czwartek, 19 lutego 2015

287. W czeluściach spelunek, czyli Kurosawa niezasrany (1/2)

Drodzy Czytelnicy! Dziś trafił nam się utwór na miarę Parchatych Dywanów z Peru.
Nieczęsto spotyka się już aŁtorki tak przesubtelnione i przeestetyzowane w swoim słowotoku, że ich narracja staje się aberracją i Helena M. łka w kąciku. Zagłębmy się więc w ciemne odmęty podejrzanych spelunek i slumsów…

Zajrzyjmy im do wnętrza,
tam wiele różnych spraw
nawarstwia się i spiętrza!

Analizowali: Kura, Babatunde Wolaka i Jasza.
Za podesłanie opka dziękujemy Czytelniczce :)


Tej nocy nic nie było takie same, spychając się jednocześnie do płaszcza wczorajszych marzeń i snów.
Tego ranka wszystko było inne, a spódnica przebudzenia zamiatała po chodniku odprutą, ziewającą podszewką.
Czy “płaszcz snów” to poetyckie określenie szlafroka?

Gęsty, jak smog uliczny dym ciągniętych jeden za drugim papierosów, rozniósł się po całym barze.
Był cyberpunk, był steampunk, a to jest smokepunk, gdzie ulicami miast pomykają papierosiane tramwaje, kopcąc dymem na potęgę.

   Gdzieś z boku ukryty pod nie do końca zaciągniętą kurtyną, przypominającą bardziej szmatę do podłogi, niż bogato haftowaną płachtę, krył się fortepian, przy którym siedział starszy człowiek. Jego skóra była koloru soczystej czekolady (z orzechami czy bez?), wystukiwał delikatnie swymi obeznanymi palcami kolejne tony, malując na twarzy powierzchowne zainteresowanie.
Skończył, przyjrzał się uważnie w lusterku i poprawił linię brwi, by wyrażały większe znudzenie.



Prawdo podobnie nienawidził tego miejsca tak samo, jak każdy przebywający w tej spelunie.
Mister Zapis zatykając usta dłonią pobiegł do toalety.
   
Był niczym kronikarz, obserwując każdego. Widział nie jedną [może trzy, albo dwanaście] ludzką tragedię, płaczące żony, pijane kochanki i mężczyzn, gubiących resztki osobowości na dnie małego, wypełnionego miedzianą substancją [?] kieliszka.
Pili roztopioną miedź, a przygryzali pewnie surówką. Hutniczą.

Poprawił biały, elegancki niczym w latach 20 melonik, kapelusz,
Miał kapelusz na meloniku? Zgredek, czy co?
Ojtam, zimno mu było.

westchnął znudzony, pomyślał i zaczął wygrywać kolejną utopijną melodię, potupując przy tym.
A ja chcę wiedzieć co to jest utopijna melodia.
Nie wiem, ale znam piosenkę o utopcach, przy której się tupie.
Utopijne było założenie, że wygrywana melodia kogokolwiek zainteresuje.

Niestety żadna bardziej, czy mniej widowiskowa nuta,
bo normalnie taka szesnastka jest bardzo widowiskowa,
nie odwróciła uwagi zgromadzonych w barze ludzi.
Noooo stary, aleś pojechał z tą półnutą, niech cię diabli.


Pił każdy, bez wyjątku, każdy z jakiegoś powodu.
A niektórzy z powodu braku powodu.

Jedyną niezdającą [egzaminu] pasować do towarzystwa personą, zdawał się być chłopak siedzący tuż przy rozsypującym się barze. Co jakiś czas barman wycierający szklanki spoglądał na niego, szturchając przysypiające ciało:
- E mały, tu się nie śpi, tu się pije! Chcesz spać, to wynocha do mamusi!
Epickość żartu była równie drętwa, jak panująca w spelunie atmosfera, kompletnie nie poruszając nawet zdechłej muchy, leżącej obok stęchniałego już kufla piwa, rozlewającego się od nadmiaru piany.
Piana była żrąca, rozpuszczała kufel.
(poza tym, stęchłe piwo nie ma piany…)

Młodzieniec uniósł głowę do góry, otrząsnął się lekko, odgarniając opadającą na oczy, przydługawą grzywkę i spojrzał nań tępym wzrokiem. Zamrugał oczyma, jakby starał się odzyskać resztki wspomnień sprzed paru godzin, w tym te, jakim cudem trafił do miejsca takiego, jak to.
- Lej, oszczędź paplaniny.. - mruknął niezadowolony.
Bo wstydu już się nie da oszczędzić.

Barman jedynie się roześmiał, wypolerował dłonią zakola na głowie, pociągając długim, garbatym nosem.
Jasiu, dlaczego masz takie zielone zakola?

Chwilę później głuche brzdęknięcie rozlewanego nieostrożnie piwa na moment zdawało się być najbardziej słyszalną rzeczą w obrębie parunastu metrów.
Cholera, oni faktycznie piją miedź (brzęczącą)!

Jedna z kobiet, będąca bez wątpienia droższą prostytutką,
Jednak wątpię, czy w takiej spelunie pojawiają się nierządnice inne, niż tanie dziwki.
Może ta była droższa od najtańszej.

zarzuciła długą, czerwoną kitą, poprawiła piersi i ruszyła w stronę baru.
Tak naprawdę była lisicą, dlatego kita wciąż wymykała jej się spod skąpej kiecki, a sztuczne piersi co i raz obsuwały w dół.

Przysiadła się po woli, ale bez Ochoty zamawiając drinka, po czym oparła podbródek na dłoni i głosem pełnym polotu dodała:
Do czego? Przecież nic wcześniej nie mówiła.
Do drinka dodała.
Ten polot.
Lepszy polot niż polon.

- Hej przystojniaku, może się zabawimy ..? - Uśmiechnęła się szeroko, pochylając tak, by podnosząc głowę, spojrzał wprost na jej piersi.
- Nie mam ochoty.
- Och.. - Mruknęła, wędrując dłonią po jego ramieniu. - Więc może sprawie, że zaczniesz ją .. - zawisła nad nim, przysuwając usta do ucha - mieć ..?
- Jesteś głucha, czy upośledzona? Spieprzaj zarażać kiłą kogoś innego. - Skwitował, podnosząc głowę tylko po po to by się napić.
- Sam spieprzaj sukinsynie!
Sukinsynu.
Tupot rozbijających się o kafelkową podłogę szpilek [ze szkła?], potencjalnie [prawdopodobnie]  miał być ostatnią rzeczą, którą tej nocy chłopak miał pamiętać.
I byłby koniec. Motyl w Amazonii mógłby machać skrzydełkami do upadłego.

Jednak łaskawy los postanowił obarczyć go jeszcze innymi wspomnieniami.
Ironia, czy nieudany eksperyment językowy?

- O, a kogoż to moje wspaniałe oczy widzą?! Naszego "Hiroła"!! - Tajemniczy, acz wesoły głos rozbrzmiał za plecami mężczyzny.
- Nie masz kogo męczyć?
- Absolutnie .. N.I.E.
Nadrzędna Instytucja Egoistów.

- Blondyn wyszczerzył się od ucha do ucha, siadając przy barze. - Piwko poproszę i kolejeczkę dla przyjaciela! Niech się dziecko napije! - poklepał towarzysza dłonią po plecach, jednak zrobił to tak mocno, że powstałe w ten sposób drgawki, prawie strąciły niedopite piwo, które tamten usilnie próbował ratować.
Eeee… znaczy, jakieś fale rozbiegły się po blacie stołu? Z czego on był zrobiony?
Tak się zatrząsł od tego klepania, że omal nie przewrócił kufla.
Efekt Dopplera był taki, że kufle wywracało.

Zaśmiał się widząc tą (tę) niedołężną próbę, odkorkował swoja butelkę, pociągnął łyk i oparł się o blat.
- To była akcja, co nie ..? - sam sobię odpowiedział w myślach, na zadane pytanie [które? Bo poprzednio padło tylko “Nie masz kogo męczyć?”] - Tyle obławy to ja od początku swojej kariery w policji nie widziałem. Jednak, - odwrócił się na pięcie, chwytając dłonią za włosy chłopaka i unosząc jego głowę do góry - i tak gnojka nie złapaliśmy.
Ale… on to w tym momencie mówi, czy dalej tylko sobie myśli?
Myśli na głos.

Czarnowłosy, jedynie burknął niezadowolony, strzepując nie swoją dłoń.
Przy okazji pająki, węże i białe myszki...

Poprawił się trzepocząc zalotnie włosami i wyprostował, pociągając kolejnego łyka.
I, jak to zwykle w opkach bywa, jedyne, czego dowiemy się o wyglądzie naszych bohaterów, to kolor ich włosów…

- Twoja zdolność do trzeźwienia jest niezwykła .. - nie mógł się nadziwić.
- Twoja gęba jest równie zatrważająca. Nie musisz przypominać, nie mamy czym się chwalić.
- Pamiętasz ten klub na przecznicy [na rogu, jeśli już] "Anson street" i "Roar Can"? [“Puszka Ryku”] Zwał się chyba..
- "Mirror Dose" - dokończył za niego.
Dawka Lustra. Tyz piknie.

- Jesteś niesamowity.. to już wiem dlaczego przydzielili tak młodego szczyla do kryminalnych!
Zapamiętywanie nazw podejrzanych barów jest bowiem rzadką a wysoko cenioną umiejętnością wśród policjantów.
Taka specyficzna branżowa odmiana bibliotekoznawstwa i informacji naukowej.

- żartując sobie, przytulił się do partnera, mierzwiąc mu włosy po raz kolejny.
A ti ti, psitulaśku. To się nazywa wprowadzać przyjazną atmosferę w pracy!
Przydasz się tylko na to, abyśmy mieli się z czegoś śmiać.

Widać lubił to, a tym bardziej wprowadzać go w stan zbliżony do nerwicy, wywołanej powszechnym zakłopotaniem, objawiającej się w miejscach publicznych.
Socjopata! Jak miło.

A teraz niech mi ktoś wyjaśni, który z nich mówi którą kwestię, bo już zgłupiałam, a to dopiero początek opka.

Partner dzieli się informacją, że znaleziono kolejną ofiarę seryjnego mordercy, szesnastolatkę z obciętą dłonią. Wobec czego nasz boCHater stwierdza, że musi już iść, zapłatę rachunku zostawiajac koledze.


- W dupie to mam. - Mruknął, wychodząc bez słowa.
Bo tak naprawdę, to mruknął kot z podwórza.

Blondyn jedynie wzruszył ramionami, wyraźnie rozbawiony postawą buntownika. Odwrócił się do kelnera, skinął dłonią, zamawiając jeszcze jedno piwo i zatrzymał wzrok na dnie, spoglądając przez otwór w butelce.
Zaraz, to w tym barze pije się z gwinta?
Nieno, tamten poprzedni koleś miał kufel. Może jedyny, trzymany dla specjalnych gości...

"W dupie to i ja chciałbym mieć niektóre rzeczy.."
Mam nadzieję, że nie chodziło mu o tę właśnie butelkę.

- Takim wygodnym być nie można Ryu Asakawa. - rzekł, uśmiechając się pod nosem, po czym ukoił natłok myśli kolejnym łykiem chmielnego trunku.
Trup szesnastolatki nigdzie nie ucieknie, można spokojnie się napić.

Doctor Pure - odcinek II

Miasto jak zwykle wrzało, rozpościerając dookoła, smutne skowyty nienasyconych mieszczańskim życiem obywateli, którzy mijali się bez celu,
Skowycząc jak siromachy w rui.
Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach
Strasznie skowyczą straszni mieszczanie.
Mieszczańskim życiem nienasyceni
Łkają i jęczą jak potępieni.
I w tym skowycie wyznają: “Życie!
Kocham cię, kocham cię, kocham nad życie!”

błąkając w pozornie znaną sobie stronę.
Ale tylko pozornie, gdyż naprawdę była to nieznana otchłań i dal.
Dlatego właśnie w nią błąkali.

Byli niczym kukły doskonale poukładane w jednym rzędzie, tańczące na zawołanie swojego pana. Tak bezproblemowo, bez emocji przemykały wśród wielkomiejskich budynków, ocierając się o siebie.
Och, ocieranie się o siebie w tłumie może wzbudzić naprawdę wiele emocji.

  Plany, marzenia, pomysły na życie, nikły gdzieś po między skwerem przygaszonych od nadmiaru smogu ulic, znajdujących się w ciemnych zakamarkach.
Znaczy: ulice znajdujące się w ciemnych zakamarkach (czego?) tworzą razem skwer - “niezabudowany obszar na terenie miejscowości, pełniący funkcje rekreacyjne”. Ulice są przygaszone od nadmiaru smogu - a jaka ilość smogu jest prawidłowa?
No i jak widać, ten ulico-skwer tworzy taki Trójkąt Bermudzki, w którym przepadają marzenia i plany mieszkańców.
Na środku zaś wmurowana jest tablica z napisem: “Tu byłem. B.G. Johnson”.

Latarnie mrugały jak szalone, ścigając się z sygnalizacją świetlną.
A media kłamią, że to kierowcy przekraczają prędkość.

Dla zwiędłych od upojenia alkoholowego uszu były mordęgą. Swoistym katem, który swym toporem, każdym kolejnym ciosem wbijał się w kręgi szyjne, starając się by uporczywie zwisająca bezwładnie głowa, z obumarłego ciała wreszcie odpadła.
Zaraz… W dalszym ciągu mowa o latarniach?
“Schlał się tak, że mu uszy oklapły, a światło łeb urywało”

  Westchnął, zatrzymując się na chwilę. Delikatna jak na mężczyznę, jasna dłoń znalazła oparcie na połaci zimnej, chropowatej ściany, równie obślizgłej, co podziemne rynsztoki.
Chropowate albo oślizgłe. Tertium non datur. Zresztą “podziemne rynsztoki” to nic innego jak kanały.

Cichy pomruk na chwilę ulotnił się z ust chłopaka, zmuszając go tym samym do mocniejszego zaciśnięcia palców.
Taki mechanizm, rozumicie - otwiera paszczę, to musi zacisnąć palce. I odwrotnie.

Minęło kilka sekund, a odgłos przez niego wydawany przypominał już bełkot, zdrowo zalanego pijaka, by w końcu zwiesił bezwładnie głowę.
Sens tego zdania też jakiś nie do końca trzeźwy.

  Na chwilę zimny mur, należący do ciastkarni "Sweet Cake"
Zaraz… to ta ściana “równie obślizgła, co podziemne rynsztoki”? To chyba ciastkarnia nie miała zbyt wielu klientów...
Może to ściana od zaplecza.

stał się oazą, przynosząc ukojenie pijackim wojażom.
Pijackie wojaże - to zapewne wycieczka z ofertą all inclusive. W sumie, oaza też do tych klimatów pasuje.

Świat zawirował przed oczyma, odgłosy stały się coraz mniej wyraźne.. aż nagle, odgłos głuchego, jakże prostackiego bełtu, przerwał epicki spokój.
Bełt! Przyleciał aż tutaj!
Tak, te kusze z poprzedniego opka miały naprawdę imponujący zasięg.
Nawet te prostackie.

- Cholera.. moje buty.. - pośpiesznie zatkał dłonią usta, odwracając głowę w ostatniej chwili. Kolejny niekontrolowany odruch wymiocin, dało sobie znać, pozostawiając serię cichych westchnięć, wymieszanych z tajemniczym, nagłym podmuchem wiatru.
A to był Paw Pędziwiatr. Biip-biip!

- Zba..wienie.. - Mruknął, odwracając się plecami do ściany.
Wow, zaczynają się klimaty pijacko-mesjańskie. Może ja jednak podziękuję.
Żeby tylko do elektryczki zaraz nie wsiadł.

  "Chleję jak świnia .. zawaliłem misje.. kuźwa, pierwszy dzień i taka zasrana klapa"
Bo klapę przed sraniem to się podnosi, wiesz?

Odetchnął z ulgą, wciągając nozdrzami powietrze, wprost w najgłębsze zakamarki płuc. Przytrzymał je, wypuszczając po woli, po czym przekręcił głowę w bok.
To oddychanie go kiedyś zabije!
  
Do tej pory nic się nie zmieniło. Na ulicy wciąż byli ludzie, chorujący na znieczulicę społeczną. Przechodzili wciąż obok, nie patrząc przed siebie, tylko łypali na boki zbyt zajęci własnymi problemami.
Nie zwracać uwagi na pijaczka słaniającego się pod ścianą = chorować na znieczulicę. Taaaak.


Zmarszczył brwi, czując wibrujący w kieszeni telefon. Z całych sił, skupiony na równomiernym stawianiu kroków, frustrował się coraz bardziej.
Czy on jest jednym z tych, którzy nie potrafią jednocześnie iść i rozmawiać?

Ku jego usilnym próbom nie odbierania połączenia, wibracje drażniły na tyle, że w końcu w nerwach wyjął piekielną machinę, zręcznym ruchem rozsunął klapkę, trzepiąc nią w nadziei, iż odpadnie, głucho trzaskając o ziemie.
Niestety - ku jego zdumieniu, wbrew usilnym próbom oderwania klapki, ta wciąż mocno się trzymała.  


- Ryu!! Lepiej trzeźwiej, jutro masz się stawić na komisje, o 09:00 rano!
Nie mówcie tylko, że Komisję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych...


- Mhm.. - Przejął się jak nigdy, tempo zawieszając wzrok na migającej, żółtej buzi w trybie głośno mówiącym.
Buzia migała w szybkim tempie.

- Asakawa, cholerny chlorze!! Gdzie Ty pomieściłeś 200$ ?! Zbankrutuje przez Ciebie!
Wypił piwa za dwieście dolców??? To faktycznie musiał zmieścić w sobie… około 50 litrów!
Może połakomił się na jakąś luksusową markę.

- Dzwonisz tylko po to by mnie osądzić? - W tej chwili dał z siebie dwieście dziesięć procent.
Rozumiem, że było to dwieście dziesięć procent dramatyzmu w głosie - “Nie osądzaj mnie, skoro mnie nie znasz!”

- Dzwonie, by Cię poinformować, że dostaliśmy nowego lekarza, który jak głoszą plotki, ma powiązania z naczelnikiem, więc lepiej trzymaj przy nim język za zębami..
I w życiu się nie przyznawaj do tej świnki z dzieciństwa.

Doctor Pure - odcinek III


Asakawa ma koszmarny sen, po którym budzi się z krzykiem.

- Asakawa! Co Ty tam wyrabiasz do cholery?! Jest środek nocy!! Śpij, a nie sprowadzasz sobie panienki! - Kobiecy, lekko zachrypnięty głos, dobiegał za drzwi.
- Panno Marie, stało się coś? - Zapytała kolejna kobieta, opcjonalnie będąca w podobnym wieku, co jej towarzyszka.
Miała też opcję “nastolatka” i “babuleńka”, pomiędzy którymi przełączała się, gdy tylko przyszła jej fantazja.

- No jak to co się stało? Nie słyszała Pani tych wrzasków?! Nasprowadzał sobie panien i drze gębę po nocy!
Natomiast sąsiadki jęczą aż do rana:

Dobrzy ludzie spać nie mogą!! Złożyć na niego skargę! To nie pierwszy raz!! Paskuda, śmierdziel i dno społeczne! Policja!!! - Kobieta wyraźnie nakręcona tym co mówi, wpadła w swoistą furię.
Nie wiem, czy panna Marie jest taka odważna, czy taka głupia, ale na jej miejscu, mieszkając w podłym mieszkanku w podłej dzielnicy, nie byłabym taka wyrywna do sprawdzania, co sąsiedzi robią w nocy i skąd te podejrzane hałasy...

W międzyczasie, brązowe, obdrapane u dołu drzwi, uchyliły się delikatnie, wysuwając na blade, pochodzące z zawieszonej na wprost okrągłej lampy światło, padło na wychudzoną, trupia w jego blasku dłoń.
To zdanie jest jak figura niemożliwa - kiedy patrzysz z jednej strony, wszystko wydaje się mniej więcej w porządku, z drugiej też, a w środku doznajesz mindfucka.
536312_m.jpg
http://streemo.pl/Image/536312_m.jpg

Korzystając z jakże bujnej rozmowy dwóch kobiet, wyraźnie zbulwersowanych, a przez co tworzących zamieszanie równe z tym, panującym na jarmarku pomiędzy przekrzykującymi się "babami od jaj" [bardzo naturalne skojarzenie dla mieszkańca dużego miasta], zawiesiła na okrągłej klamce kartkę, delikatnie zamykając drzwi.
Kto? Pokojówka?
Ja rozumiem, że ta trupia dłoń.

Minęła chwila, nim kobiety zorientowały się, że rozmawiają między sobą, a pokrzyk dawno zniknął.
Pokrzyk wilcza jagoda??? No fakt, że po nim można mieć różne zwidy.

Spojrzały po sobie, po czym pani Marie zawiązała swój różowy szlafrok, poprawiła wałki na głowie i spojrzała na zawieszkę.
- "Starszy szeregowy do zadań specjalnych Ryu Asakawa, odział [w szlafrok] Kryminalny. Pracuję od 09.00 - 17.00. Zapraszam i dziękuję."
Eeee… znaczy, ten starszy szeregowy (???) urządził sobie w mieszkaniu filię komisariatu???
Policja musi oszczędzać, funkcjonariusze przechodzą na pracę zdalną i samozatrudnienie.

Teraz standardowe pytanie: gdzie toczy się akcja? Niech Was nie zmyli japońskie nazwisko bohatera; te wszystkie obskurne bary oraz ulice o dziwacznych nazwach znajdują się ni mniej ni więcej, tylko… w Bostonie. W policji USA nie ma oczywiście żadnego takiego stopnia jak “szeregowy” (“private”), najniższy stopień to “Police Officer”, jeśli używamy polskiej terminologii, najniższym stopniem będzie “posterunkowy” (aczkolwiek “szeregowy” i “starszy szeregowy” występowali w MO, gdzie było stosowane nazewnictwo wojskowe).
A nawet gdyby istniał, to “starszy szeregowy” powinien ulice patrolować, w dochodzeniówce miałby rangę “detektywa”.
A jego zadaniem specjalnym byłoby pewnie przynoszenie starszym kolegom kawy i pączków.

Kobieta aż zarobiła się po łokcie czerwona po przeczytaniu wiadomości. Informacja kompletnie ją zatkała, powalając swym ciężarem prawie na kolana.
Mujborze, cóż to  za genialny pomysł! Już dziś zawieszę sobie na drzwiach tabliczkę “Kura z Biura, Prokurator Generalny, Szef CBŚ i Admirał Gwiezdnej Floty”!

Kolejno tykający minuta, za minutą zegar dopełnił czary, sprawiając, iż atłasowa, ciemna pościel, po raz kolejny zaszeleściła, spadając na ziemię.
Wizualizuje mi się jedna z tych niebywale skomplikowanych instalacji, z mnóstwem trybików, równoważni, pasów transmisyjnych, napełniających się naczyń, spadających kulek itd. - wiecie, co mam na myśli - na jednym końcu której jest budzik, a na drugim wajcha do ściągania kołdry ze śpiocha.
Coś w tym rodzaju, ale bardziej złośliwe:

Macając w ciemnościach ścianę, mężczyzna delikatnie odnalazł wejście do łazienki.
Kac-subtelniaczek?

Zapalił światło, cofając się o kilka kroków, w skutek podrażnienia przekrwionych źrenic i syknął przy tym, ukrywając twarz w dłoniach. Postał tak chwilę, otwierając najpierw jedno, a potem drugie oko, oparł swe dłonie o marmurowy, okrągły zlew i zwiesił głowę.
O nie, tylko nie kolejny poetycki opis womitów...

Subtelna nuta procentów wchłoniętych kilka godzin wcześniej, jeszcze nie zdążyła z niego wyparować.
Tja. Subtelnie zionął tanim piwskiem.

Jedynym plusem zaistniałej sytuacji był fakt zniknięcia odruchów wymiotnych, który nieubłaganie, kompletnie mimo woli bruneta, wywołał szelmowski uśmieszek na zmęczonej wczorajszym życiem twarzy.
Zmęczonych wczorajszym życiem ostatecznie odpręży jutrzejsza śmierć.

...fakt zniknięcia odruchów wymiotnych, który nieubłaganie, kompletnie mimo woli bruneta, wywołał szelmowski uśmieszek…
To on albo rzyga, albo się uśmiecha, innych trybów nie ma?

Spojrzał w lustro, odkręcił wodę w kranie, przecierając dłonią połać lustra, która momentalnie zaparowała. Tempe spojrzenie kobaltowych oczu zawisło bezwładnie, wpatrując się w odbicie postaci.
A Sajetan Tempe był twardy niczym kobalt.
A Temperance Brennan ostra jak kościany nóż.

- Tępe baby.. zasrane koszmary.. i ja nie wiem co to jest "tępy życia ból"? - Prychnął.
Tępy życia ból
Wśród szumiących pól
I te baby. A baby są złe.
Zasrane koszmary
Przewrotne blachary
I to życie… to życie, co ssie!

Chwilę później, na czarno-białej szachownicy, wylądował przepocony podkoszulek, zaś zaraz za nim poleciały spodnie, zwieńczone bielizną.
Facet odwalił nieosiągalną dla innych instalację artystyczną.
Jeśli tylko znajdzie nabywcę, będzie ustawiony do końca życia.

W międzyczasie łazienkę zaczęła zalewać fala gorącego powietrza, dochodząca spod prysznica.
To Asakawa przez pomyłkę włączył suszarkę do włosów.

“Co noc.. od trzech miesięcy te same koszmary.. Może wybrałem nie ten wydział? Musze zacząć pic, żeby zapomnieć, że piję.”
“Mały Książę” się kłania. Lepiej znajdź różę. Albo baranka.

Klatka piersiowa mężczyzny nadęła się podkreślając mięśnie na ułamek sekundy, tylko po to, by ten mógł wypuścić zeń powietrze.
Z tego ułamka?

Gorące krople uderzały frontalnie w ciało, drążąc w nim piekielne ślady.
Prysznic z kwasem? W życiu nie pojadę do Bostonu!
Nie tylko z kwasem, ale z frontalnym natryskiem.

Niektóre z nich były na tyle uporczywe, że łączyły się w pary [i miały małe kropelki?], zaś te, przeistaczając się w krystalicznie przeźroczyste strumyki, spływały powoli, muskając każdą wypukłość wyrzeźbionego ciała.
Wyrzeźbionego na kształt Buddy.

Piskliwy odgłos zakręcanego w pośpiechu kurka, wyrwał chłopaka z rozmyśleń.
Rozumiem, że można się trochę zamyślić, ale aż tak, żeby nie zauważyć że ktoś [coś] zakręca kran?
Niewidzialna Ręka Rynku dba o to, by lokatorzy oszczędzali wodę.

Woda płynąca, a właściwie lejąca się z metalowej słuchawki, tuż nad jego głową, nagrzała się do niebotycznej temperatury, drażniąc lekko [tak, tak… jak wiemy - wrzątek lekko drażni skórę] delikatnie stwardniałe od tego stuki.
Coś w chłopaku stukało od gorąca.
Białka oczu mu się ścięły na kamień.

Zmarszczył brwi, wyskoczył z kabiny, pośpiesznie przepasając [-ując] się ręcznikiem i wyruszył w stronę pokoju.
A, już wiadomo - mózg mu się rozgotował…

Zatrzymał się na moment, patrząc w dół.
Patrzy, patrzy… a tam stygnie angielskie śniadanie.

- ... - Bez słowa, pochylając się sięgnął po swoje "przyozdobione" buty i bez wahania cisnął nimi przez okno. Wytarł dłonie w ręcznik.
Zarzygał sobie buty, więc teraz je wyrzuca? No w sumie, jest to jakieś rozwiązanie problemu.

Z sąsiedniego bloku, a właściwie slumsów, zapaliło się światło.
Proszę mi to rozrysować.

Ktoś krzyczał, przeklinając w niebogłosy.
- Cholera.. trafiłem w szybę. - Obrócił się bez słowa, zasuwając roletę i wrócił do łóżka. Spojrzał na zegarek. - Szósta rano.. Do dziewiątej jeszcze daleko.
No shit, Sherlock!

Doctor Pure - odcinek IV

Tego poranka, rzęsisty, nieustannie pukający w połać szklanej szyby deszcz mierzwił swymi atakami niekończące się sny mieszkańców bloku przy "Archarod Plateniuve".
Rada miejska nadała ulicy nazwę na podstawie rzutów kostką.
A ja mam teorię, że nazwy ulicom nadano po konsultacjach z duchami wytępionych miejscowych plemion indiańskich. Taka zemsta zza grobu.

  Ryu otworzył oczy, zerwał się na równe nogi, po czym usiadł na łóżku. Odruchowo wymacał telefon, zręcznym, kolistym ruchem ręki, zupełnie jakby okręcał rewolwer rasowy kowboj, otworzył klapkę. Tempy wzrok zaspanego mężczyzny utkwił na dużych, jakby ironicznie wyświetlanych cyfrach.
Ja tu zaraz wyświetlę takie wielkie, ironiczne Ę.

  Nagle ku jego zdziwieniu, zwiastun losu uderzył go niespodziewanie, niczym grom z jasnego nieba, powodując, że poderwał się w popłochu na równe nogi.
Tłumacząc na ludzki: zobaczył, że już jest spóźniony.

W tempie odrzutowca naciągnął spodnie, leżące zmiętolone w rogu łóżka, nerwowo padł na kolana szukając byle jakich skarpetek, które założył równie z prędkością światła.
Tak tylko na marginesie wspomnę, że odrzutowce raczej nie osiągają prędkości światła, chociaż niektórym udaje się przekroczyć prędkość dźwięku.

 W całym tym szaleńczym pędzie mało brakowało, a oberwałby i tak ledwo zipiące drzwiczki od starej, obdrapanej szafy, która swoim wyglądem wskazywała, jak wiele przeszła, należąc do mężczyzny.
Podsumowując: mieszka w obskurnej kamienicy w slumsach, meble ma zniszczone, ale pościel atłasową, a w łazience - marmury. Czy tylko mnie coś tu się nie zgadza?
To był bardzo menelski atłas i zdegenerowane marmury.

Delikatne wgniecenia, ryski, czy też odrapania u dołu, były oznaką kompletnego braku szacunku z jego strony, jednocześnie co mądrzejszemu obserwatorowi ukazywały, jak wiele przeszedł jej właściciel i na jakim etapie życia się znajduje.
Na etapie nieprzytomnego obijania się o meble podczas pijackich powrotów?

 Archarod Plateniuve jak każda podobna jej ulica nie była w żaden sposób wyjątkowa, pomijając fakt, iż zwano ją "wylęgarnią slumsów".
Jak wylęgają się slumsy?
Co jakiś czas mały slumsik oddziela się od dzielnicy-matki i zaczyna samodzielne życie na obrzeżu miasta.

Ludzie po niej chodzący zdawali się w tym miejscu być jeszcze bardziej pozbawieni marzeń, niż ich rówieśnicy w innych miejskich skwerach.
Co ona ma z tymi skwerami??? Najwyraźniej traktuje to słowo jak synonim “dzielnicy” czy “osiedla”.

Brudne, posiniaczone, często chodzące w grupkach dla lepszego samopoczucia, a przede wszystkim zniszczone subkulturą czarne dzieci spoglądały nie raz obojętnie na każdego, kto przechodził obok, rzucając nienawiścią na prawo i lewo.
To brzmi, jakby ten ktoś po prostu siał nienawiść.
No nie wiem, dla mnie to brzmi, jakby te dzieci jednocześnie spoglądały obojętnie i rzucały nienawiścią. Zwłaszcza w kontekście następnego zdania.
No to w takim razie one sieją.

Nie ważne, czy akurat się bawiły, czy też jedynie przyglądały, schemat był zawsze taki sam - jesteś biały, więc myślisz o mnie "Dno". W tej kwestii nie było tłumaczenia, zwłaszcza, gdy niczym porywisty podmuch wiatru, mężczyzna przebiegł pośród jednej z grupek, zebranej przy sąsiednim blokowisku.
Bo co tu tłumaczyć, kiedy taki już znika za rogiem?

 Biegł ile tylko miał siły w nogach z nadzieją, iż ostatni w tej godzinie autobus jeszcze nie odjechał, niczym nie wyróżniając się spośród kukiełkowego, codziennego tłumu, zdobiącego płytowe ulice Archarod Plateniuve.
Wszyscy biegli za tym autobusem?
I w jakim sensie te ulice były płytowe?

Gonił za czymś, co pozornie właśnie w tym momencie, było dla niego szczytem marzeń, wzniesionym daleko poza granicami możliwości, na które mógł sobie teraz pozwolić.
Komunikacjo miejska! Ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Komu właśnie z przystanku odjechał autobus
Do pracy, ten ostatni, a kierowca-łobuz
Z rozmysłem drzwi zatrzasnął tuż przed nosa czubkiem,
A tu szef już wydzwania - tłumacz się przed dupkiem!


 Ku jego zdziwieniu, w miejscu, w którym zawsze stał poczciwy staruszek imieniem Jack wraz ze swoją budką z hot- dogami tym razem nie było nikogo.
"Co jest grane .. ?!" Zdenerwował się jeszcze bardziej, przyśpieszając mimo woli.
Podmienili mi miasto!

  W tym samym momencie ów staruszek wyłonił się nagle z za zakrętu sprawiając, iż mężczyzna zatrzymał się wprost na wózku pełnym hot-dogów. Otrząsnął się w amoku, potrzepał głową  niczym pies, podniósł z ziemi i chwytając jedną z bułek, dodał, klepiąc na odchodne Jacka po ramieniu:

- Zapłacę z powortem!!
A nawet z potworem!

- Asakawa Ty nigdy nie płacisz!!
A, to taki jego poranny rytuał - porywa hot-doga z wózka i ucieka?

 Jednak bluźniercze groźby brodatego, łysiejącego staruszka z dużym brzuchem spełzły na niczym, bowiem Ryu zniknął za automatycznie zamykającymi się drzwiami autobusu.
A gdzie tu bluźnierstwo i groźba? Swoją drogą, nasz młody policjant wykazuje się obywatelską postawą jak jasny gwint - wybija ludziom okna, nie płaci za hot-dogi… Co to jest, Boston czy Gwatemala?
Manga.

 Dopiero teraz miał chwilę by odetchnąć, toteż zaciągnął się powietrzem. W tym czasie kolejny, cyfrowy zegar wskazywał już 09:25. Była to godzina, której nie chciał znać, pochłaniając zdobyte jedzenie czym prędzej się dało.
Widząc to, Frazeologia dała dyla.

 Aveniue First Road był paradoksalnie nie wiem jak dla Was, ale dla mnie wystarczająco absurdalna jest ta nazwa trzecim przystankiem dzielącym paskudną dzielnicę od skweru, na którym znajdował się komisariat połączony z biurem śledczym.
Zaiste, Boston to miasto paradoksów.

Wielkie, wykonane z  jasnego grafitu barwy ecrui schody,
Z grafitu? Pracownicy tego budynku musieli wychodzić stamtąd co dzień usmarowani jak górnicy po szychcie. Tyle, że na ecrujowo.

zdawały się tego dnia nie mieć końca.
Zapętliły się jak u Eschera.

Były niczym podwójna kara, dodatkowe akcesorium w katorżniczej, syzyfowej pracy, tłumiąc ciężki, mosiężny wręcz tupot wspinającego się po nich chłopaka.
O, nie ma mosiężnych drzwi, ale za to jest mosiężny tupot. Dobre i to.
To zdanie tupocze mi wewnątrz czaszki.

 Do pełni szczęścia brakowało już niewiele.
Trochę sensu. Odrobineczkę chociaż, tyci - tyci!

Wydział komunikacji był jak zawsze wypełniony stosem niepotrzebnych papierów, biurek i krzątających się bez celu ludzi, wykonujących co dzień tę samą pracę po sto razy.
Wydział komunikacji - znaczy, co? Drogówka? Urząd wydający prawa jazdy?
Dowody rejestracyjne - okienko nr 3
Mnie tam najbardziej ciekawi ten stos biurek.
Pracownicy organizowali małą imprezkę - potlacz dla najbliższych. Zaraz zaczną tańczyć w korowodzie wokół ogniska.

Miejsce to sprawiało wrażenie, jakby zatrzymało się w miejscu torując drogę kolejnym pokoleniom biurokratów.
Nie torując, tylko blokując.

Ktoś ziewnął, ktoś upił łapczywie łyk kawy, zbyt gorącej jednak do jednorazowego spożycia, znów ktoś inny rozsypał skrzętnie trzymane, ledwo związane teczki.
Ot, takie biurowe rozrywki o poranku.

 Całe szczęście, że ów wydział znajdował się na parterze. Inaczej normalni ludzie nie mogli by znieść lenistwa piętrzącego się niczym egipskie plagi pod swymi nogami [widzę plagę żab piętrzącą się pod nogami], dając przyzwolenie na ciche zbrodnie nienasycenia i opasłości pracujących tam ludzi.
Ale co do tego ma parter?
No jak to, co. Wpuścisz grubasów na piętro, to się strop zawali.

Kolejnym piętrem był [było piętro pierwsze. Dla Amerykanów - drugie] wydział spraw karnych. Tu zaś trafiały wszystkie sądy czynów społecznych, mniejsze czy też większe ludzkie tragedie.
OK, styl tego opka od początku nie jest szczególnie klarowny, ale ten fragment to już bełkot w wyjątkowym stężeniu.

Z pozoru niczym nie różnił się od swego pobratymca znajdującego się piętro niżej. Jednak podstawową miarą innego zachowania były chociażby noszone przez sędziów togi, czy cała plejada drogich garniturów, należąca do co bardziej wyszczekanych adwokacin.
To tam był jednocześnie komisariat, wydział śledczy - i sąd? W piwnicy pewnie mieli też więzienie, a w przybudówce - Urząd Skarbowy.
Egzekucje odbywały się w schowku na miotły koło toalety.

 Główną różnicą było także bogatsze wyposażenie piętra. Drewniane, zawsze wypastowane podłogi, przyozdobione drogimi roletami okna, czy też mahoniowe kasetony, były pierwszą rzeczą, która trafiała wprost do oczu osoby znajdującej się pierwszy raz w miejscu takim, jak to.
No, rozumiesz, wchodzisz - i od razu dostajesz kasetonem po oczach. Albo roletą.

 Jednak wszystko to było niczym w porównaniu z pędem, który poganiał coraz bardziej zmęczone nogi Asakawy.
Fakt, mahoniowe kasetony zwykle są mało ruchliwe.
W tym budynku mają nawet tresowane prawa fizyki.


- Tak jak mówiłem, chciałbym przeprosić wszystkich zgromadzonych za nieobecność.. - Naczelnik spojrzał za siebie, odwracając się pośpiesznie w stronę skrzypiących drzwi. - Ryu! Wiesz która jest godzina ?! Co to ma znaczyć?! Tłumacz się do cholery!!! - Wrzeszczał. - Jak możesz się spóźniać godzinę? Zasrana gwiazda filmowa Asakawa jesteś??!!
- Wszystko się panu pomyliło, szefie, tamten to nie był Asakawa, tylko Kurosawa, nie gwiazda filmowa, a reżyser i nie zasrany, a powszechnie znany.

- Lwia zmarszczka na czole naczelnika Hudsona tylko pogłębiła swoje dwa rowki, dodając plamiastej twarzy wyjątkowo gniewnego wyrazu. Jednocześnie podkreśliła nadmiar śliny, zgromadzonej w opadających kącikach ust, uwydatniając aż za pełne wargi mężczyzny.
Znaczy: jeśli masz zwyczaj się ślinić, to nie marszcz przy tym czoła, bo marszczenie czoła sprawia, że twoja ślina jest bardziej widoczna. Co wie każdy, kto miał psa-boksera.

 Lazurowe spojrzenie Ryu powiodło na bój zgromadzonych. Przy pół okrągłym stole obrad zasiadali kolejno: Rumpert Gertrey, szef oddziału karnego, będący podstarzałym, wyłysiałym hindusem,
Jeśli to ma być określenie narodowości, to Hindus, a jeśli religii - to hinduista.
Nie no, “hindus” małą literą jest notowany w słownikach jako synonim hinduisty. Jeśli idzie o narodowość, to nazwisko ma facet niezbyt indyjskie… Ale z drugiej strony, nigdzie w opku nie jest napisane, że taki Ryu Asakawa rzeczywiście jest Japończykiem, może po prostu nazywa się po japońsku, bo to cool.
Oczy w każdym razie ma niebieskie. Co też o niczym nie świadczy, bo taka np. Nitta Sayuri też miała ;) Nie wspominając o dowolnym mangoludku.

na pierwszy rzut oka, koło pięćdziesięciu lat.
Na drugi widać było, że to zniszczony życiem trzydziestolatek. Cuś jak ten pan…


Zaraz obok niego bacznie przyglądała się całej sytuacji Patricia Mc'Queen, będąca prezesem rady do spraw bezpieczeństwa i zarazem jedna z  bardziej wpływowych kobiet w Bostonie.

Jej granatowy uniform, jak zwykle podkreślał idealną jak na swój wiek sylwetkę.
Kostium był już bardzo stary, ale jeszcze się nie pruł.
Ba, Jaszu, Ty nawet nie wiesz, jak odporne są takie stare kostiumiki. Wystarczy lekko odświeżyć taki pięćdziesięcioletni po babci i już można do ślubu iść!

Niejedna dwudziestolatka mogłaby zazdrościć jej taktu [kultury] i figury, zarazem dziękując Bogom tego świata, iż nie ma nic wspólnego z tak zimnokrwistą, podstarzałą suką.

 Kobieta prychnęła jedynie oburzona przerwaniem obrad, nie kryjąc swego teatralnie wymuszonego niezadowolenia.
Spuśćmy na to kurtynę. Najlepiej żelazną.

Tym samym sprawiła, iż pod nogami Naczelnika lekko zaczął sypać się grunt.
Prychnięcie jerychońskie?

Mężczyzna poczerwieniał bardziej ze złości, zaciskając nerwowo pięści.

 Kolejną osobą przy stole, której wzrok uciekał w stos starannie ułożonych papierów był stary lekarz oddziału do zadań specjalnych "Criminal Organization of Inquiry", doktor Leytan.
Sądząc po nazwie, jest to “przestępcza organizacja śledcza”, a nie żadna policja. To by wiele wyjaśniało.
Widzę to jako coś w rodzaju Wydziału Wewnętrznego Yakuzy, kontrolującego, czy ktoś przypadkiem nie kapuje policji.


Mężczyzna poprawił okrągłe okulary, obdarzając Asakawę uśmiechem. W tej jednej chwili wydawał się być jedyną życzliwą mu osobą.  U progu sali, tuż przy protokolantce dokumentującej całą naradę znajdował się Edgar, rozczochrany szatyn, jedyny przyjaciel mężczyzny. Pacnął się w czoło na widok partnera, nie kryjąc zażenowania.
O, a temu ściemniały włosy - jeszcze wczoraj był blondynem.
A mimo że był jedynym przyjacielem, jednak nie wydawał się być życzliwy.

W kieszeni ciemnozielonych bojówek, migotało jeszcze przez chwilę niebieskie światełko. Była to jedyna pamiątka, po nieudolnych próbach połączenia się z partnerem.
Niestety, wtyczki A nie udało się zamontować w kontakcie B i po chwili diodka ostatecznie zgasła.

 Jednak coś nie grało. Ryu zmarszczył brwi, posuwając się kilka kroków na przód. Rozejrzał się ponownie, ignorując zachowanie zgromadzonych.
- Gdzie ten nowy lekarz?
- Nie.. no ma pan tupet panie Asakawa.. - Rozbawiona kobieta, nie potrafiła pohamować śmiechu, przez co zmarszczki mimiczne w okolicy ust pogłębiły się na parę chwil. - Co to ma być do cholery za maskarada?! - Podniosła się gwałtownie, uderzając pięścią w stół. - Obróć się baranie jeden!

 Edgar przesunął się delikatnie w bok, odsłaniając ostatnie miejsce zajęte przy stole.
- Dzień dobry Panie Asakawa. Jestem doktor Pure, Alexander Pure.
Ej, ale zaraz, tu się zebrały wszystkie najważniejsze szychy zajmujące się bezpieczeństwem w Bostonie - po to, żeby poznać nowo zatrudnionego lekarza?

- Stanowczy, melancholijny i z pewnością tajemniczy głos rozbrzmiał w uszach mężczyzny, przeszywając na wylot każdą część jego ciała.
Od szczęk do pięty, co do jednej, nie pomijając zwłaszcza części intymnych.

- W czym mogę służyć? - Uśmiechnął się szelmowsko, splatając dłonie odziane w białe rękawiczki, [a ten co, już się szykuje do operacji?] tym samym splotem, co zawsze, osadzając na nich podbródek i czekał na odpowiedź.
Może się doczeka… w następnym odcinku.

Z bostońskich slumsów pozdrawiają: Kura skowycząca mieszczańsko,  Babatunde Wolaka z wiaderkiem mosiężnego tupotu i Jasza w białym meloniku.
Maskotek poszedł wytarzać się w graficie.

36 komentarzy:

Korodzik pisze...

Perła literatury. Najpierw facet podnoszący kumpla za włosy niczym magik królika za uszy, potem kobita powalona na kolana przez napis na tabliczce, potem stos biurek i ludzi...

"Była to godzina, której nie chciał znać, pochłaniając zdobyte jedzenie czym prędzej się dało."
Ja to zrozumiałem tak, że nasz bohater w pośpiechu jadł śniadanie wszystkimi otworami ciała jednocześnie...

kura z biura pisze...

> jadł śniadanie wszystkimi otworami ciała jednocześnie...

Umarłam! :D :D :D

Malcadicta pisze...

"Drewniane, zawsze wypastowane podłogi, przyozdobione drogimi roletami okna, czy też mahoniowe kasetony"

No nie no, rolety? A nie opadające do ziemi czerwone, pardon, szkarłatne zasłony ze złotym wykończeniem? Coby pasowały do tego mahoniu... A jeszcze niech dorzucą dzieła sztuki na ścianach, co im szkodzi.

Ja chcę takie nazwy dróg! Będzie zabawnie! (ale moim faworytem jest i tak krakowska "Na Polach")

Piękne. Naparwdę wyjątkowej urody opko tym razem, jest tak rozkoszne, że mnie nawet nie dobija :)

Anonimowy pisze...

Jesteście tym razem w świetnej formie, dawno nie było tyle ubawu w jednej analizie: Trójkąt Bermudzki, nadawanie ulicom nazw po konsultacjach z duchami Indian, inwokacja do komunikacji miejskiej, egzekucje w schowku na miotły, Wydział Wewnętrzny Yakuzy, prychnięcie jerychońskie... opko samo w sobie nieco monotonne, ale analiza kapitalna! Już się nie mogę doczekać następnego odcinka ;)

Rhan Boleyn pisze...

Jego skóra była koloru soczystej czekolady (z orzechami czy bez?)
Niekontrolowany atak śmiechu. Ale stawiam, że z.

Pili roztopioną miedź
Dokładnie to samo pomyślałam!

elegancki niczym w latach 20 melonik, kapelusz
Nie rozumiem tego trochę, w sensie, melonik był elegancki w latach 20, czy jak?

Niektóre czynności czy rzeczy są tak rozwlekle opisane, że to na epopeję narodową zakrawa. Opis pawia jest epicki.
Kuro, przerobiona inwokacja ujęła moje serducho, popłakałam się ze śmiechu. Jeśli nie obrzucisz mnie groźbami o łamanie praw autorskich to sobie to skopiuję. Ale tylko pod tym warunkiem.
Pozdrawiam i czekam na kolejną część analizy.

kura z biura pisze...

Bierz, częstuj się, rozpowszechniaj :)

Mała Kudłata pisze...

Ah, myślałam że mnie coś trafi przy tych wszystkich skwerach i połaciach (połacie szyb, luster... serio?).
Ale jakoś tak, bardziej strawne od poprzednich tworów w tym Mniszkowatym stylu. Co nie znaczy, że mniej głupie.
Świetna robota, armado <3

Kuba Grom pisze...

Jejku. Tyle rozdziałów, niby wydział śledczy, a śledztwa ani odrobiny. Pierwszy rozdział był bardzo słaby i nawet komentarze trochę wymuszone, ale już łazienka i prysznic mnie rozbawiły.

Anonimowy pisze...

Dobry!
Analiza była urzekająca, a Kura chyba dobrze sprawdziłaby się roli duszyczki.
t e m p y
r z y c i a
b u l
Mam takie opko, w sumie nie mam pojęcia czy by się nadawało, ale rozbroiło mnie to, że pozbywamy się matki bohaterki, żeby znaleźć jej ojca. Potem pozbywamy się jej ojca, żeby porwać ją do Asgardu. A w Asgardzie znowu ktoś ją adoptuje! Ta to ma piękne życie. Oprócz tego zostaje najlepszym hakerem w T.A.R.C.Z.Y., robotę mającą zająć kilka tygodni robi w parę godzin i jest zamieniona w wilka, ale generalnie jej to nie rusza.
http://dzieckotarczy.blogspot.com/
Pozdrawiam,
Diabeł.

Mal pisze...

Ja myślę, że autoreczka inspirowała się Ginsbergiem.

"(...) smutne skowyty nienasyconych mieszczańskim życiem obywateli" wiadomo, "skowyt", takie ładne słowo. W połączeniu z "nienasyceniem mieszczańskim życiem" od razu kojarzy mi się z tym:
(...) who howled on their knees in the subway and were dragged off
the roof waving genitals and manuscripts,
who let themselves be fucked in the ass by saintly motorcyclists,
and screamed with joy,
who blew and were blown by those human seraphim, the sailors,
caresses of Atlantic and Caribbean love,
who balled in the morning in the evenings in rosegardens and
the grass of public parks and cemeteries scattering their
semen freely to whomever come who may

...no, dalszy fragment może nie do końca w zgodzie z nienasyconym mieszczaństwem, noale. Nie wiem dlaczego, ale przez całe opko nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to będzie yaoiec.

" "W dupie to i ja chciałbym mieć niektóre rzeczy.."
Mam nadzieję, że nie chodziło mu o tę właśnie butelkę." / who copulated ecstatic and insatiate with a bottle of beer

"zniszczone subkulturą czarne dzieci spoglądały nie raz obojętnie na każdego, kto przechodził obok, rzucając nienawiścią na prawo i lewo" / dragging themselves through the negro streets at dawn looking for an angry fix

Tylko nie do końca zrozumiała, o co chodziło.

"Aveniue" mnie rozczuliło :D A zamiast "doktor Leytan" przeczytałam "doktor Rejtan" i mujeju, takie piękne wizje...

Mal pisze...

I jeszcze tak sobie myślę - nie wiem, czy blogger powiadamia o wszystkich nowych komentarzach, ale jeśli nie, to może warto byłoby poinformować autoreczkę o analizie pod jakąś nowszą notką?

Swoją drogą, przeglądając blogaska natknęłam się na taką informację:
"jeśli wszystko pójdzie dobrze, wkrótce przeczytacie moją pierwszą książkę" :D No nie mogę się doczekać.

Sha pisze...

Przez moment myślałam, że bohaterem nazwanym "Hiroł" jest Hiro Hamada z "Big Hero Six", i serce mi stanęło... Mogłoby się źle skończyć, gdyby później nie zdradzono personaliów.
Chociaż Baymax w klimatach śledczych... mogłoby być śmiechogennie :D
Falalalala!

Anonimowy pisze...

Czy tylko mnie podczas czytania analizy przed oczami staje Ryu z serii gier Street Fighter? ;)

Reiha pisze...

Przepraszam, azali wżdy jest że to dzięuło tak wysublimowanym językiem pisane, że prostaczy mój umysł niczym aksamitna poła szlafroka zaciemnia się niespodziewanie wielce z minuty na sekundę i wstanie nie jest przebrnąć przez dalsze koleje {państwowe] wyboistych losów zarzyganego policjanta.

Vespera Verril pisze...

Ojejku, jakie to opko nudne, zero akcji jakiejkolwiek. Bez analizy byłoby całkowicie niestrawne.
Opka typu "sraczka słowna i milion synonimów" są moimi ulubionymi, tzn. uważam je za najgorsze i najnudniejsze. Czyta się je bardzo ciężko i wywołują reakcję typu "ja pier... co za szajs".
Chwała wam, dzielni analizatorzy, że poświęcacie swój wolny czas na rozprawianie się z takimi arcydziełami.

Anonimowy pisze...

Analiza przecudna. Ostatnie musiałam czytać po kilka dni, bo opko nudne było jak flaki z olejem. Dzisiaj pochłonęłam wszystko na raz.

Co się stało z trupem szesnastolatki bez dłoni?

Anonimowy Anonim~

Anonimowy pisze...

"koloru soczystej czekolady"

Zacytuję Szprotę: "KURWACO?"

Popadłam w stupor, jaki to kolor?!

Anonimowy pisze...

Postęp fabuły nader nikły, ale wszelkie te fantazje stylistyczne byłyby do zniesienia, gdyby nie fakt, że chyba ani jedno zdanie w tym tworze nie jest napisane gramatycznie. A już z pewnością żadne ze zdań złożonych. Przecinki sprawiają wrażenie, jakby ktoś je po prostu rozsypał nad tekstem - gdzie wpadły, tam zostały. Metafory i metonimie tak niezgrabne, że oczy bolą. Ale deszcz mierzwiący sny mi się spodobał i uważam, że jeśli autorka przeczyta jeszcze z kilkaset książek i podda swoje opka obróbce jakiejś ogarniętej gramatycznie bety, mogą być z niej ludzie.

Kobalamina pisze...

"Zapalił światło, cofając się o kilka kroków, w skutek podrażnienia przekrwionych źrenic i syknął przy tym, ukrywając twarz w dłoniach." - Spieszę zameldować, że źrenice nie mogą być przekrwione, gdyż są, krótko mówiąc, dziurą.

Goma pisze...

No dobrze, bardzo mi się podobało. A teraz może mi ktoś wyjaśnić co ja właściwie przeczytałam?

Serio, przydałoby się jakieś drobne streszczenie :<

Anonimowy pisze...

Masakra :'D Czy to pisała Ania Shirley? Coś tak mi się wydaje, że to właśnie styl młodej, egzaltowanej dziewuszki.

KiciaKocia pisze...

Kobalamina, zapewniam cię, że przekrwione źrenice to najmniejszy problem anatomiczny tego opowiadania. Gdzieś były, czy to w samym opku czy na blogu autorki, nogi z kieszeniami.

Anonimowy z 21 lutego z 12:24 - zapewniam cię, że autorka jest daleka od bycia młodą dziewczynką.

Anonimowy pisze...

Mieszkałam w Bostonie. A ałtorka pewnie nie umie go znaleźć na mapie. I za to co ałtorka zrobiła z tym cudnym miastem, zrobię jej z d*py jesień średniowiecza.
Poza tym, nie zrozumiałam nic a nic z tego bełkotu, może ktoś zrobić coś w rodzaju ściągi?
E.

Babatunde Wolaka pisze...

Na życzenie czytelników - krótkie streszczenie:

Młody bostoński dydyktyw Ryju Asakawa chleje browara w podłej knajpie. Dosiada się do niego kumpel, który przyjacielsko tuli się do niego, wspominając coś o jakimś trupie szesnastolatki z obciętą ręką, whatever. Potem Ryju wychodzi z knajpy i na ulicy zarzyguje sobie buty. Zamiast jechać do Pietuszek, wraca do domu, ma zły sen, wysłuchuje narzekań sąsiadek, bierze prysznic z kwasem (solnym?) i wyrzuca zahaftowane buty przez okno, wybijając komuś szybę. Następnie zakłada skarpetki (kwestia, czy miał drugą parę butów, pozostaje otwarta) i jedzie do roboty, czyli do policjosądu, po drodze rekwirując hot-doga dla dobra publicznego (bez pokwitowania). Tam stawia się na zebraniu jakiejś tam komisji gromadzącej różne szychy, zwołanej najwyraźniej po to, żeby przedstawić mu nowego lekarza. TRÓLOFF AHEAD! oraz ciąg dalszy nastąpi.

naima_on_line pisze...

prychnięcie jerychońskie było doskonałe, chyba najlepsze.

Opko straszliwe, egzaltacja i wyjątkowość stylu rzucają na kolana.

Chyba znam tajemnicę "skwerów", dziewczę spolszczyło sobie square tak ślicznie, rozumiejąc przez to dzielnicę czy osiedle, bór wie. Takie trochę w stylu "postaw kara na stricie", pinglisz z łaski na pociechę.

karton realista pisze...

W tempie odrzutowca naciągnął spodnie, leżące zmiętolone w rogu łóżka, nerwowo padł na kolana szukając byle jakich skarpetek, które założył równie z prędkością światła. Tak tylko na marginesie wspomnę, że odrzutowce raczej nie osiągają prędkości światła, chociaż niektórym udaje się przekroczyć prędkość dźwięku.
Jeśli założyłby skarpetki z prędkością światła, to:
-zgniotłyby mu nogi;
-urwałyby mu ręce;
-przebiłyby podłogę;
-zapadłyby się pod własnym ciężarem.

Stos biurek i ludzi to przygotowanie do rytuału całopalenia, mwahahaha!

Skąd wiem, że to yaoi?

Dawno nie było takiego cudnego przykładu mniszkównowatego (a może mnisz-gówno -wartego) opka. Podziwiam za to, że daliście radę przebrnąć przez to coś.

-Tekturowy matfiz z tradycjami

Falco pisze...

Inwokacja do komunikacji była piękna! <3 uwielbiam waszą poezyję.
Kolor soczystej czekolady to pewnie taki, jak ma mleczko czekoladowe do picia - taki blady i na upartego brązowawy. Piknie :D

Anonimowy pisze...

http://ila214.pinger.pl/m/23127188 (Inny blog autorki)

O, kolejna straszy adowkatem z tradycjami.

Anonimowy pisze...

Umarłam na zakwik już po waszym pierwszym komentarzu. Analiza miodna, ale już nigdy nie czytam analiz w szkole.
Kura i jej inwokacja, i Barbatunde ze streszczeniem zrobili mi dzień.
A tak z zupełnie innej beczki, jaka jest szansa na jakieś Narutowe opko? Może coś w stylu tego o kotach.
Pozdrawiam ;)

Władca Wszechświata pisze...

Autorka zablokowała swojego bloga, co za strata dla tradycyjnej literatury ;_;

Anonimowy pisze...

To jest brak dystansu do siebie. Jasne, zapewne nie jest super fajnie, jak ktoś się dobierze do opka, ale jeśli już się prowadzi taki blog, to trza się liczyć ze wszystkim.
Ja tam się dzięki Wam nauczyłam paru rzeczy. Chociażby tego, że szklankę się stawia, a nie kładzie. Przez całe życie dziwnym trafem mi to nie przeszkadzało xD
Tak więc liczę na Was dalej, wielbię Was, bo naprawdę poprawiacie humor c:

Anonimowy pisze...

Nie zrozumieliście artysty. Ona, to taki Leśmian dzisiejszych czasów. Leśmian stosował neologizmy, ona neogramatyzmy. Jeszcze się będziecie wstydzić, tak jak krytycy Picassa.

Anonimowy pisze...

Czytam to opko, czytam... No dobra, to dopiero początek, fabuła nie musi rwać do przodu od razu... Więc dzielnie czytam i czytam, i dalej czytam, i kiedy jestem już przy końcu, dociera do mnie, że zupełnie nie mam pojęcia, o czym - poza poetyckimi opisami rzygingu - ten tfór jest. Także dzięki, Babatunde, za streszczenie.

Bez Waszych komentarzy chyba nie dałoby się przebrnąć przez ten pseudopoetycki bełkot (a może bełt, skoro już ich tyle lata w okolicy). Zwłaszcza, gdy dochodzi ta cudowna gramatyka, owocująca figurami niemożliwymi.

Pozdrawiam i idę zaadoptować małego slumsika,
Tonks

Lenn pisze...

"Co jakiś czas mały slumsik oddziela się od dzielnicy-matki i zaczyna samodzielne życie na obrzeżu miasta" - to oraz inwokacja Kury zrobiły mi dzień. :D

Anonimowy pisze...

@Babatunde Wolaka: dziękuję uprzejmie za streszczenie. Czekam aż ałtorka sprzeda prawa ałtorskie i będziemy mieć serial, bo film to za krótko, by kontemplować zarzygane buty.
Ryju mógłby zagrać Keanu, tak sądzę.
E.

Astroni pisze...

Heh, początkowo obawiałam się, że znów będziemy mieli do czynienia z zasypywaniem czytelnika piętrowymi metaforami i przeciążonymi lekkościami bytu (czy czasem właśnie przy "parchatych dywanach" nie mieliśmy do czynienia z tym zjawiskiem?) - obawiałam się, bo na takie przypadki nawet Wasze komentarze nie pomagają. A sprawa była poważna, gdyż tym razem miałam do towarzystwa kolegę, który w weekend miał nadzwyczajną ochotę na Wasze dzieła (hmm... wyczuwam nowego czytelnika!) i to musiaaaaało być coś dobrego. I obawiałam się niepotrzebnie - to była istna rewelacja! Tyle kwiecia - wdzięczne nieobecności przyimków i mylenie słów, postacie gadające przy "wychodzeniu bez słowa", walenie po oczach kasetonami, grafit zamiast granitu, poganiający pęd, sylwetka kostiumu, teatralnie wymuszone niezadowolenie... Ałtorka ma takie urocze braki w słownictwie, że niby pisać umie, ale nie umie - tekst wymarzony dla Armady!
Umarły mnie latarnie ścigające się z sygnalizacją świetlną, rzygnięcie pozostawiające serię cichych westchnięć, "proszę mi to rozrysować", połać szyby, egzekucje w schowku na szczotki zrobiły nam wieczór XD No i gwódź wieczoru - figura niemożliwa! Pomyśleć, że wystarczy wstawić dwa orzeczenia i, jak to mawiają, musk rozjebany.

Schlał się tak, że mu uszy oklapły, a światło łeb urywało
Jeżu, czy Wy wiecie, jakie jaja są, jak się to czyta na głos, na szybko, z taką specjalną intonacją? No bo my tak właśnie Was czytamy :p O, albo to:

Minęło kilka sekund, a odgłos przez niego wydawany przypominał już bełkot, zdrowo zalanego pijaka, by w końcu zwiesił bezwładnie głowę.
Mam ochotę zrobić Wam audio-booka, śmiech z offu gratis :)

A to, to w ogóle nie wiem, co było:
- Nie.. no ma pan tupet panie Asakawa.. - Rozbawiona kobieta, nie potrafiła pohamować śmiechu, przez co zmarszczki mimiczne w okolicy ust pogłębiły się na parę chwil. - Co to ma być do cholery za maskarada?! - Podniosła się gwałtownie, uderzając pięścią w stół. - Obróć się baranie jeden!
Jakby to trzy różne osoby mówiły, nic, co powiedziała, nie trzymało się kupy...

Taaak, niech Kura sobie zrobi taką tablicę z prokuratorem generalnym i resztą, najlepiej taką wypasioną mosiężną jak u Dirka Gently'ego!