czwartek, 20 listopada 2014

278. Alicja z Nawy Czerwonego Głupka, czyli wyższa szkoła bogowania olimpijskiego (½)


Drodzy Czytelnicy!
Dziś przeniesiemy się w świat magii i mitów, poznamy wyluzowanych greckich bogów, bohaterkę stworzoną z nicości, węża, co zna się na modzie, dyrektora-Yeti i mnóstwo innych ciekawych postaci oraz miejsc. Nie przedłużając - wsiadajcie na wasze pegazy i w drogę!

Analizują: Kura, Dzidka i Jasza.



Alicja popędzana śmiercią ojca, okropnościami ze strony matki, wyprowadza się do małego miasta o nawie RedFool.
Czerwony Głupek. Ładnie.
Nawa Czerwonego Głupka.

...popędzana śmiercią ojca…
Widzę takiego kościotrupa z batem, wrzeszczącego “Prędzej! Prędzej! Sznela!”

Jednak nie wie że nie zostanie tam na długo. ,,Porwana" do magicznej krainy przez przystojnego Arona, dowiaduje się, że jej przeznaczeniem nie jest życie na Ziemi i że nie jest (nie)normalną dziewczyną z krzywą przeszłością. Ba! Nie jest nawet człowiekiem!
No, ciekawe, kto tym razem wpadł do kotła z genetyczną zupą…
I tym sposobem znamy już całą treść, dziękujemy, do widzenia.


Postawiona zostaje między słynną Scyllą a Charybdą, musi wybrać między lojalnością wobec brata, a życiem ogromnej liczby osób. Co wybierze? Może jest inne wyjście z tej sytuacji? Jakie jeszcze przygody przeżyje? Może znajdzie miłość jak z bajki?
Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro. Ucz się tak, jakbyś miał żyć wiecznie.
Amen.

Piszę czysto amatorsko. Moim słownikiem są książki, a styl sprawdza moja niedobra siostra. :)
Nie wiem, czy jest niedobrą siostrą, ale z całą pewnością fatalną betą, o czym zaraz się przekonamy...


Otworzyłam drzwi od mojego mieszkania. Mój dom składa się z pokoju w kolorze żółtym, w którym jest łóżko, czarne drewniane biurko z lampką, duża szafa, szafeczka nocna z budzikiem, salonu o barwie brązowej, w którym jest telewizor, kanapa, i oczywiście dywan. Łazienka została pomalowana na kolor beżowy, a przedpokój z szafeczką na buty i dużym lustrem szczyci się swym dumną słoneczną barwą.
Co to jest słoneczna barwa i dlaczego to zdanie jest trzykrotnie bez sensu?

Ziewnęłam. Podeszłam ciągnąc po drewnianej podłodze za sobą walizki i niosąc siatkę. Poszłam do razu do moje sypialni. Ahh, jakie to łózko jest miękkie pomyślałam. Rozpakowałam się i zajrzałam do tajemniczej siatki od mojej mamy. Kochana mamusia, pomyślałam sarkastycznie myśląc o tym jaką jędzą była moja matka. Kanapeczki! Ciasto! Obiad na tydzień! Herbatka indyjska! Mniam!
Jeśli matka jest jędzą, to powinna dodać strychniny, cyjanku czy innej trutki do tych kanapeczek.
Zła mamusia, zła, powinna była dać jej złotą kartę kredytową, a nie jakieś tam zapasy!

Życie jest piękne bo obfituje w drobne przyjemności typu jedzenie, czy spanie. Zrobiłam szybko sobie kolację, zadzwoniłam do mamy (uwierzcie lub nie, robiłąm to naprawdę niechętnie) , odprawiłam moje egzorcyzmy łazienkowe [wypędziła z siebie demona nieczystości?], wskoczyłam w piżamę, i poszłam spać.

Rano poczułam na mojej szyi coś śliskiego, zimnego, i... i... to był wąż!
Raczej żaba. Bardzo długa i wąska, ale jednak żaba.

Otworzyłam gwałtownie oczy, i poderwałam się z łóżka. Odrzucając węża, który zasyczał z oburzenia.
-Luiza!- krzyknęłam próbując uspokoić oddech i serce które przyśpieszyło ze strachu.- Czemu mnie straszysz i przy okazji budzisz?!
~Za dwie godziny masz iść na wykłady- wysyczała w mojej głowie.
Sam pomysł z wężem o imieniu Luiza, z którym bohaterka jest zaprzyjaźniona, bardzo mi się podoba, powiem więcej, ogromnie mi się podoba. Jednak… dalej jakoś bardzo słabo to wyszło.
No i dlaczego tak okropnie przestraszyła się Luizy, skoro to jej wąż? Pomijam już to, że węże nie są zimne!!! I są suche.

-A, to zmienia postać rzeczy- uśmiechnęłam się lekko. Spojrzałam na szafeczkę nocną na której leżał budzik. Poszłam się ubrać, umyć, no i oczywiście zjeść śniadanie.
-Luiza wyjrzyj jakoś dyskretnie przez okno i powiedz mi jaka jest pogoda?- zawołałam z kuchni wkładając kanapkę do ust. Mimowolnie przypomniałam sobie, jak podczas gdy ona ostatnio wyglądała przez okno, jakaś babcia ją zauważyła i zadzwoniła po pomoc. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
~Ciepło będzie- wysyczała mi w myślach.
Natomiast panna nie może sama wyjrzeć przez okno, bo…?
Bo tak by patrzyła, patrzyła i nie wiedziałaby co o tym myśleć.
Najwyraźniej nie ma okna w kuchni.
Albo przypadkowy świadek bardziej przestraszyłby się jej niż węża.

Poszłam wyciągnąć jakieś butki z szafeczki, ubrałam je we wstążeczki, po czym sprawdziłam czy upodabniam się w jakimś stopniu do człowieka.
Oj, ta genetyczna zupa musiała być naprawdę niezła. Samo gęste z dna.

Nie jest źle, czerwona bluza, czarne spodnie i tego samego koloru adidasy. Włożyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Sprawdziłam godzinę. Widząc że została mi tylko godzina
Logiczne.

wzięłam torbę z zeszytami i paroma książkami i wyruszyłam na podbój świata (po uprzednim pożegnaniu się, rzecz jasna). Na progu domu lekko oślepiło mnie jasne światło. Cóż za dzień się zaczyna. Ani jednej chmurki, na dodatek grzeje jak z ogniska. Tyle słońca w całym mieście! Nie miałam okazji zbytnio się poprzyglądać okolicy. Mój ogród był na tyle duży że można grać w siatkę,
czyli ma około dziesięć na dwadzieścia metrów.


pod drewnianym płotem od strony ulicy powysadzane [na nocniczki] były róże, a pod jednym z boków była huśtawka. Trawniczek był równiutko podcięty.
No dobra, śliczne to wszystko, ale kto buduje dwupokojowe domki?
Komisyjka d/s Maksymalnego Zaludnienia Łączek Podmiejskich?

Ulica była szeroka na dwa samochody, a po jej obu stronach były domki jednorodzinne.
Dwupokojowe. Dla bardzo małych rodzin.
Ten brak okien nawet by pasował.
A może to po prostu osiedle przyczep mieszkalnych?

Niewiele się różniły od siebie. Przypomniałam sobie, że nie jestem tu po to żeby podziwiać widoki, tylko po to żeby iść na te całe wykłady.
Szoruj więc na te wykłady, ale już!
Wyszłam przed furtkę i przypomniałam sobie że nawet nie wiem gdzie się idzie!
Znaczy, przyjechała do obcego miasta na studia, wynajęła (kupiła? odziedziczyła?) uroczy, maleńki domek z ogródkiem, po czym okazuje się, że dostała się na te studia bez nawet jednej wizyty na uczelni? To jest prawdziwa Magia!
*niepewnie* Może ma zajęcia w różnych miejscach. To akurat się często zdarza(ło?).
Ale i tak wiemy, że to wtopa aŁtorska, nie przemyślany zabieg.


Nagle coś, lub raczej ktoś na mnie wpadł. Była to różowo włosa dziewczyna.
Różowa dziewczyna włosa. Czyli włośnica.
Ksywa “Trysia”.




Upadłam na ziemię.
Czy naprawdę w opkach nie ma innego sposobu na poznanie kogoś, niż przewrócić się z nim na ziemię?
No co Ty! Jak się człowiek porządnie skotłuje na chodniku, to od razu zakwita w nim Miłość, Przyjaźń, Rock and Roll.
A poza tym nie trzeba wymyślać całej sceny oraz powodu, dla którego ktoś podchodzi, zagaduje boCHaterkę, przedstawia się...

-Aj- krzyknęła, a ja bardzo dzielnie ją naśladowałam
Siedziała na ziemi i pokrzykiwała dzielnie: - Aj! Aj! Aj!
I już wiemy, dlaczego mieścina jest znana jako “Nawa Czerwonego Głupka”


- Przepraszam!- podała mi rękę a ja ją przyjęłam- Jestem straszną gapą!
-Oj nic się nie stało- odpowiedziałam jej otrzepując się- Nazywam się Alicja Howard.- przedstawiłam się, uśmiechając przy tym.
-Ania Kinley- odpowiedziała- Idziesz na medycynę?- zapytała widząc książkę w mojej torbie, potaknęłam
Gdyż z torby wystawała książka - podręcznik do medycyny.
Dobrze, że przynajmniej wie, co chce studiować…

colonoscopy-dummies.png

- Jesteś tu nowa prawda? Zaprowadzić cię?
-Mogłabyś?- zapytałam z lekką nadzieją w głosie.
-Jasne!-odpowiedziała wesoło.


Rozmawiały wszystkim i o niczym, troszkę o nauczycielach, o szkole, o mieście, wymieniły się numerami. Zapewne z chęcią robiłybyśmy by to to dalej gdyby nie to że ktoś nas zawołał.
Narratorze, może zdecyduj się, czy jesteś trzecio- czy pierwszoosobowy.
I może podnieś w końcu te dziewczyny z ziemi, bo wilka dostaną.

-Dziewczyny- zawołał owy osobnik
Powiem to tylko raz: ÓW.

zatrzymałyśmy się i odwróciłyśmy. Ujrzałyśmy przystojnego chłopaka, otoczonego orszakiem facetów, którzy licząc na to że znajdując się w otoczeniu takiej osobistości, nabędą swojej własnej,
Nabędą swojej własnej czego? Osobistości? Panience się z osobowością nie pomyliło czasem?
I tak zaczną mnożyć się w postępie geometrycznym. Najpierw osobistość z orszakiem, potem orszak osobistości z osobistościami, z której każda będzie mieć swój orszak...

oraz nierozłącznie z nim jakieś panny, które liczą na to że będą wybranką, tejże osoby która w tej grupie jest tematem numer jeden.
Mam wizję grupy, która idzie drobnymi kroczkami, wpatrzona w “tęże osobę”, każde jej odezwanie się kwitując chóralnym: “ach!!!” i rzęsistymi oklaskami, oraz komentując:
- Ależ z tego Johna jest niesamowity gość, prawda?
- No, a zobacz, jak mu się dzisiaj zęby błyszczą!
- Trzeba mu też powiedzieć, że to, co powiedział o gumie do żucia na kostce chodnikowej, było niezwykle głębokie i interesujące!


Podszedł do nas powolnym nonszalanckim krokiem.
-Aniu, kim jest ta piękna obok ciebie?- zapytał nie zwracając uwagi na różową.
Osobnik ten miał zwyczaj, rozmawiając z kimś, odwracać się plecami i rzucać zdania gdzieś w przestrzeń, żeby podkreślić, jak bardzo nie zwraca uwagi.

-Odczep się od niej Sed- wywarczała w odpowiedzi.
-Jak-ma-na-imię- wycedził jeszcze raz tonem pełnym wściekłości. Ania pod wpływem tonu się skuliła, co mi nie umknęło. Widać że w tej grupie dowodzi on.
-Może wartało by mnie zapytać Lalusiu-
Zwróćmy uwagę na “wartałoby” - ciekawy małopolski regionalizm :)

zapytałam przesłodzonym i sarkastycznym tonem- Mam na imię Alicja.- po czym odwróciłam się na pięcie, ignorując zaskoczone twarze orszaku jak i Seda, pociągnęłam za sobą zszokowaną Anię.
Mujborze, koleś musi tam mieć status co najmniej Króla Słońce, skoro odezwanie się do niego bez pytania wzbudza taki szok.

-To co jaka pierwsza lekcja?- zapytałam wesoło, tak jak by się nic nie stało.
-Oszalałaś?! Jesteś wybranką Seda Marleya Pole, a ty z niego kpisz?! To jest gwiazda szkoły, po za Aronem Grand!
Gwiazda szkoły pełniąca obowiązki za Aronem Grand? Tren płaszcza za nim nosi, czy co?


-Ja ci dam wybrankę!- pogroziłam jej z uśmiechem
Aaaaaaarggghhhh, jak mnie wkurza takie podejście, gwiazda zwróciła na ciebie uwagę, to już musisz paść plackiem i dziękować wszystkim bogom za tak wielką łaskę!
Ale kurna, jaką znowu wybranką?! Facet spytał tylko, jak ma na imię!
Widocznie jest to z jego strony dowód niebywałej atencji; do wszystkich pozostałych mówi “Ej, ty, chono do wyra!”.
“Ruchasz się czy trzeba z tobą chodzić?”

- To co to za lekcje teraz mamy?...
Patofizjologię.

Aron siedział na krześle oczekując nauczyciela.
-Słyszałeś?- zapytała szeptem Ania z błyszczącymi niczym gwiazdy oczyma.
-Tak- mruknąłem leniwie przeciągając samogłoskę
A teraz narrator zmienił płeć?

- Kolejny nadnaturalny, bądź bękart bogów i co związku z tym?
Ziew, normalka, tylu ich się tu plącze!
Latoś obrodziły.
Spod każdego kamienia wyłażą.

-Teraz twoja kolej ją zwerbować- zarządził szeptem Alan z złośliwym uśmiechem.
-Czemu ja?- zapytałem rozpaczliwie rozkładając ręce. Doskonale wiedziałem że moje protesty na nic się nie zdadzą. Pozostało mi tylko pogodzić się z losem.
O, Losie, o, Mojry, o, Fatum! - jęknął i powlókł się podrywać merysujkę.

Gmach szkoły był całkiem duży. Mieściło się tu liceum i studia.
Po prostu: Wyższa Ogólnokształcąca Szkoła Tego, Śmego i Kiszenia Kapusty.

Do szkoły prowadziła kamienna ścieżka, w pewnym momencie [!] był plac z ławkami [o jedenastej dziewięć], następnie ścieżka miała łukowe rozgałęzienie znikające za szkołą, droga otoczona była gdzieniegdzie rosnącymi drzewami. I ciągnęła się stąd aż do czwartku.
I w ten to prosty sposób egzemplifikowano czasoprzestrzeń Czerwonego Głupka.

No to tutaj musi być gabinet dyrektora pomyślałam, stojąc przed białymi drzwiami.
Stanowiska służbowe rozpoznawano tam po kolorze drzwi, bo nikomu nie przyszło do głowy powiesić tabliczkę.

Zapukałam.
-Proszę!- zawołał męski głos w odpowiedzi.
A gdzie legendarne Panie z Dziekanatu?
Wymarły na sam jej widok.

Weszłam do pokoju. Nie za duży. Burko, szafka, komputer, fotele, dywan i tyle. Ściany były koloru zielonego. Za biurkiem siedział siwy pod każdym względem mężczyzna.
Eeeeee rozumiem, że siwy był na głowie, może widziała też siwe włosy na klatce piersiowej, ale że obcemu facetowi tak z marszu zajrzała w majtki?!
Może dyrektor był Yeti?


Po za oczami które były koloru niebieskiego, a w nich palił się ogień życia .
Wiem! Dyrektor był husky!


Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko. Wstał i przywołał mnie gestem.
Gdyż każdy dyrektor, gdy ktoś mu się ładuje do gabinetu z pominięciem sekretariatu, wita natręta gestem.
Przywołuje kiwaniem palca: - Niech podejdzie.

-Witam panno Alicjo, mam na imię Bernard- powiedział i podał mi rękę.
- Witam Bernardzie, jestem panna Alicja.

-Dzień dobry proszę pana.
-Proszę usiądź. Nie mów do mnie ''pan'' czuję się taki stary wtedy.- powiedział z takim jak by wstrętem w głosie.
Wyobrażam sobie dziekana na dowolnym wydziale, tak się zachowującego :D

-To ja również proszę by nie mówić do mnie ''panno''- uśmiechnęłam się, co on odwzajemnił.
-Dobrze zacznijmy od razu bo za chwilkę lekcje.
*podejrzliwie* Co on chce zaczynać?

tu masz regulamin i plan.- podał mi kartkę- wykłady będziesz miała w sali numer 12.
Ale wszystkie?!
Wszystkie. Razem z sądówką.
Prosektorium też?
A zwłaszcza.

Dobrze? Okej, teraz uciekaj. Dzwonek za 2 minuty.
A to studenci dzwonili zębami przed egzaminem z anatomii.

Podziękowałam, i wyszłam od razu polubiłam starca.
Kwiiiiik!!! Starca!!!
Bezwzględnie siwego, dodajmy.

Na pewno się spóźnię,  no to gdzie ta sala…

-Cisza!-krzyknął wykładowca, nagle wszyscy umilkli- Mamy nową uczennicę. Jest nią Alicja Howard.
Jak widać, żadna merysujka nie może rozpocząć nauki nomalnie, wraz ze wszystkimi - zawsze musi dołączyć w trakcie roku i zostać specjalnie przedstawiona.

Macie być dla niej mili, bo pasem po tyłkach będę bić!- zagroził, a klasa wybuchła śmiechem.
I tak właśnie mała Ala wyobraża sobie wyższą uczelnię.

Jak wszyscy umilkli- Alicjo usiądź obok Arona.
Bardzo cenna uwaga w sali wypełnionej studentami:
Co za szczęśliwy przypadek, że obok szkolnej gwiazdy akurat jest wolne miejsce!
Co do konia obchodzi wykładowcę, gdzie studentka usiądzie?!

-Proszę pana- zawołał Sed- Może obok mnie usiądzie?
-Nie, nie, nie-odparł nauczyciel- Każda dziewczyna która z tobą siedziała prędzej czy później wylądowała z tobą w kantorku.
Jak wezmę mietłę, jak strzelę po łbie za seksistowskie dowcipaski...

Te słowa wywołały kolejną salwę śmiechu. Wykładowca zrobił pozę rycerza

images
Chyba zakutego łba.

i powiedział;
-Panna Alicja wygląda na porządną dziewczynę, dlatego usiądzie obok Arona, a ja ją będę bronił!-
Znaczy, jak wygląda? A jakby przyszła, powiedzmy, w różowej bluzce i krótkiej spódniczce, to już by nie wyglądała? I wtedy posadziłby ją z Sedem, ogłaszając jednocześnie, że może ją sobie zabierać do kantorka, czy tam gdzie, bo z tej to już i tak nic nie będzie?
Jak wezmę mietłę...

wedle wskazań nauczyciela udałam się w stronę ławki. Prawie wszyscy posyłali mi współczujące uśmiechy.
Ale dlaczego, czyżby od Arona śmierdziało?

Prawie. Grupka dziewczyn, na końcu klasy
Ławki, klasa… Może… może jeszcze dziennik?!

dawały mi jasno do zrozumienia że nie chcą mnie w ''swojej'' klasie, mówiły to posyłając mi pogardliwe spojrzenia. Usiadłam obok Arona. Może mi się tylko wydawało ale przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu. Szkoda że tylko przebiegł.

-Hej- przywitałam się.
-Cześć- no widzę że ''władza'' nie uderzyła mu do głowy na tyle żeby odpowiedzieć. Nagle na mojej ławce wylądowała karteczka. Rozejrzałam się po klasie szukając nadawcy owego liściku.
Doceńmy, że nie “ów liściku”!

Dziewczyny z końca sali nadal uśmiechały się pogardliwie, lecz na ich twarzach, co mnie bardzo zdziwiło, zawitała nowa emocja pod tytułem wściekłość i kpina. Na kartce było napisane ''Zostaw Arona, on jest mój!'' Westchnęłam teatralnie, czym zwróciłam uwagę mojego towarzysza-ławkowego.
Towarzysz Pierwszy Ławkowy, przewodniczący Szkolnej Komisji ds. Zwalczania Ściągania :)

Przeczytał teść, skomentowała teściowa, i nachylił się ta blisko mojego ucha, że niemal czułam jego usta na moim uchu. Szepnął mi;
-Te dziewczyny od zawsze tak reagują na każdą dziewczynę co chociażby na mnie spojrzy. Są puste. Nic nie warte-
Oooo-szywiście.

poczułam jego oddech na mojej szyi. Przeszedł mnie dreszcz. Oczywiście wszystko popsuł dzwonek obwieszczający koniec lekcji.
Te zajęcia na medycynie to tylko my-myk! Dzwonek, wskazanie dziewczynie ławki; cześć-cześć z facetem siedzącym obok i już dzwonią na koniec.
Może tyle czasu zajęło jej odcyfrowanie liściku - studenci od początku ćwiczyli lekarskie pismo.



[Na przerwie Alicja zostaje zaproszona na imprezę - “jesteś nowa, obowiązkowo ma być impreza!”]

Angielski prowadziła wysoka szczupła kobieta po piędziesiątce.
Angielski oczywiście nie jako lektorat, bynajmniej…

Ubrana w wściekle różowy komplet, w którego skład wchodziła spódnica, koszula i żakiet. Wszystko przypieczętowane mocnym niebieskim makijażem.
Tak jakoś to widzę:

Widać nie popierała zasady że najlepszy makijaż to taki którego nie widać.
A po cholerę robić makijaż, którego nie widać?

Miała wysoki głos.
Sorry, słonko, ale w tym momencie jeszcze tego nie wiesz - kobieta odezwie się dopiero za chwilę.
No weź, Kurciu, co ty? A jaki głos ma mieć wymalowane babsko w różowym kompleciku? Miękki, niski i przyjemny?

Z momentem w którym weszła do klasy wszystko ucichło do tego stopnia że muchę było słychać tak jakby ci latała tuż obok ucha.
-Dzień dobry!- przywitała się.
Wszyscy jak w wojsku stanęli na baczność i donośnym głosem, niczym jeden mąż odpowiedzieli:
-Dzień dobry!
O.Tak właśnie wygląda porządny początek zajęć. Na uniwersytecie.

-Tak jak zapowiadałam dzisiaj będę pytać.- usiadła i przejrzała listę studentów.- Linda River.- zapadł wyrok.
Z środka klasy wstała drobna blondyneczka o niebieskich oczkach i buzi małej dziewczynki.
-Powiedz mi...-zastanowiła się na chwilę- Historie Anglii w XIX w.
Całą?! Od wojen napoleońskich, po śmierć królowej Wiktorii?!
Już wiem, to jest Ściśle Tajny Uniwersytet im. Stirlitza - dla niepoznaki udaje liceum, na medycynie uczą tam historii, na astronomii - technologii żywienia, socjologia to kryptonim dla inżynierii środowiska, a wszyscy razem mają zajęcia praktyczne z lansu i baunsu.

Dziewczyna podeszła do tablicy na której zawieszona była mapa Zjednoczonego Królestwa i zaczęła mówić, a raczej starała się to robić.
Mnie też by zatkało, gdyby zamiast mapy świata (aby móc pokazać Imperium Brytyjskie) wisiała mapka dwóch niewielkich wysp.

-A-nglią... władała wtedy... Wiktoria Hanowerska- wyjąkała wskazała na mapie parę miejsc- To były granice Zjednoczonego Królestwa…
A przed Wiktorią nie było nic. I potem przychodzą ludzie na fora prosić, żeby im podpowiedziano jakieś lektury na temat epoki wiktoriańskiej, bo chcą pisać pracę o Jane Austen.
(dobra, tak sobie tylko marudzę)
No wiesz, dziewczyna jest nieprzygotowana, może tylko Wiktoria utkwiła jej w głowie, a nie myśl o tym, że miała jakiegoś króla-tatusia.

-Gówno prawda!- ryknęła nauczycielka.
Ale że proszę?... Ale że jak?


- Granice były wtedy o piędziesiąt km dalej!
A mapa była tak wielka, a wzrok nauczycielki tak sokoli, że spostrzegła tę różnicę pięćdziesięciu kilometrów. *zatacza się ze śmiechu*
Zjednoczone Królestwo Anglii i Irlandii, czyli państwo składające się, generalnie, z dwóch wysp. Może jakieś wielkie trzęsienie ziemi zmieniło ich linię brzegową?
(nie mówimy tu przecież o Imperium Brytyjskim!)
AŁtorka ma w głowie lekcje historii Polski, gdzie granice zmieniały się przy lada mrugnięciu, albo w ogóle ich nie było ;)

- Siadaj, jedynka!- wzięła kilka głębokich wdechów.
O, w Czerwonym Głupku - gdziekolwiek ta miejscowość się znajduje - mają polski system ocen?

- Koniec tego dobrego. Na przyszły tydzień macie przynieść projekt z historii Anglii.
Na medycynie, gdzie jest kucia od cholery.  
Ale jakiej medycynie, kto tu jeszcze pamięta o jakiejś medycynie?

Pracujecie w parach, jedna ławka jedna para.
Naprawdę te gimnazjalne wyobrażenia aŁtorki o studiach zabijają mnie coraz bardziej.


Wyszłam z szkoły, zeszłam z schodów, gdy nagle coś mnie złapało za rękę i pociągnęło do ściany za schodami. Po chwili byłam przyparta do ściany tak że nie mogłam się ruszyć.
goetia_girls_cthulhu_girl.gif


Spojrzałam na mojego ''porywacza'' i zdziwiłam się niezmiernie, bo okazało się że był nim Aron.
A nie wielki hydraulik ze ssawkami.


Położył ręce obok moje twarzy.

-Taka piękna...- szepnął zmysłowo i melodyjnie- Inna. Niebezpieczna, a zarazem taka bezbronna.
Taka… taka… po prostu Mary Sue!

Dotknął mojego policzka. Pod miejscem jego dotyku poczułam wibracje i tak jakby... ciepło? Musnął swoimi wargami moje. Chciałam więcej. Na szczęście, nie musiałam na to długo czekać. Pocałował mnie lekko i ulotnie. Spostrzegłam że ma bardzo miękkie usta i to że świetnie całuje. Nagle odsunął się, założył kaptur i odszedł.
Tak szybko mu wychłódło? Buuu.

Wracając myślałam o nim. Co on zrobił? Po co? Dotknęłam policzka którego dotknął. Nie! To był zwykły pocałunek, nic nie warty, koniec, kropka! Jednak nie mogłam zaprzeczyć że czułam że między nami jest jakieś napięcie. Odgoniłam kosmate myśli i skupiłam się na tym co ważne. Czyli na imprezie. Nagle spostrzegłam że jestem pod domem. Eja! Co tak szybko! Teleportuje się czy jak?!
Nie, to czasoprzestrzeń usłużnie zagina się pod twoimi stopami :)

Nie wiele o tym myśląc weszłam do domu. Nagle coś owinęło mi się wokół szyi i podniosło kilka decymetrów nad ziemię.
Jak zwykle miłe powitanie. Moja pupilka ma około 2 metry (około dwóch metrów) długości i jest silna jak zawodowy bokser.
-Luiza puść mnie.- wycharczałam.
~Ach! To Ty. Przepraszam.- gdyby wąż umiał się uśmiechnąć to słowo dają ona by się uśmiechała, puściła mnie.
Znaczy defaultowo najpierw dusi, a potem przeprasza… jeśli zdąży?...
Jak nie zdąży, to przeprasza rodzinę i przyjaciół.
U-boot normalnie.

A oto Luiza opowiadająca Alicji, jak jej minął dzień:


~Jak tam w szkole?- zapytała.
-Super.- wysłałam jej obraz całego dnia pomijając scenę w ławce i tą pod schodami.
~Weźmiesz mnie na imprezę?
-Nie mogę, ale Ty za to możesz patrzeć.
~Nie mogę, wieczorem muszę udać się w pewne miejsce.
Fiufiu, wąż ma swoje życie i tajemnice! Bardzo mi się to podoba.
Idzie na randkę z tym miłym pytonem z przeciwka?

Wzruszyłam ramionami. Ni to nie grzeje, ni to nie ziębi.
Ni MNIE to grzeje, ni ziębi.

Nim się obejrzałam był już wieczór.
Poszłam do mojego pokoju. Otworzyłam szafę i zaczęłam szukać jakiś sensownych ciuchów.
~Polecam to- wyciągnęła czerwoną sukienkę w której góra była obcisła do pasa, a duł był luźny. Świetnie.
Będzie trochę duło od dołu, ale nie szkodzi.
Rozumiem, że to Luiza wyciągnęła sukienkę z szafy. Jak?
Zębami.

-Zawsze będę podziwiać twoją znajomość mojej szafy i gustu.
phi, pewnie sypia na jej ubraniach, to co ma ich nie znać. Przynajmniej nie zostawia sierści *otrzepuje bluzkę*

Dzięki- poszłam się wykąpać. Po chwili wróciłam. Wysuszyłam się, uczesałam, i ubrałam. Dziś wyjątkowo nałożyłam mocniejszy makijaż. Na stopy założyłam czerwone balerinki. Gdybym wzięła jakiekolwiek obcasy to bym się po pierwszych pięciu krokach zabiła. Włosy podpięłam spinką z czerwoną różą, która wyglądała jak prawdziwa. W tym czasie zapadł już wieczór. Poszłam do salonu. Wąż leżał na kanapie i oglądał telewizję. Pomyśleć że to jest zwierze.
~Pięknie wyglądasz.
-Dzięki, chodźmy, taxi już czeka.
“Chodźmy”? To ktoś tam jeszcze był?

Tuż przed drzwiami wyjściowymi Luiza złapała mnie za kostkę. Spojrzałam na nią pytająco.
~Baw się dobrze- powiedziała, i wyszła przez lekko uchylone drzwi.
Uśmiechnęłam się lekko. Mimo że rzadko rozmawiamy mogę się założyć że ona zna mnie na wylot.
No, rozmawiacie w myślach, więc kto wie, co ona ci tam wyczytuje.
… więc scenkę pod schodami też na pewno wypatrzyła.

Poszłam. Po godzinie byłam na miejscu. Zaśmiałam się w duchu. Jaka punktualna. Idealnie w czasie.
Spora ta Nawa Czerwonego Głupka, skoro dotarcie na miejsce imprezy zajmuje jej godzinę - samochodem. Albo taka zakorkowana?

Dom pod którym się znalazłam był duży, z basenem. Było parę barów. Lampy na wysokość 2 metrów i wpiździet (czyt. dużo) [skomplikowane reguły wymowy mieć ta języka] ludzi. Niemal od razu gdy wyszłam z auta do mojego ucha doszły rockowe nutki.
Wow, robią taką imprę dla każdego nowego, czy tylko dla naszej merysujki?

Nagle powitała mnie wiecznie uśmiechnięta Różowa.
-Super że jesteś. Choć, napijesz się czegoś- i szybko pociągnęła mnie do przedsionka piekła.
Choć się czegoś napij, nie wychodź tak od razu!
 
Aron od razu nas wypatrzył. Podeszłyśmy do niego. Drinki stały już ustawione na blacie. Wypiłam duszkiem swojego i zaczęłam szukać partnera do tańca.
Miemy nadzieję, że nie były to takie drinki, jakie kiedyś robił jeden mój kolega - ¾ wódki, ¼ soku pomarańczowego ;)

BoCHaterka idzie tańczyć, ale po chwili znajduje sobie ciekawsze zajęcie:

Widać było że piosenkarka jest już trochę zmęczona.  Pokazałam jej gestem że mogę ją zastąpić, na co ona z chęcią przystała.
Po czym pracodawca wyrzucił ją na zbity pysk, twierdząc nie bez racji, że po co mu piosenkarka, która tak olewacko traktuje swoje obowiązki i w dodatku szybko się męczy śpiewaniem.

Podała mi mikrofon a ja wkroczyłam na scenę.
I stwierdziłam: No, teraz wam pokażę, jak się śpiewa!

Publiczność bardzo się ze mną zgrała i zaśpiewaliśmy parę piosenek The Pretty Reckless, Halestorm i innych. Nawet w pewnym momencie poprzednia piosenkarka wkroczyła na scenę i ze mną śpiewała.
Ale dyskretnie, robiąc za akompaniament.
Chórki.

W rezultacie świetnie się wybawiłam. Gdy ja i ta dziewczyna zeszłyśmy na scenę weszli inni, nawet Aron gdzieś się przez nich przewiną.
Ano przewińcie się, Aronie, przewińcie.

Później jeszcze przez chwilę potańczyłam.
Gdzie ona jest.? O! Tam jest! Przywołałem ją gestem do mojego stolika.
Rany, przy tych ciągłych zmianach narratora zaczynam tęsknić za starym, dobrym “oczami kogoś tam”.
Przywołał ją, hrabia! I co? Czy panienka pokaże mu, też gestem, dokąd ma się udać i co sam ze sobą zrobić?
Ależ skąd:

Podeszła i podałem jej drinka z środkiem usypiającym.
No no, czyżby koleś aż tak wątpił w swój talent podrywczy?

-Świetnie śpiewałaś.- pochwaliłem.
-Ty też.- odparła z uśmiechem.
Porozmawialiśmy chwile. Dyskretnie się do niej zbliżyłem i  z trudem opanowałem chęć pocałowania jej.
-Choć muszę z Tobą porozmawiać.- szepnąłem jej do ucha.
Choć muszę, to bardzo nie chcę.

-Okej.- powiedziała, a przez jej twarz przebiegł cień podejrzliwości.

Czego on ode mnie chce? Nie dowiem się jeśli nie pójdę. Dopiłam drinka i zaczęło mi się kręcić w głowie.
-Ok, ok.
Ciekawość zabiła kota...

Poszłam w ślady Arona.
Nie, “pójść w ślady” nie oznacza “pójść za kimś”.

Po chwili znowu poczułam jego ręka łapie moją i gdzieś mnie ciągnie. Tym razem jednak wiedziałam że to Aron. Znaleźliśmy się na tyłach budynku. Chłopak przyparł mnie mocno do ściany i oparł się o nią. Znowu czułam jego oddech na twarzy. Pocałował delikatnie moją szyję. Ja przy nim wariuję.  Lekko uniosłam głowę, dając mu tym samym znać żeby nie przestawał. Pieścił delikatnie moją szyję, a ręce które objęły moją talię, powędrowały do mojego policzka, zaraz po nich znalazły się tam usta. Pocałował mnie bardzo namiętnie.
W policzek???

Włożył w ten pocałunek wszystkie swoje emocje. Ja naprawdę wariuję. Znam go niecałe dwa dni, a już go całuję. I co najdziwniejsze, chcę więcej. Nagle poczułam się bardzo zmęczona. Nogi się pode mną ugięły, a przed oczami gwiazdki zaczęły tańczyć walca angielskiego. Podtrzymał mnie i położył pod drzewem. Pochylił się nade mną i przestał całować. Chociaż wiedziałam że ma na to ochotę. Zalała mnie fala zmęczenia. Nim zasnęłam usłyszałam jeszcze jego szept.
-Dobranoc, księżniczko...
Księciunio z Pipczyszyna Dolnego, co się dobiera do dziewczyn dopiero wtedy, gdy są pod wpływem.
Chyba wiem, co czyta przed snem...


Zabrałem ją do Czerwonej Róży.
Brzmi jak nazwa domu uciech...

Aron przygląda się uśpionej, aż tu wtem!


-Piękna jest prawda?- usłyszałem znajomy głos.
Tak, prawda jest piękna, a kłamstwo brzydkie. Czy jakoś tak.

Odwróciłem się.
-Witaj Afrodyto.- przywitałem się z uśmiechem. Moja ulubiona bogini odpowiedziała tym samym.
-Witaj synu Tanatosa i Hekate-
Czemu tak oficjalnie?
Bo zapomniała, jak mu na imię.

teraz ona spojrzała na śpiącą dziewczynę- Chodźmy nie chcę jej obudzić.
Poszliśmy do salonu, w którym palił się ogień. Usiedliśmy przy kominku.
Niepotrzebnie, skoro ogień palił się w salonie.

-Kim ona jest?- zapytałem.
-Nie wiemy. Nie jest niczyją córką.
A co, też powstała z morskiej piany?


Nie pochodzi z Hadesu, ani Olimpu.- powiedziała mi ze zmartwioną miną- Olimp zaczyna rozważać zabicie jej. Wiesz coś o niej?
Hmmm, jest naiwna i ufna, bez obawy przyjmuje drinki od nieznajomych. Możemy to jakoś wykorzystać?
Wiecie co, właśnie sobie uzmysłowiłam, że ja też nie pochodzę z Hadesu ani z Olimpu!
Trzeba Cię zabić.

-Ma dziwną aurę. Jest czerwona. Ona z pewnością ma coś wspólnego z ogniem. Ona sama jest jak ogień i... nie wiem jak to opisać... gdy patrzysz się w ogień, to masz ochotę go dotknąć, ale nie możesz bo się poparzysz.
Nie no, dotknąć możesz. Będzie bolało, będą bąble albo nawet spalona skóra, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by dotknąć. 
Btw, skoro bohaterka ma jakiś związek z ogniem, to za ulubione zwierzątko dałabym jej raczej salamandrę niż węża. Węże kojarzone są z bóstwami ziemi i podziemia.

-Rozumiem- odparła w zamyśleniu- Mojry mogły spleść wasze nici, przez co czujecie do siebie pociąg seksualny... i nie tylko. Stare spryciule, będzie z was śliczna para.- uśmiechnęła się wesoło.

Aron oczywiście zarzeka się, że para? Ależ skąd, ależ wcale! - ale my już znamy takie zarzekanki ;) Afrodyta znika, odwołana przez Zeusa dyskretnym gromem z jasnego nieba, a tymczasem nasza bohaterka budzi się i domaga wyjaśnień.

-Możesz mi wyjaśnić gdzie ja jestem i jak się tu znalazłam?
-Jesteś w siedzib organizacji ''Czerwona Róża''. Leży w równoległym świecie do Ziemi.
Znaczy, jest kulą równoległą do innej kuli? Narysujcie mi to.

Jest takich miejsc kilka na Ziemi jak i tu. Ja cię tu przyniosłem.
-Czemu mnie tak głowa boli? Walnąłeś mnie kijem basebollowym?
-W twoim drinku był proszek nasenny.
-Aha, a trudno było mi to po prostu powiedzieć?-zapytałam zirytowana.- Pewnie bym się zgodziła.
- Słuchaj, zabieram cię do siedziby bliżej nieokreślonej organizacji Czerwona Róża w świecie równoległym, OK?
- Jasne!

-A jak byś zareagowała na wieść że magia i bogowie greccy istnieją, a ja chcę cię zabrać do równoległego świata?- zapytał ironicznie.
Wzruszyłam ramionami.
-Normalnie. Pewnie bym się zgodziła. Mam dziwne umiejętności więc nie zdziwiłabym się zbytnio.
Och, to zblazowanie Mary Sue. Bogowie, inne światy? Ojtam, nie takie rzeczy się widziało przez te ...naście lat życia!

-Co?!- krzyknął, poderwał się jakby go co w dupę użarło i chwycił mnie za ramiona- Jakie?!
-Mam węża i mogę z nim rozmawiać- syknęłam z bólu.
-Pffff, też mi supermoce - Aron stracił entuzjazm.  - Ja też mam węża i zdarza mi się z nim rozmawiać!

Puścił mnie. A ja zaczęłam masować obolałe miejsca posyłając mu spojrzenia pełne wyrzutu.
-Przepraszam- usiadł ponownie- Słuchaj. W Olimpie jest głośno na twój temat. Nie wiadomo od kogo pochodzisz.- zmieszał się- To znaczy nie wiadomo czyją córką jesteś.
A założenie, że jest po prostu córką Stanisławy i Zbigniewa, byłoby błędem?


Możliwe że za niedługo będziesz musiała lecieć do Olimpu. Ja jestem synem Tanatosa i Hekate.- uśmiechnął się- Chwile temu była tutaj Afrodyta. Fajna z niej kobieta.
Nieraz miałem okazję o tym się przekonać!

Zeus to dosyć poważny 20 latek.
Przykleja sobie brodę, żeby pozostali bogowie traktowali go serio.

Hera wszędzie widzi miłość i chemię.
“W tej ambrozji jest syntetyczny lubczyk ε-438!”

Posejdon, jest dosyć zamknięty w sobie. Podobno zakochał się w człowieku.
Płci męskiej?
W tym jest cały życia smaczek.

Hestia, hmm, zawsze chodzi z jakimś zwierzątkiem.
I przyjaźni się z Pazyfae, godzinami mogą gadać o swoich ulubieńcach.

Hades to mój stary przyjaciel i wredny flirciarz.
Parandowski z wizgiem przewrócił się w grobie.
Nim dojdziemy do końca tej wyliczanki, osiągnie moc turbiny w elektrowni.

Demeter i jej córka są wrażliwe na krzywdę innych.
To dzięki nim susły mogą zimą trochę pospać.
Ciekawe, czy są też wrażliwe na los dziewczynki z zapałkami?

Artemida jest zawsze w stroju takim jak by za moment na polowania miała iść.
Oraz prowadzi popularny blog szafiarski dla myśliwych.

Apollo w wszystkim może znaleźć wenę. Nie daj Boże żebyś coś zaczęła nucić.
Nie daj który Boże? Czyżby chrześcijański?

Atena kieruje się głównie logiką.
I dlatego nie pojawia się w tym opku.

Ares i Hefajstos to dość porywczy mężczyźni.
Mają także ze sobą jeszcze coś wspólnego, ale Hefajstos nie był zbyt zadowolony, kiedy się o tym dowiedział.

Dionizos ma najlepsze wina i pijany nie jest chyba tylko podczas narad.
Wtedy ma kaca.

Albo świetnie udaje.- zaznaczył
Paaaanie waaadzo, jessem cześśśwy! Cześśśśwy jak śfffynia!

Hebe jest przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu, wszędzie chodzi z lusterkiem.
Ogląda w nim liczne siniaki, jakie nabija sobie, kiedy chodzi patrząc w lusterko, zamiast przed siebie.

Helios chodzi w złotym stroju i ma złotą poświatę która świeci się mocniej kiedy jest zdenerwowany, szczęśliwy itd.
Kiedy wybiera się na randkę, mieszkańcy Olimpu, klnąc, zaciągają pancerne rolety.

Selene jest wiecznie wpatrzona w księżyc.
Nawet w nów, nawet w środku dnia.
Nawet gdy śpi.

Eris jest ciągle niezadowolona i zła.
I wszędzie rozrzuca ogryzki jabłek.
I fałszuje receptury kremów.

Eros świetnie dogaduje się z Herą, prawie zawsze się zgadzają.- rozejrzał się i szepnął konspiracyjnie- mi się wydaje że on jest zakochany w Herze.- oboje się roześmialiśmy
A co na to Zeus?
Idzie z Posejdonem na ciastka.

- Z Hermesem na 100% się dogadasz, to przystojny wyluzowany posłaniec bogów, na dodatek wiecznie spóźniony i znany z wielkich wejść i żartów.

(nie upieram się, że ten tutaj jest przystojny, ale wyluzowany - z pewnością)


- nagle spochmurniał- Tanatos, mój ojciec, rzadko pojawia się na spotkaniach.- na jego twarzy pojawił się uśmiech- Hekate jest dobrą matką.
Trochę tylko ponurą i czasami zatrudnia jako opiekunki swoje przyjaciółki Erynie, ale nie jest najgorzej.

Ma podobną aurę co ja.- pomachał mi ręką przed twarzą- Halo?! Rejestrujesz coś jeszcze? Dobra na dziś koniec.
Ja tylko nie rozumiem, na diabła ta cała wyliczanka.
Żeby pokazać, jak, zdaniem aŁtorki, powinna wyglądać lepsza, bardziej wypasiona wersja greckiego panteonu.

Wstał i pociągnął mnie za rękę.
-Chodź, mam dla ciebie niespodziankę z okazji urodzin.- uśmiechnął się lekko.


Po drodze mijaliśmy wiele osób. Patrzyli na mnie z zainteresowaniem, wrogością, (to to raczej głównie dziewczyny - ależ oczywiście, Olimp nie Olimp, wrogie pustaki czają się wszędzie. A takiej Artemidzie się narazić, to uuu...) a faceci oczywiście z flirciarskim uśmiechem.
Olimp, nie Olimp, wszyscy lecą na merysujkę.

Po chwili się zatrzymaliśmy. Aron wskazał mi ręką że zaraz wraca. Rozejrzałam się. Korytarz był pełen ludzi. Każdy mienił się inną poświatą. Ciekawe.
Zupełnie jak w poczekalni u dentysty.

-Zmywamy się- szepnął mi Aron do ucha. Poczułam jego ciepły oddech i przez moje ciało przebiegł dreszcz. Co ten facet ze mną robi. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia.
To co zobaczyłam za drzwiami sprawiło że wstrzymałam oddech.
Znajdowaliśmy się w górach. Na szczytach był śnieg. Nawet by mnie to nie zdziwiło. Byłam raz w Alpach, i tu jest dość podobnie ale... tu latały różne dziwne stworzenia. Co chwila przede mną przelatywały jakieś wróżki, a nawet małe smoczki.

tn_smoczek_1.png
[http://www.retro.nazwa.pl/jubiler_allegro/produkty/smoczek_aniol/tn_smoczek_1.png]



Gdzieś w oddali widziałam dziewczynę z wyciągniętymi rękami w stronę unoszącej się wody. Nie wiele dalej ktoś strzelał z łuku. W między czasie ktoś spadł ze ściany wspinaczkowej.
Ze strzałą w plecach.


-Jak to miejsce powstało? Bogowie je stworzyli?- zapytałam. To pytanie mnie nurtowało od jakiegoś czasu.
-W sumie to nikt tego nie wie.
Nikogo tu nie było, to co - miało się marnować? Zajęliśmy pustostan.

Podobno na Ziemi żył bardzo potężny nadnaturalny i to on przypadkiem znalazł to miejsce. Mówił że jest ostoją dla wszystkich istot magicznych.
-Bogowie wiedzieli że ono istnieje?- zapytałam.
Uśmiech Arona zniknął i zastąpił go chmurnym wyrazem twarzy.
-Nie.- powiedział ponuro.
To dupy, a nie bogowie!
Ot, pomniejsze bóstwa.

- Gdyby o nim wiedzieli, to by je zniszczyli zanim ktoś by tu zamieszkał i w ogóle dowiedział się że ono istnieje.
Ekskjuze mła, jak w takim razie dowiedział się o nim syn pary bogów, czyli - też bóg?
Od fryzjera.

-To miejsce jest stworzone z magii. Czystej magii. A bogowie są za słabi by tą magię stłumić. A po za tym nie wszyscy tego chcą.
Aron rozglądnął się i uśmiechnął
-No leci nasz środek transportu.
-Leci?-powtórzyłam.
Tak, miał opóźnienie, ale tylko piętnaście minut względem rozkładu.

Nagle przed nami wylądował pegaz. Czarny pegaz. Jaki on jest piękny... Otworzyłam usta. Aron pokiwał głową zadowolony z siebie. A może nie z siebie tylko z zwierzęcia? Podeszłam do skrzydlatego i pogłaskałam go po pysiu. Jego chrapy były miękkie niczym jedwab. Od zawsze uwielbiałam konie, ale ten jest wyjątkowy. Spojrzałam na Arona. Ten patrzył na mnie z szokiem wypisanym na twarzy. Przyklęknął na jedno kolano i pochylił głowę przed koniowatym. Spoglądałam to na konia to na chłopaka. Ciekawe co on robi. Dopiero gdy pegaz pochylił głowę, Aron podszedł.
-A-a-ale ja-jak ty to zrobiłaś?- zapytał jąkając się.
-Co zrobiłam?- zapytałam kompletnie zdziwiona.- Pogłaskałam konika.
-Każdy normalny człowiek nie odważył by się podejść, a co dopiero dotknąć pegaza. Są u nas ubóstwiane wręcz, a ty sobie tak o, podeszłaś i pogłaskałaś. Ja musiałem uklęknąć i przywitać pegaza by do niego podejść, inaczej bym pewnie zginął.
Detektor marysujstwa ziewnął, zamiast zapiszczeć.
Natomiast Aron nie ostrzegł jej wcześniej ani słowem, bo…?

Swoją drogą, uwielbiam Rowling między innymi za takie drobiazgi, jak to, że Harry też, tak samo jak wszyscy, musiał ukłonić się przed hipogryfem.
I eliksiry mu nie wychodziły. I miał fatalne wyniki z wróżbiarstwa. I w ogóle był normalnym uczniem - z tego dobry, z tego wybitny, a z innych przedmiotów bardzo taki sobie.
Natomiast zarozumiały, arogancki Malfoy dostał od hipogryfa nauczkę.

Bohaterowie lecą na pegazie, podziwiając piękno krainy, aż docierają do jaskini, rozświetlonej magicznym światłem, z magiczną łączką i magicznym jeziorkiem w środku.

Aron podszedł do mnie i dał mi bransoletkę zrobioną z czarnych kamieni. Emanowały one czymś znajomym. Aronem.
A znała już go tak, że  ho-ho! Beczkę soli razem zjedli!      

-Nie zdejmuj jej nigdy. Jest ona naładowana energią. Moją energią. Prosto z serca.- szepnął.- Jeśli coś Ci się będzie działo, będziesz w niebezpieczeństwie, zawołaj mnie, zawszę cię znajdę.
-To teraz na randki się zaprasza do jaskini?- zamruczałam prowokacyjnie.
Zaśmiał się cicho i szybkim krokiem do mnie podszedł. Dotknął mojego policzka. Kulki i spirale zaczęły wokół nas latać z zawrotną prędkością i miałam wrażenie że... śpiewały?
Generalnie: Disney + odrobina Avatara.

Chyba wariuję. Po chwili mnie delikatnie przyłożył swoje wargi do moich. Objął mnie mocno w tali, zupełnie tak jak bym miała zniknąć. Pocałunek stawał się coraz mocniejszy i bardziej namiętny. Nagle straciliśmy równowagę i wylądowaliśmy na ziemi. Zaśmialiśmy się oboje. Aron teraz był nade mną. Spojrzał mi prosto w oczy.
-Jaka ty jesteś piękna- szepnął i pocałował mnie jeszcze raz. Przeturlaliśmy się parę metrów. Po czym pozbyliśmy ubrań a dalej to już tylko nasza tajemnica.
Dlaczego kojarzy mi się ten stary kawał:
...a kiedy ona już rozebrała się do naga, zawołała:
- A teraz, Aron, bierz to, czego tak bardzo pragniesz!
...No to ja wziąłem rower i uciekłem.

Mimo wszystko jestem wdzięczna, że autorka, najwyraźniej mierząc zamiar według sił, zdecydowała się nie częstować czytelników opisem montowania wypustki A w szczelinie B :)

Z podnóża góry Olimp pozdrawiają: Kura  z piorunem, Dzidka z kaduceuszem  oraz Jasza z łukiem,
a Maskotek paraduje z trójzębem, sandałach ze skrzydełkami, tarczą, głową klaczy i lirą, i jest odziany w różowy chiton w niebieskie buziaczki.