chyba nie widziałeś. Jesteś i tak ślepy. - mówiła z kpiną.
-Ten język zaraz będzie krótszy. Tu nie ma się obijania.
Rozumiem, że Sakura ma coś robić językiem?

Tak bardzo chciałaś wyruszyć ze mną to będziesz miała to czego chcesz… - uśmiechnął się drwiąco - Przestrzeganie kodeksu też należy do ciebie.
Niniejszym mianuję cię  pirackim radcą prawnym.

-Czyżby? - zapyta kpiąco - ja do dupku nawet nie znam.
No przeca wiemy, żeś virgo intacta. Nie musisz tego tak ciągle podkreślać.

-Poznasz po swoich doświadczeniach. - dotknął jej policzka, odepchnęła jego rękę.  Nie chciała mieć z nim nic do czynienia. Przeginał coraz bardziej. Popatrzeli po sobie. Wrzucił nożyk do wiaderka. Odwrócił się do wyjścia.
No dobra, to o co właściwie chodziło z tym nożykiem, khę?
Noooo... Srebrny był... Do zadźgiwania zwampirzonych szczurów!

- Odwiedzę cię za godzinkę. Sprawdzę jak ci idzie. - zaśmiał się i wyszedł zamykając drzwi. Wywróciła oczami. Po prostu nie mogła uwierzyć. Dał jej tak ohydną robotę i w takim smrodzie. I tak niedługo się do tego przyzwyczai. Nie będzie mu tak narzekała. Zobaczy na co stać taka kobietę jak ona.
Tak! Tak! Stać ją na wyszorowanie tego syfu! Stać ją na machanie ścierą! A co!

Nie jest lalunią, która czyta tylko romansidła i żyje w tym świecie. Dużo się nauczyła, a on o tym nawet nie wie. Cztery razy uratowała jego życie. A on nie potrafi powiedzieć jednego słowa. Takie proste, ale z jego słów to będzie rzadkość.
Nie będziemy wypominać, że sama też się nie zdobyła na powiedzenie tego prostego słowa, kiedy Sasuke wskoczył do wody, prawda?

Podeszła do okien i wszystkie otworzyła.
Uradowany ocean z szumem i chlupotem skorzystał z zaproszenia. A historycy Shinobi do dziś się spierają, co było powodem zatonięcia słynnej “Czarnej Róży”.

Wyrzuciła wszystko z wiadra. Mieściło się w tym oknie. Wzięła wody z oceanu. Pociągnęła i postawiła. Powinna zacząć od drugiej strony. Nie może pozwolić, by ten pirat z niej kpił jak mógł. Chwyciła wszystko co jej dał. Podeszła do końca. Nie przejmowała się czy będzie brudna, czy tez nie. Ważne było by mu pokazać  płeć przeciwna jest silna. Lepsza od mężczyzn!
Tajest! A w ogóle to wprowadźmy dla piratów parytety - 50% kobiet, obligatoryjnie!
Poszukując odnośników do tej analizy, natrafiłam na takie zdanie na blogu http://agnieszkagil.blox.pl/2009/01/Tancz-bracie-piracie-jo-ho-ho-ho.html :
“wystarczy przeczytać choćby „Trzy małe piratki” G. Adams i E. Bolam. Przygody dzielnych dziewcząt walczących z rudą i wściekłą Waniliową Meduzą, pływającą na „Rąbniętym rekinie” dobitnie świadczą o tym, że piractwo to nie taka zupełnie męska sprawa!
No faktycznie, dając się zagonić do najbardziej parszywej i nikomu niepotrzebnej roboty z pewnością wykaże swoją wyższość.

Uklękła. Zamoczyła szczotkę. Szorowała powtarzając słowo „nienawidzę Cię!”
Udowadnianie przez szorowanie? You’re doing it wrong!
Niestety, całkiem sporo kobiet udowadnia różne rzeczy poprzez szorowanie, pranie, gotowanie i wyręczanie facetów przy każdej możliwej pracy. A potem się dziwią...

Szło jej szybko, gdy powtarzała to wszystko. Usłyszała jak na pokładzie śpiewają piracką piosenkę. Westchnęła. Każdy loch czyściła po kolei. Zostały jeszcze jej trzy. Próbowała jak najlepiej to wyczyścić. Aby było czysto, chodź nie wiedziała po co w lochach ma być czysto.
No jak to po co? Na horyzoncie widniały już żagle statku inspektora BHP!
A zaraz za nim płynął szkuner wypełniony przedstawicielami PIP, nieustępliwie ścigany przez bryg SANEPID-u.

Skoro o to chodzi, aby inni się zatruwali.. Ale robi co chce. Jego statek, jego załoga… Chwila. Ja nie jestem jego! - pomyślała zawzięcie.
No i dlatego to TY się tu zatruwasz, a nie JEGO kochana załoga:D

Zauważyła jakiś skrawek papieru. Wyciągnęła z szpary. Wstała z podłogi. Był zwinięty w rulonik. Obejrzała ze wszystkich stron. Rzuciła przedmiot trzymający w ręku do wiadra. I patrzała na przeżółkły papier. Był oberwany z niektórych stron. Wzruszyła ramionami bezwładnie. Nie wiedziała co o tym sadzić. Po prostu sprzątała, a tu od tak znalazła mapę?
A gdzie tam, toż to tylko niedopałek.
Nieno, jesteś piratką, więc znajdujesz mapę; to takie... elementarne, drogi Watsonie.

No właśnie czy to była mapa? Rozwinęła i przyglądała się temu wszystkiemu. Ty wyznaczone drogi, tam jakieś wyspy i jaskinie. Wyblaknięty jasno różowy krzyżyk znajdował się przy jakiejś jaskini..?
Jasnoróżowy? Może to jakiś piracki odpowiednik Mapy Huncwotów, a krzyżyk oznacza położenie Sakury ;)
A skąd, to tylko siedziba wolnomularzy spekulatywnych, odwołujących się do nauk różokrzyżowców. Ewentualnie siedziba jakiegoś Rosenkrantza.

Hm… Dla niej było to bardzo ciekawe co to tu robi. Musiał by to jakiś pirat zostawić, który zdradził kapitana? Ale mógł to wyrzucić, a nie zostawiać dla Sasuke. To nie było dla niej logiczne z tą mapą.
Ba. To logiki nawet z daleka nie wąchało.
Mogło mu po prostu wypaść, ale to by było zbyt logiczne.
Pirat, który zdradził kapitana, zostawiał mapę dla Sasuke (który jest kapitanem)? Ktoś mi to rozrysuje?
Nie dam rady. Kartka mi się kończy.

Skarby, które powstawały z łupów. To było to co ten kapitan szukał.
Tylko nie wiadomo, po jaką  cholerę, skoro przy samym brzegu Wyspy Impotentów była całkiem spora jaskinia ze skarbami.
Sakura nie umiała czytać map, nie zorientowała się, że różowy krzyżyk wskazuje dokładnie to miejsce.

Ale gdyby nie znalazł tego? Przez myśl Sakury przechodziło, aby wyrzucić to. Wyszła z klatki, gdzie zostawiła wszytki przybory i patrzała na pergamin.
Tępym wzrokiem. Czyli jak zwykle.

[Pojawia się kapitan. Sakura usiłuje ukryć pergamin, a kapitan wchodzi w tryb podrywczy]

Wpadła na ścianę, która teraz nie była jej deską ratunku.
Ty patrz, to takie nawet... błyskotliwe!
Nie była deską ratunku, lecz mogła być ścianą płaczu.

Schowała szybko mapę pod bluzkę, aby on niczego nie zauważył, że znalazła ten skrawek małego skarbu. - Czemu na mnie nie spojrzysz?
-Niby czemu mam na ciebie spojrzeć? Nie musze na takiego pirata się patrzeć. - uchwycił jej podbródek i obrócił aby na niego spojrzała Wyrwała.
W ręku kapitana został tylko smętny strzęp zakrwawionej żuchwy.
Nowatorski sposób zapisu dialogów sugeruje, że to Sakura domaga się uwagi amanta, a on nie chce patrzeć na jakiegoś pirata.

-Ty mnie kochasz. - szepnął, aby ona usłyszała.
A ja śpię!

-Co? - zapytała. - Nigdy!! - krzyknęła na niego patrząc w jego oczy. Popełniła błąd. Te oczy były jego asem.
Trzymał je w rękawie.
Sasuke - hipnotyzer.

Miał takie śliczne, ze nie mogła się oprzeć tej czerni. Wpatrywała się w nie nieustannie.
A ten piąty, ten najmłodszy, co w miłości był najsłodszy,
Co miał oczy jak diamenty czarne dwa...
Na morzu burza hula, i wieje wieje wiatr,
tęsknota mnie otula, bo ciebie ciągle brak.
Zabrałeś serce moje, oje, zabrałeś moje sny,
i tylko zostawiłeś te łzy, gorące łzy.
A za burtą słychać było zespół Delfin, wykonujący swój słynny przebój. Już po pierwszych taktach przyłączył się do niego chór piratów i wkrótce słonego przestwór oceanu wypełnił się  dźwiękami “Czarnych oczu”.

Uśmiechnął się delikatnie.
-Zrobimy małe przeszukanie. - powiedział. Ona nie mogła odejść. Szarpała się, ale to nic nie dawało. Przytrzymał jej ręce. Jego jedna ręka dostała się pod brzuch i wędrowała na plecy.
Z opisu wynika, że wetknął jej łapę między nogi. A to zboczuch jeden!
Długie ręce miał. I chyba jakieś dodatkowe stawy.

Natrafił na to czego nie chciała. Wyjął to. - Niby nie masz nic? - zaśmiał się. Rozwinął skrawek mapy i wpatrywał się we wszystko. - Dziękuję. Szukałem tego.
Chwilę wcześniej aŁtorka napisała, że Sakura schowała mapę pod bluzkę. Dlaczego więc kapitan wyciągnął ją z... eee... tylnej części majtek?
Złośliwość przedmiotów martwych.

-Oddawaj to. Nie jest twoje.
-Nie moje? Mój statek. Wszystko co jest na tym statku jest moje. Nawet ty - uderzyła go w policzek. Dotknął bolącego miejsca. Popatrzał na nią, nie wiedział czemu go uderzyła.
Co prawda prała go po pysku już wcześniej, ale smród panujący pod pokładem miał szczególne właściwości - uruchomił uśpiony mózg Sasuke. Powoli zaczął się budzić z odrętwienia...

-Zapamiętaj sobie jedno, Uchiha! - fuknęła na niego - Mozę jestem na twoim statku, ale nie będę nigdy twoją własnością. Prędzej bym zdechła tutaj niż została własnością pirata. - powiedziała. Wyrwała się i odchodził w stronę pokładu. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego.  On ją złapał za rękę.
… i nagle przypomniał sobie, kim właściwie jest. Jest piratem! Złym, groźnym piratem!

-A dokąd to idziesz? Jak widzę jeszcze nie skończyłaś.
-Skończyłam dla twojej świadomości. [teraz zabiorę się za podświadomość! Adin... dwa... tri...]- próbowała wyrwać rękę lecz nie mogła. Trzymał w żelaznym uścisku. Patrzała wściekła. - Puszczaj mnie. - obrócił ją sto osiemdziesiąt stopni.
Zamajtała nogami i zamiotła włosami podłogę.

Obejmował ją teraz dwoma rękami, aby nie zrobiła żadnego podejrzanego ruchu. Ona próbowała się wyrwać, ale to było na nic.  Trzymał ją mocno, jego usta były przy jej uchu.
-Jesteś bardzo niegrzeczną dziewczynką. - powiedział szeptem do jej ucha. - Powinienem dać ci porządną karę.
Oho, kapitan jest zwolennikiem domowej dyscypliny. Zaraz przełoży Sakurę przez kolano.

-Twoje pieprzone kary na mnie nie działają. Możesz dokładnie wsadzić je sobie w swoja poszanowaną dupę! - fuknęła na niego. Nie szarpała się już. Nie potrafiła się wydostać.
Wielka buntowniczka po raz kolejny pokazała, że mocna jest tylko w gębie, a jak przychodzi co do czego, to i do szorowania pokładu można ją zagonić, i obmacać się da...

Trzymał ją tak jakby czegoś chciał. Poczuła jak rozpiął jej guzik od spodni.
Warstwa mentalnej pizdy, naruszona przez ostatni cios Sakury, zaczęła się marszczyć, łuszczyć i osypywać. Kapitan przypomniał sobie, że jego powołaniem nie było pokorne znoszenie fochów. Jego powołaniem było palić...

-Wiesz ja nie mówiłem o pracy. - powiedział.
… rabować...

-Nawet nie próbuj!
.. gwałcić!

-A co mi zrobisz? Nawet nie możesz się ruszyć. - powiedział. Ona próbowała się wydostać, ale on już wsadził swoją rękę pod cieniutki materiał majteczek. Ścisnął kobiecość. Ona nie jęknęła, choć chciała.
Nic dziwnego, intymne części ciała raczej nie wydają z siebie tego typu dźwięków.
Po ściśnięciu kobiecości to Sakura mogła jęknąć, ale raczej nie z rozkoszy, ała.

[Przypomniawszy sobie o powołaniu pirata, kapitan pozbawia Sakurę przytomności i zanosi ją do swojej kabiny.]

Patrzył na linie i krzyżyk, swój cel. Był zadowolony. Na jego ustach pojawił się uśmiech.
Matko Borska, on sobie narysował celownik na podbrzuszu Sakury???
Inaczej nie trafi ;)
Od samego dźgania w podbrzusze i tak wielkiej frajdy mieć nie będzie.
Skąd wiesz, może ma jakieś dziwaczne fetysze.

Ta mapa doprowadzi go do dużego skarbu i będzie bogaty.
Aaaa, ufff, to o mapie... A już myślałam...

Cieszył się, że kazał Haruno tam posprzątać [gdzie?! No, w tych piwnicach. Znaczy, lochach.] dzięki temu na mapę, która doprowadzi go do bogactwa.Obudziła się na czyimś łóżku z ogromnym bólem głowy.
Ta mapa, jak rozumiem? (Akapit, taka trudna rzecz, użyć entera...)

Dotknęła rany, gdzie ją walnął. Rozejrzała się po wnętrzu. Ta kajuta jest znajoma pomyślała. Po chwili zorientowała się, że to kajuta kapitańska, czyli gbura pomyślała. Swój wzrok przeniosła na plecy Uchihy, który studiował mapę, siedząc przy biurku pomyślała. Dupek przemknęło jej przez myśl. Przemknęło jej przez myśl?! A nie “pomyślała”?  Jeszcze nigdy w życiu nie spotkała takiego dupka jak on. Najgorszy z mężczyzn. Ogarnęła ją wściekłość. I to ogromna. Jak śmiał ją uderzyć.
Ależ, droga Sakuro, równouprawnienie to równouprawnienie. A jak ty prałaś go po pysku co kilka akapitów, to było dobrze?
Sakura uderzyć w twarz - dobrze; Sakurę uderzyć - źle.

Przygryzła wargi. Ona się jeszcze za to zemści. Nie jest żadną zabawką jego i nie będzie. I nie zamierza się do niego odzywać. Brunet odwrócił się w jej stronę.
- W końcu się obudziłaś.- stwierdził. Nie odpowiedziała. Milczała jak grób.- skąd masz tą mapę? - wskazał na skrawek papieru rozłożony przed nim na biurku. Cisza.- gdzie dokładnie ją znalazłaś? - uparcie milczała.
Jeżu borski, a co to za różnica, gdzie dokładnie? Mają jakieś wyznaczniki, że mapa znaleziona w punkcie A prowadzi do skarbu, a w punkcie B - do kupy gówna?

Wstała bez słowa i skierowała się w kierunku drzwi. - Ej! Słuchasz ty mnie! - Nic. Zero reakcji z jej strony. - Pożałujesz jak się nie odezwiesz - posłała mu nienawistne spojrzenie, po czym wyszła trzaskając drzwiami z całej siły.- głucha jakaś.- mruknął.
Nie poszedł za nią tylko obrócił się i dalej studiował mapę.
Mentalna pizda cicho, powoli lecz nieubłaganie rozrastała się wszerz i wzdłuż.
Zbawczy wpływ zapachów z zęzy minął.

[Sakura znowu gapi się w morze i udaje, że myśli.]

Jest porywczy i uparty oraz zimny niczym lód. Traktuje ją jak śmiecia. Wkurza się od razu. Zgryźliwy i w ogóle go nie obchodzi co się z nią stanie.
A dlaczego miałoby go to obchodzić, droga pasażerko na gapę?
W dodatku chodzi o osobę, która wyraźnie i głośno powiedziała, że zostaje tutaj tylko i wyłącznie po to, żeby mu zrobić na złość.

Najlepiej widziałaby mnie w kuchni bym gotowała obiady i sprzątała w domu i cierpliwie czekała na powrót męża.
O kim ona w tej chwili rozmyśla, o teściowej?

Prychnęła. Ograniczony jakiś. Jedynie co łączyło obu braci to, że są przystojni. Ale najprzystojniejszy jest Itachi zdecydowała. On się dla niej nadaje, a młodszego nawet nie bierze pod uwagi.
Oeeesssuuu, i kto tu jest ograniczony?

[Na pokładzie pojawia się Naruto i oboje z Sakurą oddają się radosnemu plotkowaniu o rodzinnych sekretach Sasuke. Nic dziwnego, że gdy ten do nich dołącza, jest cokolwiek wkurzony.]

- Dosyć.- wysyczał.- skąd masz mapę? - dodał. Nie odpowiedziała co go rozjuszyło. Wyrwała rękę. Odwróciła się. Chciała odejść, lecz on złapał  i popchnął ją tak, że uderzyła głową w burtę.
Stali na pokładzie, więc uderzyć mogła co najwyżej w nadburcie. Z tego, że najpierw uderzyła głową ,a potem dopiero upadła, wynika jasno, że  miała około metra wzrostu. Gdyby jeszcze miała płaską głowę i wystające zęby, byłaby ideałem kobiety.

Upadła. Zawirowało jej pod oczami. Poczuła ból. Syknęła cicho. Popatrzyła na niego. Stał blisko zielonookiej wycelowanym prosto w nią pistoletem. Nie przestraszyła się.
- Strzelaj i zakończ moje życie. Przynajmniej nie zobaczę już twej gęby.- powiedziała spokojnie. Nie bała się. Wolała już umrzeć niż znosić jego humory. Zaśmiał się.
- Zabić? Nie ma mowy. Musisz jeszcze więcej wycierpieć. I tak mi powiesz, w jakim miejscu to znalazłaś.- rzekł.
- Nigdy.- odparła stanowczo. Kolejny raz się zaśmiał. Już miał jej coś zrobić, gdy ktoś podbił mu rękę, pistolet wypadł mu z dłoni i głuchym łoskotem spadł na pokład. To był Kiba.
On jedyny jeszcze pamiętał, że właściwym sposobem postępowania w takich sytuacjach było torturowanie opornej branki, a następnie oddanie jej załodze ku ogólnemu pożytkowi i uciesze.
Oraz, że trup zazwyczaj nie gada.

- Co ty wyprawiasz? - spojrzał wściekle na szatyna.
- Nie wtrącaj się! - fuknął. - To nie twoja sprawa.
- Ty chcesz ją zabić! - nie bał się gniewu kapitana.
- A co cię to obchodzi. Wracaj do obowiązków. I nie zabiję jej do jasnej cholery! - krzyknął i odszedł. Czarnooki podszedł i pomógł wstać dziewczynie.
- Dziękuję.
- Nie ma za co.- uśmiechnął się do niej Inuzuka. Skierowała się do kuchni, gdzie zrobiła sobie herbaty i usiadła.
Uhm. Ktoś tu sobie naprawdę wyobraża, że w kambuzie (“kuchni”) pirackiego statku można było ot tak sobie zrobić herbatkę, siąść przy stole i poplotkować...

- Opatrzę ci to.- odezwała się Matsuri. Nie zapytała kto to zrobił, bo wszyscy wiedzieli i znali sprawcę.
- Mam go dosyć. Traktuje mnie jak nic nie wartą ścierkę do podłogi. Tylko rozkazuje co mam robić. Zabiłabym jakbym mogła. Żadnego poszanowania dla kobiet. Nikt go tego nie nauczył. - żaliła się. Nie wiedziała, że Uchiha wszystko podsłuchuje pod drzwiami co o nim mówi.
I - zapewne - doznaje wstrząsającego ataku wyrzutów sumienia, prawda? Ale tego już się nie dowiemy, gdyż...

Jest nocia. Nie poganiajcie nas proszę. My też mamy swoje życie. I nie wiem kiedy najbliższa nocia. Miyako-chan.
Sto lat, sto lat, niech żyją, żyją nam!!!
Niezłe to opko. Wykończyło dwie ałtoreczki i dwie ekipy analizatorów.


Ze Statku Latającego Oręża pozdrawiają: Kura ze srebrnym nożykiem niewiadomego przeznaczenia, Sineira holująca armatę jedną ręką oraz Dzidka, która jak widać pękła i została daleko za burtą,
a Maskotek pływa dookoła na klapie. I chlapie.

15 komentarzy:

jasza pisze...

Jak to jest, że najmarniejsze opka pobudzają wenę poetycką? Przecież to jest cudowne:

Z czasem wszystko się zmienia.
coś jest, a później tego nie ma.
-Chciałbyś. Ty nigdy się nie zmienisz.
I strasznie Sakurę tym wpienisz.
-Nawet nie zamierzam
Choć nie wiem, po co się zwierzam.
-Właśnie widzę gburze.
Ten rym pozostawiam Kurze.
I się nie dziwię dlaczego żadna cię nie chce
Twój kucyponek tylko je łechce!
- powiedziała i odwróciła się do niego plecami.
Wzgardziwszy całkiem jego klejnotami.

###
Przypomniała mi się Balladyna i ach, jakie to jest piękne wspomnienie.

***

W powietrzu latają miecze
A krew dookoła ciecze
Pirat swe mięśnie napręża
Na Statku Latającego Oręża.

Czy flauta to, czy sztorm srogi
Sakura wciąż włazi pod nogi
I ręce swe nadwyręża
Na Statku Latającego Oręża.

Między spadające armaty
Uciekła od złego taty,
Od przyrzeczonego męża -
Na Statek Latającego Oręża.

(A pirat miał zdechłego węża...)

###
Tylko melodyjkę dorobić i szanty jak znalazł!

Analiza wielkiej urody, choć opko przerażająco durnowate.

Anonimowy pisze...

Mam teorię o impotencji wszystkich mężczyzn na wyspie. Może ktoś im dosypywał bromek potasu do jedzenia?
Analiza przecudowna.
Dżem Malinowy

SStefania pisze...

zaczął wpatrywać się w Sakure, która nie wiedziała, że obserwuje ją ktoś kogo nie lubi.
W odróżnieniu od, całkiem w porządku, bycia stalkowaną przez kogoś bliskiego sercu.

Z tego, co zdążyłam zauważyć, Miyako-chan ma własny kanon, według którego Sakura ma cyce jak donice.
To może u niej podziały się te zaginione cyce Tsunade z poprzedniej części. BTW, teraz w Japonii jest emitowana seria właśnie o alternatywnej historii w której rządzą kobiety z największymi piersiami i walczą ze sobą, przegranym cycki maleją, a zwyciężczyniom rosną. Może Sakura wygrała taką walkę właśnie?

Ten fragment o bandażowaniu ogółem mnie zfacepalmił, bo w dawnej Japonii normalką było owijanie klatki piersiowej pod ubranie, zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet, a nazywało się to nie bandaż a sarashi. Do dziś zresztą pod kimono się kobiety owijają. No ale zapewne Miyako-chan nie wie, że kiedyś nie było staników. I bokserek.

gdyby ludzie się dowiedzieli, że twój ojciec chce pojąć piratkę za żonę wybuchł by bunt mieszkańców. Dla nich to byłby skandal.
Gdyby się odpowiednio wyfiokowała, mogłaby udawać prostytutkę. Ślub z prostytutką jest w końcu dużo mniej skandaliczny.

Pisarek. Aha. A ja jestem poetką. I baletnicą do tego.
Twojego tańca nie widziałam, ale haiku było niezłe, poetko-sensei.

- a wy.- zwrócił się do nich.- będzie gotować i sprzątać
On nie ma prawa czuć rozgoryczenia tym, że jeszcze w żadnej "się nie spuścił", skoro tak się do tego zabiera.

Tak, Sasuke jest złym, zimnym, egoistycznym dupkiem. Wiemy, wiemy *zieeeeeeeeew...*
I niewdzięcznym gburem, o.

Jej, Przypadkowo Kanon!

Ależ, droga Sakuro, równouprawnienie to równouprawnienie. A jak ty prałaś go po pysku co kilka akapitów, to było dobrze?
Sakura uderzyć w twarz - dobrze; Sakurę uderzyć - źle.

A to akurat częsty motyw w anime, choć z tego co wiem o Naruto, w tamtym uniwersum akurat dziewczyny obrywały równie często.

Bardzo, bardzo przyjemna analiza - choć gdybym była fanką Naruto, zapewne zgrzytałabym zębami.

Anonimowy pisze...

"Tu mogła o wszystkim myśleć. Nawet o swoim dziewictwie, które z resztą jeszcze miała. Nie straciła z nikim! Ojciec nie był by zadowolony z tego powodu.
(...)
-Pamiętaj, że jesteś ładna. Piersi o tobie nic nie świadczą."

Drodzy rodzice Jestnoci, wychowanie dziecka nie polega na sadzaniu go przed telewizorem z włączonymi reality show o króliczkach Playboya czy rodzinie Kardashian.

Ewa

Shady Eyes pisze...

Kolejny miał zaś napisane na żaglach: “PAN KANAPKA”.

No nieee! Teraz nigdy nie spojrzę tak samo na Pana Kanapkę, który nam przynosi żarcie do biura!

'N. pisze...

Już z Threepwooda była wiolonczela a nie pirat, ale te tutaj produkty wyobraźni aŁtoreczki wołają o pomstę do nieba.

Uchiha uśmiechnął się patrząc na odpływających wrogów. Różowowłosa chwyciła go za ramię i obróciła do siebie. Walnęła go prawym sierpowym. Upadł na ziemię.
*
Ja się tam nie znam, ale czy oryginalny Uchiha nie był cośkolwiek bardziej utalentowany i wyćwiczony od panny S.?

I kto właściwie jest trulaverem, bo mi brakuje tegooo!

Anonimowy pisze...

Ale.. Ale... że jak to nie ma dalej, ja chcę poznać zakończeeenieee!

C.

Anonimowy pisze...

Boże, umarłam. A przy wierszyku o Statku Latającego Oręża (cudowna jest ta nazwa :D) oraz przy tekście o statku PIPu, ściganym przez SANEPID, to mi papieros aż mi wypadł. Cudne :D

Anonimowy pisze...

A mnie to opko nudzi straszliwie.I dość go mam serdecznie:-( i przerzucanie go między analizatorniami nei zmieni tej opinii.

Pigmejka pisze...

Ach, jak pięknie Wam wyszła ta analiza! :D
Hihihih, teraz już wiecie, jaki to ból analizować JestNocię. Ja za każdym razem musiałam jakoś odreagować... ;D

Ślicznie żeście rozsmarowały to opko, brawo! :*

PS. Hasło: "quill". O tak, kill it with fire!

Ostatni Kot Chaosu pisze...

Hoho, wygląda na to, że to mój debiut w komentowaniu, chociaż jestem stałą czytelniczką :)

Analizy jeszcze nie przeczytałam, ale mam dwa smakowite opcia, które doprowadziły mnie i moją koleżankę do kompletnej głupawki:
http://miszanel-opowiadanie.blog.onet.pl/
http://michalszpak-opowiadania.blogspot.com/
Liczymy na pyszną analizę, jeśliby opka się spodobały ;3

Anonimowy pisze...

Ubawiłam się :).
Dziwi mnie tylko jedno:
>Nienawidzę Sasuke, nie chcę się >żenić. Życie jest do kitu, >pomyślała.
Że też nikt nie zauważył, że Sakura nie chce się ŻENIĆ. Znaczy żony mieć :D.
Ale to pewnie przez stężenie absurdów w tekście :).

Pozdrawiam,
Morri

Anonimowy pisze...

Lektura tego opka - nawet pięknie zanalizowanego - chyba mi zaszkodziła. Przyśniło mi się, że przefarbowałam włosy na różowo. Wielki szacun dla Analizatorów.

Pozdrawiam
SzJ

Anonimowy pisze...

Tematyka strony nie jest mi obca, bo sam kiedyś pisałem takie komentarze do opowiadań ku uciesze własnej i piszącą ze mną przyjaciółki. Różnica była taka,że autorzy opowiadań nie mieli o naszej "działalności" pojęcia, bo nigdy nigdzie nie publikowaliśmy naszych złośliwych wynurzeń.

I tu stawiam Wam, twórcom strony jedno pytanie, które mnie nurtuje. Co właściwie jest celem analizy opowiadań w tej formie? Żeby nie było, przyznaję bez bicia, że też mnie te analizy cholernie bawią i skłamałbym mówiąc, że są bez polotu i trafności.
Nie mniej jednak autor (jakkolwiek naiwny i małoletni by nie był), otrzymując notę,że jego twórczość została gdzieś oceniona spodziewa się pewnie oceny(może i krytyki) a nie pojazdu po sobie. Jeśli Waszym celem jest edukacja, to raczej nie idziecie w dobrym kierunku. Jeśli chodzi natomiast o tępienie kiepskiego pisania to cóż...nikt nie osuszył oceanu zasysając po kropli ;)

Pozdrawiam

kura z biura pisze...

Cel jest satyryczno-edukacyjny. Konkretny autor może się nauczy, może nie, może się na początku sfocha, a po pół roku zrozumie, o co chodziło... A może nauczy się całkiem ktoś inny, zawsze to przyjemniej na cudzych błędach, niż na własnych ;)
A pozostali czytelnicy mają cotygodniową porcję rozrywki, ot i wsio.

A, i to nie jest "pojazd po autorze". Po tekście. Li i jedynie po tekście.