piątek, 18 lutego 2011

47. Ucieczka z Nowego Jorku, czyli Śmigus Dyngus (1/3)


Drodzy Czytelnicy! Niewielu z Was zapewne wie, że w tym roku przypada setna rocznica pierwszego wydania "Trędowatej". Tragiczne losy Stefci Rudeckiej, nad którymi płakały pokolenia czytelniczek, nie doczekały się jak dotąd godnej kontynuacji. Na szczęście, dobry los zesłał nam pannę Mon Cheri, której dzieło tak w formie, jak i w treści do tego stopnia przypomina ów niegdysiejszy bestseller, że sama Mniszkówna z zaświatów kiwa głową z milczącą aprobatą. Indżoj!
 
Analizują: Kura, Jasza i Sineira.
 
AŁtorka o sobie:
 
Jeżeli miałabym napisać coś o sobie, z pewnością zabrakłoby miejsca. Pisząc opowiadania, prezentuję całą siebie, więc ich treść powinna wystarczyć, aby mnie poznać.
Cóż. Kolejna, która nie rozróżnia między SOBĄ a swoim OPOWIADANIEM. Zdziwię się, jeśli w odpowiedzi na analizę nie usłyszymy zarzutów: nie szanujecie MNIE, atakujecie MNIE, gardzicie MNĄ.
Treść to tylko połowa danych. Pełny obraz daje dopiero połączona z formą. W tym przypadku faktycznie można sobie wyrobić zdanie o autorce. W tym miejscu otwarcie i bezczelnie oświadczam, że gardzę egzaltacją.
 
 
Niczego bardziej nie uwielbiam niż słów otuchy i pocieszenia prawdziwych, oddanych czytelników; to na Was mi najbardziej zależy... ;)
Cóż, dla nieoddanych czytelników i paskudnych krytykantów, zawsze można napisać dedykację, taką jak ta:
 
Dedykacja, czyli nie wkurzaj poetessy:

Sikam na kurę z biura i resztę (pseudo)analityków(?) ;)
Moi niedrodzy, czytajcie sobie me piękne i poetyckie opowiadanie do woli, zachwycajcie się bądź nie jego przekazem, spozierajcie formy jego zapisu, pozwalam wam nawet wyłaniać krzywe zęby spoza zmysłowych, zaróżowionych tkanek, śmiejcie się... taaak, ale nie zezwalam na kopiuj>wklej tekstów mojego autorstwa! Wara, gińcie, gnijcie niewierni! Wszystko świadczy o was, a jedyne szczęście jakie posiadacie to Internet; bez tego nie byłoby możliwości krytykowania, racja?
Ej, ja jestem bezradną, bezsilną, małą, kruchą dziewczynką, dlaczego się na mnie wyżywacie?! Dlaczeeego?! Chlip, chlip. :( Mieszajcie z ziemią równych sobie, no proszę. [http://kura.pinger.pl/]

The end.
Pokaż swoją (prawdziwą) twarz!
<Ostrożnie "spoziera" spod parasola> Skończyła już? A wodę spuściła? To niech umyje ręce!
 
Opko:
 
- Julie Stevens! - za przeklętymi drzwiami, po niewyobrażalnie długim korytarzu panoszyła się skrzekliwie brzmiąca nazwa mej osoby, obijała się z echem od zielonych ścian, aż wreszcie przedarła się przez dziurkę od klucza, wpadając bez zapowiedzi do mej izolatki.
Rzadko się zdarza, żeby już pierwsze zdanie opka zwaliło mnie pod biurko, ale temu się udało.
W dodatku już na dzień dobry wiemy, że protagonistka jest niespełna rozumu. Wiemy również, że nie jest człowiekiem. Jako że "nazwa" zazwyczaj dotyczy przedmiotu, przeto ośmielam się mniemać, iż jest ona cyborgiem.
Cóż, ałtorka po prostu potraktowała zbyt dosłownie określenie "nazwa własna".
Ciekawe, na jakiej głosce można tu zaskrzeczeć?
 
Piskliwie świszczała tuż przy lewym uchu, cóż za nieprzyjemne uczucie, a potęguje je dodatkowo nienawiść do nazwiska zawieszonego w tych kilku wysokich dźwiękach.
*Wyobraża sobie nazwisko dyndające na pięciolinii*
"Bliskie spotkania trzeciego stopnia"?
 
 
zrobiłam coś zasługującego na oblanie mnie litrem mrożącego poczucia winy.
Wypłynęła na przenośni przestwór oceanu, mózg nurza się w bezsilności...
Uparcie czytam "mrożonego poczucia winy" i zastanawiam się, jaki deser lodowy aŁtorka ma na myśli...
Tylko litrem? Nawet gdyby miała być to woda - to litr starcza nie więcej niż od ramienia do łokcia. Takie poczucie winy można puścić bokiem.
 
To ja pozrywałam struny z gitary należącej do jednej z moich współlokatorek? Tak, to ja nie potrafiłam znieść jej codziennych, nieudanych solówek.A może najzwyczajniej zazdrościłam, że dostała owe cudo w prezencie?
Dlaczego słówko "ów" uważane jest za wielce wykwintne? I dlaczego gros aŁtorek i pisaków nie ma zielonego pojęcia, jak się je odmienia?
Bo [owo] jest tak samo wykwintne jak [akwarium] i się nie odmienia 
Jak to nie? Rybny tank, rybnym tankiem...
 
 
Nienawidzę tego nowojorskiego domu dziecka i paranoi, w które mnie on przyodziewa.
Paranoje są niemodne, teraz na topie są manie. Na ramiączkach i z dużym dekoltem.
Dekoldem, Kuro - dekoldem. Nawet nie wiesz, co modne i co jazzy.
Nie, mnie po prostu klawiatura boli, jak mam napisać "dekold". Ałć!
Nie "na ramiączkach" tylko "na krótki rękaw."
 
 
***
 
Pierwsze koty za płoty, prolog powstał i przysposobił mnie w nadzieję, że wytrwam w pisaniu kolejnych rozdziałów.
A mnie przysposobił DO analizy tegoż tforu.
A ja się czuję przysposobiona do wypicia czegoś procentowego przed lekturą...
 
Ku ogólnemu zapewne zdziwieniu będzie to opowiadanie o Jonas Brothers. ;)
Wolelibyśmy o ordynacie Michorowskim, ale jak się nie ma, co się lubi...
Zaiste, zdumienie moje nie zna granic ni kordonów.
 
 
 
***
O dziwo nie wróciłam do obskurnego karceru, poinformowano mnie, że całonocny pobyt w odizolowanym od światła pomieszczeniu, tuż po zaszłym wydarzeniu, był dostateczną karą.
Chciałabym tylko wiedzieć, czy na co dzień aŁtorka też się tak wyraża.
Chciałabym poczytać jej szkolne wypracowania.
Chciałbym wiedzieć, czy aŁtorka zna pojęcie "ciemny karcer"?
Chyba jednak zbyt wiele chcemy.
Pręgierz, kuny, dyby, karcer, chłosta - to normalka w nowojorskiej ochronce dla porzuconych Maryś Sue-rotek.
 
 
 
Główny opiekun nigdy wcześniej nie był dla mnie tak pobłażliwy, zazwyczaj bez najmniejszych skrupułów umieszczał mnie tam po każdym z moich wybryków i pozostawiał na niewiarygodnie długi czas.
Mijają dni, miesiące, mija rok...
 
Wtedy, gdy przemyciłam paczkę papierosów, przechowując ją pod materacem mego niewygodnego łóżka, kiedy pewnego dnia odpuściłam sobie dzień nauki, wracając w następstwie do ''domu'' pod wpływem alkoholu i gdy uderzyłam jakąś dziewicę prosto w nos, chociaż akurat w tym przypadku miałam uzasadniony powód, nazwała mnie ''niechcianą sierotą''.
Zaiste, owa dziewica użyła słów niewiarygodnie grubiańskich... Tfu! To się rzuca na język!!!
 
Należę do osób, którymi pała niepowstrzymana ciekawość świata,
A ja należę do osób, którymi słowa rzucają na wiatr.
Dzięcielina pała rumieńcem, to czemu ciekawość ma nie pałać Julią?
 
chciałabym wszystkiego w życiu spróbować, wcześniej wymienione przystawki nie były jednak smakowitymi doświadczeniami, więc nie zamierzam ich powtarzać.
Następnym razem do alkoholu doradzałabym zagrychę.
 
 
Aczkolwiek nieprzerwanie pragnę nowości. Zupełnie jak wampir - świeżej krwi.
Bo martwa krew się po prostu nie nadaje do spożycia, ot i tyle. <wzdycha>
Tak się spieszy nieludzko
Że aż rzęzi mu płucko,
Bo się boi, że zupka mu skrzepnie!
 
 
 
wielu starszych wychowanków przysposabia opiekunów w poważniejsze problemy,
Dzieci z domu dziecka adoptują swoich opiekunów. To niewątpliwie rodzi problemy.
 
możliwe, że ja, kłopot mam z wiekiem dorastania, buntem, bo w prawdzie wcześniej byłam tylko nieśmiałą, niepewną i zamkniętą w sobie istotą.
Była tak nieśmiała, że stała się niewidzialna. Jak Nini w Muminkach.
Ale teraz stanęła w prawdzie i wyznała swe winy!
Za to w kłamstwie później była śmiałą, arogancką i dość otwartą na innych.
 
 
Dopiero podczas przekroczenia progu szkoły średniej, uderzyło we mnie powietrze zatrute niezależnością, musiałam nauczyć się nim oddychać, stałam się podobna do reszty stada.
Ach, a więc niezależność polega na upodobnieniu się do reszty stada?
Do tej pory zdawało mi się, że  powietrze można zatruć zupełnie czymś innym.
 
 
Nazewnictwa kapel tudzież imion tysiąca wykonawców nie znałam tak dobrze, jak co drugi nastolatek w kraju, mogło to wynikać z mojej niechęci do mediów, Internetu, gazet, plotek i wszystkiego co powszechnie lubiane; bo z reguły odrobinę różnię się od ogółu naszej populacji.
Ciężkie jest życie cyborga z przestarzałym oprogramowaniem.
Mam trzecie oko na czole i takie fajne zielone czułki... Ot, drobne różnice.
 
Wolę pogłębiać się w treściach książek kryminalnych albo historycznych.
Stawiam na "Zamczysko w Otranto". Język nader podobien.
Pożyczyć koparkę?
Idę poszukać neolitycznego popieliska, aby posypywać sobie głowę w żalu, że generalnie się "nie pogłębiam"...
Jaszo! Ty nad poziomy wylatuj!
 
 
Dzisiejszego wieczoru wpadła mi w rękę powieść o ludziach mojego pokroju, gdy tylko zlustrowałam okładkę dopatrując się tytułu: ''Na gigancie'', pogłębiłam się w myślach na owy temat.
Niech ona się przestanie tak pogłębiać, bo się do jądra Ziemi dokopie.
Ów temat, droga aŁtorko. ÓW. Może jednak pogłębisz wiedzę o języku ojczystym?
Droga aŁtorko! Święta Mać Nasza, Gramatyka, mówi: możesz ZAgłębić się w myślach lub treści czytanej książki, natomiast POgłębić dno rzeki albo wiedzę. Ewentualnie depresja może Ci się pogłębić.
Zauważ, że ona "pogłębia się" na owy [!] temat po lustracji okładki, dopatrując się tytułu. 
 
Zaczęłam rozważać wszelkie ''za'' i ''przeciw'' pomysłu. Po pierwsze oszczędziłabym opiekunom kolejnych kłopotów, w prawdzie sama ucieczka będzie dla nich największym, ale też ostatnim. Po drugie jest czerwiec 2009 roku, ostatni tydzień szkoły, dni kończące pierwszą klasę licealną, gdybym nawet zdecydowała się na powrót, nie musiałabym niczego nadrabiać.
Czy ja naprawdę za wiele wymagam, pragnąc by aŁtorki przestały wyobrażać sobie, że wszędzie jest tak samo jak w Polsce i zaczęły sprawdzać choć podstawowe fakty dotyczące warunków życia bohaterów? Wystarczy wpisać w Google hasło "szkolnictwo w Stanach", żeby dowiedzieć się, że 17-letnia Julie właśnie powinna kończyć High School, a nie pierwszą klasę licealną!
 
 
Mam siedemnaście lat, wystarczająco wiele, by móc decydować o własnym losie.
Jednakowoż o wiele za mało, by legalnie kupić alkohol. Co za pech!
 
Na ciało odziane jedynie w bieliznę włożyłam zwiewną, kwiecistą sukienkę, nie potrafię wytłumaczyć dlaczego.
Egzaltacja czy prowokacja? Ha, zapewne ani jedno, ani drugie,. Chodzi tylko o to, by wywrzeć odpowiednie wrażenie na napotkanym TRV LOFF.
Na gołe ciało odziane tylko w bieliznę każdy wkłada co tam ma - jakąś kieckę czy garnitur, kostium, sweter, płaszcz. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego.
To proste, Jaszo: wkładasz garnitur i płaszcz, bo nie masz bluzki z dekoldem na naramkach.
 
mój żołądek wykonywał najróżniejsze przewroty,
W przód i w tył, piruety i gwiazdę!
 
 
Nie oglądając się za siebie, wyszłam z pokoju; ogarniały mnie przemienne dreszcze, jedne interpretowałam jako niosące zadowolenie, te drugie natomiast budziły we mnie wszelakie lęki.
To tylko menopauza. Trochę zbyt szybko, ale zdarza się i w tym wieku.
 
 
Wychodząc z budynku uderzyła we mnie fala dusznego powietrza.
Idąc do szkoły, padał deszcz.
To śmierdzi prowokacją.
E tam. Zwykłym niedouczeniem.
Fala była po prostu chamska, żeby tak wychodząc z budynku bić przechodniów.
 
Spojrzałam w niebo, a raczej na ciąg puszystych, burzowych chmur oblanych granatowym atramentem, spomiędzy których usiłowały rozjaśniać mrok miasta majestatyczne pasma światła księżyca.
Burzowe chmury opisuje się zazwyczaj jako ciężkie, jednak aŁtorka postanowiła być oryginalna. Nie dość, że puszyste, to na dodatek oblane atramentem! A dlaczego nie sokiem aroniowym?
Ałtorka ma upodobanie do słowa "oblewać", o czym przekonamy się jeszcze nieraz w trakcie lektury.
 
Zazwyczaj nazywałam go ''panem nocy'', dzisiaj jednak przegrywał on na sklepieniu z kłębami potężnych obłoków.
Plus za używanie słownika synonimów. Minus za bezmyślność. Burzowy obłok to oksymoron, do cholery!
Ty się tak nie spiesz z tymi plusami. Słownik synonimów jeszcze nieraz jej wyrządzi niedźwiedzią przysługę.
 
Gwiazd nie obserwowałam tutaj nigdy, do pewnego czasu nawet wątpiłam w ich istnienie. Dopiero na jednej z gimnazjalnych lekcji astronomii dowiedziałam się, że nad hektarami aglomeracji traktowanych latarniami, halogenami czy wszelkimi neonowymi nowościami, widoczność tych drobnych, złotych punktów, topiących się w smolistej przestrzeni nieba, nie jest w żaden sposób możliwa.
Powyższe zdanie sugeruje, że Julie jest gościem z przeszłości. Ha, więc to cyborg steampunkowy! Bo jaka współczesna dziewczyna użyłaby sformułowania "neonowe nowości"???
Taaak, gimnazjalne lekcje. Taaak.
Taka romantyczna dusza wątpi w istnienie gwiazd? Może jeszcze wątpi w Upadłe Anioły?!
Jakie to urocze, że w tym samym zdaniu każdy z analizatorów dopatruje się czegoś innego!
 
Poruszałam się betonowym chodnikiem obserwując swe odziane w wygodne baleriny stopy; każdy krok wykonywały one z gracją,
Ach, jaka jestem śliczna i jakie mam zgrabne nóżki! Sama napatrzeć się nie mogę!
Swoją drogą, doskonale wybrała sobie strój na ucieczkę z domu dziecka: balerinki, zwiewna sukienka...
Gdyby włożyła spodnie, ciepły sweter i trampki nie byłaby aż tak rozkoszna.
 
[stopy] z upływem kolejnych minut bardziej wyrywały się ku przodowi, pragnęły biec,
A stopy miała wielkie i muskularne.
jak reszta ciała i umysłu - odizolować się na wieki od miejsca, którego nie darzą przywiązaniem. Tak, chciałam znaleźć się już poza granicami obszaru, robiącego ze mnie zniewolonego człowieka.
Ucieczka z Nowego Jorku. Na piechotę. Chyba nawet Snake Plissken trochę by się zmęczył.
Że umysł nie darzył tego ciała przywiązaniem - to pewne.
 
- Wspaniale! – wykrzyknęłam z ironią zatrzymując swój dotychczasowy, pewny krok. Uniosłam ręce w górę z wymowną, nie dającą jednak efektów prośbą o litość, po czym opuściłam je ze złością wzdłuż ciała.
Ałtorka jak widać ma upodobanie nie tylko do kwiecistego języka, lecz również do teatralnych gestów.
Kazanie ks Skargi jakoś mi się skojarzyło, Tobie też?
Wy się lepiej zastanówcie, jak się zatrzymuje krok?
Jak się zatrzymuje krok? Z ironią, ofkors.
 
Całą bladą twarz, nagie ramiona, dekolt i sukienkę zmoczyła najbardziej nieprzewidziana w moim życiu, kilkuminutowa ulewa.
No i mamy Miss Mokrego Podkoszulka. Kiedyż aŁtorki przestaną stosować te tanie chwyty?
Oj,  tylko dzięki temu widać drugorzędne cechy płciowe.
Faceci... *kiwa głową pobłażliwie*
Trzeciorzędne.
No już dobra, dobra...
 
Kopnęłam kamyk tamujący mi drogę, właściwie mogłam go ominąć, bo po sekundzie pożałowałam tego uczynku; niemiłosiernie zabolały mnie palce prawej stopy.
Nie dziwię się. Spory głaz to musiał być, skoro tamował jej drogę.
Ale widzisz -  chciała go odkopnąć na bok. Taki z niej Boniek szarpany.
Co Wy tam wiecie. Po prostu boChaterka miała delikatne stópki!
 
 Już po tak krótkim czasie krzyżuję się z przeciwnościami losu
Inżynieria genetyczna jeszcze nie zna takich krzyżówek, ale nasza bohaterka jest dzielna we wszystkim co robi, że kto wie, może jej się uda.
 
co nie zmienia jednak mego przekonania do upartości, jestem tą samą Julie i nie żałuję podjęcia się ucieczki.
"Przekonanie do upartości" - cudne po prostu! [Upartość] - co to niby ma być do diabła? Samiczka uporu?
Ja żałuję podjęcia się analizy. Kto wie, może i ucieczki się podejmę?
 
Straciłam poczucie czasu. Po pijanych członkach klubowych zabaw, toczących się środkiem ulicy, wnioskowałam, że była wyjątkowo późna pora, możliwe, że bliska brzaskowi.
<Odgania sprzed oczu wizję toczących się członków>
Nieno, pijane prącia nocą, na środku ulicy!!!  Tej wizji nie można łatwo odpędzić.
 
 
Co raz bardziej odczuwałam zmęczenie, głód również dawał się we znaki, bo kolacji, którą podawano wczorajszego wieczoru nie tknęłam, teraz niestety przynosi mi to szkodę. Nie chciałam zbyt prędko wydawać pieniędzy, ważne, że jeszcze nie cierpię, w dodatku pora wyklucza możliwość na zakup jakiegoś posiłku.
Po pierwsze: wyklucza możliwość zakupu. Po drugie: w Nowym Jorku? Mieście, które nigdy nie zasypia?
Są jeszcze miejsca na świecie, gdzie nie ma sklepów całodobowych i stacji benzynowych. Mieszkają tam młode, ambitne pisarki.
 
Błąkałam się bezcelowo po mieście pod osłoną wciąż ciepłej lecz wilgotniejszej nocy. Powoli dostawałam zadyszki, nigdy nie byłam w jakiś sposób czynna fizycznie, ale ból który w ułamku sekundy przeszedł na wskroś mą lewą pierś nieco [czyli odrobinę, trochę] mnie przestraszył, wręcz sparaliżował [czyli jednak bardzo przeraził. Chyba, że inaczej rozumiemy frazę "paraliżujący strach" oraz słowo "nieco"]. Pochyliłam się do przodu opierając ręce na kolanach; zinterpretowałam go jako sugestię, że to miasto mnie niszczy, że muszę się z niego wydostać, bo jest dla mej osoby niczym klatka dla nieposkromionego tygrysa albo ograniczone miejsce na zabawę dla dwulatka cierpiącego na wzmożoną ruchliwość.
Tjaaa, nieposkromiony tygrys cierpiący na kolkę i bóle serca po krótkim spacerku.
Skąd wiesz, może się godzinami błąkała. Przecież jedynymi wyznacznikami upływającego czasu były toczące się członki.
 
Podniosłam wzrok zauważając ciągnący się sznur żółtych taksówek. Widok ten wzniecił w mym umyśle nowy pomysł. Zmobilizowałam się do wysiłku i przebiegłam ukosem na drugi brzeg ulicy. Pośpiesznymi ruchami wyjęłam z plecaka banknoty, po czym szarpnęłam za klamkę tylnych drzwi samochodu.
Zaraz zaraz! Ledwo z karceru uciekła, już ma plecak pełen banknotów?! A gdzie w międzyczasie jest napad na bank?
Nam, biedakom, pozostają jeno skromne portfele.
Wyjaśniam: banknoty ukradła koleżance.
 
Kierowca oblał mnie sennym spojrzeniem.
Biedna. Jeszcze nie wyschła po tym deszczu...
Dobrze, że sennym. Przecież mogło być kwaśne lub ostre!
 
Musiałam wyglądać okropnie, bo nie posiadał zbyt pocieszonego wzroku, a może wynikało to z jego zmęczenia?
Ma chérie, posłuchaj uważnie, bo nie będę dwa razy powtarzać: posiada się przedmioty materialne. Wzrok, słuch, pomysły, uczucia, wrażenia - się MA.
Ja tam (wbrew wszystkiemu) posiadam niezbywalne poczucie rozbawienia na widok takiego gwałtu na języku - bądź, co bądź ojczystym... 
A ja posiadam kiepski wzrok, który nijak się nie daje pocieszyć.
 
 
- Dokąd?
- Jak najdalej, gdzie widać wszystkie gwiazdy.
srrrruuuu i trzecia prędkość kosmiczna w wykonaniu nowojorskiej, żółtej taksówki ... Ci z NASA gryzą pazury z zawiści.
 
– Z ledwością się wysłowiłam, wciąż bowiem nie potrafiłam umiarkować oddechu.
Nie tylko oddech miarkuj, ale zapędy narratorskie też...
Rozpasany oddech. Nie chciał cnoty moralnej.
 
 
[w taksówce] Zmięłam w ręce zielony papierek, ewidentnie brakowało mi większej objętości między palcami, otworzyłam dłoń zauważając w niej tylko jedną stu-dolarówkę. Były dwie! Przecież były dwie! Zaczęłam wiercić się na siedzeniu, może jest gdzieś tutaj? Nie.
Stwierdzić należy, że bohaterka wykazuje się co krok wyjątkową bezmyślnością. Jak choćby teraz, wybierając zdecydowanie najdroższą formę podróży za miasto, zamiast wsiąść do pociągu czy autobusu.
Nie mam pod ręką studolarówki, ale pozwolę sobie mniemać, że objętość jednej niewiele się różni od objętości dwóch. Jakim cudem ona wyczuła tę różnicę?
 
 
Przeszukiwałam też w pośpiechu wszystkie kieszenie plecaka, czując na sobie niecierpliwe spojrzenie starszego mężczyzny. Gdy skąpana w panice szamotanina nie przyniosła żadnego skutku, dotarło do mnie, że wsiadając do auta musiałam opuścić banknot, co oznacza, że topi się on teraz w głębokiej kałuży.
Ośmiornice
Lubią się kąpać w panice
Szamocząc się w kałuży
I walcząc o banknot, byle duży.
 
 
- Znam jedno spokojne miejsce – znowu [taksówkarz] się uśmiechał. - Przygotuj się na 25 mil podróży. – Napotkałam odbicie jego wzroku w lusterku. – Kierunek: północny-zachód.
A ja mam nadzieję, że taksówkarz jest psychopatą. Mordercą. Gwałcicielem. Niechby chociaż kanibalem!
 
Mój niepokój minął dopiero wtedy, gdy mijając most Waszyngtona przekroczyliśmy granicę stanu.
Biała tablica z napisem ''New Jersey'' mieniła się w blasku wschodzącego słońca.
Mieniła się niczym tłajlajtowy wampir.
 
*
 
Wspaniale było obserwować wyłaniającą się znad linii horyzontu słoneczną kulę.
Chyba w lusterku. Przecież na północny zachód jechali.
 
Nie posiadam nic, co pomoże mi przetrwać w jakimkolwiek miejscu; sam widok gwiazd nie nasyci mnie i nie ukoi pragnienia.
Cóż, nie samymi gwiazdami człowiek żyje...
Zawsze można żuć pasek od plecaka.
 
Nie potrafię ocenić, w którym momencie powieki stały się wyjątkowo ciężkie i opadły, przesłaniając ciemnością grafit moich oczu.
Grafit, antracyt... lecimy po związkach węgla. Koks?
Przywieźlim koks, gdzie zrucić?
I diamenty na czubkach jej rzęs...
 
Drzemałam, a bezwładne, niewzruszone bodźcami ciało, zachowywało się jak gdyby w stanie letargu.
Tak to jakoś zwykle bywa, że jak człek śpi, to ciało zachowuje się nieco niemrawo.
25 mil to około 40 kilometrów, więc kroiła się bardzo daleka, nużąca, prawie półgodzinna podróż. 
 
Miarowa prędkość samochodu, błoga cisza i woń sosnowego odświeżacza powietrza pozwoliła na chwilę zapomnienia.
Taksówkarz zastosował Wunderbaum z opiatami? 
 
 
To doskonała chwila na radość, w następstwie nie koniecznie będzie idealnie, więc cieszyć powinno się zawczasu.
Ja zawczasu cieszywszy się na konieczne idealnie, bo to chwila onegdaj radość dla owo dusz.
Ke?
 
Ludzie panoszyli się [rozpychając się łokciami i roztrącając innych brzuchami] po ulicach z uradowaniem przytwierdzonym do twarzy.
Gwoździami.
Widać, że aŁtorka nie zna takich słów jak radość, uśmiech, zadowolenie. Musi bidula tworzyć potworki w rodzaju *uradowania* i jeszcze w dodatku przytwierdzać je do twarzy.
W macu dodawali do posiłków kartonowe maski z wyszczerzem.
 
Ogólnie panująca łaskawość i przyjaźń zapewne z czasem poczną wychodzić mi bokiem.
Bo ona taka mhoczna i zbuntowana jest, że będzie musiała gryźć wyciągnięte ręce.
Bokiem nie, ale górą to i owszem. Mdli mnie nieco.
 
 
Brakło mi sił. Osunęłam się bezwładnie na podłożę, zachowałam jednak jeszcze resztki świadomości.
Podłoża - taka szlachetniejsza kuzynka podłogi.
Fhancuska.
Albo stoczyła się pod łoże, czyli spadła z wyrka. Ale za to w jakim heroicznym stylu!
 
Ucisk odrobinę się oswobodził, a do mych uszu dochodziły tylko pojedyncze dźwięki.
Na przykład dźwięki Międzynarodówki, przy których "Armia Czerwona, wypełniając wolę wielkiego narodu radzieckiego, wyciągnęła do mas pracujących Zachodniej Ukrainy pomocną dłoń i oswobodziła je z ucisku polskich kapitalistów i obszarników".
Wiecie co Kuro - lubimy Was!  Josif Wissarionowicz S.
Tym razem ucisk nie czekał na Armię Czerwoną i oswobodził się sam.
 
Idealność znalazła swój koniec prędzej niż myślałam.
Coś jak pies goniący za własnym ogonem? I chcę wiedzieć, gdzie idealność ma swój koniec, a gdzie początek!
 
Poczułam ostatni ból serca. Czy tak wygląda śmierć?
Raczej nie. Zwykle ma czarny płaszcz z kapturem i kosę.
No nie! u Malczewskiego zazwyczaj jeszcze dynda gołym cycem!
WYPRASZAM SOBIE. NIE MAM CYCA.
Boru!  Sama Śmiertka się wzięła za analizowanie opek!
SAM Śmierć. To jest ON. Przecież widzisz, że mówi kapitalikami.
I nie ma cyca!
 
W gabinecie ordynatora oddziału kardiologicznego przebywało tymczasem dwoje młodych osobników o przeciwnych sobie płciach.
Samczyk i samiczka, znaczy? A jakiego gatunku? Bo "osobniki" to się tak średnio z ludźmi kojarzą...
Przeciwnych sobie, czyli on był samicą a ona samcem. Kosmici?
 
 
Mężczyzna jako jeden z tegorocznych stażystów składał na ręce szefostwa raport dotyczący dzisiejszych przyjęć. Kobieta natomiast, oblewała bystrym i uważnym wzrokiem swego podopiecznego.
Ciekawe, co jemu się uwidoczniało po tym oblaniu.
Mokry... stetoskop.
 
Zajmowała miejsce za dębowym biurkiem, to jest: głównym stanowiskiem swej szanowanej posady.
Interesujące. Leczenie zdalne, zza biurka, siłą woli. Adin, dwa, tri...
A można było napisać po prostu: "siedziała za biurkiem". Prawda, że jaśniej, ładniej i krócej?
Ale za to: "główne stanowisko swej szanowanej posady" wywołuje nerwowy chichot czytelnika.
 
 
Bacznie wysłuchiwała danych na temat ostatnich pacjentów, wygładzając zgniecenia powstałe na białym, lekarskim kitlu; nieustannie kiwała również głową w geście zrozumienia.
Jak maskotka do samochodu.
"Kiwała również głową" - musimy zaufać, że kiwała także czymś innym.
Mogła jeszcze pokiwać nerwowo wyrostkiem robaczkowym.
 
Czarnooka pani doktor kierowała swój nieobecny wzrok na prędko poruszające się, przekazujące cenne informacje usta przystojnego mężczyzny.
"Zawisnę wzrokiem na twoich wargach, chcesz?"
Ile epitetów można upchnąć w jednym, dość krótkim, zdaniu?
A mnie zarzucali, że ich za dużo wstawiam...
 
Pogłębiona we wspomnieniach potrafiła zrozumieć tylko pojedyncze wyrazy, których znaczenie dodatkowo zlewało się z pozostałymi.
Z głębokości wznoszę głos do Ciebie Panie...
racz usłyszeć me wołanie
bo choć głos mój bełkotliwy
tym niemniej on chutliwy
bo śni mi się rozpusta
czyniona przez męskie usta.
A od tego pogłębienia
Wciąż zlewają się znaczenia.
 
Młody lekarz niestrudzenie brnął poprzez karty następnych rekonwalescentów. Nazwisko jednego z nich hucznie zawirowało w głowie pani ordynator; prędko opuścił ją stan zamyślenia.
Hucznie zawirowało i zgrabnie huknęło.
A ja tak pozwolę sobie tylko napomknąć, że rekonwalescent to jest ten, który już zdrowieje, a nie ten, którego dopiero przyjęli do szpitala.
Spotkałaś się kiedyś z opkiem, w którym istotne byłoby znaczenie użytych słów? Pacjent, czy rekonwalescent to nieistotne drobiazgi. Najważniejsze, że głowę prędko opuścił stan zamyślenia.
 
 
- ...trafiła na oddział internistyczny wczorajszego ranka. Jej stan wskazywał na odwodnienie i osłabienie organizmu.
Ekhm, odwodniona po jednej dobie... wróć! Po wieczorze i nocy bez jedzenia? Mientkie te hamerykańskie nastolatki...
To przez to ciągłe oblewanie i pogłębianie.
 
 
Badania hematologiczne wykazały pewne nieprawidłowości, dlatego skierowaną ją na kardiologię.
Kaj rzyć, kaj oko? Zła morfologia to tylko zawracanie odwłoka kardiologom. Równie dobrze można ją skierować na laryngologię czy ortopedię.
Stwierdzono brak krwi i zaczęto się zastanawiać, czy w takim razie nie można by jej wyciąć serca. Wszak tylu pacjentów czeka na przeszczep.
 
Gdy pacjentka wybudzi się ze snu, dokonamy szczegółowych badań mięśnia sercowego, jednak ze względu na wstępne wyniki wykazujące niedokrwistość, podejrzewamy Przewlekłą Niewydolność Serca.
Pisaną z wielkich liter, coby poważniej wyglądała.
Dlaczego niedokrwistość nie została w ten sposób uhonorowana?
O, żeby ratować życie Osoby, Która Nie Zjadła Kolacji, trzeba wprowadzać w śpiączkę farmakologiczną? A potem robić biopsję serca?  A dać jej chleba z dżemem, kopa w zadek i będzie po krzyku.
 
- Czy wiadomo coś więcej na temat tożsamości pacjentki? – spytała niepewnie, nie zastanawiając się, czy zapytanie jest właściwie odpowiednie.
Oraz czy w maśle jest prawidłowy procent masła.
Odpowiednie do czego? Do okazji?
 
Gdy tylko upewnimy się co do rokowań, powiadomimy oczywiście jej opiekunów – przerwał widząc momentalną zmianę nastroju kobiety; ciężko oddychała jakby w posiadaniu stanu bliskiego omdlenia. – Doktor Stevens?
Zmiana nastroju objawiała się dyszeniem? To jakieś... psie!
...sucze?
A ja w kartonie po butach posiadam stan bliski omdlenia i bardzo o niego dbam.
 

Podałam ci odżywczą kroplówkę. Nie powinnaś się przemęczać, najlepiej byłoby gdybyś spała. – Wygładziła powierzchnię mojej pościeli.
Snem wiecznym!
Na litość borską, ona tylko pół doby nie jadła! Zaraz się dowiemy, że zapadła w pięciomiesięczną śpiączkę...
 
- Gdzie jestem? – spytałam ignorując radę pielęgniarki. Mój głos był odrobinę zachrypnięty.
- Na Kardiologii Szpitala Św. Kamila w Wyckoff – odpowiedziała nie do końca pewna, czy miałam wcześniej pojęcie o owym miejscu.
Na litość, a jakie to ma znaczenie dla akcji?
Podstawowe, Sine, podstawowe. To Wyckoff ostatnio jest Mekką, do której ciągną rzesze fanek spragnione widoku swych idoli. Loitsche utraciło pierwszeństwo.
Chodziło mi o "niemanie" pojęcia.
 
- Czy to daleko od Nowego Jorku?
W odpowiedzi kiwnęła przecząco głową, po czym uśmiechając się pobłażliwie opuściła moją salę.
Urodzaj na Bułgarów ostatnio...
 
Odprowadziłam ją wzrokiem do drzwi. Wszystko było tutaj przeklęcie białe: pościel, ściany, a nawet sprzęt, który wydawał z siebie miarowe i wysokie odgłosy.
W rzeczy samej, było to dziwne, przecież w szpitalach zazwyczaj używa się wściekłego różu.
 
Nie był to przyjemny widok dla oczu, przemęczał je i powodował, że nieustannie ulegały mrużeniu.
Mrużenie aż do znużenia.
Ulegać można czyjejś perswazji, naciskom, namowom czy groźbom. Chyba, że Mrużeń to szantażysta i zmuszał oczy do czynów niegodziwych, a one (te oczy) mu ulegały. Jeśli tak, to powinno być Mrużeniowi.
 
Kardiologia? Dopiero teraz dotarło do mnie znaczenie słowa wypowiedzianego wcześniej przez uprzejmą kobietę. Oblał mnie mrożący niepokój.
Jeszcze trochę tego oblewania, a wszyscy dostaniemy zapalenia płuc!
 
Na szczęście, które przejawiło się w ogólnym nieszczęściu, zauważyłam, że ktoś wchodzi do mojej sali ogarniając ją tym samym przyjemnym chłodem i świeżością powietrza.
Do sali weszło Drzewko Odświeżające naturalnej wielkości.
Samobieżny klimatyzator - daleki kuzyn C3PO.
 
Była to wysoka kobieta, najwidoczniej lekarka, gdyż posiadała charakterystyczny dla owej grupy szpitalnego personelu ubiór.
To się nazywa KITEL - w ostateczności FARTUCH!
Dobrze, że napisałeś, bo już się zastanawiałam - może mundur, może zbroja?
To był czyn miłosierny - uświadomić aŁtorkę, że takie słowa istnieją.
 
Wyglądała na pewną siebie i stanowczą, jednak wyraz jej oczu diametralnie zmieniał postać pierwszego wrażenia.
Jaką postać ma pierwsze wrażenie? Czy ma postać atletycznego drwala, czy postać krystaliczną?
 
Powieki miała zaczerwienione, a usta wygięte w łuk ewidentnego zmartwienia.
Łuk ewidentnego zmartwienia to ja zaraz zrobię razem ze stójką na brwiach. A to wszystko z permanentnego zdziwienia że aż tak można pieprzyć.
 
Patrzyła na mnie czarnymi tęczówkami, w których topiło się niemożliwe do określenia uczucie.
Buzia w podkówkę, oczka pełne łez... To na pewno była dorosła kobieta?
Gdyby nie ten kitel można by pomyśleć, że to Czarownica przybyła z Narnii.
 
Poczułam się dziwnie, najwidoczniej zaczął ogarniać mnie lęk, bo żołądek pieściły niezidentyfikowane ruchy.
Mmm, zrobiło się... perwersyjnie!
To tylko banalna perystaltyka. Na tym etapie opka raczej nie biorę pod uwagę ciąży.
Obcy, ósmy pasażer żołądka? Zaraz wypełznie z niej coś, co będzie wyglądać jak rura od odkurzacza...
 
Wydała z siebie jedynie dźwięk skąpany w bezradności i pośpiesznie ruszyła w stronę drzwi; nie oglądając się za siebie wyszła z pomieszczenia.
Kąpiel dźwięku w bezradności. Prawie jak Myslowitz.
W obliczu tego niezwykle wyszukanego określenia mój prostacki umysł stać jedynie na krótkie "WTF"?
 
Pozostawiła mnie sam na sam z bijącymi się we wnętrzu czaszki myślami.
Poszły w ruch miecze dwuręczne, kusze i arkebuzy.
Odgłosy bitwy z taką siłą odbijały się od ścian i sklepienia wyżej wymienionej czaszki, że szpitalne łózko wpadło w rezonans.
 
Od Ałtorki:
 
Gdy weszłam dzisiaj na stronę blogu zakrztusiłam się gorącą herbatą i wyplułam zawartość mych ust na biurko.
Zawartością ust są: język, zęby, oba podniebienia (twarde i miękkie), zachyłki błony śluzowej, wały: podniebienno-językowe i podniebienno-gardłowe, dziąsła oraz takie farfocle jak migdałki, języczek i resztki wczorajszej kolacji.
I ona to wszystko jednym charknięciem wywaliła na zewnątrz!
 
Powód? Zobaczyłam żółtą gwiazdkę [musiała się nieźle trzepnąć, skoro zobaczyła gwiazdki] w lewym, górnym rogu. Czy to jakiś żart? [ Polecono 3. rozdział! ]
Nie wiem kto, nie wiem jak, ale dziękuje najpiękniej. To takie pocieszające, naprawdę jestem wielce wdzięczna. 
Quo vadis, Onecie?
Miało to miejsce pierwszego kwietnia.
I zaowocowało wstrząśnieniem mózgu.
 
***
 
Przez noc nie zmrużyłam oka, mój stan można było porównać do bezosobowej kłody leżącej na leśnej drużce, którą stopniowo rozkładają przeróżni destruenci.
Urońmy samotną łzę nad losem biednej leśnej przyjaciółki (drużki - nie mylić z dróżką, czyli wąską drogą),
przygniecionej na śmierć przez bezduszną kłodę i na wpół już rozłożonej...

Ta drużka rozkładana przez przeróżnych destruentów jest intrygującym elementem leśnych ostępów.
Może to Królewna Śnieżka, której nie pocałował nawet Kot w Butach?
I dlatego tak się rozkłada w lesie?
 
 
Tyle, że w moim przypadku owymi bakteriami były irytujące zastanowienia.
Całe szczęście, że nie były to myśli. Myśli mogłaby nie przeżyć.
Niech się aŁtoreczka tak nie zastanawia nad finezją swojej tFurczości, bo efekty tych zastanowień są irytujące.
 
 
Porównywałam mój byt do opowieści przywdzianej w twardą okładkę. Przeznaczenie natomiast uosabiałam z autorem tej tragedii bądź też komedii, którą przeczytać można wyłącznie raz. Pozostaje mi jedynie dowiedzieć się, czy teraźniejsza chwila jest prologiem, epilogiem czy też punktem kulminacyjnym, który powinien dać mi wskazówki dotyczące realizowania fabuły dalszego życia.
Pfe, co za pseudointelektualny bełkot! W dodatku wtórny do bólu.
Ale za to w twardych okładkach, żadne tam wydanie broszurowe.
Życie, życie jest nowelą...
Na szczęście do jednokrotnego użycia.
 
- Przykro mi – wyszeptała ciężko.
Bardzo bym chciała usłyszeć, jak aŁtorka ciężko szepcze. Próbowałam, ale ni cholery nie wychodzi.

Dotknęła pocieszająco mego ramienia, po czym zaczęła kierować się w stronę drzwi.
- Dlaczego? – Oblewałam ją pytającym wzrokiem.
Znowu? Podobno wszędzie-mokrość jest cechą dobrego hentaja...
Wygląda na to, że ktoś tu lubi perwersje.
 
Przepełniały mnie ogromne wyrzuty ku niesprawiedliwości, z moich błyszczących oczu zapewne zdało się to odczytać.
Przepełnia mnie ogromna chęć walenia głową w biurko, bo tego się nie da skomentować!
Co poeta miał na myśli? Może mnie ktoś oświecić?
Ona miała trampolinę, która z ogromną siłą wyrzucała ją w stronę niesprawiedliwości. Ale nie pytaj w jakim celu.
 
 
Przyjrzałam się osobie patrzącej na mnie dużymi, czarnymi oczami. Ociekała ona strachem i zagubieniem.
Strach spływał ciurkiem z jej włosów, a zagubienie tworzyło kałuże u stóp.
<śpiewa>
Bo kiepska frazeologia
to jej jest ideologia.
Nurkuje w znaczeniach,
a znaczenia jak ocean...
Zsikała się i spociła ze wstydu?
 
Nie mogłam ścierpieć chwil, gdy masowo obłapiano mnie wzrokiem, kiedy byłam w centrum zainteresowania.
Obłapiano wzrokiem i obmacywano słuchem.
 
 
Młody mężczyzna odkręcił kurek kranu, patrząc w moją stronę niewzruszonym, czekoladowym wzrokiem.
I nie oblał jej? Co za rozczarowanie, nastawiałam się na bohaterkę w mlecznej czekoladzie...
Widocznie chłodno było i czekolada nie chciała się rozpuścić.
 
Chłopak odziany był w biały podkoszulek, pod którym rysowały się jego okazałe mięśnie oraz obcisłe, a jakże odrażające, szare spodnie.
Cóż jest odrażającego w szarych spodniach? Może to, co się pod nimi rysowało, nie było aż tak okazałe...
Odrażające, bo obcisłe. Cna dziewica Julie omdlała na widok wyeksponowanego krocza.
 
Umoczył ręce wodą, poprawiając kruczoczarne, stylowo ułożone loki.
Takie loki?
Dlaczego "umoczył", a nie "oblał"???
Z powodu ich rozrzutności, wyczerpały się źródła.
 
Zrezygnowałam z ataku chamstwem.
Szkoda, szkoda, na pewno by ci świetnie wyszło.
Chciała go nazwać "niechcianą sierotą"?
 
 
Dwie złote iskierki, topiące się w czekoladzie jego tęczówek dodatkowo wprawiały mnie w stan znieruchomienia.
X-man o mocy Paraliżującego Czekoladowego Spojrzenia?
Pyton albinos? (o taki)
 
Piękny zmarszczył czoło.
Tracąc nieco na urodzie.
Piękny i w dodatku bestia!
 
Wzajemnie oblewaliśmy się spojrzeniami.
A drugorzędne cechy uwydatniały nam się coraz bardziej. 
Trochę mi się to kojarzy z Marlenką... No wiecie, to oblewanie...
Śmigus-dyngus sobie zafundowali. Dla wielu to forma końskich zalotów.
 
Czy ówczesna chwila również jest w jakiś sposób wyjątkowa? Nie potrafię interpretować zachowań mojego organizmu.
Lekarze też nie potrafią.
 
Od Ałtorki:
 
Jak na mnie rozdział jest wybitnie długi, lecz w zamian tonie w banalności i beznadziei.
Święte słowa, ma chérie, święte słowa!
Dostrzeżenie problemu pierwszym krokiem do jego rozwiązania.
Lub pogrążenia się w odmętach rozpaczy. I beznadziei, rzecz jasna.
 
Dziękuję pięknie, że jesteście drodzy czytelnicy. Bez was, istnienie owego niedopracowanego tworu mej poronionej fantazji nie miałoby najmniejszego nawet sensu. ;*
Miejmy nadzieję, że to podziękowanie obejmuje również analizatorów!
Tak, aŁtorka obleje nas wdzięcznością.
To już wiemy, gdzie w ciele ludzkim mieści się wdzięczność: w pęcherzu!
 
Ps: Nick nie ma czarnych włosów, ale dla mnie będzie ''czarnym'', ''ciemnym'', ''brunetem'' etc. ^^
Bo nie znam słowa "szatyn".
Czy ona nie wie, że "czarny" (lub "Czarny") jest tylko jeden? Fanki Kałlica powinny zaprotestować!
***
 
- Zawiodłem się na tobie. – Oschle brzmiące słowa nieprzyjemnie zawirowały w mej głowie, wypełniając panującą w niej pustkę.
Obijały się o ściany czaszki w bezskutecznym poszukiwaniu mózgu.
Znalazły tylko zasuszone zwłoki mózgojada. 
Zdechłego z głodu.
Ale w zamian dostała niezłą grzechotkę.
 
Kątem oka dostrzegłam, że dyrektor kurczowo zaciska swe sine palce na kierownicy. Nieudolnie próbował ukryć zdenerwowanie; ulatniało się ono z jego wnętrza niczym para.
Sine palce? To już oznaki rozkładu! Borze Wszechlistny, porwał ją dyrektor - zombie! 
Topielec!!! Wiedziałam, że to ciągle oblewanie się źle skończy!
Sine palce na kierownicy, gazy gnilne w brzuchu i mała, żwawa larwa wijąca się w dziurze po wygniłym nosie.
 
Wisiało tuż nade mną w postaci przyłączającego ciężaru.
No to sru!
Ciężar przyłączający? Ciekawostka... Ciężar może przytłaczać, ale przyłączać?  I jak przyłącza - na zakładkę, na zacios, na klej, na nity?
Akurat w tym dopatrywałabym się magicznej interwencji Autokorekty Worda ;)
 
To, co w tej chwili czyniłam z moimi stopami nie można było nazwać chodem;
Moonwalk?
Nie, stopą drapała się za uchem.
 
Spoczęłam wreszcie wygodnie wydobywając z ust cichy jęk.
Utknął między zębami, więc musiałam użyć wykałaczki, ale go w końcu wydobyłam.
 
Nogi złączyłam na wzór nowo narodzonego jagnięcia;
Wszystkie siedem.
Interesujące porównanie, zwłaszcza jak na bohaterkę, która całe życie spędziła w wielkim mieście i nawet gwiazd nie widziała, a co dopiero nowo narodzonych jagniąt.
Ale cóż jest równie pięknego, wdzięcznego, rozczulającego i słodkiego jak jagnię? Tylko i wyłącznie Mary Sue. Do czego miała się porównać? Do złachanej kobyły?
 
 
jak nieporadna kobieta, pozbawiona celów zbłąkana dusza, której wydarto z rąk namiastkę nowości, własny skrawek przyszłości. Uniosłam powieki odsłaniając swój bezradny wzrok.
O, tak to mniej więcej wyglądało:
Bezradny wzrok Beli.
Namiastkę wolności, skrawek przyszłości - kącik poetycki?
 
- Nie Saro, nie musisz mi wybaczać. – Kiwałam głową na znak potwierdzenia swych słów. W gardle czułam nieprzyjemną suchość, będącą reakcją podziwu.
Zaiste, zdumiewające reakcje wykazuje organizm bohaterki!
Bo to nie bohaterka zareagowała, tylko podziw.
 
 
Oblewałam ją nienasyconym kolejnych zdań spojrzeniem.
Korepetycje Mistrz Yoda ze składni dawał jej.
Zdania mają oczy?
 
Nie dbałam o to, jaki wyraz posiadała moja twarz, czy malowało się na niej zdziwienie, czy niewzruszenie.
Malowało się na niej wodolejstwo.
Niewzruszone wodolejstwo.
 
- Za nic cię nie winię – rzekła uśmiechając się mile. – Uszanowałam twoją decyzję, cieszyłam się, że moje pieniądze ci pomogły, jednak nie posiadasz chyba wyobraźni o tym, jak bardzo się o ciebie bałam. – Jej twarz przybrała odcieni smutku. – Trzymałam język za zębami wobec dyrekcji, jednak od środka przepełniały mnie okropieństwa.
Śledziona, trzustka, wątroba, jelita...
Ja jednak stawiam na Obcego.
 
Pragnęłam, byś w jakiś sposób ułożyła swe życie i mogła godnie je przeżyć, jednak równocześnie chciałam, abyś wróciła, żebym znów mogła podziwiać twój niebywały stan ducha. – Zza bladoróżowych ust wyłoniła dwie, idealnie równe jedynki.
Scerbata psyjaciółka bohaterki.
Zaiste, stan ducha ma niebywały.
Jedynka górna i jedynka dolna. Uzębienie typu kasownik biletowy.
 
 
Nie panując już nad ciałem, które wykonywało nieprzewidziane żądania umysłu, automatycznie podniosłam się z miejsca, krocząc ku dziewczynie.
Niczym zombie.
Z nożem.
Albo mumia.
 
 
Zmokła Kura, Jasza w bieliźnie, poetycka Sineira i bezradny Maskotek
pozdrawiają z nowojorskiego sierocińca.


7 komentarzy:

jasza pisze...

• Dżul

Nie wiem, czy w ogóle ktoś kontroluje komentarze do starszych analiz, ale muszę zwrócić uwagę na jeden błąd, który wkradł się do analizy:
"Słownik synonimów jeszcze nieraz jej wyrządzi niedźwiedzią przysługę."
Wyrządzić można krzywdę, niedźwiedzią przysługę się wyświadcza... ;)

Pozdrawiam i wracam do dalszego poprawiania sobie humoru poprzez lekturę Waszych analiz. :D

• snajper


Mój Obże. Jak ałtorka, za przeproszeniem, pierdoli. W niektórych momentach nie rozumiałam w ogóle tego co próbuje przekazać. oO"

• Mirveka


Ja jestem właściwie na bieżąco z polskimi wydaniami Świata Dysku.
Śmierć też mnie rozwalił.

• Sierżant


A kto Pratchetta nie czyta?
No dobra, ja przeczytałam jedną jego książkę i mam dosyć, ale co tam :P

• zaraza

Egzaltowany i patetyczny styl aŁtorki to esencja grafomaństwa, które oblewa... Kurde, mnie też wzieło xD
A tak na poważnie (o ile można o powadze mówic w tym wypadku) to analiza urocza, jestem wielka fanką zdolnosci poetyckich analizatorów (nie no, wasze wiersze są boskie xD).
Śmierć mnie rozczulił. Analizatorzy Pratchetta czytają!
Czekam na kolejne analizy:)

• Rzepicha


Czy aŁtorka się tak na co dzień wysławia? To znaczy na pytanie "co tam słychać" odpowiada: "Ogrom wydarzeń, jakie miały miejsce w ostatnich dniach mojego żywota, nędznego czy też nie - za wcześnie jeszcze, by oceniać, przytłacza mnie tudzież oblewa swą intensywnością, że skłonna jestem wyrazić jedyny możliwy wniosek - mam biegunkę"?

• Kamyq


Podrzucam link do opka o tematyce, jakiej jeszcze u was nie było http://hellsinska-opowiesc-wigilijna.blog.onet.pl/1-Ostatni-Dzien,2,ID354753773,DA2008-12-20,n :) Może nie jest to rażąca grafomania, ale mierzi mnie taki sposob pisania

jasza pisze...

kura z biura

Kata - to nie prowokacja. Raczej efekt starań, żeby wszystko wyrazić jak najpiękniej i jak najbardziej wzniośle. A nadgorliwość niestety jest gorsza od faszyzmu...

• Kata


Mirevko - w sensie zabawy chodziło mi, że to według mnie prowokacja, a nie pisanie ałtorki :).

• Sierżant


Klaudusia jest prowokacją. Myślałam, że to oczywiste.

• Dzidka


Zdecydowanie Mniszkówna ma godną siebie następczynię. Ale czy naprawdę AŁtoreczka skasowała bloga?! Tak mało była do niego przywiązana?!
OT: moim zdaniem http://opowjadanie-klaudusi.blog.onet.pl/ to podpucha. Przyjrzałam się szacie graficznej, ortom i treści (choć to ostatnie było dość trudne) i zdecydowanie stwierdzam, że ktoś się bawi.
• Hybryda


Ma szara osobowość, która jest ukryta pod białą podkoszulką, zaczęła się turlać wraz z członkami w stronę otępienia mózgowego.
O i do tej pory bełkoczę. Mój mózg spowodowany niezrozumieniem OWEJ ałtoreczki, wykrztusił się na klawiaturę, przez co zaczęłam oblewać się omdleniem i chyba powinnam udać się na kardiologię.

Precz, nie dotrwałam do końca analizy. Po prostu nie dałam rady.

• Steele


Boru... Naprawdę nie wiem już co jest gorsze- dekoldy, naramki, portwele i okaleczona polszczyzna czy taki grafomański bełkot...

a analiza jak zawsze przednia.

• Mirveka


Może się mylę, ale większość ludzi pisze i publikuje na blogach dla zabawy, a nie w celu zbawienia świata.

• Kata


Jak dla mnie te fragmenty wyglądają, jakby ktoś najpierw napisał w miarę poprawnie bezsensowną historię, a potem specjalnie zmieniał, by wyglądało na najdurniejsze opko na świecie :). Jak dla mnie, to ktoś sobie to dla zabawy pisał i publikował. A mogę się mylić.
• Hasz

A ja tylko dodam, że w tmy opku polewanie i oblewanie jest prawie tak monotonne jak ciągłe orgazmy u Milenki.

• kura z biura

Oczywiście, że będą. Już są gotowe i tylko czekają na swoją kolej.

• Mirveka

Czy to znaczy, że kolejnych część Analizy nie będzie? T_T

• Ktosza

Och nie! (*fanfary*) jak to możliwe? Przecież aŁtoreczka była tak pewna siebie i pełnia wiary w genialność własnej, pożal się Boże, twórczości... Jak to możliwe? :D

• Insomnia


O nie! Blog zniknął! O_O

jasza pisze...

Insomnia

Och, a więc jednak! Cudowna, boska wręcz analiza! Myślałam, że się jednak za to nie weźmiecie, bo - jakby nie patrzeć - taki pseudopoetycki bełkot to prawdziwe wyzwanie. Ale analiza jest przegenialna! Powiem więcej! Podczas czytania owa analiza oblewała mnie bezkresnym uradowaniem, które na dobre przykleiło się do mej twarzy.

A analiza doczeka się może chaptire deux?

• n


"Chłopak odziany był w biały podkoszulek, pod którym rysowały się jego okazałe mięśnie oraz obcisłe, a jakże odrażające, szare spodnie."
...myślę, że spodnie były odrażające, bo rysowały się pod białym podkoszulkiem. Też by mnie odrzuciło ;p

• gabrielle


Mam kolegę (chociaż może powinnam napisać: posiadam), który pisze bloga w takim stylu. Mogliby sobie z aŁtoreczką ręce podać.

Nie dam rady przeczytać tego za jednym zamachem.

• M.


Członki były zdecydowanie najlepsze. Nie ma to jak dobra dawka aŁtoreczkowatej pseudopoetyckości. Człowiek od razu czuje, że żyje.


M.

• koza

O opku: czung, czung pękł.

Jesteście lepsi od Kasiek.

• krzys


Masakra... Prawie zerowa komunikatywność. Nie da się tego czytać. Poprzekręcane słowa, barak znajomości ich znaczeń, pseudo-poetyckość... wszystko składa się na niezrozumiały bełkot. Autorka się nie popisała.

• yowah


Tak dla scislosci, to nowonarodzone jagnie raczej sie rozkracza na wszystkie cztery strony niz zlacza nogi. Ale dziewcze tworcze jest nad wyraz, szkoda gadac...

• Kamyq

To było chyba pierwsze opko, a przeczytałam wszystkie analizy, przy którym autentycznie kurwica mnie zalewała (sic!).:) Co za grafomania, to jakieś wręcz kosmiczne jej stadium...Tfu, to jest zaraźliwe!!
A analiza mistrzowska. Przy turlających się członkach policzki zdrętwiały mi od śmiechu.

• An-Nah


Zazdrość mnie zżera... Swego czasu, a było to prawdopodobnie więcej lat temu, niż ma aŁtorka, naprodukowałam mnóstwo śmiecia, ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek tworzyła tak rasową grafomanię :(

• yowah


Dzisiejszego wieczoru wpadła mi w rękę powieść o ludziach mojego pokroju, gdy tylko zlustrowałam okładkę dopatrując się tytułu: ''Na gigancie'', pogłębiłam się w myślach na owy temat.

Zazdroscicie i tyle, nie kazdy by tak umial ;)))

• yowah

Nie na ramiaczkach, ale na naramkach ;)))

• Ktosza

• 2009-11-06
"jedyne szczęście jakie posiadacie to Internet; bez tego nie byłoby możliwości krytykowania, racja?" - um, nie. Krytykowanie istniało wieki przed internetem. Ale pewnie nie łapię po prostu jakieś wyrafinowanej metafory w całym tym aŁtoreczkowym strumieniu świadomości. Który, nawiasem mówiąc, jest koszmarny. Nie ma nic gorszego niż aŁtorki popadające w groteskę przez próbę stworzenia elegancko brzmiących zdań. Przez to coś, co normalnie byłoby jednym zdaniem zajmuje dwa akapity i brzmi wyjątkowo dziwacznie.

Kuba Grom pisze...

Cudne. Powinni to pokazywać początkującym pisarzom jako kanon grafomanii.

Anonimowy pisze...

Widać, że aŁtoreczka, uważała na przyrodzie! I się chciała swoim obyciem biologicznym , pisząc o destruentach, pochwalić <3

Anonimowy pisze...

Drodzy analizatorzy! Uwielbiam Waszego bloga, ale i Wam trafiają się byki:
'Pisaną z wielkich liter, coby poważniej wyglądała'.

Pisaną WIELKIMI LITERAMI, a nie 'Z wielkich liter' (i ten błąd pojawia się u Was już któryś raz).

No i 'co by' pisze się oddzielnie.

Pozdrawiam Was :)!

kura z biura pisze...

Tak, "z wielkich liter" to błąd, rusycyzm, ale popełniając go jesteśmy w dobrym towarzystwie - samego Czesława Miłosza ("więc piszemy z wielkiej litery Prawda i Sprawiedliwość, a z małej kłamstwo i krzywda" - Zaklęcie). Ale masz rację. Natomiast "coby" można pisać oddzielnie ("co by nie powiedział, i tak źle") albo razem, kiedy coby = aby, żeby ("Pobłogosław Panie z wysokiego nieba, hej, coby na tym stole nie zabrakło chleba").
http://sjp.pwn.pl/szukaj/coby.html