piątek, 18 lutego 2011

4. Artykuły pierwszej potrzeby, czyli Egipska masakra piłą łańcuchową

Walerian oszalał, choć to wszystko w imię Miłości. Ale i tak dobrze będzie wysłać go do kociego psychiatry, bo widzę, że ma niejakie zaburzenia osobowości po lekturze i analizie tego tekstu.

***rano u Gustava i Wiki***
Chłopak obudził się pierwszy. Przebudziły go promienie porannego słońca, które zaświeciło mu prosto w oczy. Podniósł głowę i rozglądnął się w koło.
A miał tyle możliwości! W trójkąt, czworobok... A ten jak uparty – w koło.

Zobaczył jak Wiki śpi obrócona plecami i za chwile pewnie spadnie z krajka łóżka. Chłopak delikatnie przesunął dziewczynę.
Z krajki łatwo się stoczyć...

Potem wstał. W salonie włączył TV na jakiś muzyczny kanał i brał się za śniadanie.
-o a co dobrego pichcisz?- tom patrzył co przygotowuje Gustav
-a robie chleb zapiekany z serem i szynką. Zrobić ci tez?- spytał miło
Cały czas jesteśmy w ekskluzywnym hotelu, proszę nie zapomnieć! Gdzie goście sami przygotowują sobie żarełko z czerstwego chleba, sera i szynki. Cut mjut i landrynki.

Obudziły mnie jakieś trzaski w kuchni.
Chłopcy się trzaskali jak dzikie.

Podniosłam niespokojnie głowę z ręki Billa. Wesołe promienie słońca oświetlały pokój. Wstałam i usiadłam na łóżku przecierając zaspane oczy. Miałam wspaniały nastrój. Taki ciepły i pozytywny jak widok za oknem.
Pozytywny widok. Nil, piramidy, piramidon, wenflon i bidon... tak mi się skojarzyło.

Poszłam do łazienki. Chciałam się dziś wystroić i podobać bardziej niż zwykle czarnemu. Włosy spięłam w wysokiego koczka dwiema chińskimi pałeczkami.
A Czarny ocipiał ze szczęścia przypominając sobie swoją lepiankę.
Kin-Su-Li też był zachwycony

Nadało im to takiego naturalnego nieładu.
Kołtun (plica polonica) wyglądał niefrasobliwie.

Rozczesałam radośnie grzywkę i założyłam czarną opaskę w białe groszki. Umalowałam delikatnie oczy. Podkręciłam rzęsy na mega wydłużającym tuszu, bardzo delikatnie je podkreśliłam i nadałam powieką złocistego odcieniu władającego w czerń.
Ach, joj! Jesteśmy oczarowani! Kim, czym? Powieką...
Powiek i inne czasy.
Walerian, co ty czytasz, gdy mnie nie ma?
Jestem kotem intelektualistą, a ty mnie nie doceniasz.
Kim? Czym? Intelektualistą?!

Ku niewielkiemu mojemu zdziwieniu czarnulek nadal jeszcze spał. Rozłożył się cały na łóżku i prostował kości.
Kości prostował, bo cierpiał na krzywicę

Usiadłam na leżaku i czytałam gazetę. Jak dobrze, że wzięłam kila z Niemiec bo z językiem to u mnie krucho. Jedynie trochę angielski.
Kilo gazet z Polski? Bravo i Tinę?
Aaaaa! Kał-Lice znają polski. Osram i wszystko jasne. Idę linieć!
Egipcjanie też!
A jakże, oni najbardziej. Hieroglifami mówią po polsku. Idę linieć!

-cześć słonko- usłyszałam miły głos Billa
-no jak widać i nawet się ubrałem- oświecił mnie
Miał koniakowskie stringi, więc nie oświecał juwenaliami.

-aha- nie mogłam oderwać wzroku od artykułu
Khę... to się teraz nazywa „artykuł”? Artykuł pierwszej potrzeby, czy jak?

Po chwili oderwałam się .
Od tego „artykułu”, jak mniemam?

Billi usiadł sobie na leżaczku po drugiej stronie stołu, zamknął oczy i się nie ruszał.
No właśnie...pewnie tylko cicho wzdycha.

Ale wyglądał przesłodko. Wbił się w spodenki letnie
Z trudem się wbił? Żadnych skojarzeń!

buty jak zawsze adidasy, czarne stopki,
Nóg nie umył? A fuuuuj! Jak to z poziomu podłogi wszystko dokładnie widać :/

Poszliśmy do kuchni gdzie siedziało już rozkręcone towarzystwo.
Byli tak rozkręceni, że aż im śrubki powypadały.

Georg od rana wisiał na telefonie i wesoło z kimś dowcipkował. Już dawno nie widziałam go takiego wesołego.
Wesoły wisielec.
Wisi i pokazuje jęzor.

-co dziś robimy?- spytał Gustav
-chodźmy posmażyć się na plażę- zaproponował czarny wcinając zupkę chińską i kradnąc Gustawowi kanapkę
Chińska zupka? Borze Najborowszy, w hotelu tej klasy?

-nuda- wycedził tom
-zróbmy sobie wycieczkę po zabytkach- zaproponował Georg odrywając się od słuchawki
Jasne. Cztery tysiące lat będzie patrzyło na nich! Niedoczekanie!

-ja dalej jestem za plażą- upierał się bill
-to sobie pozwiedzamy- zadecydował tom wrednie się uśmiechając do czarnego
Ten zaś usiadł przed nim wyszczerzył białe ząbki i bezczelnie mówił z zaciśniętymi ząbkami i tym okrutnie wpieniającym uśmieszkiem - zapomnij kretynie
Jasne, po co? Po co jesteśmy w Egipcie?! Nie będą nas podglądać, tysiące jedne!

Każdy z kimś się o coś sprzeczał. Tom z Georgiem o telefon. Lidi z tomem o rozmowy w domu. Wiki z mamą przesz komórkę.
Bill na okrągło coś wpierdzielał. Georg z tomem zaczęli się lać po głowach, a lidi wrzeszczeć na nich, że jej nie słuchają. Czarny jak jakaś sierota stał i wpiepszał 4 zupkę, a gdy popchnął go tom którego popchnął Georg zaczął się wydzierać jak opętany bo wylali mu śniadanie. Potem tom się wydarł na brata aby mu nie krzyczał do ucha, a ten mu na to, żeby mu jedzenia nie wywalał.
Zupka chińska jest artykułem pierwszej potrzeby jak też grzanki z serem.

-ustaliliście gdzie w końcu idziemy?- spytał Gustav
-tak- powiedział bill
-gdzie?- spytałam
-do centrum handlowego- odparł z uśmiechem
Wąchock, Kair, Jokohama
Wszędzie jest handlowa jama
Którą zwiedzić zawsze miło
Choćby nie wiem, gdzie się było
Jasza, rymy składasz!
Wiesz, jakoś mnie tak natchnęło

-to jest najlepsze rozwiązanie- stwierdziła Wiki
-mi się podoba- dodałam
Już rozumiem o co ci chodzi... artykuły pierwszej potrzeby.

Na zakupach było super. Kilka minut po południu postanowiliśmy wyskoczyć na mały objad do pobliskiej restauracji.
Po chwili przyszedł kelner z kartą dań.
-czy oni nie mają czegoś takiego jak kotlet z jakąś z surówką, tylko same ryby i takie nie do przeczytania rzeczy?!- irytował się czarny
Ja,ja natürlich! Das Kotelett mit Bratkartoffeln und Sauerkohl! Das ist wahr der Mittagessen.

-te owoce morza to na prawdę niestworzone nazwy mają czuje się jak by były po chińsku- komentował tom
Ja, ja, natürlich! Krewetken und Ostrigen das ist umigejliś!

W efekcie dostaliśmy… krewetki w syropie cytrynowy. Fuuuujjj.
Chłopacy z Magdeburga nicht verstehen. Und mir keine też...

Czarny siedział jak zamurowany nad tym co dostał na talerzu. Patrzył się na te krewetki z niedowierzaniem i krzywił miną.
Ja zaraz zacznę krzywić eine meine Unterwasserflieger (moim podwodnym samolotem)

Po chwili weszliśmy do pizzerii.
-czarny dojedz za mnie
Tak jak podejrzewaliśmy na początku – Czarny to kanibal. Zaczął ją żreć od nóg i znękana prosi o ukrócenie mąk. (dopełniacz l.mn. od męka, a nie od mąka, tak na marginesie)
Jaaasza, jaki ty wykształcony jesteś!

W końcu skończyliśmy jeść pizze. Jadłam bułeczkę oglądając TV kiedy czarny czytał kartkę z propozycjami do jedzenia.
Czarny czyta kartkę, nonoooo...

-o mają moją ukochaną sałatkę- zauważył czarny
-jaki numerek?- dopytywałam się
-9 w sałatkach- odparł
A nie 69? Żadnych paskudnych skojarzeń, naprawdę! Wystarczy przecież kartkę trzymać do góry nogami. Prawda?!

-jejku mogli byśmy iść sobie tam na duł po schodach do centrum. Albo chodźmy to fajne muzeum.
-no dobra, ale muzeum sobie odmówimy- licytował się w drodze
F tym fajnym muzeum same nudy.

-przeciesz może być ciekawie
-aj no…
Ajno... i OK...

Spokojnym krokiem szliśmy sobie w stronę kina.
W końcu dotarliśmy do kina. Usiedliśmy przy małym Skoliku przed salami wybierając film.
-Martynka ten horror będzie wymiatać mg musimy na to iść!- irytował się czarny
-wiesz, że nie lubię horrorów- odparłam
-no myszko obiecuję, że przez cały film będę obok- robił słodkie oczka
Jak nic - pokazywali Nocny pociąg z mięsem...

-przeczytaj recenzje- odparłam
-no więc tak: (czarny czyta długą recenzje z wypiekami na twarzy) no prawda, że super! Musimy na to iść. Błagam!!
-zapomnij to jest straszne będę mieć koszmary w nocy i zleje się w gacie. Ja nie mam rerów na takie filmy!- zaprotestowałam
Wzięłam do ręki ulotkę tego filmu na który tak bardzo chciał iść czarny. Tak sobie pomyślałam… może mogła bym mu sprawić przyjemność. W końcu jakoś to przeżyje.
Patrz, jak się poświęca!
A Sierżant narzekała na Pociąg, że byle jaki i głupi.
Sierżant górą! Polegam na jej znaniu się na horrorach, ot i już.

To cudnie z twojej strony, ale chce abyś była szczęśliwa Chodźby na głupim filmie- odpowiedział słodko kiedy siedziałam mu na kolanach
Głupi horror czyli minus, siedzenie na kolanach jako plus.
Stan – zero

-Ciekawe czy ktoś jeszcze będzie- powiedział czarny rozglądając się po pustej Sali
Bo to arcydzieło było. Nawet polskojęzyczni Egipcjanie unikali tego jak ognia i tylko Kał-Lice dawały się nabrać.

Po chwili zaczął się mój koszmar. Sceny tam były naprawdę okropne, nawet wręcz drastyczne. Nie mogłam, myślałam, że nie zniosę tego dłużej. Czarny siedział z zapartym tchem, a gdy obrywali taka babkę ze skóry patrzył z uśmiechem
Jak sądzisz Jasza – myślami był wtedy przy niej, no nie?
Kocie, nie czytaj w moich myślach...
Jestem wysłannikiem Kosmosu, to mój dar, czytać w myślach. Muszę, muszę! Inaczej się uduszę!
Walerian – wdech, wydech, wdech, wydech! I odpiernicz się od moich fal, Okej?!

A te efekty specjalne przeszywały mnie do kości. Czarny wpatrywał się w ogromny ekran jak szaleniec, a ja nie mogłam wytrzymać ze strachu. W końcu nie wytrzymałam i przytuliłam się do jego reki. On spojrzał na mnie z ciepłym wzrokiem.
Kiciu-kiciu, ryziu-ryziu?

-nie bój się mój kuśkusiu- przytulił mnie
-kuśkusiu? Co to znaczy?!- pytałam jak dziecko
Kus-kus, taka kaszka. Egipska poniekąd
Teksańska masakra piłą łańcuchową w ciemnym kinie Hahaaaaa! Coś się zaczyna dziać!

-hehe gdzie teraz pełzamy?
Bo nóżek już nie mamy...

-a jak się czujesz?
-normalnie- powiedział ze słodko skurczonymi usteczkami
Przybornik podręczny „mały sadysta” nakazuje mieć zawsze usteczka słodko zaciśnięte!

Nic nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam. Czarny wdrapał się trochę na mnie i dotykał delikatnie mej twarzy.
Wdrapał się, wdrapał. Hehehe
Walerian, czy ty masz skojarzenia?
Nie, ja mam tylko słupek do drapania

Zbliżył się i podparł na ręce. W efekcie mogłam śmiało patrzeć w jego hipnotyzujące oczy. Delikatnie musnął moje usta, po czym przeszedł do szczegółów.
Czy jest po 23.oo? Osoby nieletnie prosimy o opuszczenie bloga, odłączenie się od sieci i w ogóle.
Młode! Zamknąć oczy!

Nie wiem jak on to robi, ale każdy pocałunek z nim był inny. Zawsze całował inaczej. W głowie świtało mu szaleństwo lecz potrafił się opanować, być czułym i opiekuńczym. Nie wiem ile tak spędziliśmy ciesząc się swoimi ustami i dogadzając sobie. Dla nas zawsze czas się zatrzymywał. Chodź pędził i tak nieustannie my byliśmy jak motyle. Lataliśmy beztrosko bez opamiętania bez czasu i zobowiązań. Nie było kontroli i pohamowań.
Furkotali sobie bez pohamowań.
Silnik piły cicho buczał w podorędziu
Co to jest – podorędź?
Nie wiem...

Liczyliśmy się tylko my. Czarny był inny niż Wszyscy faceci
To widać na zdjęciach. Faceci tak nie wyglądają!

Nie wiem, może to tylko moje szaleństwo. Lecz czułam się przy nim wyjątkowo. Zawsze kochana, bezpieczna i kobieca. Wciąż zadaje sobie pytanie jak tak agresywna, zamknięta w sobie i ponura osoba jak ja. Ktoś kto patrzył na wszystkich z obsesyjną wyższością lecz małością ducha i możliwości. Mógł się zmienić na dziewczęcą, czułą osobę. Zawsze to we mnie było. To pragnienie uwolnienia się. Czucia miłości i bycia dobrą. Lecz wciąż to tłumiłam przez strach i bunt. Ostra, zawzięta dziewczyna taka byłam. Czy nadal jestem? Nie mi to oceniać… lecz w głębi serca czuje, że to gdzieś znikło. Morał z tego taki iż miłość potrafi wszystko zmienić.
To nie Miłość, tylko piła łańcuchowa. Ona wszystko zmienia w mgnieniu oka.
Siedemnaście Mgnień Piłą Łańcuchową? Jasza, czy scenarzyści hollywoodzcy dalej strajkują? Może dorobimy się majątku?
A ty szczerozłotej kuwetki.
Ze żwirkiem brylującym...
Brylującym na międzynarodowych galach?
Nie, w kuwetce szczerozłotej, jak rzekłeś. Jasza! Kocham cię!
Tak, tak... Miłość potrafi wszystko zmienić.

Walerian śpiewa fałszując:
Miłość ci wszystko wybaczy
Rozpacz zamieni ci w śmiech
Miłość tak pięknie tłumaczy
I zdradę, nieszczęście i grzech!

Walerian, brak ci kapelusza i rękawiczek do łokci...
Kot mi ocipiał... Poszedł na całość!

Pierwszy znak gdy serce drgnie
Ledwo drgnie, a już się wie
Ze to właśnie ten, tylko ten!


Zastanawiam się czy to koniec. Czuje, że powinnam zakończyć na tym tą historię. Lecz serce mi mówi, że powinnam pisać i mówić. Co było dalej.…
Walerian! Kici-kici! Opanuj się, błagam! Walerian! NIEEEEE!

 

Okrutny Ataman Jasza i Oberkanonierfuhrer Walerian,
Konsumując chińskie zupki pozdrawiają z Jokohamy.

5 komentarzy:

jasza pisze...

• Biała Kawa


Ja się tylko zastanawiam, co jest takiego kuuul w jedzeniu chińskich zupek... Jestem studentką i mam już tego badziewia powyżej uszu... A co lepsze autoreczki zapychają nimi gwiazdy "rocka", jakby to był kawior...
Ja chcę POLSKĄ zupę :( na kurczaczku *sprawdza portfel* eh..

• zielona

"Miał koniakowskie stringi, więc nie oświecał juwenaliami."

Świetne ^^
• Sineira

Rzucam na żer: http://wampiry-i-inne-stworzenia.blog.onet.pl/2,ID217036302,index.html

• kura z biura

A tymczasem Kura pozdrawia z hotelu Re-Horachte w Abu Simbel. W tym hotelu nie podaje się chińskich zupek ani zapiekanek z czerstwej buły. W tym hotelu wrą tłumione namiętności...
Oczywiście w hotelu obecna jestem jedynie duchem, ciałem niestety muszę pozostawać w miejscu pracy...
• Furia

Nie ma to jak prostota małej duszy autorki:
Krewetki, muzea, piramidy? Błe!
Centrum handlowe, kino, zupka z torebki? Juhu!
Jakaż ona dziewczęca.

Walerian Mistrz!

• Lejdi Bużum

Bo oni nie wiedzą o istnieniu prywatnych nauczycieli. Wolą się z pospólstwem bratać.

Bra... tać się? :D
Ałtoreczki do szkół, koty do klawiatur!

• kura z biura

"nie bój się mój kuśkusiu". Co prawda nie podejrzewam Billa o znajomość staropolszczyzny, niemniej jednak za czasów Kochanowskiego i jeszcze sporo później "kuś" lub "kuśka" oznaczało męski członek. Hmmm, w sumie ktoś w tym związku musi mieć kusia, może jednak wcale nie Bill?

• Sineira

Po pierwsze - kod do wpisania brzmi "hujap". Pasuje do treści;)
Po drugie - Sineira ma 155 cm wzrostu, Wiking 186 - jakim cudem udało nam się sprokurować Potomka?
Po trzecie - gdzie łóżko ma krajkę? Chyba w skansenie?
Po czwarte - idę do łazienki. Muszę koniecznie sprawdzić, jakim cudem da się zrobić koczek używając jeno dwóch pałeczek.
Po piąte - złocisty odcień władający czernią mnie oczarował. Muszę mieć taki cień do powiek, muszę!
Po szóste - nadwątloną tym tekstem wiarę w ludzi przywrócił mi fakt, że autorka w końcu przyznaje się do małości ducha.
Ma cholerną rację.



j.

jasza pisze...

Bura

"odezwała się we mnie część kobieca.
Bo część męska się pocięła z rozpaczy. "
Hura! Została jeszcze do likwidacji część kobieca i finito ^^

"-to gdzie idziesz?- zapytał cofając się...
... w rozwoju."
Idąc cofałem się w rozwoju. Temat na dobrą epopeje narodową

"I na kolejnej ścianie tegrze szafa.
Okryjmy tegrze całunem milczenia.''
To stanowczo pobiło potterowskie taGże.

"gdy wymawiał te słowa oczy błyszczały mu niczym ocean miłości przy blasku księżyca…
Skąd ona wie jak wygląda ocean miłości przy blasku księżyca? Widziała kiedyś taki?"
Ja! Ja wiem!
Bo to jest tak... Jak widzisz smacznego blogasska... No to spójrz w lustro ^^ (nie to, żebym ja wyglądała jak ocean... nieee)

"Tak jak przy nim szłam to dosięgałam mu do ramienia.
Biedny deBill. Jakaś pokraka z niego, skoro od czubka głowy do ramienia ma tylko 14 centymetrów.
Mały mózg = mała głowa."
Płaskomózgowie? Współczuć, współczuć...

"Poszłam do łazienki. Chciałam się dziś wystroić i podobać bardziej niż zwykle czarnemu. Włosy spięłam w wysokiego koczka dwiema chińskimi pałeczkami.
A Czarny ocipiał ze szczęścia przypominając sobie swoją lepiankę.
Kin-Su-Li też był zachwycony"
AŁtoreczce chyba się nieco kraje, tudzież strony świata, pomyliły. Cały czas natrafiam na coś chińskiego!

A tak poza tym to analiza kwikaśna i taka... czarno- chińsko- minowa (?!)
Bura
• Ise

Kurcze, a tak blisko rekordu byliśmy... Ja mam 161 cm, a mój były 196 cm. I se jakoś radziliśmy :P
A analiza borska jak zwykle. I dobrze, że Bill kości prostował, a nie nastawiał. Ech, te luksusowe hotele. Jeśli jada się w nich zupki chińskie, to w takim razie też w takim byłam podczas wypadu w góry...

• P.

"nie wytrzymałam i dałam mu buzi w policzek. To nie było łatwe bo jego 186 cm, a mój 172 to trochę różnicy.

Nie przesadzajmy. Ja sobie jakoś z moimi 175 i Sapera 196 centymetrami radzę. "
A ja sobie ze swoimi 165 cm przy sporo ponad 200 ukochanego radzę, ale jak na stołku stanę. :) Kto nas pobije?

Tekst głęboko - szczytowo wręcz - kwikaśny.

kura z biura

Jaszo, ómarłeś mnie. Wszyscy mnie ómarliście!
Marzenie aŁtoreczek: rodzice, którzy w nagrodę za złe zachowanie kupują dom, opłacają rachunki i dają kasę na wszystko, czego dusza zapragnie. Żyć nie umierać, a nawet rzyć.
Swoją drogą, jak ten fragment pięknie oddaje horyzont wyobraźni aŁtorki. Wysłała bohaterów do Egiptu - i okazuje się, że największą atrakcją jest tam centrum handlowe i kino. Ręce opadają...

• 3. Opadające uszy i tętno agonalne, czyli Przerwan...
• H_a

Niesamowite, jak kreując się na megasjuperhjuper star of litreczer, można zrobić z siebie kompletną idiotkę.

Komentarze świetne.
• astaaa

aj, aj padłam jak to przeczytałam
tak w ogóle to witam, niedawno odkryłam waszego bloga i czytam wszystko od początku, czyli od pierwszego zanalizowanego opowiadania. jestem dopiero tu i musiałam go skomentować. po prostu musiałam - to otwieranie tęczówek i brązowe oczko mnie zwaliło z krzesła! :D
pozdrawiam i jeszcze się odezwę :)
• Amelia (Demonternia)

Szpeceniu Maskotka mówimy stanowcze NIE!!! *wstawia się za Maskotkiem*

Co zaś się tyczy Bużumowego tworu, to tak coś mi się widziało, że to jej ^^
Za inteligentne i zbyt przepełnione humorem na tFUr ;)

Co zaś się tyczy Rammsteinowych opek... tylko w wersji angielskiej są >.
• zielona

To największy i najdłuższy bełkot, jaki w życiu widziałam. Tak długo przewracałam się po podłodze w agonalnym śmiechu, aż padłam. Zawinięta w dywan.

P.S. Matkoicórko, taka grafomania chyba nie jest zaraźliwa?!
• Kivi


"Wychodząc, a raczej wylatując z szatni dobiłam do chłopaka w czarnych, piórkowatych włosach.

Ona dobiła do Lauri Ylönena?"

SPRÓBUJE TYLKO MI GO TKNĄĆ!
A tak poza tym to sława, chwała i cześć, jestem zupełnie świeżo upieczoną fanatyczną czytelniczką Waszą:) Pozdrawiam.

jasza pisze...

Bura


Amelio, jest to dzieło naszej wspaniałej Bużum, która mam nadzieję za rozsiewanie tejże informacji mnie nie ukatrupi ;)Iz tego, co pamiętam jest to humor pełną parą...
• Amelia (Demonternia)

Zjadło resztę komentarza... otóż - ten link to jak na razie jedyny BelaFarinRodowy twór jaki udało mi się znaleźć; może uda Ci się coś z tego wykrzesać ^^

Powodzenia życzę i kciuki trzymam :]
• Amelia (Demonternia)
http://ganz-rockbar.mylog.pl/archiwum.php?year=2006&month=7

• Mr Wne


Bomba, dawno się tak nie uśmiałam. Dajcie więcej:D
• Bura

To jeszcze raz ja. Byłam pewna, że panna NaĆpana Kokaina to miano, które Wy jej nadaliście. A ja tam sobie na blogasska wchodzę i szok! o_O I jeszcze koleżanka pustalala... Doprawdy, życie bez ałtorek byłoby nieco bardziej nudne...
Bura
• Bura

To było wspaniałe! Już dawno się tak nie ubawiłam!
Tańce, które się tańczy, parujące osoby oraz chmurne chmury...
Bura
P.S. Idę pocieszyć Bużum, że jej też się trafi takie kwikaśne opo o motelach.
• Lejdi Bużum

"Miałam wiele opowiadań..." to trochę jak wyznanie takiego opkowego Don Chułana, czy też Don Chułanki, prawda?...

A nasz monopol na analizowanie kwikaśnych opek właśnie poszedł się turlać! :)
• madziaro

Doskonała robota. Całe szczęście, że sama w pokoju siedzę, bo znowu by się dziwnie ludzie patrzyli, kiedy zaczynałam się śmiać do monitora.
Już nie mogę się doczekać kolejnych części analizy tego, jakże cudownego i gramatycznego, opowiadania. Ałtoreczka naprawdę przechodzi sama siebie.
Aha, "sprzedałam" linka do Waszych analiz, bo to więcej ludzi musi przeczytać :)
• Sineira
Chylę czoła przed Państwem i dziękuję za cały wieczór kwików radosnych. Przeczytałam już wszystko i czekam na więcej. Proszę ucałować granatnik!
A teraz podrobię drobnym krokiem do łazienki i poprawię mój upadły wizerunek, bo mi się przez Was makijaż rozmazał.
• kura z biura
A przez Jaszę to ja mało co dziś nie umarłam. Na zakwik. Co sobie przypomniałam to jego "był zdecydowanie bardziej plaskaty", miałam ochotę ryknąć niepowstrzymanym, homeryckim śmiechem. Niestety, nie było warunków, nie będę przecież ryczeć w pracy, na przystanku ani w sklepie! Więc dusiłam śmiech w sobie, a to baaardzo niezdrowe!
• jasza

[...]Wszedł do szkoły, a następnie krokami pomaszerował w górę bo szkolnych schodach.

Podziw! Podziw! Maszerował krokami, choć mógłby czymś innym, na przykład wdechami i wydechami, deskami i listewkami, kółkami i trójkątami... Wiele miał do wyboru, a on tak trywialnie zasuwał po tych schodach.
• jasza


- Pod salą do anielskiego, chyba.

PS opętani mówią językiem Aniołów i Obcych Ludów. Teraz w internecie piszą opki. Równie niezrozumiałe... :)
Cymbały brzmiące :D
• Ise

Właśnie dzisiaj powróciłam na łono Internetu i Wasza analiza była pierwszą, którą przeczytałam :)
"przecież pani panu Bill’owi Kaulitz’ie wpadła w brązowe oczko, co nieprawdaż?
*ma problemy z opanowaniem kwiku* Brązowe oczko? *zupełnie nie ma skojarzeń* "
Ómarł mnie ten kawałek i żądam odszkodowania!


j.

Shiro Ji pisze...

*kolejna osoba czytająca wszystkie posty od początku*
Mieć coś NA podorędziu - mieć coś pod ręką.
Mieć coś na podorędziu - dawniej w domyśle chodziło o broń, obecnie o argument.

A blog macie świetnisty (świetny + świetlisty)

Ania Mazurkiewicz pisze...

Aż przypomniała mi się moja rozmowa z przyjaciółką XD
"Ola, Wdech, wydech, wdech, wydech. Nie działa!
Oddychanie nie działa? "
Kolejna wspaniała analiza XD Idę czytać dalej :3