OGŁOSZENIE

Przepraszamy,
blog chwilowo ma przerwę.

Mamy nadzieję, że niedługo wrócimy!

piątek, 18 lutego 2011

15. Teleportacja i jasnowidzenie, czyli Superwoman kontra bandyci (2/3)


Z przykrością donoszę, że analizowane opko "w tak zwanym międzyczasie" przeniosło się w zaświaty. Kura zatem wciela się w odpowiedzialną rolę koronera i pochyla nad świeżymi zwłokami, aby dokonać fachowej autopsji.



Obejrzałam ciało ofiary.
-Moim zdaniem ta szfa pod piersią to znak,że miała operację plastyczną.Źle wykonany zabieg mógł spowodować zakażenie i śmierć.-stwierdziłam rzeczowo
Ta szfa pod tym piersiem?
*dobrze, że nie wsza*

Wyszłam z prosektorium i skierowałam się do swojego gabinetu.W komputerze sprawdziłam wszystkie kliniki plastyczne.
-Hm."Beautiful Women".To może byc to.-pomyślałam
Podpowiedział mi to mój szósty zmysł... a może sprawdziłam w szklanej kuli, nie pamiętam.

Pojechałam na miejsce.Wear Flight 34.
Pffff... a nie prościej byłoby znaleźć sobie Miami na Google Maps i wykorzystać prawdziwe nazwy ulic zamiast kombinować z przypadkowymi zestawieniami angielskich słów?
(Weźcie się, Kura, pierdyknijcie w łeb, co? To, że wy maniacko sprawdzacie każdą duperelę nie znaczy, że aŁtorka też musi, tak? W tył zwrot! Odmaszerować!)

Wróciłam do lab.Alexx dała mi implanty z piersi Abby.Dokładnie je zbadałam.
-Na implantach były śmiertelne zarazki exibiciusmiki,które powodują zakażenia.-powiedziałam do Eric'a
Zakażone osoby zmieniają się w ekshibicjonistyczną Myszkę Miki.

Pojechaliśmy do kliniki i Cole Josh przyznał się,że zrobił to specjalnie bo nienawidził kobiet.Czyli to oznaczało,że wszystkie implanty były zakażone.
Blady strach padł na gwiazdki show-biznesu... Mwahahahahaha!
 
Wstałam dość wcześnie.Ubrałam się i poszłam do sklepu po ciepłe bułeczki.W sklepie kolejka była ogggggggggggromna.Zrobiłam zakupy i wyszłam ze sklepu.Skierowałam się w kierunku naszego domu.Nagle usłyszałam strzały.Zobaczyłam,że ulicą jedzie ciemny samochód z uchyloną szybą,w której zobaczyłam pistolet.Lubie zaczęli panikować.
Lubię panikę, ten przyjemny rozgardiasz!

-Na ziemię!-krzyknęłam
Wszyscy położyli się na ziemie,a ja z torebki wyjęłam pistolet i zaczęłam strzelać.Ktoś strzelił do mnie ale zdążyłam schować się za ścianą.Ja oddałam jeszcze dwa strzały,które trafiły w szybę samochodu.Zobaczyłam,że jakiś mężczyzna jest ranny.Strzelanina się skończyła i samochód odjechał.Podeszłam do tego chłopaka i z przerażeniem zobaczyłam,że to...policjant!!!Zaczęłam go reanimować,ktoś zadzwonił po pomoc.
Ot, zwykły poranek Superwoman, nic specjalnego.

Gdy karetka go zabrała przyjechało FBI.Podszedł do mnie jakiś wysoki,ciemnoblond mężczyzna.
-Jaki przystojniak.-przemknęło mi przez myśl
-Seeley Booth.Agent specjalny FBI.-przedstawił się
Booth, i ty w tym bagnie?

-Meg Browning.Detektyw z Miami Dade PD.-odpowiedziałam
Potem złożyłam zeznanie.Podałam swój nr.na wypadek gdybym sobie coś przypomniała.
-A gdybym wziął stąd twój nr.telefonu i zadzwonił do ciebie?-zapytał nagle Booth
-Spróbuj.Może ci się uda ze mną pogadać.-uśmiechnęłam się
-A jakbym zaprosił cię na kolację to zgodziłabyś się?-zapytał a mnie zamurowało
-Zobaczymy.-odparłam
Bo żaden mężczyzna nie może przejść obojętnie obok Mary Sue.

Na Mon Sept 18 przechodzeń znalazł zwłoki mężczyzny powieszone na drzewie.
A było to w poniedziałek, osiemnastego września.

-Kim on jest?-spytałam Alexx
-Edward House.Lat 30.
Nie Gregory? Skoro już pakujemy do tego opka wszystkich znajomych przystojniaków?

Wykładowca z Uniwersytetu Tulane.-powiedziała
Który to uniwersytet znajduje się w Nowym Orleanie. Nie, ja się wcale nie czepiam. Wcale.
 
romance if scandal??
Or maybe a wrong dictionary?
 
Zaczęłam szykować się na kolację.Grzebałam w szafie chyba z godzinę i w końcu ze skwaszoną miną stwierdziłam,że nie mam co na siebie włożyć.Dochodziła 19.
-Muszę się pospieszyć.-stwierdziłam
Wreszcie wybrałam czarną sukienkę na ramiączka przed kolana,
Dyndające ramiączka najwyraźniej robią furorę na wybiegach.

buty na niebotychnych obcasach a do tego czarne kolczyki i naszyjnik.Zrobiłam sobie lekki makijaż i użyłam swoich ulubionych perfum.
Niech zgadnę... "Little black dress" Avonu?

Kelner przyniósł nam menu i z zaciekawieniem zaczęłam się zastanawiać na co mam ochotę.
-Boże!Ale tu jest strasznie drogo!Czemu mnie tu zaprosiłeś?-wyrwało mi się
-Bo na taką dziewczynę jak ty nie szkoda mi pieniędzy.-szepnął
A poza tym dostałem odszkodowanie za straty moralne spowodowane występem w opku. Wiesz, to nic przyjemnego, gdy aŁtorka robi z ciebie idiotę...

-Ja poproszę krewetki w sosie wiedeńskim i spaghetti.-poprosiłam
-To krewetki w sosie wiedeńskim i spaghetti dwa razy i wino czerwone.-powiedział Booth
O, mamy pewien postęp, już nie pizza. Może agenci FBI są bardziej światowi niż zwykłe gliny z Miami?

Booth się do mnie przybliżył i...POCAŁOWAŁ!!!Ja zaczęłam odwzajemniać pocaunek.Nigdy nie czułam takiego pożądania w pocałunku żadnego faceta.Nagle zdałam sobie sprawę,jak to może się skończyć i przerwałam pocałunek.
Aby wyrazić siłę i intensywność tego pocałunku, aŁtorka musiała powtórzyć to słowo aż cztery razy.
Swoją drogą, ciekawe, z czym było to spaghetti? Sos boloński z dużą ilością czosneczku?

Rano kiedy poszłam do pracy wszyscy dziwnie się mi przyglądali.
-O co im chodzi?-myślałam
Kiedy chciałam wejść do swojego gabinetu usłyszałam,że woła mnie Calleigh.
-Czytałaś?-zapytała
Spojrzałam na nią jak na głupią.Ta w odpowiedzi pokazała mi jakąś gazetę.Spojrzałam na pierwszą stronę i zamarłam!!Było tam zdjęcie na którym.......całuje się z Booth'em!!!
Tja, agenci FBI oraz technicy kryminalistyczni to przecież gwiazdy światowego formatu, paparazzi czyhają na nich na każdym kroku.

Weszłam cicho do domu.Wiedziałam co zaraz się stanie.Już powoli zaczęłam oswajać się z myślą,że między nami to koniec.Weszłam na górę i otworzyłam drzwi do sypialni.Horatio stał przy otwartym oknie.W ręku trzymał gazetę ze zdjęciem moim i Booth'a,a po policzku spływały mu łzy...
Kura na ten widok zbladła i zadrżała. To nie jest Horejszio! - przemknęło jej przez myśl. Jakiś kosmita przejął kontrolę nad jego ciałem!

-A więc byłaś z nim na kolacji.-szepnął
-Horatio.To nie jest tak jak myślisz.-powiedziałam
-Nie tak?A jak!?-krzyknął
-Ja nie chciałam!To on mnie pocałował!-szlochałam
Zgwaaaaaaałcił mnie!

-A ty się wcale nie sprzeciwiałaś?!-zawyrokował
Czułam,że nie wygram tej walki o niego.Podeszłam do szafy.Wyjęłąm torbę i zaczęłam pakować swoje rzeczy.Horatio tylko przez chwilę przyglądał się temu co robię,a potem rzucił na stół gazetę i wyszedł.Kiedy zdążyły się zamknąć za nim drzwi rzuciłam torbą o podłogę.Wszystkie rzeczy z niej wypadły,a ja zaczęłam ryczeć i krzyczeć.Zwaliłam ze stołu wazon,wszystkie książki z półek.W ataku szału demolowałam wszystko co popadło.
Doprawdy, ciekawy profil psychologiczny ma nasza pani technik. Mdleje, płacze, ryczy, krzyczy, demoluje otoczenie... W Miami musieli mieć naprawdę poważne braki kadrowe!

W końcu się uspokoiłam i spakowałam do końca.Wzięłam kluczyki od mojego samochodu,pieniądze i ruszyłam do Nowego Yorku.Kiedy tam pojechałam poczułam się wolna i niezależna.
A robota? A nieszczęsny powieszony pan House? A co to kogo obchodzi...

Otworzyłam drzwi do starego mieszkania mojej mamy i aż złapałam się za głowę widząc bałagan jaki po sobie pozostawiła.Zabrałam się za sprzątanie i nie zwracając uwagę na ostre mdłości i ból głowy poszłam spać o 4 rano.Obudziły mnie mdłości.Szybko wstałam i pobiegłam do łazienki.Przez cały poranek wymiotowałam.
-Czym ja się zatrułam?-myślałam
Oj, kochana, jakaś ty niedomyślna. Powiedziałabym ci czym i w jaki sposób...

Postanowiłam pójść na miasto żeby kupić sobie coś do jedzenia.Wzięłam ze sobą broń i odznakę z myślą o tym,że żaden z przestępców nie odważy się mnie zaatakować w tym niebezpiecznym mieście.
Tja. Żaden z mieszkańców Nowego Jorku nie wychodzi na ulice inaczej, jak tylko uzbrojony po zęby. Nawet Carrie Bradshaw nosi granatnik w swej torebce od Prady.

Kiedy już szłam do sklepu to usłyszałam strzały.
-Przyda mi się teraz ten pistolet.-pomyślałam
Powoli weszłam do starego magazynu i zobaczyłam,że na podłodze leży martwy mężczyzna.
Jak długi leży trup u mych stóp! Strach, strach, strach, rany boskie...

-Boże!Co tu się działo?-pytałam samą siebie
Usłyszałam czyjś ruch w następnym pomieszczeniu.Powoli zakradłam się tam i zobaczyłam jakiegoś mężczyznę w okularach.Jego koszula była cała zakrwawiona,a na twarzy malował się ból.Podeszłam do niego.
-Możesz wstać?-zapytałam-Zabiorę cię stąd.-dodałam
Ona szła po zakupy tak? I tak sobie przypadkiem, w drodze do sklepiku na rogu, trafiła na miejsce bandyckich porachunków, wlazła tam przez nikogo niezaczepiana... W tym Nowym Jorku faktycznie przestępcy czują się bardzo pewnie. Ale nasza dzielna Meg zrobi z nimi porządek!

-Oni zaraz cię znajdą.-szepnął mężczyzna
I w tym momencie poczułam,że ktoś uderzył mnie bardzo mocno w głowe.Straciłam przytomność.
Przynajmniej raz z rzeczywistego powodu.

Kiedy się obudziłam leżałam na podłodze obok tego mężczyzny.Zdołałam wyciągnąć telefon i zaczęłam pisać do Horatio eska,że zostałam zakładnikiem gangsterów w Nowym Yorku
Nie jestem w stanie znaleźć konstruktywnego komentarza do tej sceny...

lecz jakiś mężczyzna w masce podszedł i wdepnął mi na rękę.Zabolało i to strasznie.Tak mocno,że aż pisnęłam z bólu.
-Tylko nie płacz.Bądź twarda.-pomyślałam w duchu
Poza tym i tak nikt cię nie przytuli, więc po co marnować łzy? - pomyślałam w głowie.

Po chwili gangster sobie poszedł,a mężczyzna w okularach nadal patrzył na mnie podejrzliwie.W odpowiedzi pokazałam mu moją odznakę.Nic nie powiedział tylko kiwną głową.Spojrzałam na palce i stwierdziłam,że trzy są złamane.Wcale nie mogłam nimi ruszać!!Byłam załamana i myślałam co mam zrobić.
Nie będę mogła pisać esków! Straszne!

Gangsterzy byli zajęci rozmową więc pomyślałam sobie,że to jedyna szansa żeby uciec i sprowadzić pomoc.Wstałam i zaczęłam biedz do drzwi.Jednak oni byli szybsi.Jeden z nich trochę wyższy mnie trzymał a drugi kopnął mocno w brzuch.Upadłam.Potem kopał mnie gdzie popadło:w twarz,brzuch,nogi.Poczułam w buzi ciepły strumień.
NIE MAM SKOJARZEŃ

Wytarłam ręką usta-zobaczyłam na rękawie krew.
Ałtorka też nie ma, może to i dobrze.

-Walcie się!-krzyknęłam wściekła
Najlepszy sposób na gangsterów: napyskować im. Niech wiedzą, że mają do czynienia z ostrą dziewczyną.

W końcu oprawcy przestali mnie kopać i kazali mi wracać spowrotem w kąt.Jakoś się tam doczołgałam i usiadłam na przeciwko tego chłopaka w okularach.Podał mi jakąś butelkę i powiedział:
-Jak do ciebie podejdzie to wylej mu to na twarz.
Sam bym to zrobił, ale to twoje opko i ty się musisz wykazać.

Kiwnęłam twierdząco głową.Wszystko mnie bolało.
-O boże!A jeśli ja jestem w ciąży?Przecież mam mdłości.-pomyślałam przerażona
Mdłości to niezawodny opkowy wykrywacz ciąży, skuteczniejszy niż wszelkie testy i USG.

Wtedy usłyszałam,że ktoś wyważył drzwi.Po chwili do pomieszczenia wbiegli antyterroryści i zabili drugiego mężczyznę.Do mężczyzny w okularach podbiegły jakieś dwie osoby.Do mnie nikt... Było mi strasznie smutno.
Nikt mnie nie kocha, każdy olewa... Wezmę broń służbową i pójdę do nieba.

Podeszłam do zwłok gangstera i wzięłam mu z kieszeni swoją broń.Wtedy ktoś wziął mnie w ramiona.To był...Horatio!!!
Tryb jasnowidzenia działa pełną parą. Przecież nawet nie zdążyła mu wysłać tego cholernego eska! Nie mówiąc już o trybie teleportacji. Specjalnie na potrzeby opka NASA otwarła tunel podprzestrzenny między Miami a Nowym Jorkiem.

-Przepraszam cię kochanie.Już nigdy cię nie zostawię.-szepnął mi na ucho
-Horatio.-powiedziałam
-Tak?-spytał
-Postaw mnie na ziemię.Ja zwymiotuję.-poprosiłam go
Posłuchał mnie i postawił na ziemię.Ale przytrzymał mnie bo ledwo stałam na nogach.W tym czasie ja wymiotowałam.To było straszne!Wymiotowałam wyłącznie krwią.I nagle to się stało
Pamiętam tylko jak Horatio krzyknął:
-Meg co się dzieje?!
I bezwładnie osunęłam się w jego ramiona.
Jak już mdleć to z sensem, w ramionach ukochanego, a nie byle gdzie.

Po przebudzeniu stwierdziłam,że jestem w szpitalu.Horatio trzymał mnie za rękę.
Tę połamaną?

Spał oparty o moje nogi.Do pokoju wszedł lekarz.
-Jest pani w drugim miesiącu ciąży.Gratuluję!-powiedział
Spojrzałam na Horatia a on na mnie i obydwoje się uśmiechnęliśmy.
-Ale jak to możliwe,że dziecko przeżyło takie kopniaki w brzuch?-zapytałam z niedowierzaniem
-Nie mam pojęcia.Chyba że jest tak silne jak mamusia.-powiedział lekarz i wyszedł
Żebra je osłoniły...

Spojrzałam na mojego kochanego.Gładził mnie po brzuchu.
-Horatio uspokuj się.-powiedziałam
-Nie mogę!Zostanę tatą!-krzyczał na cały szpital
-Czy my dobrze słyszeliśmy?Zostaniesz tatą?-spytała Alexx
Do pokoju weszli:Alexx,Eric,Calleigh,Ryan i Natalia.
Przestępcy z Miami grzecznie poczekają, ekipa musi odwiedzić szefa i jego laskę.
 
Po tygodniu męczarni wreszcie mnie wypisali z tego szpitala.Pomyślałam sobie,że już nigdy nie przyjwdę do Nowego Yorku.Jechałam z Caine'em jego hummerem i trzymaliśmy się za ręcę.
Horejszio kierował kolanami.

Byłam taka szczęśliwa!Wyglądałam co chwilę przez okno.Kiedy już wreście dojechaliśmy do laboratorium poczułam się jak w domu.
Według Google Maps odległość między NY a Miami to 1286 mil, minimum 20 godzin podróży samochodem. A, sorry, zapomniałam o tunelu.

W tym samym momencie otworzyła się winda i w laboratorium pojawił się...chłopak w okularach którego uratowałam w Nowym Yorku!!Zaraz potem Horatio podszedł do niego.
-Oto Danny Messer.Od dziś będzie z nami pracować.-powiedział
-Przecież to jest...-nie mogłam uwierzyć
Danny spojrzał na mnie i z niedowierzaniem powiedział:
-To ty uratowałaś mi życie.Nie zdążyłem ci podziękować.
A teraz pozwolę sobie zacytować Ghost Rider i jej poradnik "Jak Napisać Wypasionego Blogaska". Punkt 19:
Wpleć jak najwięcej postaci z innych książek i filmów. Im barwniej i kolorowo tym lepiej. W końcu twoja główna bohaterka musi mieć ZNAJOMOŚCI. I nie będzie się bratała z jakimś plebsem...

Wszyscy patrzyli się na nas ze zdziwieniem więc musieliśmy im wyjaśnić o co chodziło.Po chwili wszyscy już się śmiali bo walnęłam taką śmieszną minę.
No bo to strasznie zabawna historia była. A ci bandyci tak mnie śmiesznie kopali!

-Jak się czujesz?-zagadnęłam go
-A teraz już dobrze.Ale ty po tym jak cię pobili chyba jesteś jeszcze obolała.-powiedział
-Już nic mnie nie boli.Musze teraz o siebie dbać skoro dziecko jest w drodze...-wyrwało mi się
-Co?To ty o tym wiedziałaś i ratowałaś mi życie skoro wiedziałaś,że jesteś w ciąży?!-zapytał wściekły
Bo Superwoman w ciąży nie tylko je za dwoje, ale również ratuje za dwoje!

-Co mamy?-zadałam rutynowe pytanie za którym się bardzo stęskniłam
-Frank Smith.Lat 45.Bizmesmen.Został pobity na śmierć..-nie dałam jej dokończyć
-Czekaj Alexx.A ta rana na szyi?-zauważyłam
Pani koroner spojrzała na ranę i spoważniała.
-To jest przecież ślad po dźgnięciu nożem.-stwierdziłam i spojrzałam na Alexx
Właściwie, to można by całą tę ekipę posłać na emeryturę, nasza Meg samodzielnie poradzi sobie z każdą zagadką. Oczywiście, jeśli znajdzie na to czas pomiędzy kolejnymi miłosnymi uniesieniami.

Danny założył już latekswoe rękawiczki i zaczął szukać noża.Ja po chwili dołączyłam do niego.Byłam na niego wkurzona.
-Jak on śmie?Przecież to moje życie i ja mogę robić z nim co chce!-myślałam
Chyba nic tak bardzo nie zdradza wieku aŁtorki, jak te ciągłe zapewnienia, że "jestem dorosła i mogę robić, co chcę".

Wróciłam do lab. i zabrałam się za przeglądanie zdjęć z miejsca zbrodni.Siedziałam nad nimi chyba z godzinę.Jednak wyprawa do Nowego Yorku i te pobicie przez gangsterów dały o sobie znać i zaczęła boleć mnie głowa.Nagle do pokoju wszedł Hoartio.Był tak jakoś dziwnie odświętnie ubrany.
-Ubieraj się kochanie.Zabieram cię do domu.-powiedział
Dowody nie zając, nie uciekną. Morderca też.

Pojechaliśmy do domu.Kiedy weszłam do sypialni oniemiałam.Wokół płonęło mnóstwo malutkich świeczek,na małym stoliku była kolacja.W pewnej chwili Horatio uklęknął przede mną i zapytał:
-Meg,czy zostaniesz moją żoną?
Nie wiedziałam co powiedzieć.W końcu szepnęłam:
-Tak.
Wtedy Caine włożył mi na palec piękny pierścionek z duuuuużym brylantem.Zobaczył,że płacze i mnie pocałował.Potem była kolacja.A jaka pyszna.Patrzyłam na mojego bohatera i w myślach dziękowałam,że los mi go zesłał.Włączyłam radio w którym akurat leciała piosenka Dody "Ostatni raz ci zaśpiewam".
- Co to za dziwny język? - spytał Horejszio po chwili konsternacji.
- Nie mam pojęcia kochanie... ale podobnie mówi nasza sprzątaczka, może zapytamy?
- Wiesz co, poszukaj może jakiegoś country...
 
Rano po przyjściu do pracy w drzwiach dopadła mnie Calleigh.
-I jak?Słyszałam że Horatio ci się oświadczył!-krzyczała podekscytowana
Horejszio ma zamontowany podsłuch w całym domu. I kamerę w sypialni.

Po drodze spotkałam Hoartia.
-Hej misiaczku.-szepnęłam
-Hej księżniczko.-powiedział i mnie pocałował
Horejszio, jak nisko upadłeś...

Pocałunek przerwał nam Eric.
-Chociaż w pracy się powstrzymajcie.Błagam was.-zaczął się śmiać Eric
-Ty draniu!-i zaczęłam go gonić po korytarzu
W końcu podcięłam mu nogę i się przewrócił.Usiadłam mu na brzuchu i przytrzymałam ręce.
-Jeszcze coś powiesz?-zapytałam zdyszana
-A żebyś wiedziała.-powiedział
Wtedy zaczęłam go łaskotać.Wiedziałam,że to jego najczulszy punkt.Eric śmiał się i krzyczał na całe laboratorium.
Kura z niejaką podejrzliwością rzuciła okiem na leżące przed nią opakowanie cholinexu. Uważnie przeczytała skład. Nie, nie zawiera alkoholu ani substancji psychotropowych. O mój gadzie, to znaczy, że aŁtorka faktycznie opisała taką scenkę, nic mi się nie przywidziało...
Już nigdy nie spojrzę tak samo na Erica. Nigdy.

Pojechałam do domu i położyłam się spać.Obudziło mnie trzaśnięcie drzwiami.Spojrzałam na zegarek.Dochodziła 24.
-No nareszcie przyszedł.-pomyślałam i nieświadoma tego co mnie zaraz spotka zeszłam aby się z nim przywitać.Po chwili zobaczyłam jak duży błąd popełniłam.Horatio był kompletnie pijany!Kiedy mnie zobaczył zapytał:
-Zrobiłaś mi kolację?
-Nie.Bo pomyślałam,że skoro będziesz na mieście to sam sobie kupisz coś do jedzenia.-odpowiedziałam
Wtedy on podszedł do mnie i zadał mi mocny cios pod oko.
Tja. Kochamy te nagłe i niczym nieuzasadnione zmiany charakteru bohaterów. Horejszio, jeszcze dwa akapity temu zakochany misiaczek o maślanym wzroku i żelkowym mózgu, teraz nagle zmienia się w pijaka i damskiego boksera.
Może faktycznie nie trzeba było tej zupy solić?

W pracy pojawiłam sie dużo wcześniej od Horatia.Weszłam do jego gabinetu.Położyłam na biurku:odznakę,pistolet,naszyjnik i pierścionek zaręczynowy.Po policzku spłynęły mi łzy.
Samotne, rzecz jasna.

-Nie zbliżaj się do mnie!Boje się ciebie!-krzyczałam
-Proszę cię wysłuchaj mnie.-poprosił
-Nie mamy o czym gadać!Tak samo było z Brianem.Najpierw bił mnie jak się napił a potem to już po trzeźwemu mu nie przeszkadzało mnie uderzyć!-powiedziałam przez łzy
-Ze mną tak nie będzie.Chciałem tylko uczcić nasze zaręczyny i to,że zostanę tatą.-powiedział cicho
Inni mężczyźni przy takiej okazji kupują kwiaty, lecz ja chciałem być oryginalny...

Pojechałam na plażę.Usiadłam pod drzewem i oparłam się o nie.Ostatnie promyki zachodzącego słońca ogrzewały mi twarz.
Khę... bohaterka z samego rana przyjechała do pracy, złożyła odznakę, pogadała z Horejsziem i już jest wieczór? Ziemia przyspiesza, czy jak?

Spojrzałam na niego.Zobaczyłam,że płacze.
Nie, to ewidentnie NIE JEST Horejszio. W takim razie... mogę wybaczyć aŁtorce te wszystkie idiotyzmy. Skoro nie szarga mojego ulubionego rudzielca... Tylko niech go może jednak inaczej nazwie. Hmmm... Ronald Weasley?

Caine wziął mnie w ramiona i zaniósł do hummera.Powoli dojechaliśmy do domu.Poszłam wziąść prysznic.Do łazienki zajrzał Horatio.
-Co chcesz na kolację?-zapytał
-Ciebie.-odpowiedziałam i wciągnęłam go pod prysznic
Woda zmyła ślady kanibalskiej uczty.

Po wspólnej kąpieli kiedy już siedziałam na łóżku w sypialni Horatio klęknął przede mną i zapytał:
-Czy wyjdziesz za takiego głupca jak ja?
-Tak.Ale nie za głupca tylko za Horatia.-powiedziałam
Tylko muszę go znaleźć, bo z tego, co przy mnie siedzi, aŁtorka skutecznie zrobiła idiotę...

Wstałam szczęśliwa.
-Jakie ja mam szczęście, że go mam!- pomyślałam patrząc na twarz śpiącego Horatia
Podbite oko już wcale mi nie dolegało. Seks jest dobry na wszystko.

***
[przesłuchanie podejrzanej]
-Niech pani nam to wytłumaczy jak to możliwe, że na miejscu zbrodni znaleźliśmy pani rękawiczkę?- stwierdziłam bardziej niż zapytałam
-Naprawdę nie mam pojęcia.-powiedziała
-To ja za panią to powiem!- krzyknęłam i już chciałam ją wyciągnąć za włosy na zewnątrz kiedy Danny mnie powstrzymał
Dobry glina, zły glina?

-Zostaw ją. Nie wiadomo czy to ona go zabiła.-powiedział i pociągnął mnie za rękę do samochodu
W laboratorium jeszcze raz uważnie przeglądałam zdjęcia. Zdarzenia z Nowego Yorku jednak dały o sobie ostro znać: znów zaczęła boleć mnie głowa. Wzięłam trzy nurofeny ultra forte i wzięłam się do pracy.
Product placement nawet w opkach, świat się kończy...

 Jednak z bólu łzy same leciały mi po policzkach i zaczęłam mieć zawroty głowy.
Trzeba było posłuchać Goździkowej!

Wyszłam na korytarz, otworzyłam okno i oddychałam głęboko. Jednak to nic nie dawało. Zawroty były coraz silniejsze. Przez nie prawie nic nie widziałam. Na szczęście podszedł do mnie Horatio .
-Co się dzieje skarbie?- zapytał
-Nic. Po prostu głowa mnie mocno boli i mam zawroty.- powiedziałam krótko
-Jedziemy do lekarza.- zawyrokował H
-Ja nigdzie nie jadę! Mam dość szpitali!- zaprotestowałam
No ja się nie dziwię. Trafia do nich co dwa dni mniej więcej.

Jednak nie miałam nic do gadania. Horatio wziął mnie w ramiona i zaniósł do Hammera. Lekarz stwierdził wstrząśnienie mózgu, przepisał tabletki i kazał odpoczywać.
Oczywiście w żaden sposób nie skojarzyłam tego z ciosem pod oko. Nie. To ciągle są efekty zdarzeń w Nowym Jorku.

Leżałam w łóżku kiedy usłyszałam krzyk jakiegoś mężczyzny. Coś jak wołanie o pomoc. Wstałam leniwie i wyjrzałam przez okno. To co zobaczyłam przeraziło mnie. Założyłam buty i wybiegłam na dwór. Dom naprzeciwko właśnie się palił. Stanął przede mną obraz jak żywy: babcia krzątająca się po kuchni, ja wychodzę na dwór w poszukiwaniu psa. Nagle słyszę wybuch i krzyk babci. Biegnę w kierunku jej domku. Jednak jakiś mężczyzna mnie przytrzymuje i nie chce puścić. Dom płonie, słyszę krzyk babci.
Z Podręcznika Młodej AŁtorki: bez traumatycznych wydarzeń z dzieciństwa, twoja bohaterka nigdy nie będzie idealna.

Poczułam, że łzy spływają mi po policzku. Z tych wspomnień wyrywa mnie płacz dziecka.
-O boże! Tam są dzieci!- pomyślałam, otarłam łzy z policzków i ruszyłam im na ratunek
Wszędzie było pełno dymu. Już czułam jak czad gryzie mnie w gardło ale nie dałam się. Dobiegłam do pokoju w którym znalazłam matkę, jej dziecko i małego niemowlaka. Wyprowadziłam ich na zewnątrz i sama położyłam się na trawie.
Odpoczynek Superwoman!

Zawroty głowy powróciły, było mi duszno i nie mogłam oddychać.
-Pewnie nawdychałam  się czadu.- pomyślałam
Usłyszałam znajomy dźwięk zatrzymującego się hummera. Po chwili obok mnie pojawił się Horatio. Mocno mnie przytulił.
-W pracy ktoś mi powiedział, że dom naprzeciwko nas się pali więc od razu wybiegłem z laboratorium i przyjechałem tutaj.- opowiadał przejęty
Jeśli reszta pracowników bierze przykład z szefa, to czarno widzę przyszłość tego laboratorium...

Zawroty i duszności były nie do zniesienia. Horatio położył się za mną na trawie i położył moją głowę na swojej klatce piersiowej. Jednak już po chwili odpłynęłam…
Ałtorka najwyraźniej popadła w schematyzm, każdy rozdział kończy omdleniem bohaterki.

Kura na zastępstwie, Sierżant na wyjeździe, Saper nie wiem gdzie i omdlały Maskotek
pozdrawiają z tunelu podprzestrzennego, w połowie drogi między Miami a NY.
 


1 komentarz:

jasza pisze...

• Irra

• 2009-06-26
Jak widać, Doda robi wreszcie światową karierę ;)

posikanam ;)

• pippi rippi

To w końcu Hammer czy hummer? Bo ja już się gubię i chyba popłaczę z tego powodu... :< Ale wtedy będę jak Meg, więc chyba powinnam to zrobić!

Genialna rozrywka, głównie dzięki celnym i ostrym jak kurzy pazur komentarzom. Xd

• Nikki


Analiza genialna!
Spadłam ze stołka, kiedy Meg zaczęła pisać "eska" do Horejszia z kryjówki gangsterów.
I czy tylko mi się wydaje, czy Meg ma nazwisko jak marka pistoletu?
Czekam na część trzecią!

• Sineira

Kuro, jak zwykle jesteś genialna. Poziom opka mnie załamał, takiego steku bzdur dawno nie widziałam. Swoją drogą zastanawiam się, czy monitorowanie opek nie wpłynęłoby wydatnie na ilość wykrytych przypadków przemocy domowej...

• Krzysiek

scena z zabawy Meg i Erica w laboratorium jest zabójcza! Tak głupia i infantylna, że aż się w głowie nie mieści... Podobnie jak esek pisany podczas porwania przez gangsterów z Nowego Jorku...

• Kasitza


Krewetki w sosie wiedeńskim??? Czy to narodowe danie Austriaków?
Kuro, analiza piękna. Duża dawka skondensowanej radości.

• kura z biura

Mrohny & Ome: tak, będzie jeszcze jedna część, ostatnia. W niej dowiemy się, gdzie najlepiej się plotkuje, dlaczego hummer jest lepszy od samolotu oraz czego BEZWZGLĘDNIE powinna unikać kobieta w ciąży. Już niedługo!
Jaszo: nie wiadomo, co miał okularnik w butelce (zapewne Bardzo Groźne Coś), ani tym bardziej, dlaczego sam nie chlustał, tylko kazał to zrobić naszej bohaterce z połamanymi palcami. Mężczyźni! We wszystkim każą się wyręczać.

• jasza


Ciekawe, co na wpółżywy okularnik miał w swojej buteleczce? Może płyn odstraszający gangsterów? Albo kwas łowynasowy?

Gwałtowne zwroty akcji pozostawiają niedosyt poznawczy.

""""
Kuro, jesteś niezwykle dzielna!

• Mrohny

"romance if scandal??Or maybe a wrong dictionary?" - poległem po raz pierwszy.
Przy płaczącym i tupiącym nóżkami Horacym niemal zemdlałem, a przy "Kiedy się obudziłam leżałam na podłodze obok tego mężczyzny.Zdołałam wyciągnąć telefon i zaczęłam pisać do Horatio eska,że zostałam zakładnikiem gangsterów w Nowym Yorku" zaliczyłem taki napad śmiechu, że nie mogłem się powstrzymać do końca. Gdyby nie przerwa spowodowana robieniem kanapki - co znaczy, że opko bardzo mnie zainteresowało - myślę, że mógłbym nawet ómrzeć. I żadne resuscytacje naszej Meg by mi nie pomogły.
Będzie część trzecia? :D

• Ome


Uśmiałam się porządnie - ale i załamałam w wielu momentach, jeśli chodzi o samą historyjkę. Na miejscu bohaterki zaczęłabym się bać otwierania lodówki albo pralki, bo tam pewnie też czekają na nią terroryści/handlarze żywym towarem/psychopatyczni mordercy. Chyba aŁtorka się wybitnie nudzi w domu i brakuje jej dreszczyku emocji.
Analiza "zadziobista", Kuro, znów zadziobałaś opko :) Będzie jeszcze jakaś część?
PS Czekam na obiecany Sierżantowo-Saperowy kontakt, gdy powrócą :)