OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

czwartek, 27 lutego 2014

252. Kombinezon na agrafki, czyli fochy Stocha (1/2)


Drodzy czytelnicy!
Igrzyska olimpijskie  się skończyły, lecz sezon narciarski nadal trwa. Zapraszamy więc do świata skoków narciarskich, damskich i męskich. Poznamy sposoby na pobicie rekordu skoczni a także dowiemy się, jak lojalni bywają wobec siebie przedstawiciele reprezentacji różnych krajów. Zobaczymy także, w jaki sposób trener motywuje zawodników oraz jak najszybciej można wrócić z bliżej nieokreślonej zagranicy do kraju. Indżojcie!



Analizują: Mikan, Jasza, Babatunde Wolaka, Dzidka i Kura.




-Małysz skończył karierę… Stoch niby sobie radzi, ale do mistrza mu daleko…inni hmm… Kot, Żyła, kto wie może coś z nich będzie, ale na razie formą nie zachwycają…a co dopiero jeżeli chodzi o panie…w Polsce nigdy nie było reprezentantek płci żeńskiej,
O, to są reprezentantki płci męskiej?
To tak jak “penis męski” u Koterskiego.


które miały by w tym sporcie sukcesy, nie ma nadal i nie wiadomo czy się pojawią… ale cóż wszystko może się zdarzyć.- zakończył swoją wypowiedź pewien norweski dziennikarz sportowy i udał się w kierunku hotelu.
To był briefing na trawniku przed hotelem, który dziennikarze zwołali sami dla siebie.
Pan dziennikarz profesjonalizmem nie zachwyca, ale może coś z niego będzie :>
Nie jest powiedziane, że to oficjalna wypowiedź, więc może po prostu rozmawiał z kolegami przy piwie.


Polacy wiedzieli, że po odejściu Adama będą narażeni na różne porównania i oceny dlatego nie przejmowali się zbytnio, takimi opiniami,
Wariującymi przecinkami też nie.


chodziarz tak na prawdę marzyli o zwycięstwie…
A że w skokach im nie szło, zmienili dyscyplinę.
Chodziarstwo w górę po skoczni na czas?
Dziwni by byli, gdyby o tym zwycięstwie nie marzyli.


-Kamil, było dobrze, ale znowu za późno wyszedłeś z progu, musisz się nardzie skupić no co z tobą [nerdzie jeden]? Kuba a ty! Jeszcze raz popatrzysz w stronę tamtych dziewczyn to zadzwonie po twojego ojca!- podsumowała trener Kruczek
No nie, i tutaj dżender atakuje?
I widmo wywiadówki z powiadomionym ojcem.
Od razu zapowiedzmy, że to opko jest bardzo “genderowe”, nawet pomijając reprezentantki płci męskiej: niespodziewane zmiany płci bohaterów dokonują się wielokrotnie.


-Słuchajcie za dwa dni początek sezonu, chyba każdemu zależy na tym żeby wypaść jak najlepiej, szczególnie że w tym roku, pierwsze zawody odbywają się akurat na Wielkiej Krokwi, dlatego proszę was, żebyście wyjechali jeszcze raz na górę i skoczyli jak należy.
Proszę was. Bardzo.


- polecił trener i zawodnicy posłusznie udali się w kierunku wyciągu. Tym razem próby udały się jednak dużo lepiej.
No proszę, jacy posłuszni. Strach pomyśleć, co by było, gdyby im nie nagadał!
I nie postraszył wezwaniem rodziców na dywanik.


Kamil wyrównał nawet rekord skoczni, co rozbudziło nadzieje na dobry początek sezonu.
Jeden skok sezonu nie czyni.
Ale za to leciał jak jaskółka. Pierwsza.
Tak jak to było w planach już dwa dni później na Wielkiej Krokwi w Zakopanem miał się odbyć pierwszy konkurs Pucharu Świata 2011/12.
No nie, bo pierwszy konkurs sezonu 2011/2012 odbył się 26 listopada 2011 w Kuusamo.


Kamil wstał bardzo wcześnie, i udał się na spacer po mieście. Wiedział, że jest w dobrej formie stać go na wiele, ale bał się że nie podoła w rywalizacji z takimi sławami jak Schlierenzauer czy Bardal. Pogrążony w myślach spacerował w okolicach skoczni…
Tam i nazad. Tam i nazad…
Aż pad na zad.


-Zaczekaj…- usłyszał i zobaczył biegnącą w jego kierunku drobną blondynkę, trzymającą coś w ręce.- Już myślałam, że cię nie dogodnie… Kamil tak?- spytała
-Tak…coś się stało?- zapytał zdziwiony skoczek.
-To chyba twoje, wypadło ci z kieszeni.- powiedziała i podała mu telefon
-Rzeczywiście moje, dziękuje Ci bardzo…Jak się mogę odwdzięczyć?
-Wiesz… może jakaś kawa dzisiaj po konkursie?- zaproponowała
-Chętnie… to umówmy się o 19 pod skocznią.
No tak, na kawę, jakby nie miał dość konkursowej adrenaliny…
Może w ten sposób odreagowuje stres?


[Nieznajoma odchodzi, a Kamil popada w zamyślenie]


Nagle z rozmyśleń [te rozmyślania w liczbie mnogiej…] wyrwał go dźwięk przychodzącego smsa. Sięgnął ręką do kieszeni i zobaczył 15 nieodebranych połączeń od trenera i jedną wiadomość:
Co ty wyrabiasz na litość boską?! Nie było cię na śniadaniu, rozgrzewka trwa już 40 minut! Co z tobą, gdzie jesteś! Wiesz, że jestem cierpliwy i tolerancyjny, ale za 4 godziny zaczyna się konkurs, a za pół seria treningowa i jak zaraz się nie zjawisz pod skocznią, będziesz miał spore problemy!
Usiłuję stworzyć koństruktywny komentarz. Trener wysyłający zawodnikom takie sms-y trochę nie mieści mi się w wyobraźni. Zwłaszcza zawodnikom kadry narodowej. W ogóle zawodnik wymagający takiej “troski” raczej nie miałby specjalnych szans na znalezienie się w takiej kadrze...
I w ogóle coś ten esemes mało zwięzły. Trenerowi musiało się bardzo nudzić, że układał takie długie zdania.
Jest cierpliwy i tolerancyjny.
Może to taka metoda rozładowywania agresji po 15 nieudanych próbach kontaktu.
Swoją drogą, ten sms ma 294 znaki (ze spacjami) oraz polskie litery. Posłał mu epopeję w dwunastu tomach, a nie smsa!
Wierszem?
Co ty wyrabiasz, na litość boską -
pytam się ciebie z ogromną troską.
wzgardziłeś serem, serdelkiem, widelcem,
a teraz nie ma cię na rozgrzewce!
Konkurs już wkrótce, wnet się zaczyna
a ciebie nie ma - rzednie mi mina.
Jeśli nie zjawisz się na treningu,
wypad z drużyny, głupi lemingu!




Zaskoczony skoczek popatrzył na zegarek… było po 10! Nie zdawał sobie sprawy że tak długo błądził po drogach. Szybkim krokiem ruszył w kierunku Wielkiej Krokwi gdzie czekał na niego zdenerwowany trener…
Nie daj bór zamyśli się tak na konkursie i skoczy dwie godziny później.
Zamyśli się, zjeżdżając, i spadnie na zbity pysk, bo zapomni się wybić…
Albo za późno wyląduje i wjedzie w publiczność.
Albo wyląduje na Okęciu.
[Pomijamy dokładny opis konkursu, w którym oczywiście wygrywają Polacy]


Kamil długo świętował i zapomniał o umówionym spotkaniu z jedną bardzo ładną blondynką…

Uważaj uważaj, Matti Nykänen też tak zaczynał, i zobacz jak skończył!




Następnego dnia rano Kamila obudził ból głowy.
To faktycznie długo świętował ;)


Niechętnie zwlókł się z łóżka i poczłapał do łazienki. Był pewien, że zwycięstwo w Zakopanem to był sen. Z niedowierzeniem spojrzał na szafkę nocną, na której leżał złoty medal, kwiaty i jakaś maskotka. Dotarło do niego co stało się dzień wcześniej i przypomniał sobie o jeszcze jednej rzeczy… tajemniczej blondynce… uświadomił sobie, że całkiem zapomniał o umówionym spotkaniu z nią… Szybko wziął prysznic i wyszedł z hotelu. Miał nadzieje, że spotka tajemniczą nieznajomą tam gdzie z nią rozmawiał.
Ewentualnie już tylko truchełko.
Tak, będzie czekać na niego co dzień w tym samym miejscu, jak wierny pies na swego pana. Nawet przez czterdzieści lat.
Powiadają, że przestępca zawsze wraca na miejsce zbrodni.


[Kamil spacerował, spacerował, ale nieznajomej nie spotkał]


O 14 cała drużyna spotkała się na obiedzie, a potem poszli na trening.
Trening tak bezpośrednio po posiłku? Obawiam się, że w powietrzu będzie latać coś więcej…
Tak, z pełnym brzuchem wszystkie treningi idą lepiej.
Może nie tak bezpośrednio, może spalą posiłek, zanim dojdą do skoczni.
To była tylko bułka z bananem :)


Kiedy dotarli pod skocznie kończył się trening kobiet. Chłopcy przebrali się w kombinezony, zrobili szybką rozgrzewkę i czekali aż skocznia się zwolni obserwowali wyczyny pań. W końcu na belce startowej pojawiła się ostatnia zawodniczka; polka… mocno wybiła się z progu i wylądowała na 131 m.
O proszę, czyli jednak są takie, co potrafią. Tendencyjny norweski dziennikarz najwyraźniej starannie omijał jej występy ;)
To był taki czarny koń, trzymali ją w tajemnicy przed wszystkimi.
To była polka, a nie Polka, więc mogła pochodzić akurat z Czeskiej Republiki.
Ale polki są bardzo skoczne!
To może w tym miejscu raz jeden powiedzmy aŁtorce, żeby mieć z głowy i nie powtarzać: NAZWY NARODOWOŚCI PISZEMY WIELKĄ LITERĄ! A przymiotniki od tych nazw - małą. I podkreślić wężykiem w kajeciku!


Koleżanki szybko do niej przybiegły i zaczęły gratulować dobrego występu. Kamil długo przypatrywał się owej skoczkini, wydawała mu się jakaś znajoma.
Musiały strasznie długo i wylewnie jej gratulować :)


Kiedy przeszła obok niego był już pewien skąd ją znał… to tajemnicza nieznajoma, którą spotkał w dzień konkursu.
Tylko nie był pewien, czy nieznajoma okazała się znajomą, czy była znajoma dlatego, że nieznajoma.


Nie wiele myśląc ruszył za nią. Dziewczyna już  miała wejść do jednego z budynków ale Kamil w ostatnim momencie chwycił ją za rękę:
-Przepraszam…- szepnął nieśmiało
-A to ty… coś się stało?- spytała
To chyba ich znak wywoławczy.


-Chciałem Cię przeprosić, za to że nie przyszedłem wczoraj na spotkanie…
-Rozumie, w końcu wygrałeś, na pewno chciałeś świętować z drużyną…- odpowiedziała
-Taa… wiesz wszystko się tak szybko działo, że kompletnie nie wiedziałam co i jak… zresztą dalej to do mnie nie dociera…
-Nie musisz się tłumaczyć, bardzo dobrze Cię rozumie…
Jest mistrzowsko konsekwentna w unikaniu [m]
Albo od czasu do czasu włącza się jej trzecia osoba.
Może chciała powiedzieć: moja osoba bardzo dobrze cię rozumie!


-Właśnie, widzę że jesteśmy z tej samej branży… gratuluje Ci [kto?] tego skoku, to było rewelacyjne!
-Dziękuje, ale bywało lepiej, nie jestem do końca zadowolona…
-Wiesz, może umówimy się jeszcze raz? Teraz tak na serio…
Ty chodzisz z tą kurą na serio czy dla jaj?


-Chętnie. Zrobimy tak… i tak już skończyłam trening i mam na dzisiaj wolne, pójdę na rozmowę do trenera [po pochwały] i poczekam na Ciebie na trybunach, żebyś przypadkiem znów nie zapomniał. (nie wywiniesz się teraz mwhahahaha)- powiedziała uśmiechnięta, skoczek lekko zaczerwienił się i tylko twierdząco pokiwał głową.
Gdyż nie był Bułgarem, by móc pokiwać przecząco - strzeliła sucharem Kura.


Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście, nie dość, że wygrał pierwszy konkurs w sezonie, który był rozgrywany w Zakopanem to jeszcze spotkał dziewczynę, która zajmowała całe jego myśli od ich pierwszego spotkania,
Ehe, zdaje się, że szybko zapomniał, że się z nią umówił.
Ma małą powierzchnię myślową, wiesz.


to jeszcze nie jest na niego zła, że ja wystawił, chce się z nim spotkać ponownie i do tego ma taką samą pasje jak on; skacze na nartach i to jak… ewidentnie na tym jednym treningu rozłożyła konkurencje na łopatki.
Merysujka jako żywa!
I skoki ma dobrze opanowane, i jeszcze elementy zapasów wplecie.


Szczęśliwy, pogrążony w myślach skoczek udał się w stronę wyciągu, gdzie czekali na niego koledzy…
Idzie Kamil na wyciąg, patrzy, a to wyciąg z konta.


Po skończonym treningu, Kamil szybko poszedł się przebrać i ruszył w kierunku trybun, gdzie oprócz kilkunastu kibicek, którym musiał rozdać autografy, czekała drobna blondynka, która ostatnimi czasy ciągle „siedziała w jego głowie”, a teraz w końcu miał okazję z nią porozmawiać.
-Dziękuje że zaczekałaś… to możemy iść.- powiedział i posłał jej promienny uśmiech.
-No dobrze, a gdzie pójdziemy?
-Niespodzianka…- odpowiedział tajemniczo i ruszyli przed siebie pustą zakopiańską ulicą.
Pustą, w przeddzień Pucharu Świata?
Wszyscy utknęli w korku na Zakopiance.
Reszta rozeszła się w poszukiwaniu oryginalnych oscypków.


Większość drogi minęła w całkowitej ciszy,
To zajebiście fajnie im wróży.
Dobrze im się będzie ze sobą milczeć, to też jakaś wartość.


którą Kamil zdecydował się przerwać:
-Tak właściwie jak się nazywasz?
*facepalm*
Czemu zaraz facepalm, przecież mógł nie spytać.


-O przepraszam, całkiem zapomniałam, że ci się nie przedstawiałam…-odpowiedziała zakłopotana- Jestem Ewa Biela.
-Ewa…jak ładnie…-zachwycił się skoczek.- Od dawna skaczesz?
-Zaczęłam jak miałam 11 lat, czyli 10 lat temu i od tamtego czasu nie wyobrażam sobie żebym mogła robić coś innego.
No to ma szczęście, bo zawody w skokach kobiet dopiero całkiem niedawno, że tak powiem, wyszły z cienia. Puchar Kontynentalny pań rozgrywany jest od 2004 roku, Puchar Świata dopiero od sezonu 2012/2013, a tegoroczna olimpiada jest pierwszą, na której skaczą kobiety. Polska, nawiasem mówiąc, w ogóle nie liczy się w rankingach, nasze dwie zawodniczki zajmują miejsca pod sam koniec klasyfikacji generalnej PŚ. Więc norweski dziennikarz miał trochę racji ;)


-To tak jak ja, skoki są całym moim życiem, w powietrzu czyje się wolny jak ptak i żałuje, że od wyjścia z progu do lądowania jest tak niewiele czasu, zaledwie kilka sekund…
-O tak… ale zazdroszczę wam; facetom, że możecie skakać na mamutach…
Prehistoryczna wersja Wielkiej Pardubickiej?
Niby wiemy, o co chodzi, ale brzmi to fajnie ;)
Na mamutach wsio rawno lepiej niż na sedesach.
Dobra, wiemy czym są skocznie-mamuty, ale jednak mamut w nirwanie, pozwalający sobie skakać po trąbie, to jest takie neandertalskie.
Oni skaczą na mamutach przez przeszkody!


marze, żeby odbyły się tam kiedyś żeńskie zawody.
-Nie bałabyś się?
-A czego… latanie jest piękne, wiadomo, że nie zawsze bezpieczne, ale cóż zrobić, takie życie, będzie co ma być.
Albo upaść w śnieg na rzyć.


-Skoro tak, to mam nadzieje, że twoje marzenie się spełni…- szepnął skoczek – To tutaj!- dodał i oczom dziewczyny ukazała się łąka z, której był doskonały widok na Wielką Krokiew i Tatry.
Niestety, krajobraz psuł jeden z przecinków, przestawiony przez ceprów w niewłaściwe miejsce.
Nie, to miejscowi z prawdziwie góralskim uporem trwali na stanowisku, że przecinek stawia się przed “który” i nigdzie indziej.


Ewa zaniemówiła, było tak pięknie, nie wiedział co powiedzieć.
Ten Ew?
Ten Krokiew.
A poza tym, gdzie ona się uchowała do tej pory, ta skoczkini, że nie zna zakopiańskich widoczków? Skoro jest w stanie skoczyć ponad 130, to nie ma siły, musiała trenować na dużej skoczni, a w Polsce ma do wyboru dokładnie dwie: Wielką Krokiew i Wisłę-Malinkę. Chyba żeby mieszkała za granicą i tam trenowała, ale na ten pomysł aŁtorka nie wpadła, wręcz przeciwnie.
Widocznie trenowała na Wielkiej Fikcyjnej Skoczni na Żuławach.
Zjeżdżała ze schodów w akademiku.


- Często tu przychodzę przed zawodami… jak chodziłem tu do szkoły sportowej, przychodziłem tu jak miałem doła i chciałem wszystko rzucić w cholerę, ale po prostu kiedy chciałem posiedzieć sam, nigdy tu nikogo nie przyprowadziłem… bo wiesz niby Ząb jest blisko, ale tak właściwie od 14 roku życia miałem ograniczone kontakty z rodziną i nie było łatwo…
Ale co ma do tego, że Ząb jest blisko? - pogubiło się Dzidu.


-Czemu mi to wszystko opowiadasz, czemu pokazałeś mi to miejsce, przecież w ogóle się nie znamy…- powiedziała zdziwiona
Pokazywanie ładnych miejscowych widoczków zarezerwowane jest wyłącznie dla bliskich znajomych?
Bo to nie jest jakiś tam zwykły widoczek, tylko jego osobiste “special place”, dokąd udaje się, kiedy jest w romantycznym nastroju. Można wręcz powiedzieć, że miejsce intymne.


-Nie wiem… od razu wydałaś mi się jakaś inna… przepraszam, nie powinienem…
-Nie masz za co przepraszać… cieszę się, że pokazałeś mi swoje miejsce.
Kamil tylko się uśmiechnął, sam nie wiedział dlaczego tu przyszedł i to jeszcze z całkowicie obcą dziewczyną… Przecież ona tylko oddała mu telefon, a on zaprosił ją na podróż do swojego życia…tak, niezaprzeczalnie było w niej coś niezwykłego, coś co prawiło morały, że nie bał się przed nią otworzyć.
Gdyby czytał więcej opek, wiedziałby, że takie właśnie objawy ma Truloff Instant.


-Kamil coś się stało?- wyrwał go z zamyśleń głos Ewy
-Nie… może opowiesz coś jeszcze o sobie? Z kąd jesteś?
Z Kęt.?
Skont klikash?


-Z Wisły, mieszkam niedaleko Małysza… więc wiesz, nie miałam szans wychować się bez skokomanii.
No dobra, załóżmy, że całe swe dotychczasowe życie nosa z tej Wisły nie wyściubiła… *wzdech*. I zaczęła trenować na dużej skoczni akurat wtedy, gdy otworzono przebudowaną Malinkę.
A poza tym, nie wiem… światek skoczków narciarskich nie jest tak wielki, jak, powiedzmy, piłkarzy, skoro laska skacze od dziesięciu lat - i to z sukcesami, bo jak widać, jest w reprezentacji, a i wyniki ma bardzo dobre - to moim zdaniem, powinni się znać, przynajmniej trochę.



Długo jeszcze rozmawiali o wszystkim i o niczym, przy Ewie Kamil zapomniał o Bożym świecie, jak to miał w zwyczaju stracił kompletnie poczucie czasu, było mu tu dobrze… chodź
Pomiędzy [choć], a [chodź]  trzeba się sporo nachodzić. Choć w Zakopanem ponoć wszyscy się znali, tyle, że to było przed Wielką Wojną.


prawie jej nie znał, była dla niego kimś bliskim, opowiedział jej o całym swoim życiu, sam się sobie dziwił, że uchylił jej tak prywatnej sfery swojego życia.
*Złośliwie* A o żonie jej powiedział? Stoch wziął ślub w 2010, hje hje ;)
(No dobra, wiemy, że to opko, więc żona rozpłynęła się gdzieś w niebycie. Albo... może aŁtorka chce przedstawić właśnie ją jako swoją boCHaterkę? Imię się zgadza, nazwisko podobne, kolor włosów ten sam, tylko OCZYWIŚCIE trzeba było ją nieco odmłodzić, bo kobieta +25 już się na boCHaterkę opka nie nadaje...)
Jak dla mnie - o wiele sympatyczniejsze rozwiązanie niż robienie z żony idola ostatniej patologii.


-Kamil, Kamil… przepraszam, że Ci przerywam, bardzo miło mi się tu z Tobą siedzi i rozmawia i w ogóle dziękuje, że mnie tu zabrałeś, ale popatrz, która jest godzina… spędziliśmy tu połowę dnia a ja niestety mam za dwie godziny odprawę z trenerem i nie mogę się spóźnić.- odparła i wstała z pniaczka, który służył im za ławeczkę. Stoch spojrzał na zegarek; było po 16! W prawdzie nie miał żadnych treningów popołudniu, i trener dał mu wolne,
A ja myślałam, że mają po prostu stały rozkład zajęć, w którym może chyba przydarzyć się okienko.
Dawanie wolnego pod byle pretekstem to chyba już taka sama opkowa klasyka jak poranne czynności i schodzenie na śniadanie.


ale o 17:30 mieli siłownie, więc rzeczywiście trzeba było wracać.
Skoczek odprowadził nową koleżankę do hotelu, w którym zatrzymała się żeńska część reprezentacji różnych krajów.
To miał być konkurs typu “Polska vs Reszta Świata”, dlatego “różne kraje” miały jedną reprezentację w dwóch częściach..



Dwa tygodnie później miał odbyć się kolejny konkurs, tym razem w Szwajcarii w Engelberg. Od spotkania  w Zakopanem, Kamil nie widział się z Ewą, ponieważ mieli treningi w zupełnie inny miejscach, ale dzwonili do siebie często. Chłopak ciągle myślał o blondynce; imponowała mu jej odwaga i pasja z jaką skacze. Nigdy nie spotkał tak wyjątkowej kobiety…
Jej koleżanki też skakały, ale jakoś tchórzliwie i bez przekonania…
Skakały jedną nogą oraz nisko i powoli.


W przed dzień konkursu trener zwołał szybkie zebranie kadry.
Ja bym chętnie przywołała zasady ortografii.


Jak to jednak jest w zwyczaju, skoczkowie schodzili się do jego pokoju dobre 40 minut,
Twarz mi niebezpiecznie szybko sinieje od facepalmów…
Trener jak wuefista z gimnazjum, zawodnicy na podobnym poziomie.
Szybkie zebranie jest szybkie. Zwyczajne trener zwoływał w poniedziałek rano, a skoczkowie przychodzili we środę po południu.
Wiedzieli jak go zirytować.


pod czas których zdenerwowany Kruczek
odganiał spacje jak muchy
kilkanaście razy był o krok od podpisania oświadczenie wyrzucającego z kadry któregoś ze swoich podopiecznych, gdyż był coraz bardziej przekonany że ma do czynienia z bandą rozwydrzonych małolatów, którzy chcą mu wejść na głowę, a nie z dorosłymi mężczyznami.
Przekonanie bliskie prawdy…
Przecież młodość ma swoje prawa, o punktualności i dobrym wychowaniu porozmawiamy później. Grunt to być szalonym i mieć wyjebane.


-Cholera jasna! Piotrek możesz mi łaskawie powiedzieć co teraz robisz, jak od jakiejś godziny czekam na was wszystkich w moim gabinecie!- krzyknął na jedynego zawodnika, który jeszcze się nie pojawił tylko majstrował coś pod łóżkiem.
No nie, trenerze, ja tu sobie majstruję podwodny samolot, a ty mi tu wrzeszczysz?!
Babok spod łóżka próbował mi ukraść narty, ja się tylko broniłem!


-No dobrze, dobrze już idę, niech się trener nie denerwuje. – odpowiedział i posłusznie udał się do pokoju 313
Wszystkowidzące oko trenera przeniknęło ściany?
The Big Brother is watching you!


-No nareszcie wszyscy…- westchnął-
Czy ja nie mówiłem, że wymagam od was odpowiedzialności! Dobra, nie będę wam już robił kazań, bo nie mam na to ani czasu ani ochoty, ale następnym razem MACIE BYĆ PUNKTUALNI! Rozumiemy się?
-Tak trenerze!- odpowiedzieli chórem
Ruki pa szwam, wzrok wbity przed siebie, te rzeczy.
Doskonale wyćwiczonym, boć nie pierwszy raz słyszeli takie reprymendy.
I aŁtorce naprawdę nie przychodzi do głowy, że tak to nie działa? Znaczy, że można być sobie nawet najlepszym skoczkiem świata, ale jeśli nie traktuje się poważnie swoich obowiązków (w tym punktualności), to nie ma mowy o żadnej drużynie, nie tylko narodowej? Że niejeden sportowy talent zwyczajnie wyleciał z zespołu, bo spóźniał się na treningi, albo w ogóle nie przychodził? Że nikt nie będzie na spóźnialskich czekał godzinami?
Ech...
Nie przychodzi jej do głowy, bo najwyraźniej przenosi do świata skoków narciarskich to, co sama zna, a zna rzeczywistość lekcji wuefu.


-Dobrze, przejdźmy do setna (po setce i do roboty) (po szklanie i na rusztowanie); po pierwsze są małe zmiany w programie Pucharu. Zamiast 7 planowanych konkursów  drużynowych będą 4 drużynowe i 3 mieszane drużynowe.
Takie zmiany to się ogłasza przed sezonem, a nie w jego trakcie...


-Będziemy skakać z laseczkami!- wypalił Żyła
A nawet z ciupazkami!
I przez ognisko!


[Trener ogłasza skład na najbliższy konkurs. Oczywiście w “mieszanym drużynowym” weźmie udział nasza Ewa]]
Rozmawiali jeszcze chwilę, bo Ewa musiała iść na odprawę. Szczęśliwy skoczek wrócił do pokoju, w którym czekał na niego jeszcze bardziej rozpromieniony Żyła.
-Stary nie uwierzysz co się stało!- krzyknął, kiedy tylko Stoch przekroczył próg.
-Co takiego… kosmici wylądowali na skoczni?- zapytał
Jednak nie...
-BĘDĘ OJCEM! JUSTYNA PRZED CHWILĄ DZWONIŁA! BĘDĘ OJCEM, BĘDĘ OJCEM!!! KUBA BĘDZIE MIAŁ RODZEŃSTWO! BĘDĘ OJCEM!- krzyczał, aż wszyscy łącznie z trenerem zbiegli się do ich pokoju. Kamil pogratulował i uścisnął kolegę.
Kolega dalej wrzeszczał, skoro:
-Czy tu nie może być chwili spokoju? Co się znowu stało?CZY JA NIE MÓWIŁEM JAK MACIE SIĘ ZACHOWYWAĆ!- krzyknął pełen najgorszych przeczuć trener.
Czy to jest zgrupowanie kadry czy wyjazd na zieloną szkołę z gimnazjum?
Okienko zamiast fizyki!
Zaraz pójdziecie na karnego jeżyka!
-BĘDĘ OJCEM!!!- Żyła oznajmił wszystkim zgromadzonym i mocno wyściskał trenera, po czym odtańczył jakiś bliżej nie zidentyfikowany taniec.
Przecież już jesteś.
Ale teraz będzie bardziej :)
Teraz będzie ojcem dubeltowym.


Resztę wieczoru cała ekipa spędziła na świętowaniu w pokoju przyszłego ojca, nawet trener dał się ponieść emocją i puścił się w wir zabawy.
Uznał, że i tak ich nie skłoni, żeby poważnie traktowali zawody, więc równie dobrze może się sam nawalić. A emocja niosła go niczym cugowy koń.


Wszyscy bardzo cieszyli się z ciąży Justyny Żyły, gdybyż skoczkowie byli jak jedna wielka rodzina więc cieszyli i smuci się razem.
Gdybyż byli, ale nie są. Więc powinna ogarnąć ich biała furia.



Już syn Piotrka; Kuba robił furorę wśród reprezentantów nie tylko Polski, ale też innych krajów. Odziedziczył po ojcu poczucie humoru i mimo, że miał dopiero 4 lata, gdy tylko pojawił się ze swoją mamą na którymś konkursie doprowadzał wszystkich do łez.
Prorokowano mu sławę na skalę wojewódzką.
Mnie też Żyła doprowadza do łez, ale bynajmniej nie łez radości.
Stoch nie mógł się już doczekać spotkania z Ewą. Tym większa była jego radość gdy okazało się, że tym razem zajmują ten sam hotel.
Cały???


Gdy tylko dotarł na miejsce urwał się z obiadu i zabrał pannę Biele, na spacer. Był pewien, że czyje [a cije nóźki, lońćki cije?] do niej coś więcej niż przyjaźń, ale nie wiedział czy ona też…


[Na mieszanych zawodach drużynowych w Garmisch-Partenkirchen  “orły Kruczka” skaczą doskonale, pierwsze miejsce jest w zasięgu ręki, aż tu wtem!]


Lider Pucharu Świata poszybował na 143 m czym nie dał innym reprezentacją [ghrrr!] szans na wyprzedzenie polaków.
Lider, czyli… Bardal? Ałtorko droga, piszesz o sezonie 2011/2012!
Chociaż z drugiej strony… W świecie tego opka rozegrał się dopiero jeden konkurs, w Zakopanem, wygrany przez Stocha. No to faktycznie jest liderem.


Po pierwszej serii sytuacja była wymarzona, nad drugim miejscem mieliśmy 27 punktów przewagi!
Ucieszył się narrator.


-”Tylko kataklizm mógłby odebrać polakom zwycięstwo!”- wykrzyknął polski komentator przed ostatnim skokiem w konkursie; skokiem Stocha.
- Nie zapeszaj! - warknęła Kura, ale było już za późno, gdyż...


Jednak sympatyczny zawodnik z Zębu
Dla sympatycznego zawodnika z Zębu od niewątpliwie sympatycznych analizatorów z Armady: Pucio-pucio!


nie pojawił się na belce… oczy wszystkich były skierowane w tamtym kierunku… na skoczni zapanowała cisza, a zmieszany trener Kruczek próbował dowiedzieć się co dzieje się z jego najlepszym zawodnikiem…
Wysyłał mu smsy?


Po chwili sytuacja stała się jasna; Kamilowi zaciął się zamek w kombinezonie. Skocze nerwowo szarpał za suwak i próbował go odblokować, jednak niestety nie udawało mu się to… złośliwość rzeczy martwych. Szybko stało się jasne, że dwódziestotrzy letni
… made my day…
To właśnie był ten kataklizm.


zawodnik nie może zmienić kombinezonu, bo nie ma na to czasu, i jeżeli szybko nie naprawi usterki to zostanie zdyskwalifikowany i drużyna będzie się mogła pożegnać z miejscem w czołówce…
(...)
Sam Kamil, wiedział, że wszystko zależy od niego… wiedział też, że sytuacja nie wygląda za dobrze, a sędziowie tracą cierpliwość. Ktoś z obsługi podał mu kilka agrafek, nie wiele myśląc, zapiął nimi kombinezon i w końcu usiadł na belce.
W tej sytuacji mógł sobie od razu darować i nie siadać, bo dyskwalifikację miał jak w banku.
Eee tam, miał nadzieję, że nikt nie zauważy. Że to taki design.
Mnie tylko zastanawia, dlaczego przygotowany już do skoku łaził z rozpiętym suwakiem.
Gorąco mu było, jak to zimą.


Dostał sygnał od trenera i odepchnął się z całej siły… potem leciał i leciał i wylądował na 147 m. Był to najdłuższy skok konkursu i tym samym rekord skoczni,
Łaaał, a to mu te agrafki poprawiły aerodynamikę! Trzeba to opatentować!


ale niestety…
Polakom nie było dane za długo się cieszyć… zaraz po skoku Stocha odbyła się kontrola sprzętu i okazało się, że zawodnik miał nieregulaminowy kombinezon… tym samym jego skok został anulowany i Polacy spadli na 6 miejsce, gdyż mimo tego że liczyły się skoki tylko trójki to mieli tyle punktów, ze wyprzedzili drużyny Rosji i Czech z których skakały 4 osoby…
Kamil nie mógł w to uwierzyć, rzucił nartami o bandę i ze łzami w oczach ulotnił się do domu polaków.
Profesjonalizm jak jasny gwint.
Naprawdę, jako doświadczony zawodnik NIE WIEDZIAŁ, że grozi mu dyskwalifikacja???
Do ostatniej chwili, aż do samego telemarku, wierzył, że jakoś się to załatwi...


Trenerzy szybko dołączyli do reszty podopiecznych… wszyscy byli w szoku. Na trybunach zapanowała cisza, nikt nie cieszył się z dyskwalifikacji polaka, nawet kibice z innych krajów, gdyż „Rakieta z Zębu” była lubiana w świecie…
Jeżu borski, on naprawdę ma taką ksywkę…?
Nie każdy może być Orłem Zwisłym.Gdy jeden z kolegów nazwał się "torpedą", to Stoch ochrzcił się "rakietą". Później jeden z serwismenów podpisał jego narty "Rakieta z Zębu" i przydomek przylgnął do nowego mistrza świata na dobre.”  
[sport.wp.pl]


Według oficjalnych wyników pierwsi byli Austryjacy, drudzy Norwedzy, a trzeci Niemcy, tuz za podium uplasowali się kolejno Japończycy i Amerykanie,
Naprawdę??? Już chyba bardziej bym tu Finów widziała. Nie jestem szczególnie obeznana w tej dyscyplinie, ale Amerykanów w okolicach podium nie pamiętam.
Według danych ze strony FIS, zawodnicy amerykańscy co najmniej od kilku lat nie łapią się nawet do pierwszej trzydziestki.


a za nimi Polacy…ale nawet zawodnicy nie cieszyli się z wygranych bo nie chcieli osiągnać sukcesu w taki sposób…
Ehehehe, jasne.


Trener Kruczek z Piotrkiem rozmawiali jeszcze z sędziami, podczas gdy Ewa poszła poszukać Kamila. Nieśmiało weszła do polskiego domu; Stoch siedział skulony na kanapie i płakał…
Zawodnik ryczący jak bóbr po przegranej - odfajkowany.


-Kamil… nie obwiniaj się, jestem z Ciebie bardzo dumny to nie twoja wina…- powiedział trener i uścisnął chłopaka
-Będziemy się odwoływać.- oświadczył Mateja, a Piotrek, Maciek i Kuba zaczęli pocieszać kolegę.
Sędzia sędzią, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie!


Pół godziny później miała odbyć się dekoracja, ale znów na skoczni w Niemieckim Garmisch-Partenkirchen znowu panowało zamieszanie. Drużyna Austryjaków postanowiła oddać pierwsze miejsce polakom…
Jedni i drudzy byli nieortograficzni.
Ale za to jacy hojni!


Thomas Morgenstern podszedł do Kamila i Piotrka i długo rozmawiali. Sympatyczny skoczek przyznał, że nie zgadza się, żeby przez jeden głupi suwak, Polacy przegrali mimo ze to z całą pewnością im należało się zwycięstwo.  
Morgenstern wiedział, jak to boli - jego samego swego czasu zdyskwalifikowano za zbyt wczesne odpięcie nart.


Pozostałe zespoły przyznały mu rację [zwłaszcza Niemcy na trzecim miejscu] i sędziowie mieli jeszcze raz przeanalizować zdarzenia i opinie .
Heh, gdyby tak sędziowie istotnie musieli przychylać się do czyichś opinii po zawodach, to wyniki ogłaszanoby z poślizgiem co najmniej tygodniowym, a potem jeszcze piętnaście razy korygowano ;)
A i tak jeszcze jakiś prezes krzyczałby “A gówno!”;)


W prawdzie Polacy nie chcieli odbierać nikomu zwycięstwa, ale [w kłamstwie] to sami rywale podjęli inicjatywę.
Bo wiecie, chłopcy, Franz Josef i w ogóle, my w jednej ojczyźnie żyli, to jesteśmy właściwie jedną reprezentacją, nicht wahr?


Po kilku dziesięciu minutach wszystko było już jasne. Polacy egzekwo z Austryjakami (parsk!) mieli pierwsze miejsce, Norwedzy drugie, a Niemcy trzecie.
No sorry, ale jednak nie. Z tego, co aŁtorka napisała wcześniej, Polacy przed pechowym skokiem Kamila mieli sporą przewagę nad Austriakami, więc z jakiej racji niby mieliby zajmować pierwsze miejsce ex aequo?
Dostali punkty karne za każdą agrafkę.


Po raz pierwszy w historii na podium stanęły cztery, a nie trzy drużyny… bez wątpienia ten konkurs przeszedł do historii z wielu powodów…
W annałach narciarstwa zapisał się jako Dzień, W Którym Pękło Podium, A Zwycięzcy Klapnęli Na Rzyć.
Afera agrafkowa już zaczynała się tlić w kuluarach.


Minęło kilka miesięcy.
Znaczy, mamy teraz sezon letni, czy kolejny zimowy, czy co? Prosiłabym o doprecyzowanie.


Kamil i reszta chłopaków dalej mogli się cieszyć wysoką formą, tak jak ich koleżanki po fachu. Jednak Stocha martwiła jedna rzecz… Ewa nie kontaktowała się z nim tak często i zaczęła spędzać coraz więcej czasu ze swoim masażystą; Damianem, a w mediach pojawiło się coraz więcej plotek na temat ich rzekomego romansu.
Taki duży chłopiec, a nie wie, że prasa kłamie.
Ale że faktycznie prasa się tak chętnie zajmuje romansami sportowców i to tych, póki co, mało znanych? Bo nie wygląda na to, żeby w tym opku Ewa była jakąś sławą.
Może to masażysta był sławą w swoim środowisku. Albo trafiło na jakichś patałachowatych dziennikarzy, którzy nie dali rady dotrzeć do kogoś bardziej znanego.
To musiał być straszliwy sezon ogórkowy, skoro się wzięli za romanse skoczków.


Kamil chodził przybity i nie mógł się na niczym skoncentrować. W prawdzie wiedział że nie może łączyć skoków z życiem prywatny, ale przychodziło mu to coraz ciężej.  
Jak się ma partnerkę pracującą nie tylko w tej samej branży, ale i w tym samym kolektywie, to faktycznie ciężko rozdzielić te dwie sprawy.
Już pomijam, że każdy ze skoczków miał jakieś życie prywatne, nie pozbawione problemów, jak mniemam. A tylko jeden Kamil się mazgai.


Kiedy tylko zobaczył Biele wracały do niego wspomnienia, nie radził sobie. Najgorsze było również to, że kobieta wyraźnie go unikała, dlatego nie miał szans nawet z nią porozmawiać…
Trener Kruczek i koledzy z kadry martwili się o niego. Nawet niezawodne żarty Piotrka Żyły nie poprawiały mu humoru…i nie chciał rozmawiać z psychologiem ani rodzicami… Z czasem jego wyniki na skoczni zaczęły się znacznie pogarszać. Doszło nawet do tego, że nie zakwalifikował się do finałowej trzydziestki…
Trener co prawda nieśmiało napomykał, że może jednak rozmowa z psychologiem mogłaby pomóc, ale na stanowcze “Nie!” wycofywał się, mamrocząc przeprosiny.
A wszystko przez kobietę. To zła kobieta była.


Od razu po nieudanym konkursie uciekł ze skoczni i zaszył się w swoim hotelowym pokoju. Wyłączył telefon, chciał być sam… nie wiedział co się z nim dzieje… chciał skakać dobrze, tak jak kiedyś, ale jak mógł tego dokonać kiedy w jego głowie siedziała tylko Ewa…
W czym problem? Na głowę przecież nie skacze.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, zdenerwowany skoczek był pewien, że to jego koledzy wrócili już z konkursu i postanowił nie otwierać, jednak pukanie nie ustawało…
[Jak się domyślamy - to nie koledzy]
-Kamil…musimy porozmawiać…
-Nic nie musimy!- zaprotestował
-Proszę nie utrudniaj…nie mieszaj jeszcze bardziej…
-JA MIESZAM?! JA?- krzyknął- Przecież to ty… najpierw do mnie dzwoniłaś, pisałaś, a teraz co CISZA!
-A więc to jednak o to chodzi…trener miał racje…
-CO TRENER!!! TO ON CIĘ TU NASŁAŁ?!
To spisek!


-Kamil… przepraszam Cię… to nie miało być tak…
-Nie tak, a jak!
-Jak Cię poznałam, od razu mi się spodobałeś… dobrze mi się z tobą rozmawiało, spędzało czas…  ale Kamil, ja tak nie mogę…zrozumiałam że nie jestem dla Ciebie obojętna i nie mogę Cię ranić… nie mogę Ci robić nadziei… to nie wyjdzie…-szepnęła, a po jej policzku spłynęła łza
Ba-dummm-tsss!!!


-Dlaczego tak szybko wszystko przekreślasz? Ewa… spróbujmy chociaż…
-Nie… uwierz mi tak będzie lepiej…
-Ale do cholery dlaczego! Wytłumacz mi to!
-Kamil dla mnie to też nie jest proste… obiecuję kiedyś Ci wszystko wyjaśnie…teraz proszę Cię tylko o jedno… nie marnuj tej szansy jaką dostałeś, nie przestawaj skakać… staraj się, a wrócisz na podium… błagam Cię…- powiedziała płacząc i wybiegła z pokoju.
Zdezorientowany skoczek, osunął się po ścianie i z łzami w oczach schował twarz w dłoniach…
Gdyby tak ze łzami w dłoniach schował twarz w oczach, byłoby przynajmniej oryginalnie. A tak - jeszcze jeden płaczek ogrodowy, jakich pełno w opkach o idolach...
Kilka godzin później kadra trenera Kruczka wróciła do hotelu. Łukasz postanowił zastosować bardziej radykalne środki w sprawie lidera swojej drużyny. Zamknął się z Kamilem w pokoju i postawił jasne zasady:
-Kamil do cholery tak być nie może! Masz nauczyć się oddzielać sprawy prywatne od skoków! Jak nie przestaniesz ciągle myśleć o tej dziewczynie i innych rzeczach które Cię rozpraszają i jak nie zaczniesz pracować na poprawę wyników to ostrzegam, wylecisz!- oznajmił i trzaskając drzwiami wszedł z pomieszczenia.
Trzaśnięcie drzwiami jako argument ostateczny :D


Młody skoczek wiedział, że musi coś zmienić, wiedział, że tak dalej być nie może, ale nie miał dość siły, żeby dać sobie spokój z drobną blondynką. Dodatkowym czynnikiem, który stanowczo wpędzał go w gorszy humor było szczęście jego kolegi z pokoju; Piotrka i jego ciągłe opowieści o ciąży Justyny, której poród był coraz bliżej…
- Widziałeś, Kamil, taką fasolkę miała Justyna w brzuszku, hehehehe.



Po kilku dniach zgodził się na rozmowę z psychologiem kadry. Wszyscy mieli nadzieję, że to pierwszy krok w stronę powrotu do normalności…
Dwa tygodnie później:
-Brawooo ! Po pierwsze serii Polacy zajmują 2 miejsce i tracą 2,1 pkt do Austryjaków, wszystko jest jeszcze możliwe!
E tam, gadanie austryjackie.


Stoimy przed historyczną szansą zdobycie pierwszego miejsca w konkursie drużynowym Pucharu Świata!!!- krzyczał dziennikarz, Sebastian Szczęsny.- Kilkanaście minut temu mieliśmy okazje podziwiać piękny daleki lot lidera kadry Kamila Stocha na 237 m! To NOWY REKORD POLSKI! Warto zaóważyć (aargh!) (nie zwracaj ówagi), że Stoch ostatnimi czasy nie prezentował się najlepiej i dzisiejszy występ daje nadzieje na to, że kryzys formy został w końcu zażegnany!!! Bardzo dobrze poszło również Piotrowi Żyle, oddał on skok na 229 m i to z obniżonej belki! Proszę państwa, druga seria zapowiada się naprawdę bardzo emocjonująco!
Trener miał powody do szczęścia; tak jak powiedział Szczęsny wydawało się, że Kamil przezwyciężył kryzys. Sam skoczek nie wiedział dokładnie co się się stało, ale czuł że znowu może wygrywać, że skoki znowu sprawiają mu radość.
O ile znowu nie zatnie mu się zamek.
Wtedy będzie skakał dla przyjemności, nie dla nagród. (Ech, kogo ja próbuję oszukać…)


Konkursu Polacy wprawdzie nie wygrali, ale miejsce na najniższym stopniu podium i tak było dla nich satysfakcjonujące, biorąc pod uwagę ostatnie tygodnie… Wieczorem po dekoracji Kamil wybrał się na spacer po mieście.
Eeej, no, zwycięstwo się celebruje, a trzeciego miejsca już nie? Żadnego świętowania? Spotkania???
Po trzecim przysługuje tylko spacer. Gdyby w ogóle nie weszli na podium, trener zamknąłby ich w piwnicy.


Pogoda była cudowna, taka magiczna; śnieg lekko prószył, mróz skrzypiał pod nogami… jak w bajce. Stoch usiadł na ławce był sam ze swoimi myślami… chciał sobie wszystko poukładać:
-Przepraszam, przepraszam, mógł by mi pan powiedzieć, która godzina?- poprosiła brunetka średniego wzrostu, która dosiadła się do skoczka.
-eee… co … ja … tak… O tak oczywiście… 20:15…Karolina?- spytał zdziwiony
-Kamil! O matko przepraszam nie poznałam Cię.- odpowiedziała
Znaczy poderwać chciała. Pytając o godzinę, nie trzeba zaraz dosiadać się do pytanego.
Kolejna, która zgubiła komórkę?
(bla bla bla, kolejna rozmowa, z której nie wynika, dlaczego Ewa rzuciła Kamila, ciach)
(za to wynika, że Ewa ma Tajemnicę)


……………………………….
Ewa siedziała w swoim pokoju, nie czuła się najlepiej, miała gorączkę. Od rana nie rozmawiała z Damianem, nie chciała go widzieć, a on też niezbyt się nią przejął. Wolał masować inne dziewczyny z zespołu i wypełniać jakieś karty.
Niezła świnia. Nie żeby masowanie i wypełnianie kart miało coś wspólnego z jego obowiązkami zawodowymi, za które dostaje pieniądze, skąd.
Czytając to opko, można by wnioskować, że cały zespół, na czele z trenerem, na pewno by to zrozumiał, pocieszył i w ogóle.


Bieli w sumie to odpowiadało, nie lubiała z nim spędzać czasu, nie kochała go tylko ten jeden incydent z przeszłości sprawiał, że nie mogła się go pozbyć…
Ale foszka o masowanie innych tak jakby ma.
…………………………………………………………………


-Piotrek! Piotrek! Czemu nie odbierałeś tego cholernego telefonu! Dzwonie do Ciebie od 20 minut! Kuba zniknął!!!- krzyczała zdenerwowana Justyna. Żyła przełożył słuchawkę do drugiego ucha i wstał z fotela, nie wierzył w to co słyszał:
-CO?! Kochanie co ty mówisz? Jak zniknął?Przecież on ma dopiero 4 lata!
A teleportacja dozwolona jest od siedemnastu!
Skoczkowie w tym opku trenują tak intensywnie, że telefony na okrągło wylatują im z kieszeni.


-Nie wiem… ja…ja…byłam z nim w ogrodzie i zadzownił telefon…i…i…- załkała
-Nie kończ… spokojnie wszystko będzie dobrze, na pewno się znajdzie…
-Jak się znajdzie! Nigdzie go nie ma, a jak ktoś go porwał?!
-Justynka nie denerwuj się, nie powinnaś w Twoim stanie… jak będziesz coś wiedzieć to dzwoń ja wsiądę w najbliższy samolot i do Ciebie lecę.
-Mam się nie denerwować! Łatwo Ci mówić! To nie ty siedzisz cały dzień z dzieckiem w domu i masz już wszystkiego dosyć! Wszytko jest na mojej głowie! Małemu jest potrzebny ojciec! A Ciebie nigdy nie ma jak jesteś potrzebny!
Może i aŁtorka nie robi z żon skoczków ostatnich patologii, ale idiotki - owszem. Widziały gały, co brały, Justyna chyba wie, na czym polega praca męża i że te wyjazdy to nie tak dla widzimisię?
To już nie jest idiotka, tylko zwykła, wredna franca.



-Przerabialiśmy to już… proszę uspokuj się, nie kłóćmy się teraz. Na pewno wszystko będzie dobrze…- zakończył zdenerwowany skoczek i odłożył telefon… myślał teraz tylko o jednym; jak najszybciej dostać się do domu.
Japierdziu. Po prostu nie wiem, jak to skomentować.
Widzę, że psycholog drużyny powinien dostać porządnego kopa. “Zyla” (jak go nazywają zagraniczni sprawozdawcy) jest w tym opku ewidentnie zdominowany i jego relacja małżeńska nie ma nic wspólnego z partnerstwem. Ciekawe, czy żona wydzwania do niego tuż przed startem, żeby natychmiast zlazł z tej skoczni i przyjechał obrać kartofle.



Po telefonie Justyny Piotrek szybko pozbierał swoje rzeczy i wybiegł z hotelu. jego koledzy z zespołu nie mogli uwierzyć w to co się stało. zebrali się w pokoju, który Stoch dzielił z Żyłą i w milczeniu czekali na jakieś wiadomości. Nagle do pokoju wpadł zdenerwowany trener:
-Możecie mi wyjasnić co stało się tym razem?! Gdzie się podział wasz kolega i czemu siedzicie z minami jak by ktos umarł?- zapytał w miarę spokojnym tonem.
Aaa, to trener dowiedział się ostatni? No rewelacja!
A po co mu o czymkolwiek mówić, tylko się dziad czepia.


-Trenerze… zniknął jego synek… Piotrek pojechał…raczej poleciała do żony…- wyjaśnił Kot
Kruczek usiadł na najbliższym krześle i ze zdziwieniem wpatrywał się w swoich podopiecznych.
Nie sądził, że gender już tak się rozhulał w reprezentacji.
Stąd idea konkursów mieszanych.
-Niewiarygodne… naprawdę niewiarygodne… ale gdzie on polazł o tej porze! Przecież nie dotrze teraz nigdzie… ehh szkoda gadać…- powiedział i przeniósł wzrok na wiszący na ścianie zegar- Dobrze chłopcy jakbyście coś wiedzieli to dajcie mi znać będę u siebie…- dodał i wyszedł z pokoju.
Poszedł do siebie i się upił, gdyż dotarło do niego, że nigdy nad nimi nie zapanuje…
I kolejny konkurs szlag trafił.


Piotrek odezwał się dopiero następnego dnia popołudniu, zadzwonił do Kamila i powiedział, że cała noc jechał stopem
Stopem. BŁAGAM. Może jeszcze prosił po drodze o drobne na bilet?
No co, chłopcy oszczędni są.


i teraz dopiero na jakimś lotnisku dorwał prywatny samolot
Nie. Nie mogę.
Jeden pasażer, taki przypadkowy, jeden kapitan, taki uprzejmy, jedna odprawa, której nie trzeba było przechodzić.
Pewnie jakiś kukuruźnik akurat wylatywał na oprysk, to wziął przy okazji pasażera, a co mu tam, przecież taki skoczek to za ciężki nie jest.

images

i jest w drodze do kraju i że Justyna zaangażowała już policje w poszukiwania.
***********************************************************************
-Ewa! Rozmawiałam z nim wczoraj, jemu naprawdę na tobie zależy, nie powinnaś przed nim tego ukrywać.- powiedziała Karolina i wyjrzała przez okno samolotu, którym właśnie leciały do Italii.
Bo do Włoch  już nie wypada, to takie nieświatowe.
Zaraz mi się przypomina szyld we wsi, gdzie chodziłem do szkoły - “Skutery z Italy”.


-Nie wtrącaj się w to, błagam… ja chciałam naprawdę chciałam z nim porozmawiać, ale wiesz w jakiej sytuacji Damian mnie postawił…
-On nic nie może zrobić Majce!
-Nie znasz go nie wiesz, jaki on jest… wtedy na tej imprezie… jak sobie o tym przypomne od razu mi się odechciewać robic cokolwiek przeciw niemu…- szepnęła i ukryła twarz w dłoniach.
-Nie poddawaj się! Walcz o szczęście dla siebie, dla małej!
-Łatwo Ci mówić… zresztą nawet jak bym to powiedziała Kamilowi to myslisz, że jak by zareagował…on jest młody… za młody na taką odpowiedzialność, na pewno zminił by zdanie jak by się dowiedział prawy…
I to jest ta silna, pewna siebie kobieta? Błagam. Żeby jednemu picikurkowi nie można było dać rady.


-Udajesz czy naprawdę jesteś taka ślepa?!- spytała ździwona Karolina i opuściła swoją przyjaciółk
Niech ktoś zatrzyma ten samolot, ja wysiadam!


**********************************************************************************************************
Zdenerwowany Piotr wbiegł do mieszkania, Justyna siedziała w kuchni i popijała herbatę, oczy miała całe zapuchnięte i czerwone od łez. Podniosła oczy ku górze i spojrzałą na zziajanego męża:
-Jestem kochanie, jak tam wiadomo coś?- spytał skoczek
-Interesuje Cię to w ogóle?- odpowiedziała i poszła do sypialni.
*facewszystko* To jest wymiana zdań dziesięciolecia…
NO WEŚ, nie teleportował się zaraz po odebraniu telefonu, tylko całą noc mu podróż zabrała, jak on mógł!
Nie obchodzi i nigdy nie obchodziło! A drugie dziecko zrobiłem tobie na złość!!!


-Justyna!- krzyknął i pobiegł za nią- Ja ty mozesz wątpić w to czy mnie interesuje co się dzieje z moją rodziną!
-Jak by Cię interesowało to nie zostawił byś mnie tu samej na kilka miesięcy!- odburknęła i trzasnęła drzwiami.
-Rozmawialiśmy o tym nie raz… wiedziałaś na co się decydujesz, wiążąc się ze mną…
-Piotrek, a co Ci miałam powiedzieć?!- krzyknęła i zamknęła drzwi na klucz.
No właśnie, co? - zadumała się Kura. -  “Wiem, że jesteś zawodnikiem narodowej kadry, ale może jednak nie jedź na te zawody, przecież chłopaki dadzą sobie radę bez ciebie”?
To się dopiero  nazywa  zrozumienie dla sportowej pasji.



Zaskoczony i zdenerwowany skoczek usiadł na schodach i gorączkowo myślał co może zrobić w tej sytuacji… wiedział, że zamiast kłócić się z żoną powinien coś robić, gdzieś jechać, żeby szukać małego, ale nie wiedział co… czół się bezradny…
Pozostało mu jedynie wykonać czółpalm.


**********************************************************
Kamil zerwał się z łóżka. Miał sen… jakiś strszny sen…
Straszne to są błędy tutaj.


ale nie pamiętał o czym. Podszedł do duzego okna z widokiem na góry i je uchylił. Do pokoju dostało się lodowate powietrze, które momentalnie go otrzeźwiło… już wiedział co go to gwałtownie zbudziło… Ewa… we śnie widział ją i tego całego Damiana jak całują się i obściskuja na jego oczach… wziął kilka głębokich oddechów i wrócił do łóżka, jednak nie mógł już zasnąć.  Wziął do ręki telefon i momo późnej pory napisał:
Rozmowa z psychologiem gówno dała!


Ewa… nie wiem co się z Tobą dzieję, ale bardzo chcę Ci pomóc… proszę nie odtrącać mnie… ja tak czuć. czuję, że coś jest nie tak z tym całym masarzystą… prosze porozmawiaj ze mną…
Skoro to masaRZysta, to widzę niebezpieczeństwo.



Wysłał do pewnej drobnej blondynki i łódził się że kiedyś uzyska odpowiedź…
A także katowiczył, szczecinił i lublinił.
I często chował się.
Mógł jeszcze statkować i tratwić.


***********************************************************************************
Piotr spędzil noc na kanapie w salonie, nie spał tylko czekał na telefon policji, w końcu nad ranem zadzwonił kopisarz Kuliński, który zajmował sie sprawą Kuby, nie miał jednak dobrych wieści.
Jak zamiast policji sprawą zajmują się jacyś kopisarze, to o dobre wieści trudno.


Okazało się, że nikt nie widział dziecka i prawdopodobnie to było porwanie.
Ciekawe po czym to wnosił. Jakiś podejrzany samochód w okolicy, jakieś ślady, nie? Tak tylko pytam.
Na pobliskim płocie znaleziono porwane spodenki.


Zdesperowana Justyna usiadła nagle na podłodze i chwyciła się za brzuch. Poczuła okropny przeszywajacy ból…
-Piotrek!- krzyknęła
Skoczek podbiegł do zwijajacej sie z bólu żony i zadzonił na pogotowie…
DZONNNNN!



Po kilkudziesięciu minutach Piotrek i Justyna byli już w szpitalu, po wstępnych badaniach lekarze stwierdzili że to nic poważnego i podali panie Żyle leki uspokajające po, których szybko zasnęła. Jednak nie znaczyło to że wszystko jest w porządku bowiem kobieta musiała zostać w szpitalu do porodu.
Piotr  nerwowo przemierzał korytarz tam i spowrotem [a nawet fte i wefte], nagle zadzwonił jego telefon…
-Piotrem?
Nie, dzwonkiem.


-Tak…- odpowiedział ździwonym [ech…] głosem, gdyż nie wiedział kto dzwoni.
-Tu Iza Małysz.
-Aaa tak, sorka nie poznałem… coś się stało?
Niii, tak sobie dzwonię, bo mi się nudzi.


-Tak! Właśnie Karolina wróciła ze sklepu i przyprowadziła waszego synka…
Jebs! To wyskoczył deus ex machina, wrzeszcząc: won mi z tymi wątkami kryminalnymi, to ma być opowieść o uczuciach, a nie o jakichś porwaniach!




-Rany boskie! Kamień z serca… jak ten skurczybyk do was dotarł?- spytał i głęboko odetchnął.
-No właśnie nie wiem… ale mówi że szukał ciebie.
-To Ci łotr… wiesz co my tu przeżylismy… specjalnie wróciłem z konkursu, Justyna trafiła do szpitala…
-O matko! Co z nią?
-Nie wiem… znaczy chyba nic takiego…ale musi tu zostać do końca ciąży…
-To zróbmy tak… ja Ci go zaraz przywiozę do domu, ok?
-No dobra, to do zoabczenia.
Zoabczu-zoabczu!


-Pa.
Piotrek schował telefon do kieszeni i pobiegł do sali Justyny. Kobieta już nie spała,
Pewnie szybko podano jej leki na przebudzenie, bo sytuacja w opku tego wymagała.
Albo po prostu rozmawiał z Izą Małysz w języku entów i zanim skończyli, minęło ładne kilka godzin..


na widok męża nerwowo sie poruszyła:
-Kochanie, mały się znalazł, był u Izy, szukał mnie tak…
-Dzięki Bogu!- szepnęła i odetchnęła z ulgą. – Ale widzisz… to wszystko przez Ciebie… gdybyś tu był z nami nie dosżło by do tego…
Wszystko przez to, że chodzisz do roboty!
A powinieneś w domu siedzieć, bo miejsce męża to przy żonie jest i dzieciach.


-Justynka… przepraszam… ale wiesz że nie może być inaczej…
I będzie tak skakał do końca świata i jeden dzień dłużej.


-Dobra, dobra nie tłumacz się już…- odpowiedziała i pojedyncza łza spłynęła jej po policzku.
-Proszę Cię… nie złość się na mnie… odpocznij ja po małego pojadę i zaraz tu wrócimy…
-Ahhh… no dobrze…
Żyła pocałował żonę w policzek i wybiegł ze szpitala…
I tak biegnie, biegnie i biegnie do dzisiaj i nikt nie wie, gdzie jest.


Z rozbiegu skoczni pozdrawia mieszana drużyna Analizatorów w kombinezonach pospinanych agrafkami,
a Maskotek na mamucie bierze kolejną przeszkodę.

36 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ja się cały czas zastanawiam, jaki jest sens tworzenia takich tekstów przez AŁtorów i AŁtoreczki...analiza jak zwykle świetna, gdyby nie Wasze komentarze, to nie dotrwałabym nawet do połowy tego opka. Pozdrawiam,
Yooletchka

Frikey Slender pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Frikey Slender pisze...

Przy czytaniu tego wrzeszczałam "What the fuck?!" i płakałam. Jak. Można. Popełnić. Coś. Takiego. Kurwa.
Jestem wielką fanką skoków od kilkunastu lat i te rażące błędy, która aŁtorka tu rzucała mnie przerosły. Bo w Ga-Pa nie odbywają się mieszane drużynówki, a Turniej Czterech Skoczni *szuka shotguna, miotacza płomieni, wiernej siekierki i kluczyków do czołgu*
Ja sama się zabieram za pisanie opowiadania o skokach i robienie dokładnego researchu zajęło mi kilka dni, a przyswojenie informacji, szukanie tych aktualnych i oglądanie konkursów to też trochę roboty. aŁtoreczka powinna się przypatrzeć.
Ja bym w życiu nie była w stanie tego zanalizować, ja bym to wydrukowała i spaliła rytualnie, modląc się do Ctulhu o porządny grom z jasnego nieba na głowę tffurczyni.

Anonimowy pisze...

Cały dzień odświeżania strony, żeby w końcu doczekać się analizy opka z gatunku najbardziej wkuropatwiających - o polskich skoczkach... Dobra, dobra, tak tylko zrzędzę, i tak analizę przeczytam :-]

Melomanka

Anonimowy pisze...

KWIK!
To już widzę, że żadne Bille Kaulitze czy inne Zayne Maliki, ale nasze swojskie Żyły i Stochy jako bohaterowie. ;D
Poziom researchu (o ortografii nawet nie wspominam) absolutnie powala.
Sama analiza fantastyczna, skok na mamucie. <3

pozdrawiam, Adria ;)

Anonimowy pisze...

Hihi, hihi, hihi. Trenowałam przez dobre parę lat kajakarstwo; absolutnie nie na poziomie kadry, ale wystarczająco, żeby sfejspalmić się stopą. Człowiek spóźniający się na treningi, człowiek olewający rozkład dnia i nieinformujący trenera o wyjściach zostawał za pierwszym razem obsobaczony przez trenera, a za drugim razem wylatywał z obozu. Między obiadem a treningiem były dwie godziny przerwy. Nie było szans, żeby ktokolwiek nie pojawił się na odprawie.

W pozostałe bzdurki jakoś łatwiej mi uwierzyć: i w gimnazjalną mentalność sportowców, i w nieszczęśliwą żonę-bluszczyk. I - przede wszystkim - w drącego japę nieogarniętego trenera. Żeby wydał mi się wiarygodny, powinien wręcz puszczać więcej wiąch.

Tak swoją drogą, to gdzie Kamil zaciągnął Ewę? Do Strążyskiej na pewno nie, bo tam dzikie stada ludzi. Do Doliny Białego, do Ku dziurze? Cały Tatrzański Park Narodowy mają pod bokiem a my się tylko dowiadujemy, że poszli w jego "specjalne miejsce".

W sumie to niesamowite, że opko dzieje się w Zakopcu, miejscu w miarę znanym, a autorka jak może unika używania nazw. Chłopaki przecież siedzą w COSie, po obu stronach Skoczni biegnie Ścieżka pod Reglami, do knajpy pewnie szli przez Rondo Ratowników (ups, pardon, JP2)... Nazwofobia w opku powoduje, że brzmi to jak "Szli główną ulicą Warszawy. Było ładnie."

Dzięki za przesmaczną analizę!

Ija Ijewna

Anonimowy pisze...

Muihihi, opko sportowe! Jak mi ich brakowało!
Zabrakło mojego ulubionego elementu: opisu rozgrzewki jako biegania wokół boiska. Cała reszta jest urokliwie kanoniczna.

Analizatorzy, nie zastanawialiście się kiedyś nad zrobieniem zakulisowego odcinka specjalnego? Takiego przedstawiającego cały proces tworzenia analizy?

Babatunde Wolaka pisze...

@Ija Ijewna

Gdyby aŁtorka zdradziła, gdzie znajduje się "specjalne miejsce" Kamila, przestałoby być takie specjalne, nieprawdaż? ;)

Anonimowy pisze...

Tak zauważyłem, że dużo ludzi czyta wasze analizy chyba tylko po to, żeby nakarmić swoje ego. W stylu: o kurczę, jakie to beznadziejne. Moje opcia som milion razy lepsze. Jestem takom dobrom pisarkom.
A już jak jest to dzieło wydane, typu Michalapotfur, to klękajcie internety! To zostało wydane, wtf?! Moje opcia z podstawówki są sto razy lepsze!
To słabe.
Wiadomo, że analizowane twory są złe. Można się z nich pośmiać, ale onanizowanie się "ja umiem lepiej" jest - moim zdaniem - poniżej godności.
Prophet

Babatunde Wolaka pisze...

Cóż, każdy czytelnik widzi to, co chce zobaczyć. To się nazywa subiektywny odbiór.

szarosen pisze...

O co chodzi tym policjantom... Najpierw setka policjantów nie potrafi znaleźć Alusi w bydgoskim lesie, a dwójka przypadkowych przechodniów z łatwością natrafia na małą. Potem policjanci przez kilka dni poszukiwań nie odnajdują Kuby, a zwykły cywil znajduje go bez problemu w pobliskim sklepie.

...

Siberian tiger pisze...

„-Mam się nie denerwować! Łatwo Ci mówić! To nie ty siedzisz cały dzień z dzieckiem w domu i masz już wszystkiego dosyć! Wszytko jest na mojej głowie! Małemu jest potrzebny ojciec! A Ciebie nigdy nie ma jak jesteś potrzebny!
Może i aŁtorka nie robi z żon skoczków ostatnich patologii, ale idiotki - owszem. Widziały gały, co brały, Justyna chyba wie, na czym polega praca męża i że te wyjazdy to nie tak dla widzimisię?
To już nie jest idiotka, tylko zwykła, wredna franca.”

Zamierzałem napisać, że w tej scenie akurat jest jej zachowanie wiarygodne z tych względów, że kobiecie właśnie zaginęło dziecko, więc wyrzuca z siebie po prostu wszystko, co jej do głowy przyjdzie. Ale patrząc na ich rozmowę już po przyjeździe Żyły... mam wrażenie, że autorce przez przypadek ta scena tak wyszła. Bo faktycznie, ostatecznie zrobiła z niej po prostu głupiutką idiotkę, która ma pretensje do męża, że chodzi do pracy.

„-To zróbmy tak… ja Ci go zaraz przywiozę do domu, ok?
-No dobra, to do zoabczenia.”

Skoro zarówno Piotr, jak i Justyna są w szpitalu, to czy nie lepiej by było, gdyby przywiozła chłopaka bezpośrednio do szpitala? Zakładam, że nie ma dla niej wielkiej różnicy, a biedula Piotr nie musiałby tak biegać w tę i z powrotem.

@Prophet: "Wiadomo, że analizowane twory są złe. Można się z nich pośmiać, ale onanizowanie się "ja umiem lepiej" jest - moim zdaniem - poniżej godności."
Na pewno da się to zauważyć w komentarzach, ale zasadniczo nie można winić artysty za (niezamierzoną) reakcje publiczności. To jest pewnie efekt tego, że wiele osób, które czytają analizy, też piszą, więc siłą rzeczy odbierają to bardziej osobiście.

Anonimowy pisze...

"Kopisarz" zrobił mi dzień :D

Annorelka pisze...

Urocza mózgotrzepka! :D Nie myślałam, że ktoś pisze opowiadania o skoczkach. Choć, jakby się zastanowić, ich sukcesy ostatnimi czasy logicznie do tego prowadzą...

Co do dyskusji - ja przykładowo piszę okropnie, podobnie a nawet gorzej od niektórych bloggerek. Uwielbiam tworzyć własne fabuły, ale łatwiej mi się obrazuje, opowiada historię w komiksach. Za pomocą rysunków, a nie słów. Zanim to do mnie dotarło popełniałam też opowiadania, z którymi kojarzą mi się analizy. I dlatego lubię je czytać. :)

Anonimowy pisze...

Myśliciel z tego Kamila. Na pół godziny przed serią treningową spaceruje sobie po Zakopanem i nie widzi biało-czerwonych tłumów, nie słyszy trąbek ani pisków fanek, bez słowa mija proszących o autograf...

Z tymi skoczkami kłócącymi się o miejsce na podium dla Polaków to nie tylko autorka tak zaszalała, w 2007 roku po konkursie w Oslo internauci mieli pretensje do debiutującego wtedy Jacobsena o to, że nie poszedł do sędziów i nie wymusił na nich, żeby pozwolili Małyszowi powtórzyć skok :-P

"wyjrzała przez okno samolotu, którym właśnie leciały do Italii"
Chyba razem z Iloną Virgo z "Ballady o lekkim zabarwieniu erotycznym" leciały.

"Szczęśliwy skoczek wrócił do pokoju, w którym czekał na niego jeszcze bardziej rozpromieniony Żyła."
Piotrek dzieli pokój z Maćkiem, nie trzeba bardzo wnikliwie się nimi interesować, żeby to wiedzieć. Ale załóżmy, że tak w odwiedziny do Kamila wpadł i czekał.

Melomanka

Leleth pisze...

Melomanko, a tak z ciekawości, czemu skoczkowie w ogóle dzielą pokoje? To znaczy, raczej stać ich na to, żeby dostać pojedyncze.

Anonimowy pisze...

Chciałam wtrącić, iż skocznia Garmisch-Partenkirchen ma punkt konstrukcyjny 125 metrów, a rozmiar skoczni wynosi 140 metrów. Rekord skoczni wynosi 143,5 metra, a w opowiadaniu Stoch skacze 147 metrów - abstrahując od głupoty sceny z agrafkami, przy tak długim skoku nie miał szans na lądowanie telemarkiem, bo jest za płasko i dostałby niskie noty. Ałtorka skoki ogląda, ale widać niedokładnie, skoro nie wie, że takie długie skoki są zwyczajnie niebezpieczne dla zawodników.

Ag

kodama pisze...

Wspaniała analiza, ale mam jedno wielkie ALE.
Olimpiada to nie Igrzyska Olimpijskie. Olimpiada = czteroletni okres pomiędzy Igrzyskami.
Igrzyska olimpijskie = zawody sportowe.
Piszę to z dbałością o wysoki poziom Waszych analiz. Liczę na to, że będzie nosić oświaty kaganiec!

Anonimowy pisze...

Ja się tam na skokach nie znam i nie interesuje, ale wynika z tego, że wiem gdzie mieszka Ewa! Ale fajnie nie? Nie no wiem, że większość wie, bo wie, że Adam tam mieszkał, więc pewnie nazwę ulicy każdy zna.

Co do spóźnienia się na treningi. Byrtu znaczy Tomasz Byrt o ile dobrze pamiętam, że tak ma na imię, bo ich trzech matka miała, a każdy tak samo powalony, został wyrzucony z kadry właśnie za spóźnialstwo no i dlatego, że dziewczyny mu się zachciało, no i sława mu odwaliła. Tak przynajmniej ludzie mówią, nie wiem jak jest oficjalne.
Lexi

Anonimowy pisze...

Leleth
Nie wiem, ale mogę zgadywać, że przyjęto taki standard, żeby łatwiej było zakwaterować sportowców przyjeżdżających na zawody. Nie kojarzę, żeby w którejkolwiek ekipie najstarszy stażem, najlepszy w aktualnym sezonie albo mający wpływowych sponsorów skoczkowie mieli pojedyncze pokoje albo parami dostawali pokoje o lepszym standardzie. Sven Hannawald w czasie historycznego Turnieju Czterech Skoczni dzielił pokój z Alexandrem Herrem (ktoś go w ogóle jeszcze pamięta?), Adam Małysz na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver mieszkał ze "Stefankiem" Hulą, który rzadko zdobywał punkty w zawodach. (Dla dociekliwych - zazwyczaj Hula był razem ze Stochem, który teraz mieszka z Jankiem Ziobro.) Z kolei Mika Kojonkoski kazał Norwegom robić przetasowania w każdym kolejnym hotelu, żeby wszyscy byli równie zżyci i nie tworzyły się podgrupki.

Lexi
Tak jest oficjalnie:
http://skijumping.pl/wiadomosci/15129/Tomasz-Byrt-odsuniety-od-kadry/
http://www.skijumping.pl/wiadomosci/15130/Tomasz-Byrt-To-moja-wina/
http://www.skijumping.pl/wiadomosci/16175/Tomasz-Byrt-chce-wrocic-do-kadry/

Melomanka

Anonimowy pisze...

Oczywiście powinno być "najstarsi stażem" i "najlepsi w aktualnym sezonie", w połowie zdania zmienił mi się na nie pomysł ;-)

Melomanka

skakajka pisze...

Ja tylko tak nieśmiało w kwestii tych Amerykanów ... jeśli założymy, że cała historia dzieje się w sezonie 2011/12, to akurat w konkursie drużyn mieszanych USA spokojnie znalazłyby się w klasyfikacji przed Finlandią. O ile mnie pamięć nie myli, Sarah Hendrickson wygrała Puchar Świata w tamtym sezonie, a Lindsey Van kręciła się jeszcze w okolicach pierwszej dziesiątki. Panowie chyba aż tyle by nie stracili, więc piąte miejsce nie jest aż tak nieprawdopodobne. Sportowe analizy zawsze super, pozdrawiam :)

skakajka pisze...

Jeszcze uzupełnienie w kwestii zgrupowań. Podczas nich rzeczywiście mieszka się w "dwójkach", choć i w "trójkach" się zdarzyło. Pary z reguły są stałe, choć słyszałam, że są kluby/reprezentacje (najczęściej dotyczy to seniorów), które stosują rotację.

Anonimowy pisze...

"Wiadomo, że analizowane twory są złe. Można się z nich pośmiać, ale onanizowanie się "ja umiem lepiej" jest - moim zdaniem - poniżej godności."
Ten komentarz jest napisany z tego samego powodu, dla którego takie tffory, jak te analizowane, są czytane i publikowane. Czytania ze zrozumieniem daj Boże! Przecież wyłącznie to się dzieje na analizatorniach: śmiejemy się. Pokaż palcem, gdzie ktokolwiek "onanizował się" (skoro już musiałeś tak żałośnie to porównać), że umie lepiej. Chyba, że w ogóle nie czytałeś analiz i tylko piszesz o tym, co wydaje Ci się, że tu jest. No ale przepraszam bardzo, ten komentarz ma wtedy jeszcze mniej sensu.

"proszę nie odtrącać mnie"
To brzmi, jakby Stoch wystosowywał do Ewy jakieś oficjalne pismo: "Proszę nie odtrącać mnie (btw, Yoda?). Na poparcie mojej kandydatury na Twojego partnera/konkubenta/męża (niepotrzebne skreślić) pragnę przytoczyć następujące argumenty..."

"nagle zadzwonił jego telefon…
-Piotrem?
Nie, dzwonkiem."
Padłam i nie wstanę. Chwila... Nie, nie wstanę. Zabiło mnie to. Przez jakiś czas nie byłam w stanie czytać dalej.

Chyba jedna z najbardziej kwikaśnych analiz, jakie kiedykolwiek czytałam. Gdyby nie Wasze komentarze, absolutnie bym nie zdzierżyła, bo na punkcie skoków jestem szczególnie wyczulona, a to, co aŁtorka zrobiła moim ukochanym skocznom... Mam ochotę dosiąść tego mamuta, na którym tam skaczą, i ją rozdeptać. Straszne opko. Przerażające. Skoczkowie, którzy niby skaczą, ale tak naprawdę zawody są ich ostatnim zmartwieniem, z żadnym problemem, czy dotyczy skoków czy nie, nie ma co iść do trenera, po prostu wbijamy do pokoju Żyły i sobie siedzimy. Sam trener w końcu załapie, że jesteśmy tu, bo nigdzie indziej nas nie znajdzie, więc wpadnie, zbulwersowany, że o niczym nie wie, zagrozi wyrzuceniem z kardy, i wyjdzie. Co za krzywda na tym pięknym sporcie. Dżendery, przecinki, spontaniczne "ó" skrzywdziło mój mózg nieodwracalnie. Jak słowo daję, gdyby nie Wasze komentarze, nie byłoby już dla mnie nadziei.

Boję się drugiej części.

Anonimowy pisze...

Jest to jakaś odmiana po Potterach... Oczywiście nie dałem rady na jeden raz tego zmęczyć, mimo szczerych chęci :(.
Bzdura na bzdurze i bzdurą pogania ale cóż... Jednego mi tylko zabrakło: poczytałem parę komentarzy pod oryginałem i NIGDZIE (!!!) nie było "co się czepiacie, to tylko fikcja literacka...".
Pozdrawia
Tzezt74

Anonimowy pisze...

Czemu mi się zawsze literki w podpisie mieszają?

Miało być oczywiście Tezet74

Anonimowy pisze...

To jeszcze raz ja - Tezet74.

Czy ktoś może mi odpowiedzieć skąd wziął się ten denerwujący zwyczaj pisania zaimków osobowych zawsze i wszędzie "z bolszoj bukwy"? Rozumiem w listach, ale w dialogach? Kto "onych" tak uczy???

Anonimowy pisze...

Trochę jednak będę bronić tego opka, jest głupiutkie, ale nie robi z żadnego skoczka dupka. Nie to co na przykład tu: http://simi-opowiadania.blog.onet.pl/2011/08/25/xviii-nowe-priorytety/

Melomanka

Anonimowy pisze...

Ortografia przerażająca, ale akurat "Austryjacy" mnie rozczulili, mam słabość do tej pisowni ;). Pozdrawiam,
lulu

Anonimowy pisze...

Wyguglałam "Rakieta z Zęba" i znalazłam to: http://www.youtube.com/watch?v=uzek6BseawI

Anonimowy pisze...

To ja już wolę,jak Ałtoreczki parują Snape'a i Harry'ego niż jak grzebią w prywatnym życiu realnych ludzi,zwłaszcza z naszego kraju (J.Bieberowi polskie opka wiszą,jak mniemam).

Chomik

Anonimowy pisze...

Chociaż (chodziarz?) z drugiej strony tu kretynkę robi się z żony Piotra Żyły, więc aż tak niewinne to opko nie jest.

Melomanka

szarosen pisze...

Moja wykładowczyni (z tytułem doktora) zawsze mówiła "chodziarz" zamiast "chociaż", w dodatku używała tego słówka bardzo często i specjalnie je akcentowała robiąc po nim chwilową pauzę. Ale ona w ogóle była dziwna, raz opowiadała nam o Harrym Potterze uczącym się w Hogłarcie.

Anonimowy pisze...

"Zaskoczony skoczek" - ładnie :)

Anonimowy pisze...

"Austryjacy"

Że tak sparafrazuję klasyka: "Pierwsze miejsce wzięli Germańcy, drugie - Austryjcy, a trzecie - my".

Szczerze nie znoszę skoków narciarskich (a teraz siadam wygodnie i czekam na pismo zawiadamiające o odebraniu obywatelstwa), ale skakanie z ciupazkami i pozdrowienia od niewątpliwie sympatycznych analizatorów z Armady zrobiły mi dzień.

Anonimowy pisze...

Dopiero co trafiłam na tą analizę (czapki z głów, genialna!) i mam tylko jedną drobniutką uwagę - o skoczniach mamucich zwyczajowo mówi się jako o mamutach ;) pozdrowienia!