OGŁOSZENIE

O ile w międzyczasie nie nastąpi koniec świata, to na kolejny odcinek zapraszamy 3 września :)

czwartek, 25 czerwca 2015

295. Małżeństwo według prawa, czyli wielki wąż Severusa (HP i Król Węży 1/?)

Drodzy Czytelnicy!
Dziś zajmiemy się klasycznym dziełem pióra znanej nam już z “Czarnej Walkirii” Sitriel - a mianowicie “Harrym Potterem i Królem Węży”. Dzieło zniknęło co prawda z Fanfiction.net (po analizie na Blogowej Husarii), gdzie pierwotnie było publikowane, lecz krąży nadal po internecie i bez trudu można się z nim zapoznać, a także jest wzorem i punktem odniesienia dla szeregu innych yaojców. Potraktujemy je więc właśnie jako taki wzorzec, zbiór yaojcowo-potterowskich stereotypów, od przymusowego małżeństwa zaczynając, na kompletnym wypatroszeniu bohaterów z mózgu kończąc. Przygotujcie się więc na nowe prawa w świecie czarodziejów, bliskie spotkania z arystokracją, bohaterów o samobieżnych rękach i innych częściach ciała, inwazję z dupy wziętych apostrofów, na które przestaliśmy już zwracać uwagę, bo ile można, a także sporo Nicolasa Cage’a. Zamiast.
Indżojcie!

Analizują: Kura, Prezydent Internetu Q i Babatunde Wolaka


Harry Potter i Król Węży


http://www.fanfiction.net/s/7671787/20/Harry_Potter_i_Krol_Wezy


Rozdział 1

Akcja opka rozpoczyna się w wakacje po piątej klasie. Harry kończy szesnaście lat i schodzi na śniadanie dostaje...


Zdenerwował go list jaki dostał z Ministerstwa Magii. Wynikało z niego, że w obliczu zagrożenia jakie stanowiła osoba Lorda Voldemort'a,
A czemu nie Lord’a?

wszyscy czarodzieje w wieku 16 i 17 lat, którzy nie mieli rodziców (!) będą musieli zawrzeć związek małżeński.
Oczywiście. Voldek, gdy tylko wyczuje, że nieletniego czarodzieja ochrania moc świętego węzła małżeńskiego, podkuli ogon i zniknie z wrzaskiem, zostawiając po sobie smród siarki.
Może Voldek poluje teraz na młode dziewice, celem… nie wiem, odmładzających kąpieli w ich krwi? Słyszał, że to pomaga na brak nosa, czy coś...
Nawet Voldemort ma zasady i do zajętych się nie dobiera.

Harry wysyła list do Dumbledore’a z pytaniem, o co chodzi. Dyrektor zjawia się osobiście, by zabrać go do Hogwartu.

-Widzisz Harry… Korneliusz Knot nie jest już Ministrem Magii, ale to pewnie wiesz z Proroka. No więc Rufus – nasz nowy minister – doszedł do wniosku, że młodzi czarodzieje i czarownice, którzy nie mają rodziców, a są w wieku kwalifikującym ich do zawarcia małżeństwa, powinni czym prędzej wziąć ślub. I to najlepiej z osobą starszą od siebie.
- To ja mógłbym z Hermioną! - zaproponował entuzjastycznie Harry. - Jest ode mnie starsza i taka ładna!
Po czym zaczął sporządzać odpowiednią listę.
- Nie wie pan może, czy Gillian Anderson jest czarownicą? - zapytał z zamyśleniem.

-Pan wybaczy, ale… Przecież to głupota! –powiedział wstrząśnięty Harry.
-Tak, mój chłopcze. To głupota, ale głupotę tą [na litość Nicolasa Cage’a, “tę”!] wymyślił minister. –zgodził się starszy czarodziej.
A ja zawsze byłem lojalny wobec ministrów i wypełniałem ich polecenia bez szemrania, nie pozwalając sobie na najdrobniejszą krytykę! Fawkes świadkiem!

Harry westchnął.
-I niby z kim miałbym się ożenić? –spytał Harry. –Przecież wszystkie dziewczyny widzą we mnie tylko tą moją sławę, a nie prawdziwego mnie… -mruknął niechętnie.
Totalnie najważniejsza sprawa w sytuacji, gdy jesteś zmuszony ochajtać się z powodu debilnego przepisu, do tego - podobno - dla własnego bezpieczeństwa.

Ku wielkiemu zaskoczeniu Harry'ego Dumbledore zaśmiał się.
-Zapominam czasem, że nie wiesz jeszcze wszystkie o magicznym świecie. –powiedział. –Wcale nie musisz się żenić.
Chłopak zamrugał oczami.
-Ale… Ale mówił pan, że…
-Mówiłem o małżeństwie. Nie o ożenku. –przypomniał mu, a Harry na przemian zaczął blednąć i czerwienić się czując, że robi mu się słabo.
- O nie, znowu yaoi - jęknął, upewniając się, że kapsułka z cyjankiem nadal znajduje się w kieszeni jego dżinsów. Przysiągł sobie po ostatnim yaoiu, że gdy nadejdzie odpowiedni czas, zabije się, zanim ałtorka zrobi z niego słodkiego, dziewczynkowatego uke nadającego się jedynie do poruchanek.
A już zwłaszcza, zanim znów pozwoli go zgwałcić.

-Czyli, że… Mogę… Wyjść za mąż…?-wyjął upewniając się.
Wyjął i potrząsał, oznajmiając swą gotowość do zamęścia.
Harry wie, że jest w yaoiu. Wyjęło mu się jakoś tak automatycznie.

-Ależ jak najbardziej. –zapewnił go dyrektor. –Wśród czarodziei nie patrzy się aż tak na płeć partnera. –wyjaśnił.
W sumie logiczne - skoro dzieci można mieć z magii…
Mogą mieć i z musztardy sarepskiej, ale nie nadaje to więcej sensu opcji wzięcia ślubu ze Snapem.
W tym przypadku w grę wchodzi musztarda snaperska.

-Nie wyobrażam sobie tego… -jęknął Harry chowając twarz w dłoniach. Miałby mieć męża? I to jeszcze starszego od siebie? Przecież to zakrawa na zboczenie! Nigdy się na to nie zgodzi!
Ależ oczywiście, że się zgodzisz, chłopcze. Inaczej po co byłoby się trudzić z pisaniem tego opka?
Kompletne pranie mózgu za 3… 2… 1… ALL YOUR BASE ARE BELONG TO US

Tymczasem doszli do bramy Hogwart'u. Harry marzył, żeby pobiec do wieży Gryffindor'u, paść na łóżko i zasnąć z nadzieją, że [te apostrofy pojawiły się tu czystym przypadkiem] to wszystko tylko mu się śni. Dyrektor jednak poprosił go najpierw do swojego gabinetu. Kiedy chłopiec wszedł za nim do środka zaniemówił. Cała podłoga zakryta była setkami listów.
-Co to…? –spytał niepewnie.
-Obawiam się, że to oferty matrymonialne dla ciebie. –powiedział pogodnie dyrektor, a Harry opadł na kolana w ciężkim szoku.
- Cholera, jak ja w tym wszystkim znajdę list Gillian? - jęknął.

A propos apostrofów - może umówmy się, że ja tu położę sobie ten link, a Wy będziecie do niego zaglądać, kiedy natkniecie się na jakiś podejrzanie wyglądający zapis, ok?


To było dla niego za dużo.
-I co ja mam z tym wszystkim zrobić? –jęknął.
-Przypuszczam, że przeczytać. Może któraś z ofert cię zainteresuje.
-Bardzo wątpię… Pewnie nawet nie znam żadnej z tych osób. –mruknął niechętnie sięgając po pierwszy z brzegu list. Jego autorem był jakiś podstarzały czarodziej, który wprost opisywał mu co najchętniej by z nim zrobił i gdzie. Harry automatycznie sięgnął po różdżkę i spalił list jednym ruchem. (...)  Lekko zielony na twarzy sięgnął po kolejny list. I ten i 20 następnych zostało spalonych po pierwszych zdaniach.
Nikt jakoś nie zadbał o klauzulę “świadkom Merlina i ofertom z Azkabanu dziękujemy”.
Mam teorię - to tak naprawdę były odpowiedzi na ogłoszenie Dumbla w rubryce matrymonialnej w Proroku Codziennym, a to niezbyt fortunnie zaczynało się od “Ponętny nastoletni uke o zgrabnym tyłeczku i małym rozumku szuka…”

Harry dawno nie czuł się taki chory. Był pewien, że jest zielony na twarzy.
-To jakaś banda zboczeńców! –stwierdził zrozpaczony. –Tutaj nie ma nikogo normalnego. Wszyscy mi opisują co by chcieli… No… -mruknął czerwieniąc się.
A  że wpierw był zielony, w rezultacie jego twarz przybrała odcień posępnej szarości.
Mógłby dorabiać jako sygnalizator na przejściu dla pieszych.

–Czy tu nie ma nikogo normalnego…? –jęknął cicho.
- Nie - odpowiedziała mu Q. - To yaoi, więc wszyscy są homo, wszyscy są wiecznie napaleni, nikt nie ma za grosz rozumu i godności człowieka, kobiety nie istnieją, a jak istnieją, to lecą tylko na sławę i forsę, co z jakiegoś powodu jest uważane za gorsze od bycia obleśnym gwałcicielem. Poza tym zaraz w tyłku wyrośnie ci wagina i serio, to ostatnia szansa na użycie tego cyjanku.
Pytanie retoryczne: jak rozumiem, wśród tych listów nie było żadnego od jakiejkolwiek kobiety?

-Nie poddawaj się Harry. –uspokajał go dyrektor.
-Nie będę tego czytał… -powiedział stanowczo chłopiec wstając. –Czy mogę iść do wieży? -–pytał z nadzieją.
-Tak oczywiście. Hasło brzmi „ożenek" – powiedział dyrektor, a Harry poczuł mdłości. Powiedział dyrektorowi dobranoc i wyszedł z jego gabinetu.
Kiedy drzwi się zamknęły, Dumbledore ryknął takim śmiechem, że pobudził wszystkie portrety dyrektorów. “Ożenek! Ale wymyśliłem! Jaką on miał minę, buhahahahaha!”

Wlekąc się do wieży próbował nie myśleć o tym co go czekało. Do ciężkiego diabła! Miał się ożenić albo wyjść za mąż… Ani jedna ani druga opcja mu nie pasowała. A już na pewno nie w tym wieku. Na gacie Merlina! Miał 16 lat i w nie w głowie było mu małżeństwo! A według listu z ministerstwa musiał się zaręczyć przed rozpoczęciem roku szkolnego, a ślub wziąć do Świąt. Jak on miał wybrać kogoś w tak krótkim czasie? Nie znał nikogo kto byłby odpowiedni. I jeszcze starszy od niego.
Nie. Nie mam żadnych koleżanek i kolegów ze starszych klas. Jestem taaaki saaamoootnyyy!

Zatopiony w myślach nawet nie zauważył, że wpadł na kogoś.
Widzisz, Harry, nie musisz myśleć, los sam ci wskazuje palcem.

-Przepraszam… -jęknął zerkając na kogo wpadł i zbladł. Noż jasna cholera! Pech do kwadratu! Wszędzie rozpozna te czarne szaty.
- Boru, Batman, znowu wpadłem nosem w tę twoją pelerynę… Mógłbyś ją czasem uprać.

Ze wszystkich profesorów musiał wpaść akurat na Severusa Snape'a.
Czy ludzie w opkach naprawdę nie potrafią się spotykać w inny sposób niż tylko na siebie wpadać? O tyle dobrze, że wpadł na Severusa, a nie z Severusem, ale wszystko przed nami.

-Potter! –warknął Mistrz Eliksirów. –Patrz gdzie idziesz!
-Przeprosiłem! O co panu chodzi? –spytał Harry. Jeszcze jedna bezpodstawna uwaga i straci cierpliwość…
A jak Harry straci cierpliwość, to… Minus sto pięćdziesiąt punktów dla kadry nauczycielskiej!

-O to, że jesteś w zamku, a nie powinno cię tu być. –warknął. –Co? Rodzinka się znudziła?
-GÓWNO WIESZ CZEMU TU JESTEM! –wybuchnął Harry doprowadzony do ostateczności.
Harry w tym opku najwyraźniej wybucha szybciej niż mina przeciwpiechotna potraktowana wiertarką. Szkoda, że szybko mu przejdzie, gdy dopadnie go Magiczny Penis Lobotomii...

-Potter! Ostrzegam cię…

-Ostrzegaj sobie do woli! Mam to tam gdzie słońce nie dochodzi! Nie kracz, nie kracz, bo wykraczesz… Nie dość, że każą mi się ożenić albo wyjść za mąż to jeszcze po wszystkich tych rewelacjach muszę kończyć dzień, kłócąc się z kimś takim! –zakończył wkurzony wykonując gest w stronę mężczyzny.
Znaczy, pokazał mu faka, czy tak tylko machnął łapą?

Snape zerknął na chłopaka. Ślub? A no tak… Nowe zwariowane prawo ministerstwa. Czyli Potter musi się zaręczyć. I to z kimś starszym od siebie.
Jeśli tego nie zrobi, Ministerstwo wyśle mu bardzo stanowcze ponaglenie z poważnie wyglądającą pieczęcią.

Nie zdążył nic powiedzieć, kiedy chłopak wyminął go i zaczął się dalej wspinać po schodach.
-Ty i ta twoja bezczelność Potter…! –warknął na odchodnym.
Harry’emu z tej rozpaczy już się wszystko pomerdało.

-Trzym paszczę! – odwarknął chłopak. Póki nie ma roku szkolnego może się wyżyć. A było mu to potrzebne jak jasna kicia.

Rozkoszne jest to założenie, że póki nie ma roku szkolnego, to można pyskować nauczycielowi - najwyraźniej Harry liczy na to, że z początkiem września mózg Snape’a się zresetuje i obaj zaczną nowy rok z czystym kontem.

Dumbel wzywa Snape’a do siebie.

-Herbatki Severusie? – spytał Albus, gdy mężczyzna ledwie przekroczył próg gabinetu.
Ledwie się wlókł, tak wykończyło go utrzymywanie stałego poziomu sarkazmu i ironii w organizmie.
Po prostu Harry tak mu przygadał, że Severus ledwo trzymał się na nogach.

-Nie, dziękuję. –odparł siadając w fotelu naprzeciwko biurko. –Przejdźmy od razu do rzeczy. –dodał, a starszy czarodziej zaśmiał się. Złowieszczo.
-Cały ty. –powiedział. –Ale dobrze. Chodzi o Harry'ego.
Severus parsknął. Potter! Oczywiście. O cóż innego by mogło chodzić?
-Doprawdy dyrektorze… -zaczął, ale Albus mu przerwał:
-Wysłuchaj mnie najpierw Severusie, bo ta sprawa dotyczy też ciebie i najlepiej będzie jeśli od niej zaczniemy. –powiedział. Czarnowłosy uniósł brew nie bardzo rozumiejąc co on ma z tym niby wspólnego, ale słuchał uważnie. –Twoja matka przysłała dziś do mnie list… -powiedział Albus, a Snape najeżył się automatycznie. Jeśli kogoś szczerze się obawiał (bardziej niż Voldemorta) to była to jego pompatyczna matka, która szczyciła się swoją arystokracją bardziej niż Malfoyowie.
Tak. Jesteśmy w tym zakątku Potterversum, w którym Snejpowie są arystokracją z dziada pradziada, mieszkają w dworzyszczu takim, że Malfoyowie zielenieją z zazdrości, srają pieniędzmi, a ich wielkopańskie fumy i fochy przechodzą do legendy. Zapomnijmy więc szybciutko o mugolskim ojcu Severusa i ubogich, wyszarzałych gatkach tegoż; Rowling po prostu nie wiedziała, co pisze.
Prince to Prince, na kij drążyć temat.

-Czego chce? –spytał Severus powoli.
-Chce żebyś wziął w końcu ślub.
I z tego powodu pisze do Dumbla? Już sobie to wyobrażam:

Drogi Albusie.
Już tyle lat Sevcio siedzi w tym Twoim Hogwarcie, a nadal jest prawiczkiem! Cztery lata temu wysłałam mu seksowną bieliznę z kolekcji LoveCraft od Madame Malkin - nie widziałeś może, czy w ogóle ją nosi? Skropiłam ją szczyptą eliksiru pożądania, ale nie wiem, czy wyszedł dobrze, wiesz przecież, jaką byłam ciamajdą w eliksirach. W każdym razie wujek Quintus ją wąchał i mówił, że jak dla niego całkiem-całkiem. Nieważne. Przejdźmy do meritum.
Właśnie wróciłam z przyjęcia i jestem wzburzona! Lucia - wiesz, ta moja cioteczna kuzynka, co była w Hufflepuffie i na trzecim roku oberwała kaflem w głowę - chwali się trzecim dzieckiem swojego Gaiusa. TYLE WSTYDU SIĘ NAJADŁAM, GDY ZAPYTAŁA MNIE O SEVA. Ona to zrobiła specjalnie, sam byś przyznał, gdybyś tam był i widział, jak na mnie PATRZAŁA. Khem, w każdym razie, jak do czwartku nie znajdziesz jakiegoś desperata, który chciałby się z Sevciem ochajtać, udostępnię Prorokowi Twoje zdjęcia, Sam-Wiesz-Jakie.
Opóźnień nie przyjmuję do wiadomości,
Zawsze Twoja,
Mami

(...)Teraz sprawa Harry'ego. Jak wiesz zapewne nowe prawo naszego ministra, nakazuje mu wziąć ślub.
-Wiem o tym. Czytałem gazety. –powiedział Severus.
-Podsumujmy więc. –zaczął dyrektor. –Twoja matka chce żebyś w końcu wziął ślub, a Harry musi go wziąć.
54f9a6097f32a.jpg

Severus popatrzył na niego jak na kompletnego szaleńca.
-Ty chyba nie mówisz poważnie Albusie! –krzyknął przerażony, gdy poskładał wszystko w głowie. –Nienawidzimy się z Potter'em!
-Ale Severusie. Nikt wam nie każe długo być w tym związku. Gdy Harry skończy 18 lat będziecie mogli się rozwieść.
Nie żeby pomysł Ministerstwa (albo raczej aŁtorki) od początku wydawał się szczególnie mądry, ale teraz jest jeszcze głupszy. Przewidują, że za dwa lata zagrożenie ze strony Voldka ustanie?
Za dwa lata Voldek tylko przyjdzie i stwierdzi:

a71f194612_too_old.jpg

Ale pomyśl. Upieklibyśmy dwie pieczenie przy jednym ogniu. Oczywiście nie musisz mi odpowiadać od razu… -zaznaczył dyrektor.
Daję ci… no, góra kwadrans.

(...)

Czuł się jak w potrzasku. Tutaj Voldemort, tam jego matka, a do tego wszystkiego Potter jako potencjalny małżonek! No nie… Już gorzej chyba być nie może.
Ojtam, a pomyśl, co by było, gdyby to sam Voldek ci się oświadczył. Albo Dumbledore wyznał, że nie potrafi już dłużej ukrywać namiętności, która pali go od lat!

Rano Dumbel wzywa Harry’ego i oznajmia mu, że już nie musi czytać ofert matrymonialnych, bo on znalazł dla niego idealnego kandydata na męża.

Ej, ale serio - jestem dziwnie przekonana, że cały ten “nakaz ministerstwa” to podstęp Dumbla, żeby umożliwić Snape’owi ryćkanie Harry’ego. Przecież cała populacja młodych angielskich czarodziejów uczy się w jednej szkole - a ile znamy, oprócz niego, pełnych sierot?
Nie ma takowych, ale, biorąc pod uwagę działalność Voldka, w każdej chwili mogą być.
A w ogóle to uważam, że Neville też powinien zostać objęty tym prawem. Jego rodzice wprawdzie żyją - ale co to za życie… O,  wydajmy go za Harry’ego, za parę lat Potter będzie niewymownie wdzięczny, że mu się taki przystojniak trafił!

Mąż? No świetnie! On nawet nie był pewien czy podobają mu się faceci czy laski, a tutaj od razu chcą mu męża dać.
Co prawda w zeszłym roku zakochał się w Cho Chang, ale nadal nie był pewien.
Jedno zakochanie jeszcze o niczym nie świadczy.
Niby racja, ale przynajmniej wie, że kobiety go nie brzydzą.

-Ummm… Znam go? –spytał niechętnie.
-Ależ tak. I to całkiem dobrze mógłbym powiedzieć. –powiedział dyrektor, a oczy mu zaczęły migotać.
W sumie… Dumbel kanonicznie jest gejem, za czasów jego młodości chyba trudno było o pornosy z gejseksami, to może chociaż na starość chce sobie pooglądać? Będzie się wkradał do sypialni młodego małżeństwa co noc, wykradał wspomnienia i przeglądał w myślodsiewni…
E tam, zainstaluje raczej w ich sypialni jakieś magiczne lusterko, które będzie mu nadawało bezpośrednią transmisję :)

-To znaczy… ?-spytał chłopiec, kiedy przez umysł przelatywały mu imiona tych, których znał dość dobrze. Ale starszych od siebie nie znał wiele. Praktycznie mało kogo wiec nikt konkretny nie nasunął mu się na myśl.
Khem, Hermiona, khem, Ron, khem, starsi bracia Rona…
I tyle starszych koleżanek i kolegów w drużynie quidditcha…
Widzę tu potencjał do spin-offów wyjaśniających, dlaczego oni nie mogli - bo zostali już tymczasem zajęci przez kogo innego.
Baba, skąd im weźmiesz tyle sierot?! Chyba że zastąpisz Voldka i sam zaczniesz mordować rodziców.
Jak szaleć z kanonem, to szaleć.

-Cóż… Obawiam się, że nie będziesz zachwycony wyborem, ale zapewniam cię, ze to najlepszy wybór.
-Kto…? –spytał Harry przełykając ślinę.
-Mam na myśli profesora Snape'a. –powiedział Dumbledore, a Harry poczuł, jak cała krew odpływa mu z mózgu, a potem widział już tylko ciemność.
Jak później się przekonamy, odpłynięcie krwi z mózgu było permanentne. I Wy już świetnie wiecie, gdzie ta krew się podziała...

Dumbel wzywa na pomoc Snape’a z eliksirem na odzyskanie przytomności.

-Dyrektorze…? –spytał niechętnie domyślając się, że Dumbledore już uświadomił chłopaka co do możliwości zamążpójścia.
-Chyba byłem zbyt bezpośredni. –powiedział krótko dyrektor. Severus starał się nie wywracać oczami, gdy podszedł do nieprzytomnego chłopca i wlał mu do ust zawartość fiolki, a potem zmusił go do przełknięcia płynu.
Liczył na to, że chłopak się zadławi i z głupich pomysłów Dumbledore’a wyjdą nici?
OSOBIE NIEPRZYTOMNEJ NIE MOŻNA NIC WLEWAĆ DO UST! Co gorsza, taki błąd popełniają nie tylko aŁtorki opek, ale i poważne i szanowane aUtorki, np. Małgorzata Musierowicz.

Po minucie chłopak zaczął odzyskiwać przytomność.
-Jestem w piekle… -mruknął jeszcze niezbyt, gdy jego wzrok spoczął na Mistrzu Eliksirów.
-Po raz pierwszy się z tobą zgodzę Potter. –warknął Snape. –Jesteśmy w piekle. I teraz jakoś z niego się trzeba wydostać.
Khę…Powiedzieć: “Dyrektorze, to jednak nie był najlepszy pomysł”?

Chłopak jęknął.
- Cholera jasna, zgubiłem swój cyjanek...

-To mi się jednak nie śniło…
-Tak jak już mówiłem… -zaczął Albus. –To byłoby najlepsze wyjście dla was obu. Po dwóch latach możecie się rozwieść. Harry będzie wtedy pełnoletni.
A pełnoletni niech idzie w cholerę i daje sobie radę sam. Psst, Albusie, zapomniałeś, że według praw czarodziejów, pełnoletni będzie już za rok!

-Umknął panu szczegół w postaci mojej matki dyrektorze… -mruknął Snape, a Harry zerknął na niego. –Ona nie zniesie czegoś takiego, jak rozwód. Dla niej to byłby skandal i koniec świata. –dodał siadając w drugim fotelu.
-Och. Myślę, że zrozumiałaby niezgodność charakterów. –przekonywał dyrektor.
Słuchajcie, Snape, NIE UTRUDNIAJCIE. Macie się ożenić z Harrym, ALE JUŻ!!! WY NIE WIDZIELIŚCIE TYCH ZDJĘĆ!


Severus popatrzył na niego z powątpieniem.
-Tak więc moi chłopcy. Co o tym myślicie? –spytał ich obu. Harry tylko spuścił wzrok i szepnął:
-Nie ma innego sposobu?
-Obawiam się, że nie. - W głosie dyrektora zadźwięczała zimna stal. - Biorąc pod uwagę treść wszystkich ogłoszeń matrymonialnych, jakie otrzymywałeś… -tu Severus miał naprawdę zaskoczony wyraz twarzy. – Uważam, że to będzie najrozsądniejsze.
Dumbledore wpierw osobiście przeczytał wszystkie listy do Harry’ego, po czym zostawił tylko te od napalonych staruchów, a resztę spalił.
W sumie nie jestem do końca pewna, czym się różnili tamci napaleni panowie od - jak później się okaże - równie napalonego i obleśnego Snape’a.
Tym, że po Severusie z początku nie było widać napalenia i obleśności. Ba, sam nie zdawał sobie z niego sprawy!

Chłopak był w stanie tylko pokiwać głową.
-Severusie? –spytał dyrektor.
-Jeśli to tylko na dwa lata to jakoś to wytrzymam. Chyba… -dodał z na wpół warknięciem, a Harry poczuł dreszcz na plecach. Zdecydowanie lepiej było nie wkurzać tego faceta.
-Czyli obaj się zgadzacie. –przyklasnął Dumbledore. –W takim razie ślub powinniście wziąć jak najszybciej. I oczywiście odbędzie się w twoim rodzinnym domu. Mam rację Severusie?

Snape zawiadamia rodzinę, Harry wysyła zaproszenia na ślub do swoich znajomych. Wszyscy najpierw są przekonani, że to żart albo Harry jest pod wpływem jakiegoś zaklęcia, ale podejrzanie szybko się z tym godzą.
Chajta się, to się chajta, na wuj drążyć temat…
Byle na weselu dali dobrze żreć.

Hermiona także martwiła się o niego, ale optymistycznie stwierdziła, że skoro to tylko dwa lata, to Harry powinien jakoś wytrzymać.
Dwa lata to się po celi przelata.

Radziła mu też żeby sprawił sobie kilka nowych ubrań, bo z tego co czytała ( a jakże by inaczej) wynikało, że ród Snape to prawdziwa arystokracja.
Harry, ubierz się ładnie. Nie szkodzi, że facet, którego nienawidzisz najbardziej na świecie (poza Voldemortem), będzie cię szczuł swoim wężem… ważne, żebyś dobrze wypadł w oczach jego rodziny!
W dobie okrutnej wojny są pewne priorytety. Voldemort Voldemortem, ale jeszcze by ktoś na ślubie pomyślał, że Harry kompletnie nie ma swagu.

(...)
Rankiem w dzień ślubu, podczas śniadania w Wielkiej Sali…

Nie zauważył, że dyrektor obserwuje go z troską i pełen obaw.
No, myśmy też nie zauważyli, żeby wykazywał jakąś szczególną troskę. Czy obawy.

Może to jednak nie był taki dobry pomysł zmuszać tak młodego chłopca do małżeństwa z Severusem?
Chyba dwie ostatnie komórki mózgowe Dumbledore’a się spotkały i na chwilę nastąpiło zwarcie.

Ale z drugiej strony Harry będzie z nim bezpieczniejszy. Voldemort na pewno dowie się o tym ślubie i będzie chciał, żeby Severus osłabił chłopaka najbardziej jak to możliwe, a potem przyprowadził go do niego żeby mógł go zabić.
Dumbledore ma naprawdę ciekawe pojęcie bezpieczeństwa.
Może wychodzi z założenia, że najciemniej pod latarnią.

Dumbledore był jednak pewien, że Severus w dalszym ciągu będzie spełniał swoją rolę podwójnego agenta.
Narrator go o tym solennie zapewnił.
Okej, wyobraźmy sobie, że Voldzio, szczęśliwy niczym mucha w wychodku, każe Sevowi przyprowadzić do siebie Harry’ego. Co ma w takiej sytuacji zrobić Snape? Powiedzieć, że sorry, nie, bo mu matka będzie jęczeć, jeśli znowu przejdzie w stan radosnego singielstwa?

Zostawały jednak w dalszym ciągu te 2 tygodnie do rozpoczęcia roku szkolnego. Oczywiście jako małżeństwo będą musieli zamieszkać razem w komnatach Mistrza Eliksirów.
Ale zaraz, skąd ten pośpiech? Przecież przed rozpoczęciem roku mieli się tylko zaręczyć, a ze ślubem mogli poczekać nawet do Bożego Narodzenia!
A w sumie, czemu oczywiście muszą zamieszkać razem? Nakaz ministerstwa obejmował ślub - nie wspólne mieszkanie, nie sypianie ze sobą, tylko i wyłącznie ślub. Na miejscu Harry’ego odwaliłabym ślub, a potem powiedziała: “Okej, dziękuję za pomoc, a teraz wracam do własnego życia”.
Ministerstwo będzie nasyłać kontrole.

-Wszystko w porządku Harry? –spytał chłopca, gdy ten bladł coraz bardziej.
-Nie… -powiedział cicho chłopiec.
-To tylko nerwy. –starał się go uspokoić starszy czarodziej, gdy w tym momencie Severus wszedł do Wielkiej Sali ubrany jak prawdziwy arystokrata w ozdobną szatę, pod którą miał dopasowane czarne spodnie i idealnie wyprasowaną koszulę. Również z czarną ze srebrnymi wstawkami.
Co było widać, gdyż według najnowszej mody w świecie arystokracji, wierzchnie szaty szyło się z przezroczystych tiulów i koronek.
Albo zainwestował w wielofunkcyjny, stylowy, przezroczysty garniak.

hannibal-in-plastic-suit-2__140529214449.jpg


Narzeczeni ;) deportują się do siedziby rodu Snape’ów.


Otworzył oczy, gdy Snape powiedział:

-Jesteśmy.

Stali przed wielką ozdobną bramą, za którą rozciągał się ogromny ogród pełen drzew, krzewów i kwiatów. Wszystko starannie wypielęgnowane, krzewy fantazyjnie przystrzyżone i zaplanowane. Harry skrzywił się mentalnie. Zdecydowanie bardziej podobał mu się żywotny ogród Weasley'ów pełen dziko rosnących roślin i gnomów niż… To! Czuć tu było luksów i wyrafinowanie, a tego Harry nie lubił.
Błeee, za dużo luksów razi mnie w oczy!

Może to były klimaty Draco Malfoy'a, ale na pewno nie jego. Po chwili przeszli przez bramę, gdy otworzył im jakiś człowiek w szaro zielonej szacie i ukłonił się nisko mówiąc:
-Witamy w domu proszę pana. Pańscy rodzice już na Was czekają.
Snape skinął tylko głową i poszli dalej bez słowa. Harry musiał wyciągać nogi, żeby nadążyć za mężczyzną. Nie miał nawet czasu żeby przyjrzeć się ogrodowi bliżej. Westchnął. Tutaj nawet nie było gdzie polatać na miotle. [A co, niebo zabrali?] Wątpił żeby ktokolwiek z tego domu grywał w quidditha.
Jeśli chcesz mieć wypielęgnowany ogród, absolutnie nie możesz pozwolić na grę w quidditcha, bo gracze wszystko ci zadepczą!
Przez cały czas, gdy to czytam, mam wrażenie, że gdzieś niedaleko, otoczony stosem mugolskich trupów, stoi sobie Voldek i duma, czemu jego poczynania nikogo nie obchodzą. A tu po prostu przegrał z prawdziwymi problemami, jak brak miejsca do latania na miotle...

Idąc dalej Harry zauważył budynek mieszkalny i zrobił wielkie oczy. Z całych sił starał się powstrzymać opad szczęki. To był prawdziwy pałac! Wiedział już, że ród Snape to arystokraci, ale że aż tak bogaci? Nie miał o tym pojęcia. W ostatniej chwili zauważył schody i uniknął wyłożenia się na nich. Oczywiście Snape uśmiechnął się drwiąco. Musiał to zauważyć. Weszli do środka i ponownie uderzył w niego ogrom i luksus tego miejsca emanujący z każdego kąta. Przerażało go to. Nie sądził żeby kiedykolwiek miał się poczuć arystokratą.
-Witamy w domu panie Severusie. –usłyszał nagle i zobaczył, że zbliża się do nich jakiś zdecydowanie starszy czarodziej także ubrany w szaro-zieloną szatę.
-Dzień dobry Christanie. –powitał go Snape.
-Miło widzieć pana znowu w domu. –powiedział uśmiechając się o dziwo. –Państwo już czekają w salonie. A ten młody człowiek to zapewne pana narzeczony? –spytał zerkając ciekawie na Harry'ego. Chłopak jakoś odruchowo poczuł sympatię do tego starszego czarodzieja. Wydawał się być… normalny. Po prostu normalny w tym całym luksusie.
Znaczy, Snejpowie poskąpili na liberię kapiącą od złota. Może to i lepiej.

-Zgadza się. To Harry Potter. –przedstawił go Snape tym razem bez złośliwości w głosie co mocno zaskoczyło chłopaka. Służącego też.
Służący był przyzwyczajony, że Severus wszystkie swoje kolejne podrywki przedstawiał w stylu “Och, to tylko Maks. Nie spodziewaj się, że powie cokolwiek mądrego, ale przecież usta nie służą tylko do mówienia, prawda?”.
Ewentualnie nowe “podrywki” przynosił skrępowane i nieprzytomne, zmyślając przy tym, że znowu Voldek mu kazał.

-Och doprawdy… -mruknął zaskoczony. –Interesujące… Jestem Christian, lokaj rodu Snape od dobrych kilku pokoleń. –przedstawił się chłopcu i ukłonił lekko.
E? to ile on ma lat?
Snape’ostwo szybko się rozmnażało. Severus był pod tym względem czarną owcą, dlatego przyszła pora, żeby się wreszcie ustatkował.

-Miło mi. –powiedział chłopiec nieco zmieszany, ale skinął mu głową.
-Doprawdy. Czarujący młody człowiek. –powiedział lokaj, a Severus miał minę, jakby zdecydowanie chciał zaprzeczyć takiemu stwierdzeniu. Mężczyzna wyglądał jakby co najmniej połknął cytrynę, gdy lokaj prowadził ich do salonu.
Harry uniósł lekko brwi. Nie do końca tak wyobrażał sobie rodzinę profesora. Matka była czarnowłosą kobietą, która nie wyglądała na taką co miała niemal czterdziestoletniego syna. Gdyby Harry nie znał prawdy dałby jej góra 35 lat. Miała błękitne oczy, lekko zaostrzony nos, pełne usta i tyle pudru na twarzy, że wyglądała jak obsypana mąką.
Och, serio? Arystokracji nie stać na porządne wizażystki?
Pewnie pani Snape była skąpa i to naprawdę nie był puder, tylko mąka.

Do tego siedziała sztywno na kanapie ubrana w strojną muślinową suknię w kolorze bladożółtym i ozdobioną masa koronek. Chłopakowi zrobiło się mdło, gdy zobaczył swoją przyszłą teściową i szybko zerknął na kolejną osobę.
Ten wysoki postawny mężczyzna musiał być ojcem Snape'a. Widać było podobieństwo z twarzy i postury. Też miał takie ciemne oczy, wąskie usta i czarne włosy, teraz poprzetykany siwymi nitkami.
Cały. Wyglądał trochę jak pikowana kołdra.
A trochę jak typowy właściciel białego kota.

Ubrany był w czarną ozdobną szatę spod której widać było spodnie, koszulę i ozdobny kaftan. Na szczęście nie siedział tak sztywno, jak jego żona co Harry przyjął z ulgą.
Następną osobą był mężczyzna na oko nieco młodszy od Mistrza Eliksirów. Harry domyślił się, że to brat Snape'a.
Potem okazało się, że to jego dziadek, tylko tak młodo wygląda.
To by potwierdzało moją teorię, że wcześnie zaczynają.

Teściowa komentuje:

-Mówiłam ci Severusie żebyś już dawno sobie kogoś znalazł, bo potem zostaną ci tylko takie nieatrakcyjne stworzenia.
- Ależ mamo, kiedy pierwszy raz mi to mówiłaś, mojego narzeczonego nie było jeszcze na świecie! - jęknął Severus. - Ponadto tata zawsze powtarzał “kto wybrzydza, ten nie rucha”. W dodatku zerkając znacząco w twoją stronę.

Harry poczuł, jak lekki rumieniec wypełza mu na policzki. Nieatrakcyjne? Gryzł się w język żeby nie odpyskować, że za to ona pewnie ukrywa własną brzydotę pod grubą warstwą tapety. Wiedział, że nie grzeszy urodą, ale taki komentarz na forum publicznym sprawił, że zjeżył się i automatycznie nastawił anty do przyszłej teściowej. Nagle przypomniały mugolskie dowcipy o teściowych, które słyszał w szkole podstawowej i od wuja Vernon'a. Zagryzł zęby żeby nie wybuchnąć śmiechem mimo, że kusiło go jak diabli żeby parsknąć w najlepsze. Obawiał się jednak, że narzeczony zemściłby się na nim za podśmiechiwanie się z jego matki i to go skutecznie przystosowało.
Pierwszy etap przystosowania do życia w rezydencji Snejpów - zaliczony.

(...)
-Trudno moja droga. –odezwał się po raz pierwszy Snape senior. –Nie można mieć wszystkiego w życiu. Dobrze, że chociaż sławny. To nieco przyćmi niedostatki urody.


-Prawda, prawda. –zgodziła się z mężem kobieta, a Harry już niemal zgrzytał zębami. jak go kusiło żeby wyjąć różdżkę i nie bacząc na nic zaserwować im jakieś paskudne zaklęcie.

-Christianie. Zaprowadź go do pokoju. Musi się przygotować na wieczór. –powiedział pan domu.
-O ile da się coś jeszcze z tego zrobić. –westchnęła jego żona teatralnie.
„Poczekaj tylko ty wredna pudernico!" –klął w myślach Harry. –„Już ja ci pokażę co to znaczy mnie wkurzyć." –złorzeczył. - “Jak się umaluję, to mnie nie poznasz!!!”

(...)

Harry wydobył z kieszeni swój kufer i powiększył go. Potem zaczął przeszukiwać szafy z nadzieją, że znajdzie w którejś coś co będzie odpowiednie na własny ślub. Niestety wszystko było zbyt strojne i zdecydowanie za duże na niego.
Tymczasem standardowa Mary Sue zawsze dostaje szafę ciuchów, które są idealnie w jej guście i rozmiarze.

Usiadł zrezygnowany na łóżku i myślał co zrobić. Nie znał się na modzie kompletnie. Nie wiedział co powinien ubrać.
Choinkę?

Gdyby ktoś mógł mu pomóc. Ale kto? Kto się znał na zwyczajach arystokratycznych rodzin?

Ja osobiście proponuję modny w tym czasie strój młodzieżowy - bejsbolówkę oraz czapkę z daszkiem (obowiązkowo daszek z tyłu!).

latest

Dobrym pomysłem może być też podpatrywanie celebrytów:
87efb25d1493cb10cbe5037905cbd4a010b7149f_m.jpg

Ostatecznie Harry wzywa na pomoc Zgredka, który przyprowadza ze sobą kilka skrzatek do pomocy i razem robią Harry’ego na bóstwo.



Rozdział 2

[Severus]  wcale nie był zaskoczony, że jego matka od razu zakwalifikowała Potter'a jako „wybitnie nieatrakcyjnego młodzieńca".
-Ach Severusie! Gdyby on chociaż był ładniejszy! Sława to mimo wszystko nie jest do końca to!
No nie wiem, sława to jednak silny afrodyzjak! Silniejszy od pieniędzy i urody


Może da się coś jednak zrobić jakimś zaklęciem? Ale co ludzie powiedzą?
Magiczny Pudelek natychmiast się zachłyśnie: “Czy Potter usunął bliznę zaklęciem? DUŻE ZDJĘCIA!”

(...)

Pojawia się Christian i zaczyna przesłuchiwać Snape’a:

–Ten ślub też jest po to żeby pańska matka w końcu dała spokój, prawda? –spytał bez ogródek, a Severus skinął głową. –Ale taki młody chłopak. Jest pan pewien, że to właściwe? Proszę wybaczyć, ale mam wrażenie, że nie pałacie do siebie jakimś głębszym uczuciem.
Christian - lokaj od wszystkiego. Przyniesie, wyniesie, pozamiata i jeszcze psychoanalizę przeprowadzi.
Za to absolutnie nikogo nie obchodzi, że facet pod czterdziestkę właśnie chce ochajtać się z szesnastolatkiem.

-Przed tobą się nigdy nic nie ukryło. –powiedział Severus. –Do tego ślubu namówił nas obu Dumbledore. Obaj mamy w tym jakiś interes [Obawiam się, że w tym opku tylko Snape będzie miał w czymś interes…] Ja, żeby matka w końcu dała mi spokój, a on, bo musi. Nowe prawo wymaga od niego zawarcia związku małżeńskiego. –wyjaśnił. –Za 2 lata weźmiemy rozwód i będzie po sprawie.
-Rozwód? –spytał zaskoczony Christian. –Pańska rodzina nie będzie zachwycona.
-Nie obchodzi mnie to. To moje życie i mogę robić co mi się podoba. Już i tak solą w oku jest dla nich fakt, że uczę w szkole. Ale to była jedyna możliwość, żeby się od nich uwolnić. –mruknął.
To moje życie i mogę robić co mi się podoba! Ale oczywiście, ożenię się, ożenię, z pierwszą osobą, która się pod rękę nawinie, byle tylko mamusia nie truła mi dupy…
Severus wie, że mężczyzna powinien mieć ostatnie słowo. U niego na przykład brzmi: “Tak, mamo”.

-Zawsze był pan nad wyraz uparty i inteligentny. –powiedział lokaj.
Wiedział, że do Severusa najłatwiej trafić pochlebstwem.

–Ale szkoda mi tego chłopca. Wygląda na strasznie zagubionego. I w jego oczach jest coś jeszcze czego nie umiem zinterpretować. –dodał w zamyśleniu.
Zez rozbieżny?
Diabliki.

-Ja się tu całe życie czuję zagubiony. –prychnął Severus. –Potter to najbardziej uparty chłopak jakiego przyszło mi poznać. I ulubieniec dyrektora. –dodał jakby miał splunąć.
Christian zaśmiał się tylko.

-Na pewno nie jest tak źle. Paniczu Severusie, proszę pomyśleć: czy dyrektor kazałby swojemu ulubieńcowi żenić się z kimś, kto go nienawidzi?  Ale jedno mogę powiedzieć z całą pewnością. Ten chłopak nie ucieknie nigdy z podkulonym ogonem. Widziałem jaki żar zapalił się w jego oczach, gdy pani domu skrytykowała jego wygląd. Chyba uznał to za wyzwanie. Moim zdaniem możemy się spodziewać za kilka godzin sporego zaskoczenia.
Oni wszyscy zachowują się, jakby występowali w Tap Madl. Najważniejsze - w co się ubrać, kto w czym się pokaże, czy będzie dobrze wyglądać na ściance...
W ogóle można się spodziewać, że czarodziejska arystokratka będzie bardziej oburzona tym, że matka Harry’ego była mugolaczką, a nie jego urodą...

-Bardzo wątpię. Chłopak nie ma pojęcia o ślubach, arystokratach czy przyjęciach. -powiedział wprost mężczyzna. – A ja mu nic nie wyjaśnię, bo mam dziką przyjemność z patrzenia, jak się kompromituje. A poza tym w sumie też nie mam pojęcia, jeszcze wczoraj byłem synem ubogiego mugola. On w ogóle nie ma za wiele pojęcia o życiu w społeczności czarodziejów. Wychował się wśród mugoli. –wyjaśnił posępnie.
A te pięć lat w Hogwarcie najwyraźniej spłynęło po nim jak woda po kaczce.
Hogwart nie jest tró, tam są mugolacy i czarodzieje półkrwi.
I nikt nie robi uczniom totalnej stylistycznej metamorfozy za friko, aby się jakoś prezentowali.

Starszy czarodziej popatrzył na niego uważnie.

-Z całym szacunkiem, ale skoro zdecydował się Pan jednak na ślub z nim to powinien był pan go uświadomić chociaż w podstawowych sprawach. Nie wiem dlaczego mam wrażenie, że chce go Pan upokorzyć tak bardzo, jak to tylko możliwe. Co on takiego panu zrobił? –spytał lokaj poważnie.
To właśnie Severus w nim tak lubił. Mógł z nim rozmawiać o wszystkim nie martwiąc się, że służący doniesie o czymś jego rodzinie.
Z faktu, że go opierdala, wynika logicznie to, że nie donosi. No nie wiem, ja nie byłabym na jego miejscu taka pewna.

-Nie on bezpośrednio. Jego ojciec… James Potter… -mruknął na wpół z warknięciem.
Mrrrrauuuuurrrrroooaaarrrr!!!

-Upraszam o wybaczenie, ale to żałosne. Mścić się na dziecku za błędy jego rodzica. To tak, jakby ktoś na pana rzucał klątwy, bo pańska matka go obraziła. To niehonorowe. –dodał lokaj, a Severus mimowolnie się zaczerwienił.
Też miał skojarzenia ze słowem “honor”?! A podobno to taki nasz wewnętrzny żart, niezrozumiały dla szerszej publiczności…?!

-Ale ja nie… -zaczął, ale lokaj znowu mu przerwał:
-Doprawdy… Nie sądziłem, że usłyszę od pana coś takiego. –skrzywił się. –Nie tak pana wychowano. A przynajmniej, ja niczego takiego panu nie wpajałem.
Lokaj miał w kwestii wychowania panicza więcej do powiedzenia niż rodzice?


Mścić się za błędy przeszłości na dziecku. –pokręcił głową. –Proszę się zacząć lepiej przygotowywać do ślubu zamiast zajmować się takimi głupotami, które panu nie przystoją. –upomniał go, jak dzieciaka i wyszedł kręcąc głową.
Hehe, mam wrażenie, że aŁtorka przeniosła tutaj po prostu w całości postać Alfreda, który rzeczywiście po śmierci rodziców wychowywał Bruce’a Wayne’a, i miał prawo do takiego ojcowskiego, karcącego tonu. Christian - niekoniecznie.
Tu Nietoperz i tam Nietoperz, metody więc podobne.

Severus westchnął naprawdę głęboko i wstał. Zawołał domowego skrzata i kazał przygotować sobie kąpiel. Może chociaż to go odpręży. Czasu nie zostało za wiele. Za kilka godzin będzie związany z Potter'em. Czy życie mogło mu zrobić okropniejszy dowcip?
Tak, tak, Sevciu, życie wzięło cię za łeb i zmusiło, sam nie miałeś żadnego udziału w podejmowaniu tej decyzji.
No, zdarza się. Tobie nigdy się nie zdarzyło wziąć ślubu przypadkiem, tak z rozpędu? Mnie się to przydarza co najmniej dwa razy w tygodniu.
….

Harry siedział przed wielkim lustrem, a dwie skrzatki układały mu włosy. Zwinne dłonie rozczesywały jego rozwichrzone włosy zmuszając je do ułożenia się we wdzięczną młodzieżową fryzurkę. Chłopak był pełen podziwu dla zręczności skrzatek. Jemu nigdy nie udało się zrobić z włosami czegokolwiek. A teraz grzywka łagodnie opadała mu na czoło, dłuższe kosmyki muskały po bokach policzki, a reszta włosów układała się w artystyczny nieład. Podobało mu się to. Gdyby to nie kosztowało tyle zachodu to nie miałby nic przeciwko żeby się tak co jakiś czas czesać.
Znaczy - jakoś tak?
Tak wyglądały “wdzięczne młodzieżowe fryzurki” w czasach, kiedy Harry miał 16 lat!


(...) Kiedy spojrzał na łóżko nie mógł wyjść z podziwu dla zręczności skrzatów. Jego strój ślubny może nie był idealnie męski, ale na pewno był piękny, a skrzaty zgodnie stwierdziły, że będzie w nim wyglądał fantastycznie.
Białe spodnie ozdobione na końcach nogawek srebrzysto-zielonymi listkami zwijającymi się w malownicze spirale, do tego gorset wyszywany w podobny motyw.
“Może nie był idealnie męski” to zdecydowanie eufemizm :D
Dobra, stop. Serio, stop, zero żartów. Mógłby mi w komentarzach wytłumaczyć, co ałtorki yaoiów mają do maksymalnej infantylizacji i ukobiecania facetów? Okej, rozumiem, jedną czy drugą może po prostu jarać Harry w sukience/gorsecie, czy też któraś może mieć fetysz nastolatków wyglądających jak sweet lolity, ale ten motyw powtarza się ciągle i ciągle. O co tu, to diabła, biega?

Harry nie był przekonany do niego, gdy skrzatki zaczęły go wiązać mu na plecach. Momentami myślał, że straci oddech, ale potem materiał miękko ułożył się na jego ciele. Do tego buty z miękkiej białej skórki na lekkim obcasie i białe rękawiczki do łokci bez palców.
Skórka na obcasie i łokcie bez palców; szyk zdań tak bardzo nie bardzo. A obcas jest lekki, bo zrobiony z lekkiego plastiku?
Łokcie zazwyczaj nie mają palców, to się zgadza.

Na koniec skrzaty zapięły mu na szyi srebrny naszyjnik z zielonymi kamieniami, a nad nim zawiązały mu biały długi szal z jakiejś zwiewnej błyszczącej tkaniny.
Naszyjnik i szal razem? Bessęsu.
W wyciętej części było jeszcze, że skrzatki podkreślały oczy Harry’ego zielonym cieniem do powiek. Rozumiem, że ałtorka nie ma pojęcia o pisaniu, kanonie, psychice ludzkiej, gejach, facetach ogólnie, logice, całkowaniu i rewolucji francuskiej - ale przy tej ilości opisów makijażowania się i strojów myślałam, że chociaż na tym trochę się zna.
(Dla zainteresowanych - oczu nie podkreśla się cieniem w tym samym kolorze, co tęczówka, bo taki cień właśnie kolor tłumi, nie uwypukla.)

Stanowczo jednak zaprotestował, gdy chciały mu wpiąć we włosy welon. Nie był dziewczyną i na to się nigdy nie zgodzi. Pozwolił sobie jednak wpleść we włosy białe wstążki, które opadały mu na plecy.
Sorki, Harry, będziesz ukesiem, czyli dziewczynką, bo aŁtorki nie są w stanie wyobrazić sobie tak naprawdę związku dwóch mężczyzn - zawsze jeden musi być kobietą, dla niepoznaki tylko wyposażoną w penisa.

Zrobiłam wizualizację Nowego, Lepszego Harry’ego:
Harry-Potter-Wallpaper-harry-james-potter-26304185-1280-800_meitu_1.jpg

Dołóżcie do tego gorset, szal, naszyjnik, buty na obcasie, każcie zapuścić zarost, wyślijcie na Eurowizję… eee… znaczy, na ślub :)
(...)

-Gotowe, Sir! –powiedziała skrzatka i Harry otworzył oczy. Ledwo się poznał. Wyglądał tak jakoś inaczej.

Skóra już wcześniej była ładnie opalona, ale teraz opalenizna ładnie kontrastowała z białym strojem. Na powiekach miał delikatne zielone cienie i srebrną kreskę, rzęsy pociągnięto czarnym tuszem, który je wydłużył ładnie, a na ustach miał delikatny bezbarwny ładny błyszczyk. Nic zbędnego. Żadnego pudru czy różu. Tylko to co podkreślało jego wygląd. Do tego brak okularów, które Harry zastąpił soczewkami kontaktowymi. Dostał je kiedyś od Hermiony, ale jakoś nigdy nie czuł potrzeby żeby je wkładać. Dopiero teraz się przydały.
I tak od razu umiał je włożyć, w dodatku bez patrzenia w lustro? I przy świeżo, też pierwszy raz w życiu, umalowanych rzęsach?
Magia, panie tego.

(...)

Zerknął jeszcze raz na swoje odbicie w lustrze. O tak! Już widział te zaskoczone miny, gdy Snape'owie go zobaczą. Nieatrakcyjny co? To będzie prawdziwa przemiana brzydkiego kaczątka w łabędzia. Miał jeszcze trochę czasu zanim zjawi się lokaj żeby go zabrać. Nie mając nic innego do roboty sięgnął po książkę, która leżała niedaleko i zaczął czytać.
Imponuje mi jego spokój.
Mógł jeszcze, zgodnie z opkową tradycją, zasnąć.
Mnie bardziej fascynuje przekonanie, że tym, co zmienia nieaktrakcyjnego szesnastoletniego chłopaka w boga seksu, jest błyszczyk, tusz do rzęs i cień do powiek.

(...)
Pojawiają się goście.


-Biedny Harry… -mruknął Ron stojąc tak żeby dobrze wszystko widzieć. –Przecież to koszmarne. - Po czym dalej gapił się chciwie, starając się nie opuścić najmniejszego szczegółu.
-Ron! –zaperzyła się Hermiona. –To dla jego bezpieczeństwa. Lepszy profesor Snape niż ktoś kompletnie obcy! A co by było, gdyby Harry trafił na jakiegoś zboczeńca? –zapytała, a Ron wyraźnie poczuł dreszcz na plecach.
Bo nie ma takiej opcji, żeby przyjaciele próbowali uratować Harry’ego przed tym durnym małżeństwem, nieee, wszyscy pokornie się zgodzą.
Co minister złączył, uczeń niech nie rozdziela.

-Ale to okropne zmuszać kogoś do małżeństwa z… -zaczął, ale do ich uszu dotarła bardzo ciekawa rozmowa. Obok nic rozmawiało kilka kobiet. Zapewne arystokratek, bo wszystkie, jak jedna patrzyły na wszystko z góry i komentowały dosłownie wszystko.
Mujborze, to w naszym świecie też jest pełno arystokracji! Rozpoznaje się ją po tym, że jeździ zbiorkomem, głośno chichocząc, wysiada w pobliżu szkół, a w weekendy okupuje galerie handlowe.
Nie zapomnij to tych przesiadujących przed kościołami i domami kultury.

-Biedna Aurelia… Podobno ten narzeczony Severus'a to żadne cudo. A ona tak lubi piękno… -westchnęła jedna dramatycznie.
-Podobno chłopak jest brzydki, jak noc. –dodała druga wachlując się dłonią.
No proszę, to jednak w Potterversum istnieją zakątki, do których nie dotarła sława Chłopca, Który Przeżył, i w których nie wiedziano, jak on wygląda.
Ma bliznę na twarzy, więc pewnik, że brzydki.

-A mówiłam jej już dawno, żeby go z kimś zaręczyła, bo w końcu tak to się skończy i nikt odpowiedni mu nie zostanie. –dodała trzecia wyjątkowo piskliwym głosem.
Pula się skończyła, nowych nie ma, młodsze pokolenia nie rodzą się… bo nie.
Kilka miliardów ludzi na świecie, a Snape’owi dostał się Harry. Shit happens.

-Co z tego, że chłopak jest sławny? Sława to nie wszystko. Pewnie do tego jest jeszcze koszmarnie głupi. –debatowały.
A potem zgłosiły wnioski formalne.

-Słyszałam, że jest podobno (zaakcentowała to słowo, jakby to była plotka) świetnym graczek w quidditcha.
-Ależ moja droga… Przecież to tylko sport. A gdzie reszta? Sława i sport. Doprawdy… Nie ma się czym chwalić… -powiedziała kolejna, a reszta przytaknęła głowami. Oraz nogami.

No, Harry jeszcze wysłał Voldzia do Albanii. Chociaż w sumie w rodzinie Snape’a akurat to może nie być liczone jako zaleta.

Hermiona miała ochotę otworzyć usta i coś im powiedzieć dosadnie, ale Molly Weasley powstrzymała ją.

-Nie warto moja droga. –powiedziała przytrzymując dziewczynę za ramiona, chociaż w niej też się gotowało. –Głupia gęś nie zostanie orłem.
(To mi akurat przypomniało tekst mojej matematyczki z liceum:
- Otwórzcie okno! Orłów tu nie ma, nie wylecą!
A nie odpowiadaliście: Pani też na piechotę?)

–powiedziała na tyle głośno, żeby wielkie damy usłyszały, ale nie były w stanie zlokalizować kto to powiedział. Bliźniacy uśmiechnęli się z dziką satysfakcją. Co jak co, ale ich mama miała temperament.
I nikomu nie pozwoliła odebrać sobie prawa do Ciętej Riposty.

Tymczasem zjawił się lokaj. Widzieli ze swojego miejsca, jak dał znak głowie rodziny, że wszystko jest gotowe, a potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. W drzwiach do domu pojawił się Harry. Ale wyglądał zupełnie jak nie on.
Poznała go tylko po stroju panny młodej.

Hermiona poczuła, jak oczy wychodzą jej z orbit.
comment_wcIBUyDiZJ2blrLjgkbp1A1N14nUAJAJ.jpg

Nigdy w życiu nie przypuszczała, że jej przyjaciel, ten chłopak z nieodłącznymi okularami na nosie i zmierzwionymi włosami może wyglądać właśnie tak! Po prostu pięknie. Będzie go musiała zapytać, jak do diabła on o zrobił. Z satysfakcją dostrzegła miny damulek, które obgadały Harry'ego posądzając go o koszmarna brzydotę. Ciekawe co teraz miały do powiedzenia.
“Wymalowana pusta lala”?
- O Merlinie, transwestyta! - jęknęła matka Severusa. - Jak nic w ‘86 Kordelii jednak udała się ta klątwa! Co ja powiem Lucii?! Ze mąż Seva maluje się jak kurtyzana z Pokątnej?!

(...)

Zaskoczony [Snape] zauważył po chwili, że chłopak rumieni się lekko jak spłoszona dziewica.
Całkowite zukesiowienie zostało niemalże zakończone.

To porównanie sprawiło, że mężczyzna poczuł, jak oblewa go zimny pot. Cholera jasna!
Noc poślubna!
Do diabła! Niby jak mieliby to zrobić? Nie wyobrażał sobie, że chłopak ot tak zgodzi się na to. Znając Potter'a pewnie w ogóle nie wziął tego faktu pod uwagę, gdy zgadzał się na ślub.
Tymczasem dwadzieścia lat starszy i z pewnością dawno już rozprawiczony Severus też JAKOŚ o tym nie pomyślał…
Z tym rozprawiczeniem to bym nie zakładała z góry. W końcu to Snape.

(khę, khę, to trochę idiotyczne zakładać, że szesnastolatek nie kojarzy małżeństwa z seksem, nie sądzisz, drogi Sevciu?)

Będzie go musiał potem jakoś uświadomić. Jego rodzina miała durny zwyczaj idealnie orientować w każdej sytuacji. Jeśli nie skonsumują związku matka zacznie coś podejrzewać i znowu się zacznie.
A nieskonsumowanie związku matka pozna po tym, że…?
Nie wywieszą, zgodnie z tradycją, prześcieradła przed domem.
No, w sumie, skoro Harry’emu ma w tyłku wyrosnąć wagina, to pewnie błona dziewicza też.

(...)

Zdawało mu się czy ten durny urzędnik powiedział coś o pocałunku? Do diabła! Jeszcze musiał pocałować tego chłopaka? Jeśli tego nie zrobi to znowu się zacznie. Zerknął na chłopaka, który mocno się zarumienił, ale wzroku nie spuścił. Cholerna gryfońska odwaga. Lepiej mieć to za sobą…
Z tą myślą pochylił się i pocałował chłopaka w usta. Zdziwił się, jak miękkie i pełne są jego wargi. W zasadzie przyjemnie było je całować.
STOP! Przecież to był Potter!
Z Potterem nie może być przyjemnie, nigdy, never, nikagda!

Severus miał w głowie tak sprzeczne myśli, że nawet nie zauważył, kiedy wszyscy zaczęli klaskać. Oderwał się od mocno zarumienionego chłopaka, który rozchylił lekko teraz opuchnięte usta [Ekspresowa reakcja alergiczna?] i łapał oddech. Wolał nie patrzeć na gości, którzy pewnie będą o tym gadać przez następny miesiąc i koloryzować wszystko.
- Kochana, a widziałaś te ich JĘZYKI?!
- Języki to nic, nie przypuszczałam, że Severusowi zrobi się AŻ TAKI namiot ze spodni!

Dobrze, że po chwili zaczęło się przyjęcie i większość osób zajęła się sobą . Co jakiś czas ktoś podchodził i składał im gratulację. oczywiście średnio szczere.
Oczywiście. Wszyscy, od pierwszego do ostatniego gościa, byli dokładnie poinformowani, że to dla picu, a rozwód już opłacony.

Severus najpierw rozmawia z Lucjuszem, który ostrzega go, że Czarny Pan będzie niezadowolony bo nie zaprosili go na wesele. Potem przyplątuje się Aleksander (młodszy brat Severusa), któremu Harry wyraźnie się spodobał, i puszcza niewybredne aluzje na temat jego słodkiego, młodego ciałka. Potter w tym czasie rozmawia z przyjaciółmi, aż tu wtem! jakiś pijany gość zaczyna się do niego przystawiać...


-A oto i świeżo poślubiony małżonek Severusa… -czknął ktoś podchodząc do nich. Harry z niesmakiem zauważył, że ten nieznany mu mężczyzna jest kompletnie pijany. Szybko zaczął. –Doprawdy … ładnego chłopca sobie wybrał… -czkał dalej. –Nie wiedziałem, że takich lubi… -dodał i zarechotał lubieżnie, a Harry nagle poczuł złość.
-Kim pan jest? –spytał bez ogródek. –Nie przypominam sobie żebym miał „przyjemność"…
-Ależ czy to ważne? –zarechotał mężczyzna. –Ale jak chcesz to możemy się lepiej poznać. –powiedział uśmiechając się lubieżnie w jego stronę, na co Harry skrzywił się nieznacznie i pomyślał, że te weselne zwyczaje arystokracji robią się coraz dziwniejsze.  
Arystokracja arystokracją, ale podpity wuj Heniek ma być. Zaraz zacznie opowiadać, jak mu idzie prowadzenie jego firmy Pol-Budex i co nowego puszczają w Polsacie.

Jednak stanowczo zaprotestował, gdy tamten chciał go objąć.
-Zabieraj łapy. –syknął odsuwając się. Gość zaczynał go porządnie denerwować.
-Jaki nieśmiały. W łóżku też taki jesteś? –spytał zadowolony z siebie i znowu próbował przyciągnąć chłopak do siebie. Nie przewidział jednak konsekwencji swojego zachowania.
Przewidywanie konsekwencji w ogóle nie jest mocną stroną bohaterów tego opka.
Jakby nie patrzeć, bohaterowie tego opka mają raczej mało mocnych stron.

Harry jednym ruchem wyjął ukrytą w długiej rękawiczce różdżkę. Zaklęcie uderzyło błyskawicznie i Harry w pierwszym odruchu nie skojarzył jakiego użył. Po chwili jednak, widząc skutki klątwy zorientował się, że użył Upiorogacka, którego nauczyła go Ginny. Wyszczerzył się do rudowłosej dziewczyny, która próbowała zachować względną powagę, ale unosiła kciuki do góry.
-Moja szkoła. –powiedziała. Jej bracia jednak powagi nie zachowali. Bracia Weasley rechotali w najlepsze tarzając się po trawniku. Zupełnie nie zwracali uwagi na otoczenie, które zamarło nagle i ucichło.
Ty barbarzyńco! Naruszyłeś naszą odwieczną tradycję, która mówi, że wszyscy goście weselni mają prawo przelecieć młodą parę!!!

Harry nie przejął się tym dopóki w jego stronę nie zaczął iść jego świeżo poślubiony mąż. No to będzie masakra…
Jego też potraktuje Upiorogackiem. Potem teściów. Potem Lucjusza. A ostatniego Upiorogacka zachowa dla siebie.

Rozdział 3



(...)
Tymczasem przyjaciele uświadamiają Harry’ego, że małżeństwo niesie ze sobą pewne konsekwencje.

- Błagam Hermiono… Powiedz, że żartujesz… -jęknął prosząco Harry. – Ja sobie tego nie wyobrażam.
-Przykro mi Harry. Naprawdę mi przykro, ale taki jest zwyczaj. –powiedziała dziewczyna.
- Ale… Noc poślubna? –jęknął chowając twarz w dłoniach. – Ja nie dam rady. –pisnął.
Hermiona popatrzyła na niego.
- Harry! Przecież liczyłeś się z takimi… momentami, gdy zgadzałeś się na małżeństwo. –powiedziała.
- Ale nie tak szybko… -jęknął. – Nie myślałem, że praktykuje się coś takiego jak noce poślubne… -miał ochotę się rozpłakać.
- Wśród arystokracji to podobno nagminne. –powiedział Neville, a wszyscy popatrzyli na niego. – Babcia mi mówiła. –wyjaśnił.
- Oni muszą, rozumiecie. My, zwykli czarodzieje, nie musimy tego robić, ani nawet wymawiać strasznego słowa na “s”, dzieci, jak trzeba, przynoszą nam bociany mamy z musztardy sarepskiej, ale oni… - Neville wzdrygnął się ze zgrozy.

– Kiedyś podobno dodatkowo, rano cała rodzina pakowała się nowożeńcom do sypialni żeby sprawdzić czy na pewno to zrobili… -dodał z lekkim rumieńcem na twarzy, a Harry miał wrażenie, że zaraz zemdleje. Modlił się, jak umiał żeby Snape po przyjęciu poszedł spać i zostawił go w spokoju. Musiał się na to przygotować mentalnie, a teraz na pewno nie był w stanie tego zrobić.


Niestety, noc poślubna nadeszła szybciej, niż Harry by chciał - przy pierwszej okazji Severus po prostu zaciągnął go do sypialni i zgwałcił.

Z uwagi na to, że na gwałcącego Snape’a już napatrzyliśmy się przy okazji analizy Czarnej Walkirii, recki Czarnej Walkirii oraz w sumie przy każdej wzmiance o Sitriel (albowiem autorka ta wyraźnie wątek gwałtów Snape’a na Potterze lubi i będzie nam to przypominać do urzygu), zamiast większości scen seksu z udziałem tych dwóch, proponujemy zastępstwo w osobie Nicolasa Cage’a.

872b706e3798c4d6a2de63f27ca0fd40ca6711d06774b6e79cbd1c5d842a1e64.jpg

(...)

Pozbierał swoje ubrania i wyszedł z pokoju czując jak do oczu cisną mu się łzy. To nie było ani trochę przyjemne. Kiedy zamknął za sobą drzwi osunął się po ścianie na podłogę i pozwolił żeby łzy w końcu pociekły mu po policzkach.

Harry’ego znajduje Christian, który odprowadza go do pokoju i doradza rozluźniającą kąpiel. Tymczasem przyjaciele szukają Pottera.


- Miał za chwilę do nas wrócić, a dalej go nie ma. –powiedziała.
- Jest nieco obolały i odpoczywa. –powiedział lokaj ogólnikowo.
- Obolały…? –spytała i zrobiła wielkie oczy. – Ja go zabiję… -mruknęła złowieszczo. – Może nas pan zaprowadzić do Harry'ego? –poprosiła. Christian skinął głową. Po chwili do dziewczyny dołączyło kilka osób i cała grupa poszła za nim do pokoju młodzieńca.
- Tylko bardzo proszę o ciszę. –powiedział lokaj. – Nie powinienem państwa wpuszczać na prywatne pokoje.
A to niby czemu? Nie są przecież jakimiś przypadkowymi przybłędami, tylko gośćmi pana młodego (panny młodej?).

- Oczywiście. –powiedziała do niego dziewczyną z burzą włosów na głowie, ale o bardzo inteligentnych oczach.
Christian się zdumiał - z jego dotychczasowego doświadczenia wynikało, że inteligentni są tylko łysi.

- To tutaj. –powiedział lokaj i zapukał. – Paniczu. Czy można? Pańscy przyjaciele chcieli się z panem zobaczyć. –powiedział. Nie czekając na odpowiedź kędzierzawa dziewczyna otworzyła drzwi i weszła do środka, a potem jęknęła.
- Harry… -od razu znalazła się przy chłopaku, który siedział na łóżku okręcony w prześcieradło. Chłopiec popatrzył na nią, gdy usiadł obok i przytuliła go mocno. – Wyjmij te szkła z oczu. –powiedziała po chwili, a chłopak uśmiechnął się lekko do niej.
E… ee… znaczy, pierwsza rzecz, jaka jej przyszła na myśl na widok zgwałconego przyjaciela, to żeby wyjął kontakty…?!
Weź, to yaoi. W jaojach to nie gwałt, to tylko seks-niespodzianka.
Po której następuje kinder-niespodzianka.

(...)
Lokaj wyszedł zamykając cicho drzwi. Zdecydowanie jednak zamierzał porozmawiać z Severusem. Tak nie może być, że mężczyzna zupełnie nie dbał o swojego małżonka. Z takim postanowieniem ponownie udał się do ogrodu dalej pilnować gości.
Tych arystokratów to trzeba pilnować na każdym kroku, bo inaczej rozlezą się jak jakieś robactwo, podepczą, pokradną, narzygają do basenu i zrobią dziecko pokojówce.

-Czyli nie był zbyt delikatny? –spytała Hermiona.
Harry westchnął. Przyjaciele zmusili go do kąpieli i teraz leżał z głową na kolanach przyjaciółki otulony puchatym szlafrokiem.
- Nie był… -przyznał.
- Kiedy on cię dopadł? –spytał Ron, który czuł nie smak [tylko niesmak] na samą [co?] o profesorze.
- Jak na chwilę wszedłem do domu. –powiedział. – Po prostu mnie zaciągnął do pokoju i… No wiecie co dalej było…
- Domyślamy się… -przyznał George kiwając smętnie głową.
- Nie wiem, jak ja tu wytrzymam do czasu aż zacznie się szkoła. –powiedział Harry. – Jeden jest gorszy od drugiego. Tylko ten lokaj jest względnie normalny. –przyznał.
- Zauważyliśmy. –powiedziała Ginny. – Ale wiesz co Harry? –spytała i chłopak zerknął na nią pytająco. – Mistrzowski Upiorogacek. Moja szkoła. Jestem z ciebie dumna.
Hej, ale...

Harry poczuł, jak kąciki jego ust unoszą się odruchowo. Ginny wiedziała, jak rozładować atmosferę.
- Powinieneś się przespać. –powiedział Ron. – Musisz mieć siły żeby jakoś tu przetrwać.
Ale...

- A ja się zastanawiam ile sekretnych przejść może tu być. –powiedział Fred, a jego bliźniak kiwnął głową na znak, że i on o tym myślał. – Taki wielki dom… Ciekawe ile ich jest i czy o nich wiedzą mieszkańcy.
O, właśnie! Dawaj, Fred, dawaj!...

- Wątpię. –powiedział Harry. – Widzieliście jacy oni są. Moja teściowa… -niemal wypluł to słowo. – Prędzej by dostała zawału niż dopuściła się wybrudzenia swojej sukni czy czegokolwiek. Żona mojego szwagra też… -burknął. – To jakaś banda sztywniaków…
- Trochę ich rozruszaliśmy. –zachichotał George. – Nie ma to jak proszek wywołujący godzinną biegunkę.
...Ale...

Wszyscy zaśmiali się, a Harry przymknął oczy. Głosy przyjaciół docierały do niego coraz ciszej, gdy zasypiał i w końcu zapadł w niespokojny sen.
...ale że kurwa co?! Hej, ludzie, obudźcie się! Fred? George? Hermiono? Żadnego “Harry, wyciągniemy cię stąd”?! Hej, co z wami?! Ron? Ktokolwiek?


Czy ktoś mógłby uświadomić ałtorkę, że ignorowanie przez wszystkich faktu, że Harry został właśnie zgwałcony, jest równie niedorzeczne, jak ignorowanie wielkiego słonia na kanapie w salonie?
elephantinthelivingroom2.jpg

Wiesz, ja mam wrażenie, że wszyscy dookoła nie uważają tego za gwałt, tylko za święte prawo małżeńskie. Które, być może, Severus egzekwuje nieco zbyt brutalnie, ale trudno, musisz to znieść, Harry, to wszystko dla twojego dobra!


Rano Harry ma małą scysję z uzdrowicielem, który chce wysmarować mu tyłek maścią gojącą; Severus tymczasem schodzi na rodzinne śniadanie.

- I jak noc poślubna bracie? –spytał go Aleksander z błyskiem w oku.
- Pilnuj swojego nosa. Ja cię nie pytałem o twoją. –odbił piłeczkę.
- Severusie. –upomniała go matka. –To było normalne pytanie.
Nie wiesz, że naszą arystokratyczną tradycją jest, że teraz musimy omówić wszystkie szczegóły, ocenić twojego męża w skali 1-10 i wysłać wieści wszystkim krewnym i znajomym?
Poza tym nadal nie wiemy, co napisać w statusie na Facebooku, na Twitterze i jakie zdjęcie walnąć na Insta.

- Na które nie zamierzam odpowiadać. To co jest między mną, a moim mężem to nasza osobista sprawa. –powiedział stanowczo ukrócając temat. Jednak jego brat nie byłby sobą, gdyby od razu odpuścił.

- Jakiś niewielki szczegół mógłbyś jednak zdradzić. –przekonywał go, ale Severus zmroził go spojrzeniem. – A tak w ogóle gdzie jest twój czarujący małżonek? Jeszcze nie wstał?
- Odpoczywa u siebie. –powiedział krótko.
Aleksander uśmiechnął się nieco złośliwie.
- Musiałeś go bardzo zmęczyć skoro nie ma sił by wstać z łóżka. Aż tak gorąco było? –spytał i Severus tym razem wycelował w niego różdżkę.
- Zajmij się śniadaniem i swoją żoną bracie zamiast patrzeć mi na ręce.
- Ręce? - zdumiał się Aleksander. - Ależ Sevciu, tego nie robi się rękami!
Matka zaś pokiwała smętnie głową i pomyślała, że jej starszy syn za długo trwał w stanie kawalerskim, a pewnych nawyków trudno się pozbyć…

–warknął. –Swoją drogą tyle lat po ślubie, a jakoś nie widzę owocu waszego związku. –powiedział zgryźliwie wiedząc, że dla jego rodziny to był temat zakazany.
- A propos dzieci… -zaczęła nagle jego matka upijając łyk herbaty z filiżanki. – Kiedy sami planujecie mieć dziecko? Bo planujecie oczywiście? –spytał patrząc podejrzliwie na starszego syna.
Severus nawet nie mrugnął, gdy kłamał. Kłamał ciągle szpiegując dla Zakonu poczynania Voldemort'a.
- Gdy Harry skończy szkołę. –powiedział gładko wymyślone na prędko [naprędce] kłamstwo.
Wieloletnia wprawa pozwoliła mu teraz skłamać bez mrugnięcia, natomiast jakoś nie pomogła, kiedy trzeba było zareagować na głupie pomysły Dumbla. Może akurat poszła na spacer?

Severus miał straszną ochotę wywrócić oczami, ale wolał nie psuć sobie bardziej humoru.
Bo od wywracania oczami zawsze bolała go głowa.

Czekała go jeszcze rozmowa z Potter'em na temat potencjalnych dzieci. Wolał z nim porozmawiać niż zostać zmuszonym przez matkę do podania mu potajemnie odpowiednich eliksirów.
Ciekawe, że mamuśka nie zmusiła do tego drugiego syna?
Zdarza się, że rodzeństwo bywa pod tym względem traktowane nierówno.

Harry tymczasem dla odprężenia lata sobie na na miotle (najwyraźniej maść gojąca poskutkowała błyskawicznie). Kiedy ląduje, spotyka Aleksandra, który ma zwyczaj uprawiać podryw za pomocą rzucania Drętwoty.

Harry poczuł, jak ciało mu drętwieje. Do diabła! Mógł od razu czymś w niego walnąć i nie byłoby problemu. A tak to był skazany na jego łaskę. Upadł na trawę. Jego Błyskawica wypadła mu z ręki i potoczyła się niedaleko.

- Mówiłem, że chcesz. – powiedział Aleksander pochylając się nad nim, jak wąż nad ofiarą. – Nie bądź taki nieśmiały. Mogę się założyć, że mój brat miał bardzo rozkoszną noc z tobą. Swoją drogą… Jakim cudem on znalazł kogoś takiego jak ty? Nie zasługuje na ciebie. – wyszeptał mu namiętnie do ucha i wsunął mu dłoń pod koszulkę.
Smutna w sumie ta wizja świata ałtorki. Każdy facet tylko myśli o gwałceniu szesnatolatków. Żadnych innych cech charakteru poza byciem maksymalnie obleśnym gwałcicielem...

Harry z całych sił próbował protestować. Nie pozwoli się dotykać! Na pewno nie jemu! Musiał jakoś przełamać zaklęcie, a im bardziej mężczyzna go dotykał tym bardziej zaczynał być wściekły. W jego przypadku wściekłość miała różne skutki. Aleksander oczywiście o tym nie miał pojęcia.

Mężczyzna nagle wsunął dłoń pod materiał spodni i dotknął chłopaka w miejscu, którego nie pozwalał dotykać nikomu. Ten mężczyzna. Harry poczuł taką wściekłość, że jego magia eksplodowała i potoczyła się falą po całym terenie posiadłości.
Po czym się zorientował, że tym razem jednak to nie magią eksplodował.

Większość okiem poszła w drobny mak, a uchem w pizdu, tak samo jak drzwi frontowe i brama wjazdowa. Do tego zniszczenia w ogrodzie. Aleksander został odrzucony od niego na dobre dwadzieścia metrów. Zanim jednak zdarzył się podnieść Harry,
Harry jest jak wypadek losowy - po prostu czasami się zdarza.

który odzyskał władzę nad własnym ciałem [ale nie nad gramatyką] doskoczył do niego z różdżką w dłoni i wycelował ją w serce mężczyzny.
Taaak. AŁtorce teraz się przypomniało, że w chwili zagrożenia Harry potrafił być naprawdę niebezpieczny. Ciekawe, że nie zrobił takiej demolki w noc poślubną.
To dlatego, że Sev miał większą różdżkę.

Harry po magicznym ataku paniki mdleje, Severus zabiera go do domu i wzywa uzdrowiciela.

Uzdrowiciel machnął różdżką i w jego ręce pojawił się drobno zapisany pergamin z diagnozą.

- Niedożywienie między 2 a 11 rokiem życia, a potem co najmniej 2 miesiące w ciągu każdego roku, uszkodzony wzrok, zabliźnione rany takie jak: złamane kości, otarcia, siniaki itp. – przeczytał i zwinął pergamin. – Nie wiem kto go tak potraktował, ale to było barbarzyńskie. – dodał zniesmaczony.
Aha, motyw torturujących Dursleyów też trzyma się mocno.
Natomiast gwałty analne to cywilizowany sposób okazywania miłości.

Severus nie wiedział co ma powiedzieć. Albus zostawiłby chłopaka z kimś kto tak go traktował? Doprawdy… Żadne dziecko nie powinno tego przechodzić. Tymczasem chłopak nie powiedział nigdy słowa skargi na krewnych. Mówił tylko, że są okropni, ale nigdy, że jest bity czy głodzony.
No bo wiesz, nie wiedział o tym. Aż do teraz.

- Dziękuję Raum. Możesz już iść.
W porannym pomieszaniu przeczytałam: “Dziękuję, Rozum. Możesz już iść” - o, jak bardzo pasowało to do treści tego opka!

– powiedział do uzdrowiciela, a tamten pożegnał się i wyszedł. Severus przeniósł wzrok na chłopaka na łóżku. Wyglądał teraz na jeszcze drobniejszego niż był. Usiadł na łóżku obok niego i dłonią dotknął jego policzka. Harry nie poruszył się. W ogóle nie zareagował pogrążony w głębokim śnie. Mężczyzna po raz pierwszy miał okazję żeby dokładnie mu się przyjrzeć. Chłopięca twarz powoli zaczynała nabierać męskiego wyrazu, ciało było gibkie zupełnie jakby chłopak od małego nauczył się, jak unikać nieprzyjemnych sytuacji.
A gimnastyczki są takie gibkie, bo tresuje się je batem i płonącymi obręczami.

Severus dotknął ręki chłopaka i przyjrzał się jej uważnie. Dłonie chłopaka były spracowane, jakby od małego musiał wykonywać jakieś ciężkie zadania. Czyżby tamci ludzie zmuszali chłopaka do pracy ponad siły? Czy dlatego był taki drobny.
A w Hogwarcie, żeby nie wyjść z wprawy, kopał rowy, łupał kamienie i nosił wiadra z wodą w tę i z powrotem.
Pamiętasz tę scenę z Walkirii, gdzie Harry tłukł kamienie? To od tego.

Raum mówił coś o uszkodzonym wzroku. Pewnie dlatego musiał nosić okulary. Wow, Kapitanie Oczywistość, jesteś taki domyślny! Zdjął mu je z nosa i położył na szafce nocnej obok łóżka. Bez nich twarz chłopaka nabierała zupełnie innego wyrazu. Człowiek był w stanie dostrzec mnóstwo rzeczy. Długie czarne rzęsy, które teraz rzucały cień na policzkach chłopca, mały prosty nos, pełne różowe usta i ta blizna na czole…
Okulary Harry’ego:
Serio, mało co mnie tak śmieszy, jak ten komediowo-romantyczny schemat: brzydactwo w okularach → zdejmujemy okulary → zjawiskowa piękność.

Mężczyzna omiótł wzrokiem twarz chłopaka, Kciuk nacisnął na dolną wargę i mógł dojrzeć czubek języka.
To ich jest tam dwóch, Snape i jakiś Kciuk? Może to skrzat domowy?
Typowa ksywka dla gitarzysty basowego, ale, dalibóg, nie wiem, co by tam mógł robić jakikolwiek basista.
Korzystać z okazji.

Długie palce wsunęły się w czarne potargane włosy, które wcale nie okazały się sztywne.
Wszystkie te opisy oczywiście zmierzają prostą drogą do tego, żeby sztywne okazało się co innego.

Były miękkie i jedwabiste w dotyku. Pochylił się nieco nad chłopcem i poczuł jego zapach. Harry pachniał słońcem i czymś jeszcze czego nie umiał na razie nazwać.
Potem szesnastolatka. Widać, że Snape nie ćwiczył na wuefie.

Wciągnął mocno powietrze i popatrzył na teraz lekko rozchylone wargi swojego młodziutkiego męża. Dotknął ich powoli swoimi rejestrując ich miękkość i słodki, kuszący smak. Przycisnął swoje usta mocniej pogłębiając pocałunek. Odsunął się dopiero po chwili czując, że zaczyna się podniecać. Zdecydowanie nie był z tych, którzy wykorzystują kogoś nieprzytomnego.
A przynajmniej lubił tak o sobie myśleć, a o niewygodnych incydentach szybko zapominał.
Nie no, ostatnio gwałcił całkiem na trzeźwo.

Usiadł gwałtownie. Jego ciało zdecydowanie mówiło czego chce. A chciało chłopca, który teraz leżał nieprzytomnie na jego łóżku. Umysł podsuwał mu różne dzikie wizje, kiedy to rozbiera chłopaka ze wszystkich ubrań i zanurza się w jego ciało, które reaguje głośnym jękiem.
- Cholera… - zaklął próbując się uspokoić. Czemu tak myślał? To Potter do jasnej cholery! Nie powinien nic do niego czuć! A tym bardziej podniecać się nim! Jednak ku jego przerażeniu właśnie to robił.
Sevcio najwyraźniej jest z tych, którym wystarcza pień z dziurą po sęku, byle go ubrać w giezło… no, w tym wypadku w portki.
(czy to było u Sapkowskiego, czy u Sienkiewicza…?)
Sapkowskiego. Ale z tymi portkami bym uważała. Umówmy się, że wystarczy pień ubrać w gorset i zrobić mu “letki makijaż”.

Jego umysł wyraźnie mówił mu, że ma do tego prawo. Chłopak był jego mężem i miał prawo chcieć od niego seksu. Z kolei cichy głosik mówił mu, że chłopak się go boi.

nicholas-cage-you-dont-say.jpg

I co tu cholera zrobić? Severus nie wiedział.
O, ja biedny, taki zagubiony! Gwałcić, czy nie gwałcić - oto jest pytanie!

Zaskoczony zobaczył, że jego dłoń wślizgnęła się pod koszulkę chłopaka.
Sama, Wysoki Sądzie, absolutnie bez udziału mojej woli!

Czuł gładką skórę, naprężone mięśnie pod nią. Czuł pod dłonią bicie serca, gdy dłoń spoczęła na klatce piersiowej chłopaka. Długie palce objęły sutek chłopaka i ścisnęły lekko. Z pomiędzy różowych warg wydobyło się ciche westchnienie, a ciało Harry'ego szarpnęło się nieco.
Mężczyzna z fascynacją zaczął obserwować śpiącego czarodzieja. Uniósł mu koszulkę odsłaniając płaski, umięśniony brzuch i tors.
E? Podobno Harry jest wychudzony i niedożywiony, skąd te mięśnie?
Nie, nie, ciało Harry’ego się szarpnęło, a mężczyzna obserwował jakiegoś śpiącego czarodzieja. Może to był Lockhart albo Krum...

Widział jak mięśnie drgają pod skórą, a klatka piersiowa unosi się po każdym oddechu. Z pewną dozą sadyzmu zaczął drażnić sutki chłopaka za co zarobił cichy jęk.
A powinien zarobić kopa.
Albo w ryj.
Albo przynajmniej wywalenie ze znajomych na Facebooku.

Twarz chłopaka zaczęła przybierać nieco ciemniejszą barwę. Naprawdę fascynujące… Chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy, jaki obraz tworzy nieświadomie. Wyglądał tak kusząco, że Severus nie potrafił mu się oprzeć. Gdzieś tam daleko zdawał sobie sprawę, że jego mózg podszeptuje mu, że to przecież znienawidzony przez niego Potter.
Nożeż kurwa, gdyby to nawet był ukochany, co by to zmieniało?

Co z tego jednak, gdy chłopak leżał przed nim z uroczym rumieńcem na twarzy i pełnymi ustami otwartymi do krzyku. Severus pochylił się i polizał jeden z twardych sutków. Chłopak jęknął głośniej, a jego biodra uniosły się nieco wyżej jakby zachęcając.
To jego wina, Wysoki Sądzie, tak mnie kusił tymi biodrami!

Do diabła! Powinien natychmiast przestać zanim zrobi coś skandalicznego. Chłopak kusił… Nie mógł się jednak powstrzymać od dotykania go i poznawania jego ciała. Ciało pod nim było takie wrażliwe na dotyk. Harry może i był w tej chwili nieprzytomny, ale jakie to teraz miało dla niego znaczenie?
Khę, khę, Severusie, pamiętasz jeszcze, że zdecydowanie nie jesteś z tych, którzy wykorzystują kogoś nieprzytomnego?
Widocznie Snape stosuje dość szeroką definicję “wykorzystywania”.
Szeroką niczym łuk, jaki zataczała ma ręka dążąc do fejspalma.

Objął ustami prawy sutek chłopaka i zaczął ssać powoli i drażnić go zębami. Chłopak niemal krzyknął przez sen. Mężczyzna uśmiechnął się zadowolony z siebie i pozwolił sobie na więcej. Jego dłoń sięgnęła do paska od spodni Harry'ego i rozpięła klamrę, potem guzik aby następnie pociągnąć zamek w dół. Długie palce zacisnęły się na kroczu chłopaka. Kolejny jęk i szarpnięcie bioder. Do tego przyśpieszony oddech. Palce po chwili puściły go, ale tylko po to, żeby za moment wpełznąć pod bieliznę i objąć go bezpośrednio.

Severus cały czas obserwował twarz swojego małżonka. Powieki nagle drgnęły i uchyliły się ukazując zielone tęczówki. Harry zaczął rozglądać się powoli i kiedy wzrok padł na męża otworzył szeroko oczy.

- Co… Co? – jęknął, kiedy uświadomił sobie, że Snape dotyka w bardzo intymny sposób. – Nie… -jęknął próbując się uwolnić od jego rąk.

- Nie? – spytał jego mąż muskając jego ucho gorącym oddechem. – Spójrz, jak bardzo tego chcesz. – zamruczał poruszając dłonią, na jego członku. Plecy Harry'ego wygięły się w bolesny łuk i jęknął.
Motyw wyginania się w łuk przy seksach od zawsze mnie fascynuje, więc tym razem z uznaniem odnotowuję, że, pośród innych epitetów, łuk ów może być również bolesny.
Każda pora jest dobra na ćwiczenie robienia mostka.

- Puść… - jęknął cały czerwony na twarzy. Starał się odepchnąć mężczyznę od siebie. – Nie dotykaj… mnie... – ku jego zażenowaniu ostatnie słowo przemieniło się w jęk. – Nie chcę…
- Nie chcesz? Ależ bardzo chcesz… - powiedział cicho Severus, a Harry poczuł, jak po kręgosłupie przechodzi mu dreszcz.

Darujemy sobie resztę, ok? W każdym razie Harry jeszcze siedem razy - siedem razy! Do nosorożca by dotarło! - prosi Severusa, żeby przestał, czego ten oczywiście nie ma zamiaru zrobić. A potem jest bardzo zdziwiony, że Harry’emu się nie podobało…

Kolejny seks, kolejny Nicolas:

dc3a2a1e8f9ecf5e5d88b318b7571f8f.jpg

BTW - serio, ktoś mnie musi chyba zasypać gifami z ładnymi facetami, bo jak to czytam, to jestem pewna, że inaczej trauma seksualna mi nie przejdzie do 2016 roku. Albo do nowego sezonu Daredevila.

– Mogłeś mnie chociaż zapytać czy tego chcę. Do twojej wiadomości: Nie będę ci się oddawał, bo tobie się chce seksu! Przez ciebie brzydzę się tym! – syknął do niego sięgając po swoje ubranie. – Ty się w ogóle ze mną nie liczysz. – warknął ubierając się. Nie miał zamiaru przebywać w jednym pomieszczeniu z mężczyzną dłużej niż to absolutnie konieczne. Mąż czy nie, Snape nie miał prawa molestować go przez sen tylko po to żeby potem zmusić go do seksu. – Jesteś zwykłym skurwysynem… - warknął wstając. – Niczym się nie różnisz od twojego brata. – dodał i wyszedł wściekle trzaskając drzwiami.

Severus siedział na łóżku, jak ogłuszony. Na gacie Merlina! Nie myślał, że chłopak aż tak na to zareaguje.
A przepraszam bardzo, CO sobie myślałeś?!
- Ale przecież autorka mnie zapewniała, że będzie wszystko dobrze, tró luv i w ogóle! - żalił się Snape.
- A poza tym zawsze się trochę gwałci - dodał Krul (Wenszów).

Klął sam na siebie za tą chwilę słabości. Chłopak był wściekły. W sumie nie dziwił mu się. Musiał się czuć wykorzystany i upokorzony do granic możliwości. I to przez niego. Jakby nie dość upokarzał go w szkole to teraz jeszcze w łóżku. Ale do diabła! W życiu by nie podziewał, że chłopak w łóżku, jest tak cudownie rozkoszny i nieświadomie lubieżny.
CO.
No, lgnie i jeszcze drugiego wciąga.

today_I_saw_weird_shit_billy_madison.gif

Przełknął ciężko ślinę przypominając sobie te wszystkie jęki i krzyki i momentalnie jego ciało zalała fala gorąca. Cholera! Musiał się uspokoić. I porozmawiać z chłopakiem. Wstał ciężko i wyszedł z pokoju poszukać go.


Rozdział 5

Harry siedzi w swoim pokoju, kiedy znów przyplątuje się Christian, pytając, czy wszystko w porządku. Serio, aŁtorko, w porządnej angielskiej arystokratycznej rodzinie lokaj prędzej by sobie język odgryzł, niż zaczął wypytywać państwa o ich prywatne sprawy.
A co ma robić? Ruchanka dla niego nie przewidziano, musi ględzić.

Lokaj milczał dłuższą chwilę.
- Zmusił panicza znowu do czegoś? – spytał powoli.
- To już nawet nie o to chodzi. Ale on mnie w ogóle nie słucha. Mam wrażenie, że on chce, żeby było dokładnie tak, jak on chce. A ja nie mam tutaj nic do gadania. Czuję przez to chory… - powiedział Harry. – A odpowiadając na pana pytanie, to tak… Czuję się wykorzystany i upokorzony. – przyznał chowając twarz w dłoniach.
Prawdę mówiąc, średnio widzę Harry’ego rozmawiającego tak szczerze z obcą osobą o swoim upokorzeniu. On nie przyznawał się do takich rzeczy nawet najbliższym przyjaciołom… dobra, już przestaję, wiem, że to Opkowy Harry.

-Czy mogę zadać jeszcze jedno pytanie? – spytał lokaj. Chłopak skinął głową. – To było małżeństwo z rozsądku prawda? Czemu się więc panicz zgodził?
To nie było małżeństwo z rozsądku, to było małżeństwo z Imperatywu…
Rozsądek tu w ogóle zaginął bez wieści.

- Bo nie miałem wyjścia. W końcu wszyscy ludzie na świecie wyginęli i został tylko Snape – powiedział Harry. – Po tym, jak weszło nowe prawo regulacyjne odnośnie nieletnich czarodziejów bez opieki rodzicielskiej dostałem masę propozycji małżeństwa. – przyznał.
- Czemu więc panicz się na którąś nie zgodził?
- Bo wszystkie były od jakichś napalonych starych zboczeńców. – parsknął chłopak, chociaż przeczytał tylko kilka. – Niektórzy z nich wprost pisali co ze mną zrobią, jak już będzie po ślubie. Czułem się potem chory, jak nigdy. Dlatego zgodziłem się na małżeństwo z Severusem. Uznałem, że znam go na tyle, że wiem czego się mogę spodziewać. Ale chyba się przeliczyłem. – powiedział smutno. – Nigdy nie pałaliśmy do siebie jakąś wybitną sympatią. Szczerze, to się nie cierpimy, jak zarazy. Całe 5 lat, jak mnie uczył to patrzył na mnie, jak na coś ohydnego więc szczerze mówiąc, to nie do końca rozumiem czego on się z kolei zgodził. Bo jakoś ciężko mi uwierzyć, że to tylko przez jego matkę.

Lokaj zamrugał oczami. Nie spodziewał się, że sytuacja była aż tak drastyczna.
Oraz, że zarówno panicz Severus, jak i panicz Harry, są takimi idiotami.
Myślę, że ze względu na ogrom doświadczenia z rodziną Snape’a, całkowicie spodziewał się, że Severus jest idiotą, jednak Harry go lekko zaskoczył.

- Nie wiem co powiedzieć paniczu. – przyznał. – Jedyne co mogę zrobić co zaproponować, że porozmawiam z pańskim małżonkiem.
Ale dlaczego właściwie Snape miałby się przejmować zdaniem lokaja?

(...)

Zjawia się Snape, aby przeprowadzić Zasadniczą Rozmowę.


- Powinniśmy uzgodnić zarówno nasze zachowanie względem siebie tutaj w rezydencji przy mojej rodzinie, jak i w Hogwarcie. Niby nie powinieneś po małżeństwie wracać do szkoły, ale przypuszczam, że prędzej rzuciłbyś na mnie coś paskudnego niż się na to zgodził.
- A żebyś wiedział! Znam kilka paskudnych zaklęć. – zapewnił go chłopak solennie.
- Nie wątpię w to… -przyznał Snape. – I pewnie nie tylko zaklęć, ale nie będę w to teraz wnikał. – powiedział i zaskoczony zauważył, że chłopak pokrył się rumieńcem. – Co…? Na gacie Merlina Potter! Czy ty musisz mieć takie skojarzenia?
Boszzz, to znowu skojarzenie z gatunku “szklanka stoi na stole… hahaha, stoi, rozumiecie, STOI!!!”.
Zły czarodziej Giertychus rzucił na nich zaklęcie Gimnazjum totalum.

Snape odkrywczo obwieszcza, że skoro ich małżeństwo ma uchodzić za prawdziwe, to powinni przynajmniej przy ludziach okazywać sobie szacunek i być dla siebie mili. Po czym przechodzi do sedna sprawy:

– Tak… Więc to już mamy względnie ustalone. Teraz ostatnia sprawa… Pożycie…
Harry poczuł, jak cała krew odpływa mu z twarzy.
- Znaczy się seks? Mówiłem już: ZAPOMNIJ! – powiedział stanowczo.
- Proponuję ci układ. –powiedział Severus próbując się opanować. – 2 razy w tygodniu i będzie po sprawie.
- Śnisz chyba? Raz na 2 miesiące i koniec! – powiedział Harry krzywiąc się na samą myśl.
- Trzy razy w tygodniu! (e? w którą stronę idzie ta licytacja?)
- Zapomnij, powiedziałem! Góra raz na miesiąc!
- Codziennie!
- Nie mam zamiaru się z tobą licytować Potter! Raz na tydzień!
Harry milczał chwilę.
- Ummm… No dobra… - mruknął. – Ale co ci tak zależy na tym?
- Skoro nie mogę mieć romansu to nie mam też zamiaru żyć w celibacie. A, że jesteś moim mężem to mam prawo zaciągnąć cię do łóżka. – powiedział wrednie.
Dumbel cię o tym nie ostrzegł, co? Mwahahahahahaha!!!

- Dupek… - parsknął Harry. Jak on przeżyje ten seks raz w tygodniu? Najwyżej zacznie recytować coś w myślach.
Zamknij oczy i myśl o Hogwarcie!

Swoją drogą, Harry przyjął za taką oczywistość swoją rolę ukesia, że nawet nie przyszło mu na myśl wynegocjować dla siebie prawo do większej aktywności ;)
Myślę, że jemu penis odpadł już tak w okolicach ślubu.

(...)

- Czekaj! A… Co z … Voldemortem…? – spytał, a Snape wyraźnie się wzdrygnął.
- A jak myślisz? Będę mu musiał nieco nakłamać. Przypuszczam, że każe mi cię odpowiednio ustawić, a potem przyprowadzić do siebie.
- Ustawić…? – spytał powoli chłopak.
- Uwieść i wykorzystać, Potter! – sarknął. – Jesteś naprawdę taki głupi czy tylko udajesz?
Harry popatrzył na niego wzrokiem pełnym nienawiści.
- Widzę, że chęć wykorzystania i uwodzenia jest u was rodzinna. – prychnął złośliwie.
- Potter… - upomniał go Snape.
- Czemu nie mówisz mi po imieniu, drogi mężu? – spytał Harry z kpiącym uśmiechem, który mógłby rywalizować z Malfoyem.
Voldek rozejrzał się niepewnie… Czy ktoś jeszcze w tym opku traktuje mnie poważnie?!
Ja na miejscu autorki bym traktowała poważnie Voldka. Ma on zdecydowanie największego węża z całej obsady (no co, jak Krul Wenszy, to Krul Wenszy…)

(...)

Harry idzie z Severusem na rodzinny obiad, znów się przepjenknie ubiera, czesze, zamienia okulary na kontakty i w ogóle robi z siebie wypasionego Harry’ego 2.0. Podczas obiadu Aleksander znowu próbuje się do niego dobierać, ale Harry podpala mu rękaw zapalniczką. Aleksander jednak nie pojmuje tej subtelnej aluzji i próbuje dalej, kiedy Harry siedzi w swoim pokoju. (Serio, co trzeba mieć we łbie, żeby tak uparcie startować do chłopaka, który raptem przed paroma godzinami w identycznej sytuacji zdemolował cały dom niekontrolowanym wybuchem magii?) Tym razem nie dochodzi do gwałtu, bo Severus ratuje swoją włas… znaczy, swojego męża. Potem Christian podaje Harry’emu eliksir nasenny...

Lokaj zaśmiał się cicho.
- Doprawdy… Panicz Harry jest naprawdę urzekający w całej swojej osobie. – powiedział.
- Nie wiem co ci się w nim tak podoba… - powiedział Severus cicho nie odrywając wzroku od swojego młodziutkiego męża, który spokojnie spał na łóżku. Wyglądał tak spokojnie i… słodko? Severus pokręcił głową na tą myśl. Potter może i był młodym, atrakcyjnym mężczyzną, ale żeby był słodki? Na pewno nie.
- A jednak jest, prawda? – usłyszał głos rozbawionego lokaja.
- Co proszę? – spytał wyrwany ze swoich myśli.
- Panicz Harry. Jest śliczny i słodki. – powiedział lokaj patrząc na niego z uśmiechem.
Gdyby pan nie był zainteresowany, chętnie się nim zajmę!

(...)
Severus siedzi w pracowni i rozmyśla.

Chłopak dostał list z Hogwartu. Będzie go musiał jutro zabrać na Aleję Pokątną po nowe podręczniki. Do diabła! Znowu będzie gadania i plotkowania na ich temat. Rita Skeeter oczywiście już zdążyła napisać na ich temat obszerny artykuł w Proroku Codziennym. Ta hiena nie przepuści żadnej sensacji, a ślub ikony czarodziejskiego świata to był zdecydowanie łakomy kąsek dla każdego dziennikarza. A jeszcze do tego z byłym śmierciożercą. To już była prawdziwa sensacja na skalę świata! Severus tylko czekał, kiedy Voldemort wezwie go do siebie i każe to wszystko wytłumaczyć.
Tak, kładąc na szale z jednej strony podejrzenia i złość Voldemorta, a z drugiej gderanie matki, Severus zdecydowanie uznał, że za wszelką cenę musi uniknąć gderania.

(...)

Po raz kolejny zdał sobie sprawę z tego, że dał sobą manipulować temu staremu głupcowi, jakim był Dumbledore. Ślub na dwa lata, a potem rozwód? Był bardzo ciekaw, jakie przedstawienie zrobi wtedy jego matka, gdy jej oznajmi, że zdecydowali się rozwieść.
Podsumowując: facet godzi się na ślub, żeby matka nie zrzędziła, zakłada jednak, że za dwa lata się rozwiedzie - mimo że wie doskonale, jaka będzie reakcja matki. Cóż, może jak ten rabin z kawału, zakłada, że przez dwa lata to wszystko może się zdarzyć…
- Voldziu! To jest… Czarny Panie, pamiętasz może o tej… mojej prośbie…?
- Nie, Sev, nie zaavaduję twojej matki tylko dlatego, że jej nie lubisz!
- Ale obiecałeś! Obiecałeś, że jak chajtnę się z Harrym i go do ciebie przyprowadzę, to...
Voldemort westchnął. Głos Seva był naprawdę nieznośny.
- Dobra, już dobra, oddeleguję do tego Malfoya, jak wróci z misji z Haiti…
- Czyli…?
- Za dwa lata.

(...)

- Jak zwykle zapracowany Severusie. A już myślałem, że spędzasz czas ze swoim małżonkiem. – usłyszał nagle dobrze mu znany głos od strony kominka. Odwrócił szybko głowę.
- Mógłbyś mnie wcześniej informować o swoim odwiedzinach. – mruknął. – Witaj Lucjuszu.
- Jak zwykle ten twój oschły ton. – zaśmiał się arystokrata [przecież w tej wersji obaj są arystokratami!]. – Czyżby twoje małżeństwo ci aż tak ciążyło, że zamykasz się w pracowni? Myślałem, że skorzystasz z okazji?
A skąd wiesz, Lucjuszu, że nie skorzystał? Przypuszczasz, że zamknął się w pracowni zaraz po ceremonii i siedział tu aż do teraz?

Severus rzucił mu mordercze spojrzenie.
- To ten stary głupiec wrobił mnie w ten ślub. – warknął cicho. – Myślisz, że z własnej woli związałbym się z tym bachorem?
Blondyn zaśmiał się.
- Zapewne nie. – przyznał. – Jednak musiałeś zauważyć, że chłopak pomimo iż jest naczelnym wrogiem naszego Pana, to stał się bardzo atrakcyjnym młodzieńcem. Nie mów, że jeszcze nie skosztowałeś jego młodego ciała. Ja bym nie czekał z tym. – zamruczał.
Severus wywrócił oczami. Nawet Lucjusz zaczynał świrować. No świetnie! Po prostu wspaniale! Ciekawe kto następny wyjedzie mu z czymś takim.
Tu się akurat z Sevciem zgadzam, rzeczywiście wszyscy zachowują się, jakby krew z głów odpłynęła im w całkiem inne rejony i postanowiła zostać tam na stałe.
W sumie także, jakby się zarazili wirusem lekkiej pedofilii. Nawet po hipernapalonym Lucku nie spodziewałabym się pałania afektem akurat do Pottera.

- Daruj sobie te głupie insynuacje Lucjuszu i mów o co chodzi. – warknął.
Blondyn nie mógł powstrzymać śmiechu.
- Doprawdy przyjacielu… Nie masz się o co złościć. Wszyscy goście byli pod wrażeniem urody twojego młodziutkiego męża. Powiem ci, że wielu zakładało się, jak długo wytrzymasz zanim nie zaciągniesz go do łóżka.
- Stary Oktawiusz Greenbottom przegrał dwieście galeonów, bo obstawiał, że rzucisz się na męża tuż po przysiędze, na oczach wszystkich! - zachichotał.

- Chyba sobie ze mnie kpisz! – Severus poczuł, że zaczyna tracić cierpliwość.
- Ależ skąd. Sam też obstawiałem, że wytrwasz góra do północy. – zachichotał bezczelnie.
Ciekawe, jak rozstrzygali takie zakłady. Może w momencie, gdy krążownik Severusa dokował w porcie Harry’ego, odzywał się jakiś magiczny gong?
Wolę się nie zastanawiać, gdzie ten gong się znajdował.
Pamiętasz to magiczne lusterko Dumbla do podglądania gejseksów? No właśnie...

- Lucjuszu… Ostrzegam cię…
- Tak, tak… - mruknął. – Czarny Pan był bardzo zaintrygowany tym wszystkim. Chciałby usłyszeć pewne szczegóły od ciebie.
Ile razy, jak długo i jaki właściwie Potter jest w łóżku.
Oraz czemu jeszcze nie wrzucił fotek z nocy poślubnej na Instagrama.

- No jakże by inaczej. Więc czemu jeszcze mnie nie wezwał? – spytał. – Jestem pewien, że jest zainteresowany planami tego starego głupca. – prychnął udając oburzenie.
Nie wiem, czy plany Dumbla odnośnie becikowego są akurat tym, co najbardziej interesuje Voldka…

- Och! Uznał, że musisz się „nacieszyć" całą tą sytuacją. – zaśmiał się lubieżnie.
- Nacieszyć? – prychnął Severus. – Czy ty słyszysz sam siebie? Mam się cieszyć z obecności Pottera w moim domu i moim życiu? No chyba sobie kpisz ze mnie w żywe oczy. Czym miałbym się nacieszyć?
Lucjusz wyglądał na koszmarnie rozbawionego całą tą sytuacją.
- Nacieszyć się jego świeżością i niewinnością. Wiem, że mieliście noc poślubną. W końcu to tradycja w wysoko postawionych rodach.
Plebejusze czegoś takiego nie mają!

Więc powiedz mi Severusie… Jak bardzo jest ciasny? – spytał mrużąc oczy, a Snape miał ochotę walnąć go z pięści w szczękę.
- Nie twoja sprawa. – warknął do niego.
- Och! A liczyłem na kilka ciekawych szczegółów. Bardzo się opierał? – zachichotał.
Czarnowłosy mężczyzna spiorunował go spojrzeniem. Lucjusz zaśmiał się tylko i wycofał w stronę kominka.
- A właśnie. Czarny Pan oczekuje, że odpowiednio wytresujesz chłopaka, a potem mu go dostarczysz. Liczy na ciebie. – zamruczał. – Gdybyś chciał się podzielić swoim małżonkiem wiesz gdzie mnie szukać. – dodał i wkroczył w płomienie, a potem zniknął zanim Severus zdążył dodać “Nie ma sprawy, ale w zamian dzielisz się Cyzią!”.

Snape wraca do swojego pokoju, gdzie Potter nadal twardo śpi.

Westchnął zły i podszedł do szafy. Wyjął z niej koszulę i postanowił przebrać chłopaka. Wrócił do łóżka i uniósł nieco chłopaka.
- Cholera, Potter… Czemu z ciebie musi być wiecznie takie utrapienie? – westchnął cicho zdejmując z chłopaka koszulkę.
Severus znowu miał możliwość zobaczenia ciała chłopaka.
A słownik synonimów skamlał cichutko na półce: “Tu jestem! Niech mnie ktoś zauważy!”

A tym razem Potter spał mocno i były marne szanse, że się obudzi.
No, wreszcie bezpiecznie skorzystam! - ucieszył się Snape.
Nie ma co, Potter ma żelazny sen.

Jego kciuk zahaczył o sutek chłopaka wyrywając spomiędzy jego ust ciche mruknięcie.
Czyje “jego” i jak się wyrywa cokolwiek “spomiędzy” ust?
Najwyraźniej wziął sutek za przycisk do włączania Pottera.

Mężczyzna popatrzył na twarz śpiącego chłopaka. Widać było na jego policzkach lekkie rumieńce od snu. Severus przełknął. Znowu to dziwne uczucie, gdy patrzył na chłopaka. Pokręcił głową starając się przepędzić od siebie te myśli. Jak się znowu do niego dobierze to chłopak znowu zacznie robić problemy i go wyzywać od zboczeńców. Tego wolał uniknąć.
Wobec czego dobierał się dalej.

Niemal nie patrząc na młodzieńca rozpiął mu spodnie i zsunął się ze szczupłych nóg
Się? To on już leżał na nim?

zostawiając chłopaka w samej bieliźnie. Zdecydowanie będzie musiał zaciągnąć chłopaka do łóżka sklepu z szatami. W tych workowatych ciuchach wyglądał koszmarnie.

Niechcący (ehehehehehe!) musnął wewnętrzną stronę uda chłopaka na co ten zareagował cichym jękiem i rozchyleniem ust. No do diabła! Mały prowokator…
Przez sen prowokuje. Trzymajcie mnie…
Tutaj pewnie i Voldzio by prowokował Seva samym istnieniem.

Severus czując nieznośne podniecenie sięgnął po koszulę i założył ją na bezwładne ciało męża. Położył go znowu na łóżku i zaczął zapinać powoli guziki. Ręce mu drżały od hamowanego pożądania, jakie odczuwał w tamtym momencie i klął w myślach na czym świat stoi.

Miał męża… Na gacie Merlina, miał męża, a nie mógł nawet w tej chwili wciągnąć go do łóżka i nieco molestować, bo rano miałby dziką awanturę!
Zwrot “nieco molestować” brzmi nieco niepokojąco. Kiedy się molestuje “nieco”, a kiedy “znacznie”?
Znacznie to wtedy, gdy po seksie pakują cię do Azkabanu. Cała reszta to “nieco”.

Czy ten chłopak naprawdę musiał być teraz taki atrakcyjny? Jak on wytrzyma tylko raz w tygodniu? Mógł jednak być bardziej uparty i negocjować o więcej. Znacznie więcej. A tymczasem był skazany na przymusowy celibat!
Hm, jak on sobie w takim razie radził przez te czterdzieści lat, kiedy nie miał męża?
Nie zdawał sobie sprawy z powagi problemu.

Przełknął znowu zerkając na śpiącego chłopca, którego ciało pyszniło się przed nim w całej okazałości. Ręka jakoś sama znalazła się pod plecami chłopaka i podniosła go wyżej, bezwładnego i skazanego na swojego męża, który patrzył na niego z pożądaniem. Długie palce zaczęły muskać skórę wyrywając spomiędzy ust westchnienia i ciche jęki. Druga dłoń powoli zsunęła się niżej i palce wsunęły się pod bieliznę chłopaka muskając go.
Samobieżne palce Severusa. Biedaczek, może tylko biernie obserwować, co wyprawiają.

tumblr_mlaqbei9oG1regpz7o1_500.gif

Harry jęknął głośniej przez sen. Severus cały czas patrzył na jego twarz obserwując reakcje. Najwyraźniej ciało chłopaka dopiero zaczynało odczuwać przyjemność z pieszczot, a jego właściciel był tego kompletnie nieświadomy i zaprzeczał jego potrzebom. Pochylił się nad jego twarzą czując charakterystyczny zapach chłopaka zmieszany z podnieceniem.
Przepocona koszulka i skarpetki, z leciutką nutą piżma.

Bachor nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo stał się pociągający.

Kolejny jęk chłopaka i tym razem jego biodra szarpnęły się nieco, gdy Severus objął jego męskość i zaczął ją masować powoli. Usta rozwarły się w cichym krzyku. Mężczyzna pochylił się bardziej i przylgnął do nich swoimi czując, jak pożądanie zaczyna domagać się ujścia. Cholera! Obiecał sobie przecież, że więcej nie będzie obmacywał chłopaka, gdy ten spał lub był nieprzytomny.
Niestety, nie tylko palce Severusa wybiły się na niepodległość:
Usta zaczęły całować ciało coraz niżej po szyi i ramionach aż w końcu objęły jeden z sutków.
A potem, jak dwie różowe dżdżownice, popełzły w stronę pępka i dalej…

Głośny jęk i westchnienie wyrwało się z ust Harry'ego. Jęczał coraz głośniej i częściej pod wpływem pieszczot. W końcu jego ciało spięło się i chłopak doszedł zupełnie nieświadomy w dłoni męża.
I to by było na tyle w kwestii “nie jestem człowiekiem, który molestuje śpiącego”.
Widzę Severusa, jak przekonuje sam siebie, że skoro chłopak doszedł, to nie było molestowanie.

757.png

Severus odczekał chwilę zanim zabrał dłoń spomiędzy ud chłopaka. Sięgnął po różdżkę i wymruczał zaklęcie czyszczące. Potem położył Harry'ego na łóżku i szybko zapiął mu koszulę muskając jego drżące ciało. Eliksir musiał naprawdę mocno zadziałać skoro chłopak nawet nie uchylił powiek czując to wszystko.
Super, jutro będzie można mu wmówić, że miał tylko mokry sen.

Severus skończył go ubierać, a potem przykrył kołdrą i wyszedł z pokoju rzucając kolejne zaklęcia monitorujące.
W dole czuł ogromne podniecenie i doskonale wiedział, że nie da rady go przeczekać.
Niech więc wyjdzie z tego dołu jak najszybciej!

Nie miał innego wyjścia, jak zamknął się w swoim pokoju i zająć się swoim problemem, który urósł koszmarnie. Zdecydowanym krokiem mężczyzna wszedł pod prysznic nie tracąc czasu na rozbieranie się, żeby znaleźć jakiekolwiek ujście dla swojej żądzy. Nie zajęło mu to zbyt wiele czasu. Severus nie mógł uwierzyć, że ten bachor był w stanie go doprowadzić na skraj podniecenia do tego stopnia, że mógł go wykorzystać nawet śpiącego. Klął siarczyście pod nosem, gdy doprowadzał się do porządku, a potem kładł do łóżka.
To wszystko wina Harry’ego, przecież gdyby nie był taki pociągający, nawet bym go nie tknął!

Wielkie łóżko wydało mu się w tej chwili jakieś takie puste. Nigdy nie miał takiego odczucia, ale teraz, gdy miał świadomość, że ma męża... Będzie musiał w Hogwarcie coś wymyśleć i przekonać chłopaka do sypiania z nim w jednym łóżku co jakiś czas. Wtedy nie mógłby się przeciwstawić. W końcu to Severus był stroną dominująca w tej kwestii.
Tak. Role zostały przypisane raz i na zawsze.

Wykończony psychicznie położył się z nadzieją, że rano obudzi się chociaż trochę wypoczęty. To był zaledwie drugi dzień jego małżeństwa, a już czuł się wykończony.
Nie tylko on.

Ja tak tylko zauważę, że jesteśmy już mniej więcej po jednej czwartej oryginalnego tekstu, a o tytułowym Królu Węży ani słychu… Czyżby jedynym wężem w tym opku miał być pyton Severusa?

I z tą zagadką zostawiamy Was, Drodzy Czytelnicy, na wakacje… Do zobaczenia we wrześniu!

Z Magicznego Pałacu Ślubów w rodowej siedzibie Waazonów pozdrawia wesoły trójkącik analizatorski, szykujący się do uroczystości
a Maskotek przywdział strój Mistrza Ceremonii i zwalcza tremę za pomocą Ognistej Whisky.