czwartek, 5 września 2013

228. Koszmar w deszczu, czyli Co zrobić z trupem w conversach (1/2)

Witajcie po wakacjach!

Początek roku szkolnego to rzecz straszna, dlatego mamy dziś dla Was prawdziwy horror. Tytuł opka nawiązuje do filmu “Koszmar minionego lata”, ale żeby nie było tak prosto, zamiast czwórki przyjaciół mamy aż dziesięcioro (od czego mieni się w oczach), z czego połowa to członkowie One Direction, a reszta, jak się domyślacie, to ich dziewczyny.
Nie ma tu faceta z hakiem zamiast dłoni, jest za to całkiem sporo nerwowych wyświetlaczy, różowych szkatułek, rozważań ontologicznych dotyczących istnienia/nieistnienia, gdy ma się zastrzeżony numer telefonu. I jest łopata, jako fetysz. I duch w conversach.


Opko analizują: Jasza, Kura, Szprota i Sineira.
oraz *fanfary powitalne* Brawy Kapitan Babatunde Wolaka.


Indżojcie!

Koszmar minionego lata... Prolog.

10 przyjaciół.
Jeśli myślicie, że to ma cokolwiek wspólnego z rewelacyjną powieścią Agathy Christie, to się mylicie.
Choć niewykluczone, że pod koniec stwierdzimy “I nie było już nikogo”.


Wracają z wakacji. Niestety nie sprzyja im pogoda. Mają wypadek... Ale im się nic nie stanie. Ktoś inny ucierpi. Rok po wszystkim zaczyna się walka o przetrwanie. Nie jest łatwo. Kto ujdzie z życiem, a kto niestety je straci? Dowiecie się o tym w rozdziałach opowiadanie "Koszmar minionego lata'... Zapraszam do czytania.
I przygotujcie się od razu na zupełnie koszmarną gramatykę.


Dziesięć przyjaciół.
Pięć małe świnki.
Siedem samurajów.
Trzysta.


Wakacje, a więc lato. Niall, Zayn, Harry, Louis, Liam, Eleonor, Danielle, Perri, Victoria i Ella oraz Mędrek, Gapcio, Wesołek i Nieśmiałek.  Jadą już do domu. Wesoły czas bez szkoły, lekcji i zadań domowych już się kończy. Ale między nimi wszystko jest w porządku. Jest okej. Jest gut oraz git. Klawo jak cholera. W aucie, a raczej busie [może od razu w autobusie, drogi Narratorze Niezdecydowany?], panuje miła atmosfera. Niestety coś ją niszczy. Albo ktoś, kto jadł fasolową. A mianowicie nagle nad miejscowością Brighton rozpętuje się okropna burza.
Słyszałam, że podczas burzy mleko kiśnie, ale żeby atmosfera między grupką przyjaciół? Cieniasy.
Albo meteopaci. Dostanie taki globusa w podróży i co mu zrobisz.


Jest to niepodobne, bo w końcu nadal trwa lato, a w tym roku było bardzo gorące.
Jest to niepodobne do czego? Bo jakoś tak jest, że im latem upały większe, tym burze bardziej widowiskowe.
A jak lato jest wyjątkowo piękne, to potem wybucha wojna.


Deszcz cały czas moczy szyby, przez co utrudnia Louisowi prowadzenie auta.
Ja wiem, że to nie jest niepoprawne, ale co poradzę, że kojarzy mi się wyłącznie nocne moczenie.
A mnie, że ta szyba rozmięka.
Podobno niektórzy tak mają, że jak patrzą na deszcz, to chce im się siusiu.
Siusiu jak siusiu, ale dlaczego Louis nie użyje wycieraczek?


Niebo co chwila dzieli się przez jasne błyskawice.
Grunt, że nie dzieli się przez zero.
Albo przez ogórek.


Wszyscy chcą jak najszybciej znaleźć się w domu. Udaje im się już dojechać na obrzeża Londynu. Nigdy tutaj nie byli. Widocznie przez spadające z nieba krople, młody kierowca źle zjechał.
Omijał je slalomem i przeoczył właściwy zjazd z obwodnicy.
Spadające z nieba krople generalnie utrudniają jazdę w Londynie, to miasto jest praktycznie sparaliżowane. Dla niepoznaki ograniczyli ruch w centrum.
Chcą dotrzeć do domu, ale nigdy tutaj nie byli? Porwani za młodu?
Nie znają obrzeży, bo dotąd zawsze teleportowali się bezpośrednio do City.


Teraz jadą coraz to innymi uliczkami. Z własnej woli nigdy by się tu nie znaleźli, ale los ich tutaj zesłał. Młody pan Tomlinson próbował za wszelką cenę znaleźć jakieś wolne miejsce, aby zaparkować, a następnie poszukać noclegu, bo przy takiej pogodzie jeździć się nie da.
Normalny człowiek w takiej sytuacji zatrzymuje się:
a. byle gdzie i szuka noclegu przez internet,
b. przy informacji turystycznej,
c. przy pierwszym hotelu, większym sklepie lub posterunku policji
zamiast krążyć po jakichś zapyziałych uliczkach i czekać na cud.
Jakoś nie wierzę, żeby na obrzeżach Londynu nie było żadnego drogowskazu do centrum.


Po jezdni oprócz nich nikt nie jeździł.
Tylko oni byli tak ekscentryczni, aby jeździć po jezdni.
Reszta jeździła po chodnikach, podwórkach i dachach budynków.


Aut nie zobaczy się nigdzie.
Pochowały się w koronach drzew. No co, drzewa tam jakieś mieli?


Chodniki wiały pustką.
No bez jaj, w Londynie?
Pustką i śmieciem, ale śmieci źle wyglądają w opku.


W Londynie, to znaczy w centrum Londynu nawet przy takiej pogodzie ludzie śpieszą się w swoje kierunki. Tu domy stoją, stare, wręcz ruiny można powiedzieć, ale stoją. Nie widać oznak cywilizacji.
To nie domy tam stoją, lecz jaskinie; deszcz zalewa wygasłe paleniska z resztkami mamucich kości...
Cholibka, to skąd się tam wzięła jezdnia?
To nie żadna jezdnia, to szlak wydeptany przez starożytnych kosmitów ciągnących tędy megality do budowy Stonehenge.
I worki z neolitycznym cementem, z którego odlewali menhiry.


Nagle autem szarpnęło. Wszyscy wstrzymali oddech. Louis wyszedł z auta, wraz z nim Harry, który również siedział z przodu. Na ten widok, który Lou zobaczył, wytrzeszczył oczy, a prawą ręką zakrył sobie usta, aby nie krzyknąć. Hazza jedynie zamknął oczy, szczypał się lewą ręką w ramię, prawą ręką szarpał się za lewe ucho, a pod nosem tylko ciągle powtarzał: "To tylko sen. To tylko sen. To tylko sen..." Ciekawi towarzysze wyszli z pojazdu.
I mamy “ciekawych towarzyszy”. Od tego się zacznie.
Towarzyszu, nie bądźcie taki ciekawy!


Znieruchomieli. Pod autem leżała dziewczyna.
“No co pan? Leżę tu i naprawiam linki hamulcowe!”
POD autem? To musieli nieźle zapierniczać, nie ma co. Lecieć prawie.


Po bliższym przyjrzeniu się, można było stwierdzić, iż miała kruczoczarne włosy, bladą cerę oraz założone fioletową bluzkę, która wystawała z pod (spod) czarnej kurtki oraz potargane jeansy. Na nogach widniały jej zielone conversy,
Bo ciuchy to pierwsze, na co zwracamy uwagę, gdy potrąciliśmy pieszego. Ewentualne obrażenia są o wiele mniej istotne.
Brak marki bielizny.
Bielizna jej znikąd nie wystawała, no.
No to chociaż jakie jeansy miała?
Potargane.
Oraz założone.


co (nie “co”, tylko “które”) akurat nie były zbyt odpowiednie na tą (TĘ!!!) pogodę.
Ahahaha, to wszystko jej wina, wpadła pod samochód, bo pośliznęła się w nieodpowiednich butach!
O’rly?
Zielone conversy, jak w mordę strzelił. Są też np. relaksopodobne puchówki, idealne na śnieg.


- Co robimy?- Spytał nerwowo Zayn, znowu, jak to miał w zwyczaju, przygryzając dolną wargę. Nikt mu nie odpowiedział. Zapadła głucha, krępująca cisza. Nikt się nie odzywał. Nikt nie miał zamiaru się odezwać, oczywiście z wyjątkiem Harry'ego, który wciąż powtarzał pod nosem "To tylko sen..."
Jakoś głupio im było przyznać, że są głodni i chętnie by coś wszamali.


Victoria pochyliła się nad ofiarą.
- Ja ją znam...- Odezwała się.
- Że co?-Wszystkie pary oczu skierowały się na nią.
- Widziałam ją we śnie w poprzedniej nocy. Wprawdzie popylała w białym gieźle i miała grzywę zaczesaną na twarz, ale to na pewno ona!
A to nie była ta, co ze studni wyłaziła, też z włosem mokrym i potarganym?
Ta sama. Rozwinęła działalność.


- To Amber, dziewczyna z lekcji biologii. Zawsze była sama, a gdy ktoś jej chciał pomóc, odganiała go.
Rozumiemy, że Amber to koleżanka ze szkoły. Zaraz, ale co ona robiła tu, wśród ruin i resztek cywilizacji?
Podglądała mamuty.


- Nadal nie kojarzę. kojarzę...- Zamyślił się Liam.
- Co z nią robimy?- Spytał powtórnie Zayn.
- Może ją wywieziemy do lasu i zakopiemy?- Zaproponował Louis.
Brawo, Louie, ty to sobie dasz radę w życiu :D
A zmieści wam się? Straszna ilość was tam wlazła do tego busika...
Najwyżej poćwiartują i upchną po kątach.
Można też ją przymocować na dachu, jak rower.


- Louis! To nie są żarty, tylko poważna sprawa!- Eleonor popatrzyła morderczym wzrokiem na niego, po czym uderzyła go w ramię.
Ramię odpadło i potoczyło się pod samochód.
Oooo, też masz wrażenie, że czytasz opko o bandzie zombie?
A to nie jest opko o bandzie zombie?


- Ale ja nie żartuję! Jesteśmy jeszcze młodzi! A co, jeśli nas zamkną?! Ja mam marzenia i chce je spełnić. Nie wiem, jak wy, ale to dla mnie jedyne wyjście...
Oj posiedzisz ze trzy lata i wyjdziesz, nie histeryzuj.
Poza tym jesteście trzeźwi, pogoda jest fatalna, równie dobrze może okazać się, że wypadek faktycznie nastąpił z winy Amber.
Skończyły się wakacje, czas do szkoły, no to z rozpaczy, w złą pogodę położyła się na jezdni, cierpliwie czekając, aż ją co przejedzie.


- On ma rację.- Do rozmowy wplótł się Niall. Nikt nie spodziewał się tego po nim. Zazwyczaj był cichy i wrażliwy.
Na widok przejeżdżanych pieszych przymykał tylko oczy i głębiej nasuwał czapkę.
Jak trafiło na matkę z dzieckiem w wózku, pochlipywał cicho i patrzył takimi wielkimi, smutnymi oczami.
A jak kiedyś trafili ratlerka, to zamknął się w sobie na cały miesiąc.


- Jesteście tego pewni?- Zapytała Vici niespokojna.
A może zadzwonić po policję?
A może sprawdzić, czy ofiara żyje? Bo tego jeszcze nikt nie zrobił, khem, khem.


- Nie mamy innego wyjścia.- Powiedział ostro Louis. Przez jego ton, sprzeciwu nikt się nie podjął. Tylko ciary przeszły po plecach.
Mówiąc: mamy dosyć, wychodzimy z tego opka.


Zayn i Lou chwycili swoimi mocnymi rękami martwe ciało dziewczyny i przenieśli do auta,
tym samym zostawiając w samochodzie niezliczone ślady krwi, włosów, włókien... Moi drodzy - teraz to już naprawdę macie przechlapane,
którym pojechali w wyznaczone miejsce.
Wszyscy wygodnie rozsiedli się na swoich miejscach, starając się jednak nie nadepnąć trupa.
Przy czym nagle, cudem jakimś, deszcz przestał padać i dało się jeździć po okolicznych lasach, chociaż chwilę temu nie dało się jeździć po mieście.


Wynieśli ją z pojazdu i zanieśli pod drzewo. Harry doszedł, podając im łopaty.
Różne fetysze mają ludzie…
Łopata jako symbol falliczny? Dlaczego nie? Ale jako fetysz, może nieco zawadzać w łóżku.
Na wszelki wypadek wozili zawsze kilka łopat w bagażniku - a to przyjdzie jakiegoś trupa zakopać, a to znajdą mapę prowadzącą do pirackiego skarbu...
Albo po prostu, aby dojść.


Rozglądnęli się, czy nikogo nie ma. Pustka.
Tylko gdzieś za drzewami przemknął elf na wilku.


Zaczęli kopać...
Po wykopaniu dwóch studni artezyjskich, skrzyni z wyszabrowanymi precjozami i wyjątkowo zakurzonej czaszki uznali, że trud ich skończony.
Wykopali też dwa zimioki, ale to były halucynacje z głodu...


Gdy wykopali w końcu o odpowiedniej głębokości dół, wrzucili jej ciało do niego. Obrzydliwy obraz, jej ciało było porzucone w dole, tak, jakby nie była nic warta. Jakby była zwykłym śmieciem. Ale co mieli zrobić?
No nie wiem, wezwać policję, przeszukać ją, znaleźć bliskich? Zjeść!


A po za tym, człowiek, gdy widzi pod swoimi kołami samochodu, dziewczynę, przestaje myśleć racjonalnie.
No, fakt. Ale mieli dość sporo czasu na ochłonięcie i ponowne włączenie mózgów.
Interpunkcja też źle się poczuła.
Ale przyznajcie chyba, że na widok dziewczyny pod SWOIMI kołami człowiek trochę głupieje i zaczyna się zastanawiać, jakim cudem zmienił się w samochód.


Chłopcy zaczęli powoli zakopywać ciało. Nagle stało się to, czego nikt się nie spodziewał! Dziewczyna otwarła oczy!
Lecz nagle z hukiem oko się otwarło
W nim błysk zrozumienia zalśnił jak zjawa
Dziewczęciu bowiem się wcale nie zmarło
To była tylko zbyt mocna trawa.


Liam, wszystkiemu się przypatrujący odskoczył. Lou upuścił łopatę. Zayn uderzył swoją w głowę dziewczyny...
- Coś Ty zrobił?!
- Spanikowałem!
Odpowiedział spokojnie.
Ja rozumiem, że ataki paniki są groźne i trudne do powstrzymania, ale strach pomyśleć, co by było, gdyby miał w ręku piłę.


- Ale ona jeszcze żyła! Jak mogliśmy ją chcieć zakopać, nawet pulsu nie sprawdzając...
Ano właśnie.


- Nie sprawdziliście?!- Zapytała wściekła Ella.
- No...- Wymamrotał Louis,
- Ale jak?!
- No, po prostu!
- To teraz sprawdźcie!
- Ale jak?!
- Wejdź tam i dotknij jej szyi!
- W życiu tam nie wejdę!
Kłóćcie się dalej. Im dłużej to potrwa, tym większe prawdopodobieństwo, że nieboga wyzionie ducha.
Jako żywa narobi im więcej problemów, niech już może skończą, co zaczęli…


- Ja to zrobię.- Powiedział szybko Niall i wyskoczył z czterokołowego środka transportu, po czym wskoczył do dziury.
Może lepiej: do sztucznie utworzonego zagłębienia w powierzchni ściółki?


Wszyscy wytrzeszczyli na niego oczy. 'Co mu odbiło?!' Wszyscy myśleli.
Zwoje z wysiłku zaczęły się przegrzewać, a indukcja była tak potężna, że spod kamieni zaczęły wychodzić krasnoludki w boa z kolorowych piór, a dżdżownice utworzyły kółeczko i zaczęły taniec brzucha.


Zazwyczaj cichy, nieśmiały, bojaźliwy blondynek z Irlandii nagle stał się odważnym bohaterem.
Ale nadal z Irlandii. Tak mu zostało.


Sprawdził puls.- Już nie żyje. Dostała za mocno- Podkreślił dokładnie to słowo- Od Zayna.
Doktor Hałs normalnie - spojrzał i już WIE.
W każdym razie to ZNÓW nie był toczeń.


Z resztą zobaczcie.- Wskazał na jej głowę.-Cały czas leje się krew. I to w sporych ilościach.
Czyli nadal żyje, matołki.


Jeśli nie marła [długo, długo marła] od uderzenia łopatą, to od tego, że straciła za dużo krwi, czyli po prostu się wykrwawiła.
Uu, to mają nieźle zaświniony wóz, nie trzeba będzie Sherlocka...
Wcześniej aŁtoreczka nic nie wspomniała o krwi, więc wychodzi na to, że ofiara mrze (wciąz jeszcze) od uderzenia łopatą.


- Od kiedy Ty taki mądry?- Zakpiła Danielle. Nienawidzili się wzajemnie. Gdyby tylko to było możliwe, pozabijali by się nawzajem i tańczyli na grobie drugiego.
W sumie mają okazję jak rzadko kiedy.
Uhm, czy ja przypadkiem nie czytałam na początku wzmianki o grupie PRZYJACIÓŁ?
Między którymi wszystko było okej? Nieee, to musiało być jakieś inne opko.
Albo to była tzw. szorstka przyjaźń. Tak szorstka, że mogłaby służyć jako pilnik.


- PRZESTAŃCIE!- Krzyknęła Victoria. Wszystkie 9 par oczu skierowało się na nią.- MAM DOSYĆ! CAŁY CZAS SKACZECIE SOBIE DO GARDEŁ! OPANUJECIE SIĘ W KOŃCU?! NAWET W TAK POWAŻNEJ SYTUACJI JĘZYKA W GĘBIE NIE POTRAFICIE ZAMKNĄĆ!
- Wszyscy zamilkli. Zapadła krępująca cisza. Cisza, która już dawno nie gościła w ich towarzystwie.
Ojtam, raptem kilkanaście akapitów temu.


- Języka zamknąć się nie da...- Wymamrotał po chwili, pod nosem Niall, tak, jakby chciał jej "dokopać", ale bał się jej reakcji.
- Ani jeża przelecieć... - dodał smętnie Louis.


Była trochę zdenerwowana... Choć to i tak mało powiedziane.
Słynne angielskie opanowanie. Zabili dziewczynę, zakopali ją, a ta tylko “trochę zdenerwowana”. Podziwiam.
(Przypomina mi się cytowany przez Barańczaka w “Książkach najgorszych” równie adekwatny opis z kryminału Edigeya: “Morderca doznawał uczucia przykrości. Pierwszy raz zabił człowieka i to najlepszego przyjaciela”)


- Dobra, zbieramy się.- Powiedział po wszystkim Loueh.
Kto?!


Spojrzał ponownie na nowo zakopane ciało dziewczyny. Teraz już na prawdę nie żyła...
Przebił wzrokiem warstwę ziemi, szóstym zmysłem wyczuł brak pulsu i upewnił się ostatecznie.
No wiesz, nie czepiaj się. Przecież wiadomo, że człowiek, jak jest zakopany, to albo jest martwy, albo w Legii Cudzoziemskiej.


*Rok później*
Dziesięć (bałwanków było w jednym lesie) przyjaciół: Niall, Zayn, Harry, Louis, Liam, Eleonor, Danielle, Perri, Victoria i Ella.
...przez rok nadal nie nauczyło się odmiany liczebników.
...nie wiadomo co, ale jednak razem i bez orzeczenia.


Zdarzenie sprzed roku zbliżyło ich do siebie. Jest to ich tajemnica, boją się powiedzieć o tym komukolwiek. Dziś o tym już nie myślą.
Gdyż nikt nie poszukiwał zaginionej Amber, a samochód oddali do porządnej myjni.
Myjni prowadzonej przez Vincenta Vegę i Julesa Winnfielda.


Cieszą się każdą chwilą swego życia, bo już wiedzą, jakie ono może być krótkie.
Grają wieczorami w butelkę, nocami oglądają horrory...


A to wszystko przez jeden, durny wypadek.
Durny? Przejechanie kogoś to jedno, ale dobicie łopatą i zagrzebanie ciała w gaju, nad brzegiem ruczaju, to całkiem inna melodia.


Jeden wypadek może zakończyć czyjeś życie.
Mam dziwne wrażenie, że aŁtoreczka NIE miała w tym momencie na myśli życia biednej Amber.


Co z rodzicami Amber? Wnieśli akt o zaginięcie córki, ale już stracili nadzieję. Dwa miesiące temu wyprowadzili się.
Ta się już chyba nie znajdzie, trudno, zrobimy nową.
No tak, bo po dziesięciu miesiącach od zaginięcia Amber, już mieli nowego oseska. Mogli zacząć nowe życie.
Skoro złożyli wniosek o zaginięcie córki...
To potem co: zbierze się sąd i wyda wyrok, że córka niniejszym zostaje uznana za zaginioną?
Tak. I lepiej, żeby już się nie znalazła, bo wiecie, jaki będzie bałagan w papierach?


Dokładnie rok po śmierci dziewczyny, w dniu jej rocznicy (i po upływie roku), wszyscy o ten samej porze dostali smsa:
"Wiem, co zrobiliście minionego lata. Teraz za to zapłacicie. Walczcie o swoje życie. Każdy błąd (np. ortograficzny) może być waszym ostatnim...
Życzę miłej przyszłej śmierci, Wasza Zguba"
Wszyscy byli przerażeni. Nie wiedzieli co zrobić...
Szybciutko nauczyć się odmiany liczebników!
I zaimków.


Nie wiedzieli, jaki błąd popełnili, zakopując tą dziewczynę i ile będzie to ich kosztować...
Jasne, powinni ze trzy razy po niej przejechać i truchło zostawić na jezdni. Nie mieliby samochodu pełnego śladów, na które kryminolodzy tylko czekają. Przecież tej Amber i tak nikt nie lubił, prawda?
Jaki błąd popełnili? Gramatyczny - “tą dziewczynę”.


~*~
I jak po pierwszy rozdziale? Dreszczyki przeszły? :D
Krokiem defiladowym.
No. Jak ziewam, to mnie czasem przechodzą.

Dooobra. Ja wiem, że czepianie się zawiązania akcji jest trochę bez sensu, bo gdyby nasi bohaterowie sprawdzili, czy Amber żyje i wezwali pomoc, nie byłoby horroru, ale… W przeciwieństwie do filmu, tu nasze przyjemniaczki podejmują decyzję o pozbyciu się ciała na trzeźwo i przy zerowym sprzeciwie pozostałych. Jakoś nie budzą tym mojej sympatii i chęci kibicowania, będę trzymać kciuki raczej za zamordowaną Amber.



Nagle wszystkie komórki w tym samym czasie się zaświeciły i wydały różne dźwięki.
Pantofelek zastukał obcasem, ostatni neuron zawył smętnie “I’m so lonely...”
A plemniki zaśpiewały zgodnym chórem “Every sperm is sacred”.
Szare komórki zaczęły fałszować.
...jakie komórki?!


Wszyscy spojrzeli na swoje wyświetlacze (te od pralek i lodówek też).
Dostali wiadomość. Od nikogo, numer zastrzeżony.
Pamiętaj, czytelniku: jeżeli masz zastrzeżony numer, jesteś nikim.
Albo z bramki, albo z normalnego numeru. Nie da się ukryć numeru przy SMS-ach, przykro mi.


Przeczytali treść wiadomości, a na ich twarzach pojawiło się przerażenie. Sms brzmiał następująco:
"Wiem, co zrobiliście minionego lata. Teraz za to zapłacicie. Walczcie o swoje życie. Każdy błąd może być waszym ostatnim...
Życzę miłej przyszłej śmierci, Wasza Zguba"
Ojej.
Lepiej by brzmiało “Luba Zguba”, nie sądzicie?


Perrie szybko zadzwoniła do reszty, aby się umówić. Wszystko omówić. I paciorek zmówić. Nie wiedziała też, czy tylko ona dostała tego esa.
E, to oni nie są w tej chwili gdzieś razem? Z opisu wynikałoby, że tak!
To jest opko. Nie sugeruj się opisami.


- Musimy się spotkać. Za 20 minut w parku przy Rowlingston Street. To ważne.- Powiedziała szybko i się rozłączyła.
Ella zaczęła się szykować. Ubrała jasne jeansy, czerwony top i brązowe botki. Zamknęła dom i wyszła. Po przeszło pięciu minutach była już na miejscu.
Ktoś grozi boChaterce śmiercią, więc koniecznie należy opisać, w co się ubrała. Może to zakamuflowany fanfik do Star Treka i aŁtoreczka chce zasugerować, że panna w czerwonym topie umrze pierwsza?
Czerwony z brązowym? Odważne zestawienie…
Kolory jesieni.
...mam w nosie.


- A więc i wy dostaliście te esemesy?
- Tak.- Odpowiedzieli wszyscy Danielle, która się o to zapytała. Dan oczy miała skupione na telefonach, które wszyscy położyli na stole.
W każdym porządnym angielskim parku stół musi być. I krzesła, i kanapa, przecież nikt nie będzie piknikował na kocu rozłożonym na trawie.


- To jest przerażające.- Zaczął Harry.
Niewątpliwie.
- To przerażające, że niektórzy z was używają takich niemodnych telefonów - dokończył Harry.


- Według mnie ktoś po prostu robi sobie z nas żarty.- Powiedział Zayn. Nagle jego komórka zawibrowała. Wszyscy nie pewnie popatrzyli po sobie.
Nie wszyscy pewnie popatrzyli po sobie, ale ci, którzy popatrzyli, zrobili to niepewnie.


Malik chwycił telefon i z przerażeniem na twarzy przeczytał wiadomość;
"Tak uważasz Zayn? Że to tylko durny żart? No to się jeszcze przekonasz. Za niedługo zbiorę już swoje pierwsze krwawe żniwa. Ciekawe, czy nadal będziesz uważał to za żart? No, ale cieszcie się jak na razie sobą, bo za niedługo z kimś się pożegnacie. W końcu to nie śmierć rozdziela ludzi. To ja!
Ale… hm… Czynisz to poprzez zadawanie śmierci, czyż nie?
“Padnijcie wszyscy na kolana, najkrótszą drogę znam do Pana!”
Zguba się wykosztuje na SMS-y, używa polskich znaków i długich wiadomości...


~XYZ
Ps. W nocy będziesz miał gościa."
Za takich gości zwykle trzeba płacić  :P


Odczytał to na głos. Nikt się nie odezwał po tym. Zapadła głucha cisza.
- XYZ?- W końcu milczenie przerwała Eleanor.-Co to oznacza?
- Tak koduje się testy.- Wymamrotała pod nosem Danielle.
Jedna z nich móżdży tak, aż iskry lecą.


- Skąd wiesz?- Dan popatrzyła na Eleanor tępym wzrokiem.
- W końcu się uczę.
Pozostali tylko grają w bierki.
A reszta ma tępe spojrzenia. Gratulujemy!
To w końcu która z nich móżdży, a która jest tępa…? Mam wrażenie, że mają tam jedną, wspólną iskrę inteligencji na wszystkich i ta iskra tak lata sobie, raz tu przysiądzie, raz tam...


- No w zasadzie...
- Idiotki, nie pomyślałyście, że to po prostu anonimowy podpis, nazwa?- Powiedziała wyraźnie poirytowana Vici.
- No i jakiego gościa?
- Nie wiadomo...
Ducha minionych świąt Bożego Narodzenia.
Ducha zeszłorocznego śniegu.


- Ale wracając do tego, nadal uważasz Zayn, że to żart?
- Nie...- Popatrzył się przeraźliwie na nią Mulat. W jego oczach było widać strach, smutek oraz (przeraźliwe) przerażenie. Z resztą (oraz bezreszty) tak, jak u wszystkich.
Popatrzył na nią przeraźliwie przekrwionymi oczami.


I tu cięcie. Chyba nie spodziewaliście się jakiegoś sensownego rozwiązania tak zasupłanej akcji?


Zayn budził się w środku nocy. Słyszał jakieś trzaski.
Trzaski w środku nocy: kot, pies albo masturbujący się brat. Nasłuchuje się chwilę i śpi się dalej.


Zaniepokoił się. Podniósł oczy. To, co zobaczył... Przeraził się. Na skraju jego łóżka siedziała dziewczyna.
I tak sobie trzaskała.
Stawami.
Albo pokrywkami od garnków.
Albo doznała samozapłonu i trzaskała raźno ogienkiem.


Ale to nie była zwykła dziewczyna. Wiedział, kto to jest. To Amber.
Te same ciuchy; fioletowa bluzka, która wystawała z pod czarnej kurtki oraz potargane jeansy, na nogach conversy zielonego odcienia.
Obejrzał ją sobie od stóp do głów i mruknął “tak, to ona.”
Zwłaszcza to  “zielone odcienie”  pozwoliło mu ją zidentyfikować.
Duch w conversach nie potrzebuje łańcuchów, wystarczy, że nocą tupta jak jeż.
Była już zjawa w adidasach (u Darii Doncowej), to może być i w conversach.
Ta sama blada, wręcz biała cera, która bardzo wyróżniała się w ciemnym pomieszczeniu, i kruczoczarne, długie, falowane włosy.
Jasne. Zayn zaraz pomyśli, że całkiem niezła z niej laska. W nocy, na łóżku.


Dziewczyna przekręciła głowę o 180 stopni. Na jej lewej stronie czoła była wielka rana, spowodowana uderzeniem łopaty. Amber przekręciła głowę bardziej w bok, nadal lustrując chłopaka swoimi czarnymi tęczówkami.
Bo źrenice jej się zapchały ziemią.
I wyłaziły z nich robale.


Zayn przeraził się. Wstała i przysiadła bliżej. Zaczęła delikatnie jeździć po twarzy Malika.
Matko Borska, to przerażające! CZYM ona mu po tej twarzy jeździła???
Traktorem.


Gdy chciał coś powiedzieć, zatkała mu palcem usta.
Jak korkiem. Mówiąc inaczej - wsadziła mu (zgniły?) palec w usta.
Odruchowo zaczął ssać, aż tu WTEM! Zakrztusił się paznokciem.


Delikatnie się uśmiechnęła, po czym wstała i podeszła do okna.
A on rzygał i rzygał...


Na parapecie, nad którym znajdowało się kwadratowe okienko, stała szklana butelka. Wzięła ją i jak najmocniej cisnęła o podłogę.
Te współczesne duchy to za grosz wyczucia. Zamiast porządnie łańcuchami pobrzęczeć to tłucze szkło jak na studenckiej imprezie.


Rozbiła się na tysiące kawałeczków. Ta podłoga. Przeszła parę kroków w bok (ta podłoga), i stała tak, wpatrując się w dal. Gdy Zayn zapytał, czy jest prawdziwa, zniknęła.
Facet, nie przeginaj. Jeśli zjawa jest prawdziwa, to znaczy, że jest prawdziwa.
To była prawdziwa zjawa
Straszliwa i plugawa
Wzięła i się zjawiła,
Butelkę szklaną rozbiła
I nawet nie jęknęła.
I wzięła się i zniknęła.


Mulat obudził się rano.
I to jest bardzo dziwne, prawda?
Prawda. Ja to bym nie usnęła.


Był pewien, że to był jedynie sen. Ale nie. Szklana roztrzaskana butelka mówiła sama za siebie.
Dzień dobry, jestem szklaną, roztrzaskaną butelką.
A to są moje tysiące kawałeczków. Kawałeczki, szastnijcie nóżkami.


Popatrzył na telefon, w celu sprawdzenia godziny. Była 8:02.
Eno, to straszliwa wizyta ducha nie zakłóciła mu jakoś szczególnie snu…
Skąd wiesz? Może zwykle wstawał w południe.


Ale miał też wiadomość tekstową tej treści:
"I jak Ci się podobały odwiedziny? Teraz może i były przyjemne. Ale następnym razem nie będą. Pamiętaj...
~XYZ."
Tam przyjemne. Pogapiła się, pogapiła, stłukła butelkę i poszła. Po nocnych gościach można by się spodziewać więcej przyjemności...
Co najmniej przyniesienia własnej butelki.


"A więc to nie koniec..."- Pomyślał Zayn. Zaczął ścielić łóżko. Jednak natrafił na kartkę zapisaną czymś czerwonym.
Szminką pisze się na lustrze, więc ten napis to pewnie krwią zrobiony.
Tylko czyją? Groza rośnie!


Napis brzmiał "STRZEŻ SIĘ!".
Patrz pod nogi i nie nadepnij na szkło!
Eeee tam, to literówka. Miało być “strzyż się”.


Przed chwilą odczytał, że to nie były ostatnie odwiedziny, tylko następne nie będą już tak przyjemne. No, a teraz dostał karteczkę ze słowami "strzeż się". Cały czas nie może przestać  myśleć o wczorajszym smsie, gdzie było napisane, że nieznajomy za niedługo zbierze swe pierwsze krwawe żniwa...
Pierwsze koty za płoty,
bo to tylko ploty.
Pierwsze żniwa krwawe
na lepszą zabawę!
Uhuuu!


Nie mógł się dłużej zastanawiać. Chwycił telefon w dłonie i wykręcił numer do Nialla. Ostatnio (znaczy, rok temu) to on wykazał się największą odwagą.
- Niall?
- Zayn?- Bardziej stwierdził, niż zapytał zaspany Horan.- O co chodzi? Jest dopiero 8 i jest weekend. Człowiekowi wyspać się nie da...
- Słuchaj, Horan, dzisiaj...- Przerwał, zastanawiając się, czy powiedzieć mu o Amber i o jej wycieczce do mnie, czy jednak nie.
Po czym opowiedział Niallowi o tym, jak Amber odwiedziła aŁtoreczkę.
Albo i nie.


- Dzisiaj...?- Zapytał już z większym entuzjazmem w głosie. Malik szybko podliczył "za" i "przeciw".
- Dzisiaj...- Wygrało "za".- Pamiętasz tego wczorajszego smsa, co dostałem?
- Nom, a co to ma do rzeczy?
- Dużo. I tam było napisane, że w nocy będę miał gościa...
- No i...?
- Niall, aleś Ty nie kumaty. Nie rozumiesz?!
- Aaaaaa, gościa w nocy! - zajarzył wreszcie Niall. - No i jak było, stary, gadaj! Pewno nieźle, skoro budzisz mnie z samego rana, żeby się pochwalić!


- Czego?
- W nocy odwiedziła mnie Amber!
- Chyba Amber Gold - prychnął. - Nie dawaj im ani złotówki, to oszuści.
- Stary, przyśniło Ci się.
Starannie wyartykułował wielką literę, by dać wyraz dezaprobacie.


- Tak? A jak wytłumaczysz rozbitą butelkę, którą Amber wczoraj rzuciła w podłogę?!
Kot? Przeciąg? A może Zayn lunatykuje?


I kolejnego smsa o tym, jak podobało mi się spotkanie i że następnym razem będzie mniej przyjemne?! I kartkę z napisem "Strzeż się!"?!.
- ...-Nialla zatkało. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć.
Proponuję “motyla noga!”
A ja proponuję: “Zaraz, o czym ty właściwie mówisz, jaka butelka, jaki sms i kartka? Opowiedz wszystko od początku i po kolei!”


- Musimy pojechać tam, gdzie ją zakopaliśmy. Pamiętasz drogę?
- A skąd miałby[m] pamiętać?! Louis prowadził!
A ja tylko trzymałem nogi na odwłoku, serio-serio!
Każda zwłoka ma odwłoka, ciuralla-ciuralla-la,
Można złożyć zwłoki z boka, ciuralla-ciuralla-la,
Gdy ci stopa w zwłoki wpadnie, ciuralla-ciuralla-la,
Nie wyrażaj się nieładnie, ciuralla-ciuralla-la!


- Dobra, pojedziemy z nim. Dzwonię do niego i za pół godziny w parku. Nie zapomnij zabrać łopaty.
Bo bez niej nie dojdziemy.
Będą fajnie wyglądać, chodząc po parku z łopatami. Na pewno wszyscy wezmą ich za pracowników zieleni miejskiej.
Jeżeli zakopali ją w lesie, a jadą do parku, to już widzę, jak ją znajdą.


- Jasne.- I się rozłączyli. Od razu Niall zaczął się szykować, a Zi zadzwonił do Louisiego.
Louisiego psa? Louisiego sąsiada?


Opowiedział mu wszystko w wielkim skrócie. Zgodził się ich zawieść. O umówionej porze wyjechali.
Obiecał zawieść i faktycznie srodze ich zawiódł. Myśleli bowiem, że wyjadą ze sporym opóźnieniem.


Zajechali na miejsce, (z miejsca) wyciągnęli łopaty i zaczęli się rozglądać za miejscem, gdzie byłoby widać miejsce, w którym (miejscowo) kopano.
By sprawdzić, czy zwłoki są na miejscu.
I czy dobrze je umiejscowili.


Pamiętali, że ją zakopali koło drzewa. Takiego wysokiego.
W odróżnieniu od innych drzew, które sięgały im do kolan, jak to zwykle w lesie.
Rosły tak wysoko, jak trup leżał głęboko.


Chodzili, chodzili, ale nic. Tam, gdzie kopali nie było śladu.
A tam, gdzie nie kopali, śladów było od cholery i jeszcze trochę.
Heloł, chłopaki, minął rok, czego się właściwie spodziewaliście?
Wieńca, świeczek, pary conversów…


Na telefon Zayna przyszła nowa wiadomość.
"Jeszcze około 50 dużych kroków prosto, a dalej około 20 w lewo. Tam, pod wysokim drzewem zaczniecie kopać.
~Ktoś."
- Ktoś?- Zdziwił się Zayn.
Znowu mam wrażenie, że to opko o zombiakach. Chociaż nie, przeciętny zombie jest chyba bardziej rozgarnięty.
Szkoda, że Tajemniczy Nieznajomy nie skopiował perfidnego pomysłu Odyseusza, by przedstawiać się jako Nikt.


- Nie ważne, chodźmy.- Odpowiedział Blondyn (to imię?) i pociągnął ich za rękawy. Ruszyli według wskazówek. Gdy doszli już na miejsce, chwycili porządniej łopaty i zaczęli kopać. Pierwsze pięc minut - nic. Kolejne pięć minut nic. Widzę to jakoś tak:


Już tracili nadzieję. Nagle w coś uderzyli. Zaczęli jeszcze energiczniej kopać. Ujrzeli... Szkatułkę. Tak, dobrze przeczytaliście, szkatułkę. Małą, różową, całą w grudkach ziemi.
Mała, różowa szkatułka zamiast rozkładającego się trupa w trampkach? Jakie to słodkie!


[W szkatułce znajduje się kolejna wiadomość od ducha, która jednak nie przynosi nic konkretnego, więc ciach!]


- Musimy jak najszybciej o tym powiedzieć reszcie.- Stwierdził Zayn. Chłopcy przytaknęli. Z jego planów wyrwała go melodia wydobywająca się z telefonu.
Ciekawe, jakie to skomplikowane plany snuł w tym momencie Zayn. Może takie: podejdę do nich, zrobię wdech, otworzę usta, powiem “cześć”, zamknę usta, przełknę ślinę, zrobię wdech…
W tych planach czegoś brak… Może skończyć nadmuchany jak ciotka Marge.


A więc przyszedł kolejny sms. Z niepokojem popatrzył na wyświetlacz.
“Szlag, mam się pojawić na takim brudnym wyświetlaczu?” - pomyślał sms z niesmakiem.


Po chwili odetchnął z ulgą. To była Pezz.
Pezz była wyświetlaczem???


- Zayn!- Krzyknęła rozpaczliwie do słuchawki.
- Perrie?!- Wiedział, że coś jest nie tak.
Pewnie, że nie tak. Przecież to miał być SMS.
Duch poprzestawiał mu funkcje w telefonie?


- Ratuj! Ratuj mnie! Ktoś mnie porwał!
I trzyma mnie za nogę!


- Krzyczała dziewczyna cała we łzach - Jestem na Pi..
A skąd Zayn wiedział, że była cała we (dobrze, że nie “od”) łzach, skoro jej nie widział? Wszechwiedzący Narrator mu to podpowiedział?
Zayn dostał MMS z filmikiem, innego pomysłu nie mam.
A może to była wideorozmowa.


- Przerwała.- Przykro mi, ale Perrie Edwards nie może teraz rozmawiać. Coś przekazać? Z resztą nieważne. Nie zdąży się dowiedzieć.- W słuchawce rozległ się donośny śmiech.
Zauważcie, że aŁtoreczka nie raczyła sprecyzować, czy głos tajemniczego ktosia należał do mężczyzny, czy do kobiety. To przecież taka nieistotna informacja, zupełnie bez znaczenia!


- Oddaj mi Perrie!
- Pi, pi, pi…
To pewnie to samo “Pi”, na którym jest Perrie.
Plac Pigalle?
Pierkwadrat?
Piwo?
Trzy piwa.
Pipipicadilly Circus?


- Perrie! Perrie, nie!- Krzyczał do słuchawki Zayn. Z jego oczu popłynęły łzy. Odwrócił się przodem do chłopaków.
- Co się stało?
- Pezz... Pezz została porwana! I za niedługo może zginąć...
Zastrzeże sobie numer i już jej nie będzie!

Koszmar minionego lata... Rodział 4.

Rodział, rodział, aż urodział.


- ŻE CO?!- Wszyscy byli w szoku.- Jesteś pewien?!
- Tak, niestety tak. I to przez XYZ.- Malik przełknął ślinę.
- Skąd wiesz?
Albo chłopcy zasługiwali na tytuł Ślepych Komend Roku, albo Malik znikał w dziurze czasoprzestrzennej za każdym razem, gdy odbierał telefon.


- Zadzwoniła przed chwilą. Krzyczała pomocy, chciała powiedzieć, gdzie jest, ale nie zdążyła. Ktoś jej zabrał telefon. Przedstawił się, jako XYZ.
Kiedy? Jeśli już, to przedstawił się jako “Pi, pi, pi…”


Powiedział, że to już koniec...- Z oczu popłynęły mu łzy.
- Musimy zawiadomić policję!- Powiedział Lou.
- Nie możemy!
- Musimy!
- A co, jak nas zamkną?!- Kontynuowali. Blondyn stał nieruchomo, zamyślony.
- To będziemy… eee… ZAMKNIĘCI! - wykrzyknął i aż usiadł, bo wysiłek umysłowy go całkiem wykończył.


- Dadzą nam zarzut NIEUMYŚLNEGO zabójstwa Amber Colins.
- TO JA JĄ ZABIŁEM!
Nieudzielenie pomocy, ukrywanie przestępstwa, zbeszczeszczenie zwłok - jest w czym wybierać. Ech, chłopaki, niech już lepiej Perrie zginie, w końcu to tylko przyjaciółka, nikt ważny.


- Zadzwońmy do Sama, tego chłopaka z mojej klasy. Wie większość o komputerach.
Wie większość, czyli to, że stoją na biurkach monitory i klawiatury, a szare skrzynki gdzieś na podłodze. I między nimi idą kable.
A może nawet potrafi włączyć komputer.
Gdy chce go wyłączyć, to wykręca bezpieczniki.
Eno, jeśli wie aż tyle, to więcej niż filmowcy z “Klanu”, którzy pokazali kiedyś panią Lubicz pracującą przy komputerze składającym się z monitora, klawiatury i niczego poza tym.


On pomoże nam namierzyć telefon Pezz.- Wtrącił Niall. Spojrzeli na niego.- No co? Skoro Zayn nie chcesz policji, to powinieneś na to przystać.
I absolutnie nie myśl, że policja zrobiłaby to szybciej i lepiej niż jakiś nastolatek. Zresztą i tak będzie już za późno, mwachacha.


- Dobra.- Odburknął Malik.
- A może byś był milszy, on Ci próbuje pomóc!
- Stul pysk, Tomlinsonie!-Krzyknął Zayn popatrzył na Louisa wzrokiem, jakby chciał go zabić.
- Jak śmiesz, Maliku! - oburzył się Tomlinson. - Horanie, słyszał-żeś to?!


Jego odpowiedź wszystkich zadziwiła. Ale chłopaka poniosły nerwy, z jednej strony chciał znaleźć XYZ i go zabić. Właściwie to chciał go zabić. A jeszcze bardziej chciał go zabić. Wraz z całą społecznością Wielkiej Brytanii, aby tylko (go zabić) odzyskać dziewczynę,w której się kochał (na zabój).


[Tu dłuższy kawałek o uczuciach Zayna do Perrie oraz ciągnące się jak guma do majtek dialogi, które można streścić jednym: “no zadzwoń do niego wreszcie!”]


- No właśnie!-Powiedział Loueh.
- Nie mów właśnie, bo Cię kura jajem trzaśnie.
- Co?
No właśnie...
Ehehehe, mówiliśmy tak, jak byłam w podstawówce, jak to miło zobaczyć, że powiedzonko wciąż żyje!
(zachwyciła się Kura i jednak trzasnęła jajem)


- Ona zawsze tak mówiła...- Zayn ponownie się rozkleił. Łzy, słone łzy bólu tworzyły sobie nowe ścieżki po jego już suchych, ale niedługo policzkach.
Z tego wynika, że Perrie chodziła do polskiej podstawówki. W dodatku z naszą Kurą!
A te policzki niedługo suche. *wczuwam się w narrację*
Policzki szybkoschnące - zdążyły mu wyschnąć między drugą a trzecią falą.


[Zayn bierze się w garść, dzielnie ociera łzy rękawem, a tymczasem Niall rozmawia z kolegą od telefonów]


- I co?
- Pomoże nam?- Zapytał entuzjastycznie Zayn.
- Tak, pomoże. Mam przesłać mu jej numer. Dobra, Zayn, dyktuj.
- 505-195-1659. Masz?
Sprawdziłam. Właściciel tego numeru mieszka w stanie Nowy Meksyk. Wiem, czepiam się.


- Mam, wysyłam.- Nacisnął przycisk- Klik. Wysłane. Teraz tylko czekamy na odpowiedź.- Po przeszło pięciu minutom czekania, które ciągnęło się w nieskończoność, gramatyka zdechło, a telefon Blondyna zawibrował. Wiadomość od Sama.
"2901 Godfrey Street"
Niall odpisał "dzięki" i pojechali w wyznaczone miejsce. Po około 20 min dotarli na miejsce. Była to stara, opuszczona fabryka. Obskurna, cuchnąca. [Czym cuchnie pusta fabryka? Wiesz, to mogła być fabryka konserw rybnych.] [Jeśli opuszczona, to normalnym smrodem starych murów, trochę pleśni, stęchlizny i resztek trutki na szczury] Normalnie idealne miejsce, aby kogoś tutaj trzymano -,-
Masz pecha, ałtoreczko. Godfrey Street w Londynie jest wąską, krótką uliczką, przy której nie ma tak wysokiego numeru. Stoją tam gęsto upakowane domy mieszkalne i nie ma żadnej fabryki, co łatwo można sprawdzić dzięki Wujkowi Guglowi.
Ale w amerykańskich hołłołach akcja zawsze dzieje się w jakiejś post-apokaliptycznej rzeźni.
Nie ma przebacz! Ten beton, te ocynkowane zbiorniki i zardzewiałe łańcuchy pod sufitem.


Niepewnie weszli do środka. Obrzydliwie tu było. Przechodzili dalej.
- E, Żarłok, a może zadzwonisz do niej na telefon?- Zaproponował Boo Bear.
- Dlaczego ja?
- Yyyyy...
Tak, “yyyy” to dobra reakcja na poziom ogarnięcia tych półgłówków.
Dlaczego na telefon? A nie na zegarek? Albo na spinkę do włosów?


- No dobra.- Wyciągnął ponownie telefon i zadzwonił. Usłyszeli dźwięk dzwonka. Zaczęli iść w jego kierunku. Piosenka była coraz głośniejsza... I głośniejsza... I głośniejsza... I...! (popękały im bębenki?) Ujrzeli jej komórkę. Jej komórkę i...
Ucho? nogę? flaczki? pliiiz?
Jedną, szarą - wijącą się w drgawkach na betonie?
I tylko to.
Buuu…
Nic więcej. Ani Perrie, ani XYZ, ani nikogo innego. Tylko jej telefon.  
Taki samotny. Z prawie pustą baterią. Smutno łyskający diódkami.


Podnieśli go. Na ich telefony przyszła nowa wiadomość. Odczytali ją:
"No cóż. Nie znaleźliście Perrie, bo jej tam nie ma.
Dziękujemy, Kapitanie Oczywistość.
Strasznie to zawikłane.



Ja ją mam. I mam ochotę się trochę z nią zabawić, niech trochę pocierpi. Ale jak będziecie się dobrze sprawować, to ją wam oddam. Już niedługo... Miejcie oczy i uszy szeroko otwarte. Przyda wam to się. I uważajcie pod nogi, aby się nie wywrócić. Uważajcie na słowa, aby nikogo nie urazić. Uważajcie na siebie...
~YXZ."
XYZ ma wspólnika?
Trzech ich było, trzech z fasonem.
Trzech kolesi z telefonem.
Trzech kolesi, fon na stole,
i impreza jak w Stodole.
Będzie flaszka, będą dragi,
Będzie kałasznikow nagi,
Będzie się puszczanie w tany
Będą wreszcie śląśkie panny
Z cycem bujnym, z zadem hożym,
póki wódka nas nie zmorzy.


Trzech kolesi z telefonem (nie licząc trupa).


Postanowione, trzeba powiedzieć o tym reszcie.
Bo gdyby znaleźli koleżankę, to reszcie by niczego nie powiedzieli, żeby przypadkiem nie tracić okazji do prowadzenia kolejnych poszukiwań. Zawsze uwielbiali grę w podchody! Poza tym bycie porwanym jest takie faaajne, nie chcieliby pozbawiać innych tej przyjemności.


~*~


No i już mamy 4 rozdziałek. Jak się podoba? Od razu uprzedzam, numer telefonu może istnieć na prawdę, a więc lepiej nie dzwońcie pod niego :D A co do adresu - nie wiem, czy taki istnieje :D
Bo Wujek Gugiel gryzie, w karwasz nać. Sprawdzenie zajęłoby mniej czasu niż napisanie tego tak-bardzo-niezbędnego komentarza odaŁtorskiego. Ale po co się przemęczać.


Macie jakieś zażalenia co do rozdziału, czy bloga?
Jakby Ci to powiedzieć...
Piszcie, nie obrażę się :D
Pożywiom - uwidim.


- Szybko, jedziemy. Lou, za kółko. Niall, łap za telefon i dzwoń do wszystkich. Musimy jak najszybciej się spotkać. Wszystko omówimy. Musimy im to powiedzieć. Łącznie o tym, że Amber mnie odwiedziła.- Na twarzy Zayna pojawił się cień przerażenia.
Musimy zrobić zebranie! Wybrać przewodniczącego i sekretarza! Opracować plan działania w punktach! Rozdzielić zadania!
I trzeba wyłonić Komisję Skrutacyjną! Rozumiesz?!


- Dobra, ale musimy się pospieszyć.
- Już piszę do nich.
Blondyn napisał wszystkim smsa z treścią:
"O 12 w parku, przy naszym drzewie. Mamy sprawę do omówienia. WAŻNĄ sprawę. Obecność obowiązkowa.
I żadnych usprawiedliwień od rodziców!


Dotyczy właśnie TEGO."
P.S. Przynieście słone paluszki i coś do picia.
Dotyczy właśnie TEGO, a spotkamy się TAM NA DOLE.
*sięga po czerwony kwadracik i nakleja go kurzym czole*


I każdy powinien skapnąć się, o co chodzi.
Optymista…


Dojechali do parku, zaparkowali i alejkami udali się w wyznaczone miejsce. Byli już wszyscy.
Teleportowali się na miejsce.


Wszyscy oprócz Perrie.
Nieobecna, nieusprawiedliwiona!


- A więc słuchajcie...- Zaczął Louis.
- Chwila, a nie zaczekamy na Pezz?-Przerwał Harry.
- No właśnie. Perrie została porwana.- Powiedział szybko Zayn, po czym się odwrócił plecami do reszty, a z jego oczu popłynęły łzy. Łzy bólu, bezsilności, bezradności.
Zayn najwyraźniej pochodzi z tej samej fabryki płaczków ogrodowych, co Justin Bieber.


Wiedział, że każda sekunda może być ostatnią dla Blondynki, którą kochał... O ile ta sekunda już nie nastąpiła.
I właśnie dlatego tracił cenne sekundy na bezpłodne emowanie.


- Porwana?!- Ta wiadomość zadziwiła każdego. Nie spodziewali się takiego przebiegu sprawy.
Myśleli, że ktoś ją po prostu walnie w czerep łopatą i zakopie.


Jedynie Danielle zdołała z siebie coś wykrztusić.
Kłaczek.


Malik westchnął głęboko.
- Zacznijmy od początku. Dzisiaj w nocy... I wiem, że to może się wydawać dziwne, ale dzisiaj w nocy odwiedziła mnie Amanda.
Do tej pory była to ponoć Amber.
Pamiętanie imion własnych postaci is soooo mainstream.


Dotknęła mojego policzka, nawet rozbiła butelkę o podłogę!
Ale dlaczego nie rozbiła butelki o jego głowę, zostanie to tajemnicą.


Rano te (to) rozbite szkło było porozrzucane wszędzie, dokładnie jak w nocy!
A co, liczył na to, że zanim się obudzi, skrzaty domowe już posprzątają?


Dodatkowo znalazłem kartkę z napisem 'Strzeż się." Postanowiłem pojechać z Niallem, bo to on się ostatnio największą odwagą wykazał, a Lou nas zawiózł, bo my nie mamy auta własnego. (Komu on to wyjaśnia, do diaska? Pani Krysi z kiosku?) Pojechaliśmy, odkopaliśmy ziemię, ale nie znaleźliśmy ciała Amandy (Amber też nie)! No i zadzwoniła do mnie Perrie, krzyczała o pomoc, już chciała powiedzieć, gdzie jest, ale nie zdążyła. Do słuchawki telefonu mówił już ktoś inny. Powiedział, że nie zdąży się ona o niczym dowiedzieć. (Ta słuchawka?) Potem rozłączył się.
Ejno, powiesz nam może wreszcie cokolwiek na temat głosu tego ktosia?



Niall zadzwonił do swojego znajomego, Sama, który namierzył telefon Pezz, pojechaliśmy tam, ale tak jedynie na ziemi leżała jej komórka.
I tak sobie leżała, leżała i przez ten cały czas pies z kulawą nogą się nią nie zainteresował… Widać jakiś stary model.


Po chwili dostałem smsa. Poczekajcie przeczytam go wam.- Wyciągnął telefon i odczytał wiadomość.
-Dobra, to co teraz robimy?!-Zapytał już na końcu zniecierpliwiony Liam.
Takimi pierdołami mu głowę zawracają, no kurczę, a w domu obiad stygnie!


Musimy coś zrobić. Nie możemy jej tak zostawić!-Wtrąciła Eleanor.
-Ale co my możemy zrobić? Jesteśmy nikim.
Też zastrzegli numery telefonów?


Niczym. Nie możemy się równać do naszego prześladowcy. Jest zawsze o krok od nas do przodu.-Powiedziała Danielle.
-Nie możemy tak jej zostawić!
-A mamy jakieś inne wyjście?!
-On ją zabije!
-Zabije ją również, jeśli zaczniemy się wtrącać! Musimy się poddać i czekać na rozkazy.
Możecie też sami poderżnąć sobie gardła, oszczędzicie czytelnikom męki.


-Czym ja jestem?! Marionetką?! Na rozkazy mam czekać?! Po moim trupie! (Hehehehe…) Róbcie, co chcecie, ale ja idę jej poszukać! - Krzyknęła Ella i zaczęła iść w kierunku jezdni.
Na jezdni jej będzie szukać?
Amber znaleźli na ulicy, więc może?


Za nią pobiegła Vici. W ostatniej chwili ją zatrzymała, gdy ta miała już wejść na pasy. Co prawda było zielone światło, ale nagle niespodziewanie zza zakrętu szybko wyjechał samochód. Szybki, czarny, z przyciemnianymi szybami.
Na pewno drogi. (I szybki.)
W takiej sytuacji cena samochodu ma pierwszorzędne znaczenie.
Ależ oczywiście, przecież boChaterka opka nie może zostać rozjechana byle czym.


Gdyby El weszła na ulicę, nie przeżyłaby wypadku. Na szczęście została powstrzymana. Odwróciła się twarzą do swej wybawicielki, przytuliła i podziękowała. Nagle z samochodu, który przejeżdżał, szyba się osunęła, a na jej miejscu pojawiła się ręka... Z bronią. Victoria otwarła oczy i to zauważyła.
Bo samochód jechał w slow motion, a w momencie, gdy dziewczyny się przytulały, w ogóle zastygł w bezruchu.
Oraz widzę ten samochód z ręką zamiast szyby.
Rękami zasłaniał sobie okna.


Próbowała odsunąć Ellę, ale nic na to nie podziałało.
Na jakie TO? Siła przyłożona do Elli w celu jej odsunięcia nie podziałała na ciało sprężyste?


Kula przebiła górną część pleców dziewczyny, zatrzymując się w sercu, a ona sama upadła, mocno uderzając głową o chodnik, przez co rozcięła sobie głowę.
W porównaniu z kulą w sercu, rozcięcie głowy to drobna niedogodność.
Nidgy nie wiadomo, skoro z opisu wynika, że Ella miała serce gdzieś w okolicy szyi.
Podeszło jej do gardła ze strachu? Swoją drogą, Sine, miałaś rację - panna w czerwonym ginie pierwsza.
Nie trzeba było mówić “po moim trupie”.


Krew zaczęła wypływać pod jej martwego już ciała. Rozlewała się coraz bardziej, i bardziej, i bardziej.
I bardziej, i bardziej, i jeszcze bardziej.
I tak przez czterdzieści dni.


Do Vici podbiegła reszta. Rozejrzeli się, ale o dziwo nikogo nie było w pobliżu. Na ich telefony została przysłana wiadomość;
"I co teraz zrobicie z ciałem?
~XYZ"
No właśnie, głowa już rozcięta, nie będzie okazji potrenować z łopatą.
Może zjedzą.


"Jak?! Jak tak się da?! On tak szybko jechał! Nie możliwe, aby trafił!"- Kłóciła się ze swoimi myślami Vici.
A myśli na to: “Jesteś gópia, nie znasz się i masz wszy na pępku!”.


W pobliżu nie ma nikogo. Żadnych ludzi, żądnych aut. Nikogo, niczego. Pustka.
W sumie dobrze, że nie ma tu ludzi żądnych aut, bo już jeden fetyszysta łopat wystarczy.
Żądza aut jest dla mnie jakaś taka bardziej zrozumiała.
Gdzieś w krzakach krył się wprawdzie jeden facet żądny roweru, ale był zbyt zajęty… khem… pompowaniem dętki, więc się nie liczył.
Nikogo, niczego, pustka i tylko napis na ścianie: Tu byłem. Kononowicz.
Btw, po czym poznać, że mamy do czynienia z horrorem niskobudżetowym? Ulice są puste, bo zabrakło pieniędzy na statystów.


- Nie możemy ją (jej!)  tutaj zostawić. Jeśli policja się dowie, to wezwą służby specjalne
Jasssne
MI6, CIA, NCIS, CSI i CBŚ już lecą na wyścigi, wyjąc syrenami.


a one zaczną prowadzić śledztwo, i dojdą do wypadku sprzed roku! Nie możemy na to pozwolić.- Eleanor nakręcała się coraz bardziej.
*wali głową w blat*



- Dobra, już spokój Elka. Spokojnie.- Louis położył swoje ręce na jej ramionach.
- Co myśmy zrobili...
- Trzeba coś zrobić z ciałem...- Zaproponował Niall.
Nie chciałabym być upierdliwa, ale czy tym razem TEŻ nie sprawdzicie, czy dziewczyna jest aby na pewno martwa? Bo wiecie, “górna część pleców” może oznaczać, że kulka trafiła np. w łopatkę…
Jak im znienacka łypnie okiem, to dobiją łopatą, mają już wprawę.


- Ale co?- Spytał ciekawy Loczek.
- Chyba już wiem...
- No to mów!
- No to zrobimy tak...
Błagam, tylko nie kolejny fetysz!
Siała baba mak
Nie wiedziała jak,
Loczek wiedział i powiedział,
Że zrobimy tak!


- ODBIŁO CI?!- Krzyknął Zayn.
- A to niby dlaczego?!- Bronił się Niall.
- No, bo... Hmmm... Zastanówmy się... CHCESZ SPALIĆ NASZĄ PRZYJACIÓŁKĘ! NO CHYBA, ŻE TY TO UWAŻASZ ZA NORMALNE, CO?!
Tak to bywa. Zaczyna się od trawy, a kończy na przyjaciółce.
Kura sugerowała, że najlepiej byłoby nieboszczkę zjeść, więc może zgrillowana łatwiej im wejdzie?


- Uspokój się! Mamy inne wyjście?! Ona jest martwa! Jeśli ją tutaj zostawimy, to ściągnie na nas kłopoty!
Uhm. Co gorsza, może pójść w ślady Amber i wrócić, mwachachacha!
A w każdym razie prędzej czy później zacznie śmierdzieć.


Zrozum, to będzie niebezpieczne. Nie możemy nic zrobić!
Za to spalenie jej będzie całkowicie bezpieczne, nikt nic nie zauważy…
Najwyżej powiedzą, że to Marzanna.
Albo Guy Fawkes.


- To wszystko już jest niebezpieczne! Najgorsze jest to, że nawet nie mamy ciała Colins...
- Że kogo?- Zapytała Eleanor.
- Amber, geniuszko. Amber. Amber Colins, tak się nazywa.
Przez krótką chwilę była Amandą, ale uznała, że jej nie pasuje.


No, a wracając, to nie ma ciała Amber, nie mamy Perrie, którą porwał jakiś psychopata, a przez nami leży martwa Ella!
Ale ją przynajmniej mamy, więc nie jest jeszcze tak źle.
Możemy ją przehandlować na jakieś ajtemki.


CO MAMY INNEGO ZROBIĆ?! ZAMKNĄ NAS, GDY ZNAJDĄ CIAŁO! ROZUMIESZ?! ZAMKNĄ!
- Dobra, uspokój się już...
- JAK - TO - USPOKÓJ?! Nie chcę zgnić w więzieniu!
Wolę zgnić w płytkim grobie, który mi wykopiecie, gdy XYZ mnie załatwi! Albo w bagnie, do którego mnie wrzucicie!


- Dobra, Niall ma rację. Musimy zrobić wszystko wg jego planu.- Wtrącił Lou.
- Ciebie też pogięło?!- Nie przestawał krzyczeć Malik.
- Ale zrozum, że to jedyne wyjście! No chyba, że znowu chcesz ją zakopać, lecz przed tym dowalić jej łopatą! A może tym razem, grabiami, co?
I motyką! I haczką! A potem poprawisz trójzębowym spulchniaczem!
I przejedziesz traktorem po twarzy...


- Tomlinson zmierzył swojego przyjaciela swoim wzrokiem (swoich) niebieskich oczu.
-Zabije Cię kiedyś, Tomlinsonie, zabije! Pożałujesz, że to powiedziałeś!- Wykrzyczał, a ich telefony zabrzęczały. Nowa wiadomość.
“Dzięki, że mnie wyręczasz, trochę u mnie krucho z czasem, a jeszcze muszę zrobić zakupy.
~ XYZ.”


"A może teraz już powinien pożałować?
~XYZ."
- Lou, uważaj!- Victoria rzuciła się na Louisa odciągając jak najdalej. Gdyby nie ona, rozpędzone auto trafiłoby w niego.
- Chwila... To to sam samochód, który prawie rozjechał Ellę... I to z tego zaczęli do niej szczelać!
Na szczelnicy się szczela i szczy razy czydzieści czy.
A mordercza limuzyna leciała jak szczała i szczała jak leciała.
A szczyle się poszczały.
Beszczelnie.


O, choroba, uciekajcie!- Zaczęli uciekać. Jak najszybciej. Uciekli za budynek. Potem coraz bardziej udawali się w zabudowania.
*łup* Właśnie udałem się pod wyrób stolarski.


W końcu zaczęto widzieć zabudowania, ludzi. Cywilizację.
A te zabudowania wcześniej, to co było?
Wioski barbarzyńskich plemion.


No i znowu. Nowy sms.
"Jedna z głowy. Byłby drugi, ale nie. Drogi Louisie. Podziękuj swojej Victorii. Gdyby nie ona, to dołączyłbyś do Elli... I może do Perrie... Kto wie, może ona już opiekuje się Ellą? Ja, wiem, ale tego wam nie powiem. A więc, trudno. Przygotuj się, Louisie, Twój kres jest blisko.


Następnym razem nie będzie przy Tobie Twej wybawicielki, a wtedy pożałujesz. Nic nie dacie rady mi zrobić Nawet nie próbujcie, bo zaginie kolejna osoba. Hahahaha, zaczynacie się bać? I dobrze, wtedy wszystko idzie lepiej!
~XYZ."
Czy mnie się tylko wydaje, że długość smsa to 160 znaków? Ten tutaj ma ponad 400.


- O nie.- Dan zatkała ręką swoje usta. Nie próbując nawet sięgać do cudzych. Louis tylko patrzył na wyświetlacz swojego telefonu. Był przerażony.
Biedny wyświetlacz. Trza by mu zaparzyć meliski.


- Dz-dzię-dzięki, Vici, ura-uratowałaś m-m-mnie...- Powiedział [zdenerwowany wyświetlacz], a po jego policzkach zaczęły płynąć łzy.
To już drugi (po Zaynie), któremu pękła rura.


- Już spokojnie, Lou, już spokojnie. Nic Ci się nie stanie. Nie przejmuj się.- Podeszła do niego i Go przytuliła.- Musimy coś wymyśleć...
- Dobra, ale najpierw pozbądźmy się ciała.
- Nie... Nie...- Powiedziała Vici.- Już wiem! Upozowujmy wypadek!
Upozowywali go więc i upozowywali.
A on, wredny taki, wciąż pokazywał ten gorszy profil.


- Że co?-Eleanor popatrzyła na nią z kpiną we wzroku.
- No, ale zastanówcie się. Ona jest naszą przyjaciółką Nie możemy z nią postąpić jak z psem. Elka nie ma tutaj nikogo, bo przyjechała z Polski, gdzie nie ma kontaktów z jakąkolwiek rodziną...
Jak wiadomo, Polska to taka czarna dziura, w której znikają rodziny i telefony przestają działać. Bajdełej jeszcze niedawno “Elka” to była Ella, mamy rozumieć, że Eleanor (zwana gdzieniegdzie Eleonor) automatycznie odziedziczyła ksywkę?
Nieno, ja zrozumiałam, że “Elka” to właśnie martwa Ella, o którą nikt nie będzie dopytywał, bo rodzina znikła w czarnej dziurze… znaczy, Polsce.


A więc upozorujmy wypadek. Tylko trzeba będzie szybko zrobić jej pogrzeb...
W parku, jak mniemam?


A więc co? Co sądzicie?
Niezłe, tylko trochę pracochłonne.


- No... To nawet nie jest taki zły pomysł...- Powiedział Liam, choć raczej sam do siebie. Był zamyślony.- A może... Może Ella się powiesi?
Sama? W tym momencie to raczej trudne…
No coś Ty, w tym opku trupki są nadzwyczaj żywotne i ruchliwe.


- Popełni samobójstwo?
I tak jest już martwa, więc będzie to naprawdę udana próba samobójcza.
Zwłaszcza z tą dziurką od kulki w plecach. Koroner będzie miał nielichą zagwozdkę.
Się zalepi plastrem.
Powiemy, że lubiła się ciąć.


- Albo nie, możemy też... Nie, to nie wypali...
- Co nie wypali?
- Nie ważne, zostańmy przy powieszeniu. I co sądzicie?
Sądzę, że ktoś tu już coś wypalił. I wolę się nie zastanawiać, co to było.


- To nawet nie jest takie złe. Nawet całkiem dobre!- Wyszeptała Danielle, jakby bojąc się, aby nikt jej nie usłyszał.
- Trzeba obmyślić plan.
- Chwila, chwila, chwila. Czy wy się słyszycie?!- Zaczęła Victoria.- ONA DOSTAŁA KULKĘ.
I był to szczęśliwy numerek.
(uwaga, suchar!) Poszedł snajper na lody i dostał kulkę. (koniec suchara)


Błagam, policja nie jest na tyle tępa, aby jej nie znaleźć. Trzeba wymyślić coś innego.
Boru, dzięki Ci, chociaż jedna myśląca jednostka w tym stadzie ćwierćmózgów!
Powiedzcie, że strzeliła sobie w górną część pleców, ale nie chciało jej się czekać, aż się wykrwawi, więc się powiesiła.
Przestań im podpowiadać, bo naprawdę tak zrobią.


- Co?
- Nie wiem, później się nad tym zastanowimy.
- Jest tylko jeden malutki problemik...
- Jaki?
- NIE MAMY ELLI!- Wszyscy rozejrzeli się. Rzeczywiście jej telefonu nie było.
Nie ma twojego telefonu - nie istniejesz.
Jeszcze powiedz, że nie masz konta na fejsie...


- Co robimy?
- Chodźmy go poszukać!- Wyszli zza budynku i udali się w miejsce, gdzie ostatni raz ciało widziano.
- Nie ma...
To się zdecydujcie, szukacie ciała czy telefonu?
Współczesne nastolatki są nierozerwalnie związane z telefonami, więc gdzie nie ma jednego, tam i drugiego nie znajdziesz.


- To co robimy?- Danielle była zdenerwowana. Zayna telefon zadzwonił. To Perrie!
- Odbierz, szybko!- Popędziła go Eleanor.
- Przełącz na głośnik- Zachęcił Hazz.
- Perrie?! Gdzie jesteś?!
- Aaaaaaaaaaaaaa! Ella nie żyje, mam przed sobą jej ciało!- I się rozłączyła.
A teraz przerwa na reklamy.



- Perrie! Perrie, nie!- Zayn odłożył słuchawkę (na stolik) od ucha.
- Chwila! Przecież Perrie telefon znaleźliśmy i...- Niall zaczął racjonalnie myśleć.
Cóż, połowy dzieła dokonał, kto zaczął. Ciekawe, czy starczy mu sił na drugą połowę.



- Tak, ale ma drugą.- Malik westchnął.
Podziwiać, jak zgrabnie aŁtoreczka wybrnęła z sytuacji!


- To dlaczego wcześniej nie powiedziałeś?! Wtedy to i tą Sam by znalazł współrzędne.
Ale zgubił gramatykę.


[Chłopaki znów dzwonią do Sama - speca od namierzania telefonów]


- I co?!- Dopytywał się Mulat.
- Ma wyłączony telefon, ale jak się pokaże, to da znać.
- O nie.- Czekoladooki się załamał.
Określanie boChaterów mianem “czekolaDOWOokich” jest wystarczająco wkurzające, “czekoladooki” to już naprawdę przesada. Serio, aŁtoreczko, Malik miał czekoladę w oczodołach? Mleczną czy gorzką? A może jeszcze do tego z orzechami?
Lewe oko z wiórkami kokosowymi, prawe - z kawą po irlandzku.


Ich telefony zadzwoniły. Kolejna wiadomość.
"No coź, nie macie swojej dziewczynki. Oj, już wiem dlaczego! No tak, przecież ja ją mam! Głuptasek ze mnie, że zapominam ciągle wszystkiego.
Pocieszę cię - i tak jesteś bardziej rozgarnięty niż twoje ofiary.
Kolejna wojna, w której jedna strona wygrywa tylko dlatego, że ta druga jest głupsza.


Tak to już niestety jest. No, Perrie mi się już znudziła.
Wyrzucę ją i pobawię się klockami.
Teraz będę się bawić martwą Ellą.
Co chcesz, póki nie dopadnie jej stężenie pośmiertne, można się bawić jak lalką.
A potem ułożyć puzzle.


Za niedługo ją dostaniecie. Aha, i podobał mi się wasz pomysł z upozorowaniem śmierci przez powieszenie. Może to wykorzystam? Zobaczycie w swoim czasie.
XYZ to prawdziwy psychopata - nikomu normalnemu nie chciałoby się pisać takich długich wiadomości.


~Śmierć jest blisko, czeka na was.., XYZ"
- O nie...- Wszyscy byli wpatrzeni w ekrany swoich telefonów.
- O tak! - wykrzyknęli z entuzjazmem analizatorzy, wpatrzeni w monitory swoich komputerów.


Lecz ich radość krótką była
Zaraz zgroza ją pokryła
Bo ujrzeli, że opko ma
Rozdziałów dwadzieścia i dwa.



Z wygodnych foteli, stojących w parku na odludziu pozdrawiają:
Kura w zielonych trampkach “no name”, Sine rzucająca butelką, Szprota odkopująca skrzynie ze skarbami, Jasza z nerwowym wyświetlaczem i Babatunde Wolaka z talerzykiem czekoladowych oczu
oraz Maskotek, maniacko wykopujący zimioki.

35 komentarzy:

Anonimowy pisze...

""A więc to nie koniec..."- Pomyślał Zayn. Zaczął ścielić łóżko. Jednak natrafił na kartkę zapisaną czymś czerwonym.
Szminką pisze się na lustrze, więc ten napis to pewnie krwią zrobiony.
Tylko czyją? Groza rośnie!"

MIESIĘCZNĄ.

Anonimowy pisze...

Nieboszczka w conversach... Prawie jak w opowiadaniu Kinga "Trampki". Tam też najważniejszą cechą ducha było obuwie...==' Całe szczęście że "prawie" robi jednak różnicę...

Sami90 pisze...

- Odbierz, szybko!- Popędziła go Eleanor.
(...)
- Aaaaaaaaaaaaaa! Ella nie żyje, mam przed sobą jej ciało!- I się rozłączyła.

Czy mi się zdaje, czy Eleanor popędzała go zza grobu?

Gayaruthiel pisze...

Wrociliscie w wielkim stylu.
Babtunde, gratuluje debiutu!

zwiezyna pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
LoboBlanco pisze...

Epickie komentarze. ;]
Nie ma to jak oderwać się od zwykłej korekty. Podziwiam Was, że wytrwaliście tak długo. Czytanie tego, nawet z Waszymi dopiskami, było ciężkie. ; )

Anonimowy pisze...

O,wróciliście tęskniłam!
A szczyle się poszczały.
Beszczelnie
zawsze mnie bawi,ja kto robicie!

Jakbym lubiła jakiś zespół,nie robiłabym z nich morderców idiotów..Ale to tylko ja.

Chomik

Luiza Stańczuk pisze...

Mnie to wygląda na silną inspirację Pretty Little Liars, tylko jeszcze prześladowca powinien podpisywać się "A", bo nawet mamy tutaj Amber (względnie Amandę).

Babatunde Wolaka pisze...

W komentarzach na blogu autorka wypiera się tych inspiracji, twierdząc, że w ogóle nie zna Pretty Little Liars. Nie wszyscy czytelnicy jej uwierzyli.

Anonimowy pisze...

Nowy załogant i od razu kapitan?
Coś mi to pachnie buntem na pokładzie... ;-)

Witajcie ponownie, tęskniłam.

Natalia SStefania Borucka pisze...

Powrót w dobrym stylu, opko wyjątkowo cudnej urody.

Bumburus pisze...

"- Jesteście tego pewni?- Zapytała Vici niespokojna."
I zaczęła rozsyłać wici.

"- Od kiedy Ty taki mądry?- Zakpiła Danielle. Nienawidzili się wzajemnie. Gdyby tylko to było możliwe, pozabijali by się nawzajem i tańczyli na grobie drugiego."
Cóż za klasa, nienawidzi, a wymawia "Ty" wielką literą.

"Pamiętaj, czytelniku: jeżeli masz zastrzeżony numer, jesteś nikim."
Ja mam. Od dziś mówcie mi Nemo.

"na nogach conversy zielonego odcienia."
Zielonego odcienia to powinna być właścicielka drugiej świeżości...

Miło znowu Was widzieć w akcji...

Czytryna pisze...

To upieranie się boCHaterów przy ukrywaniu całej sprawy mnie zabiło.

Anonimowy pisze...

Ooch, stęskniłam się za Wami. Ale warto było czekać, powrót naprawdę w wielkim stylu. Problem zaczął się, kiedy miałam ambicje wypić przy tym kakao, bo po jednym łyku, z którym walczyłam jakieś pół minuty, zrozumiałam, że to nie był zbyt dobry pomysł xD Tak czy siak dziękuję za umilenie dnia, dawno nie czytałam tak dobrej analizy :)

Tonks

Kobalamina pisze...

Dobrze Was znowu widzieć (i czytać) <3
Opeńko rzeczywiście cudnej urody, powinno nosić tytuł: "Festiwal tępoty i marazmu". Pomysł z powieszeniem postrzelonej jest przeborski. Aż drżę z napięcia, co będzie w następnym odcinku i czy komukolwiek uda się przeżyć tę masakrę :D
Pozdrawiam i gratuluję Babatunde świetnego debiutu ;)
B12

Anonimowy pisze...

Co do wożenia ze sobą łopaty... Ja z narzeczonym jeździliśmy zawsze z łopatą :D i to nawet nie w bagażniku, bo się nie mieściła, tylko na tylnym siedzeniu. Gdzie nie pojechaliśmy, tam musieliśmy wzbudzać podejrzenia. Zdziwieni musieli być też znajomi, gdy wieźliśmy ich na tylnym siedzeniu obok tej łopaty...

A łopata służyła do... odkopywania się ze śniegu. Teoretycznie latem można ją było zabrać do mieszkania, ale nie było na nią miejsca.

Opko pięknej urody - zwłaszcza ten pusty, zburzony i wyludniony Londyn.

Ag

Anonimowy pisze...

Trudno o bardziej niesympatycznych boChaterów opowiadania, naprawdę. O ile potrącenie kogoś podczas jazdy w trudnych warunkach atmosferycznych można jeszcze potraktować ulgowo, to czy aŁtorka naprawdę chce, aby czytelnicy kibicowali ludziom, którzy wywieźli żywą jeszcze dziewczynę do lasu (dobili łopatą w międzyczasie) i tam zakopali? :-) Niech giną marnie.
A analiza przednia, gratuluję.
Pozdrawiam,
A (albo raczej, XYZ)

Babatunde Wolaka pisze...

@Ag - łopata faktycznie się przydaje. Kiedy jeszcze sądziłem, że nadaję się na kierowcę, na placu manewrowym zakopaliśmy się z instruktorem w śniegu... Wszelako kilka łopat to już chyba lekka przesada.

Anonimowy pisze...

POPŁAKAŁAM SIĘ ZE ŚMIECHU! To było boskie, naprawdę. Widzę, że aŁtoreczki-fanki One Direction połapały się i również już wiedzą o idiotyzmie tego "zespołu", ale żeby aż tak pogrążać swoich idoli? No, ale w końcu do kogoś taka "muzyka"' jest adresowana, opko mówi samo za siebie. Dialogi na poziomie rozmów grupy dzieciaczków, które dopiero nauczyły się mówić, kłótni pod tytułem "co zrobić ze zwłokami Elki" nie usunę z pamięci, chyba że jakaś amnezja. Generalnie cała fabuła kwalifikuje aŁtorkę do zakładu ze ścianami obitymi miękką tkaniną. Czekam z niecierpliwością na część drugą. Mam nadzieję, że zawierać będzie równie atrakcyjne elementy...
Kuro, Ciebie to ja po prostu kocham nad życie!
~Serbianka

Anonimowy pisze...

ja przepraszam, że przeszkadzam, ale 'ludzie żądni aut' kojarzą mi się jednoznacznie:

http://fun.net.pl/20744

(NSFW definitywnie)

Wypłosz pisze...

"- No, bo... Hmmm... Zastanówmy się... CHCESZ SPALIĆ NASZĄ PRZYJACIÓŁKĘ! NO CHYBA, ŻE TY TO UWAŻASZ ZA NORMALNE, CO?!
Tak to bywa. Zaczyna się od trawy, a kończy na przyjaciółce."

Keith Richards był lepszy, bo raz z kokainą wciągnął nosem prochy swego dziadka, grzecznie leżące w urnie na kominku. Ten to miał fantazję.

...przynajmniek tak mówi legenda ludowa.

Pozdrawiam i kłaniam się nisko

Pigmejka pisze...

Kwiiii, kwiiiii, cóż za cudne opko!

Najpierw kilka uwag merytorycznych:

- żeby skutecznie i dokładnie spalić ludzkie ciało potrzeba minimalnie 760-800 stopni Celcjusza. Ciekawe gdzie bohaterowie znaleźliby taki piec. :D
- nawet jakby ich przyjaciółka nie miałaby kulki w plecach to upozorowanie powieszenia wuja by dało, bo kręgi się wtedy uszkadzają w zupełnie inny sposób niż przy samobójstwie, i nawet ślady na szyi są inne.

A tak poza tym: podczas czytania trzęsło mną ze śmiechu jakbym była galaretką truskawkową. I nawet kilka samotnych łez uroniłam, brawo, Kochani!
Gratki, Babatunde, chcę Cię częściej w analizach widzieć!

Anonimowy pisze...

Bardzo rozbawił mnie fakt, że wściekli czytelnicy oskarżają autorkę, że ich OSZUKAŁA ponieważ dopiero teraz odkryli, że opko jest wzorowane na filmie :D

Popiołek. pisze...

Tak, to było coś. x D
Powrót pełen stylu.
Tak, Czytryno, mnie to również rozwaliło. x D
Najdłuższa część jakże nieogarniętego opka. x D

Oby tak dalej,
pozdrawiam. ;3

eld pisze...

W opku koszmar minionego lata, ja mam koszmar obecnego lata po przeczytaniu tego tForu... Ale analiza jak zwykle świetna :) łelkom bak!

Hail, Kapitanie!

Siberian tiger pisze...

Biorąc pod uwagę treść sms-ów oraz czas, w jakim je dostają od zdarzenia, którego ona dotyczy, to ~XYZ-em musi być ktoś z nich; imho nie ma szans, żeby to był ktoś inny. No i gratuluję udanego debiutu, Babatunde Wolaka (tu pojawia się pytanie: czy to się odmienia, a jeżeli tak, to jak?).

Lenn pisze...

Gratulacje dla debiutanta!

Bohaterowie tego opka, podobnie jak jego tfórczyni, są tak cudownie nierozgarnięci w swoich poczynaniach. ^^ Anyway. Cieszę z takiego, a nie innego wyboru materiału do analizy - w końcu nie samymi romansami człowiek żyje - i czekam na ciąg dalszy!

Anonimowy pisze...

Niezmiennie rozczula mnie miłość do idola inspirująca do zrobienia z niego nazisty, gwałciciela lub mordercy...

Melomanka

Bumburus pisze...

No bo ZUO jest takie tró mroczne i kól i wogle, !!!jeden jeden jeden!!!
;-)
(Przynajmniej ja tak to rozumiem...)
A hasło captcha mam "formixW 22". Brzmi jak środek mrówkobójczy.

Wika pisze...

Nie prosiłam o przestudiowanie mojego bloga -.-

Anonimowy pisze...

Wika- a do tego potrzebne jest pozwolenie? ;) Każdy ma prawo do własnej opinii. Kiedy publikujesz coś w internecie trzeba liczyć się z tym, że ludzie będą oceniać i dawać krytykę. Tu akurat krytyka jak najbardziej uzasadniona. Nie pozostaje nic innego jak wyciągnąć wnioski i uczyć się na swoich błędach. :)

~Nereida

Wika pisze...

Ja dobrze o tym wiem, i wiem, jak piszę, z resztą sama uśmiałam się czytając to. Nie mam problemu, że to oceniły. Mają takie prawo. A ja uczę się na własnych błędach. To było moje pierwsze opowiadanie jakie stworzyłam, a więc wiadomo, że jest ono najgorsze, jakie kiedykolwiek stworzę. A w sumie nie mam do was żalu, że to oceniłyście, przynajmniej otworzyłyście mi oczy. Jestem wdzięczna ^^ I dzięki, że taka stronka powstała, inaczej nadal brnęłabym w przekonaniu, jak moje opowiadanie jest "cudowne".

Shun Camui pisze...

Droga Wiko, to nie jest ocena, tylko analiza. XD

Bumburus pisze...

A Jasza i Babatunde nie są dziewczętami...

Shigella pisze...

"Odczytał to na głos. Nikt się nie odezwał po tym. Zapadła głucha cisza.
- XYZ?- W końcu milczenie przerwała Eleanor.-Co to oznacza?
- Tak koduje się testy.- Wymamrotała pod nosem Danielle."
Wedle mojej najlepszej wiedzy (czerpanej od testera, pracujacego od lat w duzym telekomie) do testow uzywa sie specjalnych numerow, zazwyczaj generowanych przez odpowiednie oprogramowanie.
Numery sa rozne, zeby mozna bylo latwo zidentyfikowac odpowiednie wpisy w logach i w bazach danych.