piątek, 18 lutego 2011

32. Harry Potter i meandry koligacji czyli animagia dla zaawansowanych (1/3)



Moi drodzy! Bez długich wstępów - dziś przed Wami Harry, Jakiego Jeszcze Nie Znacie i Wcale Nie Chcielibyście Poznać. Akcja opka dzieje się po piątym tomie cyklu. Indżoj!
Ałtorka ukrywa się pod pseudonimem Dies Irae. O, zaprawdę, Dzień Gniewu to będzie, gdy się za nią weźmiemy sine ira et  studio!
Analizują: Kura, Jasza i Sineira.

Bohaterowie:

Harold James Potter
Harry nie miał na imię Harold. Harry miał na imię Harry. Co zresztą - jak twierdzi etymologia - pochodzi od Henryka.

Ares - Zimny i opanowany, ale tylko dla nieprzyjaciół i wrogów. Tak naprawdę to mężczyzna o dużym poczuciu humoru i dużych skłonnościach do psot, i zabaw.
Domyślam się, że przeciętnej aŁtoreczce Ares kojarzy się co najwyżej z psem, który faktycznie może być skłonny do psot i zabaw. Ale TEN facet raczej nie był szczególnie rozrywkowy. Nawet w wersji "xenowej".

Jako potomek Najwyższej Piątki jest bardzo silny. Odważny, sprytny, inteligentny. Miły i opiekuńczy dla swoich przyjaciół i poddanych. W roli króla doskonały.
Ee... króla? Przenieśliśmy się do Narni, czy jak?

 Jego formą animagiczną jest feniks, ponurak i jaszczurka żywiołowa,
Naraz???
No... Taka ponura, płonąca jaszczurka. Coś jakby smutna salamandra.

 natomiast jego forma demoniczną jest diabeł mały.
Wielki by się nie zmieścił w drzwiach.
Diabełek? Taki przygłup z ludowych baśni, którego można zrobić w konia żelaznymi kulkami i postraszyć babą?

Druid, Wampir, Elf, Will, Nekromant, Neffarz, Czarny i Biały Anioł. Oprócz mieszanki wybuchowej różnych ras, posiada jeszcze w sobie krew jednorożca, pegaza i smoka. Dzięki temu potrafi zmieniać sie również w te zwierzęta.
Cóż, próbuję oczyścić umysł z wizji potężnej międzygatunkowej orgii, jaka zaowocowała poczęciem Harry'ego. I proszę mi nie mówić, że marlenkuję! Nie tym razem...
A ja mam wizję takiego rasowego laboratorium z rasowego anime. Szalony naukowiec w białym kitlu mieszał genetyczną zupę w wielkim, szklanym pojemniku. I tak powstał ON.
Po prostu - kundel. Czasami takie cudaki po wsi latają, że trudno własnym oczom uwierzyć.

Pod swoją opieką posiada troje zwierząt. A mianowicie sowę- Hedwigę, Feniksa- Fortis i Kobrę Królewską-Dea.
Urodził się z kruczoczarnymi, wiecznie roztrzepanymi włosami. Zielone oczy Avady.
Potargane włosy Chłoszczyścia.
Expelliarmus. Dlaczego przyszło mi do głowy akurat Expelliarmus?

Umięśniony. Bardzo przystojny. Potrafi zmieniać kolor oczu i włosów.
Tonks nie była taka oryginalna, jak jej się wydawało.
Eeee tam, każdy Mugol to potrafi, wystarczy farba i soczewki.
  
Juliette Amelia Potter
Atena - siostra Harrego.
Najpierw Ares, teraz Atena, to ma być Potter, mitologia grecka czy Rycerze Zodiaku?

Wychowywana w Stanach, gdzie mieszkała wraz z chrzestną i kuzynką. Miła, zawsze uśmiechnięta. Uparta, nie ufna. Czasami bezczelna, brawurowa. Nieprzewidywalna, ciekawska. Potrafi zadbać sama o siebie. Czasami chamska.
Niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego aŁtoreczki upierają się wciąż uważać chamstwo za zaletę?
Bo kultura osobista jest oznaką słabości?

Uwielbia ryzyko, chociaż wie, ze nie zawsze ono popłaca.
Jej postacią animagiczną jest puma, sokół i rekin i trestal.
Fruwam, biegam, pływam i straszę ludzi, pełen serwis.
<nagle głupieje> Dlaczego rekin?
Może ze względu na apetyt?

Potomkini Piątki Najwyższych.
Oraz kolejnego wielkiego pojemnika z genetyczną zupą.

Ma w sobie krew Druidów, Wampirów, Elfów, Willi,
Willi. Aha. Cóż, w moich proletariackich żyłach płynie tylko krew bloku z wielkiej płyty.

Nekromantów, Neffarów, Czarnych i Białych Aniołów.
Oraz Zielonych, Fioletowych i Żółtych-w-Sraczkowate-Kropki.
Na hasło "neffar" Wujek Gugiel pyta podejrzliwie: "czy chodzi ci o zespół Nefer?".


Księżna Arlekinów, jak i Białych, i Czarnych Aniołów.
Arlekiny to, jak mniemam, kundle biało-czarne?
Tak, to te z czerwonymi nosami i idiotycznymi guzikami przy kaftaniku.
A tak wygląda jej strój koronacyjny:

Kobieta o ognistorudych włosach i orzechowych oczach. Wysportowana sylwetka dodaje jej uroku.
I tu aŁtorka ma u mnie duży plus: potrafiła prawidłowo zapisać złożony przymiotnik.
Zresztą z ortografią tu akurat nie jest źle. Gorzej z gramatyką, a już zupełnie kiepsko z sensem.
  
Kathy Black
Nike - Kuzynka Harrego i Juliette.
Załóżmy jakąś Ligę Obrony Greckich Bogów, co?
Prędzej producent obuwia pozwie aŁtoreczkę. Co za czasy...

 Wychowana w Stanach, gdzie mieszkała wraz z matką i Juliette. Miła(czasami). Najczęściej brawurowa, odważna, zwariowana i wybuchowa. Inteligentna i błyskotliwa... to tylko kilka z jej cech charakteru. Szatynka, o pięknych, długich włosach i piwnych oczach i wysportowanej sylwetce.
Ma w sobie krew Willi, Druida i Elfa.
Słabiutko!
Druid z Elfem spotkali się w Willi. To brzmi jak poczatek głupiego dowcipu.

Jej formą animagiczną jest potężny pies, sokół i piranię.
Kudłata ryba ze skrzydłami?
Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego w przypadku animagów nie działa prawo zachowania masy.No, chyba że chodzi o potężnego sokoła i zajebiście wielką piranię.

1. Ciemność...
Zaczynam. Czy wam się to podoba, czy nie:P
Zaczynamy analizę. Cóż, aŁtorce się to raczej nie spodoba.
Ciemność. Tak. Zgadza się. Ciemność widzę, widzę ciemność!

Był piękny, ciepły poranek...Źle. W końcu był już wieczór!(Mam nadzieję, że się nie obrazicie, jak zacznę jeszcze raz:)
Proszę uprzejmie. Proszę się nie denerwować. Nie gryziemy.

Był ciepły wieczór. Kraina Smoków. Źle. W końcu to się dzieje tuż obok nas, w Londynie. Więc jak może się to dziać w Krainie Smoków???
Normalnie. Przenikanie światów.
No, akcja się rozpędza. Sineiro, cukierka? Poczęstuj się.

Był ciepły wieczór. Londyn. Było dosyć późno(tak chyba mogę zacząć ?), więc prawie nikogo nie było już na ulicach.
Uff! Po długich i ciężkich zmaganiach przebrnęliśmy przez początek. Aż boję się pomyśleć, co będzie dalej.

Chodnikiem szedł chłopiec, a raczej młodzieniec.
A raczej dziecko. Nie, jednak niemowlę.
Źle. W końcu to był stuletni starzec.
Szedł, a raczej biegł.

Oczy zielone, kruczoczarne, roztrzepane włosy, wysoki, noszący okulary. Miał bliznę w kształcie błyskawicy na czole. Miał około szesnaście lat.
I mógł już schodzić na śniadanie.
Niestety, nie mógł wykonywać lekkiego makijażu.
Z tym to nigdy nie wiadomo, nie przesądzaj z góry.

 Ubrany był cały na czarno. Czarna koszula, spodnie i również czarne adidasy.
Brudny... tfu, Mroczny Harry.
Czarne skarpetki, czarne majtki, czarne podwiązki.

Chłopak, uważany przez mieszkańców Mongolia Road za zbója, tak naprawdę nim nie był.
Mongolia Road? To w dzielnicy imigrantów? Chyba dość daleko od Magnolia Crescent i Privet Drive...
To obok Kazachstan Lane!

 Spytacie zapewne: No to kim był?
Córką Voldemorta?
Kucyponkiem?

Lub, po co o nim piszę?
Właśnie?

 Otóż młodzieniec, o którym mowa nazywa sie Harry Potter. Nazywają go różnie, między innymi Wybraniec, lub Chłopiec-Który-Przeżył, lub Bliznowaty.
Ewentualnie Czarnowłosy lub Zielonooki. Być może nawet Avadziooki, ale za to głowy nie dam.


Wszedł do pokoju. Panował tam mrok. Chciał zapalić światło. Nie dało się.
Oooo, Harry się bawił w świadome śnienie? Zapalanie światła to tak zwany "reality check" - jedna z metod sprawdzenia, czy śnimy.

Pomyślał, ze to jakaś awaria,
Po chwili przypomniał sobie o stercie niezapłaconych rachunków.

Mylił się.
To żarówka. Tak długo już darzyła go swoim światłem! Ale tego dnia, właśnie tego feralnego dnia, jej druciane serce nie wytrzymało.

Nagle usłyszał kroki. Kroki w jego pokoju? Któż to może być? -Zastanawiał się Harry.
Święty Mikołaj?
Elf z druidem, Zeusem, nekrofilem, jednorożcem oraz akordeonistą, czyli wizyta krewniaków

-Długo Cię nie było Harry.- powiedziała zakapturzona postać . Harry domyślał się kim ona może być. Śmierciożerca.
Nikt inny nie nosi już takich obciachowych, kapturzastych płaszczy.

Nagle Harry zobaczył jak jakiś czerwony błysk leci w jego kierunku, a potem widział już tylko ciemność.
Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę.

Harry obudził się. Znajdował się w jakimś bardzo małym  pomieszczeniu w którym było strasznie zimno. Zamrażarka?
Schowek na szczotki w lodowym hotelu.

Nie pamiętał, jak się tu dostał.
W dodatku suszyło go strasznie i bolała głowa.

W środku znajdowało się tylko łóżko, które stało pod ścianą i mały stolik, który stał zaraz obok łóżka. Na stoliku stał kufer Harrego.
Który stał na stoliku obok łóżka. Które stało pod ścianą.

Tak stał na stoliku, [o, zgadłam!] ponieważ został zmniejszony do rozmiarów pudełka od zapałek. W pomieszczeniu było małe okno. Harry wspiął się i wyjrzał przez nie. Zobaczył las. Las... krzyży?
Był ogromny.
Z okna było doskonale widać nie tylko cały ogromny las, ale i góry, pola, rzeki, Chiński Mur, kangury i frontową ścianę budynku, w którym znajdował się Harry.

W niczym nie przypominał tego obok Hogwartu.
Rósł korzeniami do góry.
Zamiast pni były metalowe słupy. A zamiast koron - klosze. Tylko żarówki były przepalone.

W pokoju, w którym się znajdował były drzwi, miały kraty. Harry poczuł się jak w więzieniu, ale w końcu był więziony, więc zbyt dużej różnicy nie było.
Jakie to... odkrywcze.

Nagle drzwi się otworzyły. Wszedł ktoś kogo Harry na pewno nie chciał widzieć. Lord Voldemort, bo tak się nazwał Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, albo Sami Wiecie Kto... znany pod pseudonimem Sarah K.

-Witaj Harry- powiedział Voldemort. Gdy to wypowiedział Harry'emu przeszły ciarki po całym ciele. Był zdenerwowany, blizna strasznie go piekła, serce waliło jak młot, ale nie dal tego po sobie poznać.
Zbyt wiele opek widział w życiu. Co gorsza, były to także opka yaoi. Bo wyobraźnia aŁtoreczek nie zna granic ni kordonów!

Nie chciał być uważany przez Voldemorta za tchórza.
Potomek pegaza, smoka, elfa, ponuraka, wampira, płonącego ptaka i rycerza Dreptaka miałby poczuć cykora?!

-Czego chcesz i po co mnie tu ściągnąłeś?- zapytał Harry poważnym, męskim i pewnym siebie głosem.
Na całe szczęście, mutację zdążył przejść zeszłego lata.
Miał nadzieję, że to nowe, obce, męskie brzmienie głosu ostudzi nieco rozpalone zmysły Voldemorta.

Nie wiedział co ma myśleć o tej całej sytuacji. więc postanowił nie myśleć wcale.

-Jak to Harry? Nie domyślasz się?
 Harry zadrżał. Wolał się nie domyślać. Myśl, że Voldi czytał te same opka, była zbyt przerażająca.

Chcę, abyś dołączył w moje szeregi, a ściągnąłem Cię tu, aby Cię do tego nakłonić.-
Noł, rili? Już nie chce go zabić? Odmieniło mu się? Sybilla wygłosiła nową przepowiednię?

odpowiedział Voldemort z uśmiechem na twarzy, zachował jednak spokój.
*facepalm* Uśmiech Voldka. Bezcenne.
Może dlatego wolał robić straszne grymasy, bo wiedział, że ma uśmiech dobrodusznego idioty?

-Nigdy do Ciebie nie dołączę. Nie potrafisz tego pojąć, czy jak? Takiej krzywdy, jaką ty mi wyrządziłeś nie zapomina się, ot tak. A może już tego nie pamiętasz, co?-Powiedział Harry, lekko zdenerwowany.
Leciutko. Stoi przed potężnym czarnoksiężnikiem, który już ładne parę razy próbował go zabić, którego mocy wyślizgiwał się tylko dzięki własnemu szczęściu i poświęceniu innych, a który teraz więzi go, bezbronnego. I lekko zdenerwowany, prowadzi z nim towarzyską konwersację.

-Oczywiście, że pamiętam. Jak mógłbym zapomnieć śmierć Lily i Jamesa Pottera. Takich wydarzeń się nie zapomina. Będę go pamiętał do końca życia. Jako dzień, w którym dobro wygrało bitwę, ale nie wojnę. Ta jeszcze trwa. Więc jak przyłączysz się do mnie i staniesz po wygranej stronie?-Odpowiedział i zapytał drwiąco Voldemort.
Sam zapytał, sam odpowiedział, po co mu w ogóle jakiś rozmówca?
On tak specjalnie, żeby skołować Harry'ego.

-Nigdy i zapamiętaj sobie jedno. Zło jeszcze nigdy nie wygrało z dobrem. Nigdy. Nigdy też nie wygra. Aha i zapomniałeś jeszcze o jednym. Zakon zacznie mnie szukać!- Ze złością odpowiedział Harry.
A w ogóle, to zostaw mnie, bo zacznę krzyczeć!
Po czym tupnął i "zrobił żółwika".


-To się jeszcze okaże...-rzekł Voldemort, po czym szybkim ruchem wyciągnął z płaszcza różdżkę i rzucił Cruciatusa. Harry padł na podłogę, którą o dziwo był parkiet. Harry lekko się zdziwił,
*Zanim ze śmiechu sturlam się pod biurko, najpierw sprawdzę czy mi podłogi nie podmienili.
O dziwo, to nadal jest parkiet!*

Zdziwił się, bo po Voldku spodziewał się klepki hebanowej lub wenge, no, ewentualnie czarnego dębu, a zobaczył sosnę. Zwykłą, nielakierowaną sosnę.
Instynkt dekoratora wnętrz działa nawet w sytuacji ekstremalnej.

ale teraz nie mógł o tym myśleć, gdyż czuł, jak jego ciało przeszywa ból. Nawet nie zauważył, kiedy Voldemort wyszedł.
Niepojęte - rzucić Cruciatusa i wyjść, zamiast cieszyć oczy widokiem zwijającej się z bólu ofiary. Jestem zdegustowana!

Harry jeszcze długo leżał na podłodze, kilka razy próbował już wstać, lecz jak tylko wykonał drobny ruch, ból powracał. Więc leżał w bezruchu, mając czas na rozmyślanie.
Longbottomowie po Cruciatusie oszaleli z bólu, a ten sobie cicho leży, patrzy w sufit i rozmyśla.
O klepce sosnowej.
Bo on twardy jest, nie mientki!

Bardzo tęsknił za Syriuszem, teraz wiedział, co to jest prawdziwy ból i co czuł Syriusz, gdy został niesprawiedliwie osądzony. Jego ból  jednak różnił się od bólu Harrego.
Zaiste, zgwałcone poczucie sprawiedliwości boli bardziej, niźli zgwałcone poczucie estetyki. Ale ta klepka...

Tego był pewien Harry, bo Syriusz miał ból w sercu, którego trudniej się pozbyć , a nie na ciele, w końcu taki ból idzie znieść .
O, filozofia!

 Więc Harry z trudem, ale wstał.
Wstał. Od drzwi ciągnęło, w dodatku było niewygodnie i twardo.

Wyjrzał przez okno. Bardzo lubił ten widok, był tak tajemniczy...
A kiedyż go zdążył polubić? To wciąż ten sam dzień, kiedy go porwano!
Ojej no, w międzyczasie.
Pokochał go od pierwszego wejrzenia.

 Harry położył się do łóżka, nie był śpiący, ale co innego mógł tutaj robić?
Hmm... planować ucieczkę? Próbować skontaktować się z przyjaciółmi?
Poryczeć sobie z bólu?
Zamienić się w żywiołową jaszczurkę i spalić ten bu... bałagan?

 Harry był pewny, że jego porwanie było już od dawna planowane. Voldemort wiedział, co robi. Nawet nie mógł różdżki użyć , bo jest w kufrze, a kufer jak wiadomo został zmniejszony.
A swoją drogą, co za troskliwi porywacze, kuferek też zabrali...
Uznali, że więźniowi przyda się zmiana bielizny. Dbali o własne powonienie.

 Harry zasnął. Po raz pierwszy od dawna zasnął w głęboki sen...
Zasnął głębokim snem i runął w głęboką otchłań sennego słownika.
Porwanie, uwięzienie, zagrożenie życia - lepsze na sen niż końska piguła!
Coś sugerujesz? Mam się wybrać do Czeczenii?
Możesz oddać się w ręce wkurzonej Sierżant!
To już lepiej Czeczenów rozwścieczyć...


Dni mijały. Voldemort przychodził codziennie. Na początku raz dziennie, ale teraz już po kilka razy. Harry nie wiedział z jakiego powodu, ale wiedział, że Voldemort jest szczęśliwy.
Ach, Harry, chłopcze... Wreszcie mam cię tylko dla siebie!
Opędzić się od niego nie mógł. Swoją drogą - Harry, przez te skomplikowane koneksje ze wszystkim co się rusza, nie był też spokrewniony z Voldemortem? Wujo Voldi, poza innymi zaletami swego nietuzinkowego charakteru, był także kazirodkiem?
Incest, incest! Bez twin-!

 Zawsze gdy wchodził taki był, ale jak wychodził, był już wkurzony, bo Harry
dzielnie bronił swojej cnoty?
Nie rozumiał jego czułych spojrzeń.

 nie chciał się zgodzić na wstąpienie w  jego szeregi.
Eeee...
To była oficjalna wersja.

 Harry płacił  za swoje nieposłuszeństwo. Rzucał zawsze czym rzucał? [rzucał rodową porcelaną z herbem. Wkrótce w zamku nie było już ani jednego całego talerza.] , gdy przychodził i słyszał odmowę. Mniej więcej po dwóch tygodniach Voldemort zlecił jakiemuś poddanemu ubiczować Harrego. Jeśli ubiczować, to ze skutkiem śmiertelnym. Koniec opka? Harry czuł się fatalnie, miał katar, łeb mu rozsadzało, a tu jeszcze coś takiego. Biczowali go 20 razy. Nie prościej było raz, a dobrze? Niemiłosiernie bolały go plecy. I w krzyżu go łupało.  W połowie Harry tak dostał, że rozcięcie ma od środka klatki piersiowej.
Aż było widać łepek aliena.
Ślurp! tata? mama?

 Harry myślał o ucieczce, ale nic mu nie przychodziło do głowy...
Mógłby zrobić podkop, ale nie chciał niszczyć parkietu.

Kolejnego dnia, rano Harry poczuł jak jego siła rośnie. Nie wiedział z jakiego powodu, ale rośnie.
Siła? Dobrze wiedzieć, bo już myślałam...
Jak to jest? Leży bohater w łóżku i czuje, że mu siła rośnie. Znaczy... mięśnie mu trzeszczą?
Mięśnie trzeszczą i się wzdymają, aż pościel szeleści


 Nagle drzwi się otworzyły. Harry myślał, że to Voldemort, ale się pomylił. Był to jakiś Śmierciożerca, który przyniósł Harremu śniadanie. Harry schował się za drzwiami, a gdy owy (ÓW, do jasnej cholery, ÓW!!! Czy one nigdy się nie nauczą?) Śmierciożerca zobaczył, że Harrego nie ma w pomieszczeni wszedł do środka i zaczął się rozglądać. Bystry był, nie ma co. Wtedy Harry zaatakował.
Walnął go drzwiami. Albo sosnową klepką.
Jaki podstęp, co za brawura! *z niedowierzaniem kręci głową*

Wyrwał mu różdżkę, rzucił zaklęcie, zabrał kufer i wyszedł, po czym zamknął Śmierciożerce w celi i rzucił na nią zaklęcie wyciszające. I zaczął biec, szukając wyjścia.Trafił na dwóch Śmierciożerców, ale szybko sobie z nimi poradził. Użył „drętwoty”. Znalazł wyjście, po czym wbiegł do lasu.
Jeśli to takie proste, czemu nie zrobił tego wcześniej? Widać lubi być więziony i chłostany!
Oczywiście! Dodaj do tego piękny widok z okna. I parkiet... Żal mu było to wszystko rzucać.
To przez to rozcięcie od środka klatki. Strasznie mu w płucach zaczęło rzęzić, więc stwierdził, że to już lekka przesada.


 [Harry w lesie traci przytomność, odnaleziony przez jakiegoś starszego mężczyznę, trafia do jego domu]


-Dlaczego i jak się tutaj znalazłem?-zapytał.
- Głupia sprawa. Myślałem, że nie żyjesz, a akurat skończyła mi się karma dla psa, więc... Nieważne.

-Więc byłem na misji.
Duszpasterskiej?

Misja była, w sensie, że jest tajna, nie no, to jest zupełnie bez sensu... poznasz ją dopiero pod koniec swojego pobytu tutaj. Moja misja składała się z dwóch części.
Składane misje tylko u nas! Nasza rewelacyjna, składana misja mieści się w każdej szafie!

Pierwsza-tajna, ale druga, nie związana z pierwszą polegała na odnalezieniu Ciebie. Wiem, że się trochę zdziwisz, ale tak.
Faktycznie, choć misja składała się z dwóch części, to nie były one ze sobą powiązane. To taka innowacja. Łatwiej zmylić przeciwnika.

Szukałem Ciebie. Nie miałem pojęcia, gdzie mam Cię szukać, ale w tym momencie w lesie usłyszałem kroki. Myślałem, że ktoś szykuje atak na mnie, ale się pomyliłem. To byłeś ty.
Pierdoła nie agent, po prostu.
W dodatku z obsesją prześladowczą.

-Więc tak, na początku powinieneś wiedzieć, że jesteś potomkiem Założycieli Hogwartu. Powinieneś także wiedzieć, że jesteś potomkiem Merlina Wielkiego.
No ba. Przecież aŁtoreczkowy Harry nie może być byle plebejuszem i pół-mugolakiem. Nie wypada, po prostu nie wypada!
Czyli jednak Voldemort jest jego wujem.
Wszystko zostaje w rodzinie.

Twoja mama była dziedziczką Salazara Slytherina i Roweny Ravenclaw. (...) Twój tata jest potomkiem Godryka Gryffindora i Helgi Hufflepuff. (...)
A teraz przewińmy tekst - gdzie się podziały te wszystkie wampiry, elfy, wille i bloki z wielkiej płyty?

Aha. I jeszcze jedna taka dziwna rzecz. W rodzinie twojego ojca rodzili się same dzieci (rodziŁy się, kurza nać!) płci męskiej, a w rodzinie twojej mamy- płci żeńskiej.
Wniosek jest prosty: Harry musi być obojnakiem.
Yyyy... transseksualista? Na Paradach Miłości występuje jako Facet z Biustem w różowym stroiku z piór?
Przecież Voldemort umrze ze śmiechu, gdy zobaczy taki obrazek...

Cóż... Każdy sposób dobry, by pokonać Voldka!

 Więc ten temat już skończyliśmy. Teraz pozostaje następny. Otóż przebywasz tutaj, gdyż Założyciele Hogwartu wraz z Merlinem na czele
Cud medycyny magicznej: Merlin wysunięty z ramienia na czoło.

 postanowili założyć małą grupkę ludzi, w tym przypadku młodzieży, żeby zwalczyły całe zło na tym świecie,
To znaczy, wprowadzili przymusową naukę gramatyki na rozszerzonym poziomie?

czyli zabili Voldemorta.
Eeeee...
Przewidzieli narodziny Toma Riddle'a i utworzyli fundację, która miała rozpocząć działalność w kilkaset lat po śmierci założycieli. Rany, przecież to jest głupie... Nie prościej było zainwestować w antykoncepcję?
Tu się mylisz, Sine. Oni żyją! Ale nie uprzedzajmy faktów...

 Pozostaniesz tu dwanaście lat, aby nauczać się przydatnych ku temu rzeczy.
(...) Na zamek, las i całe podwórko rzucone jest zaklęcie czasu.
Na zamek, las i całe podwórko, aż do tamtego trzepaka.
Ale chodzi o to "podwórko" w obrębie murów zamku czy to "podwórko" pod zamkiem? Bo, jakby się kto pytał, te podwórka się nazywają trochę inaczej i nie wiem, czy zaklęcie zostało sformułowane wystarczająco precyzyjnie.

 Jeżeli w normalnym świecie minie minuta, tutaj minie rok. Więc nie będzie Cię dwanaście minut. Jakiś problem?- powiedział z rozbawieniem Thorn.
- Co z rokiem przestępnym?

-Oczywiście,że nie.-Odpowiedział Harry.
Nie, skąd. Tylko po powrocie Dumbledore i inni trochę się zdziwią, jeśli zamiast szesnastolatka spotkają faceta pod trzydziestkę.
Nie wolno ufać nikomu, kto skończył trzydziestkę!

Gdy Harry męczył sie z zaśnięciem pewien starszy człowiek siedział w pewnym zamku, w pewnym gabinecie, w którym znajdował się pewny feniks. Tym starcem był Albus Dumbledore. Myślał nad tym, gdzie jest Harry.
Kocham tę aŁtoreczkową precyzję opisów.
Niestety nie napisała, czegóż to ów feniks był taki pewny.

Gdy nastał poranek Harry wstał. Rozejrzał się po pokoju, próbując uwierzyć w wszystko, czego się wczoraj dowiedział.
Co prawda wcześniej męczył się z zaśnięciem, ale w nocy starannie unikał prób uwierzenia w cokolwiek.

Nagle na stoliku zobaczył pergamin. Wziął go do ręki i zobaczył, że coś tam na nim pisze.
Pióro samopiszące, zapewne.

 Przeczytał. Pisało tam, że ktoś przyjdzie po niego o dziewiątej rano.
Widać pióra samopiszące wieszają się niczym rasowy windows i mielą w kółko tę samą linijkę.

-To są wasi nauczyciele. Zaczynając od prawej, to Sophia, Eleanora, Rebecca, Jarsha, Shrrgnien. Będą was nauczać większości przedmiotów.
Przedmiot numer jeden: prawidłowa wymowa imion prowadzących.
Szrrrr... Szrrrrgggg... Khe, khe!

 Miejcie dla nich szacunek, bo inaczej nie wiem,jak przetrwacie te dwanaście lat. Aha. Zapomniałbym, ja tez jestem waszym nauczycielem, a dla przypomnienia, to jestem Thorn.
 (W tym miejscu aŁtorka wzięła do ręki dowolny podręcznik RPG i otwarła go na stronie opatrzonej tytułem "Spis umiejętności". Tyle że w erpegu się ich losuje KILKA, stosownie do postaci.)
Ale jakby tak stworzyć erpeg dla Mary Sue...? Jak myślisz?

Będziemy was uczyć: walki wręcz i białą bronią, zaklęcia ataku i obrony. Strzelania z łuku i kuszy. Odporności na ból fizyczny i psychiczny. Magii Wampirzej, Żywiołów,Indywidualnej, Nekromanckiej, Umysłu, Wcielenia, Druidzkiej, Elfiej, Neffrza, Starożytnej, Smoczej, Eksperckiej Czarodziejskiej, Czarnej. Animagii. Telepatii, oklumencji i leglimencji, w tym teleportacja Neffrza.
Wujek Gugiel nadal odmawia zeznań w kwestii tego, czym są Neffry/ Neffary/ Neffarze.
Może coś z nerkami? Demon Kamienia Nerkowego?
Skoro coś jest elfie, wampirze, smocze czy "neffrze", to chyba, do jasnej cholery, jest właśnie elfie, wampirze itp., co POWINNO oznaczać, że jest dostępne dla określonej rasy i żaden Kowal... tfu, Potter NIE POWINIEN móc się tego nauczyć, bo to się najnormalniej w świecie nie trzyma kupy. No tak, ale od KOGO ja wymagam?
Ale weź pod uwagę tę mieszankę genetyczną, jaką mu zaserwowała aŁtorka. Może jednak mógł?

 Uzdrowicielstwa, w tym Wampirzego, Druickiego i Elfiego.
Druicki to ten kuzyn Piłsuckiego? i Kickiego.
Jakie Icki?

 Szpiegostwa. Skradania się, wtapiania się w otoczenie poprzez udawanie lampy stołowej , maskowania uczuć,Teleportacji bez charakterystycznego trzasku. Przywołania demonów i potworów z otchłań piekieł. Aktorstwa., medytacji, chodzenia po ścianach, lewitacji, dowolnej transmutacji, do tego eliksirów, cały zakres Hogwartu. Nawet jak o czymś zapomniałem to i tak was tego nauczą – dodał po zastanowieniu.
Ratunku! - pomyślał z przerażeniem Harry. - Voldi, gdzie jesteś?! Zabierz mnie stąd!
Lecz po zastanowieniu się przyznaję - część tych umiejętności może się przydać w życiu.
Chętnie bym sobie przywołała jakiegoś demonka, a Ty?
Ba! No i trochę dalej okaże się, że Harry świetnie daje sobie radę jako kieszonkowiec. Te wszystkie zajęcia z oklumencji, teleportacji i umiejętności chodzenia po ścianach - nie poszły w las.
Pier... Hogwart, zostań ninja!

Drużyna liczyła pięć osób. Był to Harry Potter, Maya Bilik, Arya Avis, Gabriel Higger, Charmond Higger(powiedział, ze mają go nazywać Char). Drużyna miała także swoją strażniczkę,która była Elizabeth Mika. Harry wiele się o nich dowiedział. Wszyscy byli w jego wieku.
Komando Małolatów do Ratowania Światów.

Lekcje zaczęły się normalnie.
Dzwonkiem i dzikimi wrzaskami?

Nic nie wskazywało, jaki horror Harry będzie musiał przeżyć jeszcze na tej pierwszej lekcji. Tą lekcją była wytrzymałość i odporność na ból. Na początku nauczycielka kazała Harremu i jego nowym przyjaciołom z drużyny pobiec naokoło jeziora, gdzie znajdowała się ich klasa. Tą lekcje mieli na podwórku.
Jezioro leżało tak pomiędzy trzepakiem a garażami, trochę w lewo od śmietnika.
Klasa była w jeziorze? Czy jezioro w klasie?

 Gdy wszyscy już przebiegli nauczycielka powiedziała,że to było rozgrzewka i, ze mają jeszcze przebiec 100 kółeczek.(...)W oddali jeszcze usłyszał, jak nauczycielka woła, ze jak skończą, to mają jeszcze zrobić 500 pompek, 500 brzuszków i tyle samo wyskoków, a jak skończą, to mająsię zgłosić do niej, żeby mogła zadać kolejne zadanie.
Wykończmy ich pierwszego dnia, co się będziemy dwanaście lat męczyć.
Albo to jezioro było niedużym bajorem, albo nauczycielka miała głos jak dzwon.
Musiało się zmieścić na podwórku, więc może to w ogóle była tylko solidniejsza kałuża?
Wygląda na to, że nauczycielka była kretynką. Nawet najbardziej morderczy trening nie polega na paleniu mięśni. Ech, znowu szukam sensu tam, gdzie go być nie może...

-Otóż długo przed twoimi narodzinami, kilkaset lat temu, pewien wróżbita wypowiedział przepowiednie. Nikt na razie nie wie, do kogo jest ta przepowiednia skierowana, a brzmi ona tak:

Gdy Czarny Pan odrodzisię, dzięki temu,
który go unieszkodliwił go na całe trzynaście lat,
Czarny Pan zyska siły, o których nawet nikt nie śmiał marzyc.
Khem... a czy wróżbita "kilkaset lat temu" zdążył przepowiedzieć w ogóle pojawienie się Czarnego Pana?
No przypuśćmy, że jednak.
Do luftu. Szanująca się przepowiednia powinna mieć rymy, najlepiej częstochowskie.

Lecz zjawi się chłopiec, zrodzony z wielkich czarodziei,
będzie on pierwszym potomkiem wszystkich pięciu największych czarodziei,
Wcześniej nie znano metody in vitro.
Ale przecież znano grupowe igraszki.
W dodatku mamy upragnione rymy. Jak wiadomo, [czarodziei] świetnie rymuje się z [czarodziei].

Tak zwany Rym Bardzo Dokładny.

Ów chłopiec pozna, co to ból, pozna również, co to samotność.
I pozna bezkresny smak bezsensu i mhroczną głębię nastoletniego wyalienowania... Aż z tego wyrośnie.
Albo i nie.

Chłopiec, który dopiero gdy skończy piętnaście lat dowie się
kim naprawdę jest,
Mutantem wielogatunkowym?
I czym są zakwasy.

I tylko ten chłopiec będzie miał wystarczającą moc i siłę, żeby pokonać tego,
który zabił mu rodziców.
Lecz chłopiec nie dokona tego sam. Dokona tego wraz z swoimi przyjaciółmi.
A chłopiec będzie musiał wiele przeżyć, wiele odbyć szkoleń, żeby mógł kontrolować swą moc.
Phi, też mi wróżba. Równie dobrze mógłby stwierdzić "A chłopiec będzie musiał pójść do szkoły, żeby nauczyć się pisać i czytać".
 Kiedyś takie wróżby można było na odpustach z pudełka wyciągać i w dodatku pozwalano pogłaskać tresowaną małpę .

Domyślam się, o kim jest ta przepowiednia. Otóż Harry dotyczy ona Ciebie.-kontynuował Thorn-jeszcze nie wiem, jak wielką masz moc, ale jak głosi przepowiednia, to nawet nie jesteśmy sobie takiej wyobrazić.
Ałtorka też nie. Ciągle słyszymy o tej wielkiej mocy, ale żeby tak zobaczyć ją w działaniu... nic z tego!
Bo ona jest taka wielka i niesamowita, że aż jej nie widać. I na tym polega jej wyjątkowość.

 Jeszcze trochę i dowiesz się prawdy, gdyż w przepowiedni pisze (Trzymajcie mnie, bo nie zdzierżę!) , ze w wieku piętnastu lat, dowiesz się wszystkiego.
Piętnaście skończyłem rok temu i nadal nic nie wiem - stwierdził Harry. To nie o mnie, szukaj dalej!

Dawni przyjaciele, już zapomniani,
zdradzili tego, co nie wiedział co czyni,
Zupełnie jak aŁtorka?

będą dawali informacje wrogom
i szpiegować będą tego największego
Największego wroga, jak mniemam.

lecz na szczęście w porę się dowiedział
i już nową przyjaźń zawiera.
Definicja słowa "przyjaźń" wydaje się tutaj wyjątkowo elastyczna.

Lecz strzeżcie się, gdyż ta przyjaźń trwać będzie wieki
i nie rozdzieli ich nawet ogień, niebo i śmierc.
Co Kropelka sklei sklei...
Nostradamus przy tym to pętak.

Więc widzisz Harry, że Ronald i Hermiona będą Cię szpiegować, musisz uważać, ale nie możesz dać po sobie poznać, że wiesz, że Cię szpiegują. I na początku będziesz musiał udawać, ze dalej jesteś ich przyjacielem.
To się nazywa Swobodna Interpretacja.

Masz jakieś pytania??
-Tak. Dlaczego to zawszeja muszę byc tym chłopcem, który ratuje świat?-zapytałHarry.
Bo wpadłeś w łapy aŁtoreczki!
A kto w ogóle tu mówi o ratowaniu świata?

W końcu wszedł do klasy ich nauczyciel. Wszyscy od razu powiedzieli grzecznie:
-Cześć.
- Siema! Joł, ziomale!
Snape by ich zabił za takie powitanie...
Mało, że by ich zabił. On by to robił powoli i starannie. Na tyle powoli, że mieliby czas rozważyć nowe znaczenie słowa "grzeczność".

-Witam was na naszej pierwszej lekcji animagii.(...) Więc w jakie zwierzę chcecie się zamienić? Podkreślam, ze będziecie się uczyć zamieniać w trzy zwierzęta.
Nie zdziwcie się więc, jeśli ockniecie się z łbem kozy, tułowiem jaszczurki i pawim ogonem.
Będzie to trochę krępujące, ale bywają większe nieszczęścia.
Czy można zamienić się w trzy dżdżownice?

-Ja bym się chciała zamienić w kruka, tygrysa i kota domowego.-Powiedziała Eliza.
Nie śmiejcie się z niej, bo sama nie wie czego pragnie. Latającego tygrysa, rzygającego kłaczkiem?
Będzie skrzeczeć jak kruk, śmierdzieć piżmem jak tygrys i ignorować otoczenie jak kot. Na pewno przyda się w walce.

-Ja bym chciał się zamienić w lisa, sokoła i w psa.-powiedział Gabriel.
Będzie organizować nietypowe polowania na lisa z sokołami.

-A ja chciałbym się zamienić w myszołowa, lwa i orkę.-powiedział Char.
Orka. Owszem. Na ugorze.

-Długosię zastanawiałam, w jakie zwierzę mam się przemienić, ale wkońcu wybrałam jastrzębia, rysia i rekina małego.-Powiedziała Maya.
Chce zostać jaszczombem, żeby porywać dupelki?

-Jatak samo jak Maya długo się zastanawiałam jakie zwierzę wybrać, jakie domnienaj bardziej pasuje i które są dosyć waleczne i silne.Wybrałam wilka, orła i jelenia.-z śmiałością powiedziała Arya
-Niezły wybór.-powiedział Harry.
- Ja myślałem o misiu, koniku i kaczusi... no co się tak gapicie?

Zwierzęta, w które chcę się zamienić, wybierałem z precyzją. Zegarmistrzowską? Wszystkie musiały byc odważne, a co najważniejsze przydatne w walce, jakbym chciał się w nie zmienić, a na dodatek nie mogły byc za bardzo rzucające się w oczy, żeby można nimi przemierzać ulicę...(...)
-Wybrałem feniksa, ponuraka i jaszczurkę żywiołową.-powiedział Harry
Zwłaszcza feniks nie rzuca się w oczy. Kompletnie.
Feniks przyda mu się w karierze kieszonkowca, jak mniemam. Dla odwrócenia uwagi.
Przepraszam najmocniej, czyżby subtelna różnica między zwierzęciem a stworzeniem magicznym nie ma już żadnego znaczenia? Ach, a może to na tym polega ta wielka, wyjątkowa moc, której nikt nigdy nie widział?
Czy mnie się tylko zdaje, czy też w komentarzach wszystkich po kolei Analizatorów pobrzmiewa coraz większa irytacja? ;)

-Wiesz Harry, ze bardzo trudno jest się w to zamienić. Niektórzy potężni czarodzieje maja problem przemiany w jedno z tych zwierząt (zwłaszcza że w ogóle przemieniają się w tylko JEDNO zwierzę), a ty musisz sie przemienić we wszystkie trzy.-powiedział Thorn.
Co to dla Harry'ego Sue!
On nawet przemianę materii ma wspaniałą.

-Otóż jaszczurka żywiołowa to bardzo rzadkie zwierzę i bardzo mało czarodziei o niej słyszało. Ja wyczytałem o niej w książce, która nie powinna nigdy trafić w moje ręce, bo jest zakazana, ale dziwnym trafem się znalazła, więc ja przeczytałem.
Znalazła się... W koszu z brudną bielizną?

Jest jedna taka książka na świecie.
Ten co mi ją sprzedał, bredził coś o dziewiątych wrotach, ale nie wiem, o co mu chodziło.

Jaszczurka żywiołowa, to zwierzę, które potrafi pływać, latać i chodzić po ziemi.
Całkiem jak - dajmy na to - kaczka.

Potrafi również zmieniać swoje rozmiary. Może mieć od kilku centymetrów do dwóch metrów.
No bez przesady... Chyba że rozciąga się jak guma do żucia, to proszę bardzo.Tylko po co komu dwumetrowy makaron?

Posiada skrzydła, ale potrafi je również schować.
Do torebki.

Potrafi przetrwać we wszystkich warunkach. Nic sobie nie robi z ognia, wody, lawy, lodu itp. Jest bardzo zwinnym zwierzęciem. I to chyba na tyle.
Skrzyżowanie F16 z Panzerfaustem i bunkrem atomowym; ot, drobnostka.
Dzięki Boru, że "to chyba na tyle", bo stworzenie mogłoby jeszcze pluć jadem, zabijać wzrokiem, sikać na trzy metry w górę i grać na gitarze.

Wszyscy próbowali po kilka razy. Pierwsze odznaki (krajoznawcze? policyjne?) przemiany [materii???] można było zauważyć u Harrego, u którego gdzie nie gdzie pojawiły się pióra.
Różowe.
Na przykład w kuperku.
Ale za to sporadycznie.

 I to on jako pierwszy przemienił się w zwierzę.
Ależ niczego innego się nie spodziewaliśmy.
Szkoda tylko, że nikt nie potrafił określić, w jakie.
Nauczyciel też nie wiedział co to, więc na próbę kilka razy dźgnął to kijem, ale nadal leżało i łypało kaprawym oczkiem.

Od razu w pierwszy wieczór drużyna urządziła sobie imprezkę. Nie wiadomo skąd pojawił się na stole alkohol. Wszyscy sie upili, nikt nie zawrzał na takie coś jak jutrzejszy kac.
Podeszli do tego zadziwiająco chłodno.
Ciekawe, czy można wybiegać z siebie kaca w porannej przebieżce dookoła jeziora.
Po porannej zaprawie (100 kółek, 500 pompek, 500 brzuszków i Bór wie, co jeszcze) upili się jednym małym piwkiem.

Cała drużyna właśnie podążała na śniadanie. Żaden z członków się nie uśmiechał, bo niby z czego?
A niby jak?  *Marlenkizm w całej okazałości...*
Twardziele się nie uśmiechają.


Pewnej niedzieli, drużyna siedziała w pokoju Harrego i grała w butelkę. Było już sporo po północy, lecz oni się tym nie przejmowali. Zabawa tak naprawdę dopiero się rozkręcała, wiec nie było mowy-jak narazie-o jej zakończeniu.
Przynajmniej dopóki mieli na sobie jeszcze jakieś fragmenty bielizny.
Czy nastolatki naprawdę nie znają innych gier? Co blogasek, to butelka, aż do wyrzygania.

Po kilku godzinach-dochodziła już godzina piąta Harry przemówił:
-Zastanawialiście się, jak to będzie w Hogwarcie?
Khem... Jak wrócą do świata rzeczywistego, będą mieli po 28 lat i tyle wiedzy, że całe grono pedagogiczne będzie im mogło buty czyścić. Na kij im jeszcze Hogwart?
Kojarzysz Narnię? Jak wrócą, znów będą pryszczatymi smarkaczami.

-No a jak by miała byc. Będziemy wszędzie chodzić razem i takie tam.-powiedział Gabriel.
Całą szerokością korytarza, wrzeszcząc "Z drogi śledzie, bo król jedzie!"
Dziewczyny stadem będą odprowadzać się do ubikacji, a chłopcy będą sprawdzać, który najdalej pluje.
Ja też chcę "takie tam"! Chodźcie, zrobimy "takie tam", dobra?

-No właśnie, że nie będziemy mogli, bo wszyscy się skapną o tej przepowiedni i o naszej drużynie. Musimy to zataic.-wtrąciła się Arya.
A jak się nawet skapną, to co? Czyż wasza potężna magia nie jest w stanie zapobiec złym skutkom skapnięcia?
Za nic, bo gromady rozgorączkowanych fanek i fanów nie dadzą im żyć.

-Racja.-poparł ja Harry,po czym kontynuował-mam nawet mały pomysł. Będziemy tzw.Huncwotami, ale działającymi w ukryciu...-lecz Harry nie dokończył, bo wtrącił sie Char.
-A kto to jest, lub byli Huncwoci?
Hahaha, wiedziałam, że w tym przypadku tłumacz się za bardzo postarał. Toż "target" nie zna takich słów!

-No więc tak. Huncwoci, to cztery osoby, które zajmują się kawałami.
Znaczy, kabareciarze?

 Ich największym mottem było „Dzień bez kawału, to dzień stracony”.
Mniejsze motto, w którym nieśmiało wspominano coś o inteligentnych dowcipach, odpadło w przedbiegach.

Grupka ta powstała w 1959 roku w Hogwarcie.
Już na etapie zarodka wiedzieli, że będą Huncwotami.

 W składzie Huncwotów występowali: Peter Pettigrew, Remus Lupin, Syriusz Black i James Potter.
Peter - klawisze, Remus - bas, Syriusz - perkusja i James - wokal.

-powiedział Harry. Po chwili przerwy kontynuował- Jak juz mówiłem niż przerwał mi Char, możemy byc Huncwotami, ale działającymi w ukryciu.
Nie wiem, skąd u aŁtoreczek ta tendencja do robienia z Huncwotów jakiejś wręcz oficjalnej organizacji. To była tylko grupka przyjaciół! A może  - aż?
Nie byłoby tej tendencji gdyby aŁtoreczki wiedziały, co oznacza słowo "huncwot".

W Hogwarcie zrobimy sobie jakąś kwaterę i tam bedziemy obmyślac plany.
Niecne plany podboju świata! Mwahahahahaha!
W schowku na miotły zrobią sobie namiot ze starego koca.

No więc ja jako Gryfon będę się przyjaźnił tylko z Gryfonami.
*bardzo głośny dźwięk walenia głową w biurko*
A aŁtoreczka to nie słyszała przypadkiem o niejakiej Cho Chang z Ravenclawu? O Lunie Lovegood? O Cedriku Diggorym i Justynie Finch-Fletchleyu z Hufflepufu? O pochodzących z różnych domów członkach Gwardii Dumbledore'a? Szlag!
AŁtoreczka może i słyszała, ale wpuściła to jednym uchem i wypuściła drugim. Za to obudzona w środku nocy mogłaby precyzyjnie opisać stroje i fryzury bohaterów. Oraz jakiej firmy mieli skarpetki.

 Jeżeli natomiast jakaś osoba trafido Slytherinu, to będzie się przyjaźnić tylko z osobami z swojego domu. Natomiast osoby z pozostałych domów będą miały najlepiej, gdyż te dwa domy od zawsze żyją w przyjaźni, więc między nimi będzie przyjaźń. Natomiast między osobami z domu węża i lwa, czyli między Slytherinem, a Gryffindorem od zawsze panuje wrogość i właśnie tak będziemy się wobec siebie zachowywać. Więc plan mamy już ułożony.
Genialny plan, jego błyskotliwość aż mnie powala. Tylko co konkretnie zamierzają zrobić w kwestii Voldemorta, bo chyba do jego zwalczania zostali powołani?
Jak to co? Schowają się za drzwiami, a gdy Voldemort będzie ich szukać, to wyskoczą z kryjówki głośno wrzeszcząc. W efekcie, Ten-O-Którym-Nawet-Nie-Warto-Wspominać dwa razy charknie i zdechnie z przerażenia.
Eeee tam, padnie ze śmiechu. W sumie - liczy się skutek.


[Harry poznaje Piątkę Najwyższych]

Był bardzo samotny, co z resztą zauważyli jego nauczyciele. A byli nimi Godryk, Rovena, Helga, Slazar i oczywiście Merlin. Harry na początku spodziewał sie, że będą to osoby ok.70, a tu proszę. Okazało się, że ich ciała mają po dwadzieścia parę lat.
A umysły po pięć.
Rok założenia Hogwartu - 992. Na jakiej podstawie Harry spodziewał się osób około siedemdziesiątki?

 Slazar i Godryk najczęściej zachowywali się jak małe dzieci.
Zgadłam!
Bardzo zaawansowana demencja starcza. Jak ktoś pożył coś koło tysiąca lat, miał prawo zdziecinnieć.

 No może jak trochę większe dzieci. Zachowywali się jakby mieli po siedemnaście lat.
No, drobna pomyłka...

 Uwielbiali płatać figle. A szczególnie Harremu, jak on sam zauważył.
Khem... On tam ma się szkolić na pogromcę Voldemorta, czy na królewskiego trefnisia?
Cholera, może to tylko przypadkowa zbieżność imion?


Harry bardzo zżył się ze swoimi nauczycielami. Na lekcjach dawali mu wycisk, ale po zakończeniu ich zachowywali się jak przyjaciele.
Uwaga. A teraz będą obrazki ze ściśle tajnego szkolenia Harry'ego z piątką najpotężniejszych czarodziejów, jakich zna historia.

Pewnego poranka, gdy Harry jeszcze spał Gadryk i Slazar postanowili urządzić Harremu przemiłą pobudkę. Była gdzieś godzina piąta, a wczoraj odbyła się ”mała” imprezka, więc Harry jeszcze smacznie spał. Oboje weszli do komnat Harrego.
Standardowo zapytam: skoro "oboje", to który był kobietą?
Rzucamy monetą? Gadryk - orzeł, Slazar - reszka. Zresztą to nieistotne, bo żadnego Gadryka, ani Slazara nikt nie zna.
Po którejś z kolei "małej imprezce" i tak nie miało to już żadnego znaczenia.

 Poszli do łazienki, wyczarowali wiadro i wlali do niego wodę. Lodowatą wodę.
Nie prościej byłoby wyczarować samą wodę i posłać ją tam, gdzie miała się znaleźć?
Jest nawet na to zaklęcie - Aquamenti. Ale widoczne to na wiadro było zaklęciem z wyższej półki.

Co się później działo nie trudno się domyślić. A jednak. Stało się coś, o czym nikt inny nie pomyślał, co nikomu nie przyszło do głowy. Slazar i Godryk rzucili na Harrego zaklęcie przylepca*, po czym wyczarowali kołdrę z pierza i kilka poduszek, po czym zaczęli bić się na poduszki.
Mroczny i arystokratyczny Salazar Slytherin w walce na poduszki. Intrygujące.
Tylko po co im było wiadro z wodą?

 Nie łatwo się nie domyślić, że gdy skończyli, cały pokój był pokryty warstwą pierza, a co za tym idzie Harrego też nie oszczędzili, tylko że on miał jeszcze zaklęcie przylepca, więc tak szybko nie zrzuci tego z siebie.
Ee... mam się śmiać? Już?
Kogo otaczali w smole i pierzu? Niewolników w Alabamie? Krzywoprzysiężców, czy sodomitów? *ziewa*
A co z tym wiadrem?
Może włożyli mu na głowę i tłukli w nie kijami? Poziom takiego "dowcipu" nie odbiegałby od reszty żartów.

[Harry szykuje zemstę:]

Więc gdy tylko imprezka się zaczęła Harry przystąpił do działania. Wszyscy podawali mu jakieś trunki, lecz on jednym słowem wypowiedzianym w myślach przemieniał je w sok. I właśnie w taki sposób się nie upił. Był całkowicie trzeźwy.
Paaaie władzuchno, ja tylko soczek piłem! Jestem trzeźźźźwy jak śfffynia!
Matko Borska, ja nie wiem, jakim cudem ich wątroby wytrzymały to szkolenie. Przecież ono się składa głównie z chlania!

 Natomiast reszta nie potrafiła się utrzymać na nogach. Harry przetransportował ich do swoich kwater(każdego do swojej).
Żebyśmy sobie przypadkiem czegoś niewłaściwego nie pomyśleli.
Przecież właśnie napisała, że "każdego do swojej". Czyli wszyscy znaleźli się w kwaterze Harry'ego. No to ładna orgietka się szykuje!

 Odczekał godzinę, gdyż wiedział, że już na pewno będą spali twardym snem, po czym udał sie do ich kwarer. Na początku wyłączył wszystkim ogrzewanie, potem ubrałich w najzabawniejszą piżamę jaką znalazł. A była to piżama z misiami(taka jakie mają półroczne dzieci).
Znaczy, wszystkich razem w jedną piżamę?
Oczywiście, przecież wszyscy leżeli zwaleni na stos w jego kwaterze.

 Na piżamy i na ich ciała rzucił zaklęcie stałego przylepca**, a na deser jeszcze dodał kilka zaklęć. Np. Takie, że nie mogą przez 48h używać na sobie magii, i nikt inny nie może, zaklęcie, które powodowało, że nic innego nie mogą na siebie założyć, niż to,co mają obecnie i jeszcze wiele, wiele innych.
W tym momencie skończyły mu się punkty magii, więc poszedł szukać fontanny z "maną". Ewentualnie dozownika magicznej siły.

Ok. godziny piątej ponownie udał się do ich kwater. Na pokoje rzucił zaklęcie mrożenia i zimnego powietrza.
Rzucił zaklęcie Airconditionus.

Rzucił również zaklęcie zimnego otoczenia, więc będzie im troszeczkę zimno. Później, gdy temperatura w ich pokojach wynosiła już ok -10 stopni Celsjusza na wszystkie rzeczy w pokoju rzucił zaklęcie tak, żeby zamieniły sie w lód. Miały te same kształty, ale były wykonane z lodu. Na dokładkę cały pokój polał sosem czekoladowym., poczym zamontował kamery w ich sypialniach i poszedł do jadalni.
Och jejku, Harry, jakie to sprytne! A jakie słodkie! Jakie zabawne i w ogóle!
*idzie się pociąć lodem czekoladowym*
Przy sosie czekoladowym spadłam z krzesła. Cóż za wyrafinowany "final touch"!
Pojęcie "dowcipu" w rozumieniu aŁtoreczek każe mi przypuszczać, że to pokolenie nie dożyje dorosłości. Głupota, jak wiadomo, bywa zabójcza. I nie mogę się powstrzymać by nie rzec: "na szczęście".

Harry podczas lekcji z przodkami uczył się magii żywiołów i osobnej magii każdego ze przodków. Harrego żywiołem była: Ziemia, Woda, Powietrzei Ogień. Miał też jeszcze jeden, dawno zapomniany żywioł, a mianowicie metal.
Pewnie, a co się będzie aŁtoreczka ograniczać. Albo kazać mu wybierać.
Tjaa. Metal to straszny żywioł jest, nieokiełznany.
Planował zabić Voldka, puszczając mu Behemotha?


[I tak oto, na gadkach szmatkach i rzucaniu poduszkami, minęło dwanaście lat szkolenia Harry'ego i reszty. Następnego dnia wracają do domu]
 

Thorn pożegnał sie znimi i przypomniał, że ich wygląd jak wylądują będzie taki sam,jaki mieli przed szkoleniem, wszystko się będzie zmieniać stopniowo, ale mięśnie będą pracowały tak samo.
Znaczy co, będą musieli jeszcze raz przeżywać Durny Wiek Dojrzewania, trądzik, burzę hormonów i wszelkie formy młodzieńczej depresji? Moje szczere wyrazy współczucia...
I to u trzydziestolatków. Potworne.
Hahaha, dobrze im tak! <mroczny śmiech z offu> Nawiasem mówiąc, skoro wrócą do kształtów sprzed wycieczki, to ich mięśnie nie będą pracować tak samo, bo - sorry, Winnetou - też wrócą do kształtów SPRZED szkolenia.
Sine, masz łopatę i idź pod tamtą tuję. Mam podejrzenia, że właśnie tam aŁtorka zakopała ś.p. Logikę.

Postanowił, że jedną noc przenocuje na Nokturnie, a później pójdzie do domu przy Grindmud Place(chyba tak się to pisze, jak nie, to przepraszam przyp. Autorki).
Ghrrr! Nie przepraszaj, sierotko, tylko sprawdź! Gugiel nie gryzie, wikipedia też!
Sprawdzenie tego w wujaszku Guglu zajęłoby mniej niż napisanie powyższego zdania. Niestety, korzystanie z wujaszka wymaga posiadania więcej niż jednej czynnej szarej komórki.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

Wszechstronnie wyszkoleni Kura, Sineira i Jasza
oraz Maskotek Ninja
pozdrawiają spomiędzy konarów drzewa genealogicznego.


4 komentarze:

jasza pisze...

• Hoshi & Nami


Neffarz to o ile się nie mylimy z Hoshinu występował w Trylogii Bartimaeusa (http://pl.wikipedia.org/wiki/Trylogia_Bartimaeusa). Był to rodzaj dżina średniego poziomu, choć same długo myślałyśmy (około pół godziny), skąd my znamy tą nazwę ^^"
Choć nie damy głów,że to na 100% się tak nazywało,albowiem czytałyśmy to kilka ładnych lat temu,a wiadomo-pamięć ludzka bywa zawodna xD
Sprawdzimy jeszcze,idziemy do biblioteki i będziemy szukać. Choć głupota aŁtoteczki i tak jest powalająca...
H:Albo aŁtoreczka gdzieś to usłyszała i po prostu wykorzystała.
N: Wykorzystała... Biedny Neffarz. Zły dotyk boli całe życie. A tak wgl to istnieje też możliwość,że ktoś też napisał jakiegoś bloga gdzie była ta rasa a aŁtoreczka po prostu uznała, iż ów blog jest tak...hmm...fascynujący,że każdy go czytał,nie Hoshi?
H: Chyba... Wolę nie wnikać w szczegóły...
N: Co też te aŁtoreczki muszą czytać,że piszą takie głupoty...

• pop jak corn


ja się boję tego, co siedzi w głowie aŁtoreczek, bo to jest faktycznie przerażające xDDD

ale z drugiej strony (medalu) nie mielibyśmy sobie jak umilać życia... bez opek nie ma analizatorni, dlatego:

1)dziekuję wam aŁtoreczki za osiąganie coraz wyższych poziomów głupoty *klaszcze*

2)dziekuję wam ekipo s-u-s za coraz bardziej i bardziej kwikaśne analizy *ukłony*

• magdalena

Analiza genialna. :D

Co do opka, hm... ałtorka ma zajebiście bujną wyobraźnię.

• Miss Derisive


Jak może być nudno, skoro wciąż można znaleźć takie perełki... Blog pobił wszelkie rekordy głupoty. Analiza przecudowna ;D

jasza pisze...

Baja


Absolutne mistrzostwo ; DD

• Ome


Wieloosobowe analizy są boskie (takie, ekhm... analizowe orgie czy coś... grunt, że cudne!). Opko dobijające, ale jakie dawało Wam pole do popisu!

Jaszo, przekaż ode mnie pozdrowienia dla Waleriana. Jestem jego cichą fanką :)

• Sierżant


Leniwy Madziku, ZABILIŚCIE, nie zabiłyście. Jaszu jest mężczyzną.

Jak Bele kocham, kod: mfaja!

• leniwy madzik

*odgłosy dzikiego śmiechu*
zabiłyście mnie.^^ analiza kwikaśna, chyba nawet przeczytam sobie to opko... xD
pozdrawiam i niecierpliwie czekam na część drugą.^^

• Wiedzma

Trafilam tu za rekomnedacją i umarłam. Jesteście genialni!

• Triste


Poległam. Uśmiałam się, jak nigdy dotąd! Jesteście 'miszczami' w swoim 'fachu' *bije allahy*
BTW. www.bill-i-kelly.blog.onet.pl - 'opko' zdecydowanie nadaje się do przenalizowania. Chociaż jest to - jak sądzę - swojego rodzaju prowokacja, to blog zdecydowanie należy do 'słitów', pokemonów i innego robactwa, ktore tępić należy, ot co. ^^

• krzywy roman


Analiza wybitna, naprawdę. Dawno już się tak nie uśmiałem. A voldkowa podłoga i te wszystkie komentarze Siniery oraz reszty załogi... Ech.

"postanowili założyć małą grupkę ludzi, w tym przypadku młodzieży, żeby zwalczyły całe zło na tym świecie,"
I tak, drogie dzieci, powstała Młodzież Wszechpolska - odparł weseoło wujek Roman.

• Mirveka es Venes

" Otóż młodzieniec, o którym mowa nazywa sie Harry Potter. Nazywają go różnie, między innymi Wybraniec, lub Chłopiec-Który-Przeżył, lub Bliznowaty."

*Ewentualnie Czarnowłosy lub Zielonooki*

o rany, umarłam! Jakie to prawdziwe! Bardzo, bardzo trafna analiza, a także kwikaśne opko!

• Griś


Kocham Was. Po prostu Was kocham. Najlepsza analiza jaką w życiu czytałam. Samo opko jest kwikaśnie, ale Wasze komentarze to już mnie zabijały. Resztki moich sił po czytaniu tego kompletnie wyparowały.
Gratuluję i życzę dalszych takich tForów do analizy. ;)

• Ktosza


Ja podejrzewam, że Gryffindor i Slytherin zwariowali od tych zmian w czasie i dwunastu lat trwających dwanaście minut, i to wyjaśnia ich zdziecinnienie.
Analiza świetna.

• kura z biura


Mamy podobny gust po prostu ;)

• Catherine




"Aż było widać łepek aliena.
Ślurp! tata? mama?"
Ómarłam. Już nigdy nie będę uzupełniać poziomu płynów w organizmie czytając analizy, bo teraz muszę jakoś zetrzeć kawę z monitora.

A tak poza tym: jak to się dzieje, że na nasze zainteresowanie zasługują te same opka? To już drugi raz xD
Wczoraj trafiłam na to cudo, ale nie będę go już analizować, skoro Wy to zrobiliście.

• Furia


To była najgorsza przepowiednia w historii ludzkości, ktoś to chyba przepowiedział pod wpływem jakichś środków. Za to analiza kwikaśna i szalona.

• Mrohny


Na Bora, ile jeszcze będzie blogasków w którym Harry spotyka 'miszcza' i bawią się czasem?
Dobra analiza.

jasza pisze...

.

steff/ciociacesia pisze...

przypakowane te poscie dramatu jak GTA na wszyystkich cheatach na raz