piątek, 18 lutego 2011

21. Biedroneczki są w kropeczki, czyli Kryształowa Różyczka nie odpuszcza (2/2)


Czekaliście długo, ale wreszcie jest! Druga część przygód Kryształowej Różyczki, prosto spod noża Kury i skalpela Sineiry.


Ściany w moim pokoju były czarne i od dołu jak by muskane ogniem. Łóżko było ogromne z baldachimem. Czerwona pościel i dużo małych czarnych poduszeczek.
<turla się po podłodze> Małe, czarne poduszeczki! Kwik,kwik, jakie to STRRRRASZNE!
Na tej czerwonej pościeli, jak kropeczki na biedroneczce.

Okno było zaokrąglone. Zamiast parapetu był mała sofa. Czarno czerwona.
Jednym słowem, wystrój jak w portowym burdelu. Miodzio.

Dalej znajdoje sie biutko
Znajdoje się biutko... nie wiem czemu, ale brzmi to dla mnie jakoś tak... frywolnie.

 
a obok ksiązki, mają one inne okłasdki a w rzeczywistości są to ksiegi czarnomagiczne. Musze je ukrywać, ponieważ moi rodzce nie lubią czrnej magii.
Kupiła je odkładając z kieszonkowego?

Weszłam do lazienki, jest ogromna. Mniej wiecej rozmiarów pokoju Harryego. Wielka wanna. Prysznic Dwa zlewy toaleta, toaletka z moimi kosmetykami. Wszystko w czarnych kafelkach.
Ach, więc to jest luksusowy burdel?
W tajnej szufladzie toaletki ukrytych było kilka zmyślnych wynalazków Freda i George'a. Samozatrzaskujące się kajdanki i takie tam.

Wziełam długą kąpiel. Gdy skończyłam pomyślałam"Lepiej pójde spać, jutro do szkoły. A musze się jeszcze spakować"
Zasnełam. Mama obudziła mnie o 8 rano.
-Kochanie wstawaj! Dziś idziesz pierwszy raz do Hogwartu. A musisz się jeszcze spakować.
A co tam, spakować się na rok pobytu poza domem. Pięć minut i po sprawie.

Wstałam pół godziny póżniej. Spakował się, ubrałam w czarne rurki, czerwoną bluzkę, na to czrny sweter i czarne adidasy. 
Mhhhhrooczny i zUy opis mhrocznego stroju. I obowiązkowe rurki. Dlaczego wszystkie córcie Voldzia noszą rurki?
Do kompletu z upierdolonym stołem.

Pomalowałm troche oczy.O 10.20 byłam gotowa.
Od momentu obudzenia minęły prawie dwie i pół godziny. Już wiem, dlaczego zUe i mhroczne córki Voldzia nie zdobyły władzy nad światem. Po prostu nie zdążyły.
Ja sobie za to wyobrażam te cuda na powiekach, dwie godziny malowane.

Zeszłam na dół. Harry patrzył na mnie spode łba, usmiechnełam się do niego ironicznie i Powiedzialam :
-Trzeba przynieś mój kufer z góry.
Trzeba - imię domowego skrzata Potterów.

Wzięłam tosta do ręki i zaczęłam jeść. Tata poszedł po kufer i kazał Harry'emu iść po jego.
Za 20 jedenasta teleportowaliśmy się na peron. Szybko przeszłam przez barierke. Poczekałam na reszte. Przyszli. Zaczeliśmy kierować się do ostatniego wagonu. Po drodze spotkaliśmy Malfoy'ów. Mo ojciec przeszedł obok niego z podniesioną głową. Tak samo mama i Harry. Ja się zatrzymałąm
-Dzień dobry, Panie Malfyoj.
- Powiedziałaś: mały co???

Hej Draco- moja rodzina chyba to usłyszała bo wszysty staneli i zaczeli się nam przyglaać.
-Dzień dobry Crystal-Odpowiedział pan Malfoy i podał mi rękę-Przepraszam, ale musze już iść do pracy. Draco poradzisz sobie prawda?
-Tak. Spoko, możesz iść.- Odpowiedział Draco,poczym przywitał się ze mną.
-Wiesz że moja rodzina nie przepada za Twoją?-zaczełam, na co on kiwnoł głową-zróbmy im kawał. Zgadzasz się?
Bunt dwulatka. Niektórzy nigdy z tego nie wyrastają.

-Jasne, jestem ciekawy miny Twojego brata.
Jak ustaliliśmy tak zrobiliśmy. Draco przyciągnoł mnie do siebie i mocno pzytulił.
Wymachując radośnie swą czerwoną torebką.

Uśmiechnełam się i zobaczyłam zadowolonego Pana Malfoy'a.
-Twój ojciec sie uśmiecha-szepnałam mu do ucha- A jak moi?
-Są nie żle wkurzeni-póścił mnie i ja jego. W brzuch latał mi motylki.
Motylica wątrobowa? A mówiła mama: myj ręce!

Podeszłam do mojej rodziny, uśmiechnięta.
- No co?-zapytałam widząc ich spojrzenia
-Co? Skąd ty go znasz?- zapytał tata.
-Tak po prostu. Nie mogę mieć znajomych?- w duchu byłam zadowolona. Właśnie o taki coś mi chodziło.
Otake Polskie walczyłam.

-Porozmawiamy o tym kiedy indziej-powiedziała mama- Teraz musicie wsiadać do pociągu, zaraz odjeżdża. Bądźcie grzeczni, dobrze się uczcie . A ty napisz do jakiego domu się dostałaś.
Mocno nas uściskała.Teraz czas na tatę:
-Po co ma pisać? Wiadomo że dostanie się do Gryffindoru. Ciekawe ile będziesz miała szlabanów na pierwszym roku. Dora wskakujcie. A i Rose...
-Crystal-przerwałam.
Jej trzecie imię, Emily, poczuło się strasznie niedowartościowane i zaczęło rozważać pocięcie się pierwszą z brzegu samogłoską.

Udawał że tego nie słyszał ciągną dalej.
-... usiądź z bratem w przedziale. Bo to Twoi przyszli koledzy z  domu.A z Ginny będziesz na jednym roku.
Mówił coś jeszcze ale go nie słuchałam. Wsiadłam do pociągu. Harry pociapano mnie za sobą do ich przedziału.
Pomalowano ją w ciapki?
Zastanawiam się, co u licha ona mogła tam napisać, że autokorekta poprawiła jej na "pociapano".
Stawiam na "pociongnoł".

Poszłam bardzo nie chętnie. Weszliśmy do środka. Byli już tam Weaslyowie, Hermiona. I jeszcze dwójka innych, jakiś kumpli mojego brata. Usiadłam przy oknie do nikogo się nie odzywając. 
Nie dość, że zUa i mhroczne, to jeszcze chamska i nadęta. Biorąc pod uwagę fakt, że główna bohaterka zazwyczaj jest alter ego aŁtoreczki, musi to być naprawde urocze dziecko.
Ciągle wzdęta i nadęta,
Mary Sue na  prezydenta!
Będzie nie do pokonania
Z tą łatwością obrażania!

W końcu ruszyliśmy. Siedziałam czekając aż z pola widzenia zniknie stacja. Znikła. Wstałam i ruszyłam ku drzwiom. Harry mnie zatrzymał.
-Gdzie idziesz? Tata kazał Ci siedzieć z nami w przedziale.
-Wiem i co? Idę do znajomych.
-Przecież tu jesteśmy-powiedziała Ginny
-Może inaczej. Idę do znajomych CZYSTEJ KRWI.
Spadaj, córko szlamy! - powiedzieli jej znajomi czystej krwi.

Mówiąc to popatrzałam po zebranych z nie krytą obrazą.
To opko też jest obrazą. Obrazą rozumu.

-Hej Crystal- powiedział Draco- co tak długo?
Usiadłam obok niego, tak wyszło że obok okna i spojrzałam na szybko przesuwającą sie ziemie.
Wsiadła baba do pociągu, a peron odjechał.

Popatrzałam chwile i spojrzałam na Draco.
-Musiałam poczekać aż odjedziamy ze stacji. Harry mnie przytrzymał.
Obcęgami.

I znów spojrzałam za okno. Myślałam dlaczego oni mnie nie rozumieją przeciez jesteśmy rodziną.
Hmmm, może dlatego, że w ogóle z nimi nie rozmawiasz, strzelasz fochy i za złość babci odmrażasz sobie uszy? Potnij się bagietką.

Nie ufają mi, zawsze byłam traktowana jak dodatek do Harry'ego.
Mamo, mamo, coś mi się do buta przykleiło!

A on nic z tym nie robił, cieszył się że pokazuje gdzie jest moje miejsc. Takl jakby wiedział coś op czym ja nie wiem. Chciała bym wiedzieć co to jest. Spojarzałam na zegarek... ups. Myśle nad tym już 4.30 godziny.
To się prosi o komentarz. Niestety, nie potrafię wymyślić niczego, co nie byłoby wybitnie wulgarne. Błyskotliwa inteligencja bohaterki zbyt mnie przytłacza.

Czas szybko leci. Spojrzałam po zebranych w przedziale. Siedzieli cicho.
Przez ostatnie cztery i pół godziny nie ośmielili się choćby głośniej odetchnąć. Nie wiedzieli, jaki kataklizm sprowadziłoby na ich głowy przerwanie procesu myślowego Marysi, i woleli tego nie sprawdzać.
W przedziale unosiły się kłęby dymu. To Marysi od wysiłku przepaliły się zwoje.

Draco akurat na mnie spojrzał i uśmiechnoł się.
-Ale się zamyśliłas.
Chyba "zawiesiłaś"?
Zresetowałaś.

Poznaj to Pansy, to Zabini, ten to Crrab, a to Goyle (nie jestem pewna jak to sie pisze, a nie chce mi się wstać)
Typowe, ałtoreczkowe lenistwo. Ach, jak one kochają się usprawiedliwiać.

-przedstawił mi wszystkich- A to jest...
-Jestem Crystal Potter- i wyciągnełam rękę do Zabiniego, ten ją uścisnoł. Reszcie nie podałam, poczekam aż sami to zrobią.
Naszej Ahystokhatycznej Bohatehce już nie wystarczy, że ma znajomych "czystej krwi" - wśród nich też musi wyróżniać lepszych i gorszych. Tyle, że... według zasad savoir-vivre'u, to WAŻNIEJSZA osoba wyciąga rękę do mniej ważnej. 

-Potter? Od tych Potterów? - zapytała Pansy.
-Tak. A coś Ci nie pasuje?-odpowiedziałam jej pytaniem. Ta pokreciła głową i wyciągneła do mnie rękę. Wiedziałąm że tak zrobi. Uscisnełam ją szybko. Draco uśmiechnoł się i szepnoł mi do ucha:
-Dobre zagranie, niech wie kto rządzi.
Pansy uśmiechnęła się złośliwie. Jako jedyna z całego towarzystwa nie przysypiała na lekcjach dobrych manier.

-Dzieki- odszepnełam i zaczeliśmy rozmawiać całkeim na luzie o sporcie w Hogwarcie, o mugolach, szlamach, o domach w szkole. Inaczej mówiąc o wszystkim.
Gadało nam się tak dobrze że zrobiło się ciemno. 
Nie dostrzegam związku. Być może dlatego, że jak to czytam, robi mi się ciemno przed oczami.

Przebraliśmy się w szaty i dalej rozmawialiśmy. W tych rozmowach uczestniczyli jedynie Draco, Zabini i ja, Pansy była ignorowana, a te dwa osiłki nie mają własneko zdania.
Biedna Pansy. Ałtoreczki jak jeden mąż robią z niej popychadło. Trzeba by założyć jakąś grupę wsparcia dla poniewieranych postaci pobocznych.

Wreszcie pociąg się zatrzymał. Ja ruszyłam w strone Hagrida, a reszta do powozów. Przepłyneliśmy wielkie jezioro.
Tymi powozami.

Czy wspominałam że cały czas padał deszcz? nie, to trudno, wiec lało jak cholera. Gdy dotarliśmy do zamku wysuszyłam zakleciem włosy i szate. Inni pierwszo roczni oprócz jakiś dwóch dziewczyn, które zrobiły to samo w tym samym czasie, patrzyli na nas jak na potwory.
Były tak potwornie suche!

Przyszła profesor McGonagall i mówiła o założycielach szkoły, o domach, które są w Hogwardzie. Gdy skończyła zaprowadziłą nas do Wielkiej Sali. Tam zaczeła wyczytywć imiona i nazwiska uczniów. Pierwsza osoba, Mary Ashy, trafiła do Slitherinu. Pózniej po niej było jeszcze dużo osób. Wreszcie pani profesor wyczytała:
-Potter, Crystal.
Na sali cicho wybuchły szepty.
Delikatnie rujnując ściany i sufit, bezkrwawo raniąc zgromadzonych.

Nikt nie wiedział ża TEN Potter ma siostre.
No paczpani, a jeszcze rozdział temu wszyscy ją znali! Galopująca amnezja?
Pomijając fakt, że ni hu hu nie rozumiem, dlaczego Harry jest TYM Potterem, skoro z woli aŁtorki nie było ani ataku Voldemorta, ani wszystkich jego konsekwencji. Ciekawe, swoją drogą, czy ma bliznę, a jeśli tak, to od czego.
Siostra cisnęła w niego grzechotką. Jej uroczy charakter objawiał się już w niemowlęctwie.

Nic sobie z tego nie robiąc usiadłam na stołku i założyłam Tiare. Gdy telko dotknełam mojej głowy kzrykneła bardzo głośno:
-Slitherin.
W mojej głowie usłyszałam ciche słowa.
-... Nowa Czarna Pani.
Pytanie tylko, kim była stara Czarna Pani, bo w książkach Rowling takie indywiduum nie istnieje. Chyba, że... Voldi! Chono tu chłopcze, zdejmij tę pelerynkę! Czy ty przed nami coś ukrywasz, khę?

Ze zdziwieniem udałam sie do stolu Sythetinu.
Synthetic, piąty dom w Hogwarcie, cały z plastiku.

Owszem myślałam nad tym jakby to było.. myślałam że Tiara bedzie sie zastanawiać i ja w tedy sie odezwe.
A to ją ubiegła, skubana, no!
Czyżby obawiała się, że Tiara dostrzeże w niej jakiś CIEŃ cech pozytywnych?

Od strony mojego nowego stołu słychać było brawa. Usiadłam obok Dracona, który powiedział mi na ucho:
-XCiesze sie że tu trafiłaś.
-Ja.. też. - odpowiedziałam. Stwierdziłam że co ma być to bedzie. PO chwili ceromania przydziału się skończyła i na stole pojawiły sie najrozniejsze dania.
Ceromania - mania cerowania. Prawdopodobnie cerowano podziurawiony sens i podartą logikę.

Zjadłam troche sałatki i razem z resztą poszłam do pokoju Wspólnego. Nie chiałam z  nikim rozmawiać i poszłam do swojego dormitorium. Jakimś cudem były tam jau 2 dziewczyny.
Joł, ziomalki!

Rozejrzałam sie po pokoju. Był jak mały pokój Wspólny z trojgiem drzwi. Pewnie do każdego z pokoi.
Oczywiście naiwna jestem, sądząc, że ałtorka wie, co to znaczy "dormitorium" i pamięta, że uczniowie nie mieli osobnych pokoi.
Chyba nie sądziłaś, że Mary Sue będzie spać w jednym pomieszczeniu ze stadem niegodnych tego zaszczytu jednostek, jak w jakimś... schronisku?

-Hej jestem Crystal- powiedziałam- wygląda na to żer mamy razem dormitorium.
-Hej!- powiedziała nizsza blądynka z Niebieskimi oczami- Jestem Nicol Malter, a to Vanessa...
Nicol, Vanessa i Crystal, imiona godne bohaterek telenoweli. Albo córek rodziny Kopców. Kopiec Krystal, pamiętacie taką?

-Jestem Vanessa Roth, ale mów mi Ness-podała mi ręke, uścisnełam ją z usmiechem. Szybko podzieliłyśmy pokoje. Moj był w środku, tak chciał los. Grałysmy w wyliczanki. i mnie wypadł ten najlepszy.
Ależ niczego innego się nie spodziewaliśmy, naprawdę.
**

Wstała rano i rozejrzałam się po pokoju.
Ona wstała, ja się rozejrzałam. Kolejna bohaterka z rozdwojeniem jaźni.

Był naprawde śliczny. Zielone ściany, Czarna marmurowa podłoga, czyli mój klimat. Popatrzałam na zegarek i szybko poszłam do łazienki. Wykonałam wszystkie poranne czynności, i po pół godzinie byłam gotowa.
Chyba osobiście ufunduję nagrodę dla aŁtorki, która napisze opko bez wspominania o "porannych czynnościach".
Piszą "poranne czynności", bo "poranna kupa" nie brzmi już tak dobrze;) BTW jakim cudem borskim wystarczyło jej pół godziny?
Może w Hogwarcie nie wolno się malować?

Poszłam obudzić dziewczyny. Gdy weszłamdo ich pokoi jeszcze spały.
Zauważyliście? Główna bohaterka zawsze wstaje najwcześniej, żeby nikt nie zajął jej łazienki.

Powiedziałam że na nie poczekam w głównym  pokoju, i wyszłam. Jak powiedziałam tak zrobiłam. Usiadłam w fotelu przed gasnącym kominkiem. Zamknełam na chwile oczy żeby przypomnieć sobie wczorajszy dzień, kiedy usłyszałam głoś.
Głoś - głos łosia.
Jak anioła głooooooś!

-Jesteś z pierwszej klasy? raczej tak, nie widziałem Cię tu wcześniej. Mniejsza z tym złaź z tego fotela.-powiedział do nie jakiś gburowaty koleś na oko 16 letni.
Popatrzałam na niego jak na idjotei powiediałam zimno:
Jakże by inaczej.

-Nikt nie bedzie mi rozkazywał. Szczegulnie taki wielki, nie myślący osiłek- chyba chciał mnie uderzyć bo podniósł ręke, jakby chciał to zrobić. Z tyłu usłyszałam głos Dracona, ale nie przejałam się tym.
Jeszcze się nim nie przejadła. Ale już niedługo...

Rozejrzałam się po pokoju byłam tylko ja, Draco, ten osiłek i Nessa. Uśmiechneła się drwiąco do chłopaka. Nagle z nikąd pojawił się ogień, który otoczył mnie i tego chłopaka.
Piromanka.
Hot eleven.

-Masz coś jeszcze do powiedzenie?-spytałam
-NIe wypóść mnie, boje się ognia..
Nie wypuść. Czyli trzymaj. Chciał, żeby go przytulić?
*Tulimy, tulimy!*

-Tak? a ja go uwielbiam. Nigdy wiecej nie zrobisz tego co przed chwila. Rzomumiesz?
- Tak. odpowiedział szybko- tylko mnie wypóść.
Nie. Bo nie jestem pószczalska.

Ogień opadł w trytm samym czasie Draco podszedł do mnie, złapał nie za ręke i pociągnoł ku ścienie.
Ogień opadał w rytmie, Draco ciągnął ją ku scenie. Zaraz pojawi się Tokio Hotel.

POszliśmy do WS, wciąż za reke. Ani ja ani on nie czuliśmy się dziwnie. To było coś normalnego.
Gdyby szli za nogę, to co innego.

Gdy weszliśmy na sali zrobiło się cicho.
Proszę wstać, Mary Sue idzie!

-No co ? zapytałam- Jedzcie!
Królowa wydała rozkaz.

I poszłam w strone naszego stołu. Gdy jadłam kanepeczki  podszedł do mnie Harry.
- Co ty odstawiasz? Najpierw trafiasz do tego domu, zadajesz się z tymi ludzmi-popatyrzał z obrzydzeniem po stole- a teraz chodzi za ręke z moim najwiekszym wrogiem?
-Ytyyy... tak. A coś Ci nie pasuje?- zapytała nie patrząc na nigo
Zaczynam rozumieć, czemu młodsze siostry są przedmiotem powszechnej nienawiści wśród nastolatków płci męskiej.
   
-Pytasz czy coś mi nie pasuje?- zaczął się śmiać- Tak tyt mi nie pasujesz przeszkadzasz.
Do tytki mi nie pasujesz. Sznekę z glancem gnieciesz.

Zobacz gdzie trafiłaś! To też mi nie pasuje! Ciekawe co powiedzą rodzice. Ale wiesz matka pewnie się nie zdziwi. Mają takiego ojca…
Pani matka mają ojca, znaczy naszego pana dziadka. Koligacje rodzinne zawsze były w opkach ważne, ale żeby tak od razu Sienkiewiczem lecieć?

-Mamy jednego ojca idioto! I nie obchodzi mnie ze cos ci nie pasuje. Ale jak zacząłeś to skończ. A nie odchodzisz.
Cała Wielka Sala nam się przyglądała, miałam wrażenie, że każdy uczeń i nauczyciel czekają na dalsze rozwój wydarzeń z wielką nie pewnością.
Pochlebiasz sobie, moja droga...

-Bardzo chętnie, ale nie mogę. Zapytaj Matki, bo z tego, co wiem Tata nie ma o tym pojęcia.
Wcale się nie dziwię, mąż zawsze dowiaduje się ostatni. Ale że Lilka się zwierzała Harry'emu?
Masz odpowiedź na pytanie, CO przeżył.

-Wiesz, co? Jesteś nienormalny. Nie obchodzą mnie Twoje kłamstwa- oszukiwałam sama siebie, byłam bardzo ciekawa, ale przecież tego mu nie powiem-A teraz odejdź, bo o ile pamiętam to też boisz się ognia. Idź chcę zjeść śniadanie, a jak na ciebie patrzę to mi nie dobrze robi.
A ty goń, goń, goń swego pawia...

Wzięłam ostatni kęs kanapki i z godnością wyszłam nie patrząc na Harry’ego, choć wyobrażam sobie jego minę.
Albowiem "chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom"
Sine, podkreśl to. Wężykiem!

Chciał mnie wyprowadzić z równowagi, a ja się nie dałam. Za drzwiami WS dogoniły mnie dziewczyny dając mi mój plan lekcji.
Pierwsze wierne służki i czcicielki Bogini!

-Jejku pierwszy dzień szkoły i już zadali tyle zadań. Jak tak szybko zaczynają to co będzie dalej?- Narzekała Nessa. Pokiwałyśmy twierdząco głową.
Czyją?
Uciętą głową skrzata domowego, osadzoną na kiju.

-Super powiedziałaś swojemu bratu, zachowałaś się jak prawdziwa Ślizgonka. Ale o czym on mówił? Że macie innego ojca?
- Nie mam pojęcia, zapomniałam o tym całkowicie-wygrzebałam z torby pióro i pergamin- Napisze do Matki.
Mamo, czy to prawda, że miałaś kochanka?

Napisałam, przeczytałam kilka razy
* z nadzieją* Poprawiłam błędy???

i wstałam by pójść do sowiarni, Draco od razu zaproponował, że pójdzie ze mną. Wyszliśmy z PW i z zamku.
Sowiarnia znajdowała się w samym środku Zakazanego Lasu.

Po drodze spotkałam Ginny, ta udawała, że mnie nie zna. Zrobiło mi się przykro, lecz po chwili pomyślałam, że to moja wina i że ja to wszystko popsułam.
Konia z rzędem temu, kto wskaże w tekście choć jeden moment, w którym narratorka deklarowała choćby cień sympatii wobec Ginny. Drugiego konia temu, kto wyjaśni, jaki sens mają ostatnie dwa zdania w kontekście reszty opka. 

Draco popatrzał na mnie uśmiechnął się jak by czytał w moich myślach powiedział:
-Teraz masz nowy przyjaciół, żadne z nas Cię nigdy nie opuści.
Jeśli będzie trzeba, przykujemy się kajdankami.

Objął mnie ramieniem jak starą przyjaciółkę i przyciągnął mnie do siebie. Zrobił  mi się lżej na sercu. Wiedziałam, że mówi prawdę.
Wysłałam list i razme z Droco wróciliśmy do PW. Następnego dnia mama odpowiedziała na mój list, że nie ma pojecia o czym Harry mówił. Fakt faktem nie uwieżyłam jej ale zostawiłam ten temat.
"Uwieżyłam" - absolutny klasyk. Jeszcze trochę, a Rada Języka Polskiego zalegalizuje to piękne słówko prawem uzusu.
Harry'emu się przyznała, a mnie nie! Foch z przytupem i melodyjką!

Napisała jeszcze ze jest bardzo zdziwiona że trafiłam do TEGO domu. Dni mijała a ja już przestałam zwracać uwage na mojego BRACISZKA, który cały czas się mnie czepiał.
*wyobraża sobie Harry'ego podskakującego w miejscu i wymachującego transparentem: "Zwróć na mnie uwagę!"*

***3 Lata Później***

-Gotowi?- zapytał Ojciec, Harry pokiwał głową na znak że tak- No to idziemy mamy nie zły kawałek do przejścia.
Popatrzałam na niego jak na kretyna ale ruszyłam za nimi.
Nasza słodka Różyczka nic tylko patrzy na ludzi "jak na kretyna" lub "jak na idiotę". House mode on: diagnozuję nieleczonego w dzieciństwie zeza. House mode off.

Szliśmy już jakoś 1,5 godziny. O 6 nad ranem!! Ja, Harry i Ojciec, mama stwierdziła że to nie dla niej. W końcu doszliśmy na miejsce, a tem już czekali na nas Weasly'owie. Harry i Tata zaczeli się witać ściskac i takie tam. Cały czas myślałam jak moja rodzina może sie zadawać z Zdrajcami Krwi.
A ja się cały czas zastanawiam, jakim cudem tacy ludzie jak Lily i James mogli wychować takie... coś.
Te geny...

Podeszli do mnie bliżniacy, Ron, Ginny i szlama Granger.
-Cześć Crystal - powiedziała ostatnia- jak wakacje. W ciąż nie moge uwierzyć
Ktoś uświadomił Hermionę? A taka była przywiązana do bajeczek o bocianie!

że jedziemy na mistrzostwa. Czy wiesz że..
- Nie obchodzi mnie to co chcesz mi powiedzić- przerwałam szybko.
-Widze że charakter Ci sie nie zmienił- powiedział Fred - a juz myśiałem że z tego się wyrasta
Bywają przypadki beznadziejne.
Uznała, że jednak są zbyt biedni, żeby się dla nich starać.

-Pomyliłeś sie- syknełam- Czy już czas?- zapytałam Taty
- O rzeczywiście, chodzicie, na trzy. Raz , dwa, trzy..
I zaczęli chodzić w kółko. Na trzy.

Poczułam szarpniecie i juz po chwili się pościłam, a za mną reszta. Stanełam na nogi, oprócz mnie Taty i Pana Weasly'a wszyscy się przewrócili. Gdy już wstali zaczeli iść do naszego namiotu. Tata mnie przytrzymał, mówiąc:
-Miałaś być miła. Mam nadzieje że to się wiecje nie powtórzy, bo powiem matce.
- Jasne. - odpowiedziałam - bardzo się jej boje wiec bede grzeczna, myślisz że będę sie Ciebie słuchac? Jeżeli tak to jesteś w błedzie.
Zastanawiam się, czy kary cielesne naprawdę są takim wielkim złem?
Cruciatusem ją!

I po prostu odeszłam. Usłyszałam jeszcze jak Pan Weasly mówi do tata:
"Problemy wychowawcze? Wychowałam 7 dzieci ale żadne nie było takie jak Crystal.."
Cóż, Arturze, ty przynajmniej masz pewność, że wszystkie są twoje...

Doszliśmy do naszego namiotu. Ojciec rudzielców uparł się by zachowywać się jak ugole, czyli nie kożystać z magii.
I ze słownika ortograficznego.

A mnie, Harrego, Rona , Hermione i Ginny wysłał po wode. Z cieżkim sercem poszłam. Z dwojaga złego wolałam przejść się po cempingu niż ośmieszać się stojać przy Zdrajcach Krwi.
Szkoda że aŁtorka nie wolała się przejść...
Wiecie co? A ja spotkałam kiedyś taką Różyczkę w naturze. Po pięciu minutach kontaktu, obejrzeniu dwóch jej standardowych min i usłyszeniu jednego zdania do matki, miałam ochotę ją udusić. A czekała nas ośmiogodzinna podróż pociągiem!
Na całe szczęście Różyczka z mamusią wylądowały w innym przedziale. Inaczej nadawałabym do Was z ciemnej celi...


Szliśmy a ja spotkałąm wielu znajomych, z każdym chwile pogadałam. Reszta mojego obozu cały czas czekała na mnie i patrzyła z politowaniem.
Jakby nie mieli lepszych zajęć...
Też bym się litowała nad kimś, kto, sądząc po wyrazie twarzy, cierpi na nieustającą, bolesną sraczkę.

Nie zwracałam na nich njmniejszej uwagi. Poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu i zaczyna całować po szyi. PO pocałunku odrazu poznałam kto to.
Edward Cullen?

Odwróciłam się i i pocałowałm go w usta. Tak bardzo za nim tęskniłam.
- Draco, jak ja za Tobą teskniłam- dla nie wtajemniczonych to mój chłopak.
A dla wtajemniczonych? Podnóżek?
Wycieraczka?

-Ja za Tobą jeszcze bardziej. Uuuu.. widzę że masz obstawe- objoł mnie i zaczoł się śmiać-A może to ty jeseś obstawą dla Złotego Chłopca? Chodź ze mną poznasz w końcu moją Matke.
- Jest tu? To idziemy. Nara frajerzy.
Nara, frajerska literko "ą"! Nie potrzebujemy cię więcej!

Śmiejąc się odeszłam. Draco objoł mnie w tali i wskazał kierunek.
Kierunek łóżko biegiem marsz!

Nagle zobaczyłam jeszce 2 dwie osoby za którymi teskniłam. Gdy Draco też je zauważył póścił  mnie żebym bez problemumogła podbiec do dziewczyn. Podbiegłam do nich, jak mnie zobaczyła zaczełyśmy we trzy krzyczeć, przekrzykiwać się, w końcu nie widziałyśmy sie juz tyle czasu..
Piszczeć, machać rączkami, kwiczeć - jak rasowym kozom przystało. Świadkowie tej sceny marzyli o Zaklęciach Niewybaczalnych, spadających z nieba głodnych smokach, samobieżnych kalibrach, w ostateczności choćby i zwykłych dubeltówkach.

-Nicol, Nessa jak ja za wami teskniłam- jeszce raz się uściskałyśmy. W tym czasie podszedł Draco podał dziewczyną rece na powitanie ale  te też go przytuliły. Staliśmy tak 5 minut.
Z zegarkiem w ręku!

Ustaliłyśmy że pogadamy po meczu. bo teraz za mało czasu. Razem z Draconem weszłam jego namiotu, który był naprawde blisko namiotu dziewczyn.
Jak to dobrze mieć blisko wszystkich, których kocham! *łzy szczęścia w oczach, w tle nastrojowa muzyczka i romantyczny zachód słońca*

-Dzień dobry Panie Malfoy- podałam mu dłaoń którą uścisnoł- Miło pana znowu widzieć
Malfoy jęknął w duchu.
Przestraszył się tej dłaoni.

- I nawzajem Crystal, poznaj moją żone, Narcyzo pozwół na chwile tutaj, Moja żona Narcyza a to Crystal Potter.
-Witam - przedemna stała kobieta o jasnej, zadbanej skórze i blond włosach- wiele o TObie słyszałam.
-Mam nadzieje że nic złego- powiedziałm uśmiechając się.
Narcyza odwzajemniłą uśmiech, przeprosiła i poszła do kuchni.
Dłużej już nie mogła powstrzymywać histerycznego chichotu.

-Musze już lecieć-powiedziałam do Dracona
- Odprowadze Cię- odpowiedział.
Pożegnałam się z jego rodzicami i wyszliśmy z namiotu. Szliśmu spotykając mase znajomych.
Wszyscy zginali się na nasz widok w pełnych szacunku ukłonach, niektórzy nawet padali na kolana.

W końcu doszliśmy, Draco powiedział 'Dzien dobry' mojemu ojcu, na co ten tylko kiwnoł głową, nigdy go nie lubił jak całej rodziny Malfoy'ów.
- No to ja ide- pocałował mnie barrrdzo namietnie  i odszedł uśmiechniety.
Hepi end! *wszyscy cieszą się, klaszczą, obrzucają confetti i otwierają szampana*

 
I tym optymistycznym akcentem kończą się dzieje Kryształowej Różyczki. Blog został porzucony i nie sądzę, aby aŁtorka wróciła doń, aby poinformować stęsknionych czytelników, czy bohaterka dowiedziała się choćby o swym pochodzeniu. Jak znam życie, do tej pory zdążyła zapewne porzucić z pięć kolejnych opowiadań o podobnej tematyce...
Arystokratyczna Kura, przytłoczona Sineira i czystokrwisty Maskotek
pozdrawiają z sofy w Biedronce.


3 komentarze:

jasza pisze...

• madzialena

Od chyba dwóch tygodni czytam Wasze analizy, na razie jestem dopiero tutaj. Postanowiłam skomentować, bo to opko mnie... nie wiem, co mi zrobiło, ale na pewno nic dobrego.
Od tej chwili imię Crystal źle mi się kojarzy. Przez ostatni rok wymyślałam (nie pisałam co prawda) opowieść o mrocznych elfach, i właśnie moja główna bohaterka zwała się Kristal'l. Bardziej mhroczna pisownia, ale imię to samo... A ta moja była miła! Co prawda zawzięcie mordowała ludzi, ale była miła
• mary_genetyk
• mary_genetyk@vp.pl
• 2010-01-18
• 16:30:23
• 83.8.195.111
"Poszłam obudzić dziewczyny. Gdy weszłamdo ich pokoi jeszcze spały."

Hm. Jednocześnie weszła do dwóch pokoi. Cóż za talent! Odziedziczony? Voldemort też tak umie?

• Ome


Zabiło mnie to ze wszystkich możliwych stron naraz. Analiza była genialna, a tekścik potworny. Przyznajcie się, bierzecie te aŁtorki z jakiegoś najgorszego psychiatryka? ;) (Tak, chcę trochę litościwych złudzeń...)

• Zielona Żaba


"Poznaj to Pansy, to Zabini, ten to Crrab, a to Goyle (nie jestem pewna jak to sie pisze, a nie chce mi się wstać)"

Ja rozumiem, może jej się nie chcieć wstać. Szukanie takiej informacji w książce też może być męczące, tak samo jak szukanie samej książki. Ale na litość, przecież coś takiego można sprawdzić nie ruszając się z miejsca, wujek Google albo ciocia Wikipedia bardzo chętnie pomogą...
A analiza mi się podoba. Zresztą, najbardziej lubię te "prosto z Hogwartu". :)

• Hekke


[I po prostu odeszłam. Usłyszałam jeszcze jak Pan Weasly mówi do tata:
"Problemy wychowawcze? Wychowałam 7 dzieci ale żadne nie było takie jak Crystal.."]
Pytanie. Dlaczego Pan Weasly, kimkolwiek jest, mówi o sobie w rodzaju żeńskim?

Gratuluję wspaniałej analizy ;3

• alegzyyyy


poplułam cały ekran laptopa, szkoda, że opko się już skończyło :)

i szczerze powiedziawszy nie chciała bym, żeby moje opowiadanie wpadło w wasze ręce :D

• Plomczan

A może byście zanalizowali to opowiadanie:
conjunctivitis.blog.onet.pl/

:D

jasza pisze...

• veena


"-Trzeba przynieś mój kufer z góry.
Trzeba - imię domowego skrzata Potterów."

Jeden z lepszych tekstów na tym blogu. Jak miło było zarechotać tak znad stosu papierów, przez chwilę zapominając o pracy, Miło też, że zabraliście się wreszcie za słit hogłart, a nie tylko Horatio i Horatio, choć też go kocham miłością wielką i obsesyjną.
Żondzicie, tak to powiem. O!

• Mrohny


Tak, ja też mam młodszą siostrę... Na szczęście nie jest córką Czarnego Pana i nie ma na imię Crystal. Ale czasami mam ochotę skryć się przed grzechotkami...

• Furia

A to wszystko dlatego, że rodzice Różyczki nie stosowali karnego jeżyka.

• jasza

• 2009-05-19
• 09:40:34
• 195.116.92.66
> Ciekawe, swoją drogą, czy [Harry] ma bliznę, a jeśli tak, to od czego.

>>Siostra cisnęła w niego grzechotką. Jej uroczy charakter objawiał się już w niemowlęctwie.
Rewelacyjne podsumowanie całego opka!

• madziaro


Ten fragment:
Poczułam szarpniecie i juz po chwili się pościłam, a za mną reszta.
sprawił, że leżę i kwiczę ;)

A bohaterki nie potrafię inaczej określić jak tylko mianem głupiej pindy, grrr

• Insomnia


@# Shameless
A Crystal Rózia miała aż 13 lat. Ale to bardzo normalne, że wszystkie córy Voldzia i inne "nowe" w Hogwarcie rozpoczynają płomienne romanse już w pierwszych dniach szkoły ^^

Analiza jest niesamowita. Niewyobrażalnie śmieszna, ale i przerażająca. Naprawdę mam ciarki, gdy pomyślę, że ktoś to pisał całkiem na poważnie. Brr...

• Shameless


Jakbym była w liceum i mnie mój "hUopak" pocałował "barrrdzo namiętnie" na oczach rodziców to mój ojciec pewnie by interweniował brutalnie... ehh te mHoczne córy Czarnego Pana to mają za dobrze ;) a do tego jeszcze czarna sofa zamiast parapetu (przez dobre kilka min. próbowałam to sobie jakoś wyobrazić - fail!)

• Milor

Jesteście zUe, przyczyniacie się do niszczenia mojego sprzętu domowego (rozwalona czołem klawiatura, opluty herbatą monitor)
Tak poza tym, analiza jak zwykle świetna i bardzo, bardzo kwikaśna, oby tak dalej!

• calysium

Na wszystkich diabłów! Toż to kolejny Antychryst. Chować koty, wyciągać krucyfiksy. Spalcie tą wiedźmę póki jeszcze nieświadoma swego przeznaczenia.

Anonimowy pisze...

"Wypóść" bo wypościć? To jakaś metafora? Jeśli tak to jest ona zbyt głęboka jak dla mnie, muszę iść po łopatę. Swoją drogą dosyć często czytuję ff ale to co ten blog prezentuje, czy też raczej co ałtorki prezentują, przeraża mnie. Już nie chodzi o błędy ortograficzne, przecinki czy stylistykę, to da się jakoś przeżyć (czy też może raczej prze [z]rzyć do serca - tak wiem słaby żart). TREŚĆ jest przerażająca, oczy mi krwawią a dusza jest w rozsypce ale przynajmniej jest się z czego pośmiać. A poza tym co to za ałtorka? Czy ta cała Crystal (doprawdy, imię niczym z "Mody na Sukces") nie powinna już formować własnej armii śmierciożerców? Przecież ona ma już 11 lat i jest powszechnie szanowaną wiedźmą! Swoją drogą myśląc o tym uroczym dziecku mam przed oczami film "Omen". Może to nie córka Voldzia lecz samego Lucyfera? A może Voldzio to Lucek? Dowiemy się zapewne już niedługo...