sobota, 19 lutego 2011

66. Zaokrąglona Hermiona powraca, czyli Hogwart na balu (2/2)


Rodacy! Toworzysze! Łobywatele! W poprzednim odcinku Hermiona biegała od prysznica do prysznica, Ginny kryła niezauważenie, a Malfoy też krył, ale się w ciemnych korytarzach. Niespodziewane pojawił się też Edward C. w zupełnie niewampirzej postaci. W tym odcinku będzie już tylko gorzej. W imię Bora Wszechlistnego, inżojcie.

Analizują tak jak poprzednio: Dzidka, Gabrielle, Murazor.
Błonia są pokryte białą płachtą śniegu a jezioro taflą lodu.
Bal jest już jutro. Oczywiście idę z Edwardem. Dean zaprosił Ginny, Ron Fleur, Harry Cho, Seamus Katie, Nevill Romildę, Lee Alicję. Wszystko układa się dobrze. Mam zamiar założyć tą sukienkę od Dracona.
Ona układa się najlepiej. Nawet po potraktowaniu słówkiem "tą".

Chociaż dziwnie mi będzie się w niej pokazać. Podobno Malfoy ma iść z tą nową dziewczyną. Nazywa się Natasza Duice.
Malfoy poza płcią zmienił tez imię. No proszę.

I wygląda jak... cudownie.  Ale ona jest ładna! Bardzo ładna. Nawet nie da się tego opisać. Tylko pokazać.
Wszystko się da opisać tylko trochę talentu trzeba.
 
I założę się nawet o miliardy galeonów że on z nią chodzi. A dlaczego? Bo widziałam jak się lizali przed klasą do Eliksirów i Snape musiał odjąć im dziesięć punktów. Dlatego że ja tam stałam. A jestem Prefektem Naczelnym. A jak by on tego nie zrobił to ja bym musiała. Więc... I ona jest strasznie wredna. Gorzej niż on kiedyś. SERIO. A on się zrobił taki sam.
Chyba się pogubiłem: kto komu i dlaczemu?
Dlatemu, że całuje się z inną, a nie z nią. No bo co, kurczę blade.
  
- Czego tu chcesz? - Zjechała mnie wzrokiem.
- Nic. Myślałam że komuś coś się stało...
- O... Granger gra odpowiedzialną... - Zaśmiała się ironicznie. Reszta ją powtórzyła. Blondyn też.
- Byłam odpowiedzialna i nadal jestem. A nie jak co po nie którzy...
A "babka urodziła się za na pole Ona".
*Przy okazji: ktoś wie, z czego to cytat? Odpowiedzi prosimy zamieszczać w komentarzach.*
 
- Zadrwiłam i spojrzałam na Duice. Najwyraźniej się wkurzyła i podeszła do mnie na nie bezpieczną odległość. Wyjmowała po woli różdżkę. Ja szybkim ruchem ręki przystawiłam ją, jej do gardła. I wtedy podszedł Malfoy i powiedział:
- Zostaw ją wredna szlamo. Chyba że życie ci nie miłe.
Od stępy są te raz tren, dy i dżez i.
  
Jest godzina 23:59 i... 54, 55, 56, 57, 58, 59 I 00:00 .
Mili parafianie, jak zapewne wiecie, Żydzi wędrowali po pustyni nie rok, nie dwa lata, nie trzy lata, ... , nie trzydzieści dziewięć lat, ale aż czterdzieści lat!
Nie jeden rok, nie dwa... Ani nie trzy, ani nie cztery... (...) A może myślicie, że dwadzieścia dwa? Nie! I dwadzieścia trzy, i nie dwadzieścia cztery, ani nawet nie dwadzieścia pięć (...) I nawet nie trzydzieści dwa, tylko trzydzieści trzy lata chodził Chrystus po tej ziemi.
 
No to, mogę powiedzieć że dzisiaj idziemy na bal.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam wszystkie dziewczyny, które trzymały wieszaki z sukienkami i jakieś małe walizeczki.
Spojrzałam na nie pytającym wzrokiem " co to niby jest? "
- Tutaj mamy, dodatki biżuteria itp... - Powiedziała Ginny i władowały się do pokoju. Każda miała na sobie piżamę.
- Dobra. No więc, każda z nas musi wziąć prysznic... - Powiedziała Ruda. Chang się spojrzała i wypaliła:
- Ale jest jeden prysznic...
Więc jak jedna go weźmie, to dla kolejnych nic nie zostanie!

- Ale nie będziemy myć się chyba ze trzy godziny prawda? Godzina to maksimum... - Odpowiedziała Alicja. Spojrzałam na zegarek. Była szósta. A Bal rozpoczynał się o dwudziestej. Więc w sumie to miałyśmy czternaście godzin.
- Nas jest siedem więc tak gdzieś do pierwszej powinnyśmy się wyrobić z Prysznicem... -
Godzina na wzięcie prysznica przez siedem osób to sporo - ale bym zrozumiał. Jednak tu chyba chodzi o godzinę na łebka! *I tu Murazor ómarby na zgon, gdyby nie był już jedynie duchem.*

 Dwunasta. Wyrobiłyśmy się do dwunastej. Teraz każda maluje sobie paznokcie. Fryzura. Makijaż, dodatki i wreszcie strój.
 Dziewiętnasta. Cudem wszystkie się wyszykowałyśmy.
*Tłucze w rozpaczy czachą o pokład.*
Podnieśmy deflektor!
 
Razem zeszłyśmy do PW. Chłopacy już tam stali. W garniturach.
A nie w Sylwestrowych Szatach Madam Malkin?
 
Leżę w łóżku i nie śpię. Nie mogę. Jestem bardzo zaspana.
Jeśli nie możesz, to raczej nie jesteś zaspana, tylko pieruńsko przytomna.
To z nadmiaru wrażeń. Którego wybrać? Edzia? Malfoya? Edzia? Malfoya?
 
 Moją głowę zakrzątają różne myśli.
Krzątają się i krzątają i zakrzątnąć nie mogą.

Po jakichś dwudziestu minutach byliśmy w PW. Ginny poszła się położyć. Nie chciała żebym szła z nią. Więc zostałam z Edwardem w Pokoju Wspólnym. Harry siedział koło nas.
Chciałam coś powiedzieć, kiedy przez dziurę do Salonu weszła Fleur, trzymając na ramieniu Rona.
Że Fleur jest od Rona starsza, to wiedzieliśmy. Ale zeby mogła go sobie sadzać na ramieniu (jak, nie przymierzając, Longinus Anusię)?

 Był cały obity. Chyba był nie przytomny. Delacour była cała zapłakana i gdy tylko Portret się zamknął wrzasnęła:
- Pomocy! - I uklęknęła przy Ronie. Ja, Cullen i Potter zerwaliśmy się z kanapy i podbiegliśmy do nich.
Harry zaraz zapytał:
- Co mu się stało?!
- On... on... ja... on... - Fleur chciała coś powiedzieć. Ja w tym czasie sprawdzałam puls. Był ale bardzo słaby!
Ron okazał się zbyt słabowity dla Fleur i w końcu wysiadł.
Zajeździła go prawie na śmierć!

- Nie ma czasu na wyjaśnienia! Trzeba zabrać go jak najszybciej do Skrzydła Szpitalnego! - Wyczarowałam nosze i wybiegliśmy na korytarz... 
Po kiego w takim razie Fleur go niosła do wieży Gryffindoru zamiast od razu do skrzydła szpitalnego z nim iść?
 
[antrakt międzynotkowy]
 
Iiiii! Nowa notka! A to już 10!!!  . Tak tak. doszłam do 10 ! .Wiem że to nie dużo, ale chociaż dziesięć na początek. nie które blogi zdychają po trzech czterech.
Nie! Które?!
 
Biegliśmy bardzo szybko. Nawet Fleur dawała radę, mimo spływających po policzkach łez. Najbardziej mnie niepokoiło to że Ron w zastraszającym tępię bladł. Nie wiem co mu się stało, ale jest to straszne.
Nawet Harry się tym strasznie przejął. Wykrzykiwał do nas jedynie "Szybciej" lub " Biegiem nie ma czasu!" .
Ech, ten jego talent przywódczy...

 Staraliśmy się wykonywać jego rozkazy ale to nie było takie proste. Biegliśmy ile sił w nogach...
- Już prawie jesteśmy! Widać już drzwi! - Krzyknął Edward. Otworzyliśmy je i wparowaliśmy do SS aż zahuczało.
Sturmbahnführer Hermann Brunner zerwał się i trzasnął kopytami.
Koźlonoginadipodgłównodowodzącygenerałsierżant spadł z szafy.
 
Pani Pomfrey zaraz podbiegła do nas i zaczęła się wypytywać co się stało...
- Fleur?! - Zawołałam. Ona nie mogła wykrztusić słowa. Kazałam jej usiąść na krześle i oddychać głęboko. Pielęgniarka zaraz zaczęła wlewać jakieś środki Ronowi.
Ciekawe, którędy...

 Nadal nie było po nim znaku życia. Chodziła w tą i z powrotem przynosząc mikstury. Nic nie pomagało. Chwilę po tym odeszła od łóżka, na którym leżał Ron, który był bledszy niż ściana. Piguła przyłożyła sobie rękę do ust i głośno krzyknęła:
- Szybko przyprowadźcie profesora Dumbledora!
Piguła? To coś nowego!
Głośno i mocno zapukałam. Usłyszałam tylko ciche ' Proszę ' i wbiegłam do kabinetu. Dyrektor patrzał na mnie ze zdziwieniem. Oddychałam szybko i wypaliłam:
-Incendio!

- Profesorze! Coś się stało Ronowi! Przenieśliśmy go do SS, ale Pani Pomfrey kazała iść po pana! Jest źle! - Wrzeszczałam. Dyrektor szybko zerwał się z biurka i pognał do drzwi...
- Na co czekasz?! Trzeba ratować mu życie Hermiono! - Zawołał i razem wybiegliśmy. Nie wiedziałam że taki starzec ma taki popęd. Gnał jak nie wiem.
Dyszał i ślinił się wiedząc, że tam na górze, na łóżku, czeka na niego nieprzytomny uczeń. Tylko wyprosić pozostałe osoby, i popęd znajdzie ujście.
Biedna JKR nie przypuszczała, jakie skutki może wywołać, ujawniając, że dyrcio wolał chłopców...
 
Nie nadążałam mu kroku w biegu.
Dobrze, że nie biegu w kroku. Ale tak czy siak dyrektor wygrał wyścig na popędy.

... Po drodze tylko spotkaliśmy profesor MacGonagall która patrzała na nas jak na nienormalnych a Dumbledor odparł tylko:
- Alarm w Skrzydle Szpitalnym! - A Minewra popędziła za nami. Byliśmy już pod drzwiami kiedy głos Pielęgniarki do nas doszedł:
- O jak dobrze Albusie że już jesteś... Trzeba go wysłać do Św. Munga... - Powiedziała. A ja stanęłam jak wryta... aż tak z nim źle?
Teraz przeleciały mi w głowie miny wszystkich Wealey'ów.
W szczególności tata Weasley miał całkiem sporą kolekcję min. Od przeciwpiechotnych do morskich.
Zdjęcia też miał?

- Hermi? Hermiono? - Słyszałam głos. A raczej głosy. Wiele osób chyba do mnie mówiło. Ale po co się spieszyć z otwarciem? Niech sobie gadają... no chyba że to by była ważna sprawa. Ale no cóż... co może być ważniejszego od snu?...
- Dobry wieczór. Państwo do Ronalda Artura Weasleya? - Zapytał jakiś głos.
- Tak - Ktoś odpowiedział.
- Dobrze... piąte piętro, przedział dla poważnie, poważniejszych chorych, sala 115.
Przedział? To szpital czy pociąg?
Wyobraziłam sobie taką tablicę w, dajmy na to, Szpitalu MSWiA: "Przedział dla poważnie, poważniejszych chorych - V ptr."
I kłopot z chorymi z głowy. Umrą ze śmiechu.

- Dziękujemy pani - Odparł wyraźniejszy głos. Słyszałam go coraz bardziej dokładnie.
- A ta dziewczyna? - Zapytał kobiecy głos...
- Ona jest z nami. była zmęczona... e... zaniosę ją do tego działu i tam na pewno się obudzi... - Mówił Edward.
A! Nie przedział, tylko dział. A może Edward, jak ten Mędrzec z fraszki Sztaudyngera, sam nie wiedział, że ma przedział?
Jeszcze aŁtoreczka mogła napisac "wydział", "przydział", "siedział", może za fafnastym razem trafiłaby na słowo "oddział"?
Jak w teście wyboru z języka polskiego dla obcokrajowców: "Poczuł do niej wielki ...... . (wyciąg | przeciąg | pociąg | autobus)".

Tak teraz go wyraźnie słyszałam.
- Aha. No dobrze. Tylko proszę uważać... Winda jest za tym zakrętem... - Powiedziała i później słyszałam tylko odgłosy szpilek.
Ależ tam musiała panować cisza, że nawet szpilkę upadającą na podłogę dało się usłyszeć!

- Chodźmy. Nie ma czasu do stracenia - Powiedział Harry. Poczułam że ktoś podnosi mnie do góry.
Żeby tak na odmianę ktoś ją podniósł w inną stronę...
Z dużą szybkością w dół...

 Nie mogłam otworzyć oczu. Miałam świadomość, ale nadal spałam.
Chyba weszliśmy do windy...
- Hermiono? Słyszysz mnie? Obudź się proszę... - Słyszałam. a koniec budzę się.
Budzę się. Straszna nade mną kobita... (Słowacki).

Powoli otwierałam oczy. Ale zaraz je zamknęłam. Światło lampy mnie oślepiło. Wzięłam rękę nad głowę i powoli przyzwyczaiłam oczy do pomieszczenia.
Konstrukcja powyższych zdań faktycznie wskazuje na nie do końca przytomną osobę.
Oczy, słuchajcie, to jest pomieszczenie, ono nie gryzie.

- No nareszcie się obudziłaś. Straszliwie się o ciebie martwiłem... - Mówił Cullen.
- To prawda, cały czas tylko do ciebie gadał - Usłyszałam Harrego. Przekręciłam głowę i go zobaczyłam. Poprosiłam Edda, żeby mnie postawił. Ale to chyba nie był najlepszy pomysł... Zaraz się zachwiałam i leciałam do tyłu. Ale w ostatniej chwili złapał mnie mój chłopak.
- Spokojnie. Nic się nie stało.
- O matko. Słabo mi...
- O nie! Hermiono coś cię boli?
- Nie, nie. Już wracam do normy - Minęło trochę czasu, za nim już było dobrze. i zdążyliśmy dojechać do windy.
Czym dojechać?
Autkiem.

W której zresztą byłam, tylko ja Cullen i Potter. Nikt inny. dy wyszliśmy z windy przeszliśmy do sali 115. Ja byłam cały czas podtrzymywana przez Cullena.
Harry otworzył drzwi i zobaczyliśmy ludzi w środku...
Serce mnie zabolało. Zachciało mi się płakać kiedy ich zobaczyłam.
Oni wszyscy tam siedzieli. Zamiast z uśmiechniętymi buziami, siedzieli z minami jak Fleur gdy tylko przyprowadziła Rona. Mieli podpuchnięte oczy, mokre chusteczki...
Wszyscy do nas podeszli i się przytuliliśmy.
W kupie cieplej.
Zwłaszcza w świeżej.
 
Charlie i Artur stali obok siebie i oboje patrzyli wzrokiem który nie miał końca.
Zapętlił im się.
*szuka szydełka*
 
[Hermiona idzie kupić wszystkim coś do picia, po drodze dowiaduje się strasznych rzeczy.]
Podrożały pączki, nie będzie mogła tylu kupować i przestanie być taka zaokrąglona?
Murazor, co ty na taką wizję?

E, poradzi sobie.
 
Wszystko zaczęło się walić! Ron w szpitalu i walczy o życie, Katie porwana zapewne wypowiadała się Alicja bo miała do niej jechać, załamana... czemu wszystkim moim przyjaciołom coś się dzieje?!
Trafili do opka. Nic gorszego już ich nie spotka.
 
Wyszłam z windy i ruszyłam korytarzem. Głowę miałam spuszczoną. Wszyscy podeszli żeby wziąć swoje zamówienie. Nikt nie zauważył że płaczę żywnymi łzami.
Żywymi? Żywionymi? Może pożywnymi?
 
**Narracja trzecio osobowa**
**Jakby ktoś nie zau ważył**
 
Brązowo włosa dziewczyna o dużych czekoladowych oczach, leżała w łóżku w swoim w wieczór wigilijny.
A gdzie wzmianka, że zaokrąglona? Ja się tak nie bawię!
Zmizerniała w chorobie?
 
Była cały czas nieprzytomna. To są jak na razie najgorsze święta w jej życiu. Katie zabrali Śmierciożercy, Ron w św. Mungu, a Voldemort ma coraz większe szeregi. Wszystko się wali na jej głowę. A ona, nie wie co robić.
Nieprzytomny z reguły nie wie, co robić, choćby mu się wszystko na głowę waliło.
 
**Narracja pierwszo osobowa**
Boże Narodzenie już dzisiaj.
- Może się obudziła? - Zapytał jakiś kobiecy głos. Dochodził jakby z daleka. Powoli otwierałam powieki. Na początku widziałam rozmazany obraz. Ale po chwili stawał się coraz wyraźniejszy. Na de mną stała moja mama, ubrana w białą bluzkę i czarne spodnie i na to fartuszek, tata w elegancką koszule i jakieś jasne jeansy...
Oto prawdziwa boCHaterka! Pierwsze, co widzi po odzyskaniu przytomności, to w co ubrani są jej rodzice.
Zaokrąglona ofiara mody.
 
 - C-co się stało? - Zapytałam słabym i ochrypłym głosem.
- Zemdlałaś w szpitalu. Edward cię tu przywiózł. I dopiero teraz się obudziłaś... - Powiedziała mama. Usadowiłam się w pozycji siedzącej. Lekko się zachwiałam ale od razu zostałam przytrzymana przez tatę.
- Dzięki - Wymruczałam.
- Kochanie, kolacja czeka na stole. Dasz radę zejść na dół? - Zapytała się ciepło moja mama.
Na kolację?! Świat się kończy...
 
- Oczywiście. Tylko się przebiorę i umyje dobrze?
No, chociaż poranne... to jest: wieczorne czynności poprzedzają zejście na dół, tak jak być powinno.
 
- Rodzice pokiwali głowami i zostawili mnie samą. Przez chwilę jeszcze siedziałam. Nie docierało do mnie wszystko tak szybko. Wręcz przeciwnie. Strasznie wolno.
Woda nie jest sucha. Można by nawet powiedzieć, ze wręcz przeciwnie: jest mokra.
 
Poszłam do łazienki. Umyłam się i przebrałam. Naniosłam na twarz delikatny makijaż i podreptałam do kuchni.
Makijaż świeżo po dojściu do przytomności... Taaa...
Nawet boChaterka wie, że dobre samopoczucie przyspiesza powrót do zdrowia.
 
Miałam na sobie czarną sukienkę i balerinki. Zawsze się ładnie ubieraliśmy na święta.
Wraz z rodzicami odśpiewałam kolędy, zjedliśmy obiad i otworzyliśmy prezenty.
Dostałam dużo ubrań, zegarek od rodziców. Od Alicji jakąś książkę.
AŁtorko! Piszesz o Hermionie! A ona nawet w stanie zaokrąglonym  przeczytałaby choć tytuł!
 
Od Romi bardzo ładne wysadzane diamentami wsuwki, od Fleur słodycze ( ja też jej kupiłam chyba słodycze ) Od Ginny dziennik w którym mogę coś zapisać i ona będzie wiedzieć co, a ja będę wiedzieć co ona piszę. Taki środek komunikacji.
Ponoć, żeby działał, należy nad nim wypowiedzieć zaklęcie "Horcru Creo". A wcześniej kogoś załatwić. Dziwne, nie?
W świecie mugoli taki środek komunikacji nazywa się blogaskiem.
Sugerujesz, że, aby pisać blogaska, trza kogoś uśmiercić?...
No tak: na przykład logikę albo ortografię.

Alibo czytelnika chorego na nadciśnienie tętnicze.
 
Od chłopaków jakąś sukienkę, a od Cullena dostałam złoty łańcuszek z literką "H" . Założyłam go od razu. Od Harrego dostałam "100 zaklęć, jak wkurzyć Malfoya" ( sam ją napisał ) Od Rona dostałam bransoletkę a od Malfoya... Piękny łańcuszek. Dostałam z "D" a na karteczce było napisane : " Ja mam "H" ... Draco "
A ja mam skojarzenia. Bardzo brzydkie skojarzenia :D
Da się zrobić operację plastyczną tym skojarzeniom?
 
 . To takie romantyczne. Oczywiście go również założyłam.
Najpierw zaczął mnie dusić, a potem na nosie wyrósł mi muchomor.
 
Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę przy kominku, kiedy powiedziałam że trochę źle się czuję i idę na górę.
Opadłam na swoje łózko. Nie wiedziałam co myśleć. Draco chociaż ma dziewczynę to wysyła mi takie rzeczy. Powinnam go nienawidzić. A nie jeszcze zakładać od niego łańcuszki.
O to-to...
 
 Wywróciłam oczami i sięgnęłam po książkę od Harrego. Punkt pierwszy:
* Powiedz Malfoy'owi że jest jak jego ojciec.
Poczułby się doceniony.
I to ma być niby zaklęcie?!
 
[Zjawia się Edward i zaprasza Hermionę do siebie.]
Jeszcze trochę zdziwiona i oszołomiona powiedziałam swojemu chłopakowi żeby czuł się jak u siebie w domu i popędziłam do łazienki. Umyłam się, wysuszyłam włosy zrobiłam poranną toaletę i stanęłam przed lustrem. Z tego co opowiadał mi Edward to ma dwie siostry i dwóch braci. Nie mogę źle wyglądać...
Tia. Nie dla faceta się stroi, ale dla jego rodzinki. Chłopaki, czytelnicy tej analyzy! Jeśli szukacie akurat kandydatki na żonę, dopiszcie wysoko na liście pożądanych cech: "nie maluje się"! Sprawdzone.
Źle. Dopiszcie "jest w stanie wyjść z domu bez makijażu".
To znaczne łagodniejszy warunek...
Ale realniejszy!
Zaczęłam majstrować z fryzurą. To kitki, warkocze, koki nie koki. W końcu wyszło na to że wypuściłam kilka pasemek włosów na twarz a resztę spięłam w wysokiego kitka.
Naniosłam na twarz makijaż i owinęłam się ręcznikiem. Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju.
Zaśmiałam się pod nosem i podeszłam do szafy. Zaczęłam w niej grzebać i wyszukiwać jakieś ubrania.
W końcu wyciągnęłam ciemne rurki, fioletowo czarną bluzkę i czarny sweterek. Z szafki na buty wyciągnęłam sobie, buty na nie wysokim obcasie. Miałam je ubrane tylko raz. Na ślub kuzynki Evy.
Tak więc założyłam je i dobrałam dodatki.
- No ładnie, ładnie. A teraz się spakuj i idziemy... - Oznajmił Edd wyciągając z garderoby moją torbę.
Wywróciłam oczami i dałam mu całusa. Zaczęłam się pakować.
Po jakiejś godzinie... byłam gotowa.
- No nareszcie. Następnym razem powiadomię cię tydzień wcześniej. Będziesz mieć więcej czasu na spakowanie się... - Rzekł i chwycił moją torbę kierując się do wyjścia.
Z sensem gada.
 
Po chwili ukazała nam się ogromna posiadłość. Dom jak jakiś hotel ( Dom Cullenów, można zobaczyć na zdjęciach w galerii. od.aut.) Pełna podziwu i zachwycenia wyszłam powoli z auta.
*odpędza wizję boCHaterki wpadającej do kałuży*
 
 Wprowadził mnie do salonu. Nikogo tam nie było. Weszliśmy szklanymi schodami do góry i usłyszałam jakieś głośne głosy i śmiechy. Po chwili ukazały mi się sylwetki wszystkich domowników. Ich głowy odwróciły się w naszą stronę.
Pierwsza odezwała się, niska kobieta o brązowych falowanych oczach.
Może falowane oczy można traktować błyszczykiem?
Byle zadziałał jak falochron.
Astygmatyzm miała.
Też mam i nic mi nie faluje.
A co z osławionym falowaniem piersiami?
 
Podeszłam do okna i zaczęłam wpatrywać się w głęboki las. Gdy tak patrzałam powróciły zmartwienia.
Z lasu?
 
Strasznie się zmieniłam w te wakacje.
Mmmmm....
Przynudza. Wciąż ględzi, jak to się zmieniła w wakacje, a przecież mamy już zimę.
 
Nie wiem kiedy ale zaczęłam rozmawiać z siostrami Edwarda i tak mnie to pochłonęło że nawet nie zauważyłam że jest już siedemnasta.
- Jestem trochę zmęczona... pójdę się położyć... - Powiedziałam im. Jeszcze raz je przeprosiłam i poszłam do pokoju Edwarda.
No tak, jak się położyć, to u Edwarda. Jak w starym wierszyku:
Chcesz cukierka? To idź do Gierka! Gierek ma, to ci da.
 
Siedział na kanapie czytając jakąś książkę.
- I jak tam rozmowa? - Zapytał. Uśmiechnęłam się.
- Wspaniale. Twoje siostry są naprawdę bardzo miłe... - Powiedziałam i usiadłam obok niego.
Gadaliśmy jeszcze chwilę i chyba zasnęłam...
Edzio - hipnotyzer.
Albo tak interesujący rozmówca.
 
Kolejne dni mijały. Śnieg prószył coraz mocniej. Puchowa warstwa śniegu pokryła cały Londyn. Zima dawała o sobie znać. -10, -15 Celsjusza.
Stawiam galeona przeciw knutowi, że angielska społeczność czarodziejów nie używa skali Celsjusza! Ale te opkowe podróby nawet telewizję oglądają. Ble!
Ciesz się, że przez gadu-gadu nie rozmawiają.
I że nie dostają jedynek. Bo NIE dostają, prawda?!
 
Z Alice i Rosalie umówiłam się na łyżwy w ferie zimowe. Emmett i Jasper chcą mnie wyciągnąć na narty. Szczerze mówiąc to nawet umiem jeździć dlatego się zgodziłam. Carlise i Esme chcą żebym się z nimi wybrała do miasta Mugoli. ( Cała rodzina jest czystej krwi dop.od.aut. )
(Tylko TV ogląda i stopni Celsjusza używa dop.od.anal.)
 
I w tym czasie postanowiłam zebrać również przyjaciółki i zrobić mały wypad w góry. Tak jak mam to zrobić z Edwardem. Tyle że ja to zrobię w przerwie, po Sylwestrze do Ferii. Czyli tydzień. Co mi pochlebia. Bo z nimi od razu wyjeżdżamy po Sylwestrze. Strasznie się z tego cieszę. Bo chociaż na chwilę odetchnę od natłoku Cullenów. Nie żeby mi to przeszkadzało. Broń Boże. Ale po prostu potrzebuję przerwy. I tak z nimi spędzę tydzień. Niech się cieszą. 
I klaszczą uszami że ich taka boChaterka nawiedzić raczyła.
 
- Hermiono! Śniadanie! - Zawołała Esme.
- Już idę! - Odkrzyknęłam i skończyłam czesać włosy. Zbiegłam szklanymi schodami na dół.
Po drewnianych schodach zbiega się do góry?
Kto wie? Ale na szklanych trzeba bardziej uważać. Zwłaszcza w spódnicy.
 
Odetchnęłam i skończyłam się pakować. Zeszłam z Edwardem na dół i pożegnałam się ze wszystkimi.
- Do widzenia moje dziecko. Do nas zawsze będą stać drzwi otworem dla ciebie... - Powiedziała Esme.
Nie czarodzieje ale Jedi to są.
 
Gdy już miałam odchodzić od stołu, usłyszałam pukanie do okna. Odwróciłam głowę i zobaczyłam swoją sowę. Podbiegłam do niej i pogłaskałam po główce. Dałam jej karmelka i odwiązałam liścik od nóżki. Ta wyleciała przez okno.
Już widzę Hermionę odrywającą sowie nóżkę z listem i wyrzucającą później tę nóżkę przez okno...
 
Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać :
Droga Hermiono!
Nic mi nie jest. Dwa dni temu wróciłam do domu. Na szczęście nic nikomu się nie stało. Gdyby nie Zakon Feniksa byłabym teraz sierotą. Torturowali mnie, krzywdzili i chcieli wyciągnąć prawdę o Harrym.

Ciekawe, co aŁtorka rozumie pod "krzywdzili", skoro nie były to tortury. Hmm.
Czytali głośno Kodeks spółek handlowych? *z obrzydzeniem patrzy na leżącą obok stertę wydruków*
Zasady Dobrej Praktyki Klinicznej? *wzdycha*
 
Nie dałam im się. Nic im nie powiedziałam. Byłam wykończona. Ale jest już dobrze. Doszłam do siebie. I oczywiście przyjadę dzisiaj. Nawet już jestem w drodze. Powinnam być za jakieś pół godziny. Do szybkiego zobaczenia.
Katie Bell  

Twarda jest! W dwa dni wydobrzeć po torturach... A państwu Longbottom do dzisiaj nie przeszło.
 
Odetchnęłam z ulgą i poszłam na górę. Było zaledwie po czternastej. Moi rodzice jeszcze nie przyjechali. Ale znając ich zasiedzieli się u cioci. Jak zwykle.
Westchnęłam i weszłam do pokoju. Nie mogę używać czarów, ale mogę używać czarów
To lepsze niż "nie chcem, ale muszem"!
Taki plus dodatni.
 
za pomocą moich myśli. Wypowiedziałam kilka zaklęć i mój pokój zamienił się w, tzw Salon Piękności. Znajdowało się tam pełno ubrań, kosmetyków i dodatków. Luster i różnych takich.
Lustereczko, powiedz przecie,
kto najpiękniejszy w czarodziejskim świecie?

Jesteś piękna, Hermiono, jak wiśnia u torta,
ale stokroć piękniejsza córka Voldemorta!
 
Zadowolona z siebie poszłam do łazienki i poprawiłam swoje włosy. Związałam je w niedbałego kitka [coś takiego tym razem]  i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej sok pomarańczowy. Następnie wyjęłam z zamrażalki lody owocowe. Usiadłam przed telewizorem. Włączyłam go i zaczęłam latać po kanałach.
Na miotle. Uwaga na rozgałęzienia!
 
 Moje rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi. Wstałam i schowałam fotos do kieszeni. Podeszłam do drzwi. Stała w nich Katie.
Chwila osłupienia i po chwili rzuciłam jej się na szyję.
- Katie!!!!! - Wrzasnęłam. I zaczęłam ją dusić.

- Miona! Nareszcie... - Powiedziała. Pocałowałam ją w policzek i pomogłam wnieść bagaż.
- A gdzie jest reszta?
- Em... jeszcze nie przyjechały. Ale znając życie, zapewne zwalą się tu zaraz i zrobią ogromne zamieszanie - Zaśmiałyśmy się obydwie. Zrobiłam Katie gorącą czekoladę i poszłyśmy do mojego pokoju.
- Łał... jak ty to zrobiłaś?
- Czary... - Zachichotałam. Otworzyła usta żeby coś powiedzieć ale przerwał jej dzwonek do drzwi.
- To pewnie reszta dziewczyn! - Powiedziałam i zbiegłam na dół. Ona zaraz za mną. Otworzyłyśmy drzwi gdzie stały: Ginny, Cho, Flegma, Alicja i Romilda. Wpuściłam je do środka. Dłuugo gadałyśmy o chłopakach i wgl.
Dlaczego młode czarodziejki rozmawiają o internetowej składnicy harcerskiej?
Tam akurat jest wyprzedaż.
 
kiedy zaczęłyśmy się szykować.
Po nie całej godzinie skończyłyśmy.
No! Robią postępy.
Gwardia Dumbledore'a jak widać, pracuje ile sił, zajmując się priorytetami.
 
Swój pokój z powrotem przywróciłam do normalnej postaci. Usiadłyśmy w salonie i czekałyśmy na chłopaków.
Ja jeszcze poszłam po swoją różdżkę. Wsadziłam ją w swoje spodnie.
Au! Mnie się kojarzy!
Mnie też! I jako kobieta wydaję jeszcze większe "Au!"
*krzyżuje nogi*
 
Gdy tylko zeszłam na dół zadzwonił dzwonek. Otworzyłam drzwi i przywitali się ze mną wszyscy chłopacy. Nie traciliśmy czasu więc podeszliśmy do samochodów i ruszyliśmy.
 
Z jednej strony wyglądał zachęcająco, ale z drugiej nie.
Coś w stylu: "z tyłu liceum, z przodu muzeum".
Myślę, że po prostu miał jedną nóżkę bardziej.
 
Kręciło się tam strasznie dużo ćpunów i palaczy.
Był tam miedzy innymi palacz lokomotywy Hogwarckiego Ekspresu.
 
Wysiedliśmy z auta. Poczekaliśmy na resztę i weszliśmy do środka.
- Zatańczymy?! - Wrzasnął Ron do wszystkich.
- Dobra! - Odkrzyknęłam i wszyscy poszliśmy na parkiet.
Bardzo długo tańczyliśmy. W tym poszło w ruch sporo drinków. Stwierdzam że Piwo Kremowe i Ognista Whisky, jest lepsza.
Od czego?
 
Ale cóż. Tak więc po kolejnych drinkach już mało nad sobą panowałam. Co nie tylko ja.
Co-nie? Ale że cóż.

Usiadłam wygodniej i wtedy zobaczyłam że jakiś koleś zbliża się do naszej kanapy. Był dość wysoki i dobrze zbudowany. Miał brązowe włosy i zielone oczy. Ładne rysy twarzy... ogółem to był przystojny. Miał na sobie białą koszule i ciemne jeansy. Do tego jakieś adidasy. Zbliżał się i zbliżał aż w końcu usiadł obok mnie. Tak jak ja był już wcięty.
- Jestem Nick. A ty?
- Ja nie.
Czy to był Prawie Bezgłowy Nick Jonas?

 
Tak więc, byliśmy teraz koło jakichś foteli. Nick który wypił jeszcze więcej usiadł na jednym z nich i zawołał mnie. Ja wpadłam w atak śmiechu i pijanym krokiem podeszłam do niego i się nachyliłam.
- C-co? - Zapytałam i odbiło mi się.
- Troocheee... sie... zmęczy...łem - Powiedział. I nie wiadomo kiedy usiadłam na jego kolanach.
Chwyciłam drinka i wypiłam znowu. Spojrzałam na niego. On na mnie. I nawet nie wiem w którym ułamku sekundy zaczął mnie całować.
Oddałam pocałunek. I to nawet za bardzo. To że siedzieliśmy w ciemnym mi ( chyba najciemniejszym na całej sali ) gdzie nic nie było widać i jeszcze się całowaliśmy to już przekraczało granice o których ja zapomniałam.
Są granice, których przekroczyć nie wolno!

Ale przynajmniej troche rozumu mi zostało. Bo kiedy poczułam, jego ręce na moim tyłku i kiedy zaczął mi rozpinać guziki od bluzki jakiś cichy głosik w mojej głowie, powiedział że mam uciekać. Oderwałam się od niego szybko. Wstałam zapięłam bluzkę i wbiegłam w tłum. On chyba nadal tam siedział.
Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale dostałam rozumu.
Rozum, 9,99 zł za kilogram. Tylko dziś w twoim sklepie.
Był drugiej świeżości, dlatego tak tanio.
 
  
Zobaczyłam Rudą jak siada na kanapie z Harrym. Podeszłam do nich. Oni byli jeszcze bardziej wcięci ode mnie.
- Widzieliście Edwarda?! - Krzyknęłam. Ruda zrobiła wielkie oczy i spojrzała na Pottera. Wskazała mi tylko kierunek barku. 
Zaczęłam się przeciskać przez tłum. Aż w końcu doszłam. Na krzesłach siedzieli różni ludzie.
Ale to co ja zobaczyłam to był wstrząs na całego.
Na początku nie chciałam uwierzyć. Ciągle mówiłam że to nie jest prawda. Ale była. Bo ja tam stałam.
Piekące łzy podeszły mi do oczu i zaczęły spływać strumieniami. Makijaż się rozmazał. Nie chciało mi się wierzyć. Podeszłam bliżej. I stanęłam obok niego.
Edward Cullen. MÓJ Edward Cullen siedział na krześle przy barze razem z jakąś długo nogą blondynką i się całowali.
I co? Sama się też przed chwilą migdaliła z jakimś Nickem czy innym Dickiem.
 
Dopiero po chwili Edward się otrząsnął i przestał. Spojrzał przestraszonym wzrokiem na towarzyszkę. A później jeszcze bardziej przestraszonym gdy zobaczył mnie. Wstał i podszedł do mnie. Chciał mnie złapać za rękę ale się od niego odsunęłam...
- Ty zdrajco! Jak mogłeś! Nie na widzę cię! Nigdy więcej się do mnie nie odzywaj! - Chciałam odejść. Cullen był na maksa wcięty [Ta blada smętna firana? Wolne żarty!]. Nie mógł zrobić kroku bo by się przewrócił... [No właśnie dlatego wcięty, bo taka firana. Anemia szkodzi.]
- A ty to co? Całowałaś się z jakimś kolesiem na końcu sali i było dobrze?
Było dobrze, było. A jakbym nie uciekła, byłoby jeszcze lepiej.
Było nie uciekać *mruczy*.
 
Wiesz co ja myślę? Że nie zasługuje na ciebie skoro nie potrafisz nawet się opanować przy innym - Czknął. Serce mnie zakuło.
W kajdany.
Nie zasługuje na nią, bo ona całuje się z innym?  
 
[Edward zrywa z Hermioną]
 
- Hermi... Wstawaj... Już czas... - Mówiła do mnie Ginny. Nie mogłam. Nie mogłam się ruszyć. To było dla mnie straszne. Czuję się tak jakbym była pusta.Nie ma nic w środku. A to przecież takie puste słowa, które jednak coś znaczą "Myślę, że powinniśmy zrobić sobie przerwę... „. Był napity.
Ja sądzę, że był wlany.
 
Za dwie godziny mam samolot na Alaskę. Jedziemy w góry McKinley. Nie wiem,czemu akurat tam. Ale zdecydowałyśmy się w ostatniej chwili. Miałyśmy jechać do Afryki na Kilimandżaro. Ale wyszło inaczej.
W sumie, co za różnica, Alaska czy Afryka.
A poza tym, McKinley na Alasce to góra. Jedna.
*Pławi się w szczęściu* Jak to dobrze, że trafiła z górą w kontynent.
 
Katie i reszta twierdzą, że to mi dobrze zrobi. Że odetchnę. Chociaż nie wiem czy mam, czym.
No, jak nie ma czym?! Ma czym oddychać! I na czym usiąść! Mmmmmm...
 
 - Samochód już jest! – Krzyknęła Alii wyszłyśmy z bagażami na dwór. Ja zamknęłam drzwi i ruszyłam za nimi.Załadowałam swój bagaż i władowałam się do samochodu, jako ostatnia. Zamknęłam drzwi i ruszyliśmy.
Po jakiejś półtorej godzinie byliśmy na miejscu. Przeszliśmy przez barierki i te wszystkie inne. Gdy wchodziłyśmy do samolotu wydawało mi się, że widziałam jakąś blond włosą czuprynę. Zamrugałam kilkakrotnie i pośpiesznie weszłam do samolotu.
Coś jej wpadło do oka?
 
Zajęłam swoje miejsce na fotelu.
Chwilę jeszcze czekaliśmy i w końcu stewardesa przyszła i zaczęła coś tam gadać. Po chwili ujrzałam znaczek oznajmiający zapięcie pasów i samolot wzbił się w powietrze.
Chwilę później można było się odpiąć. Czekała nas czterogodzinna podróż.
Concordy już nie latają.
Ale, gdy Hermiona była w Hogwarcie, jeszcze latały!
  
Wzięłam do ręki jakieś czasopismo i zaczęłam je kartkować.
Moda, gwiazdy, TOP listy … Kiedyś kochałam to czytać. A teraz? To dla mnie szmatławiec. Nie widzę w tym nic specjalnego.
Szok. Normalnie, szok...
 
- Proszę zapiąć pasy – Usłyszałam.Spojrzałam na obrazek zapięcia pasów.
I to wystarczyło? Ja zawsze w samolocie muszę wziąć dwie części pasa i połączyć je klamrą, i dopasować. A ta tylko spogląda na znaczek i już.
 
Poczułam szarpnięcie w okolicach brzuch i zaczęliśmy schodzić w dół.
Po jakichś pięciu minutach samolot zatrzymał się na pasie startowym.
Nie, to nie Concorde. To jakiś wojskowy hi-tech pionowzlot, albo co...
 
Nałożyłyśmy na siebie zimowe kurtki,czapki i szaliki i wyszłyśmy na zewnątrz.
Pierwsze, uczucie to takie, że zawiało mi zimnem. Całe lotnisko pokrywała biała puchowa warstwa puchu.
Jak poetycko! Niewprawna aŁtorka napisałaby pewnie, że lotnisko pokrywała śnieżna warstwa śniegu.
 
Razem z dziewczynami wyszłyśmy na zewnątrz i poszłyśmy do Sali odpraw po bagaże.
Chwilę poczekałam i wyjęłam swój.
 Później wyszłyśmy z lotniska na ulice i podążyłyśmy do chodnika.
- No to, co teraz? – Zapytałam Ginny.Ta tylko kiwnęła głową na samochód czekający na nas.
Czytając ten fragment naprawdę ma się wrażenie, że bohaterki są gdzieś po drugiej stronie świata, gdzie z lotniska wychodzi się na ulicę, za to samochody jeżdżą po chodnikach.
 
Na mojej twarzy zagościł uśmiech. Podeszłyśmy do niego i zapakowałyśmy się.
 
Ale za to już po chwili byliśmy na miejscu.
BTW jestem szalenie ciekawa, czy aŁtoreczka faktycznie sprawdziła, że w McKinley National Park istnieje lotnisko, czy trafiła przypadkiem jak ślepa kura w ziarno.
 
Ogółem to nasz domek nie był za wielki, ale też nie mały. Miał parter i jedno piętro.
Super! będzie można schodzić na dół na śniadanie!
 
- Otwieraj! – Zapiszczała Katie.Uśmiechnęłam się i wsadziłam klucz do zamka. Przekręciłam dwa razy i otworzyłam drzwi.
Naszym oczom ukazał się śliczny widok.
Całe pomieszczenie było z drewna
Szczyt elegancji!
Ty się nie śmiej. Wenge to podobno teraz szczyt elegancji
Ohyda!
A może coś takiego?
Czy Ty chcesz mnie zabić?!
 
Zaraz po prawej stronie były proste schody prowadzące na górę. Obok po lewej było wejście do kuchni i jadalni. Później był salon z kominkiem, kanapą,fotelami, stolikiem i dużym telewizorem. Później była łazienka, a zaraz za nią jeszcze jeden salon, ale w nim nie było kominka tylko kanapa stoliki i barek.
No, ładnie. I to ten "nie za wielki" domek?
 
Wszystko było z drewna i ozdobione obrazami i kwiatkami.
Na korytarzyku, w którym stałyśmy była szafka na buty i wieszaki.
Z zachwytu postawiłam torbę i zdjęłam buty.
Zaprawdę, Hermiono, zzuj obuwie swoje, albowiem miejsce, do którego wkroczyłaś, święte jest!
 
- Dziewczyny! Na górze są sypialnie!– Krzyknęłam. Wszystkie zaraz pozdejmowały buty i pobiegły za mną.
Były dwa pokoje po dwie osoby i jeden pokój trzy osobowy.
Bardzo szybko się podzieliłyśmy.
Ja miałam pokój z Ginny. Fleur i Cho zajęły kolejną dwójkę a Alicja, Katie i Romillda wzięły trójkę.
Tak, więc poszyłyśmy po bagaże i zaczęłyśmy się zadamawiać. Pokoje wyglądały mniej więcej tak samo. Wszystkie były z drewna. W naszym było dość ładnie. Na samym wejściu były położone trzy chodniki z barana i owcy.
Ciekawe, jak odróżniła te z barana od tych z owcy...
Miały rogi? To niewygodne jest, można się potknąć.
 
Po dwóch stronach pokoju były dwa duże łóżka i szafki z lampkami nocnymi. Dalej stała szafa a pod oknem na środku stały dwa fotele umożliwiające dojście do okna i naprzeciwko niech stał stolik nocny.
Hit czarodziejskiego meblarstwa: fotele umożliwiające dojście! (Do okna, żeby nie było wątpliwości.)
 
Wstałam i ubrałam kozaki [grrrr]. Nałożyłam kurtkę, czapkę i szalik. Już powoli robiło się ciemno.
- Gdzie idziesz? – Zapytała Ginny,kiedy stałam w drzwiach.
- Przejść się. Niedługo wracam… - Powiedziałam się ulotniłam. Wyszłam na dwór. Od razu powiew zimnego wiatru mnie orzeźwił.  
Szłam tak przed siebie i znalazłam się przy wyciągu. Popatrzyłam na narciarzy. Nie było ich już tak dużo, ale też nie mało. Uśmiechnęłam się pod nosem.
Poczułam jak coś ociera się o moją jedną nogę. Przestraszona odskoczyłam do tyłu i spojrzałam w dół. Zobaczyłam małego białego kudłatego pieska. Patrzył na mnie swoimi wielkimi czarnymi oczami. Kucnęłam przy nim i go pogłaskałam. Pomerdał ogonkiem.
- Ojeja… Jakiś ty słodziutki… A gdzie jest twoja pani, co? – Rozejrzałam się dookoła i nie zobaczyłam nikogo,kto by się interesował tym psem. Wzięłam go na ręce i podeszłam do punktu obsługi.
- Przepraszam? Wie pan może czyj to jest piesek? – Zapytałam. Spojrzał na mnie i powiedział:
- Nie… Błąka się tu już kilka dni.Nie wiemy czyj on jest
Hmm... Trochę zbyt żywotny ten piesek jak na błąkającego się przez kilka dni w zimie.
 
- Acha. Dziękuję – Powiedziałam i odeszłam. Spojrzałam na tą kudłatą kulkę.
- Chyba jesteś dziewczyną…
No jasne. W końcu kulka! Doskonale zaokrąglona!
 
- MALFOY?! – Wrzasnęłam głośno.
- Co się drzesz Granger?! I co ty tu w ogóle robisz, co?
Drze się.
- A co cię to interesuje?
- Nie można zapytać Granger?
Można, tylko gdzie ona jest?

- Dla ciebie nie można Malfoy!
- Ooo. A dla kogo można? Może dla Cullena? Co Granger? - Zadrwił.
- Odwal się Malfoy - Wycedziłam przez zęby.
- Wieści szybko się rozchodzą Granger.
Narciarze jeżdżą wyciągiem. Turyści kolejką linową. Wieści rozchodzą się Granger.
 
I wiem gdzie mieszkasz!
- Grozisz mi?
- Ja? Nieeee. Czemu? - Udał skruchę.
- Daruj sobie. I najlepiej, jeśli się odczepisz. Chyba, że ma to zrobić ktoś inny.
Najlepiej niech się wszyscy odwalą. O!
 
 Puściłam Roxie, a ta zaczęła biegać po całym domku i się cieszyć...
- AAA! Pies! Skąd on się tu znalazł?! - Krzyczała Fleur.
- Uspokój się Fleur. Ja go przyprowadziłam. Nie ma domu. Chyba. Na razie zamieszka z nami
A jak będziemy wyjeżdżać, wypier... ją z powrotem na mróz.
 
Nie miałam na nic ochoty.Znowu. Wszystko przez Malfoya.
Oczywiście powiedziałam dziewczynom, kto tu jest. To powiedziały, że nie mam się przejmować.
Trudno im mówić.
Wykonałam wieczorną toaletę i położyłam się spać.
Wieczorna toaleta - odwrotność porannych czynności.
Dobrze, że nie wieczorowa. Maleńka hogwarcka szwaczka... skrzatka!
 
[Jakiś czas później w Hogwarcie Hermiona i Edward...]
- Chcesz być moją dziewczyną? - Była taka chwila kiedy chciałam mu powiedzieć "nie". Ale się powstrzymałam i wymknęło mi się:
- Tak - A w dodatku się uśmiechnęłam. Kocham Edwarda. I wiem to dobrze. Ale wiem też że coś czuję do Draco i nie wiem co to jest.
Ale za nim się zorientowałam już byłam niesiona na rękach Edwarda ku zamku.
- Ty wariacie! Co ty robisz?! - Zapytałam ze śmiechem.
- Niosę moją piękną dziewczynę na rękach. Co nie wolno?
- Wolno, wolno.
- Nie dziw się, że wolno. Szybciej się nie da. Trochę się zaokrągliłaś. Uff... Uff...
 
Weszlismy do PW i wszyscy się na nas spojrzeli.
- Co tu się dzieje? - Zapytał Ron.
- Hermiona i ja jesteśmy razem! - Krzyknął Ed i wszyscy zaczęli bić brawo.
And the Oscar goes to...
Byleby tylko nie zaczęli dziękować.
 
- Zaraz wracam kochanie - Powiedział mi na ucho i poszedł gdzieś z bliźniakami. Do mnie podbiegła Ginny i powiedziała:
- Ale ty masz farta dziewczyno! To jest podobno trzeci najprzystojniejszy chłopak w szkole! - Uśmiechnęłam się i ją przytuliłam.
"Trzeci najprzystojniejszy"! Czy tylko mnie zęby bolą na takie anglicyzmy?

- Ginny?
- Tak?
- Jutro jest piątek. Nie ma dużo lekcji
- No nie ma.
- Przyjdziesz dzisiaj do mnie na noc?
- Ale... nie spędzasz jej z Edwardem?
Ginny - stręczycielka. To coś nowego.
 
- Co?!
- Nie krzycz - Powiedziała i zatkała mi buzię. Poprowadziła do jakiegoś nie zatłoczonego zaułka i powiedziała:
- Myślałam że będziesz z nim.
- Nie. No co ty. On tylko koło mnie mieszka.
Tak, wierzymy, wierzymy...
Jerzu. Przecież przed chwilą oznajmili publicznie, że są parą!
 
Zmarszczyłam brwi i po jakichś dwudziestu minutach zasnęłam.
Cały czas ze zmarszczonymi brwiami. Rano musiała fajnie wyglądać. Jak klingoński wojownik.
Później będzie marudzić, że zmarszczki jej się robią.

[Hermiona dostaje prezenty urodzinowe.]
Ostatni prezent który wzięłam do ręki był obłożony srebrno zielonym papierem. Był duży. Jak by taka paczka. Powoli rozdarłam papier i otworzyłam pudełko.
W pudełku znajdowała się moja blado błękitna sukienka na ramiączkach, z brylancikiem na dekoldzie, z dwoma wstążkami wkładającymi na palec
Wkładającymi na palec CO?

W kontekście poniższego - lepiej nie pytaj!

i z rozcięciem do uda. Dalej były szpilki i wisiorek, bransoletka, kolczyki i pierścionek. Mój wymarzony zestaw.
z kartonu wyleciała mała koperta z liścikiem.
Było w niej napisane:

Droga Hermiono!
Mam nadzieję że sukienka i dodatki Ci się podobają!
To taki mały drobiask 
*W szale rąbie wszystko dokoła dużym toporem o dwóch ostrzach*
Uważaj na jej musk!... Choć może faktycznie nie jezd wart uwagi.
 
Rozejrzałam się po korytarzu i zobaczyłam Cullena opierającego się o ścianę i bawiącym się jakimś pudełkiem.
Podeszłam do niego i oparłam się też.
- Co? - Zapytałam.
- Nie znalazłaś dzisiaj ode mnie prezentu prawda?
- Owszem. I co?
- Bo wolałem ci go dać osobiście. Proszę - Podał mi pudełeczko. Otworzyłam je i zobaczyłam małe serduszko na którym było wyryte: H+E=M .
Hermiona plus Edward równa się Malfoy.
 
- O kurka! Jak ten czas szybko leci. Już jest osiemnasta dwa - Ronald jak zwykle nie w tej chwili co trzeba to powiedział. Skoczyłam jak oparzona i bez słowa wybiegłam do wieży astronomicznej. Po rodzę potrącałam wszystkich mówiąc tylko przepraszam. Dostałam się do schodków i już trochę wolniej zaczęłam po nich wchodzić. Stanęłam na samej górze i nikogo nie było. Spojrzałam na zegar : 17:05 .
To już nawet główny zegar w Hogwarcie przeszedł na zapis cyfrowy?
 
Podeszłam do murka. I oparłam się o niego.
- Piękna noc prawda? - Usłyszałam obok swojego ucha. Lekko się przestraszyłam. Ale obróciłam głowę i zobaczyłam Dracona stojącego tuż za mną.
- Dobrze napisał Szekspir: "O nocy, która" i tak dalej... - (Co prawda Draco nie był pewien, czy ten cytat znalazł akurat u Szekspira, a nawet czy w ogóle czytał Szekspira, tym niemniej cytat był dobrze dobrany i, co ważniejsze, wywołał pożądane wrażenie.)
*siedzi z nogami na stole i smętnie zawodzi "Gdzie ci mężczyyyyźniiiiii?"*
 
- Dziękuje - Szepnęłam. Przytuliłam go i pocałowałam w policzek, ale on obrócił głowę i... pocałowałam go w usta.
Ja mam jakiegoś pecha. Mój rozum mówił mi że mam przestać. Ale serce znowu podpowiadało żeby zostać.
Le coeur a ses raisons que la raison ne connaît point. *I tu Murazor zrobił ważną minę.*

Sama nawet nie chciałam przerywać tego pocałunku. Czułam się jak w siódmym niebie. Nie wiem co mnie napadło.
Wplotłam ręce w jego włosy. Przeczesywałam je palcami. On objął mnie w talii. Całował mnie najpierw normalnie. Później po francusku.
Prawie jak miłość francuska...
Zastanawiam się, co dokładnie miała na myśli aŁtoreczka myśląc o całowaniu normalnym i po francusku.
Dla małolatów konieczne jest rozróżnienie pocałunków zwykłych i z języczkiem. Bo te drugie to ŁOJ!
Wiecie, że ludzkość na forach poszukuje instrukcji "jak się całować" i szlocha: "mam 13 lat, moja dziewczyna nie chce całować się ze mną z językiem, mówi, że to obrzydliwe"?
Pewnie chłopak zębów nie myje.

 Coraz bardziej zachłannie. Oraz można by było powiedzieć że brutalnie. Ale to nie tak brutalnie jakbym nie chciała tylko tak jak jeszcze nigdy nie czułam.
Sado - ciacho... Czyżby czerwony kwadracik?
 
Po jakimś czasie:]
- Hermiii? - Zapytał się Ed. Spojrzałam w jego piękne kasztanowe oczy i się rozmarzyłam.
On jest taki prześliczny... ach... można utonąć.
No i dylemat: czy lepszy przystojny mydłek, czy arogancki brutal?
W obu przypadkach wolę celibat.
 
W sumie to była już dziewiętnasta. Ludzie mieli się schodzić o dwudziestej.
- O nie! Nie mam fajnej piżamy... - Jęknęła Ginny.
- Spoko. Pożyczę ci. Mam ich pełno... - Zgodziła się i od razu poszłyśmy przeszukać szafkę z piżamami. Miałam siedem wypchanych szafek. Piżamy : 1 szafka; bluzka na ramiączkach i długie spodnie, 2 szafka; bluzka na ramiączkach i krótkie spodenki, 3 szafka; krótki rękawek i długie spodnie, 4 szafka; krótki rękawek i krótkie spodenki, 5 szafka długi rękaw i długie spodnie, 6 szafka; długi rękaw i krótkie spodnie, 7 szafka koszulka nocna krótka.
A ja mam siedem skrzynek ze śrubokrętami! 1: długie krzyżakowe, 2: długie płaskie, 3: automatyczne, krzyżakowe i płaskie, 4: krótkie płaskie, 5: połamane (ale szkoda wyrzucić), 6: krótkie krzyżakowe, 7: młotek.
 
Razem z Ginny stwierdziłyśmy że koszulka nocna jest za bardzo seksowna.
Ginny nie była dość zaokrąglona.
 
I że ubierzemy je na następnych piżama partach, a teraz weźmiemy bluzkę na ramiączkach i krótkie spodenki.
Ałtorka wykoncypowała miejscownik liczby mnogiej od "party"!
Dzidka, daj ten topór, co?
Masz tu zapasowy.
Kurczę, a mnie się to podoba! To w końcu naturalny trend w języku polskim.
 
Zmyłyśmy makijaże i pomalowałyśmy się na nowo. Ja trochę lżej kredką i tuszem. Cień do powiek nałożyłam szary a błyszczyk malinowy.
Ruda pomalowała się tuszem kredką zielonym cieniem do powiek i poziomkowym błyszczykiem.
Ciekawe, czym w którym miejscu. Mogłyby z tego wyjść niezłe barwy wojenne.

Pomalowałyśmy sobie paznokcie u nóg i rąk pod kolor piżamek.
- Wyglądamy szałowo! - Krzyknęłam.
Przez litość tym razem powstrzymam się od komentarza.
 
- No a jak! - Powiedziała Ginn i zaczęłyśmy się śmiać.
Usłyszałyśmy pukanie do drzwi i przyszły siostry Pati.
Obydwie miały na sobie piżamy. Były one beżowe.
Beżowe? To wszak fatalnie komponuje się z ich śniadą cerą! Chyba że siostry Patil i "siostry Pati" to zupełnie różne osoby.
 
Bluzka na ramiączkach i długie spodnie.
Usiadły na swoich śpiworach i czekały na resztę. Chwilę później przyszła Fleur i Katie. A potem przyszły Romilda, Alicja i Cho.
Tylko Cho z tego towarzystwa miała na sobie koszulkę nocną z koronką. Była fioletowa z satyny.
Za to Fleur była żółta z zazdrości a Katie zielona ze strachu.
*więc chodź pomaluj mój świat
na żółto i na niebieeeskooooo*
 
Ginny zmierzyła ją wzrokiem.
Znowu pukanie. Przyszli chłopacy. Najpierw Edward, później Ron, Harry, Nevill, Dean, Seamus i Lee. Wszyscy usiedli na śpiworach i zaczęliśmy gadać.
Po jakiejś godzinie odezwał się Lee
- Może zagramy w butelkę?
Graj w butelkę, boChaterko,
Graj w butelkę, boChaterze,
Nawet jeśli ci nielekko,
Nawet jeśli cię "nie bierze".
Graj w butelkę, graj w butelkę,
Czyś dziewuszką jest, czy chłopkiem.
Żeby opko, żeby opko, żeby opko było opkiem!
 
- Uśmiechnął się zagadkowo. Spojrzałyśmy po sobie.
- Dobra - Powiedziałyśmy równo.
- A ma ktoś wykrywacz kłamstw?
- Ja! - Odezwał się Nevill. Położyliśmy go (nie Nevilla tylko wykrywacz) 
Element komiczny, czy raczej przebłyski świadomości jakości swojej pisaniny?
Z bólem stawiam na to pierwsze :-(
 
Później graliśmy w pary. Wzięliśmy przepowiednie i wróżyliśmy.
Wyszło że: Edward i ja, Harry i Cho, Ginny i Dean, Romilda i Nevill, Seamus i Katie, Lee i Alicja, Ron i Fleur. 
Piątka od profesor Trelawney się należy!
W końcu coś wyszło. Nie wiemy co, ale wyszło.
 
Złożyło się akurat tak że kto ze sobą nie chodził to zaczął. Dalej dużo gadaliśmy. W końcu otworzyliśmy Piwo Kremowe. Wszyscy zaczęli śpiewać sto lat ale ich uciszyłam. Później każdy zajął się sobą.
Self service. Oj, brzydko mi się kojarzy.
Na biuro obsługi klienta to ja ci tu nie radzę liczyć.
 
[Szykuje się bal:]
Byliśmy na holu przed. Była tam mnóstwo par. Przeszukałam wszystkich wzrokiem i... doszukałam się tego czego chciałam. Draco stał odwrócony do mnie plecami razem ze swoją dziewczyną. Wyglądała o niebo lepiej ode mnie. Serio. Nie chce mi się nawet opisywać co ona ma na sobie.
To może chociaż daj linka do obrazka, bardzo prosimy...
 
- Zapraszam wszystkich na Wielką Salę - Zagrzmiał głos profesor MacGonagall.
Wszyscy weszliśmy do środka.
Oczywiście pierwszy był Walc.
Pierwszą parą jaka wyszła był Dumbledore i Minevra. Potem, inni nauczyciele. W końcu ucznie.
Edward ukłonił się prze de mną, pocałował mnie w rękę i zapytał:
- Mogę panią prosić na bal? - Parsknęłam śmiechem i powiedziałam:
- Oczywiście proszę pana... - Weszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć.
Czy mogę panią prosić do walca? Właśnie podjechał.
Przepraszam pana bardzo, wolę żółte kopareczki.
 
 Odstawiłam kubek i szybkim krokiem wyszłam na błonia.
Odetchnęłam świeżym powietrzem i poszłam nad jezioro. Usiadłam na kamieniu i wpatrywałam się w tafle jeziora. Było mi lekko zimno.
- Accio płaszcz - Powiedziałam i przyleciała do mnie moja kurtka.
Zaledwie dostateczny z zaklęć przywołujących, panno Granger.
To przez wypicie czegoś z tego kubka. Niewyarźnie wymmawaiła słwoa, plęzyk jej się jątał...
 
Nakryłam się nią i siedziałam. Do puki ktoś nie powiedział:
Co to jest puka?
Siostra Buki.
 
- Piękna noc prawda? - Podskoczyłam ze strachu i spojrzałam w bok. Stał tam Draco.
- Dobrze napisał Szekspir... i tak dalej.
Nie odptaszkował w notesiku: "Hermiona - Piękna noc - wykorzystane..."
 
- Myślę że powinieneś dołączyć do swojej dziewczyny...
- Założyłaś tę sukienkę.
- Owszem... - Spojrzał na mnie i już chciał mnie przytulić, kiedy nie wiadomo skąd zjawił się Edward. Spojrzał tylko na Malfoya a ten sobie poszedł.
- Nic ci nie jest? Czemu tu przyszłaś? - Wypytywał.
- Nie wiem... - Zaprowadził mnie pod jakieś drzewo. To było to przy którym ostatnio z nim siedziałam. Zdjął marynarkę i nakrył nią mnie widząc jak się trzęsę.
Czy ta marynarka na kurtce cokolwiek zmieniła?
 
Wyjęłam różdżkę i wyryłam na tym drzewie serduszko a w nim napis : Edward + Hermiona = Wieczna Miłość . 
I wtedy zjawili się Filch i pani Sprout.
I ekolodzy. Wszyscy razem przykuli się do drzewa.
 
- Nigdy cię nie zostawię. A to jest tego dowodem - Powiedział i wskazał na serce.
*usiłuje odnaleźć związek logiczny*
Idź lepiej Atlantydy szukać.
Masz rację, szybciej mi się uda.

wiem parę rzeczy na stówę :
1. Edward powiedział mi że mnie nigdy nie zostawi.
2. Nienawidzę Malfoya, ale go kocham.
3. Wigilia już po jutrze. Wracam do domu na ferie zimowe. Nie będzie mnie tu miesiąc.
Punkt trzeci wobec dwóch pierwszych świadczy o czwartym: Masz kiełbie we łbie!
 
I odpłynęłam do krainy snów...
Ja też odpływam... Dobranoc!
I ja odpływam, ile sił w rękach i nogach. Jak najdalej od Hogwartu a la Hermiona Cullen-Malfoy. Gabs, ty zostajesz?
Nie, idę pod prysznic. Zmyć z siebie to opko.

Dzidka wachlująca się toporem, wybierająca się pod prysznic Gabrielle, porządkujący przez sen śrubokręty Murazor i zziębnięty Maskotek pozdrawiają znad rozjechanego walcem opka.


4 komentarze:

Anonimowy pisze...

• Ewa


"Biegliśmy bardzo szybko. Nawet Fleur dawała radę, mimo spływających po policzkach łez."

Jak wiadomo, łzy na policzkach spowalniają pracę mięśni nóg.

"Nie na widzę cię"

Nie na, lecz pod.

• Lyra


http://angel19.blog4u.pl/
mini-wersja opko TH chcecie?

[b]Super analizy, po prostu super.
Pozdrawiam Was:)[/b]

• Dzidka

Jak dobry, to analizujemy :) Zaraz rzucę mym kaprawym oczkiem.

• Szyszaa

mistrze ;> po prostu mistrze. ja to bym podała http://blog.tenbit.pl/inzest, ale nie wiem czy akurat analizujecie blogi nie z onetu XD

• House_addict

Chodziło mi o stare, dobre SuS.
Przepraszam, że tak prosto z mostu, ale ostatnio przestaliście być zabawni i trochę za mocno się czepialiście jakichś nieistotnych rzeczy.

Ale żeby nie było, od początku byłam Waszą wielką fanką i nadal nią jestem. Przecież nie zawsze wszystko wychodzi idealnie.

• ,


nie nie! tym autkiem - http://www.youtube.com/watch?v=W6OLh6VJXu0

• Tajemniczy Wielbiciel


ale...*połyka łzy*..ale ja lubię domki "całe z drewna". W ogóle lubię drewno. I ten telewizor z półeczką też...

Anonimowy pisze...

anonim

Witam bardzo serdecznie. Wasze analizy niezmiernie mi się podobają, dlatego chciałabym podać wam bloga, który myślę że będzie idealny do analizy www.vampires-dark.blog.onet.pl. Pozdrawiam

• gabrielle


@lobo:
Nie ty jedna:) Ja też mam dwie.

• jasza


@House_addict

z tego, co wiem, to SuS ani nigdzie nie zniknęło, ani znikąd nie wraca.
Byliśmy, jesteśmy, będziemy.

• House_addict

W końcu wróciło SuS! Muszę przyznać, że to opko było zanalizowane po mistrzowsku, ale to po części dzięki aŁtoreczce. ;)

• Ona


Super analiza. Kiełbie we łbie totalnie mnie rozbroiło. Mam dla Was takie małe coś. Krótkie, ale bardzo... opkowe. http://rownowazna-wymiana.blog.onet.pl/

• Sierżant


"Usiadłam wygodniej i wtedy zobaczyłam że jakiś koleś zbliża się do naszej kanapy. Był dość wysoki i dobrze zbudowany. Miał brązowe włosy i zielone oczy. Ładne rysy twarzy... ogółem to był przystojny. Miał na sobie białą koszule i ciemne jeansy. Do tego jakieś adidasy."

Jeżu! Boru Najzieleńszy! Bela! Bela w opku! Aaa!

Anonimowy pisze...

lobo


Czy ja jestem inna, bo mam tylko dwie piżamy? o_O
Analiza kwikaśna, przywracacie mi siły po walkach w dziekanacie, niech wam Wielki Kalmar w opkach wynagrodzi.
a skrót "dop.anal." brzmi jakoś tak... nieelegancko ]:>

• Celebrian


Murazor --> Biorę i zwracam galeona ^^ A ze skalą Farenheita nadal mam problemy, muszę zawsze przeliczać na Celsjusze. XD Ci Brytyjczycy to jednak wszystko muszą inaczej robić XD

 Murator

Weźmij pod uwagę, że społeczność czarodziejów jest o wiele bardziej konserwatywna od mugolskiej. A co dopiero społeczność angielskich czarodziejów!

Kod wrtpn - prawie jak "wertepny".


• Sineira


Jak tak dalej pójdzie, Hermiona uzbiera z wisiorków cały alfabet:D

• Ome


Niewiele brakowało, bym się popłakała ze śmiechu! To zaokrąglone opowiadanie w zaokrągleniu Waszej analizy jest takie... zaokrąglone.

Ale wątek miłosny nadal stanowi dla mnie zagadkę. Może koniec końców Hermiona to tylko przykrywka, a prawdziwe, wzajemne uczucie dwóch pozornych wielbicieli rozgrywa się za jej plecami?

Wielbię dylematy makijażowo-ciuchowo-romansidłowe.
I Was wielbię, ale to już na poważnie :) Analiza była cudna.

Anonimowy pisze...

Celebrian

Analiza piękna! Popęd Dumbledore'a mnie ómarł. A także H + E = M. I wiele, wiele innych. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie dorzuciła czegoś od siebie.

"Kolejne dni mijały. Śnieg prószył coraz mocniej. Puchowa warstwa śniegu pokryła cały Londyn. Zima dawała o sobie znać. -10, -15 Celsjusza.
Stawiam galeona przeciw knutowi, że angielska społeczność czarodziejów nie używa skali Celsjusza! Ale te opkowe podróby nawet telewizję oglądają. Ble!
Ciesz się, że przez gadu-gadu nie rozmawiają.
I że nie dostają jedynek. Bo NIE dostają, prawda?! "
Niestety mógłbyś przegrać tego galeona, bo zdarza im się używać skali Celsjusza (Dobra, mieszkam w Szkocji, może Anglicy są inni pod tym względem. XD)
A jedynek rzeczywiście nie dostają, szczególnie w Hogwarcie XP
Swoją drogą ostra zima. Minus pięć to tutaj jest już wielki mróz, a z powodu kilku centymetrów śniegu są odwoływane zajęcia XD

"Wszystkie zaraz pozdejmowały buty i pobiegły za mną."
A tutaj znowu leży znajomość angielskich zwyczajów u aŁtorki. Ostatnio miałam okazję spędzić weekend w domku, który był "cały z drewna" XD butów zdecydowanie nikt nie zdejmował. I zazwyczaj Szkoci tego nie robią, choć to zależy od tego do kogo się przychodzi. Jednak wynajmowany dom to osobna kategoria.

Dzięki za analizę!
I teraz znowu do następnego czwartku trzeba czekać...

Pozdrawiam!

• Pigmejka


Ach, Wy okrutni, brzuch mnie przez Was boli od śmiechu! ;)) Nie wiem, co mnie bardziej ukwikało: czy popęd Dumbledore'a i jego niezrównany w biegu krok, czy przyzwyczajanie oczu do pomieszczenia, czy też falujące oczy albo podział typologiczny piżam Hermiony. Edward i Cullenowie oraz wszech_obecne spa_cje były niczym zatrute wisienki na torcie. Na dodatek moim skojarzeniom nie da się zrobić operacji plastycznej, a też są bardzo brzydkie! :D Loffciam Was, ekipo SUS. ;)))

• Mrohny


A myślałem, że się ponudzę tego wieczoru. (;
To jak, będzie kolejna część? :D

• Mrohny


A myślałem, że się ponudzę tego wieczoru. (;
To jak, będzie kolejna część? :D