OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

sobota, 19 lutego 2011

84. Szkielet w Ramm-piwnicy, czyli dziś SuSowe mamy święto (1/4)




Drogi Czytelniku! Analiza, którą masz dziś przed sobą, jest poniekąd eksperymentem. Po raz pierwszy bowiem wzięliśmy się za opko spoza polskiego fandomu, tłumaczone.
Jaki był tego powód?
Otóż jakiś czas temu dyskutowaliśmy o tym, dlaczego w Polsce nie ma opowiadań o Rammsteinie. Bo nie ma (a jeśli są, to tak głęboko ukryte, że nie dotarliśmy). Znaczy, przepraszam, jedno jest. Tak kretyńskie i obrzydliwe, że nawet takie stare wygi jak Kura i Sierżant wymiękły przy próbie analizy.
Poszukaliśmy zatem za granicą i znaleźliśmy to:

Deszcz
(Regen)
http://rammfics.ifastnet.com/slash/regen.htm


Zaznaczyć należy, że opko pierwotnie powstało po niemiecku, następnie zostało przetłumaczone na angielski i z tej wersji korzystałyśmy. Część niezręczności językowych (autorki? tłumaczki?) została wygładzona, część zachowana - jednak prawdziwy absurd tego opka kryje się nie w języku, a w treści.
Poznamy zatem alternatywną wersję losów Tilla i Richarda, dowiemy się, jakie tajemnice ukrywa ten pierwszy w swej piwnicy... Indżoj!

Tym opowiadaniem zaczynamy Obchody Jubileuszowe dwulecia istnienia SuS. Cieszymy się, że jesteście z nami, Drodzy Czytelnicy, i mamy nadzieję, że zostaniecie jak najdłużej!

Tłumaczyły: Kura, Dzidka i Tinwerina Miriel.
Analizują: Kura, Sineira i Suin.

Rozdział 1

- Cholerna pogoda! - Richard zaklął pod nosem, próbując ukryć się przed ulewnym deszczem.
Daremna próba, gdyż w tym momencie i tak był już przemoczony do suchej nitki.
Męska rzecz, uciekać przed deszczem gdy jest się mokrym.

Zmrużył oczy, próbując spojrzeć przez kurtynę deszczu. Ulica była pusta, ani żywej duszy.
Żadnych chętnych do startu w konkursie na Mistera Przemoczonego Podkoszulka.

Richard skierował się w stronę stacji metra.
Desperacko potrzebował pieniędzy. Jego uzależnienie od narkotyków znacznie się pogłębiło przez ostatnie tygodnie, a tymczasem minęły już całe dnie odkąd ostatnio brał; czuł zimny pot spływający mu po kręgosłupie.
Dobry jest. Pada jak cholera, facet przemoczony, ale odróżnienie potu od deszczu na plecach nie sprawia mu problemu. Chyba jednak coś brał.
Zimny pot - kolejne cudo opkowej medycyny. Zawsze zimny. W każdym cholernym opku pocą się ciekłym azotem, mutanty jedne. Mogliby sprzedać patent, w ten upał byłoby jak znalazł.
Mister Przepoconego Podkoszulka?
Gdyby ten azot odparowywał szybciutko, nie reagując z niczym po drodze...

Richard nerwowo przetrząsnął kieszenie w poszukiwaniu papierosów. Palce mu drżały. Po kilku nieudanych próbach zrezygnował z zapalenia na wpół przemoczonego przez deszcz papierosa.
Biorąc pod uwagę fakt, że przed chwilą daremnie próbował znaleźć schronienie, nawet zapalenie ćmika suchego jak pieprz zakrawałoby na czystą magię.

Nagłym gestem odgarnął z twarzy mokre kosmyki swych czarnych włosów.
Za wiele do odgarniania to on nie miał.
Eno, nie wiem, jakim konkretnie wizerunkiem Richarda inspirowała się ałtorka, ale ostatnio wyhodował sobie taką ładną emo-grzywkę...

Samochody przejeżdżały obok niego z dużą prędkością, światła lamp odbijające się w witrynach sklepów stawały się coraz jaśniejsze, oślepiając go - w głowie Richarda wszystko powoli zaczęło się przewracać do góry nogami, ziemia pod jego stopami zdawała się poruszać.
Było tyle pić?

- Cholera, nie mdlej teraz!
Ale było już za późno. Lekkie westchnienie opuściło jego usta; poczuł się, jakby tonął. Zamglonym wzrokiem ledwie zauważył samochód, hamujący przed nim. Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna wysiadł z tego wielkiego, czarnego potwora, podchodząc do niego poprzez deszcz.
Pokażcie mi faceta, który samochód nazywa "potworem", to nazwę go... hehe... waść-panną.
*Umiera ze śmiechu*

Richard zdołał zrozumieć tylko "Hej, wszystko w porządku?", zanim świat obrócił się w czerń przed jego oczami.
A czarny deszcz, w ten czarny dzień, otulił jego... eeee, czarne ciało?
Przyzwyczajaj się, Suin, tej czerni będzie tu więcej.
Lubię czarny kolor, ale takiej obsesji to ja jeszcze chyba nie widziałem.
Tró Mhrock, ot co.
Ciemność widzę! Widzę ciemność!

***
Ciemność. [O cholera, wykrakałam!] Ciepło. Łagodna muzyka sącząca się przez ciszę. Falujące bębnienie kropel deszczu w okna. Gdy tylko jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności, dostrzegł, że leży na plecach i nie ma na sobie nic, prócz szortów.
Szorty? Przepraszam, to jego bielizna czy on tak chodził po deszczu?
Do chodzenia po deszczu stosowniejsze byłyby kąpielówki ;)
Jak to, bohater opka nie noszący bokserek? Toż to profanacja!

Odwrócił głowę i ujrzał dziwaczne, wydłużone cienie, rzucane na ścianę przez drzewa za oknem.
Powoli przypadkowe obrazy zaczęły pojawiać się w jego pamięci: deszcz, zimno, rozmyte światła. Poruszył się, by wstać z tego czegoś, na czym leżał. Wtedy je poczuł: kajdanki i łańcuchy, przykuwające go do czegoś, co wydawało się łóżkiem.
Tak sobie myślę, że trzeba być w naprawdę kiepskim stanie, żeby się nie zorientować od razu, że ma się na łapach kajdanki i że leży się w nienaturalnej pozycji.
Zwłaszcza, że bez problemów zorientował się, że jest rozebrany.

Nie wierząc w to, pociągnął znów, próbując wstać.
- Daj spokój.
Te słowa, wypowiedziane głębokim, bardzo spokojnym głosem, powstrzymały go. Głos rozlegał się blisko głowy Richarda, bardzo blisko. Za blisko.
Wyjdź z mojej głowy bydlaku!

Sfrustrowany, Richard pociągnął jeszcze raz za łańcuchy, lecz bez efektu.
Jak to "bez"? A potępieńcze "dzyń, dzyń" to pies? Łańcuchy poczuły się niedocenione.

Wówczas usłyszał cichy śmiech, tym razem dochodzący z drugiej strony łóżka. Instynktownie odwrócił twarz w stronę, z której dobiegał śmiech.
- Cholera, co ty robisz? - spytał Richard, nie wiedząc, o co tu chodzi. - Kim jesteś? Gdzie ja jestem?
Lecz nie otrzymał żadnej odpowiedzi od sylwetki ukrytej w ciemności.
Eeee tam, na miejscu sylwetki ograniczyłabym się do zawiązania delikwentowi oczu, żeby się nie pozbawiać przyjemności oglądania jego wyrazu twarzy;>

- Puść mnie! - powiedział Richard. - Możesz zrobić ze mną co chcesz, ale uwolnij mnie z tych cholernych łańcuchów!
Gwałć, torturuj, zniosę wszystko! Tylko mnie puść!
Sam się puść - zażartowała sylwetka.

Jedyną odpowiedzią był cichy śmiech, a po nim trzask zapalniczki. Niewielki płomień surrealistycznie oświetlił pomieszczenie i zapalił świeczkę.
Czy tylko ja mam wizję błędnego ognika, latającego samopas po pokoju?

Richard zamrugał i zmrużył oczy, próbując dostrzec coś więcej z postaci nieznajomego.
- Wszystko? Mogę zrobić z tobą wszystko? To hojna propozycja! Nie powinieneś mówić takich rzeczy tak lekko.
Naprawdę mogę zrobić z tobą wszystko? Naprawdę? Cholera, dziękuje za pozwolenie!

Wielki kształt wyłonił się z ciemności, podchodząc do łóżka.
Godzilla!
King Kong?
Barbara Streisand?

W przyćmionym świetle świecy Richard zobaczył, że to faktycznie jest łóżko, do którego był przykuty. To było wielkie łóżko wykonane z czarnego żelaza, z dwiema ciężkimi kolumienkami, do których przypięte były łańcuchy, więżące Richarda. Westchnął. Żadnej szansy na uwolnienie.
Boru czarnoleski, żelazne łoże. Powinno mieć jeszcze kolce zamiast materaca.
A ja takie widziałam, w sklepie z artystycznymi wyrobami kowalskimi. Bardzo żałowałam, że mnie na nie nie stać, bo urody było przecudnej. Kolców nie miało.
Łańcuchy i kolumienki też były czarne. Tak samo jak oczy, usta, zęby i nos napastnika.
Właściwie...

Łańcuchy pozwalały mu na niewielki ruch; Richard podniósł się na łóżku, lecz znów opadł na poduszki. Miękkie poduszki pokryte były czarną satyną. Pościel też była z czarnej satyny.
Phi, tylko satyna, spodziewałam się jedwabiu!
Ktoś powinien wytłumaczyć aŁtorkom, że to NIE są synonimy.

Wszystko tu zdawało się czarne, nawet sylwetka nieznajomego. Słabe, czerwonawe światło świecy wycinało jego kształt z ciemnego tła; był wysoki i miał naprawdę szerokie ramiona. Kosmyki włosów w jego grzywce też były lśniąco czarne.
A nie mówiłam? *mroczny chichot*
Oho. Mamy w ekipie medium ;) A ja coś czuję, że poznamy dziś wiele odcieni czerni.
Ciesz się tą czernią. Później przyjdzie nam się taplać po szyję w różowym lukrze...

Wielka sylwetka wstała wolno i zbliżyła się do łóżka. Richard cofnął się, na ile pozwalały mu łańcuchy, przyciskając ciało do kolumienki.
Ja poproszę rysunek poglądowy, bo tego nie widzę. Skoro łańcuchy "pozwalały na niewielki ruch" i były przymocowane do kolumienek, to nijakim cudem nie da się przycisnąć ciała do jednej z nich.

Mężczyzna pochylił się nad nim, zbliżając swą twarz tak, że jego oddech ocierał się o policzki Richarda.
Jego oddech też był czarny...
I szorstki. Ocierał się aż do krwi.

- Miałeś cholerne szczęście. Upadłeś tuż przed moim samochodem - oznajmił nieznajomy miękkim głosem.
Szczęście, jak się okazuje, jest pojęciem nader względnym.

- I ze strachu, że się podniosę, przykułeś mnie tu. - Richard szarpnął ze złością łańcuchy, lecz sprawił tylko, że zabolały go nadgarstki.
- Jesteś tu od trzech dni i najgorsze chyba minęło. Byłeś na głodzie, no wiesz, wrzeszczałeś i w ogóle.
Trzy dni przymusowego detoksu. Facet powinien mieć kotlety mielone zamiast nadgarstków.
Interesuje mnie to "i w ogóle". Zastanawiam się, jakie pojęcie ma ałtorka o narkotykach...

Myślę, że to objawy odstawienia... co my tu mamy?
Nieznajomy dotknął pokłutych żył Richarda. Instynktownie, Richard spróbował cofnąć ramiona.
- Ustalmy teraz jedną cholerną rzecz. To kosztuje ekstra, a my jeszcze nie doszliśmy do porozumienia - syknął.
Ok, wiemy, że Richard desperacko potrzebuje pieniędzy, ale CO kosztuje ekstra? Dotykanie jego żył?
Uważaj. Pytanie o to kosztuje ekstra.

- No no, cóż to za ton? Powinieneś być wdzięczny, że nie zostawiłem cię w rynsztoku, Richard. I będziesz wdzięczny, czy tego chcesz, czy nie. Możesz nazywać mnie Tillem albo może Panem? Tak, to będzie lepsze w twoim przypadku, mój piękny.
Piękno, podobnie jak szczęście, również jest pojęciem względnym. Zwłaszcza w przypadku narkomana na głodzie.
Wiesz, "heroin look" był swego czasu bardzo modny wśród modelek...
Tak, ale nie "narkoman-z-wszystkimi-objawami-przymusowego-odstawienia look".

Ta krótka przemowa wygłoszona została ciepłym, spokojnym, jeśli nie wręcz monotonnym, chropawym głosem. Potem, śmiejąc się lekko, wielki mężczyzna wyprostował się i odszedł kilka kroków od łóżka.
Ciągle śmichu - chichu, ten też naćpany?

Richard poddał się i spojrzał na siebie, jakby próbował zrozumieć, że nic nie może zrobić. Widział grube kraty w oknie. Jeśli nawet uwolni się z więzów, ten cały Till nie pozwoli mu uciec. Jego porywacz wyglądał na wielkiego, silnego i muskularnego.
Na szczęście nie należał do grona intelektualistów.
Pfff, stereotypy, Suin, stereotypy... Takie same jak "wielka klatka, mały ptaszek".
A tam stereotypy, to tylko opko, nie wierzę aby mogło być inaczej ;>

***

Richard nie wiedział, jak długo już tak leży. Kręciło mu się w głowie, bolały kości, a nadgarstki były tak naciągnięte, że nie czuł w ogóle dłoni.
Ale za to mógł wierzgać! I gryźć!
I pluć, nadzwyczaj gęstą śliną ;)

Musiał jakoś zasnąć, ocknął się, gdy ktoś nagle dotknął jego ramienia. Pokój był teraz jasno oświetlony i Richard musiał zamknąć oczy. Światło raziło, a pulsujący ból rozsadzał mu głowę.
- Niedługo będzie lepiej, mój drogi - usłyszał znów ten miękki, głęboki głos i poczuł gorący oddech na policzku. Lecz zanim zdążył cokolwiek zobaczyć, znów zrobiło się ciemno - nieznajomy zakrył mu oczy czarnym materiałem i zawiązał go mocno z tyłu głowy.
Faktycznie, było lepiej. Cholerne światło przestało dawać po oczach.


Rozdział 2

- Cholera! Z jakiego domu wariatów się urwałeś? Ja...
Te miękkie wargi, przyciśnięte do jego ust, w pocałunku, wchłonęły słowa Richarda. Odwrócił jednak głowę, przerywając pocałunek.
Jednak! Jednak odwrócił! Chociaż w głębi duszy coś domagało się więcej. Ale przypomniał sobie, że od trzech dni nie mył zębów.
Eno, mógł nie przerywać, skoro Tillowi to nie przeszkadzało...

- Puść mnie! Za to nie możesz zapłacić! Nikt nie może za to zapłacić! - szepnął.
Powiedz to "strażniczkom leśnym" przy drogach krajowych, wojewódzkich i każdych innych.
Ale jemu chodziło o pocałunek w usta, nieprawdaż? A niepisane prawo głosi, że tego się z klientem nie robi!

- A kto mówi, że mam zamiar za cokolwiek płacić? Niedługo będziesz błagał, żebym cię całował. Żebym cię pieprzył i robił z tobą wszystko, na co mam ochotę.
Till znów zaśmiał się cicho, wkurzając Richarda.
- Pocałuj mnie w dupę! [No proszę Till miał rację, już się pieszczot domaga.] Pieprz się, gnojku! - syknął i znów pociągnął za łańcuchy. Ból przeszył jak nóż jego poranione nadgarstki. - Czego chcesz? - spytał, odwracając głowę w stronę, z której ostatnio dobiegał głos Tilla.
Pomyśl, kurczaczku, Twoje organy są zniszczone, więc nie chodzi o nerkę do przeszczepu. Z pewnością chodzi o tajne kody do wyrzutni rakiet.

- W porządku, dam ci czego chcesz. [Czyli pocałuje go w - excusez le mot - dupę?] Myślę, że nikt za tobą nie tęskni. No, może poza twymi kochankami - dodał szyderczo Till. - Muszą pożegnać się z twym pięknym ciałem. Jak przykro.
Richard słyszał, jak mężczyzna chodzi po pokoju, poruszając różne przedmioty, w trakcie rozmowy.
- Trzy dni bez strzału. Nie mogę znieść myśli, że jesteś tak nieszczęśliwy. Och, Richard, chcesz tego? Jutro rano powiesz mi czego chcesz. I będziesz mnie błagał na kolanach, bym ci to dał. Ale wszystko ma swoją cenę.
Jutro. Zapamiętajmy - jutro.

Wtem głos ucichł. Richard nasłuchiwał uważnie, spięty, ruchów i dźwięków, starając się domyślić, czego może się spodziewać. Z jakiegoś powodu miał wrażenie, że Till stoi tuż obok łóżka i wkrótce odkrył, że miał rację. Poczuł dotyk tych grubych i silnych palców na swym ramieniu, rozciągnęły je i zawiązały gumkę tuż ponad łokciem; delikatnymi ruchami szukał żył.
A jednak nie jutro. Skleroza opkowa czy miękkie serduszko?
Nie pierwszy to i nie ostatni taki przypadek. Bohaterowie tego opka zmieniają zdanie zanim dotrą w nim do kropki.

Ciało Richarda drżało lekko w oczekiwaniu. Znajome ukłucie igły, narkotyk krążący we krwi, docierający do mózgu, uwalniający od łańcuchów napięcia każdą komórkę, jaką spotkał na swej drodze. Och, to był dobry towar!
Powoli, wszystko w tym małym świecie zaczęło gasnąć, wraz z Tillem i jego chropawym głosem, wymawiającym miękko imię Richarda.
No ni cholery nie rozumiem. Najpierw urządził mu przymusowy detoks, a teraz zaczyna wszystko od początku?
Kij i marchewka, moja droga. Kij i marchewka.

***
Miękkie uderzenia kropel deszczu w okno. Richard nagle otworzył oczy. Rozproszone, jasne światło zalewało pokój. Dzień.
Ostrożnie zamrugał, stwierdzając, że nie ma zawiązanych oczu. Podniósł dłoń, by zasłonić oczy - nie był też już przykuty. Zerwał się na nogi i rozejrzał po pokoju. [Na litość, po trzech dniach leżenia się ZERWAŁ. Taaa... Po czym rymsnął na twarz, a zawroty głowy prawie go zabiły.] Nikogo nie było, oprócz niego. Wielki fotel, na którym przedtem siedział Till, był pusty. Dzięki Bogu!
Bolało go ramię, kręciło mu się w głowie, a w żołądku zdawała się toczyć wojna. Zły znak.
Sraczka jak nic.

Za trzy - cztery godziny będzie potrzebował kolejnej działki. Musi się stąd wydostać. Gdzie jest jego ubranie?
W tej chwili drzwi się otwarły i Till wszedł do pokoju.
- Dzień dobry, Richardzie. Mam nadzieję, że dobrze ci się spało w moim łóżku.
Bo mnie niestety bardzo źle na karimacie obok.

Jego mroczny głos brzmiał przyjaźnie. Richard spojrzał na niego, zaskoczony.
- Dziękuję, będzie mi miło, jeśli oddasz moje rzeczy. Mam lepsze rzeczy do roboty niż siedzieć tu z jakimś pieprzonym świrem - warknął do Tilla, masując swe poranione nadgarstki.
I dlatego, widząc jego dobry nastrój, nazywa go "pieprzonym świrem". Żeby mu się przypadkiem humor nie zepsuł.

- Nie mówiłem ci, że powinieneś być dla mnie miły?
Till podszedł spokojnie do Richarda i nachylił się nad nim.
- Weźmiesz prysznic i ubierzesz się w to, co dla ciebie przygotowałem, a potem zjemy śniadanie.
Nieee!!! Tylko nie to!!! Nie zniosę następnego śniadanka kochanków, nieeee!!!
Czy ałtoreczki wymieniają się swoimi doświadczeniami i pomysłami na te, jakże zajebiste, sytuacje sceniczne?

Razem. Nie jadłeś długi czas, musisz być głodny - Till dokończył uprzejmym, lecz stanowczym głosem, a Richard poczuł się jak zahipnotyzowany przez te lodowato błękitne oczy.
- Ok - mógł tylko szepnąć.
Ten na szczęście nie bredzi nic o honorze.

- Dobry chłopak!
Przy tych słowach Till pocałował go delikatnie w brew, wyprostował się i złapał Richarda za rękę. Richard podążył za nim, jak królik idzie za wężem.
Czyli w dzikich podskokach, tak jak TEN milusi króliczek.
Generalnie, chciałabym zobaczyć węża, który prowadzi gdzieś królika ciągnąc go za łapkę.

Till otworzył drzwi, których Richard nie zauważył wcześniej i pchnął go lekko do środka.
- Będę czekał na ciebie na dole, za pół godziny, w salonie. Nawet nie myśl o ucieczce. Okna są zakratowane, a drzwi zamknięte. Wszystkie.
Till zamknął drzwi, zostawiając Richarda samego w łazience. Nawet tu wszystko było czarne - kafelki, ręczniki, podłoga, praktycznie wszystko.
Poproszę o adres sklepu, w którym można kupić czarną szczoteczkę do zębów. Zawsze o takiej marzyłam.
Myślicie, że sprzedają tam też czarne mydło?
To ja poproszę czarny ciągnik!

- Jeśli jego umysł jest tak czarny jak jego dom, to Boże, zmiłuj się nade mną! - szepnął Richard i podszedł do lustra.
Oczywiście. Prawdziwie Mroczny Drań nie może mieć przecież mieszkania urządzonego w stonowanych beżach czy słonecznej żółci, nieprawdaż?
To chyba bardzo zaawansowana forma daltonizmu, może to mu pomaga w jakiś sposób?

Musiał przyznać, że nie wygląda dobrze. Cienie pod oczami, blada skóra i krople zimnego [a jakże!] potu ponad brwiami. Richard westchnął i przycisnął ręce do skroni - łomoczący ból głowy przybierał na sile.
Na krześle obok kabiny prysznicowej leżały czarne skórzane spodnie i czarny t-shirt.
- Znów to czarne gówno, wszędzie - mruknął Richard i odkręcił kurek prysznica.
Zaklął, gdy odkrył, że leci z niego najczarniejszy atrament.
Ukradłaś mi myśli, koleżanko.
Biedny Suin. A została Ci chociaż niteczka między uszami?
Tak, ale nadgryziona.

Rozdział 3

Gorąca woda ożywiła nieco ciało Richarda, a po dwudziestu minutach poczuł, że jego ból głowy stał się bardziej znośny.
Powiedzmy sobie wprost - zmniejszyło się natężenie smrodu, ot i cała magia.

Niechętnie spojrzał na ubrania; nie mógł zostać dłużej w swych szortach, więc nie zostawało mu nic innego jak posłuchać rozkazu Tilla. Z wahaniem wziął spodnie. Wydawały się drogie, lecz nic tu nie wyglądało na tanie. Założył koszulkę, potem spodnie i stanął, patrząc niepewnie na swe stopy. Musiał iść boso.
Matko Borska, skórzane spodnie i żadnych gaci. Brrr.
Może to fetyszyści odparzeń?

Sięgnął do klamki, lecz gdy tylko koniuszki jego palców jej dotknęły, drzwi otwarły się z drugiej strony. Richard o mało nie jęknął z zaskoczenia. Till stał przed nim. Znów bardzo blisko.
- Chciałem zobaczyć,
czy umyłeś już rączki, Ryśku.

czy skończyłeś już swoje rytuały piękności. Jak widzę, ubrania na ciebie pasują. To dobrze. Spodobasz się moim gościom.
Lodowato błękitne oczy Tilla lustrowały go. W innych okolicznościach, Richard chciałby zagubić się w tych oczach, lecz teraz się bał. Nie potrafił wyczytać z nich żadnych uczuć.
- Wypuść mnie, a zapomnę o wszystkim - spróbował jeszcze załatwić to dyplomatycznie. - Nie skrzywdziłeś mnie w żaden sposób i dziękuję ci za ostatnie trzy dni.
Jedyną odpowiedzią był zmęczony uśmiech Tilla.
No pewnie, skoro nie padła żadna obietnica dotycząca okazania wdzięczności.

- Obiecałem coś moim gościom, a ja zawsze dotrzymuję słowa. No, prawie zawsze - Till wyszeptał miękko do jego ucha. - Nie obiecywałem nic tobie, prawda, Richard? Ale teraz to zrobię. Obiecuję ci, że za parę godzin będziesz żałował, że się urodziłeś.
- Kochany Czytelniku - wyszeptała miękko Sineira - obiecuję, że za parę akapitów będziesz żałować, że to czytasz.

Richard poczuł delikatny dotyk ust Tilla na swej skroni. Cofnął się, zdegustowany.
A jeszcze przed chwilą chciał się zagubić w jego oczach. Waść-panna zmienne jest.

- Nie dotykaj mnie, pieprzony świrze! - wycedził przez zęby, co sprawiło, ze Till roześmiał się cichym, chropawym śmiechem.
Noo, chce po prostu podbić cenę.

- Och, nie mów, że nigdy nie zabawiałeś się z innym facetem! - Till szydził z niego. - Nie martw się, nauczysz się mnie kochać, Richardzie.
Ciekawe, skąd założenie, że się zabawiał. Miał autografy kumpli na tyłku, czy co?
Niepisane, fundamentalne założenie slaszu: każdy facet jest gejem, kryptogejem, w ostateczności bi.

- Odpieprz się! - warknął Richard, lecz Till schwytał go za nadgarstek i ruszył wielkimi krokami, zmuszając Richarda do podążania za nim, z łazienki przez sypialnię i dalej, przez długi hol.
Wygodniej byłoby zainwestować w obróżkę i smycz.
Zwłaszcza, że jak przekonamy się później, w TYM domu nie powinno brakować takich gadżetów.

Teraz Richard mógł zobaczyć, ze znajdują się w jakiejś willi, gdzie klasyczne meble i dekoracje przemieszane były z najnowszymi technicznymi gadżetami i urządzeniami. Kamery ochrony śledziły każdy ich krok i ruch.
Aczkolwiek ochrona nic nie widziała, bo obiektywy i monitory zostały zamalowane czarną farbą.

Żadnej szansy na przemknięcie niezauważonym, nawet nie ma co myśleć o ucieczce!
Palce Tilla ściskały jego nadgarstek, gdy Richard schodził za nim po schodach, potykając się. Zatrzymali się w jadalni, w której stał długi stół.
- Nie jestem głodny! - warknął Richard, wyrywając rękę z uścisku Tilla.
Nie, nie jest. Po trzech dniach. Jasne.
Oj tam, przecież musi się postawić i tupnąć nóżką.

Prawdę mówiąc, nie wiedział, czy jest głodny, czy nie. Był bardziej rozdrażniony, a mimo wszystko zaintrygowany tym, co mu się przytrafiło. Ale przede wszystkim chciał uciec z tego domu wariatów.
- Tak naprawdę, to wszystko nie jest dla ciebie - oznajmił Till, kładąc ręce na ramionach Richarda i popychając lekko, by usiadł na krześle.
Cholerka, faktycznie dostał się w łapy sadystów i to najgorszego rodzaju. A może po prostu ałtorka uważa, że prozaiczna czynność jedzenia zniszczy dramatyzm sytuacji?
Nie. Chciała po prostu uniknąć opisu wymiotów.
Pfff... Ty naprawdę sądzisz, że pomyślała o takich skutkach?

- Mam dla ciebie coś innego - dodał, lecz uwaga Richarda skupiona była na ciepłym dotyku tych wielkich i ciężkich dłoni, i reakcji jego własnego ciała na ten szczególny dotyk.
Uhm... już, tak szybko... reaguje? Musiał cierpieć z głodu nie tylko narkotykowego.
Jak to w opkach bywa. Miłość od pierwszego dotknięcia.

- O mój Boże! - wyszeptał Richard prawie bezgłośnie, czując się nagle przytłoczony tym wszystkim. Oparł łokcie na stole i ukrył twarz w dłoniach.
- Tak też mnie nazywają - usłyszał odpowiedź Tilla i jego cyniczny śmiech.
To, że ktoś krzyczy "o mój boże" nie musi wcale oznaczać, że zwraca się do rozmówcy. Różne rzeczy ludzie wykrzykują... Yennefer, o ile pamiętam, krzyczała "o jejku, jej".

- Kim ty do diabła jesteś? Pieprzonym księciem Draculą? Po co ta cholerna czerń wszędzie? - wybuchł Richard. Był jednak zbyt osłabiony, by w pełni odczuwać gniew, zbyt wyczerpany, by walczyć. Jego głowa pulsowała, czuł krople zimnego potu spływające po szyi. Ukrył ręce pod stołem, zaplatając je, by nie pokazać, jak drżą.
- Kimś gorszym - mruknął Till, szukając czegoś w szafce.
Taaa. Bogiem, Panem, kimś gorszym od Draculi. Till lubi przechwałki, a co one mają wspólnego z rzeczywistością, zobaczycie sami, Drodzy Czytelnicy!

Wzrok Richarda prześlizgiwał się po figurze Tilla - niewiarygodnie masywne i umięśnione ramiona, szerokie barki, uwydatnione przez czarny t-shirt bez rękawów.
Ja tam mam wątpliwości, czy to jeszcze jest "figura", czy już raczej "bryła".
Nie no, muszę wystąpić w obronie Tilla. Aż tak źle to z nim jeszcze nie jest.
Ale aŁtorka pisze o "niewiarygodnie masywnych" ramionach. To, co pokazujesz, jest miłe oku i absolutnie nie zasługuje na ten przymiotnik.
Mam koncepcję, że ałtorka jest w wieku wczesnonastoletnim - a wtedy, w porównaniu z jej kolegami, Till faktycznie jest NIEWIARYGODNIE masywny.

Till odwrócił się, a wzrok Richarda przywarł do jego zbuntowanej grzywki, wciąż opadającej mu na oczy, mimo wszelkich wysiłków, by ją odgarnąć - przez myśl przebiegł mu szybki obraz jego własnych palców wplatających się w te jedwabiste, czarne kosmyki.
Mnie przez myśl przebiegł obraz uroczych spineczek do włosów.

Till znalazł, czego szukał - srebrzyste pudełko. Richard obserwował w milczeniu, jak kładzie je na stole i siada naprzeciw niego. Till otworzył pudełko i wyjął strzykawkę i całą resztę sprzętu.
Po chwili namysłu odłożył na bok stetoskop, komplet wzierników i młoteczek do pukania w kolano.

To wszystko nie było w stanie sprawić, żeby Richard oderwał wzrok od Tilla. Przyglądał się wyrazowi absolutnej koncentracji na twarzy wielkiego mężczyzny, gdy ten w skupieniu przygotowywał działkę. Z jakiegoś powodu Richard nie obawiał się wcale, że Till może dać złe proporcje; jego wzrok był jak przyklejony do doskonałego kształtu ust mężczyzny. Tych mięsistych warg.
Wpiszcie w google "mięsiste wargi". Nie, nie w wyszukiwarkę grafiki. Ale jeśli już koniecznie musicie, to nie wyłączajcie filtra po obejrzeniu rybki...
Sine, czyżbyś była z tych, co mówią "nie", myśląc "tak"?
A skąd! Czasami mówię "tak" nawet gdy myślę "nie"... Ale tu tylko ostrzegam;)

- Podoba ci się, co widzisz?
Ten chropawy głos wyrwał Richarda z jego stanu. Till mierzył go błękitnym spojrzeniem.
Błękitnym? No nie wierzę, że nie czarnym!
Błękitnym, lecz mimo to mrocznym, nie bój się.

Richard szarpał swe przedramiona w daremnej próbie powstrzymania dreszczy, które z każdą sekundą stawały się gorsze. Ból w stawach.
Till wstał i podszedł do Richarda. Ten nawet się nie odezwał, gdy Till wziął jego ramię w ręce, zawiązał pasek, poszukał żyły i przekłuł ją igłą.
Przez ciężkie warstwy materiału, jakie zdawały się uciskać jego głowę, Richard słyszał słowa Tilla: - Nie musisz mi dziękować. Zostawmy to na później. Przede wszystkim chcę, żebyś się dobrze czuł.
Czym chata bogata, nie krępuj się.

Rozdział 4

- Właściwie, to szkoda go. Jest niezwykły. Gdzie go znalazłeś?
Pytanie wyrwało Tilla z jego własnego rozlewiska myśli.
Nad którym zdążył już sobie tymczasem zbudować dom.
- W rynsztoku - odpowiedział odruchowo, podążając za skojarzeniem.

Wsunął palce we włosy, próbując odrzucić grzywkę z czoła.
A ta się jak na złość trzymała jak przyklejona.

Spojrzał na wielkiego, siwowłosego mężczyznę około sześćdziesiątki, czekającego na odpowiedź.
- Co z tobą, Till? Ktoś mógłby pomyśleć, że sumienie cię dręczy.
Albo niestrawność. Ewentualnie prostata.

Till pozostawał bez ruchu, z czołem opartym o chłód okna. Było mu gorąco, ręce miał mokre od potu, oddychał ciężko. Od godziny trzech gości było z Richardem w piwnicy - w "laboratorium", jak to zwykł nazywać.
Jak bym nie liczyła, to wychodzi o jednego za dużo... Ale pewnie się nie znam.
Trzeci stał w kącie i śpiewał starą, lwowską piosenkę:
Ta daj mi się przyglądać
Ja nic nie będę żądać,
Ja będę tylko w miejscu stał i wszystko pod uwagę brał
I jeszcze w czas podlecę
I świczką ci poświecę
Ta daj mi tylko tutaj w miejscu stać!


Godziny długiej jak wieczność. Żałował, ze nie może wyłączyć swego umysłu. Lub ostatecznie, zabawić się z którymś z tych przystojnych młodych mężczyzn kręcących się po domu, jak w każdą niedzielę. Ta niedziela była inna.
Albowiem była to "ta ostatnia niedziela, jutro się rozstaniemy..."
"Standing in a line with a dirty mind
Clean it up on Sunday morning..."


- To tylko smarkacz, którego zabrałeś z ulicy. Świat sobie bez niego poradzi - starszy mężczyzna skomentował niskim, rozbawionym głosem, jakby do siebie.
Spodobało mu się. Wyjął notes i zapisał, postanawiając wykorzystać ten tekst jeszcze kilka razy, zanim opko się skończy.

Znał Tilla na tyle dobrze, by się tym martwić. Wiedział, że Till powinien być pozbawionym uczuć egoistą o kamiennym sercu - ponieważ on, jego ojciec, takim go uczynił.
Poprzednia próba stworzenia potomka doskonałego doprowadziła do powstania Pokraka.
Drogi Czytelniku, właśnie obserwujesz pierwszy etap przemiany Zimnego, Dominującego Sukinsyna w Słabą, Rozmazaną Mameję. Potem będzie tylko gorzej.

Till zbiegł ze schodów i ruszył długim, ciemnym korytarzem w piwnicy. Tu zaczynał się labirynt ponurych przejść.
Za rogiem czaił się Minotaur.

Małe lampy oświetlały mokre ściany i piwniczne sklepienie, lecz tylko na tyle, by można było zobaczyć, dokąd się idzie. Nie docierało tu światło dzienne ani dźwięki, ani cokolwiek innego.
Ekhm, przepraszam, gdzie oni mieszkają? W podmiejskiej willi, czy w zamczysku księcia Drakuli?
Taka tam, nieco bardziej rozbudowana, piwniczka.

Till zatrzymał się przed wielkimi, ciężkimi dębowymi drzwiami.
Zapiszmy na plus ałtorce, że drzwi nie są mosiężne...
Aczkolwiek jest duże prawdopodobieństwo, iż zostały pomalowane na czarno.

Brakowało mu tchu.
Początki astmy. Fajki by się przydało odstawić.

Szarpnął za starą, żelazną klamkę. Oczywiście, było zamknięte. Standardowa procedura.
- Czas się skończył! Otwierać drzwi! - krzyknął i zabębnił w drzwi pięścią.
Usłyszał śmiech dochodzący z drugiej strony drzwi, a następnie dźwięk klucza przekręcanego w zamku. Drzwi uchyliły się lekko i stanęła w nich wielka sylwetka, blokując każdą możliwość zajrzenia do środka.
- Pokrak śpi!

Till nic nie był w stanie zobaczyć w ciemnym pokoju.
- Umówiliśmy się na trzy godziny i zapłaciliśmy za nie, prawda, mój piękny? - powiedział facet, nachylając się nad nim.
Patrząc z góry na te nędzne 193 cm wzrostu.

Jego oddech cuchnął alkoholem, a on sam - potem. - Możesz zająć jego miejsce, jeśli chcesz. Ale jestem pewien, że nie chciałbyś tego, Till - dodał mężczyzna, zmuszając Tilla do cofnięcia się. Panika ścisnęła jego serce jak żelazna pięść.
Wielki, umięśniony bydlak, podobno gorszy od Draculi, został właśnie sprowadzony do roli szczekającego ratlerka. I cały imidż poszedł w pi...wniczne korytarze.

- Zwrócę wam pieniądze - powiedział Till, starając się uspokoić swe nerwy. - Zwrócę wam podwójnie. Zostawcie go.
- Zostawcie go! Błagam! - rzucił się na kolana i zaniósł szlochem. - Nie psujcie mi nowej zabaweczki!

- Co się dzieje, Till? Chcesz wypędzić naszych gości? - poczuł wagę ciężkiej ręki na swym ramieniu. - Ty go tu przywiozłeś. Jest doskonały. Nikt nie będzie za nim tęsknił. [Cholera, coś chyba przekręciłem - mruknął do siebie - Ale i tak nieźle brzmi, hahaha.] Jest świetną zdobyczą i jestem z ciebie bardzo dumny, mój synu. A może chcesz spędzić tu następne sto dni? Całkiem sam, bez dziennego światła? Tego chcesz, Till?
Taaak! Zamknij go, nie będzie opka!!!
Będzie. Tym razem pod tytułem "Hrabia Monte Christo".

Odciągnął swego syna od drzwi i wypchnął go na korytarz. Mimo swego wieku, ojciec wciąż miał silne ręce. Obaj mężczyźni wspięli się z powrotem po schodach.
Lecz Till nie był w nastroju do gości, do lubieżnych spojrzeń, do półnagich męskich ciał. Nie był w nastroju na imprezę swego ojca.
W przeciwieństwie do aŁtorki, która niewątpliwie inspirowała się TYM teledyskiem.
Ja bym powiedziała, że raczej TYM.

Wyczerpany, wszedł po schodach do swego pokoju. Czuł się zmęczony. Wszedł do pokoju, lecz nie zapalił światła. Pozwolił drzwiom zatrzasnąć się za nim, podszedł do łóżka i padł na nie.
Pozostawał bez ruchu, leżąc na łóżku, wsłuchany w delikatne bębnienie kropel deszczu w okna.
Kiedy to wszystko się skończy?
Podobno w 2012.

Dławiąc jęk, złapał poduszkę i ukrył twarz w jej miękkości. Wciągnął powietrze - ten zapach, jak letnia łąka w deszczu. Zapach Richarda.
Tja.
Przypomnijmy, że w tejże pościeli, na tej poduszce, przez trzy dni leżał nieprzytomny facet, narkoman na głodzie, wypacający z siebie te wszystkie świństwa, jakimi przesycony był jego organizm. Oraz przykuty i pozbawiony możliwości udania się do łazienki.
Letnia łąka w deszczu... czemu nie. Taka, na której wcześniej pasło się stado krów.

Rozdział 5

[Goście z piwnicy skończyli zabawę i oddają Richarda Tillowi]

- Masz tydzień na to, by się nim zaopiekować. Liż jego rany, rób co chcesz - drugi głos odezwał się z korytarza i dwie inne postacie weszły do sypialni. Niosły coś, co wyglądało jak pozbawione życia ciało i rzuciły to bezceremonialnie na łóżko obok Tilla.
Tydzień. Zaraz się przekonamy, jak długo w tym domu trwa tydzień.
Swoją drogą poczynają sobie nader bezceremonialnie. Oto następuje redefinicja słowa "gość".
Ewidentnie mają tu większe prawa niż syn gospodarza.

Usłyszał, jak mężczyźni wychodzą z pokoju, światło zgasło, drzwi zatrzasnęły się a pokój pogrążył znów w ciemności.
Till wyciągnął rękę i zapalił światło. Podniósł się na łóżku, patrząc na drugiego mężczyznę, który leżał obok niego, nieprzytomny.
- Cholera - szepnął, przeczesując palcami włosy. - Co ja zrobiłem?
Jak pisałem wcześniej, do grona inteligentów to on nie należy.

Z wahaniem przycisnął dwa palce do nadgarstka Richarda. Puls był szybki i nieregularny. Drgnął z zaskoczenia, gdy usłyszał otwierające się znów drzwi.
Szlag, ani chwili prywatności. Powinien sobie zamontować drzwi obrotowe.

- Co my tu mamy? Chcesz zaopiekować się swoją własną ofiarą? Ty go tu sprowadziłeś. Ty. I nie próbuj grać z wielkimi uczuciami, mój synu. Idź na dół i zajmij się naszymi gośćmi. Jest tam ktoś, kto czeka na ciebie.
Ciekawe ile jeszcze razy przypomną mu, że "to ty go tu sprowadziłeś".

Till wahał się przez chwilę, patrząc na mężczyznę stojącego w drzwiach. Podniósł się wolnym ruchem i podszedł do starego, siwowłosego mężczyzny, swego ojca.
- On potrzebuje lekarza, ojcze. Teraz! - Till próbował przekonać ojca, lecz potężne uderzenie w twarz zmusiło go do milczenia.
Prawy policzek Tilla płonął od tego ciosu. Opuścił głowę i wrócił do wielkiego salonu na dole.
Grzeczny Till, posłuszny Till. Ee... Kim był ten facet, który na początku opka kazał nazywać się Panem? Zły brat bliźniak?

- Czekałem na ciebie od trzech godzin. Nikt nie wiedział, gdzie jesteś - szeptowi towarzyszył czuły pocałunek w policzek.
- Gert, spałem. Źle się czuję, strasznie mnie boli głowa - powiedział Till łagodnym tonem i podszedł do okna.
A poza tym nie przyniosłeś kFiatków i juś cie nie loFFFciam!

- Boli cię głowa? - W pierwszej chwili Gert był zdumiony, lecz wnet zaczął kpić. - Głowa? Kim ty jesteś, dziwką z PMSem, Till? - mężczyzna zaśmiał się gorzko. - Zastanawiam się, jaką wymówkę wymyślisz następnym razem. Zapłaciłem za twoją miłość, a co dostaję od ciebie? Tylko głupie wymówki! Wiesz, że twój ojciec nie oddał cię tanio. Ale nie płaciłem za dziecinne wykręty. Dziś dostanę to, za co zapłaciłem.
Wokół samicy pływa wieloryb i narzeka:
- Dziesiątki organizacji ekologicznych, setki aktywistów, tysiące polityków i naukowców, dziesiątki tysięcy ludzi na manifestacjach, rządy w tylu krajach robią wszystko, by zachować nasz gatunek, a ciebie boli głowa...


- W takim razie niech mój ojciec nadstawia ci tyłek! - odpowiedział cicho Till, starając się kontrolować swój głos. Zacisnął pięści, żeby nikt nie widział, jak trzęsą mu się ręce.
- Zapłacisz za to, mała dziwko! - Gert syknął przez zęby i zniknął w tłumie.
Towar się buntuje? Do piwnicy go!

Till odetchnął, złapał na wpół opróżnioną butelkę wódki i otworzył wielkie, rozsuwane drzwi, które prowadziły na zewnątrz, do ogrodu.
Jak bardzo nienawidził swego życia tutaj! Jego ojciec, ten dom z przerażającymi piwnicami. Jak często próbował uciec - lecz wpadnięcie na jego trop zajmowało ludziom jego ojca najwyżej dwa dni.
Tak, ten, któremu pozwolono nie tylko wyjść na zewnątrz, ale wręcz pojechać gdzieś samochodem, to musiał być zły bliźniak.


Rozdział 6

[Richard przypomina sobie ostatnie godziny, kiedy to był torturowany i gwałcony przez pijanych mężczyzn w piwnicy. My nie będziemy torturować czytelnika tym opisem.]

Każdy nowy strzęp wspomnień był jak uderzenie biczem w jego udręczony mózg.
Niekoniecznie mózg był udręczony.
Mózg TEŻ.
Mój mózg na pewno.

Zebrał siły i siadł na łóżku.
Siadł, jasne... :D

Czuł pot spływający po skórze, wprost w świeże rany, palący jak płynny ogień.
Następnie spróbował wstać, walcząc z własnym ciałem. Lecz wtedy ktoś otworzył drzwi pokoju.
Ha, mówiłam! Gdyby jednak obrotowe... Zamontować prądnicę... Tanie i ekologiczne źródło energii!

Jasne światło z korytarza oślepiło Richarda na chwilę, więc poczuł tylko, jak ktoś chwyta go za ramię i ściąga z łóżka.
- Jeszcze nie masz dosyć, mój piękny!
Czyli tydzień trwał... godzinę? Pół?
Może by to potrwało dłużej, gdyby Till nie strzelił focha.

Gdy jego oczy przywykły do światła, zobaczył tego mocno zbudowanego mężczyznę, całego ubranego w czarną skórę. Richard czuł się tak słaby i bezsilny, że uległ i podążył za nim bez walki.
Podążał, jasne. W tym stanie mógł co najwyżej dać się ciągnąć po podłodze.

Czuł się tak osłabiony, że mało co nie zemdlał w holu. Jednak zdołał jakoś zachować przytomność.
Strata przytomności byłaby bardziej na miejscu, ale jak kto woli.
Nie chciał uronić ani sekundy z tego, co będzie dalej się działo.

I znów ciężkie, dębowe drzwi piwnicy otwarły się szeroko.
- Mamy go, Szefie.
Przy tych słowach, Richard został rzucony do stóp wielkiego, siwowłosego mężczyzny, a ciężki, skórzany but jego towarzysza przydeptał mu ramię.
But, oczywiście, też był wielki.

Siwowłosy mężczyzna nachylił się nad twarzą Richarda, niebieskie oczy lustrowały jego wyczerpane rysy. Richard znał te oczy - błękitne jak najgłębsze morze. Patrzył jak zahipnotyzowany w ich głębokie wody.
Wszyscy biegają ubrani na czarno, wszyscy mają błękitne oczy. Ciekawe, kto tak zainspirował ałtoreczkę. Może brak znajomości innych kolorów?
Wszyscy są wielcy, zapomniałeś ;)

- Przyprowadźcie tu Tilla i powiedzcie Gertowi, że jego posiłek jest gotowy i gorący - powiedział stary, siwy mężczyzna niskim, zadowolonym tonem, wciąż mierząc Richarda [mrocznym, błękitnym] spojrzeniem.

***

Till wyrzucił butelkę w wysokie krzaki otaczające taras i wrócił do salonu. Gdy kierował się z powrotem do pokoju, napotkał jednego z ludzi jego ojca, idącego naprzeciw niego.
- Twój ojciec chce cię widzieć. Jest w piwnicy - oznajmił mężczyzna.
- W piwnicy? Czego szuka w piwnicy?
Kiszonych ogórków?
Słoików, młotka i resztek tapet!

Till spróbował spojrzeć mu w oczy, lecz z twarzy mężczyzny nie dało się nic wyczytać, jak zwykle. Miał już złe doświadczenia z tymi ludźmi, którzy lgnęli do jego ojca jak muchy, lub jak sępy czekające na resztki z jego uczty.
Paczpan, a wydawałoby się, że są po prostu zatrudnieni na odpowiedzialnych stanowiskach goryli. Ale nie, to nie goryle, to muchy.
Muchy, które jak sępy czekają na resztki. A jednocześnie lgną. Wiemy, do czego lubią lgnąć muchy...


Till niechętnie podszedł do schodów.
- Gdzie jest Richard? - odwrócił się, lecz ujrzał dwóch mężczyzn schodzących za nim. Zrozumiał, że to oznacza interesy.
W tym kontekście słowo "interes" brzmi wyjątkowo dwuznacznie.

Coś w jego wnętrzu zaczęło lekko drżeć.
Połknął wibrator???

Musiał zejść na dół, wiedząc, co może się stać, jeśli tego nie zrobi. Przymknął powieki, jakby chciał ukryć to wspomnienie przed resztą świata, jakby to wspomnienie mogło stanąć przed nim, tak okropne, ze nie chciał go widzieć. Wspomnienie o stu dniach, jakie musiał spędzić jako więzień w jednej z wielu zimnych i wilgotnych cel w piwnicach tego domu. Sto dni z dala od świata i od dziennego światła. W ten sposób ojciec złamał tego masywnego i silnego mężczyznę; Till robił wszystko, czego ojciec od niego żądał, niezależnie jak złe i chore to były rzeczy. Wszystko. Ponieważ o nic już nie dbał, to było jakby świat stał się miejscem pełnym szarych cieni i nic już nie miało żadnej wartości.
Jeśli to miała być metoda na stworzenie "pozbawionego uczuć egoisty o kamiennym sercu" to, jak widać, niezbyt skuteczna. Wyszła zobojętniała dupa wołowa.

Till zatrzymał się przed wielkimi dębowymi drzwiami, które prowadziły do największego pomieszczenia w piwnicy, tak zwanego "warsztatu".
- Co to ma być? - warknął, gdy zobaczył, kto jest w pomieszczeniu. Odwrócił się, by wyjść, lecz dwóch mężczyzn na nim obezwładniło go, chwytając za ramiona i wpychając w otwarte drzwi.
Im dłużej to czytam tym silniejsze ogarnia mnie wrażenie, że każda postać w tym opowiadaniu to kafar 2x2.
Niewykluczone, niewykluczone. W tym opku pełno jest anonimowych, rozrośniętych "goryli".
Już wiem gdzie oni mieszkają! To nie jest zamek Drakuli, to ZOO!!

- Słuchaj, Till, daję ci następujący wybór. Albo poświęcisz się, by zadowolić mężczyznę, który zapłacił za ciebie kupę pieniędzy, albo osobiście wytłukę batem życie z twojego nowego przyjaciela, a potem oddam go moim ludziom - powiedział jego ojciec spokojnym, niskim głosem.
Banda nekrofili?
Po kiego grzyba latali wszyscy po schodach wte i wewte, brudzili dywany juchą i eksploatowali zawiasy, skoro można to było powiedzieć od razu?
System komunikacji nawala, każdy robi, co chce.

- Więc jak będzie, uratujesz tyłek swej nowej ukochanej zabaweczce?
Ojciec schwycił Tilla za kark i skierował go delikatnie w stronę ściany, gdzie Richard wisiał przykuty żelaznymi kajdanami do sufitu.
- Spójrz na niego, czyż nie jest słodki?
Palce ojca ścisnęły kark Tilla, popychając go bliżej w stronę ciała zwisającego jak kawałek mięsa w rzeźni.
A może chodziło o to, że bez naocznej demonstracji Till by nie uwierzył?
Albo o to, że aŁtorka chciała się ponapawać tą jakże dramatyczną sceną...

Till odgarnął mokre od deszczu włosy, jakby chciał widzieć Richarda lepiej. Poczuł, jak serce mu się ściska. - O mój Boże, Richard! - wymknęło się z jego ust.
*Pier... parsknął śmiechem*

Wyciągnął rękę, a czubki palców dotknęły mokrych od potu kosmyków czarnych włosów Richarda. Przysiągł samemu sobie, że nie pozwoli, aby cokolwiek mu się stało.
Tak jakby miał cokolwiek do gadania.

Rozdział 7

- Po pierwsze, uwolnij go i zabierz do mojego pokoju. Potem możesz zrobić ze mną wszystko, co zechcesz - powiedział cicho Till, wskazując na Richarda krótkim ruchem głowy.
On jeszcze ma złudzenia, że może stawiać warunki. Robienie z boChaterów kretynów - zdolność specjalna aŁtoreczek.

Rzucił pełne nienawiści spojrzenie w stronę Gerta, siedzącego na jednym z wielu krzeseł przygotowanych dla ewentualnych widzów tego, co będzie dziać się w piwnicy.
- Jestem naprawdę szczęśliwy, słysząc to! - powiedział Gert, szczerząc się z satysfakcją [klaszcząc w dłonie i podskakując radośnie] i podchodząc do Tilla. - Musisz się przygotować na wiele - oznajmił, rzucając mu spojrzenie pełne znaczeń. - Nigdy więcej bólów głowy dziwki z PMSem? - Gert był tak blisko, że Till czuł na skórze swej twarzy gorący powiew jego oddechu. Till stał bez ruchu, nie odpowiadając.
Zastanawiał się, co to do cholery jest ten PMS i dlaczego nie wiedział, że to ma.

- Zacznij się rozbierać! - zakomenderował Gert i dał znać dwóm ludziom ojca. - Podejdź tu! - rozkazał Tillowi.
Buck dich!

Przez kilka sekund Till stał bez ruchu, z ludźmi jego ojca po bokach. Niechętnie złapał skraj czarnej koszulki, wciąż mokrej od deszczu. Zmierzył Gerta złośliwym spojrzeniem. Mógł niemal wyczuć, jak bardzo ten jest podniecony i odczuwał dziwną przyjemność drażniąc się z nim, jakby to była jakaś pokręcona zemsta.
A co tam, nakręcę go bardziej, będzie weselej. Tak się zemszczę, ha-ha!
Liczy na to, że staruszek nie wytrzyma napięcia i kojfnie na zawał.
Nowa technika ninja: Morderczy Striptiz.

Z jakiegoś powodu Gert go brzydził. Może gdyby nie wyznania wielkiej miłości do niego, wyznania czynione szeptem, głosem zdławionym przez emocje; może wtedy ten mężczyzna byłby dla Tilla taki sam jak inni - worek ciepłego mięsa, z którego od czasu do czasu wyciekały różne płyny.
To chyba właściwe miejsce, by cichutko zanucić pewną znaną piosenkę... <nuci>

Gert nie był nawet tym; skłaniał go do myślenia o nastoletnim prawiczku, nad którym wreszcie zlitowała się najstarsza dziwka w dzielnicy, pomagając mu przeżyć swój pierwszy raz. A teraz nastolatek wielbił tę starą prostytutkę.
Wzruszyłem się.
Za Hiny lÓdowe nie mogę zajarzyć, czy siebie widział w roli nastolatka, czy starej kurtyzany.
Po dłuższym rozważeniu dochodzę do wniosku, że kurtyzany. Gdyż to Gert był stroną wielbiącą.

Ale teraz, gdy wreszcie dostał to, czego pożądał, Gert zamierzał się tym nacieszyć. Niecierpliwie odsunął ręce Tilla i szarpnął go.
- Próbujesz się wykręcić! - syknął i osobiście złapał długi łańcuch przyczepiony do sufitu. Pośpiesznymi ruchami zakuł Tilla w ciężkie, żelazne pierścienie i pociągnął łańcuch w górę. Till nie mógł powstrzymać westchnienia, gdy jego ramiona zostały nagle potężnie szarpnięte.
- Pozwól Richardowi pójść do mojego pokoju - powtórzył swą prośbę, próbując być tak spokojny, jak to możliwe. Jego stopy nie dotykały podłogi, czuł, jak boleśnie naciągnięte są mięśnie jego ramion.
- Czemu? Daj mi powód, dla którego miałbym zrobić ci tę łaskę.
Za każdym razem, jak dochodzę do tego momentu, czytam "laskę".

Dlaczego nie dać mu satysfakcji z zemsty, gdy zobaczy cię tutaj? To ty go tu przyprowadziłeś.
Suin, liczysz? Który to już raz?

Jego słowa zaniepokoiły Tilla; nie chciał, by Richard zobaczył go w tak poniżającej pozycji i tak bezbronnego.
To było by takie nie fair. Cały image byłby zagrożony, to okropne!
No wiesz, dla kogoś, kto chwilę wcześniej kazał nazywać się Panem, to faktycznie katastrofa.
Taki z niego Pan, jak z koziej rzyci waltornia.

I nie ufał Gertowi ani swemu ojcu, że mimo wszystko nie zrobią czegoś Richardowi.
OMFG!!! Przebłysk rozsądku! Zanotujcie to, bo może się nie powtórzyć!

Till spróbował odwrócić głowę, by sprawdzić, czy ktoś nie krzywdzi Richarda w jakikolwiek sposób, lecz nie był w stanie nic zobaczyć.
A gdyby nawet zobaczył, to co mógłby zrobić, khę? Rozpłakać się głośno? Napluć im na buty?

- Nic mu nie jest, na razie nic mu nie jest. A ponieważ jesteśmy tu teraz sami, [ojciec i ochroniarze wyparowali, cicho i bezwonnie?] pokażesz mi dziś, jak bardzo mnie kochasz, Till. Ostatnio zdeptałeś moje uczucia. Teraz będziesz grzecznym chłopcem. - Zatrzymał się tuż przed Tillem, tak blisko, ze ten mógł czuć promieniujące ciepło jego ciała.
Ach, ta gorączka pożądania, ten pożar zmysłów!

Jednym krótkim ruchem poluzował nieco łańcuch, tak że stopy Tilla znów dotknęły podłogi, a ich twarze znalazły się na tym samym poziomie. - Pocałuj mnie, Till. Nawet nie możesz sobie wyobrazić, jak długo czekałem na ten moment - szepnął Gert, jego usta dotknęły szyi Tilla, a on sam zadrżał w oczekiwaniu.
Spłonił się jak dziewica, a jego oczy zaszły mgłą rozkoszy.

- Wiem doskonale, jak długo czekałeś na ten moment, obrzydliwy gnojku! - Till odpowiedział spokojnym tonem i zaśmiał się. - Naprawdę myślisz, że kiedykolwiek pozwolę ci na coś z własnej woli?
No, w chwili, gdy wisisz związany, twoja wola nie ma zbyt wielkiego znaczenia, nie sądzisz?
Zwłaszcza, że tuż obok wisi "ostateczny argument" i czeka, aż ktoś się nim zajmie.

Till wiedział, że niebezpiecznie było wkurzać Gerta, lecz jego cel był jasny - trzymać go z dala od Richarda. Miał zamiar dręczyć Gerta, dopóki ten nie straci cierpliwości. Kiedy skieruje cały swój gniew na niego, oszczędzi Richarda.
Ty masz rację, Suin, za mądry to on nie jest.

Till wiedział, ze jest na dobrej drodze. Zaśmiał się, gdy Gert odpiął mu pasek i rozpiął spodnie.
I uklęknął przed nim.
Eeee...? Przepraszam, nie ogarniam...
Oj Kura, no co Ty, przeca to też element opkowego kanonu. Homoseksualny gwałt ZAWSZE poprzedzany jest pieszczotami oralnymi. Bez tego się nie liczy.
Aha. Trochę zbiło mnie z tropu to, że nie macał go po klacie.

- Co ty robisz? Nie masz żadnej dumy? No chodź, uderz mnie!
- Chcesz tego, prawda? - Gert spojrzał na niego, a w jego oczach Till zobaczył dziwne błyski.
Zirytował się nieco. Odstępstwa od powszechnie przyjętej kolejności zdarzeń nie są mile widziane. Można zgubić wątek i stracić... ten, no... koncentrację.

- Chcę, żebyś zostawił mnie w spokoju, zrobił coś, czego nie potrafisz. Smutny, mały, stary, zakochany człowieczku - Till zaśmiał się, drwiąc z niego. - To twoja jedyna szansa, żeby mnie mieć. Nie dostaniesz mnie następnym razem - dodał spokojniejszym tonem.
Hau, hau! - szczekał ratlerek - Zjem cię, rozszarpię na strzępy!
Taaa. Ma rzeczywiście doskonałą pozycję do negocjacji.

Gert wstał powoli i poszedł w kąt pokoju. Kiedy wrócił, miał w ręce bat. Till odetchnął z ulgą. Ból był lepszy niż ponowny dotyk tych rąk.
Kiedy Gert był gotowy, Till zamknął oczy. Głęboko w środku, jego serce śmiało się. Richard był bezpieczny.
Rysio, przypomnijmy, wciąż wisi przykuty do ściany, dwa kroki od nich. Wystarczy, by Gert się odwrócił... Till ma doprawdy dziwne pojęcie o bezpieczeństwie.
To się nazywa mieć klapki na oczach.
Gert też nie grzeszy rozumem ani nadmiarem wyobraźni.
Gert rozkłada sobie przyjemność na wiele etapów ;)


Rozdział 8

Richard krok po kroku wracał do przytomności. Wciąż czuł się chory i chciało mu się pić. Słyszał z daleka jakieś głosy, śmiech, a po nim świst bata.
Richard oczekiwał bólu. Lecz razy bata nie dosięgały jego ciała. Z wysiłkiem [i niejakim rozczarowaniem] otworzył oczy. W kiepsko oświetlonej piwnicy zobaczył mężczyznę stojącego na środku i z całej siły chłoszczącego innego mężczyznę. Ten drugi był skuty łańcuchami i kajdankami, jakie trzymały go od paru minut.
A ten niby skąd wie ile minut tamten wisi? Postrzeganie pozazmysłowe czy jak.
Policzył pręgi oraz częstotliwość uderzeń, podzielił jedno przez drugie i mu wyszło.
Jak ten baca, co liczył owce, mnożąc liczbę nóg przez 1/4.

[Richard rozpoznaje w chłostanym mężczyźnie Tilla i głośno protestuje]

- Zamknij się, Richard, bądź cicho! - powiedział Till i spojrzał na niego z paniką. Dlaczego ocknął się teraz? Ale już było za późno.
Spojrzał? Chwilę temu nie był w stanie odwrócić się, by sprawdzić, czy nikt go nie krzywdzi!
Nie, nie, wtedy było po prostu za ciemno, teraz Gert zapalił światło, żeby przypadkiem nie trafić w dziurę po sęku czy coś w tym rodzaju.
No tak, wbić sobie drzazgę, brrr... *otrząsa się*

Gert owinął bat wokół dłoni i podszedł do Richarda, zwisającego z sufitu na żelaznych pierścieniach.
- Myślałem, że ci się spodoba - powiedział, stając bardzo blisko Richarda.
Tak się starałem, a ty narzekasz!
Ale ja miałem na myśli jazdę na dwa baty!

- Chcę was zobaczyć razem, dotykających się, uwodzących, kochających się. Nie, nie chodzi o seks, lecz właśnie miłość, słodką, czułą miłość.
Bo ulubionym filmem Gerta, oglądanym namiętnie po nocach, był "Zakochany Kundel" - scena ze spaghetti.

Podoba ci się to, Richard? - spytał Gert, przybliżając swą twarz do twarzy Richarda, jakby chciał, by jego skóra wyssała ciepło wydzielane przez skórę drugiego mężczyzny.
Kolejny wampir termiczny?

- Ale możesz o tym zapomnieć! - dodał głośniej. - Till umie tylko pieprzyć, i to wszystko! Nic oprócz prostego, zwierzęcego seksu!
A to cham, tak zniszczyć kruche, niewypowiedziane marzenie Richarda.
"You and me, baby, ain't nothing but mammals
So let's do it like they do on a Discovery Channel".



Z głębokich, ciemnych lochów pozdrawiają mrocznie:
Kura z batem, błękitnooka Sineira i niewiarygodnie umięśniony Suin
oraz podzwaniający łańcuchami Maskotek.





5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

• Sineira


Analiza o Bimberze się robi, ale zlasowane Rammsteinem mózgi mają niejaki problem z dostosowaniem się do poziomu milusiego i naiwnego opka;)

• Altair Black


Sto lat analizatorom!

Analiza przeborska! I nie wiem, dlaczego niektórzy twierdzą, że ona boli :P Opko jest po prostu głupie ponad oczekiwania i to w dodatku powala "logiką". I cieszę się, że to przetłumaczyliście, bo oczopląsu można dostać od tforuw, gdzie nie tylko brak inteligencji, ale także są błędy interpunkcyjne, gramatyczne, etc.
Wirtualna zaproponowała analizę o Biustynie Bieberze. Właściwie to dopiero byłaby boląca analiza...! :P

Pozdrawiam, A.B.

• `wirtualna

Moja osobista prośba - zanalizujcie coś o Bieberze. Tęsknię za starymi głupimi opkami.... :P

A analiza ciężka, ale do przekłknięcia. O wiele lżejsza od słynnej njn.

• Koyami


Analizy czytam regularnie już od jakiegoś czasu ale jak dotąd nie komentowałam.
Przede wszystkim najlepsze życzenia z okazji dwulecia działalności i oby aŁtoreczki czytając analizy swoich opek zaopatrzyły się w słownik.
Co do analizy, nie było łatwo ale jakoś przetrwałam. Nie jestem fanką Rammstein jednak kolejne analizy tego tForu sobie odpuszczę dbając o swoje zdrowie psychiczne.
Podziwiam analizatorów że przetrwali to... coś.

• die_Kreatur


Przykro mi, ale ja nie potrafię przeczytać tej analizy do końca.
Tekst co prawda nie boli, ale za to mnie odrzuca. Odrzuca mnie tak silnie, że nie jestem w stanie zmusić się do czytania. Nie śmieszy mnie ani beznadziejnie głupie opko, ani Wasze komentarze. (Widocznie mój musk się broni przed tą... profanacją R+.) Mimo wszystko podziwiam, że chciało się Wam to opko tłumaczyć i analizować.

No i... Sto lat!

• Bu


Niech autoreczki zostawią przyzwoitych muzyków i czepią się Bibera, jak choćby ta:

http://moja-historia-justina-biebera.blog.onet.pl/

Swoją drogą ktoś uprzejmy powinien czasem takim pseudo muzykom podesłać blogi na ich temat, może zwątpili by w siebie ;p

Anonimowy pisze...

Kamila


Dajcie nóż i adres aŁtoreczki, już ja się nią zajmę!

• Pariser


Matko z córką! Z Rammstein w tym opku są tylko imiona, i całe szczęście.

Co nakłoniło szanowną aŁtorkę do stworzenia tego "cudu"? Mniemam, że zła interpretacja tekstów.

• Kamyq


God, to bolało... Ale w sumie mniej, niż się spodziewałam, bo tak de facto, to poza imionami boCHateruff to opko ma niewiele wspólnego z R+. Więc, jakby ktoś nie wiedział o co cho, to tylko zostaje + milion do zrycia.

I, ekhm, na post-analizowej fali, skromnie, ode mnie:

Gdy rocznica SuS wypada,
zaraz zbiera się gromada,
z wódką z tortem szybko leci,
durne pieśni kątem kleci.
Lat kolejnych Wam życzymy,
by w następne urodziny,
z Milenkami - Marlenkami,
Tokio brother Dżonasami,
my kankana zatańczymy
i orgietkę urządzimy.
O swych fanach pamiętajcie
analizę nową dajcie!

To śpiewałem ja, Jarząbek.
• Catherine


OMG, nie myślałam, że aŁtoreczki wzięły się nawet za Rammstein D:

Wszystko było czarne... Zastanawia mnie, jak oni się tam poruszali, bez obijania się o meble. Czerń miała różne odcienie, czy jak?

• Hasz


Tfu, wróć.
*w tego rodzaju opkach

Jednak trochę zlasowało mi mózg.

• Hasz


A ja tak tylko nieśmiało zapytam po co ten detoks, skoro po trzech dniach znów zaczęto szprycować Richarda "najlepszym towarem"?

Swoją drogą,w tym opku rozczula mnie, jak aŁtorki stają na uszach, by opko wyszło mrocznie i brutalnie - i pakują do tekstu wszystko, co im się ze złem i mrokiem kojarzy (ach, te czarne kafelki!)

• kura z biura


Die Kreatur: daj znać, czy przeżyłaś... nic chcę mieć cię na sumieniu!

• die_Kreatur


*komć pisany na gorąco przed przeczytaniem analizy*

Łomatko Tereso! Ramsztajn!
Ja właśnie wróciłam z obozu, podczas którego w kameralnej grupce fanów i sympatyków tegoż zespołu omawialiśmy, czemu Rammstein jest fajny, a ja prawie codziennie miałam na sobie koszulkę R+... i tu nagle takie coś. Nieno, macie wyczucie kiedy analizy wstawiać.

Zabieram się za czytanie.

• Etsu


Wiesz, "heroin look" był swego czasu bardzo modny wśród modelek...
Tak, ale nie "narkoman-z-wszystkimi-objawami-przymusowego-odstawienia look".

BRAWO.

Anonimowy pisze...

• Erka


Łojesu!
Czekałam na tę analizę i... warto było. Najbardziej przerażająca jest przemiana Tilla - coś mi się zdaje, że ałtorka miała inny pomysł na opko, ale 'romantyzm' wziął górę i pierwotny zamiar szlag trafił. To ja już bym wolała zwykłego, konsekwentnego lemona...

(Kod: pmsui - PMSuj? O_o To a propo tej 'dziwki z PMSem'?)

• Shev.


Jakby co, mam dla was blogasek. Ale ostrzegam, to jest naprawdę głupie. NAPRAWDĘ.http://knocked-down-world.blog.onet.pl/

• mrija

Co, to jest???
Złamaliście mnie. Przeżyłam Milenkę, przeżyłam Pannę Grafomannę, ale tego już nie dałam rady...
Jak to dobrze, ze nie jestem fanką Rammsteina!
Poza tym dwustu lat wybitnych analiz oczywiście:D



• Che


Ale zawsze pozostaje ta cicha nadzieja, że ałtorka (tudzież któryś z jej zwolenników) tu trafi i zostawi komentarz ;) Bez tego analizy są, IMO, nudniejsze.

• kura z biura


Che: cel ewoluował ;) Nadal uważamy, że analiza ma przede wszystkim wytknąć błędy (w tłumaczonym też się da, logiczne choćby), lecz faktycznie, element uciechy czytelników wysunął się na plan pierwszy. Co zresztą było do przewidzenia, skoro na sto parę analiz tylko przy dosłownie kilku spotkaliśmy się z jakimkolwiek odzewem ałtorki.

• Che


"A może chcesz spędzić tu następne sto dni? Całkiem sam, bez dziennego światła? Tego chcesz, Till?
Taaak! Zamknij go, nie będzie opka!!!
Będzie. Tym razem pod tytułem "Hrabia Monte Christo"."

Genialne :D Ale nie wiem, czy analizowanie tłumaczonych opek ma większy sens, skoro analizy mają na celu (podobno) zwrócenie uwagi ałtoreczek na głupotę ich tfurczości i nawrócenie ich na drogę Logiki. A może przegapiłam moment, w którym analizy stały się wyłącznie rozrywką dla czytelników?

W każdym razie analiza dobra, a Till rzeczywiście chyba ma złego brata bliźniaka :D Wszystkiego najlepszego z okazji jubileuszu!


@Andrutowa: translatory jak zwykle niezawodne (w bawieniu ludzi) :)

• Andrutowa


Kuro, znieczulica :) już chyba się wszyscy przyzwyczailiśmy, że aŁtorki każdego poślą na przymusową orgietkę.
Poza tym Rammstein mnie osobiście nie rusza, jak widzę opcia o moich idolach to mam mord w oczach.

Anonimowy pisze...

Ewa


Nie dobrnęłam do końca i drugiej części też nie mam ochoty czytać, nie kręcą mnie fantazje nastolatek śpiących na lekcjach biologii (zimny pot) o porywaniu, więzieniu, dręczenie, gwałceniu czy co tam jeszcze jest. Nie wiem, po co wymyślać do tego jakąś otoczkę, że to niby yaoi albo o Rammsteinie, skoro ani trochę nie przekłada się to na fabułę...

• kura z biura


A ja mam wrażenie, że to opko nieszczęsne spadło na głowy naszych czytelników jak tona gruzu z 10 piętra i zdeczka ich ogłuszyło. Myślałam, że będzie więcej oburzenia z powodu szargania idoli, pamiętam, co się działo pod opkiem o Farinie...

• Sineira

Jaszu kochany, zapewniam Cię, że krew i flaki były najmniej bolesnym elementem tego tekstu;)

• Andrutowa


HEPI BERZDEJ TU JU, HEPI BEZRDEJ TU JUUU!!!
Analiza to było to, czego dziś potrzebowałam :)
Nie wiem, czy bardziej was podziwiam za tłumaczenie tego gniota, czy za analizę, ale chyba 50/50 :)

Mały prezencik z okazji dwulecia: Samen im Darm przepuszczone przez translator:
Zawsze w ciągu portier. Stoję mężczyzn, że nie jest zły. Kobieta nie wróci do I. Ludzie mówią, że jestem głupi, ale jestem teraz poglądów w drugą stronę. Mam nasion w jelitach. Jestem bardzo gorąco w jelitach z nasion w jelitach. [2x] nasion (powtórzeń) Mój przyjaciel i ja jesteśmy parą. Grając w zespole miał kilka lat. Możemy Fuck Up The Pieces latać, bo nie może mieć dzieci. Mam nasion w jelitach. Jestem tak ciepło w jelitach z nasion w jelitach. [2x] nasion (powtórzeń) Jestem żoną, a on jest człowiekiem, urlopu, także nikt nie prowadził. Pomimo ucisku i ust daje mi ptaków, kurwa, kurwa, dużo zabawy. Mam nasion w jelitach . Czuję się tak ciepło w jelitach z nasion w jelitach. [2x] Mam nasion w jelitach. Czuję się tak ciepło w jelitach z nasion w jelitach. [2x] nasiona w jelitach. (Powtórzeń)
*oł je, siabadaba daaa*


• jasza


Zgodnie z obiegową opinią, wybatożony facet ma +10 do seksowności.
Mamy tu więc dwóch Marianów Słojów, z których jeden jest nieco bardziej, ale nie wiadomo który.
****

Na boku: to opko jest przerażające w swojej bezrefleksyjnej lekkości opisywania sadystycznych tortur.

Jak sądzę, analiza była jak chirurgia - wymagała odrzucenia wyobraźni na widok krwi i flaków, po to, aby skupić się na treści.

Dobra robota.

• Ktosza


Nie no, przepraszam. Ja wiem, że strasznie dużo roboty włożyliście w tę analizę, ale ja nie jestem w stanie tego czytać -.-' To opko jest po prostu...

Wszystkiego naj z okazji urodzin ;)

Anonimowy pisze...

Anka aka Eowyn


O Boru szumiący. Po tym opku mam wizję wymieszania NJN i Milenki. To jest straszne.

• Dzidka


Jutro wybieram się na duże zakupy, zrobię risercz.
(Ciekawe, ilu Czytelników wpisze w Google "mięsiste wargi" z grafiką? Ja wpisałam :-P )

• gabrielle


No właśnie. Skoro są czarne prezerwatywy to ja nie widzę powodów, dla których miałoby nie być czarnych szczoteczek do zębów:)

• Murazor


Hum, załoganci i czytelnicy, nie wiem, czy powinienem się przyznawać, ale ja MAM czarną szczoteczkę do zębów!

• Pigmejka


Łiiii!!!!!!!! *tak, z radości postradałam zmysły i stąd tyle wykrzykników*
Brawo, BRAWO i jeszcze raz - BRAWO! Zarówno dla dzielnych tłumaczek, jak i dla równie dzielnych analizatorów. :)
To opko jest przeokrutne, straszne, i w pewien sposób gorsze nawet od Milenki Marlenki i NJN razem wziętych. Niby czytałam je na własną odpowiedzialność, ale i tak oczekuję jakiegoś wynagrodzenia głębokich urazów na psychice, jakich doznałam podczas lektury. ;D
Podziwiam Was, że udało Wam się przez to przebrnąć, i to jeszcze opatrując tak cudnymi, miodnymi komentarzami!

Ach, a co do dwulecia istnienia SuS...

*WIWATY!!!*
*SERPENTYNKI I KONFETTI!!!*
*OKLASKI*
*TŁUM SZALEJE!!!*
Hihi, PLUS ma teraz jubileusz, Wy macie... chyba na zlocie trzeba to będzie jakoś uczcić. ^^
Bądźcie, bądźcie jak najdłużej. :)

• evilly

Wspomnienie o "honorze" powaliło mnie na łopatki. To opowiadanie boli mnie bardziej niż te wszystkie Milenki i Marysie Zuzanny, ale analiza po prostu zabójcza, nie można się oderwać. Brawo załogo! *bije brawo*

• boonie


"Nie masz żadnej dumy?" - a ponieważ to pod koniec, przeczytałem: "Nie masz żadnej gumy?".