czwartek, 17 kwietnia 2014

258. Ciężkie jest życie prawiczka, życie prawiczka to łza, czyli przestań wyć! Przestań wyć! Przestań płakać! (1/2)



Drodzy czytelnicy! Bohater poniższego opka - a raczej ksioopka, gdyż zostało toto wydane drukiem - bez wysiłku zdobywa tytuł najbardziej wkurwiającej postaci literackiej wszech czasów. Powiedzieć, że jest to mameja i mientki dydek, to powiedzieć komplement.
Jak wiadomo, ciało ludzkie składa się w 65% z wody. Nasz boChater składa się z niej w 120 procentach, gdyż mimo strumieni łez wylewanych nieprzerwanie, 24/7, nie zamienił się jeszcze w garstkę proszku. Co więcej, mam poważne podejrzenia, że ta fala, która zalała Nowy Jork w filmie “Pojutrze”, to jego sprawka.
Otwórzcie więc parasole, wdziejcie kalosze i naprzód, przez odmęty!


Akira, “Not alone” [w:] “Opowiadania Kotori 1”, Wydawnictwo Kotori, lipiec 2012
Analizują: Kura, Sineira i Prezydent Internetu Q.


(gdybyście się dziwili, dlaczego Prezydent występuje tym razem jako Litera rodzaju żeńskiego, odpowiedź brzmi: bo może ;)



Noc była długa i nieprzyjemna, zresztą jak zwykle. Jiro nie zmrużył oka ani na chwilę, mimo że płacz zmęczył go strasznie.
Drodzy czytelnicy, na początek zagadka: ile lat ma Jiro?
Zrobiłaś literówkę. Powinno się pisać “zaburzeń psychicznych”, a nie “lat”.


Znów miał wyrzuty sumienia, znów był święcie przekonany, że to właśnie on wszystko zepsuł. No bo jak mogło być inaczej? Przecież Rey jest profesjonalistą, on niczego by nie spaprał, tylko właśnie on... jak zwykle.
Czy to jest opko o hydraulikach - amatorach? *rozgląda się niepewnie*
Na pewno o amatorach. Trochę hydrauliki też się znajdzie…


Wszystko przez to, że nie miał doświadczenia, że nie wiedział o życiu absolutnie nic.
Śmiechu-śmiechu, ale mi sposób narracji kojarzy się mocno z opowiadaniem “Kwiaty dla Algernona”, z tym, że tam narratorem był człowiek upośledzony umysłowo. W sumie głównie to sprawia, że to opko jest obrzydliwo-przerażające.


Jak Josh mógłby go takiego zechcieć? Chłopakowi znowu zachciało się płakać. Ale tak naprawdę, tak totalnie.
Bo przedtem płakał na pół gwizdka.


Po raz kolejny, i po raz pierwszy w wyniku całkowitej, absolutnej depresji.
Depresja instant wyskoczyła mu znienacka spod łóżka.


„Jestem beznadziejny — myślał (zresztą nie po raz pierwszy). — Na dodatek żyję w tym pudełku... Dlaczego nikt nie ma do niego klucza, dlaczego nikt tu nie wejdzie? Wiem, wiem czemu — przeze mnie. No tak, kto chciałby się ze mną zaprzyjaźnić?".
Dementorzy.
Karaluchy! To bardzo towarzyskie żyjątka, lubią każdego, kto je karmi.


Wszystko właściwie zaczęło się od... może od śmierci rodziców, a może od tego, kiedy zaczął żyć na własny rachunek. A może od Josha? Tak, Josha, który był najpiękniejszym człowiekiem na świecie. W dodatku wydawał się taki miły, kulturalny, inteligentny, no i lubiany przez wszystkich. Jiro wiedział to na pewno — zakochał się. Coś podświadomie mówiło mu, że nie powinien zakochiwać się w mężczyźnie, bo to jest jakieś takie dziwne, nienaturalne.
Powiedz to żyrafom albo bizonom, u których (zdaniem niektórych badaczy) zachowania homoseksualne są częściej spotykane od heteroseksualnych.
Podświadomość mu mówiła, bo świadomość nadal jest na poziomie ślinienia się i robienia w pieluchę, sądząc po rozważaniach.


On sam miał przecież mamę i tatę, jego ciotka spotykała się z mężczyznami, a koledzy z uczelni miewali dziewczyny.
Nie wiemy, gdzie wychowywał się Jiro, ale prawdopodobnie w Polsce, gdzie wszyscy starannie pilnowali, by nie dotarła do niego wieść o istnieniu orientacji jakiejkolwiek innej niż hetero.
Nie, to nie Polska, w Polsce poliamoryczna ciotka nie przejdzie.
Zważywszy na fakt, że jesteśmy w opku z myślą przewodnią “pierwszy facet, z którym zamienisz więcej niż dwa słowa jest homo, bo #bógtakchciał #ałtorkatakchciała, sytuacja jest wręcz tragicznie nieprawdopodobna.


Właśnie, on chyba też powinien darzyć jakąś dziewczynę tym nieznanym mu dotąd uczuciem — dziewczynę. Nie Josha. Ale stało się inaczej, biedny Jiro nie mógł nic poradzić, że na widok jasnowłosego kolegi ze starszej klasy serce zaczynało mu walić jak oszalałe, przed oczami ciemniało, a nogi uginały się pod ciężarem ciała.
Opis kojarzy mi się raczej z napadami panicznego strachu, ale co ja tam wiem.
Mnie z wdychaniem chloroformu.

tumblr_n3zrohvN7X1s7ykt0o1_1280.pngtumblr_n3zrohvN7X1s7ykt0o2_1280.png

Tak, to wszystko zaczęło się chyba od Josha. Gdy dwa tygodnie wcześniej, w drodze na zajęcia, Jiro przewrócił się na schodach i wysypał książki.
I uderzył się w głowę. Tak, od tego się zaczęło.


Wszyscy dookoła się spieszyli, nikt nie zwrócił na niego uwagi, niektórzy nawet potrącali go albo deptali po podręcznikach.
Potwory. Jak można deptać po książkach?
To, zauważmy, żywcem kopia jakiejś sceny z filmu o amerykańskim hajskjulu. Uniwersytety raczej mało przypominają gimnazja, których korytarze w czasie przerw tak zaludniają się nastolatkami, że ledwo można przejść i ludzie potrącają się na schodach. Pomijając naprawdę specjalne okazje, na wydziałach uniwersyteckich może być sporo ludzi, nigdy jednak nie widziałam tylu, aby łazili po sobie.
Ja widziałam, ale Polibuda to ponoć inny świat. ;)
Jiro był przyzwyczajony do takiego traktowania (no dobra, może nie do naśmiewania, ale do całkowitego lekceważenia na pewno), dlatego wcale nie liczył na pomoc. Nie chciał się spóźnić, dlatego w pośpiechu próbował wepchnąć wszystko do torby. Robił to jednak zbyt gwałtownie, bo książki, zamiast znaleźć się w środku, wciąż wypadały mu z rąk.
Czy tylko mnie się robi niedobrze na widok kolejnego bellopodobnego boChatera - fajtłapy?
Bycie fajtłapą to jedno, niemyślenie - to drugie. Jak mi się rozpruł plecak na korytarzu, to pierwszym co zrobiłam, było chwycenie tego, co wypadło i odsunięcie się, aby nie zagradzać drogi.


Jiro naprawdę zaczął się już niecierpliwić.
— Proszę, twoja książka — usłyszał nagle za plecami. Odwrócił się, zdezorientowany. Obok niego klęczał nie kto inny, tylko jego ukochany Josh. Jiro nie wierzył własnym oczom. Odkąd tu uczęszcza, jeszcze nigdy nie udało mu się porozmawiać z Joshem. A teraz, tak po prostu, tak zwyczajnie, on zwrócił na niego uwagę…
Zaraz tam zwrócił. Potknął się o tę zaporę usypaną z książek.
Jiro tak ochoczo wywala wszystko na podłogę, że niedługo wszyscy będą sądzić, że zamierza wejść na tę barykadę i… może nie robić rewolucję, ale przynajmniej smutno popatrzeć z góry.


— T.. .tak — wyjąkał Jiro, wpatrując się w chłopaka jak zahipnotyzowany. Zupełnie zapomniał o książce, nagle wszystko przestało istnieć. Był tylko on i Josh. Josh...
Wyobrażam sobie taki tępo-naćpany wzrok przyczepiony do jakiegoś mangoludka...


— Proszę. — Ze świata marzeń wyrwał go nagle ukochany głos. Otrząsnął umysł z myśli. Josh uśmiechał się, podnosząc się z kolan. Za nim stali jego znajomi i coś komentowali między sobą. — Uważaj następnym razem. Odszedł w swoją stronę, przytulając do siebie dwie dziewczyny i śmiejąc się do przyjaciół. „Josh — myślał Jiro — taki uczynny, tak bardzo lubiany, wspaniały...".
Tak, tak, łaskawy pan, na najnędzniejszego robaka raczył zwrócić uwagę… Wie chłopak, jak się dba o PR, wróżę mu karierę w polityce.
Oj, nie widzisz, że właśnie wyrżnęłyśmy w mur Hajskjulowego Stereotypu Numer Trzy? Przystojny, popularny chłopak, w zestawie ze: zdzirowatą czirliderką, bejsbolówką i tępotą. I drużyną sportową. Jak na razie - mój ulubiony bohater, swoją drogą.


Przez dwa kolejne tygodnie Jiro usilnie próbował porozmawiać z Joshem. Wiedział, o której kończy zajęcia, kiedy ma treningi, jaką trasą wraca do domu i w które wieczory chodzi na bilard do pobliskiego baru. Niestety, wszędzie zabierał ze sobą nieodłączną paczkę, co utrudniło Jiro jego zamiar.
Przez moment miałam wizję Josha, biegającego wszędzie  z paczką w ramionach. Taką:

 0f9ed74a8bbc55f6.gif

Treningi. Kto się założy, że Josh jest sportowcem z drużyny? <rozgląda się dookoła>
No WEŚ, naciągaczko jedna...


Bał się podejść do ludzi, nieśmiałość zawsze brała górę nad jego zamiarami. Tym razem było dokładnie tak samo. Dlatego jedynym, na co się zdobył przez kolejne dwa tygodnie, było potajemne zbieranie informacji o Joshu. Wiedział, że lubi kolor niebieski i czerwony, imprezy klubowe, dobry alkohol, sporty ekstremalne, kibicuje Chelsea Londyn (ciekawe, jak na Amerykanina) i nie znosi szpinaku. Ponadto ma kłopoty z matematyką i fizyką kwantową, nie cierpi ludzi, którzy biorą narkotyki, rockmanów, nachalnych dziewcząt i nigdy, przenigdy nie związałby się z dziewicą. Wobec takiego stanu rzeczy, Jiro musiał zmienić niemało w swoim stylu bycia.
Przestał być dziewicą?
Ciekawe, skąd w ogóle Jiro ma takie informacje. Plotki o tym, z kim chodzi i co lubi niby można wytłumaczyć… ale gdzie można uzyskać informacje na temat ulubionego koloru? Ulubiony kolor to coś, co się wpisuje w podstawówce w “złote myśli”, a nie obiekt plotek jakiejkolwiek społeczności.
Jiro go śledzi, wciągając przy tym łzy nosem. Włazi mu przez okno do sypialni i grzebie po szufladach, przeszukuje kosz z brudną bielizną i pilnie śledzi jego wpisy na fejsbuniu.
Jiro jako ogarnięty obsesją stalker, podoba mi się to.
Tak na przyszłość - zwróćcie uwagę na przedmioty, z którymi Josh ma kłopoty. O ile matematyka w mniejszym lub większym stopniu wykładana jest na sporej liczbie kierunków (także czasami na humanistycznych) to fizyka (a dokładnie - mechanika) kwantowa to przedmiot, który sugerowałby, że Josh studiuje coś związanego fizyką czy matematyką.


Kupił kilka niebieskich koszul (z czerwonym kolorem nigdy nie umiał się pogodzić), zamienił muzykę, którą lubił, na taką, której nie umiał słuchać. Zapisał się na kurs tańca, zaczął oglądać mecze i wyrzucił szpinak z jadłospisu.
Zwłaszcza tym ostatnim podbije serce Josha, taaak.
Nie bądź taka pewna. Pomyśl, co by było, gdyby doszło do pocałunku, w trakcie którego Josh natknąłby się na szpinak tkwiący gdzieś między zębami Jiro?
Ojtam, jak ja miałam dwanaście lat, to też byłam pewna, że podbiję serce wybranka, jeśli będę równie dobra jak on w zbijaniu tazosów z pokemonami.
Nie wyszło, tylko się obraził, jak mu zabrałam Pikachu :< Kokorcio złamane tak bardzo.


Została mu jeszcze tylko jedna kwestia, Jiro miał problem już tylko z jednym.
Dobrym alkoholem?


I najgorsze było to, że nie wiedział, jak się tego pozbyć.
Aaaa, chodzi o pryszcze!
Albo o miazmat yaoicowy.


Internet, który był odwiecznym wrogiem Jiro, teraz okazał się jedynym sprzymierzeńcem. Wiele nocnych godzin chłopak musiał spędzić przed ekranem, męczył się, szukał po stronach, o których istnieniu nie miał wcześniej zielonego pojęcia.
Na przykład na stronach poświęconych hodowli krokodyli angorskich.


Masy portali randkowych, porad psychologicznych dla nieszczęśliwie zakochanych, najlepsze pozycje erotyczne dla par homoseksualnych, sztuki uwodzenia... to wszystko absolutnie mijało się z celem.
No fakt. Zmiana ulubionej pozycji na inną nie pomaga na trądzik.


Owszem, Jiro szukał pomocy, ale nie takiej. To musiał być SPECJALISTA — to chyba najlepsze określenie. Tylko od czego?
Synuś, to się nazywa “dermatolog”.


W końcu, po długich, nieprzespanych nocach znalazł to, czego — jak mu się przynajmniej wydawało — szukał. Portal o bliżej nieokreślonym celu:
Jeśli szukał czegoś o bliżej nieokreślonym celu, to wystarczyło zajrzeć na tumblra.
Jak dla mnie z tego, co czytamy na dole wynika, że cel jest dość wyraźnie określony, ale co ja się znam…
Czy to jest tłumaczenie z lengłydża? Bo mi to wygląda na nieudolnie przełożony “target”.
Nie, to całkiem polskie opko.
Ale i w całkiem polskich opkach zdarzają się rozkoszne anglicyzmy typu “chrząknął, przeczyszczając gardło” itp.


„Martwisz się, że obiekt Twoich westchnień nie zwraca na Ciebie uwagi? Starasz się jak możesz, a i tak nic z tego? Dobrze trafiłeś!!! My pomożemy Ci absolutnie we wszystkim. Nasi specjaliści doradzą w każdej sprawie, jaka Cię nurtuje. Oto tutaj nadszedł kres Twoich miłosnych zmartwień!!!".
Student, który potrzebował aż kilku nieprzespanych nocy na znalezienie czegoś, czego w sieci jest od cholery? Dysgooglia powinna zostać oficjalnie uznana za chorobę.
No przecież było napisane, że Jiro nie umie w Internety. Wiesz, dla takiego… stworzenia Internet mogł być tak wielkim szokiem, że trwał w stuporze kilka dni.


Jiro zgłupiał. Czegoś takiego nigdy by się nie spodziewał.
Jiro - człowiek wykluczony cyfrowo, który do tej pory siedział na dzikim bezneciu.


Niepewnie kliknął na ikonę. Pierwsza strona wyświetlała imiona „specjalistów" — jak zostali nazwani — i gwiazdki, przyznawane przez klientów za satysfakcjonującą pomoc w „problemach".
Jakie “problemy”, tacy “specjaliści”.
Dlaczego akurat gwiazdki? Dlaczego nie serduszka albo małe, różowe peniski?


Teraz zostało — jak mówiła instrukcja — zalogować się i wybrać jednego z wolnych pomocników. Zalogować się. Nie ma mowy, na pewno nie. Nie wejdzie nigdzie, gdzie nie mógłby zostać anonimowy, przecież... Ale Josh...
Nick: Jiro
Płeć: mężczyzna
Wiek: 22
Nie chcę, aby ta informacja zaginęła, wrzucę więc Wam ją w oczy.
Wiek: 22
Wiek: 22
Wiek: 22
Tak lepiej.
Do mnie i tak nie dociera.
Mam walnąć jeszcze większą czcionkę?


Miejsce zamieszkania: Brooklyn, Nowy Jork
„Witamy na naszym portalu pomocy dla nieszczęśliwie zakochanych. Wystarczy, że nawiążesz kontakt z jednym z naszych specjalistów, a Twoje rozterki miłosne zostaną natychmiast rozwiązane.".
Poniżej widniał tajemniczy dopisek: Wiem z doświadczenia, że kilka gram ołowiu działa na ludzi niesamowicie uspokajająco.  
I jeszcze mniejszymi literami: Wypełniając formularz, zgadzasz się na płatną subskrypcję najnowszych felietonów o pożyciu godowym dziobaków, dwa razy dziennie, za 10,99$/SMS.


Żaden ze „specjalistów" na liście nie wydawał się Jiro odpowiedni. Miał przecież dostać dość... nietypową misję. Chłopak wiedział, że nie może powie-rzyć
Wiecie co? To jest tylko błąd konwersji, ale jest tak uroczy, że go zostawimy :D


jej byle komu.
Też bym nie chciała powierzać rzyci byle komu.
Dla mnie to wygląda jak wybieranie oceniającej z listy na blogu. Ciekawe, czy któryś miał w preferencjach otwartym tekstem zapisane, że rozdziewicza nieśmiałych chłopców?


Z drugiej strony czuł się potwornie głupio, był wręcz zażenowany. To, co właśnie robił, było złe, niemoralne.
Jeśli to strona jakichś zawszonych PUA, to się z nim w pełni zgadzam.
To całkiem możliwe. Dalej dowiemy się, że wszyscy “specjaliści” to mężczyźni, a przecież byłoby naturalne, żeby porad sercowych udzielały także dziewczyny, prawda?


Niemożliwe, że dał się wciągnąć w coś takiego, po tym na pewno straci szacunek do samego siebie. Co mu w ogóle przyszło do głowy, żeby... Myśl o ukochanym Joshu wzięła górę. Nad wszystkim. „Dzień dobry, Rey" — napisał. Czuł, jak robi mu się gorąco. Tak potwornie gorąco, jakby przedstawiał referat na środku sali i nagle okazało się, że przyszedł w piżamie.
Gdyby przyszedł bez piżamy, byłoby mu zimno.


Odpowiedziała mu cisza z drugiej strony. „Potrzebuję twojej pomocy. Czy jesteś w stanie pomóc mi we wszystkim?". „Co ty robisz?!" — pomyślał przestraszony. Natychmiast wyłączył komputer i wrócił do czytania o Rewolucji Francuskiej.
A propos, co właściwie studiuje Jiro?
Do tego dojdziemy. Na razie pamiętajcie - Josh: mechanika kwantowa, Jiro: rewolucja francuska. Czyli najlogiczniej: fizyka i historia. Ale jesteśmy w opku…
Na końcu się okaże, że obaj studiują na Wyższej Szkole Przesuwania Fajerek bez Szmeru.


Wszystko, byle nie myśleć o portalu L-offline. Zasnął z trudem i przekonaniem, że już nigdy, przenigdy tam nie wróci. Poradzi sobie w bardziej moralny sposób.
Poprosi Josha o rękę.


„Hey, Niunia. Naturalnie pomogę ci, jeśli masz problem z dziewczyną. Pisz śmiało”.
Zastanawiam się, jaką minę miałby przeciętny facet, gdyby jakiś obcy typ zwrócił się do niego per “Niunia”. To świetna zabawa, polecam.
Proponuję na obiekt eksperymentu wybrać dobrze wypasionego narodowca.
W ogóle ta “niunia” kojarzy mi się z takim maksymalnie stereotypowym, przegiętym gejem, wymachującym torebką w rytm: “Oj, Niunia, no wiesz, ja z Alejandro to wczoraj byliśmy w Sephorze, nie uwierzysz, jakie mają tam ciupciaśne błyszczyki!”


Jiro był przerażony. Obejrzał się za siebie. Mimo że znajdował się absolutnie sam w domu (zresztą jak zawsze), pomyślał, że ktoś na pewno go podgląda. Taki wstyd. Gdyby ktokolwiek się dowiedział...
Chłopie, masz dwadzieścia dwa lata, nie dwanaście. Ogarnij się.
Naprawdę, gdybym znał kogokolwiek, kto by się tak zachowywał jak Jiro, to chyba obezwładniłabym chloroformem i na siłę zaciągnęła do psychiatry, bo to nie jest normalne.


Nie mógł się oprzeć, żeby nie sprawdzić czy przyszła odpowiedź. Przyszła. Przyszła! Rey odpisał. I jest gotowy mu pomóc z... dziewczyną. Jiro poczerwieniał jak burak. Z dziewczyną. Jak mu to wytłumaczyć, może...
„To nie dziewczyna — napisał. Z każdym wciśnięciem klawisza, ręce drżały mu coraz mocniej. — Chodzi o to, że...".
„Zakochałeś się w przyjacielu, ale on ma dziewczynę"— padła odpowiedź. Chłopak zamarł. Więc jego „specjalista" był aktywny właśnie teraz!
Tak! O matko! I zaglądał mu przez ramię, dysząc w ucho!


Zapragnął uciec. W tej chwili było mu naprawdę, naprawdę głupio. „Nie. To nie jest mój przyjaciel. Chciałbym, żeby zwrócił na mnie uwagę, ale...". „Nie jest gejem?". Jiro zachciało się płakać. (ZNOWU?) „Znaczy, że ja jestem?".
Nie, kochany. Jesteś mięciutką, puchową kaczuszką nad brzegiem ruczaju.
Technicznie, nie jest. Aby być gejem, trzeba być facetem.


„Nie wiem — odpowiedział po dłuższej chwili, zanim się uspokoił. — Pomożesz mi stracić...". „Co takiego, Niunia :* co takiego? Wagę? Brak wiary w siebie? Nachalnych rodziców?".
On mu oferuje pomoc w pozbyciu się rodziców? Matko Borska, ale ja tylko żartowałam z tym cytatem!


„Jestem Jiro, nie Niunia. — Jiro był już naprawdę rozżalony. — Myślałem, że mi pomożesz".  Wyłączył komputer i poszedł spać, zalewając się łzami.
Dobra, może jestem zła. Mam ciekły azot zamiast krwi, pompę ssąco-tłoczącą zamiast serca, nie lubię małych foczek i nigdy nie kupiłam pełnej wersji Winrara. Ale jak czytam po raz fafnasty o tym, że Jiro zalewa się łzami z powodu jakiejś totalnej durnoty, to mam zamiar napisać fanfika o jego przygodach w Silent Hill, ewentualnie spin-offa SCP Containment Breach.
Ja jestem łagodna, niebiańsko cierpliwa i wzruszam się na filmach, a mimo to i tak mam ochotę przywalić mu szpadlem i załatwić miejscówkę sześć stóp pod ziemią.


„Sorka, nie chciałem być niemiły. Pomogę ci, z czymkolwiek masz problem".
Nie sądzę, jak dotąd “specjalista” wykazał się totalnym brakiem profesjonalizmu. Poza tym nie można wierzyć komuś, kto do kogokolwiek zwraca się per “Niunia”.


Jiro czekał w parku z zieloną chusteczką, owinięta wokół nadgarstka. Minęły trzy dni od rozmowy z Reyem. Nie potrafił się obrazić, coś podświadomie kazało mu tu przyjść z myślą, że właśnie nieznajomy Rey pomoże mu zdobyć zainteresowanie ukochanego Josha. Tak... dla Josha był gotowy na wszystko. Dlatego przyszedł, mimo iż był potwornie zdenerwowany i przekonany, że jeśli tylko zobaczy bezczelnego Reya, powie mu, jak bardzo nie podoba mu się jego ordynarne zachowanie.
Mon Dieu! To będzie STRASZNE!!! *chwyta się za serce i hiperwentyluje*


Przecież Jiro nie żartował, bynajmniej nie było mu do śmiechu, gdy z nim rozmawiał, to naprawdę trudne sprawy, a on...
— Jiro? — usłyszał. Podniósł głowę. Stał przed nim chłopak w ciemnozielonej kurtce, bojówkach i czerwonej czapce z daszkiem. Miał jasnobrązowe włosy i pewny siebie wyraz twarzy. Uśmiechał się tajemniczo.
Widzę go tak:

 7620189732a3ebcf571a56f89d95e262c6356971a469ac823c52f2fc2d50e11a.jpg



Jiro spostrzegł na jego lewym nadgarstku zieloną chusteczkę. Natychmiast wstał z ławki, na której siedział i poprawił szary płaszcz.
— Tak, to ja — odparł pospiesznie. — Jiro Kiyashi. Ty jesteś Rey, tak?
— Ta, otom ci ja, Niuniuś.
Cześć, Niuniusiu. Masz głupie imię. Pozwól, że zacytuję ci fragment wierszyka z “Piekielnych”:
Mamcija kota, mamcija matkę,
Ciągle mamciję się słyszy.
Mamcija także wredną sąsiadkę,
Co nawet słyszy pisk myszy.


Więc w czym mam ci pomóc? — Rey natychmiast przeszedł do sedna sprawy. — O czym tak bardzo wstydziłeś się powiedzieć?
— Przede wszystkim mam na imię Jiro. — Bezczelność Reya łatwo wyprowadzała go z równowagi. — Nie mów do mnie tak, jak mówisz. Zrozumiałeś?
— Oczywiście, oczywiście. Panie Jiro Obrażalski — zaśmiał się Rey. Zdjął czapkę i przegarnął niesforne włosy. — To, co cię dręczy?
— Ty! Kiedy się ze mnie naśmiewasz! — krzyknął Jiro.
Rzut łopatką i ucieczka z piaskownicy za 3… 2… 1…
Mam dziwne wrażenie, że ten Rey już od samego początku traktuje naszego protagonistę jak upośledzonego.
Raczej jak marudne dziecko.


Naraz oczy zaszły mu mgłą, a po policzkach popłynęły łzy.
— Żeby Josh mnie w ogóle zauważył, nie mogę być... nie mogę... Och, ty niczego nie rozumiesz, wiedziałem!
Nie wytrzymał dłużej. Odwrócił się i uciekł, nie zwracając uwagi, że wszystkie jego wyrzeczenia i to, ile wysiłku kosztowało go spotkanie się z Reyem, idą na marne. 

 tumblr_lpae71oLQP1qkc2v6o1_500.gif


Nie zwracał uwagi na rozwiązany but, który normalnie nie uszedłby jego uwadze.
Potknie się o sznurówkę, przywali łbem w krawężnik i zapadnie w śpiączkę?
Nie, to by sugerowało uszkodzenie jakiegoś ważnego organu.


Teraz chciał już tylko znaleźć się w domu. Zostać samemu w swoim samotnym, wielkim pudełku (lub malutkim pudle), do którego nikt nigdy nie zagląda, które nie interesuje nikogo — gdzie siedzi opuszczony, gdzie przepłakuje długie godziny — chciał po (zakończeniu Wielkiego) postu wrócić do domu...
Rey nic nie rozumiał. Nie miał pojęcia, co dzieje się w sercu Jiro — nie mógł rozumieć — przecież nikogo nie kochał. Nie mógł, skoro pracował w L-offline.
Bo w umowie była klauzula niedozwolona o zakazie kochania. Rey, słonko, niuniuś, robaczku! Klauzule abuzywne nie wiążą nas z mocy prawa!
Pracuje w sektorze zajmującym się głównie roztrząsaniem życia uczuciowego = na pewno nikogo nie kocha.

 comment_MICJlgnfHc0d98rYVqHb7Tv7TaoAQi7Q.gif


Nie miał pojęcia o uczuciach Jiro. Traktował go jak kolejnego klienta, był dla niego po prostu następnym, któremu trzeba rady, a potem zniknie z jego życia, tak szybko, jak się pojawił.
Równie szybko, co składnia z tego zdania.
Tak, cudny specjalista, który “nie ma pojęcia o uczuciach”. Ech, czego ja się w ogóle czepiam…
Ojno, bo to on jeden? Przypomnij sobie, kto ma najwięcej do powiedzenia o życiu w małżeństwie, wychowywaniu dzieci oraz jałowości związków.


Zresztą... już zniknął, już więcej się nie zobaczą. Może to i lepiej, może jest inny sposób, żeby się pozbyć, żeby Josh... Rey nic nie rozumiał, nie miał pojęcia, jakie uczucia targają sercem Jiro. Rey nie wiedział. Ale zaczynał rozumieć.
Kuźwa, ten fragment ma być z punktu widzenia Jiro czy Reya? Bo aŁtoreczce wyszedł chaotyczny chaos chaosem na chaosie poganiany.
Imho, z punktu widzenia Jiro, który znów masturbuje się swoim poczuciem nieszczęścia i niezrozumienia.
Tak, na pewno nikt na świecie nigdy nie był zakochany, więc nie wie, jak to jest. Chociaż prawda, mało kto był zakochany tak debilnie.


Dzwonek do drzwi wyrwał Jiro z dołującej lektury.
Jakiej lektury, na litość? Dlaczego narracja rwie się jak stare gacie po tacie?


Nakazał wytrzeć oczy z łez i otworzyć gościowi, kimkolwiek był. Chłopak bynajmniej nie miał ochoty na wizyty właśnie teraz. Jednak otwierał zawsze, z nadzieją, że to nie listonosz.
Ja na przykład, jeśli już otwieram, to z nadzieją, że to jednak listonosz. Moja upierdliwa sąsiadka jest o wiele gorszą alternatywą.


— Rey? — Był mocno zdziwiony, gdy zobaczył w drzwiach szatyna, z którym pokłócił się kilka godzin temu. Rey nie uśmiechał się już tak, jak wcześniej. Wyglądał naprawdę poważnie, a granatowe oczy błyszczały determinacją.
Poniewczasie mu się przypomniało, że szef zapowiedział wywalenie na zbity pysk każdego, kto straci klienta.
Zagroził, że przeniesie go do działu callcenter. Tak w ogóle wpierdalanie się klientowi do prywatnego domu, w dodatku, gdy ten nie podawał swojego adresu, byłoby dla mnie świetnym powodem, aby rozkwasić facetowi nos zatrzaskiwanymi drzwiami.


— Jiro — powiedział, przecierając kark. — Chciałbym cię przeprosić za moje zachowanie. Nie chcę niczego popsuć, naprawdę chcę ci pomóc.
— Dlaczego tu przyszedłeś? Skąd wiesz, gdzie mieszkam? — spytał podejrzliwie Jiro, a oczy znów mu się zaszkliły.
— Poszedłem za tobą, po tym, jak uciekłeś. A niewielu jest na tym mieście (i w tej planecie) ludzi o tak osobliwym nazwisku, jak twoje.
“Osobliwym”? Nigdy nie zetknął się z nazwiskami o japońskim brzmieniu, srsly?
W ogóle mnie zastanawia, co do tego ma nazwisko Jiro. Nowy Jork to miasto zaledwie dwa razy większe od Warszawy, ale za o to trzykrotnie (!) większej gęstości zaludnienia, do tego turystyczne i z aglomeracją sięgającą niemalże dwudziestu milionów (!) ludzi. To raczej nie miejsce, gdzie możesz popytać wokoło o nieznajomego człowieka, a przechodnie wskażą ci drogę, no ludzie…
Może chodziło mu o nazwiska wypisane obok dzwonków do drzwi, Smithów było z dziesięciu, a Kiyashi jeden…?


Nie chcę, żebyś pomyślał, że cię lekceważę. Zgłosiłeś się do nas, więc powinienem ci pomóc.
— Zależy ci na gwiazdkach, prawda? — odciął się Jiro płaczliwym tonem.
Prawdopodobnie miał to być boChater o wrażliwej duszy i miękkim serduszku, ale po drodze coś poszło nie tak i dostaliśmy rozmazaną beksę, która zamiast sympatii wzbudza mdłości. Kochane aŁtoreczki, kochani Pisacy! Nie idźcie tą drogą.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam: można być wrażliwym, nie będąc wiecznie zasmarkanym. Serio.
Można też być wiecznie zasmarkanym, nie będąc wrażliwym, ale to się nazywa alergia i nie ma nic wspólnego z tym dzieUem.
Przede wszystkim - żaden normalny, zdrowy dwudziestodwulatek nie płacze ciągle dlatego, że ktoś na niego krzywo popatrzył. Takie zachowanie usprawiedliwiałaby jedynie ciężka depresja… ale Jiro nie zachowuje się jak człowiek z depresją, raczej jak ktoś upośledzony, kto na wszystkie sytuacje, które są za trudne, aby jego ograniczony umysł sobie z nimi poradził, reaguje krzykiem i płaczem...


— Nie musisz mi pomagać. Nie chcę, żebyś ze mnie żartował. Ja nie żartowałem.
— Wiem, przepraszam. I już wiem, o co ci chodziło.
— Wiesz?
— Wpuścisz mnie, czy mamy o tym rozmawiać na korytarzu? — Jiro zaprowadził Reya do salonu. Jego mieszkanie było bardzo duże, co potęgowały jeszcze białe ściany i niewielka ilość mebli.
Białe ściany i niewielka LICZBA (nie ilość, na bora!) mebli mogły potęgować WRAŻENIE wielkości mieszkania, ale przecież nie rozszerzały jego samego!
Pozwolę sobie przekleić z recenzji:

 redakcja.png


Rey usiadł na kanapie, naprzeciwko chłopaka i rozejrzał się dookoła. Na ścianach i na biurku pełno było szkiców i zdjęć ogrodów. Wszystko utrzymane w idealnym porządku.
— Mieszkasz tu sam? — rzucił jakby obojętnie.
W myślach podliczał wartość mebli i bibelotów i kalkulował, czy opłaca się walnąć tego naiwnego pacana w głowę, czy nie.
- Ile masz w portfelu? - zapytał niby mimochodem.
Uważnie przyglądał się też Jiro.
“Za chudy na pieczeń, mózgu raczej nikt nie tknie, ale nerki powinny być okej…”

 mGrP0696ZvO2oN5UzFyPpaoEYW0279drPaOx0ndo7RpRXrTW80kbiXfsqAFdfeqt-EA6ROtDlqLYe4HV6Vuw5w_U6qFQguF0PBc-XzA6R4BjY4LeXZB54h5vgwandA


Jiro przytaknął, wpatrując się w Reya nieszczęśliwym i jednocześnie nieufnym wzrokiem.
— Naprawdę wiesz, o co mi chodzi? — spytał. Rey uśmiechnął się, potwierdzająco.
— I...
— Pomogę ci, tylko musisz wiedzieć, czy sam tego chcesz — odparł. — Nie mogę cię do niczego zmusić. Skąd wiesz, że jemu właśnie na tym, zależy?
Zdziczały przecinek zaatakował znienacka, owijając się wokół szyi Reya. Rey zacharczał, Jiro zasmarczał, przecinek się przestraszył, korekta umarła i nie żyje.


— Słyszałem — rzekł natychmiast Jiro. Zaraz jednak wyjaśnił, widząc pytające spojrzenie chłopaka. — Raz na stołówce powiedział, że ktoś, kto w wieku 20 lat jeszcze jest... jest...no...
— Prawiczkiem — dokończył za niego Rey. Jiro poczerwieniał i schował twarz w dłoniach.
— Tak — przyznał.
O ile zakład, że Josh jest dziewicem?
Oj, ty za mało chyba filmów o nastolatkach w hajskjulu oglądałaś. Josh jest popularnym, tępym, puszczalskim sportowcem, no…
Jedyny hajskulowy serial, jaki trawię, to Buffy. Musisz mi wybaczyć nieobycie.


— No, że nigdy nie znajdzie sobie nikogo, bo to znaczy, że się...
— Bzdura — przerwał mu Rey ze śmiechem. — Nie wierz w coś takiego.
— Ale czy mógłbyś... czy mógłbyś... zrobić to... ze mną? — Z każdym słowem Jiro płakał coraz bardziej, a okulary zaparowały tak, że nie widział już właściwie nic. — Teraz?
— Teraz?!
— Tak...
— Chcesz tego?
— Tak. — „Josh na pewno wolałby mnie takiego".
Zasmarkanego i z zaparowanymi okularami? Ależ perwers z tego Josha!
Obawiam się, że Jiro jednak nie zapłacił Reyowi na tyle, aby usługi seksualne wchodziły w grę. Swoją drogą, niby taki wrażliwy, a raczej do jego małego móżdżku nie dojdzie, że właśnie zrobił coś porównywalnego do domagania się seksu od kelnerki, bo w końcu - i to usługa, i to usługa, jaka różnica...


— Czy... czy będzie bolało?
Rey bez słowa wstał i podszedł do chłopaka. Uklęknął przed nim i złożył pocałunek na jego dłoni.
A potem wyciągnął z kieszeni pudełko z pierścionkiem zaręczynowym.
Zauważcie, nic, ani jedno słowo wcześniej nie wskazywało, że Rey też woli chłopaków (ale jesteśmy w opku, więc wiecie…). A w ogóle cała ta agencja specjalistów od wszystkiego przypomina mi raczej prowadzone przez nastolatki blogaski z poradami...
Ostatnio trafiłam na porady dwunastolatki “Jak podobać się chłopakom”. Ten sam poziom mniej więcej. W ogóle Rey traktuje Jiro… bardzo dziwnie. Jakby nie patrzeć, to jest dla niego obcy, dorosły facet, do tego klient. Czemu zachowuje się, jakby Jiro był sześcioletnią księżniczką Barbie?
To oczywiste, dostosowuje się do poziomu klienta.


Jiro patrzył na niego przerażony i rozdygotany. Nie miał pojęcia, czego może się spodziewać, gdy Rey spojrzał na niego szarmancko, a jego dłonie spoczęły na kolanach Jiro.
Nie pierwszy raz się zastanawiam jak, zdaniem aŁtoreczek, można na kogoś spojrzeć z wyszukaną grzecznością.
Wolałby, żeby rzucił się na niego i jednym szarpnięciem zdarł spodnie z tyłka?


— Nie wierzę, że tego chcesz — powiedział cicho. — Nie zmuszaj się. Proszę, nie rób tego, dla nikogo.
— Po prostu zrób, co masz zrobić. Nie przejmuj się mną. Chcę mieć to już za sobą. — Jiro prawie płakał. Już sam nie wiedział, czego chce.
Ja wiem! Jiro chce sobie popłakać.
Mnie zastanawia, jak niby hipotetycznie Josh miał sprawdzać jego dziewictwo… Jakieś pomysły?
No jak to, przecież wiadomo, że prawiczka można poznać po wielkich, czerwonych i świecących jak latarnie morskie pryszczach na całej twarzy. Nie oglądałaś “Chłopaki nie płaczą”?
Nie oglądałam :<
No i widzisz? Miałam rację na samym początku! Do dermatologa z nim!


Rey westchnął głęboko i wstał, ciągnąc za sobą chłopaka. Był pewien, że to zlecenie nie skończy się dobrze, bo Jiro nie ma zielonego pojęcia o tym, co się właśnie działo, do czego się zmuszał... Właściwie, do czego zmuszał ich obu.
Hmmm, to może mu to… no wiesz… rozrysuj?


Przytulił go mocniej do siebie i powoli zaczął głaskać go po plecach, w nadziei, że może jeszcze się uspokoi i rozluźni.
Fachowiec z niego jak z koziej dupy trąba, widzi przecież, że smarkacz robi po nogach ze strachu; właśnie ze strachu przed fizycznym kontaktem…
(Dobra, czego ja się właściwie spodziewałam, przecież ta “firma” to nie żaden telefon zaufania, a ci “fachowcy” to żadni psychologowie, tylko grupka jakichś przypadkowych kolesiów, udających Wujka Dobrą Radę.)


Jiro jednak stał wyprostowany jak struna i drżał mocno, zastanawiając się, jak długo jeszcze będzie musiał to znosić. Czuł, jakby miał się zaraz przewrócić, a po policzkach popłynęły wielkie łzy. Nie chciał tak reagować. Dla ukochanego Josha postanowił wytrzymać wszystko, co robił mu Rey. Gdy jednak poczuł jego usta na swojej szyi, składające ledwo wyczuwalne pocałunki, nie wytrzymał. Wysunął się z objęć Reya w niemal dzikim popłochu.
Wiecie co? To jest normalnie opis zachowania ofiary molestowania seksualnego.
Raczej opis dwunastolatki, która jeszcze nie jest gotowa na seks, ale jej chłopak nalega...


— Nie bój się, Jiro — powiedział chłopak, uśmiechając się ciepło. Podszedł do roztrzęsionego Jiro i ucałował jego dłoń. — Nie bój się...
— Wcale się nie boję! — przerwał mu Jiro, tym razem już zalewając się łzami.
— Nie bój się powiedzieć, że nie jesteś na to teraz gotowy — dokończył spokojnie Rey. Puścił pawia? jego rękę i odwrócił się do wyjścia.
Widziałam sensu cień
Po opku tłukł się niczym szpak.
Opka to nie jego świat
Więc czuł się jakby trutkę zjadł.


Jiro złapał go za rękaw, przerażony.
— Dokąd idziesz? — spytał z paniką w głosie. — Chyba nie odejdziesz?!
— Nie jesteś na to gotowy, nie teraz — wyjaśnił szatyn. — Nie możesz tego teraz zrobić. Ja nie mogę...
— Nie zostawiaj mnie, Rey! — krzyknął Jiro. Puścił jego rękaw i upadł na podłogę, chowając twarz w dłoniach.
Przepraszam, ja już nie mogę. Idę po wódkę. *idzie*

 d9eb1703c2ce178b114c278eea8af7ef.jpeg

Serio, niech mnie ktoś oświeci, jaki był cel tych opisów. Naprawdę. W jakim celu mamy opis kojarzący się natrętnie ze wstępem do seksów w wykonaniu postaci, która zachowuje się jak PIĘCIOLATEK, w dodatku z różnymi problemami natury psychicznej. Niech mi ktoś to wytłumaczy, jaki, do jasnej anielki, jest sens umieszczania czegoś takiego, zakładając, że nie jest nim zniesmaczenie czytelnika…
Yyy… żeby było słodko i kawaii?


Wszystko stracone, stracone!

 tumblr_mbxuml4wFo1rnxj3b.gif
Komuś korniszonka? Pyszne są, naprawdę!


— Nie możesz, ja muszę to z-zrobić, żeby... Rey, błagam cię, nie rób mi tego!
Zza węgła wychylił się pan Henio.
- To robić, czy nie robić, bo mi beton stygnie?


— Spokojnie — usłyszał spokojny, ciepły głos. Zaraz potem dłoń Reya spoczęła na jego głowie. — Wrócę, nie martw się. Nie płacz. Zaloguj się jeszcze raz. Przyjdę, jeśli już naprawdę będziesz gotowy, Jiro. — Podniósł jego zapłakaną twarz i otarł delikatnie łzy. — Pomogę ci, o nic się nie martw.
Nie, stary, nie dasz rady. W obecności tego rozmazańca opada absolutnie wszystko i nie ma takiej viagry na świecie, która by na to pomogła.
Przepraszam, muszę coś zrobić.

 hugh 1.jpg
To tylko dla mnie celem zabezpieczenia. Za każdym razem, gdy będę czytać o Jiro, powrócę do tego zdjęcia, może po skończeniu opka będę miała jeszcze coś w stylu libida…
W sumie, tak na wszelki wypadek jeszcze…


Teraz okej. Mogę iść dalej.
Dzięki. Przyda się!


Wstał i bez słowa wyszedł z pokoju. Za chwilę drzwi wyjściowe trzasnęły za nim cicho.
Paczpani, jak się ludziom z dobrobytu w tyłkach przewraca. Obok drzwi wejściowych montują sobie drugie, wyjściowe. A może one takie aliganckie, na specjalne okazje?
Oj, ty chyba ze wsi jesteś. To normalne, że drzwi wejściowe i wyjściowe to jedne i te same drzwi, tylko wejściowe - od zewnątrz, wyjściowe - od środka. Bardzo ekonomiczne.
Pfff, ale bieda!


Jiro siedział na podłodze, wciąż jeszcze roztrzęsiony, przerażony i zdezorientowany. Zdawało mu się, że to, co się wydarzyło, to tylko sen. Bardzo zły sen. Rey sobie poszedł, poszedł! Bo on, Jiro, wszystko zepsuł. Nawet nie wie, jak miałoby to tak naprawdę wyglądać.
Będę brutalnie wulgarna, ale już nie mogę. Kup se ogórka, gupku.


Nic dziwnego, że Rey sobie poszedł. Teraz już zupełnie nie ma szans u ukochanego Josha, teraz już wszystko przepadło. Choć... Rey obiecał, że wróci. Może…


[Jiro ponownie umawia się z Reyem, tym razem potrzebuje od niego porady, w jaki sposób zaprosić Josha do kina. Ma kompleksy, gdyż Josha otaczają sami sportowcy, a on…]


— Popatrz na mnie! — krzyknął Jiro, zrywając się z miejsca. Zaraz jednak spuścił głowę, pociągając nosem i dodał drżącym od płaczu szeptem. — Popatrz...
Jeśli Rey zdziwił się nagłą gwałtownością chłopaka, to teraz był już mocno zdezorientowany. Zlustrował go uważnie. Może faktycznie Jiro Kiyashi nie należał do najpiękniejszych na świecie. Cienkie, lekko rudawe włosy, przycięte jakby w pośpiechu, opadały mu nieznacznie na czoło, a bladozielone oczy patrzyły na świat ze smutkiem i nostalgią.
Oczywiście, można znaleźć jakieś logiczne wyjaśnienie dla faktu, że chłopak o japońskim imieniu i nazwisku ma tak kompletnie niejapoński wygląd - ale ja wolę przyjąć opcję, że Jiro jest mangoludkiem.
Z Jiro taki Japończyk, jak ze mnie. Jak już powie zdanie po japońsku, to okaże się, że mówi jakby ukończył cztery podstawowe lekcje na kursie językowym…
Rey też nie wygląda na Hiszpana. Może rodzice Jiro byli zaciekłymi japanofilami, zmienili nazwisko i nadali dziecku imię ulubionego bohatera anime. Mnie bardziej interesuje dlaczego nieśmiali, zakochani boChaterowie opek zawsze, ale to zawsze mają problemy z dotarciem do fryzjera.?
Jak się wpisze w google’a “Jiro” to wyskakuje:

 jiro044.jpg
Może pierwowzór? Włosy rude, rysy twarzy raczej delikatne...


Drobna, jasna twarz wyglądała bardziej jak twarzyczka dziecka, a cała postać — niska i chuda, w połączeniu ze zbyt wielkimi ubraniami, jakie nosił chłopak — naprawdę mogła zdołować.
Dlaczego właściwie on nosi za duże ubrania? Nie jest przecież Harrym Potterem, ubogim,  zaniedbywanym przez opiekunów i donaszającym ciuchy po dwa razy większym kuzynie. Przeciwnie, ma własne, duże, odziedziczone po rodzicach mieszkanie, więc jest raczej bogaty z domu (w dalszej części opka będzie więcej o jego statusie majątkowym), a o kuzynach nic nie było słychać ;)
Oszczędny jest, donasza po przodkach.
Mnie bardziej zastanawia, czemu autor/ka uważa za słuszne brnięcie w “romans” i “sceny erotyczne” z udziałem upośledzonego, zachowującego się trochę jak dziecko i WYGLĄDAJĄCEGO jak dziecko chłopaka.
To chyba taki imperatyw… patrz opko o dziewięcioogoniastym pawiu.


Jednak Rey czuł, że wygląd Jiro nie przeszkadza mu w rozmowie z nim.
Na całe szczęście nie był aż takim snobem, żeby otwierać paszczę tylko do ludzi spełniających jego wyśrubowane wymagania estetyczne.
Tak, takie szczęście, Reyowi nie przeszkadza wygląd jego KLIENTA.


Tak nawiasem mówiąc, według oryginalnej ilustracji z książki, Jiro wygląda tak:

 1468504_666956239992364_1154972444_n.jpg


Mikrocefalia, bardzo słabo rozwinięta żuchwa, oczy szeroko rozstawione, usta małe i wąskie… Ktoś chciał sportretować dziecko z FAS?
Te dłonie!

 huge-hands.jpg


— Nie rozumiem, co ci w sobie aż tak przeszkadza — przyznał szczerze, jednak urwał, gdy zobaczył, że chłopak stoi przy szafie w rogu pokoju i płacze. Jak dziecko, za karę postawione w kącie.
Płakał cicho, nie manifestował swojego nieszczęścia.
Nie, wcale. On sam cały jest jedną wielką kupą nieszczęścia.
Nie, niczego nie manifestował, to oczy mu się pociły!


Twarz schował w dłoniach i płakał, nie wydając nawet najmniejszego dźwięku. Nie wstydził się łez. Wstydził się siebie. Swojego opuszczenia i swojego pudełka na lunch.
Fakt, było dość obciachowe.



Proooszę Cię… Jiro mógł co najwyżej mieć pudełko z Kubusiem Puchatkiem, Jelonkiem Bambi albo dzielnym małym tosterem. Piekielny kotek to nie jego półka.


Rey nie wiedział jak zareagować. Bał się podejść. Czuł, że Jiro źle wybrał, trafiając właśnie na niego. On naprawdę potrzebował pomocy.
Tak, i w tym momencie powinieneś raczej namówić go na wizytę u lekarza.
A najlepiej samemu go tam odwieźć.


Nie kogoś, kto się z nim prześpi. W tym momencie Rey zrozumiał, iż bardzo dobrze się stało, że do niczego nie doszło. To tylko pogorszyłoby sprawę.
Fakt, wykorzystanie seksualne osoby upośledzonej umysłowo bardzo kiepsko wygląda w papierach.


Kim jest ten cholerny Josh, dla którego Jiro tak bardzo chciał zmienić całe swoje życie?
Wstał i podszedł do chłopaka. Objął go delikatnie i pocałował w tył głowy. Chciał go jakoś pocieszyć, jednak Jiro znów zesztywniał, zupełnie tak samo, jak za każdym razem, gdy Rey próbował go dotknąć.
Kolejny raz, pajacu, dostajesz wyraźny sygnał, że cokolwiek Jiro by nie mówił, na kontakt fizyczny nie jest gotowy, więc gdzie się, do cholery, pchasz z tymi łapami i pocałunkami?
Może Rey jednak jest PUA i wyczuł stworzenie na tyle tępe, że przy odpowiednim przyciśnięciu jednak zamoczy?


Odsunął się pół kroku.
— Jiro, powiem ci coś, chcesz? — zaczął, starając się, żeby jego głos wybrzmiał jak najweselej. Jiro tylko nieznacznie kiwnął głową. — Myślę, że mam dobry pomysł jak ci pomóc...
— Zrobisz to teraz? — Jiro odwrócił się natychmiast, na drżących nogach. Wyglądał na przerażonego. Będzie bolało, myślał, ale tylko przez chwilę,
Eeee… jemu najwyraźniej się wydaje, że ma gdzieś tam błonę dziewiczą…?!
Może myśli, że to coś w rodzaju szczepienia?
Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby Jiro miał coś w rodzaju pochwy i macicy w tyłku. Nie, żeby to miało sens. Ale że samo opko nie ma sensu, to żadna różnica...


później... później Josh da się zaprosić do kina i może...
— Nie, nie to miałem na myśli — odparł natychmiast Rey ze śmiechem. — Raczej myślałem, żeby najpierw pomóc ci zdobyć coś, czego na pewno ci brakuje.
- ...?
Mózg? Charakter? Jaja?
Do poderwania jakiegoś obcego typa nieokreślonej orientacji? Raczej chloroform i pięć metrów sznura.


— Pewności siebie — wyjaśnił, gdy Jiro spojrzał na niego, jakby zobaczył ducha. Wyjaśnienie chyba niewiele dało, bo teraz patrzył na niego jak na wariata.
— Ale obiecałeś, że... — zaczął.
To wszystko nie tak, Jiro nic nie rozumiał. Był pewien, że z chwilą, gdy będzie miał za sobą swój pierwszy raz, wszystkie problemy się skończą.
Tak, kurna, oczywiście! Masz w dupie taki magiczny guzik, jak się go przyciśnie to wszystko robi PYF! i świat robi się różowy jak zadek kucyponka!
Cóż, podobno męski punkt g znajduje się w tyłku, wątpię jednak, aby wciskanie go leczyło z upośledzenia...


Teraz już całkowicie się pogubił, tak bardzo chciał, żeby Josh...
— Wszystko po kolei, Jiro — uspokoił Rey, klepiąc go po ramieniu. — Obiecuję, że jeśli będziesz na to gotowy, pomyślimy o tym. Jak na razie czeka nas okres częstszych spotkań.
— Zapłacę ci więcej.
— O tym też pomyślimy później. Na razie musimy się za ciebie porządnie zabrać.
Elektrowstrząsy lub hipnoza,
złoty lek na wszystko - Prozac
I znów snuć mogę euforyczne plany.
A gdy jednak będzie źle,
lobotomia przyda się!
Tehehe.


Jiro otarł łzy i uśmiechnął się nieśmiało do Reya. Może on wcale nie był taki zły? Może... może naprawdę chce mu pomóc, może nawet zostanie jego kolegą…
*soczysty facepalm*


Tej nocy Jiro Kiyashi znów nie mógł zasnąć. Ale tym razem już nie płakał.
LUDZIE!!! CUD!!!
A siedmiu aniołów, mających siedem trąb, sposobiło się do tego, by zatrąbić...


Nie było mu smutno. Było mu ciepło, jak chyba jeszcze nigdy dotąd.
A to tylko administrator budynku włączył ogrzewanie.


W młodym serduszku (Dwudziestodwuletnim, na litość!)(Zgadnijcie, kto ma dwadzieścia dwa lata. Tak, ja. Gdyby taki Jiro pojawił się w moim otoczeniu, wszyscy znani mi koledzy i koleżanki stanęliby w stuporze i z otwartymi ustami, próbując ogarnąć dziwne zjawisko.) tliła się iskierka nadziei. Rey obiecał, że pomoże mu nawiązać kontakt z ukochanym Joshem i jeszcze nabrać pewności siebie. Czyżby nigdy jej nie miał? Do tego potrafił się przyznać, choć tylko po cichu, sam przed sobą. Wiedział, że jest to jeden z czynników, przez który mieszka w pudełku sam. Nie lubił swojego pudełka, tym bardziej, że z każdym dniem stawało się coraz większe, a coraz bardziej puste.
Duże zawsze można sprzedać, kupić małe, forsę wydać na… ech… chusteczki.


Każdego dnia nakazywało mu milczeć i płakać, ale tak, żeby nikt go nie usłyszał.
Pudełko mu nakazywało???
Tak. Święte Pudełko z Niebios objawiło mu się w blasku ognia i huku gromu, i nakazało: Milcz i płacz!
(potem, co prawda, okazało się, że Jiro źle usłyszał - powiedziało “Płać!”, gdyż było Świętą Skarboną na Datki)


Teraz w pudełku nie był sam. Teraz był tu jeszcze kot? Rey, który wcale nie był tak bardzo bezczelny, jak mu się na początku wydawało. I mimo iż Jiro bardzo dobrze wiedział, że Rey niedługo zniknie z jego życia, jakoś wcale nie było mu smutno. Bo przecież będzie miał ukochanego Josha, który…
...który łazi wszędzie otoczony pięknymi dziewczynami; tymczasem w małym móżdżku Jiro jeszcze ani razu nie zaświtała myśl, że ukochany może być hetero...
On wydaje się wcale nie rozumieć, że jest gejem i co może się z tym wiązać. Raczej nie dochodzi do niego, że to oznacza, iż randomowy koleś ze szkoły najprawdopodobniej nie będzie nim zainteresowany. Zauważmy też, że w całej tej plątaninie mniej lub bardziej sensownych obaw Óczuciowych ani razu nie pojawił się lęk, że Josh/obcy typ z Internetu/ktoś inny po prostu może okazać się homofobem i sytuacja stanie się nieprzyjemna…
Mnie się z kolei wydaje, że to jest albo standardowy opkowy yaoiland, gdzie domyślnie wszyscy są gejami, albo wcielono tu w życie zasadę “heteroseksualiści nie istnieją, są tylko źle podrywani biseksualiści”, dlatego też Jiro nie poświęca ani pół myśli orientacji Josha, bo wie, że ona tu nie ma nic do rzeczy.
(albo informację, że Josh nie lubi “nachalnych dziewcząt” uogólnił sobie do “dziewcząt jako takich”)
No weź, ja próbuje logicznie tłumaczyć, a ty opkujesz. Wydaje mi się, że w przypadku dorosłego faceta, który dziwi się jak dwunastolatek odcięty od świata, że mama i tata to kobieta i mężczyzna, a on woli kolegę z klasy, poziom odrealnienia może być tak wysoki, że on naprawdę nie rozumie, o co w tym wszystkim chodzi...


***
...wciąż pozostawał dla Reya zagadką. Owszem, spotkał na swojej drodze już setki ludzi, gotowych na wszystko dla obiektu swoich uczuć. Ale Jiro Kiyashi nie był kimś, kto ugania się za kimkolwiek, a już na pewno nie za chłopakiem, który jest wschodzącą gwiazdą futbolu.
A wniosek ten wyssał z brudnego palucha, starannie ignorując fakt, że wynajęto go właśnie po to, by pomógł Jiro zbliżyć się do wschodzącej gwiazdy futbolu.
W ogóle… na jakiej podstawie Rey tak twierdzi? Czemu w ogóle gra w futbol ma przeszkadzać w związkach? Znaczy, prawda, po tym, co Jiro powiedział mu o Joshu nie wyłania się piękny obraz, ale sam Jiro przejawia taki poziom zdebilenia, że inteligencja u jego wybranka by tylko przeszkadzała…
Futbol. Oczywiście. Bo jak sport w opku, to przecież nie szachy.


-x-
Dzień na uczelni mijał bardzo powoli, ludzie snuli się po korytarzu niczym duchy. Zbliżał się koniec roku szkolnego i egzaminy, które nieuchronnie się z nim wiązały.
AŁtoreczko, złotko kochane, to się nazywa “rok akademicki”, a to drugie to “sesja”.


Jiro nie martwił się nimi, bardziej przerażał go fakt kolejnych tygodni, pozbawionych szkoły, dokąd chodził z nieukrywaną radością.
Zamiast ciągle płakać, zaczął się ciągle szczerzyć. Zamienił stryjek siekierkę na kijek.
E tam, nadal płakał, tyle że z radości.


Na wszystkie testy, które jeszcze mu zostały, przygotował się już dawno, dlatego miał teraz więcej czasu, żeby w praktyce wypróbować wszystko, czego ostatnio nauczył się od Reya.
Czyli czego konkretnie?
Ja mogę trochę nauczyć o podrywaniu. Zasadniczo, aby mieć szanse na podryw czegokolwiek, trzeba spełniać chociaż jedno z poniższych założeń:
a. nie być brzydkim,
b. nie być głupim,
c. nie być bucem albo mameją bez charakteru
Niestety, Jiro żadnego nie spełnia, więc nie ma dla niego ratunku.


Na boisku właśnie odbywał się trening szkolnej drużyny. Josh i jego nieodłączny przyjaciel (hehehe) jak zwykle dominowali, dopingowani przez grupę ślicznych cheerleaderek. Za dwa tygodnie mieli grać z West High School,
Uniwerek gra z hajskulem?
Sama autorka nie ma zielonego pojęcia, co opisuje, dziwisz się?


w związku z czym trenowali każdego dnia. Jiro bywał tu codziennie, szczęśliwy, że może popatrzeć na Josha i niezadowolony, że potrwa to już tylko czternaście dni. Gdy wygrają (był pewien, że tak będzie, w końcu Josh należał do drużyny!), będzie musiał znaleźć inny sposób, żeby choć trochę być blisko chłopaka.
Bo co, trenują tylko do tego jednego-jedynego meczu, a potem koniec, drużyna się rozwiązuje?
Może u nich jak u Majów, po ostatnim meczu nie ma już z kim grać.
Jeśli to koniec roku (szkolnego, akademickiego, jeden pies) może to być równoznaczne także z końcem aktualnego sezonu sportowego.
Ołje, koniec roku szkolnego, a potem długie, smutne, samotne wakacje… (oddala się, nucąc “Sealed with the kiss”)


Bał się przyznać Reyowi, iż jeszcze ani razu nie podszedł do Josha i nie porozmawiał z nim. Choć mógłby przyznać się, że próbował. Tak... podszedł do niego dwa razy na stołówce szkolnej.
Heloł, aŁtorko, zdecyduj się, to jest szkoła czy uniwersytet?!
Wyższa Szkoła Udawania Matoła.
Opko High?


I gdy był już tak blisko, gdy dzieliła ich odległość paru kroków i „Witaj Josh, pamiętasz mnie? Pomogłeś mi kiedyś pozbierać książki. Jestem Jiro Kiyashi, chciałbym ci za tamto podziękować i zaprosić do kina". „Hej, miło mi cię poznać. Dzięki, bardzo chętnie z tobą pójdę".
— Coś się stało? — usłyszał nagle, ukochany głos. Śliczny...
— E?! — Natychmiast wrócił na ziemię. Z wielkim hukiem. Dopiero po chwili rzeczywistość do niego dotarła i dopiero po chwili zauważył, że Josh siedzi odwrócony do niego bokiem i lustruje go wzrokiem pełnym wyczekiwania. Obok niego przysiedli jego koledzy i koleżanki (musi być naprawdę wspaniały, skoro ma takich ślicznych znajomych) i szeptali coś do siebie, rzucając mu ukradkowe spojrzenia, a potem chichotali wcale nie cicho.
Ocenianie wartości ludzi na podstawie urody ich znajomych to już naprawdę jakiś wyższy stopień pustactwa. Swoją drogą to musi być męczące, przez cały dzień być otoczonym bandą akolitów.
Ojtam, z perspektywy Jiro wszystko obraca się wokół Josha, więc inni też na pewno skaczą koło niego. A może ten Josh całkiem normalnie chodzi ze swoją grupą ze studiów/drużyny powtórzyć przed sprawdzianem czy pogadać o treningach...


— No więc? — ponaglał go Josh. Jego głos taki ciepły...
„No powiedz to w końcu, na pewno się zgodzi!".
Przy swojej “paczce”? Jassssne.


— Ech... — jęknął Jiro. Poczuł, że naraz robi mu się ciepło w (majtach) oczy - tylko nie to!
— Widelec... upadł ci.
— Tak? — Josh rozejrzał się zdziwiony, zaraz jednak spojrzał na swoja tackę. Widelec leżał, jak gdyby nigdy nic.
— Chyba nie mnie — dodał ze śmiechem. Jiro zarumienił się mocno i spuścił głowę, żeby nikt nie zauważył, jak zielonkawe oczy robią się wilgotne.
— Chyba... chyba się pomyliłem... — zaczął, gdy nagle przerwał mu nieopanowany śmiech jednego z kolegów Josha. — Przepraszam...
Uciekł, zanim ktokolwiek zdążył zareagować. W głowie mu się kręciło, a nogi uginały się pod nim. Nie wiedział, co się dzieje dookoła, kim są ludzie, których mijał, ani dokąd biegnie. W uszach szumiał mu tylko ten śmiech... ten szyderczy śmiech i własne „jesteś do niczego".
Nie zdziwiłabym się, gdyby tak zareagował dwunastolatek, ale na bora, ten chłopak ma dziesięć lat więcej!
Hm, a może to w ogóle taka cecha yaoiców? W tym opku szesnastoletni Naruto zachowywał się jak przedszkolak, a w tym - dwudziestoczteroletni Richard jak gimnazjalista...



***


Wszystko mu dzisiaj leciało z rąk. Na dodatek koledzy wciąż się z niego naśmiewali. A raczej z jego najnowszego klienta. Nie chcieli (chyba “nie mogli”?) zrozumieć, po co Rey angażuje się więcej (chyba “bardziej”?), niż to potrzebne, powinien był przecież skorzystać, że głupiutki Jiro jest w stanie mu dobrze zapłacić, a pewnie i tak nie starczy (uwiąd) mu odwagi, żeby napisać mu negatywną ocenę, więc tak na dobrą sprawę Rey nie ma nic do stracenia.
Tak, myślę, że to daje nam niejakie pojęcie o poziomie profesjonalizmu tych “doradców”.
Btw, negatywna ocena to najmniejszy pikuś - w prawdziwym życiu i prawdziwych Stanach pierwszy niezadowolony klient sprocesowałby ich do ostatniego dolara.


Dziś zamierzał nawet pójść do chłopaka i powiedzieć mu, że rezygnuje ze współpracy, miał już dość docinków, że jest za miękki, bo nie na tym polega jego praca i jeśli tak dalej pójdzie, to w życiu na siebie nie zarobi.
Znaczy, jego praca jednak polega na świadczeniu usług seksualnych…?
Na byciu twardym, najwidoczniej.


Na początku nawet dobrze szło mu odpieranie ataków, później jednak zdał sobie sprawę, że pokłócił się niemal ze wszystkimi, a to z powodu Jiro Kiyashiego, którego prawie nie znał.
Oni wszyscy musieli się naprawdę bardzo, bardzo nudzić w pracy.


„Koniec, muszę mu powiedzieć, że to nie ma sensu — myślał, przemierzając wąskie uliczki.
Te wąskie uliczki Nowego Jorku, przyozdobione rozwieszonymi tu i ówdzie sznurami z praniem.
Kury, kaczki i umorusane gnojem dzieciska kręciły się pod nogami przechodniów, psy szczekały, baby ubijały masło a chłopy, przyodziane w zgrzebne koszuliny z samodziału, flegmatycznie reperowały grabie.
Psy szczekały dupami, stara cyganka żebrała pod kościołem, zbierając grosiki w chustę...


Wcale nie zwracając uwagi, gdzie idzie, wszedł do małej restauracji z fast foodem. Godzina jedenasta, przydałoby się jakieś śniadanie w końcu. Wczoraj nie mógł zasnąć, a teraz nie mógł się obudzić.
Chopie, weź ty się przekwalifikuj na cokolwiek mniej stresującego, choćby obieranie cebuli, bo z takim poziomem odporności umrzesz przed trzydziestką.


Usiadł przy jednym z wielu pustych, plastikowych stolików i schował twarz w dłoniach. Spaaać...
— Co podać? — usłyszał cichy, śpiewny głos kelnera. Nie miał siły unieść głowy.
— Kawyyy... — wyjęczał. — Proszę dużo kawy...
— Coś jeszcze? — Każde zadane pytanie zmuszało jego umysł do pracy. Niewykonalne.
— Polecam ciastko czekoladowe albo kanapki z gotowaną szynką i dodatkami w postaci...
— Daj cokolwiek — przerwał chłopakowi. — Tylko dużo kawy... i szybko!
— Oczywiście, w takim razie zaraz przyniosę — odparł kelner i odszedł. Reyowi szumiało w głowie, a oczy same się zaklejały. „Co jest — myślał. — Przecież nic nie piłem... no dobra, trochę. Ale tylko trochę i to było wczoraj".
Objawy ma jak po baniaku śliwowicy. Może to był ruski bimber spod Czarnobyla?


— Bardzo proszę, pańskie zamówienie — usłyszał nagle nad głową. Czy to możliwe, żeby tak szybko się uwinęli, czy to on ma jakiś spowolnio-ny tok myślenia?
Dziwi się, jakby przywykł do luksusowych kawiarenek z baristą i szykanami. W amerykańskiej śniadaniówce mają gotową kawę w wielkim dzbanku, nalanie zajmuje momencik.


Podniósł głowę ociężale, wlepiając nieprzytomny wzrok w dłonie chłopaka, które zwinnie rozkładały zamówienie na stoliku.
Te dłonie! Te wielkie, ogromne dłonie!


Potem przeniósł spojrzenie na jego twarz. Uśmiechnięty, ale jakby trochę na siłę, niesforne, lekko rudawe włosy wpadały mu za okulary w grubych oprawkach.
Tak sobie myślę. Grube oprawki oczywiście mają wyglądać niemodnie i czynić Jiro nieatrakcyjnym (standardowy typ szkolnego kujona). Ale… Grube oprawki, w kształcie takim, jak na rysunku, ostatnio nosiło się gdzieś w latach 80-tych (model “Natalka Kukulska”), natomiast akcja zdecydowanie dzieje się współcześnie. Wychodzi więc na to, że chłopak włożył trochę wysiłku w ich zdobycie i nie jest żadną zaniedbaną ofermą, tylko świadomie kreującym swój wizerunek hipsterem ;)
Jako osoba, która niedawno kupowała sobie okulary, stwierdzam z całą pewnością, że grubych, dużych, okrągłych oprawek autentycznie nie da się dostać w normalnym salonie optycznym. W dziale męskim czasami nie ma nawet o zaokrąglonym kształcie, bo królują plastikowe, prostokątne...


Wyglądał trochę jak...
— Ji... Jiro? — Rey był prawie pewien, że teraz wszędzie, w każdym czło-wieku, którego minie, będzie widział Jiro, przyczynę swoich problemów.
— Rey?! — Usłyszał nie mniej zdziwioną odpowiedź. Więc jednak... Jednak mu się nie wydawało. Może to i lepiej, przynajmniej wie, że nie zwariował. Więc jednak, to był jego Jiro Kiyashi. „No nie, błagam!".
— Jiro, co ty tu robisz? — spytał Rey, sam chyba nie do końca wiedząc, co mówi. Jiro uśmiechnął się szeroko i poprawił okulary.
— Jak to — odparł ze śmiechem. — Pracuję tutaj.
Borze, ta mameja obsmarkana pracuje jako kelner. Ciekawe, czy rzuca się na podłogę, zalewając łzami, kiedy tylko jakiś klient krzywo na niego spojrzy?
Praca kelnera w ekstremalnie wielkim mieście to chyba drugi, zaraz po callcenter, najgorszy wybór dla kogoś strasznie wrażliwego na punkcie swojej osoby i z kłopotami w nawiązywaniu relacji interpersonalnych. Jeszcze to by miało jakiś sens, gdyby Jiro miał kłopoty finansowe i chwytał się tego, co dają. Ale nie, na nic takiego nie wygląda…
Teoretycznie mógłby to robić w ramach treningu pewności siebie, ale aŁtoreczka nie raczyła nam tego wyjaśnić.


[Idą gdzieś do parku, gdzie Jiro, szlochając i łkając, wyznaje, że nic nie wyszło z prób zagadania do Josha, wobec czego chce zrezygnować z pomocy Reya i przeprasza go za zmarnowany czas. Ten jednak - wbrew temu, co myślał wcześniej - nie zamierza odpuścić]



— Bez gadania. Miałem ci pomóc, czyż nie? Wstawaj i chodź ze mną. Ja nie rzucam słów na wiatr.
Jiro, wciąż jeszcze roztrzęsiony, nie miał zielonego pojęcia, gdzie Rey go prowadzi, gdy przemierzali brooklyńskie ulice. Miasto, które znał tak dobrze, teraz zdawało mu się nowe, obce, miał nieodparte wrażenie, że widzi je po raz pierwszy w życiu. Rey za to szedł pewnym krokiem, mijał małe straganiki z gazetami, odrapane kamienice i zaniedbane ogródki. Skręcał w różne strony, jakby z pamięci, aż biednemu Jiro zakręciło się w głowie.
Gdyby Rey szedł z dżipiesa, to by się Jiro nie kręciło.


W końcu Rey pociągnął go za sobą do jakiegoś małego budyneczku, pomalowanego wyblakłą już, czerwoną farbą. Jiro niepewnie wszedł do środka. Okazało się, że przyszli do salonu fryzjerskiego. Miał nie więcej niż cztery metry kwadratowe,
W pomieszczeniu 2x2 mieściły się akurat fotel i lustro; klientki czekały na ulicy, a myć głowę chodziło się do łazienki w McDonaldzie naprzeciwko.
To jest fryzjer męski, więc nie ma tam żadnych luster, suszarek i innych takich, to dobre dla bab.
Mój dawny pokój miał sześć metrów kwadratowych (2x3) i to był bardzo mały pokój.
Potwierdzam. Mój pokój ma właśnie sześć metrów kwadratowych i to akurat tyle, aby zmieściło się łóżko, mała szafa, biurko i fotel. Cztery metry kwadratowe to powierzchnia, w której leżący człowiek mógłby dotykać stopami jednej ściany, a rękoma - drugiej.
Niewykluczone, że aŁtorka miała na myśli pokój 4x4 czyli SZESNAŚCIE metrów kwadratowych.
To i tak raczej za mało na nawet mały salon fryzjerski.  
Nie przesadzaj, “moja” fryzjerka się mieści w takim, razem z suszarą , myciem i sofą dla oczekujących.
Mikrosalonik za mikropożyczkę.


ściany zostały wymalowane w fantazyjne, egzotyczne kwiaty, które biły po oczach intensywnymi barwami.
Optycznie zmniejszając pomieszczenie jeszcze bardziej.
I skutecznie odwracając uwagę klienta od tego, co działo się na jego głowie.
Tak, aby zapomniał, ile to pięć centymetrów.


Całe wyposażenie, składające się ze starej sofy, jednej toaletki i skrzypiącego fotela, utrzymane było w nienagannym porządku. Tak samo, jak wszystkie przyrządy. Na sofie siedziała starsza kobieta — wyglądająca jak wnętrze jej salonu
Znaczy, miała dupę szeroką jak sofa, nóżki cienkie jak u toaletki, skrzypiała jak fotel i cała była wymalowana w egzotyczne kwiaty?
Miała nie więcej niż 4 metry kwadratowe.


— i czytała czasopismo motoryzacyjne. Gdy zobaczyła Reya, natychmiast zerwała się z miejsca i doskoczyła do niego, ściskając z całych sił.
— Rey, złotko, bałam się, że o mnie zapomniałeś — zaświergotała między kolejnymi soczystymi pocałunkami w policzki. Rey stał cierpliwie, ze skwaszoną miną.
Kobieta mnie całuje, fuj!


Zaskoczony Jiro otarł łzy, zaciekawiony zaistniałą sytuacją.
Borze, czy to znaczy, że przez całą drogę nieustannie się mazał?!
To autentycznie przypomina opis niemowlaka, któremu się pomachało grzechotką przed twarzą, więc już nie płacze, tylko gapi się z zaciekawieniem na hałasujący obiekt...


— Jiro jest zakochany, ale uważa, że nie ma szans, bo źle wygląda — wyjaśnił Rey, odwracając się do Mii. — Chciałbym, żebyś to zmieniła.
— Oczywiście! — wykrzyknęła Mia. Natychmiast wyciągnęła grzebień zza prawego ucha i złapała nożyczki. Rey usiadł na sofie i przyglądał się jej poczynaniom. Zdawała się być w swoim żywiole, wiedział, że tak było. Tańczyła wokół Jiro, zręcznie przebierając kościstymi dłońmi, w których tylko od czasu do czasu błyskały nożyczki. Biedny Jiro bał się poruszyć, wyglądał, jakby nigdy wcześniej nie był u fryzjera.
Mam wrażenie, że on nie tylko “wyglądał” ale faktycznie nigdy w życiu nie był…


Nie powiedział ani słowa, podczas gdy Mia zadawała mu setki pytań.
Minęła godzina, a praca została skończona. Mia z dumą otrzepała ramiona klienta z resztek włosów i odwróciła go do lusterka.
— I jak, mon amour? — spytała śpiewnie.
Godzina? Matko Borska, w godzinę można obskoczyć mycie, trwałą i farbowanie, CO ona mu robiła?
No jak to co, tańczyła wokół niego. To był salon fryzjersko-baletowy.


Jiro zajrzał niepewnie do lusterka, jakby nie wierzył temu, co widzi. Istotnie nie widział swojego odbicia, to już nie był człowiek, którego do tej pory znał, który co dzień rano witał go w lustrze. Rudawe, cienkie włoski były teraz wymodelowane, przeczesane lekko na lewą stronę, tak, by przysłonić jedno oko (to brzydsze, gdzie miał bliznę z dzieciństwa, której tak bardzo się wstydził).
A podobno blizny dodają męskości.
Może nie dodają, a mnożą. A zero pomnożone przez dowolną wartość...


Wyglądał zupełnie inaczej. Niby wiele się nie zmieniło — po prostu pierwszy raz od czterech lat poszedł do fryzjera, który umie porządnie ścinać włosy
A przedtem nie chodził do takiego, bo…?
W dzieciństwie straszyli go wierszykiem “O Juleczku, co miał zwyczaj ssać palec”, więc bał się nożyczek.   
Przedtem nie chodził, ponieważ nie przyszło mu do głowy, że aby poderwać Josha true sportowca chadzającego z pięknymi dziewczynami przydałoby się chociaż trochę uwypuklić własną atrakcyjność fizyczną. Chociaż jak czytam opisy Jiro, to raczej nie bardzo jest co uwypuklać...
Btw, skoro Mia jest taka dobra, co robi w tej norze?


— a jednak było zupełnie inaczej. Niepewnie ujął w palce kosmyk włosów. Tak. Są jego własne. Ale wydawały się inne... ładniejsze. Uśmiechnął się nieśmiało do swojego odbicia. Odpowiedziało mu tak samo.
A już byłam pewna, że się rozryczy. To odbicie.



— Jesteś naprawdę piękny. Ale pamiętaj, że prawdziwe piękno nosisz w serduszku.
— Och! — Jiro poczuł, że znów wilgotnieją mu oczy.
— Nie płacz, nie płacz. — Mia natychmiast dojrzała pierwsze łzy.
To nie były łzy, to różowy lukier. Z serduszka.
Idę po wódkę.


Ucałowała go w policzek i roześmiała się. — Teraz spokojnie wyglądasz na dwadzieścia lat. Ta fryzura dodaje ci wieku.
Lat, do cholery! Gdzie ta redakcja i korekta, którą się chwaliło wydawnictwo?
Powiedziałabym, gdzie, ale nie chcę prywatą.


— Dobrze — zaczął Rey. Uśmiechnął się do Mii i zwrócił się ku drzwiom. — Ale musimy się już zbierać. Mamy naprawdę sporo roboty.
Drzwi skinęły mu klamką i posłusznie wzięły dupę w troki.


[Z pamiętniczka Jiro]
Ten dzień był naprawdę dziwny. Jeszcze chyba nigdy nie przeżyłem niczego podobnego. Dziś Rey zrobił dla mnie naprawdę wiele. Poznałem kilku jego znajomych. Jedną z nich była Mia, fryzjerka. Obcięła mi włosy i teraz nie umiem się poznać, gdy patrzę w lustro. Wyglądam jak zupełnie inny człowiek. Jestem innym człowiekiem. Bo później Rey zabrał mnie do okulisty, a potem jeszcze do różnych sklepów.
Do warzywniaka, do mięsnego i do piekarni na rogu.
Serio. Jeśli kiedykolwiek pomyślę, że nie mam życia, bo jestem Literą, siedzę w internecie i nawet mój warlock z WoWa mnie nie lubi, przypomnę sobie pamiętniczek Jiro i ekscytacje fryzjerem...


Pan okulista powiedział, że najlepsze byłyby szkła kontaktowe, bo są wygodniejsze od okularów, poza tym mam bardzo ładne oczy...
Standardowa filmowa przemiana brzydkiego kaczątka w łabędzia za pomocą zmiany fryzury i zdjęcia okularów - odhaczyć!
(“Pan okulista” - czy to nie kojarzy się Wam ze sposobem mówienia dziecka?)
(Małego dziecka, co najwyżej zerówkowicza.)


Mam bardzo ładne oczy! Ciekawe, dlaczego rodzice nigdy mi tak nie powiedzieli, nigdy nikt...
Mam teorię: jego rodzice rzeczywiście, jak pisała Sine, byli japanofilami, do tego stopnia, że choć sami byli parą rudych, zielonookich Irlandczyków, to wymarzyli sobie dziecko o azjatyckich rysach i byli bardzo rozczarowani, kiedy jednak urodziło się białe.



— Jiro, ile ty naprawdę masz lat? — spytał nagle. Zaskoczyło mnie to pytanie. Zdezorientowało zupełnie. Nie miałem pojęcia, skąd mu to teraz przyszło do głowy. Na początku nawet zapomniałem, co odpowiedzieć.
— Co... — wykrztusiłem, zanim doszedłem do siebie.
Ekskjuze mła, ale człowieka, który nie jest w stanie odpowiedzieć na proste pytanie o wiek, nie wyobrażam sobie ani na studiach, ani w żadnej pracy.
(Klient: Ile kosztuje kanapka?
Jiro: Co? Eee… Yyyy… <wybucha płaczem i ucieka na zaplecze>)


— Mia powiedziała, że wyglądasz na dwadzieścia — wyjaśnił Rey. Na jego twarz powrócił jego dawny uśmiech. — A na profilu w L-offline napisa-łeś, że masz dwadzieścia dwa. Jak to w końcu jest?
No tak, bo to jest różnica wyrażająca się w milionie zmarszczek...
To jest różnica! Porównaj sobie Biebera - 20 lat i Trybsona - 22 lata!
Touché!


— Mam dwadzieścia dwa lata — odparłem. Poczułem, że łzy przechodzą, że mogę rozmawiać z Reyem, wcale nie płacząc. — Przecież studiuję. (a gdyby miał dwadzieścia, to by nie mógł?)
— Taaa, jasne. — Rey stuknął się palcem w czoło. — Szczerze, ja też myślałem, że masz mniej, gdy się spotkaliśmy. Myślałem, że zmyślasz na portalu...
Nie ty jeden.


— Może dlatego, że się za wcześnie urodziłem. — Nawet było mi całkiem wesoło. Pomyślałem, że wtedy, przy Reyu, mógłbym się nawet śmiać. Zdziwił się, chyba nie zrozumiał.
— Jak to, za wcześnie? — spytał lekko zdezorientowany. Pierwszy raz, odkąd go poznałem.
Ten też chyba chował się w pudełku, skoro nie słyszał o wcześniakach...


— Urodziłem się o trzy miesiące za wcześnie — wyjaśniłem. — A w dzieciństwie dużo chorowałem. Podobno dlatego nie urosłem tak, jak moi rówieśnicy. Dlatego może teraz wyglądam na kilka lat mniej, niż mam w rzeczywistości.
— Taaa, jasne — powtórzył Rey. Odwrócił się do mnie i uśmiechnął. Tak po prostu. Odwzajemniłem ten uśmiech, choć bałem się, jak on na to zareaguje. Rey nie był na mnie zły, chyba też chciał tego uśmiechu.
Na litość boską, ten chłopak zachowuje się, jakby w dzieciństwie ktoś lał go pasem za każde spojrzenie nie tak!
Pssst. Tam dalej są seksy. Serio. Seksy z tym upośledzonym dzieciakiem. Już nawet nie wiem, co mam kumulować - wódkę, czy gify...


Wtedy, po raz pierwszy, przyjrzałem mu się dłużej. Był naprawdę przystojny. Może niemal tak bardzo, jak Josh. Miał takie głębokie, granatowe oczy, które chyba śmiały się cały czas, ale miały w sobie jakąś dziwną tajemnicę i magię.
To nie magia, to szkła kontaktowe.
Jeśli ma jasnobrązowe włosy i granatowe oczy, to najprawdopodobniej soczewki. Oczy o barwie granatowej nie dość, że spotyka się dość rzadko (zazwyczaj niebieskie oczy są bardzo jasne, albo ciemne, ale przytłumione szarością), to jeszcze zwykle u blondynów.
To są mangoludki, mangoludek może mieć oczy i włosy w każdym kolorze.


Przez chwilę zastanawiałem się czy jest na świecie ktoś, kto odgadłby takie oczy.
Diabeł nie odgadnie, co w nich chowasz na dnie...
Nerw wzrokowy. Wygrałam?


No i ten jego uśmiech, taki promienny i szczery. Nie potrafiłbym nigdy opisać, jak naprawdę wygląda Rey, żeby nie pominąć niczego istotnego, w czym nie zawarłaby się ważna cząstka Reya. Miał rozwichrzone, jasnobrązowe włosy, których — być może — nigdy nie czesał,
Wobec czego miał na głowie imponujący kołtun.


ale bardzo ładnie współgrały z beztroską w granatowych oczach, uśmiechem na wąskich, drobnych wargach
Jasiu, wyjmij kajecik i zanotuj: możesz się beztrosko uśmiechać tylko, jeśli masz brązowe włosy; uśmiechający się blondyn wygląda jak głupek, a brunet to już w ogóle jakieś nieporozumienie.


i całą, wysoką, postawną postacią, z której promieniowało tak dużo pewności siebie. Pewności, której mnie brakowało.
— Idź już do domu. jutro nie wstaniesz — powiedział, a raczej zakomunikował, podnosząc się z miejsca. Ja również wstałem. Uśmiechnął się jeszcze raz i ruszył w kierunku przeciwnym niż ja. Naraz zrobiło mi się smutno. Wiedziałem, że jutro na pewno będzie lepiej, Josh na pewno nie będzie się ze mnie śmiał (znaczy się, nie on, tylko jego koledzy), bo jutro już nie będę się ani jąkał, ani zacinał i nie będę płakał, tylko zaproszę go do kina. Ale Rey szedł w inną stronę...
— Dziękuję — zawołałem za nim, zanim sam zorientowałem się, co robię.
Ty uważaj, bo zaczniesz wygłaszać wykłady, zanim zorientujesz się, co robisz.


— Dziękuję ci za dziś, Rey! Kiedy się zatrzymał i odwrócił, zrobiło mi się niesamowicie gorąco na twarzy. Gdy zawrócił w moją stronę, poczułem się nieswojo i miałem ochotę uciec. Kiedy już prawie to zrobiłem, Rey poklepał mnie po ramieniu i uśmiechnął się.
— Odprowadzę cię — powiedział. — Jest już ciemno.
Jeszcze się zgubisz, biedne dzieciątko, i zapłaczesz na śmierć w jakimś zaułku.


Odprowadził pod same drzwi. Przez całą drogę szliśmy w milczeniu, mimo że zapewne każdy z nas miałby wiele do powiedzenia. Tak samo w milczeniu weszliśmy do kamienicy, a gdy zamknąłem za sobą drzwi, Rey odszedł. Odszedł i znów w pudełku zrobiło się pusto. Ale już nie tak smutno. Tego byłem pewien — Rey dał mi nadzieję, że Josh może mnie pokochać.
A nadzieja matką głupich...


Z salonu fryzjerskiego dwa na dwa metry pozdrawiają: Q podrywająca ukochanego za pomocą sznura i chloroformu, Kura, pomagająca założyć koszulę RDJ i Sineira z piekielnym pudełkiem na lunch,
zaś Maskotek nad brzegiem rzeki Hudson usiadł i zapłakał.